środa, 28 grudnia 2005

Kafejki jak grzyby...

Kiedy prawie poltora roku temu wprowadzalem sie do mieszkania - w ktorym nadal mieszkam - na sasiedniej, dosc duzej ulicy byla raptem jedna, rachityczna kafejka internetowa...

Bylo w niej pare komputerow, niewygodne siedzenia, kiepsko dzialajace telefony do rozmow za granice. Zreszta, czesto i internetu nawet nie bylo :-( A teraz? Na tej samej ulicy sa trzy duze kafejki, w kazdej po 30 komputerow i tyle telefonow - ze przynajmniej na razie nie ma juz do nich kolejek.

Skad ten kafejkowy boom? Co - lub kto - spowodowal, ze w irlandzkim Cork nowe internetowe kafejki wyrastaja jak przyslowiowe grzyby po deszczu? To my, Polacy :-) Tak naprawde - te kafejki powstaly dla nas. To my stanowimy 90% ich klientow.

Mlodsi - korzystaja glownie z "gadu-gadu" (ciekawe - czy jest jeszcze w jakiejkolwiek kafejce internetowej w Irlandii choc jeden komputer bez zainstalowanego standardowo tego komunikatora?), starsi - preferuja rozmowy telefoniczne z tanich kafejkowych telefonow. Jedni i drudzy sprawdzaja terminy lotow do - i z - Polski.

A ja? No coz, w kafejkach pisze m.in. mojego bloga :-) Ale coraz powazniej mysle o kupnie laptopa i zalozeniu neta w mieszkaniu. Wczesniej tego nie rozwazalem, poniewaz ma slaba silna wole :-) - i prawdopodobnie spedzalbym cale noce na buszowaniu po necie, a rano - hm, kto za mnie pojdzie do pracy? Jednak teraz - postanowilem zaryzykowac... Dlaczego? Pozwole sobie zacytowac niezyjacego juz Tomasza Beksinskiego, ktory stwierdzil, ze mimo ze jest zapalonym kinomanem, to jednak filmy oglada glownie w zaciszu domowym, gdyz: "(...) chodzenie do kina oznacza bezposredni kontakt z hołota zraca popcorn."

No niestety... Pomijam juz rozmowy przez rozne internetowe komunikatory "glosowe", gdzie chcac - niechcac musze byc swiadkiem ubarwianych opowiesci tego i innego mlodziana, ktory "rzucil Irlandie na kolana" (a prawda jest taka, ze aby "pokazac sie" rodzinie i znajomym w Polsce - on sam czesto zyje tutaj wlasnie "na kolanach") no to jeszcze...

Hm... Napisze tylko - ze zachowania czesci naszych Rodakow sa czasami naprawde barwne :-( Co dziwne: nie zauwazalem tego w Polsce. Zapewne dlatego, ze naprawde za granica co niektorzy sie zmieniaja...

poniedziałek, 26 grudnia 2005

Pierwsza polska Pasterka w Cork

Przedwczoraj bylem na Pasterce. Pierwszej polskiej Pasterce w Cork.

Jak wiadomo, Pasterka - msza św. w noc Bożego Narodzenia tradycyjnie odbywa się o północy. Tym razem jednak - było inaczej, bowiem rozpoczęła się o 21.30. Ale poza tym - wszystko już było tradycyjnie. Oprócz mszy celebrowanej przez polskiego księdza, wyraźnym polskim akcentem była znajdująca się w Kościele - choinka. Została ona "ubrana" przez naszych Rodaków, którzy nie zapomnieli nawet o umieszczeniu na niej dwóch małych, biało - czerwonych flag :-)

Pierwsza polska procesja w Cork 29 maja 2005 roku (inaczej niż w Polsce) w Irlandii, a wiec i w Cork, obchodzono święto Bożego Ciała. Po raz pierwszy w Cork znalazła się także "polska grupa".

Dla przypomnienia: msze po polsku odbywają się co niedziele o godz. 18.00 w Kościele oo. Augustynów przy Washington Street w Cork.

/Na zdjęciu powyżej stoję przed opisywana "polska" choinka. Na wysokości mojej głowy znajdują się umieszczone na tej choince dwie bialo - czerwone flagi./

niedziela, 18 grudnia 2005

Swiateczna rzez niewiniatek...

