poniedziałek, 31 października 2005

Jack Lynch w Dunnes Stores

Bylem wczoraj w jednej z części Cork, gdzie jeszcze nie bylem - czyli w  Blackpool. Przechodząc przez tamtejszy Dunnes Stores (to nazwa jednej z tutejszych sieci supermarketów) natknąłem się na pomnik jegomościa siedzącego na ławce i czytającego gazetę ;-)


/Powyżej: ulokowany w pasażu handlowym w Dunnes Stores pomnik Jack'a Lynch'a czytającego "The Cork Examiner"/

Jegomościem tym jest John Mary "Jack" Lynch (irl.: Seán Ó Loinsigh; 1917 – 1999), znany irlandzki polityk i działacz sportowy, a gazetą którą czyta "The Cork Examiner" (obecnie gazeta nosi nazwę "The Irish Examiner"). Warto zajrzeć mu przez ramię i rzucić okiem na nagłówki na pierwszej stronie "gazety" - są naprawdę pasjonujące ;-)

niedziela, 30 października 2005

Halloween

W Polsce zbliza sie Dzień Wszystkich Świętych, a w Irlandii... Halloween.

Coz to jest Halloween? Podaje za jednym z serwisow Wirtualnej Polski: "Halloween wywodzi się od celtyckiego obyczaju Allhallow Even. W wigilię 1 listopada palono ogniska dla dusz zmarłych, gdyż wierzono, że w tę noc duchy zmarłych wracają na ziemię. Aby przegnać demony, wkładano maski mające je odstraszyć oraz przeraźliwie hałasowano. Wszystkie te działania miały zniechęcić duchy do pobytu na ziemi i skłonić je do powrotu tam, skad przybyły.

W XIX wieku obyczaj zawędrował wraz z irlandzkimi emigrantami do Ameryki i tam zmienił nazwę na Halloween. W Irlandii za czasów pogańskich ludzie przebrani w kolorowe kostiumy odprowadzali złe duchy aż do granic miasta. Biedni proponowali wówczas zamożnym interes, polegający na tym, że mieli się modlić za dusze zmarłych w zamian za chleb. 

Przez lata tradycja uległa przekształceniu. W ciągu dnia grupki dzieci przebranych za bajkowe cudaki wędrują od domu do domu i gdy drzwi się otworzą, wołają do gospodarzy: "Psota albo poczęstunek". Kiedyś wydrążona dynia ze światełkiem w środku dla irlandzkich chłopców oznaczała błędne ogniki uważane za dusze zmarłych. Teraz służy wyłącznie zabawie.

31 października 2003 roku Wirtualna Polska przeprowadziła na swoich stronach ankietę. Wzięło w niej udział 5588 Internautów. 63% spośród nich uznało, że Halloween zdecydowanie nie przystaje do polskiej obyczajowości Święta Wszystkich Świętych; Sporej grupie Internautów (17%) Halloween jest całkowicie obojętny. 15% głosujących uważało, ze zostanie on zaakceptowany i stopniowo stanie się częścią obchodów Święta Wszystkich Świętych, a 5% sądzi, że przewartościuje nasze spojrzenie na śmierć."

Co jest lepsze: polska tradycja, gdzie pelni zadumy pochylamy sie nad grobami przodkow, czy tez tutejsza nieskrepowana zabawa? Mi osobiście trochę niezręcznie się na ten temat wypowiadać. Dlaczego? Ano dlatego, ze ja 1 listopada mam... urodziny :-) W Polsce nie bardzo miałem jak je świętować tego dnia. Pomimo tego uważam, że lepiej zostać przy swojej tradycji, z której powinnismy byc dumni.

czwartek, 27 października 2005

Polski chleb (1): Chleba naszego, powszedniego...

Wielu moich znajomych narzeka na jakosc tutejszego chleba, twierdzac ze trzeba go ssac jak wate (?) - i ze nijak mu do polskiego chleba... Ba, twierdza nawet ze oddaliby "wszystko" za kromke "polskiego" chleba...

Hm... No coz, wg mnie wynika to z pewnego... nieporozumienia. Kiedy mowie, ze w Cork (i w innym miastach w Irlandii z cala pewnoscia rowniez) mozna nabyc bardzo dobry chleb - nawet w Tesco, to niektorzy patrza na mnie jakos dziwnie :-)

Dlaczego tak jest? Ano dlatego, ze wiekszosc Rodakow nabywa tutaj najtanszy krojony chleb, ktory miesci sie w przedziale cenowym 35-65 centow. Tymczasem jest to chleb ktory swietnie smakuje - ale w postaci bardzo popularnych tutaj tostow. Czy polski chleb tostowy naprawdę smakuje inaczej niż irlandzki chleb tostowy? Próbowałem jednego i drugiego - nie znalazłem żadnej różnicy.

