niedziela, 30 lipca 2006

Polskie puby i restauracje w Irlandii: "Gospoda" w Cork

Od tygodnia Polacy (i nie tylko) w Cork mogą skosztować tradycyjnych polskich potraw w "Gospodzie" - pierwszej restauracji serwującej tradycyjne polskie dania.


/Obok:  stoję przed "Gospoda" - pierwszą restauracją w Cork serwującą tradycyjne polskie dania. /

W miejscu gdzie znajduje się "Gospoda" wcześniej istniała afrykańska restauracja. Parę razy nachodziła mnie ochota, aby się tam wybrać, no ale - jednak tam nie poszedłem. Często człowiek coś tam planuje, obiecuje sobie, a jak się w końcu zmobilizuje - to już dawno po herbacie...

Bowiem kiedy przechodziłem tamtędy w ubiegłym tygodniu zauważyłem - ze w miejscu restauracji afrykańskiej - właśnie powstaje swojska "Gospoda". Restauracja dopiero rozpoczęła działalność, co widać nawet po tymczasowym szyldzie przyklejonym na oknie.

Co można zjeść w "Gospodzie"? Tak jak napisałem - tradycyjne polskie dania: od rosołu po schabowego. Dania polskie, ceny - niemal - również ;-)

Wybrałem się tam wczoraj. Jako - żem wegetarianin, moglem skosztować jedynie placków ziemniaczanych z surówką, zapitych tymbarkiem. Niestety, póki co - nic więcej dla jaroszy tam nie ma. Porcje duże, ceny przystępne. Osobiście - polecam.

---------------------------------
Dopisek z lipca 2007: "Gospoda" - niestety - właśnie zakończyła działalność. Przynajmniej na razie...

piątek, 28 lipca 2006

PPSn

Personal Public Service (PPS) - jest w Irlandii swego rodzaju odpowiednikiem polskiego numeru NIP i PESEL.

Za pomocą PPS’a możesz:
- wyrobić tax certificate umożliwiający legalna prace i zwrot podatku gdy podejmujesz pierwsza pracę (formularz A12)
- otworzyc konto w banku lub
- dzialalnosc gospodarcza
- mieć dostęp do usług opieki społecznej
- uzyskać darmowa opiekę zdrowotna (dla najuboższych) – Medical Card
- podchodzić do egzaminów na prawo jazdy

Aby otrzymać numer PPS należy udać się do Social Welfare Office i przedstawić:
- 2 dokumenty ze zdjęciem (np paszport i dowód osobisty lub prawo jazdy)
-potwierdzenie zamieszkania (z agencji wynajmującej mieszkanie, od pracodawcy lub np. rachunek za gaz, prąd, telefon lub inny list imienny na wskazany adres.
Sam list od landlorda moze nie wystarczyc - w takim przypadku należy także pokazać rachunek (za np. prąd, gaz) na nazwisko wystawiającego potwierdzenie zameldowania.

PPS można wyrobić w każdej chwili, choc radze wyrobić zaraz po przyjeździe. Niektórzy pracodawcy wymagają numeru PPS przed zatrudnieniem.
Na PPSa czeka się ok. 7 do 10 dni.

Powyzsze informacje w wiekszej czesci skopiowalem z FAQ na http://www.mycork.org

A ode mnie: dwa lata temu, kiedy sam wyrabialem sobie PPSn - stalem w kolejce moze z 5 minut. Teraz - trwa to znaaacznie dluzej...

/Na zdjęciu obok widzimy kolejke naszych Rodakow w Social Welfare w Cork chcących wyrobić sobie PPSn. Kolejki rosna z dnia na dzien.../

Z ciekawostek: w sali urzedu w Cork, w ktorym wydaje sie numery pps - pojawily sie tablice informacyjne w jezyku polskim (typu: "prosze wziac bilet z maszyny", itp). Tym samym, jezyk polski awansowal do trzeciego jezyka urzedowego w Cork (po irlandzkim - w ktorym niemal nikt nie mowi, angielskim - w ktorym mowi niemal kazdy Irlandczyk, mamy teraz polski - w ktorym mowi juz 1/3 mieszkancow Cork...).

Ciekawe, czy w naszych "skarbowkach" i "zusach" tez pojawia sie tablice w innych jezykach, czy tez nasi urzednicy beda trwac na stanowisku - ze "jezykiem urzedowym w Polsce jest jezyk polski"?

wtorek, 25 lipca 2006

Polak staje po zasilek...