Wczoraj spotkala nas (tj. pracujacych w "mojej" firmie :-) mila niespodzianka: firma zafundowala nam bezplatny, swiateczny obiad.

Tak, ja wiem ze pojecie "bezplatnego obiadu"(podobnie jak sniadania czy kolacji) nie istnieje, bo w koncu tak czy owak ktos musi za niego zaplacic. Chodzi mi o to, ze to nie MY placilismy :-)

Na obiad podano tradycyjnego karp... nie, Prosze Panstwa, nie karpia. W Irlandii tradycyjnym wigilijnym daniem jest... indyk oczywiscie. Zanim sie zorientowalem, juz go mialem na talerzu :-( A przypominam, zem wegetarianin...

Indyka oczywiscie nie tknalem... Zadowolilem sie ziemniakami z marchewka :-)

Swoja droga, to nie ma znaczenia czy chodzi tu o karpia czy o indyka. Czy naprawde aby uczcic Dzien Narodzin Zbawiciela - musimy w tym celu wymordowac miliony czujacych strach i bol - istot?

środa, 14 grudnia 2005

Jezyk ktory zrozumiesz...

Jakis niespelna miesiac temu wychodzac z kafejki internetowej doznalem lekkiego wstrzasu: uslyszalem bowiem w radiu sluchanym przez pania ta kafejke obslugujaca (zreszta - rodowita... Amerykanke :-) polski jezyk... Przez chwile stalem jak wryty, dopiero "are you o.k.?" - pytanie zatroskanej Amerykanki - otrzezwilo mnie na tyle by zrozumiec, ze to cos z radiem nie tak - a nie ze mna :-)


Jak sie okazalo - wszystko bylo w porzadku. Z radiem tez. Wszystkich Polakow mieszkajacych w Cork porazila juz ta nowina: oto lokalne Radio Red Fm rozpoczelo nadawanie czesci komunikatow - po polsku. Pojawily sie tez polskie reklamy.

W zasadzie - to bylo do przewidzenia. W koncu jestesmy tutaj druga - po Irlandczykach - grupa narodowa. Co bardziej przedsiebiorczy szefowie wiekszych i mniejszych irlandzkich firm widzac nasza niechec do uczenia sie jezykow obcych - a jednoczesnie zdajac sobie sprawe ze jestesmy grupa konsumentow z ktora glupota byloby sie nie liczyc - wzieli sprawy w swoje rece.

Ot, chocby taki Bank of Ireland (najwiekszy i najbardziej znany bank w Irlandii). Przechodze sobie raz kolo niego (specjalnie nim nie zainteresowany, bo konto mam w AIB - drugim irlandzkim banku, ale jak dla mnie - o wiele bardziej "przyjaznym" niz ten pierwszy), mysle - jak to sie mowi "o swoim" - ale, gdzies w podswiadomosci zaswieca sie jakas lampka. Wewnetrzny glos mi mowi: "dzieje sie cos dziwnego" :-)) Wiec przystaje. Rozgladam sie, szukam anomalii - i po chwili - mam... Duzy napis na plakacie wiszacym w oknie tegoz jak najbardziej irlandzkiego banku glosi: "Bank of Ireland: bankowosc ktora zrozumiesz bez trudu". Napis - oczywiscie po polsku...

/Na zdjatku powyzej stoje przed oddzialem najwiekszego irlandzkiego banku, ktory jako pierwszy zacheca Polakow - po polsku - do korzystania z jego uslug :-) W dloni trzymam polsko-jezyczna ulotke tegoz banku./

Taaak... No coz, Bank of Ireland troche zasypal gruszek w popiele, co wykorzystal wlasnie AIB (Allied Irish Bank) przejmujac prowadzenie kont wiekszosci Polakow w Irlandii. Totez teraz probuje to odrobic, przyciagajac naszych Rodakow reklamami i informacjami w naszym narodowym jezyku.

