niedziela, 25 września 2005

Jezyk

"Nie bedziemy spiewac po angielsku, nie bedziemy myslec tak jak oni" - twierdzil swego czasu zespol Big Cyc :-) No, niestety - jezeli jest sie w anglojezycznym kraju, to po angielsku trzeba - jesli nawet nie myslec lub spiewac - to przynajmniej mowic...

Nikt z nas nie urodzil sie od razu ze znajomoscia j. angielskiego, wiec zadzieranie glowy przez co niektorych "poliglotow" i okazywanie wyzszosci innym z powodu swojej np. lepszej znajomosci tegoz jezyka - jest co najmniej nie na miejscu (a czesto mozna sie z tym tutaj spotkac, niestety...)

Na pocieszenie: wszystkiego mozna sie nauczyc, a ja sam jestem tego zywym przykladem :-) W koncu juz nawet tow. Lenin podobno radzil: "Ucit sia, ucit sia - i jescio raz - ucit sia" :-)
Jezeli macie staly dostep do internetu, polecam bezplatny kurs zamieszczony na stronie http://www.bbc.co.uk/polish/learningenglish/ Mozna tam m.in. posluchac "zywej" wymowy - niestety, jest to wymowa czysto angielska, w Irlandii mowi sie troche inaczej...

Mimo ze jezyk angielski jest jeden, to inaczej mowi sie w Anglii, inaczej w USA, jeszcze inaczej w Irlandii, itp. Mialem okazje pracowac - i przysluchiwac sie - anglojezycznym obywatelom roznych panstw, i jak dla mnie - najbardziej zrozumiale po angielsku mowia... Anglicy :-) Pewnie nic dziwnego, w koncu to ich jezyk.

Jak mowia Irlandczycy? Zalezy gdzie. Ja mieszkam w Cork, gdzie latwo nie jest. Podobno mieszkancy Cork mowia 2 razy szybciej niz Irlandczycy z innych miast :-(
Ale dla przykladu: wezmy takie slowo jak "poniedzialek". Po angielsku piszemy je "Monday". Anglik przeczyta je jako "mandej". A jak to zrobi Irlandczyk (a przynajmniej: Irlandczyk z Cork)? Ano, on wypowie cos na ksztalt "munde"...

Kilka historii z zycia wzietych: mam tutaj kilku znajomych, ktorzy mieszkaja w Cork od paru lat. Mimo dosc intensywnej nauki jezyka, czasami w ogole nie rozumieja Irlandczykow... Mam tez kolege, ktory w Polsce byl nauczycielem j. angielskiego. Byl pare razy w Anglii, nie mial zadnych problemow z komunikacja. Kiedy przyjechal do Cork, przez pierwszych pare tygodni byl doslownie zalamany... Bardziej sie domyslal co do niego mowia - niz to rozumial. Pracowalem tez z jednym Irlandczykiem ktory cale zycie mieszkal w Dublinie, a niecaly rok temu z powodow osobistych przeniosl sie do Cork. Twierdzi, ze rozumie swoich rodakow z Cork ledwie w polowie... I na koniec: obecnie pracuje z jednym mlodym Irlandczykiem, ktorego brat mieszka w innej czesci Irlandii. Kiedy tenze brat przyjezdza w odwiedziny do mojego znajomego i np. rozmawia z mieszkajaca po sasiedzku mlodzieza, to ten moj znajomy musi wystepowac w roli... tlumacza :-)

Takze nie przejmujcie sie, jezeli nie do konca rozumiecie angielski Irlandczykow - bo oni czesto siebie nawzajem nie rozumieja :-)

Niedawno kupilem dolaczany do jednej z tutejszych gazet film pt: "The most fertile man in Ireland" - jest to nienajgorszy przyklad angielskiego po irlandzku :-) Poszukajcie w wypozyczalniach dvd - moze akurat sie trafi.

I na koniec jeszcze raz: nie wpadajmy w kompleksy. My przynajmniej po polsku mowimy lepiej, niz Irlandczycy po irlandzku (angielski nie jest dla Irlandczykow jezykiem narodowym, tylko tak naprawde - jezykiem najezdzcow. Narodowym jezykiem Irlandczykow jest irlandzki, w ktorym mowi ledwie pare procent Irlandczykow...).

czwartek, 22 września 2005

Wysyłam w świat komputery Apple

Zmienilem pracę. Nie tyle chcialem - co musialem. Coraz ciasniej sie robi na budowach w Cork i coraz trudniej o prace w porzadnej firmie (czyli takiej - ktora odpowiednio i terminowo placi).
Teraz pracuje w firmie spedycyjnej. Wysylam w swiat (chociaz dokladnie: po Europie) komputery Apple.