W ostatnim okresie lawinowo rosnie liczba Polakow zglaszajacych sie do Social Welfare (tj. irlandzkiego odpowiednika m.in. opieki spolecznej) - po zasilki...

Dwa lata temu znajomy Irlandczyk przy piffku skarzyl sie do mnie na imigrantow z Afryki: ze malo ktory pracuje, ze masowo korzystaja z "socjala", trudno spotkac ich "black women" bez dzieciecego wozka - a na dzieci panstwo placi co miesiac zasilki - za to kazdy z nich chodzi elegancko ubrany i obwieszony zlotem... Nas chwalil - za to, ze przyjezdzamy tu zeby uczciwie i ciezko pracowac. No coz - w ciagu tych dwoch lat sporo sie zmienilo...

/Na zdjęciu powyzej: chyba najbardziej znany wśród Polaków w Cork budynek: to tutaj mieści się Social Welfare. Każdy Polak mieszkający w Cork musiał byc tutaj przynajmniej raz - żeby wyrobić sobie PPSn, a obecnie coraz wiecej Polakow pielgrzymuje do tego budynku w nadziei zostania kolejnym beneficjentem irlandzkiego systemu opieki spolecznej.../

Irlandia otacza swoich mieszkancow wszechstronna opieka. Ajrisz - jezeli zebrze i spi na ulicy - to dlatego, ze tak chce. Niektorzy z nich z roznych wzgledow wybrali taki tryb zycia - ale moga to zmienic w jednej chwili. Irlandczyk w trudnej sytuacji materialnej moze liczyc na natychmiastowa pomoc panstwa, w tym: bezplatne otrzymanie zywnosci, pokrycie kosztow wynajmu mieszkania i wyplate cotygodniowego zasilku. Ba, panstwo finansuje - i nawet placi uczestnikom za udzial (!) w przeroznych kursach zawodowych organizowanych przez FAS (tutejsze "biuro pracy"). Irlandzkie panstwo oferuje swoim mieszkancom szereg zasilkow i doplat - i czesc Ajriszy korzysta z tego pelna garscia.

Swego czasu zdarzalo sie, ze bywalem tutaj, w Irlandii, bez pracy. Znajomi sugerowali zgloszenie sie po zasilek, "bo mi sie nalezy". Przyznam sie - ze taka mysl jest dla mnie co najmniej nie na miejscu. Jezeli mialbym sie gdziekolwiek zglaszac po zasilek - to chyba tylko w Polsce, ktorej jestem obywatelem i ktorej poswiecilem najlepsze lata swojej mlodosci. To w Polsce placilem sporo lat absurdalnie wysokie podatki (przecietny Polak nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, ze w Polsce ponad polowe roku pracuje tylko i wylacznie na fiskusa...) - nie korzystajac w zamian za to nawet z "panstwowej" sluzby zdrowia - bo nie mialem na nia zdrowia... Wiec - jezeli mialbym sie gdzies zglaszac po zasilek - to w mojej Ojczyznie (czy tez raczej: w 4rp). Wyglada na to, ze w moim rozumowaniu jestem odosobniony...

Pol biedy, jezeli ktos faktycznie znalazl sie na "zyciowym zakrecie", po przejsciu ktorego (z pomoca irlandzkiego "socjalu") wychodzi "na prosta". Jednak z reguly jest tak, ze kto zasmakowal bycia beneficjentem irlandzkiego "socjalu" - nie chce sie z nim rozstawac. Dochodzi do tego, ze ludzie jeszcze przed wyjazdem z Polski wypytuja o mozliwosci dostania zasilku w Irlandii... I nie chodzi tutaj o tzw. "child benefit", tj. zasilek na dzieci - bo to akurat jest zrozumiale, chociaz przez niektorych tez naciagane...). Ludzie na przeroznych internetowych forach dyskusyjnych wprost pytaja: jak mozna dostac "mieszkanie socjalne" i jak sie starac o cala game socjalnych benefitow... Ba, padaja wrecz pytania jak mozna dokonac przeniesienia statusu bezrobotnego z Polski do Irlandii - tym samym pytajacy od razu zaklada - ze chce sie przeniesc do Irlandii nie po to - aby tutaj pracowac, ale po to - aby byc "tutejszym" bezrobotnym...