To nie wszystko oczywiscie. Garda - irlandzka policja - planuje wcielic w swoje szeregi m.in. mlodych Polakow. Powod jest prozaiczny: coraz wiecej naszych Rodakow popelnia mniej lub bardziej powazne wykroczenia, a sciaganie za kazdym razem tlumacza jest czasochlonne. A tak - bedzie pod reka. Dodam, ze przy przyjeciach do irlandzkiej policji m.in. dla Polakow ma byc zniesiony obowiazek znajomosci jezyka irlandzkiego - pierwszego jezyka urzedowego w Irlandii. Czyli wkrotce nawet z policjantem w Irlandii bedziemy mogli rozmawiac - po polsku.
Idzmy dalej: niedawno rozpoczalem prace w EMC. Pierwszy dzien w nowej pracy spedzilem na szkoleniu i ogladaniu filmow instruktazowych. I - uwaga - w szczegolnie istotnych fragmentach czesci z tych filmow pojawialy sie napisy... po polsku - oczywiscie :-) Ale to nie wszystko. Niepoprawna skladnia tychze napisow pozwala sadzic, ze to nie Polak byl autorem tlumaczenia, ale - Irlandzyk wlasnie, ktory to biedak ze slownikiem polsko-angielskim w garsci mozolil sie nad tlumaczeniem poszczegolnych terminow... Nie od rzeczy bedzie dodac, ze w stolowce mojej firmy naleznosci za wybrany posilek kasuje m.in. polska kasjerka. Posilek - przygotowany m.in. przez polskiego kucharza...

Ale to nie wszystko: bez problemu znajdziemy polskojezyczna obsluge w kazdym wiekszym sklepie w Cork, oraz zamowimy posilek - po polsku - w niemal kazdym "fast-food"-ie. Jedna z lokalnych gazet planuje w najblizszym czasie dolaczac wkladke po polsku. Zreszta - polska prase - wydawana w Polsce - bez problemu kupimy takze w Cork... O takich drobnostkach, jak mozliwosci zamieszczenia ogloszen po polsku - juz nie wspomne. Ba, teraz nawet safe-pass mozna zrobic po polsku. I z lektury ogloszen wnioskuje, ze niemal wylacznie - po polsku...

Co jeszcze? Mamy w Cork coniedzielne msze po polsku, mamy polski pub, mamy tez dwie organizacje polonijne (Stowarzyszenie MyCork i Polskie Centrum w Cork).

No i nawet Cork Simon Community - organizacja pomagajaca bezdomnym (i nie tylko) przyjela w swoje szeregi polskich wolontariuszy... Przede wszystkim dlatego, ze coraz wiecej zglaszajacych sie - to Polacy, niestety...

O tym, ze na ulicach - przynajmniej w weekend - dominuje polski jezyk, juz pisalem :-) Jezeli dodamy do tego niemal masowy "import" z Polski dekoderow Cyfry + - dzieki ktorej mozna w Irlandii odbierac polska telewizje - to to mamy niemal pelny przekroj sytuacji.

Problem komunikacji werbalnej przy zakupie towarow i uslug dla czesci naszych wylacznie polsko-jezycznych Rodakow praktycznie przestal istniec...

I to tyle - co moglem zaobserwowac w moim niezbyt duzym (jak na polskie warunki, choc duzym - jak na Irlandie) - Cork...

W Dublinie jest podobno jeszcze ciekawiej :-)

Czy dobrze, ze jest jak jest? Nie mnie oceniac. Jest to zjawisko ktorego i tak sie nie da powstrzymac, wiec o czym tu debatowac? Chcialbym tylko podac przyklad pewnego Polaka z USA, ktory mimo ze mieszkal tam 30 lat - nie nauczyl sie j. angielskiego... Jak to mozliwe? A jednak - mozliwe. Mieszkal caly czas z Polakami, pracowal z Polakami, kupowal w polskich sklepach, czytal polskie gazety, itp.

Ale czy to o to chodzi?

Co do mnie: polskich gazet wydawanych w Polsce - nie kupuje. Tym bardziej nie mam zamiaru zakladac polskiej tv. W koncu - wszystko ma swoje granice...

środa, 7 grudnia 2005

Dwa kamienie...