/Obok: jestem na hali firmy w ktorej pracuje.
Za mna na paletach sa komputery Apple, ktore to rozsylam po swiecie :-)/

W Cork jest fabryka Apple, a firma w ktorej pracuje zajmuje sie tylko i wylacznie wysylka tychze komputerow. Nadal nosze zolte kamizelke (po hali jezdza wozki widlowe, wiec jest to wymog - chodzi o to zeby byc widocznym dla operatorow tychze wozkow), ale juz chodze bez kasku :-)

Co dokladnie robie? Odbieram zamowienia, wyszukuje dane kompy, skanuje umieszczone na nich kody paskowe, wklepuje dane do komputerka (ale o dziwo - zwyklego pc, w dodatku dzialajacego pod starym dobrym dos-em), itp., itd.
Pracuje praktycznie z samymi Irlandczykami, wiec jest luz. Ta prace ktora w Polsce wykonywalo by moze z 7 osob, tutaj wykonuje 20. Irlandczyk to Irlandczyk: w swojej wlasnej ojczyznie poganiac sie nie da, ma czas na rozmowe, kawke i papieroska...

Jest tu tez dotowana pracownicza stolowka z bardzo tanimi posiłami (ceny sa kilka razy nizsze niz "na miescie"), w czasie przerw mozna tez bezplatnie korzystac z internetowej kafejki (oczywiscie - sa w niej komputery Apple :-)

czwartek, 15 września 2005

Praca

W poprzednim poscie napisalem co nieco o mieszkaniach w Irlandii, teraz moze o tym, co 90% moich Czytelnikow interesuje najbardziej - czyli o pracy :-)

Jak wiadomo - od 1 maja 2004 r. Polacy moga bez zadnych ograniczen podejmowac prace w Anglii, Irlandii i Szwecji. Wkrotce rynki pracy otworza dla nas kolejne panstwa UE. W swoich e-mailach pytacie czesto, "czy latwo jest o prace w Irlandii" - lub konkretnie - w Cork wlasnie (gdzie mieszkam)?
Odpowiem tak: sa osoby ktore przyjezdzaja tu "w ciemno", bez zadnego doswiadczenia z bardzo podstawowym angielskim - i niemal natychmiast znajduja prace. Sa osoby - ktore mimo bieglej znajomosci jezyka, kwalifikacji, doswiadczenia, itp. bezkutecznie tej pracy poszukiwaly - i po wyczerpaniu oszczednosci - musialy wrocic do Polski... W zyciu roznie bywa.

Osobiscie odradzam przyjazd "w ciemno". Najlepiej sprobowac zalatwic sobie prace jeszcze bedac w Polsce (np. korzystajac z ofert Wojewodzkich Urzedow Pracy lub godnych zaufania prywatnych agencji). Wtedy macie ten komfort psychiczny, ze przyjezdzacie niejako "na gotowe" (firma rowniez przygotowuje dla Was dom lub mieszkania). Jezeli jednak decydujecie sie na poszukiwanie pracy juz na miejscu, to polecam przede wszystkim strone http://www.fas.ie - jest to strona "rzadowego" biura pracy. Na ww. witrynie mozecie rowniez zorientowac sie (wybierajac odpowiednie miasto lub region) w ktorym miejscu w Irlandii jest aktualnie najwieksze zapotrzebowanie na pracownikow (nie da sie ukryc, ze palme pierwszenstwa z bezwzgledna przewaga dzierzy stolica - czyli Dublin).

Tak na marginesie: jezeli mimo wszystko decydujecie sie na przyjazd "w ciemno" - zdecydowanie odradzam przyjazd do malych miejscowosci. Pracy nalezy szukac tam, gdzie jest najwiecej fabryk, budow, sklepow, pubow, itp. W duzych miastach tez latwiej otrzymacie pomoc, gdyby sprawy poszly nie tak - jak powinny. W zadnym wypadku nie sugerujcie sie np. opiniami typu: "w Dublinie jest juz mnostwo Polakow, poszukajcie pracy tam, gdzie jest ich mniej...". Nie odbierajcie innych Rodakow jako konkurentow, bo to do niczego dobrego nie prowadzi. Popatrzcie raczej przez analogie: jezeli szukalibyscie pracy w Polsce, to gdzie statystycznie rzecz biorac szybciej ja znajdziecie: w Warszawie czy - dajmy na to - w Zamosciu? Nie inaczej jest w Irlandii. Podobnie jest tez w Anglii: jezeli najwiecej Polakow jest w Londynie, to znaczy tez, ze jest tam najwiecej miejsc pracy dla Polakow. Oczywiscie: od kazdej reguly sa wyjatki, wiec moze sie zdarzyc, ze ktos np. nie mogl znalezc pracy w Dublinie - a znalazl ja np. w Galway. Ale wyjatki sa dlatego wyjatkami - ze zdarzaja sie wyjatkowo :-) Wiec regula jest taka: jezeli ktos nie znalazl pracy w Galway, byc moze znajdzie ja w Dublinie, ale jezeli ktos nie mogl znalezc pracy w Dublinie, to tym bardziej w Galway nie ma czego szukac...