Oczywiscie - znaczna wiekszosc z nas nadal przyjezdza tutaj, aby ciezka i uczciwa praca zarobic na godne zycie. Jednak wsrod nas coraz wiecej jest tych, ktorzy chca "isc na skroty"...

Prosze mnie zle nie zrozumiec: nie jestem psem ogrodnika, ktory sam nie wezmie, ale i innym broni, w dodatku nie swojego. Nic z tych rzeczy. Osobiscie, gdybym mial taka mozliwosc, to natychmiast spelnilbym obietnice jednego z naszych bylych prezydentow - i dal kazdemu Rodakowi po 100 milionow. W dowolnej walucie :-)

Ja po prostu nie chce sie wstydzic - mowiac ze jestem Polakiem: przedstawicielem duzego i dumnego Narodu, ktorego czlonkowie bez zenady ustawiaja sie w kolejce po irlandzkie zasilki, w sytuacji gdy ciagle jest sporo pracy...

piątek, 21 lipca 2006

Kawa "po irlandzku"

Irlandia słynie ze znakomitego piwa i whiskey (uwaga: nie mylić ze szkocką whisky - Irlandczycy są czuli na tym punkcie i różnice akcentują nawet w pisowni.

/ Na zdjęciu powyżej widzimy moja kawę "po irlandzku" która zaraz się bede delektował - czego i Wam życzę :-) /

Osobiście chciałbym polecić Wam kawę "po irlandzku". Szczegółowego przepisu podawał nie bede, jest ich bowiem tyle - ile osób przyrządzających taką kawę (ponadto bez trudu znajdziecie na internecie sporo "wariacji" na temat ww. kawy) - jednak ogólnie rzecz biorąc, do kawy "po irlandzku" potrzebujemy: kawę :-) (w domowych warunkach najlepiej rozpuszczalną), whiskey (nie ma większego znaczenia która, byleby była oryginalna), brązowy cukier oraz bitą śmietanę.

Kawe należy też podać w specjalnym szklanym pucharku - służącym tylko do tego celu.

środa, 19 lipca 2006

"Anons" - polska gazeta ogłoszeniowa

W miniony poniedzialek ukazal sie w Irlandii pierwszy numer nowej polskiej gazety "Anons".

/Na zdjęciu obok: pierwszy numer "Anons"-ow - a jednoczesnie pierwszej polskiej gazety ogloszeniowej w Irlandii/

W przeciwienstwie do juz wychodzacych polskich gazet, "Anons" jest gazeta wylacznie ogloszeniowa*. W srodku znajdziemy tez kupon na bezplatne ogloszenie drobne.


* dopisek z marca 2007 r.: obecnie Anons nadal pozostaje gazeta ogloszeniowa, ale zamieszcza rowniez nieco tekstow "do poczytania" ;-)

*dopisek ze stycznia 2011 r.: gazeta kilkakrotnie zmieniała tytuł i formułę. Z "Anonsu" przekształciła się w "Anons Polski" a następnie w "Kurier Polski". Przez długi czas ukazywała się jako tygodnik płatny, później bezpłatny. Obecnie wydawana jest pod nazwą "Kurier Polski Magazyn".

poniedziałek, 17 lipca 2006

"Biznes" ze slupa...

W ciagu ostatnich tygodni Cork zostal zasmiecony malymi karteczkami z ogloszeniami naszych Rodakow. Ta forma smieciarskiego reklamowania swoich towarow czy uslug, bardzo popularna w Polsce - w Irlandii byla do tej pory nieznana...

/Na zdjęciu obok: kolejny oblepiony przez naszych Rodakow słup.../

Irlandczykom do umieszczenia tego typu drobnego ogloszenia sluza z reguly tablice ogloszeniowe w kazdym wiekszym sklepie, ewentualnie witryna zaprzyjaznionego sklepiku lub rubryka bezplatnych ogloszen w miejscowej gazecie. Ale nie obklejanie slupow...

Co jest w tych ogloszeniach namietnie rozklejanych przez naszych Rodakow? Jeszcze rok temu takie ogloszenia pojawialy sie sporadycznie i dotyczyly z reguly poszukiwanej pracy. Teraz sytuacja drastycznie sie zmienila, zarowno pod wzgledem ilosci tychze ogloszen - jak i ich tresci...