Wśród naszych Rodaków mieszkających tutaj często spotykam sie z opiniami, ze Irlandczycy to ludzie którzy inteligencja nie grzeszą. Zaraz podają przykłady, jak to jeden "Ajrisz" zrobił to, a drugi powiedział tamto, itp, itd. No cóż, jak wiadomo nie od dzisiaj, to my jesteśmy najmądrzejszym na świecie Narodem :-)) Szkoda, ze tylko w naszym mniemaniu. Reszta świata jakby nie podzielała naszego zdania...

Panie i Panowie: jest takie proste pytanie: "jeżeli jesteś taki mądry, to czemu jesteś taki biedny?" No, chyba - ze z ta nasza "mądrością" - to tak nie do końca..

Skąd wśród części naszych Rodaków w ogóle wzięła sie opinia o jakoby niskim stopniu inteligencji przeciętnego Irlandczyka? Po części zapewne stad, ze zdecydowana większość naszych Rodaków (na czele z piszącym te słowa) rozpoczęła swój pobyt na Wyspie od wykonywania prostych (chociaż jednocześnie - najcieższych) prac (typu: praca na budowie, przy zmywaniu naczyń w restauracjach, sprzątaniu, itp.) pracując wraz z Irlandczykami, którym do szkoły było wyraźnie pod górkę. Po prostu: wykształcony Irlandczyk nie będzie pracował jako robotnik na budowie. Proste. Nic więc dziwnego, ze jeżeli porównamy przeciętnego Polaka po maturze lub studiach z Irlandczykiem praktycznie bez żadnego wykształcenia, to porównanie to wypadnie niekorzystnie dla tegoż Irlandczyka...

Ale jeżeli porównamy podobnie wykształconych przedstawicieli tych dwóch narodów, to juz sprawa nie jest taka oczywista...

Nie zapominajmy, ze to my przyjeżdżamy do pracy do nich, a nie oni do nas. I zresztą nie tylko nie my. Również Hiszpanie, Włosi, Niemcy, itp. Irlandia błyskawicznie sie przekształca z biednego rolniczo - pasterskiego kraju lat 80-tych XX w. w nowoczesne państwo XXI wieku. A my? Stoimy w miejscu, czy sie cofamy? Nawet jeżeli stoimy - to i tak sie cofamy, bo wyprzedzają nas inni.

Nie potrafię zrozumieć tego, ze mimo ze tzw. "komuna" skończyła sie 16 lat temu, to tak naprawdę - zmieniło sie niewiele. Pustki w sklepach zamieniliśmy jedynie na pustki w portfelu. Z dwojga złego - nie wiem co gorsze... Jednak najgorsze - są pustki w głowach. Te są ciagle takie same...

Gdzie tkwi problem? W polityce? Ekonomii? W jednym i w drugim oczywiście - ale przede wszystkim: w mentalności. W naszej mentalności...

Ot, weźmy taki przykład: jakiś czas temu bylem w Blarney. Cóż to jest to Blarney? Tak naprawdę, to są zdewastowane ruiny zamku, w którym wg legendy znajduje sie magiczny kamień, którego pocałowanie umożliwia zdobycie daru wypowiedzi i konwersacji.

/Na zdjeciu obok: stoje przed zamkiem w Blarney/

Dzięki świetnemu marketingowi zamek (czy tez raczej: to co z niego zostało) jest oblegany przez turystów z całego świata
. Tłumy stoją w kolejce aby pocałować ten cudny kamień.. Oczywiście: wejście do tych ruin jest płatne

A u nas? Na wawelskim Zamku w Krakowie znajduje sie podobno czakram. Cóż to jest ten czakram? Jak podaje internetowa encyklopedia Wikipedia: " (...)Wśród hindusów panuje przekonanie, że w czakramy ziemskie emitują skumulowaną energią pochodzącą z ziemi i z kosmosu. Przy nich właśnie ludzkie życie rozwija się najlepiej. Główne czakry są rozmieszczone u podnóża piramid egipskich, w pasie gór między Eufratem i Tygrysem i innych miejscach. Jeden z nich jest umiejscowiony na Wawelu, a centrum miejsca mocy leży w kaplicy św. Gedeona."