Jak wspomnialem, powyzsze moje "rady" dotycza wylacznie osob ktore przyjezdzaja "w ciemno". Jezeli macie znajomych w mniejszych miejscowosciach (ale takich znajomych - ktorzy chca i moga Wam pomoc), no to oczywistym jest, ze latwiej Wam bedzie w tychze miejscowosciach.

I tak na zakonczenie: w kontaktach z Irlandczykami nie popadajmy w kompleksy. Irlandzka gospodarka rozwija sie teraz bardzo dynamicznie, ale jeszcze 20 lat temu bylo tu bardzo biednie (a slady tej biedy widac ciagle tu i owdzie...) W latach 50-tych i 80-tych XX w. (a takze w stuleciu poprzednim) Irlandczycy sami masowo emigrowali "za chlebem": do Anglii, Niemiec, Australii - a przede wszystkim - do Ameryki.

niedziela, 11 września 2005

Mieszkanie

Dostaje od Was sporo e-maili, za ktore bardzo dziekuje :-) Wszystkie czytam bardzo uwaznie - ale niestety, zdarza sie, ze nie na wszystkie dam rade odpisac. Z gory wiec prosze o zrozumienie - i wybaczenie :-)

W swoich listach pytacie czesto m.in. o sprawy zwiazane z mieszkaniem w Irlandii. Tak pokrotce: aby zorientowac sie np. w cenach wynajmu zarowno pojedynczych pokoi, jak i mieszkan oraz domow - najlepiej odwiedzic najbardziej chyba znana strone z ofertami, tj.: http://www.daft.ie Wymagana jest do tego naprawde minimalna znajomosc j. angielskiego. Na ww. stronie mozemy sobie dokladnie okreslic: gdzie i w jakim miescie szukamy mieszkania, ile zamierzamy przeznaczyc na czynsz, itp. - po chwili otrzymamy dokladne oferty odpowiadajace naszym wymaganiom.

Warto tez skorzystac z ofert zamieszczonych w lokalnej prasie, czesto interesujace oferty pojawiaja sie np. na tablicach ogloszeniowych w duzych sklepach, dobrze jest tez udac sie do agencji posrednictwa nieruchomosci. Uwaga: regula jest, ze to nie my placimy za uslugi agencji - ale wlasciciel mieszkania.

Z reguly przy wynajmie musimy sie liczyc z koniecznoscia wplacenia tzw. depozytu (czyli inaczej - kaucji) w wysokosci ok. 1-miesiecznego czynszu ktory powinien zostac nam zwrocony przy wyprowadzce (o ile nie wyrzadzimy jakis szkod w mieszkaniu). Umowy o wynajem sa z regulu zawierane na okres 1 roku - jezeli zerwiemy ja wczesniej - przepada nam depozyt :-( Czynsz placimy co tydzien - lub co miesiac (zalezy to od indywidualnych ustalen z wlascicielem mieszkania). Powinnismy otrzymac tzw. rent book (czyli ksiazeczke czynszowa) w ktorej wlasciciel bedzie potwierdzal dokonane przez nas wplaty. Za prad placi sie tu bardzo malo, za wode - w ogole (jest za darmo).

Mieszkanie otrzymujemy z reguly w pelni wyposazone w podstawowe przedmioty, czyli: oprocz mebli powinna w nim znajdowac sie takze pralka, lodowka, kuchenka mikrofalowa, czajnik - a nawet naczynia kuchenne, jak rowniez kubki, talerze, lyzki itp., itd. TV niestety nie nalezy do standardowego wyposazenia (ale telewizory sa tu bardzo tanie).