Obecnie Rodacy wzieli sie za "biznes" - oferujac przemycane papierosy i wodke oraz kopiowane filmy porno. Ba, rozszerzyli tez krag swoich potencjalnych "odbiorcow" - zamieszczajac te ogloszenia po polsku - i po angielsku. Natomiast calkowita nowoscia sa ogloszenia pan - Polek, szukajacych "sponsora"...

Irlandczycy przecieraja oczy ze zdumienia...

środa, 12 lipca 2006

Praca w Flextronics

Znowu zmieniłem pracę. Od paru dni pracuje w Flextronics w Cork.

Info ze strony www: "Flextronics International Ltd. jest światowej klasy dostawcą szeroko pojętych usług produkcyjnych w branży elektronicznej – EMS (Electronic Manufacturing Service). Jako producent kontraktowy Flextronics wyróżnia się najwyższym poziomem technologii i miniaturyzacji. Firma świadczy swoje usługi największym, markowym producentom sprzętu elektronicznego wywodzącym się z kluczowych segmentów rynku."

/Na zdjęciu powyżej stoję przed budynkiem firmy/

poniedziałek, 10 lipca 2006

Polska żywność w Irlandii

Duże irlandzkie sklepy spożywcze wprowadzają do swojej oferty produkty z Polski.

Polskie produkty (typu: pierogi, pyzy, uszka, barszcz, żurek, kapusta i ogórki kiszone, kasza gryczana, biały ser, itp.) od pewnego czasu systematycznie lokują się na irlandzkim rynku. Popyt na nie kształtuje stale rosnąca fala Polaków napływająca do Irlandii, toteż nic dziwnego, ze duże irlandzkie sieci - obserwując sukces powstających jak grzyby po deszczu "polskich sklepów" - postanowiły na większą skale włączyć do swojej oferty także regionalne produkty z Polski.

Obecnie w co większych irlandzkich sklepach zaczęły powstawać specjalne "polskie polki", jak na przykład ta z napisem: "Żywność z Polski" (z boku - niewidoczny na zdjęciu - jest tez napis w j. angielskim) na zdjęciu poniżej:

Na tej fotce stoję w przed "polska polka" w Dunnes Stores (to siec średnio powierzchniowych sklepów) w Cork (na Blackpool). Na wydzielonych polkach znajdują się wyłacznie polskie produkty. Jak widać - jedna z nich została niedawno kompletnie ogołocona :-) - ciekawe, co tam "rzucili"? Dodatkowo w stojącej nieopodal sklepowej zamrażarce jest tez wydzielone miejsce wyłącznie na produkty z Polski (m.in. pierogi z truskawkami ;-)

Ceny znacznie niższe niż w tzw. "polskich sklepach" w Cork, a niewiele wyższe od cen tych produktów w hipermarketach w Polsce...

niedziela, 9 lipca 2006

"Życie w Irlandii"

W miniony piatek zadebiutowal kolejny polski tygodnik wydawany w Irlandii: "Zycie w Irlandii".

/Na zdjęciu obok: pierwszy nr "Zycia w Irlandii" - nowego tygodnika dla Polakow/

Tego nam bylo trzeba: rzeczowe artykuly pelne przydatnych informacji dla Polakow przebywajacych w Irlandii. Jezeli tylko gazeta nie obnizy poziomu i - mam nadzieje - zwiekszy ilosc stron "do czytania" (obecnie jest tylko 20, z czego polowa to reklamy), to stanie sie gazeta nr 1 wśrod tutejszej Polonii :-)

sobota, 8 lipca 2006

Sklep "Mis" w Cork

Przed tygodniem został otwarty pierwszy w irlandzkim Cork "polski" sklep ze znanej np. w Londynie sieci "Miś".

Cork jest drugim - po Dublinie - miastem, w ktorym "Mis" otworzyl swoj oddzial. Jest to tez chyba pierwszy naprawde "polski" sklep w Cork - bowiem pozostale "polskie" sklepy w Cork sa wlasnoscia rosyjskojezycznych obywateli.