Rewelacja - prawda? Pomińmy nawet wszystko to, co znajduje sie na Zamku, przecież pieniądze można zarabiać na samym czakramie! Sam pamiętam kolejkę osób które choć na chwile chciały dotknąć ściany ( przy krużganku wawelskiego dziedzińca przy zachodnim skrzydle zamku (zaraz na lewo, po przejściu przez bramę, prowadzącą na dziedziniec) z której podobno emanowało to promieniowanie czakramu. Ba, sam sie do tej ściany mocno "przylepiłem". Nic nie czułem, niestety - ale to pewnie dlatego, ze ja zawsze jestem do wszystkiego sceptycznie nastawiony :-( Bo pozostałe osoby podobno jakieś mrowienie czuły. Hm, może to przez moja gruboskórność?

Ale - wróćmy do wawelskiego czakramu. Niedługo przed moim wyjazdem ściana za którą rzekomo znajdował sie ten czakram została ogrodzona - żeby uniemożliwić turystom jej dotykanie i pojawił sie taki oto napis:
,,Dyrekcja Zamku Królewskiego na Wawelu i Zarząd Katedry Krakowskiej ostrzegają przed dawaniem wiary plotkom na temat istnienia na Wawelu cudownego kamienia (czakramu), nie opartym na jakichkolwiek przesłankach naukowych i religijnych.
Informujemy, że:
– na Wawelu nie działają żadne niezwykłe siły mogące mieć pozytywny wpływ na stan psychiczny i fizyczny człowieka;
– uprawianie praktyk okultystycznych nie licuje z godnością Wawelu, jako miejsca o najwyższych wartościach historycznych i religijnych;
– udział w tego rodzaju praktykach jest sprzeczny z zasadami wiary katolickiej.
Prosimy nie gromadzić się na krużganku, gdyż powoduje to tamowanie ruchu turystów i prowadzi do uszkodzeń zabytkowej ściany zamku”.

Taaak... No to teraz porównajmy tych "niezbyt rozgarniętych" Ajriszy, którzy "trzepią kase" nawet na ruinach jakiegoś zameczku w Blarney, wmawiając turystom ze znajduje sie tam jakiś magiczny kamień, i ci turyści ustawiają sie tam w kolejce (wcześniej płacąc za wstęp) by ten kamień pocałować, a potem nabyć rożne pamiątki z zamku w Blarney, zjeść tam obiad, itp. - dając z kolei prace wielu ludziom, i działania "Dyrekcji Zamku Królewskiego na Wawelu" - która podjęła wszelkie kroki, aby tych turystów odstraszyć (a wielu z nich przyjeżdzało na Wawel nie dla muzealnych zbiorów sie tam znajdujących - ale dla tegoż czakramu właśnie)...

Czy "Dyrekcja Zamku Królewskiego na Wawelu" nadal prowadzi swoje dywersyjne działania - nie wiem. Wyjechałem z Krakowa w czerwcu 2004 roku...

Takich przykładów można mnożyć. Podałem akurat ten, bo w Krakowie mieszkałem ostatnie 10 lat przed przyjazdem do Irlandii. No i Kraków to - wiadomo. Podobno ostoja polskiej inteligencji, nauki, kultury i sztuki. A tu taki... czakram :-(

Teraz juz rozumiesz Droga Czytelniczko i Drogi Czytelniku mojego skromnego bloga, co miałem na myśli pisząc o tym, ze nasz problem tkwi w mentalności...

Wg Tory Bóg prowadził Izraelitów 40 lat przez pustynie do Ziemi Obiecanej (mimo ze pewnie mógłby ich wszystkich teleportować :-) w ciągu 1 sekundy raptem) aż wymarło cale pokolenie które pamiętało czasy egipskiej niewoli. Do Ziemi Obiecanej dotarło juz nowe, odrodzone pokolenie... Może i tak musi być w naszej Ojczyźnie... Może dopiero pokolenie urodzone po 1989 r. doczeka czasów, kiedy to inne nacje (i to nie tylko ze Wschodu) będą przyjeżdzały pracowac do nas.

A na razie... nie pozostaje nic innego niż zanucic piosenkę Wojciecha Młynarskiego: "Róbmy swoje!". W końcu naprawdę: " niejedna jeszcze paranoje, przetrzymać przyjdzie - robiąc swoje!"...