Natomiast chleb do ktorego smaku teskni wiekszosc Rodakow rowniez mozna nabyc tutaj bez trudu - ale jego cena oscyluje w granicach 2,5 - 4 euro. To i tak niewielka cena w porownaniu z wczesniejsza deklaracja oddania "wszystkiego" za kromke tegoz chleba...

Ale - wiadomo, deklaracje deklaracjami, a w praktyce czesc Rodakow chcialaby miec chleb za 35 centow, ktory by smakowal jak ten za 3,5 euro... Tak sie nie da, niestety...

Ale jest proste rozwiazanie: aklimatyzacja do tutejszej kulinarnej kultury - i nabycie tostera :-) Ceny tosterow zaczynaja sie od 8 euro - wwzyz. Jednorazowy wydatek - a radykalnie "poprawia" smak pieczywa :-)

Moi drodzy, czy ktoś z Was wyobraża sobie spożywanie ziemniaków bez wcześniejszego przygotowania ich (poprzez gotowanie, pieczenie czy smażenie)? Dlaczego inaczej ma być z chlebem tostowym?

niedziela, 23 października 2005

Zimno, coraz zimniej...

Ciepło, coraz cieplej - pisalem na moim blogu 14 czerwca b.r. No niestety, czasy sie zmieniają, pory roku przemijają :-) Zimno, coraz zimniej - wypada mi napisac dzisiaj...

Co prawda zim w Irlandii praktycznie nie ma (temperatura z reguly nie spada ponizej 0 stopni C, wiec opad snieg jest tu wydarzeniem :-) ale za to czesciej w tym okresie pada.

/Na zdjęciu powyzej jestem juz w mojej "zimowej" kurtce - z obowiazkowym kapturem :-) Jak widac - mamy typowa irlandzka pogode :-)/

czwartek, 20 października 2005

Jestem irlandzkim podatnikiem

Jak juz pisalem, niedawno zmienilem prace. Moj byly pracodawca - zgodnie z obowiazujacymi przepisami - przeslal mi dokumenty (P45 i P60), ktorych to kopie przekazalem mojej nowej firmie - ktora to z kolei zglosila do tutejszego "urzedu skarbowego". Ten ostatni przeslal mi pare dni temu pismo, w ktorym uprzejmie :-) mnie poinformowal, ile zarobilem do tej pory, ile zaplacilem podatku, jaki podatek bede placil obecnie itp...

Czujecie roznice? Nie ja informuje fiskusa ile zarobilem - tylko fiskus mnie :-) Podoba mi sie :-)) Na marginesie - pismo jest ladnie napisane na komputerze, ale nie ma zadnej pieczatki. Pieczatek sie tu praktycznie nie uzywa, bo i po co? W Polsce - bez pieczatki - NIEWAZNE! Mimo ze taka pieczatke o dowolnej tresci mozna sobie zrobic w godzine. No ale - pieczatka to rzecz swieta!

W tutejszej skarbowce bylem tylko raz. Porownanie z polskimi "skarbowkami" wypada bardzo na niekorzysc - tych ostatnich... Tutaj urzednik jest dla mnie, a nie ja dla niego. O rozniacach mozna by dluzo pisac, ale po co...?

Pismo od tutejszej "skarbowki" - oprocz funkcji, hm - informujacej - pelni tez inna wazna role. Jest to bowiem bardzo "mocne" potwierdzenie adresu pod ktorym sie mieszka. W Irlandii - w przeciwienstwie do Polski - nie ma czegos takiego jak "obowiazek meldunkowy" - itp. Wiec potwierdzeniem adresu (potrzebnym np. do otwarcia konta bankowego, zapisania sie do wypozyczalni dvd, itp) jest np. rachunek za prad - czy pismo ze "skarbowki" :-)

Na zdjeciu powyzej jestem z moim pierwszym pismem od tutejszego fiskusa, ktory mnie w nim m.in. informuje o wysokosci podatkow jakie zaplacilem do tej pory na rzecz rzadu Irlandii, i jakie bede placil obecnie.

Na marginesie: pracownicy polskiego fiskusa swego czasu dolozyli naprawde wiele staran, zeby mnie przekonac do zmiany kraju zamieszkania, i tym samym do zmiany rzadu - na rzecz ktorego bede placil podatki...