/Na zdjęciu obok: witryna pierwszego w Cork sklepu z sieci "Mis". Logo sklepu - to oczywiscie slomiany mis z kultowego filmu pod tym tytulem/

Tym samym padla teza lansowana przez co niektorych, ze w Cork rzadzi "ruska mafia" ktora nie pozwala Polakom otwierac swoich sklepow :-) Okazuje sie, ze jedyna przeszkoda w otworzeniu w Cork polskiego biznesu jest nie fikcyjna "mafia" - tylko brak odpowiedniej ilosci gotowki w kieszeniach naszych Rodakow. Na szczescie "Mis" przeciera slady :-)

W "Mis"- iu mozemy kupic aktualna polska prase (tj. tygodniki i miesieczniki), tradycyjne polskie pieczywo jak i szereg innych typowo polskich artykulow spozywczych (od pierogow po twarog :-)

Sklep miesci sie przy Washington Street.

-----------------
Dopisek z 2 lipca 2009 r.: sklep zmienił właściciela, obecnie mieści się tam jeden ze sklepów "Wędlinka".

piątek, 7 lipca 2006

Mentalnosc współczesnego Polaka

"Bo tutaj jest jak jest - po prostu. I Ty dobrze o tym wiesz" - twierdzi znany rockowy duet. A dlaczego tutaj jest - jak jest? To wcale nie takie proste...

Jeszcze nie tak dawno sprawa byla jasna: winni byli "komunisci". Koniec, kropka. To przez "komune" Narod cierpial i biede klepal, to "komuna" nie pozwalala polskim artystom odnosic sukcesow za granica, itp, itd.

No ale - jak poinformowala nas swego czasu pewna aktorka w tv: "Prosze panstwa, 4 czerwca 1989 r. skonczyl sie w Polsce komunizm".

Pieknie. Osobiscie co prawda uwazam, ze w Polsce nigdy komunizmu nie bylo (podobnie zreszta jak chyba nigdzie na swiecie) - przynajmniej takiego zgodnego z definicja - dlatego tez zamykam to slowo w cudzyslow. No ale - niech bedzie.

Wracajac: skoro "komunizm" skonczyl sie w Polsce w czerwcu 1989 r., a mamy czerwiec 2006 r., to z jednego z podstawowych dzialan matematycznych wynika - ze "komunizm" skonczyl sie w Polsce 17 lat temu...

17 lat - to spory okres czasu. Wystarczajacy do zreformowania gospodarki i szkolnictwa, wybudowania osiedli z tanimi mieszkaniami dostepnymi dla przecietnego Kowalskiego, postawienia nowych fabryk i zakladow pracy, wybudowania autostrad - i zwyklych drog, ale na europejskim poziomie. Przeciez skoro juz nie ma "komuny", ktora nam, Polakom, rzucala ciagle klody pod nogi - wiec juz nic nie stoi na przeszkodzie w drodze do pokazania calej Europie, ze "Polak potrafi"? A potrafi? Chyba "niezazbytnio"...

Oczywiscie - ktos moze mi napisac, ze w ciagu ostatnich 17 lat dokonal sie duzy postep: domy sa ladniejsze, samochody lepsze, telewizory i pralki powszechnie dostepne, nie mowiac juz o tym, ze pojawily sie komputery i internet. Tyle ze - to jest postep techniczny niezalezny od nas. To nie dzieki nam - Polakom - sa obecnie w Polsce lepsze samochody, pralki, telewizory. To nie jest nasza zasluga, ze ich ceny spadly na tyle, ze ww. dobra wystepuja powszechnie w naszych domach. Przeciez ogolnie na swiecie w latach 50-tych zylo sie ludziom lepiej i wygodniej niz w 40-tych a w 70-tych lepiej niz w 60-tych. Podobnie bylo w Polsce, pomimo "komunistycznego" ustroju. Niemal wszedzie na swiecie samochody i telewizory trafily pod strzechy - jaka w tym nasza, Polakow, zasluga?

Czy to my, Polacy, wprowadzilismy w ciagu ostatnich 17 lat na swiatowe rynki jakies nowe modele samochodow bedace wytworem polskiej mysli technicznej? pralek? komputerow - lub chocby oprogramowania do nich? Czy w ciagu ostatnich 17 lat nasi artysci osiagneli jakies spektakularne sukcesy za granica - jesli nie na miare angielskiego The Beatles - to moze chocby irlandzkiego U2? Czy nasz polski bokser - tak jak Irlandczyk Kevin McBrid - poslal na deski Tysona? Nie, nie chcecie mi chyba powiedziec, ze nasz polski bokser uciekal przed Tysonem? Przeciez Polak ma zakodowane, ze Bog, Honor i Ojczyzna, i predzej zginie niz pokaze przeciwnikowi plecy...