środa, 7 września 2005

Dublin

Bylem wczoraj w stolicy. Stolicy - Irlandii, oczywiscie :-)

Pierwszy autobus z Cork do Dublina wyjezdza o 8.00. Przezornie przyszedlem 10 minut wczesniej. Kolejka. Po chwili wszystkie miejsca siedzace zajete. Pozostalo kilka osob. Czy musieli stac? Czy odeszli z kwitkiem? Nie. Za chwile dla tych paru osob podstawiono drugi autobus... Niby normalna rzecz, ale mnie, "świeżego" przybysza z Polski, ciągle to zaskakuje...

W autobusie 1/3 to nasi Rodacy. Irlandczycy siedza cicho, bezwzglednie dominuje jezyk polski. Podroz autobusem do Dublina ma trwac ok. 4,5 godziny (z 20 minutowa przerwa po drodze). Przyjezdzamy z typowym polgodzinnym poslizgiem. W koncu to Irlandia, nikomu sie nie spieszy.

Sam Dublin - duze miasto. Przy nim Cork (mimo ze piastuje zaszczytne drugie miejsce pod wzgledem wielkosci) wyglada jak prowincjonalna miescina :-(

Na ulicznym stoisku z prasa nabywam droga kupna wychodzaca w Dublinie "Polska Gazete". Na pierwszej stronie artykul pt: "Zloty interes" o naszym rodaku, zreszta bylym mieszkancu Cork, ktory oszukal innych Polakow na pare tysiecy euro i uciekl do Dublina. Wlasnie tu szukaja go pokrzywdzeni. Przykre.

Zrobiłem trochę zdjęć, ale tutaj umieszczam jedno, teoretycznie z dosc waznego miejsca dla czesci Polakow w Dublinie, chociaż nie wiem, jak to wyglada w praktyce...

Na zdjeciu powyzej stoje wraz z "Polska Gazeta" w reku przed wejsciem do Polskiego Centrum Informacji i Kultury, mieszczacym sie przy Manor Street 74 w Dublinie. Przed wejsciem, ale... tędy nie wejdziemy. Wejście jest z drugiej strony, i prawdę pisząc, jego widok jest opłakany, zupełnie nie pasujący do nazwy. Będę szczery - byłem zawiedziony całym tym "centrum", wybitny przerost nazwy - nad treścią.

Coz jeszcze? Napisze szczerze: czytajac rozne informacje na forach dyskusyjnych, spodziewalem sie ogromnej rzeszy Polakow w Dublinie. Tymczasem - przez kilka godzin napotkalem ledwie kilkanascie osob, co do ktorych nie mialem watpliwosci, ze to Polacy. W tym samym czasie w Cork mozna spotkac co najmniej kilkudziesieciu... To oczywiscie nie znaczy, ze w Dublinie jest mniej naszych Rodakow niz w Cork, na pewno jest ich znacznie wiecej. Ale to oznacza, ze np. na 100 mieszkancow Dublina przypada mniej - moze nawet znacznie mniej - Polakow niz np. na 100 mieszkancow Cork. Oczywiscie - moglem minac sporo naszych Rodakow, o ktorych nie wiedzialem ze sa Rodakami, bo - np. nie rozmawiali. Ale przeciez tak samo jest i w Cork - nie kazdy manifestuje swoja narodowosc...

Takze Drodzy Dublinscy Rodacy - nie narzekajcie ze jest Was "za duzo". Gdzie indziej - statystycznie rzecz biorac - jest nas wiecej. Przynajmniej w obecnej chwili... Taka jest moja opinia wysnuta na podstawie "obserwacji uczestniczacej" :-) Oczywiscie - nie mam monopolu na prawde - i moge sie mylic. Najlepiej - sprawdzic samemu.

Wracajac poczytalem sobie w autobusie wspomniana juz "Polska Gazete" (nr 14). Szczegolnie zapadla mi w pamiec anegdota (?) zamieszczona w artykule "Zbudowali Warszawe" autorstwa Igora Kochajkiewicza, cytuje: "Na pytanie o problemy wsrod polskiej solecznosci Robert odpowiada anegdota: - W czerwcu pojechalem na urlop do kraju, w mojej dzielnicy spotkalem funkcjonariusza policji. Pamietam, ze dawniej chodzil ze zwieszona glowa, smutny i apatyczny. Teraz widze: dzielnicowy usmiechniety, razno spaceruje po chodnikach, wiec pytam, co sie takiego stalo. Co odpowiada dzielnicowy? "Od wejscia do Unii prawie nie ma juz problemow! Wszystkie męty powyjezdzaly!"

Przypominam - ze powyzsza "opinia" nie nalezy do mnie, tylko jest cytatem prasowym...