Dodane po paru dniach: kiedy poszedlem do bankomatu po moja cotygodniowa wyplate, ze zumieniem zauwazylem ze na koncie mam o kilkaset euro wiecej - niz byc powinno... Coz sie stalo? Ano fiskus rozliczyl moje podatki jakie placilem pracujac w poprzedniej firmie - i zwrocil mi nadplate... Dacie wiare? Bez zadnych dzialan z mojej strony (tzn. nie musialem chodzic do "skarbowki", skladac jakichkolwiek pism czy wrecz o ten zwrot wystepowac, nie mowiac juz o czekaniu miesiacami...). Tutaj fiskus sam, bez "proszenia" natychmiast zwraca to, co mial zwrocic...

czwartek, 13 października 2005

Drogo czy tanio w tej Irlandii?

Kiedy korzystam z kafejki internetowej, np. zeby napisac pare slow na tym blogu :-) (bo internetu jeszcze w domu nie mam :-( - czesto slysze Rodakow dzwoniacych do domu (w wiekszosci kafejek sa tez telefony do tanich rozmow za granice) i skarzacych sie na tutejsze ceny... Podobne pytania czesto padaja tez na forach dyskusyjnych, ba - zdarzylo mi sie tez spotkac wlasnie przybylych Rodakow z olbrzymimi plecakami wypakowanymi zywnoscia, bo: "w Polsce jest tanio - a tu drogo...". Czy rzeczywiscie jest tutaj drogo?

Ja najczesciej robie zakupy w tesco (bo mam je w srodku miasta, bo mam tam dobre zaopatrzenie - i dobre ceny, w Polsce tez kupowalem w tesco :-)

Paptrzmy wiec na niektore tylko ceny (na poczatek - na najtansze produkty):

Zywnosc:
chleb - od 35 centow
margaryna do chleba - od 45 centow
1 kg bananow - od 75 centow
2 litrowa cola - od 30 centow
zolty ser (10 plasterkow) - od 50 centow
puszka spagetti - od 23 centow
pizza - od 75 centow
mleka nie pijam, "mleko" sojowe - od 95 centow za 1 litr
4 tescowe jogurty (sprzedawane razem, rozne smaki) - od 45 centow
Cen miesa nie znam, bom wegetarianin :-) Koledzy ktorzy jedza twierdza ze jest b.tanie...

Inne:
tv 14 cali - od ok. 70 euro, 21 cali - od 100 (nowe, bo uzywane mozna kupic za grosze...);
odtwarzacz dvd (philipsa) - 69 euro (+ bony o wartosci 50 euro do wypozyczalni dvd);
telefony komorkowe "na karte": od 49 euro (jedna z noki - bardzo prosty model) (+ kredyt w wysokosci 25 euro), przecietnie: ok. 100 euro + kredyt w wysokosci ok. 80 euro;
uzywane samochody - ale w dobrym stanie (wielu Polakow je tu nabywa) - od 300 (trzystu) euro (to czesto mniej niz przecietna tygodniowka)

Ubrania:
spodnie "jensy' w tesco - od 4 euro; bluzy, kurtki - od 5 do 20 euro (te tansze, mozna i majatek wydac...)

Teraz pomnozcie prosze te ceny przez aktualny kurs euro - i ocencie sami, drogo tu - czy tanio? Dodajmy: minimalna placa za godzine pracy w Irlandii - to aktualnie 7,65 euro.

wtorek, 11 października 2005

Krakowskie precle - w irlandzkim Cork

No i pojawily sie w irlandzkim Cork - krakowskie precle :-)

Dla tych co nie wiedza (choc nie wierze ze sa tacy :-): krakowski precel - to rodzaj obwarzanka z sola, makiem lub sezamkiem, sprzedawany praktycznie w kazdym miejscu w Krakowie, ot, taki lokalny krakowski przysmak.

Ale nie oblizujcie sie, lakomczuchy :-) Na razie do Cork zawital precel - specjalnie dla mnie :-) Dostalem go (wraz z krakowskim kalendarzem) od p. Moniki Nowakowskiej, ktora byla w swoim rodzinnym Krakowie na urlopie.

/Na zdjęciu powyzej trzymam (tuz przed konsumpcja ;-) precla - i wspomniany juz krakowski kalendarz/

Powiem Wam szczerze, dziwne to uczucie jesc po prawie poltora roku krakowskiego precla w irlandzkim miescie. Dluga ten precel przebyl droge... Ale - smakuje jak zawsze - super :-)

Swego rodzaju odpowiednikiem krakowskich precli moga byc tutejsze (choc tak naprawde ich "ojczyzna" jest Anglia) scones. Jest to rodzaj ciastkowatej buleczki z rodzynkami (nie wiem czy dobrze to opisalem, ale nic innego nie przychodzi mi na mysl).