A moze ktorys z naszych pisarzy stworzyl dzielo na miare "Ulisses'a" - irlandzkiego pisarza Jamesa Joyce’a? A moze przynajmniej wypromowalismy na caly swiat nasza kulture, zwyczaje, ludowa muzyke, itp? Czy na calym swiecie (lub chociaz w Europie) obchodzi sie np. 3 maja jako swieto - tak jak obchodzi sie Dzien Sw. Patryka - wypromowany przez Irlandczykow? Przeciez 3 maja - to rocznica uchwalenia pierwszej w Europie konstytucji? No to moze chociaz otwieramy na calym swiecie swoje puby - podobnie jak na calym swiecie otwiera sie puby "irlandzkie" - i to niekoniecznie przez Irlandczykow? Przeciez mamy swietne polskie piwo i wodeczke, do ktorej mozemy serwowac pierogi z kapusta i grzybami, bigosik lub barszczyk?

Tez nie? Dlaczego? Przeciez jestesmy duzym, 40 milionowym Narodem, wiec sila rzeczy, statystycznie rzecz biorac - musi byc w nas wiecej utalentowanych jednostek niz w takim 4-milionowym narodzie zyjacym w Irlandii.

Podaje celowo przyklady z Polski - i z Irlandii, bo raz, ze w tej drugiej teraz mieszkam, a dwa - Irlandczykow w Irlandii jest mniej wiecej 10 razy mniej niz Polakow w Polsce. Tak, ja wiem - sporo Irlandczykow jest za granica, np. w USA. Ale - ilu jest w USA Polakow? Dodam tez, ze w opinii sporej czesci Polakow w Irlandii, nasi gospodarze do najbystrzejszych nie naleza. Tylko - to ciagle my przyjezdzamy do nich do pracy, a nie odwrotnie...

Wiec - wbrew temu co nam probowano wmawiac - to nie komuna jest, czy raczej - byla, dla nas przeszkoda. Nie ma sensu szukac daleko czegos, co lezy u naszych stop. Moze niedokladnie u stop. Bowiem wyjasnienie tej zagadki, dlaczego jest jak jest - tkwi w naszych glowach. A konkretnie: w ich zawartosci.

I jak juz napisalem w jednej z poprzednich notek, najwiekszym dla nas problemem jest nasza polska mentalnosc. A jaka to jest mentalnosc? To zadna tajemnica, wiemy o tym od dawna, i dyskusje o tym toczono juz wielokrotnie na lamach nieco powazniejszej - od zachodnich kopii - polskiej prasy: to tzw. mentalnosc chlopa panszczyznianego.

Wg definicji -"mentalnosc chlopa panszczyznianego - jest to mentalnosc czlowieka, który robi tylko to co mu pan kaze, nie wykazuje sie zadna aktywnoscia wlasna, bowiem w warunkach panszczyzny bylo to zbedne i tepione".

Skad nabylismy ta mentalnosc? Przez "komune"? Nie. Czy tez - nie tylko...

Zastanowmy sie przez chwile, jakie warunki dana osoba musi spelniac, zeby mogla smialo zwac sie Polakiem? Musi byc obywatelem IV RP? Bzdura. Musi znac jezyk polski? Tez nie. Tacy Irlandczycy np. nie znaja irlandzkiego, a przeciez nikt nie neguje - ze sa Irlandczykami :-) Ponadto - wielu obcokrajowcow zna j. polski lepiej - od sporej czesci Polakow... Wiec moze musi mieszkac na terytorium Polski? Ha, ha, ha :-)) No to moze Polakiem jest ten, kogo rodzice sa Polakami? Ale wtedy - jakaz to zasluga?

Ot, dla przykladu: urodzil sie taki chlopina gdzies w Siematyczach, wiec jest Polakiem, chociaz wolalby sie pewnie urodzic w USA albo chociaz w Niemczech. Ba, najszczesliwszym dniem jego zycia byl ten, w ktorym udalo mu sie podpisac wspolczesna volksliste, (np. na podstawie tego, ze babcia jego w przeciwienstwie do piastowskiej Wandy - chciala Niemca) dzieki czemu dostal niemiecki paszport i moze legalnie pracowac w Niemczech przy rozladunku azbestu pylistego. A Polske - to on ma, prosze Panstwa, gleboko w.... pamieci zagrzebana, tak gleboko - ze nawet przypadkowa mysla o niej nie powraca. Wiec - czy czlowiek z przykladu powyzej - moze zwac sie Polakiem? Czy tylko polskojezycznym obywatelem?

Inny przyklad: mieszka sobie murzynek Bambo w tej swojej Afryce. W swojej szkolce niedzielnej prowadzonej przez polskich misjonarzy uslyszal o naszym pieknym Kraju - i calym sercem zaczal tesknic do tych pol malowanych zbozem rozmaitem, wyzlacanych pszenica, posrebrzanych zytem... Przylozyl sie murzynek Bambo do nauki - i wkrotce naszym ojczystym jezykiem wladal o niebo lepiej niz swoim murzynskim narzeczem. Polskie ksiazki pochlanial jedna za druga, "Pana Tadeusza" wykul na pamiec, a jedyna muzyke jakiej mogl sluchac byly mazurki i polonezy Chopina. Widziala cala murzynska wioska, ze chlopczyna marnieje w oczach, wiec po zbiorze bananow zrzucili sie wszyscy dla niego na bilet do Polski. Murzynek Bambo dotarl do naszej Ojczyzny - i od razu zrozumial, ze w jego czarnej piersi bije bialo - czerwone serce, i od tej pory najwiekszym marzeniem murzynka Bambo bylo moc oddac zycie za Polske - swoja nowa Ojczyzne.

Czy wg Was - murzynek Bambo z przykladu powyzej moze zwac sie Polakiem?

I ktory z nich - wg Was - jest bardziej Polakiem: ten w Polsce urodzony - z rodzicow Polakow, czy ten urodzony w Afryce i pochodzacy z jakiegos afrykanskiego plemienia?

Jak widac, decyzja nie jest latwa, prawda? Okazuje sie, ze sam fakt posiadania rodzicow - Polakow, czy tez fakt urodzenia sie w Polsce - jeszcze nie przesadza sprawy. Bo wazniejsze jest to, czy ktos CZUJE ze jest Polakiem. Ale najwazniejsze jest to - czy ktos CHCE byc Polakiem...

Tak na marginesie: to jest tez moja odpowiedz dla tych, ktorzy odmawiaja prawa do "polskosci" ludziom ktorzy maja inne - niz polskie - pochodzenie. Czesto z tych "innych" sa lepsi Polacy, bo oni zostali Polakami ze swiadomego wyboru - a nie tylko dzieki urodzeniu...

Wracajac do przerwanego watku: jak widac, zeby byc "prawdziwym" Polakiem - trzeba CZUC sie Polakiem i CHCIEC byc Polakiem. Z tego moze wynikac, ze w Polsce zdecydowana wiekszosc mieszkancow to polskojezyczni obywatele, a nie Polacy. Dlaczego? Juz wyjasniam: co prawda historia Polski datuje sie oficjalnie od 966 r., ale kto tak naprawde czul, ze jest Polakiem? Tylko szlachta, tylko "gorne" warstwy spoleczne, prosze Panstwa. Chlop poczucia narodowosci baaaardzo dlugo nie mial. Zapytany, kim jest? odpowiadal ze - miejscowym... Odpowiadal w jezyku uzywanym na danym terytorium... I tyle. I tak bylo bardzo dlugo. Swiadomosc narodowa wsrod "dolnych" warstw spolecznych - to historia raptem ostatniego stulecia. Nie wierzycie? Odsylam do podrecznikow historii - lub przynajmniej do jednego z polskich pomnikow literatury: "Wesela" Wyspianskiego...

Totez kiedy w okresie zaborowym czesc polskiej szlachty wyemigrowala i zasymilowala sie z narodami krajow do ktorych przybyla - bylo to dla Polski wieksza strata - niz sama utrata niepodleglosci. Popatrzmy, kto wzniecal narodowe powstania? Spojrzmy, dzieki komu - z Polakow - odzyskalismy niepodleglosc w 1918 r. - czy to byli potomkowie chlopow (nie mam tutaj na mysli miesa armatniego)? Co prawda szlachta zubozala i "wysadzona z siodla" musiala sie zajac zarabianiem na chleb - ale to wlasnie z tego stanu poczatkowo rekrutowala sie inteligencja i wyzsi ranga oficerowie. Niestety, nazistowscy bandyci w niemieckich mundurach wymordowali kwiat polskiej inteligencji, a komunistyczni bandyci w sowieckich mundurach zrobili to samo z polskimi oficerami...

I to bylo dla nas, Polakow, najgorsze: utrata najbardziej wyksztalconej, swiadomej swojej przynaleznosci narodowej warstwy spoleczenstwa. Nie zniszczenie Kraju, nie pozniejsze komunistyczne jarzmo. Kraj odbudowalismy, jarzmo zrzucilismy. Ale odbudowac narodowe spoleczenstwo - juz nie jest tak latwo. Bowiem powojenni Polacy - to przede wszystkim masy chlopskie - i rekrutujacy sie z nich robotnicy powstajacych socjalistycznych molochow... I z takiego wlasnie materialu, z takiej ludzkiej tkanki przyszlo nam odbudowywac nasze spoleczenstwo.

Kto wie, czy tzw. "komuna" nie oddala nam jednak sporej przyslugi - wprowadzajac powszechna oswiate i likwidujac analfabetyzm (chociaz, niestety, wtorny analfabetyzm jest zjawiskiem nader czestym wsrod wspolczesnych Polakow). Bo dzieki powszechnemu obowiazkowi szkolnemu, dzieci chlopstwa po raz pierwszy w historii mialy szanse odebrac solidne wyksztalcenie (niestety - wraz ze sporo dawka "komunistycznej" indoktrynacji). Poznaly chocby pobieznie historie Polski i dziela polskich tworcow. Ba, "wladza ludowa" tak dbala o edukacje dzieci chlopow i robotnikow, ze - w przeciwienstwie np. do dzieci z rodzin inteligenckich - tym pierwszym przy zdawaniu na studia dawala preferencyjne punkty "za pochodzenie". Wspolczesna wladza juz nikogo za pochodzenie nie wyroznia czy dyskryminuje, tylko od kazdego ciagnie rowno, uzalezniajac jedynie "bezstresowosc" edukacji od zasobnosci kieszeni.

"Komuna" spelniala tez inna wazna role: przeciwko niej, pod narodowymi sztandarami, jednoczylo sie spoleczenstwo. Co bardziej inteligentna czesc tego spoleczenstwa (czyli nie ci, ktorzy buntowali sie tylko dlatego "bo kielbasa byla za droga") na wlasna reke poddawala sie samoksztalceniu - studiujac najnowsza historie Polski i przekazujac ta wiedze innym.

Ten proces zostal 17 lat temu przerwany. Wspolny wrog zniknal. Pozostali co prawda jak zawsze dyzurni masoni, zydzi i cyklisci - ale to nie to samo. Mozna juz jawnie czytywac zakazane dawniej ksiazki, ale - kto teraz czyta ksiazki? Wtorny analfabetyzm zaczyna zataczac coraz szersze kregi, a wraz z nim obserwujemy powrot mentalnosci panszyznianego chlopa...

Bo zmienic mentalnosc - jest najtrudniej...

czwartek, 6 lipca 2006

Polski Express

W Cork pojawil sie "Polski Express" - bezplatny magazyn wydawany w Dublinie.

/Na zdjęciu obok nr 9 "Polskiego Express-u". Mam nadzieje, ze od teraz ww. magazyn bedzie stale dostepny w Cork./

Duzy, ale wygodny do czytania format, dobrej jakosci papier i dosc wysoki (jak na bezplatne wydawnictwo) poziom merytoryczny. Jak widac - mozna zrobic w Irlandii porządną (w dodatku - bezplatna) gazete dla Polakow. O tresci nie bede sie rozpisywal: "Polski Express" mozna bezplatnie pobrac w postaci pliku ze strony: www.polskiexpress.ie


niedziela, 2 lipca 2006

"Fakty"...

W Irlandii wlasnie zadebiutowala nowa polska gazeta: tygodnik "Fakty".

/Na zdjęciu obok: drugi - wg numeracji - numer wydanego w Irlandii tygodnika "Fakty"/

Bede szczery: o planowanym wydaniu gazety slyszalem juz jakis czas temu, mialem nadzieje ze bedzie to dobra alternatywa dla "Polskiej Gazety", ktore poziom niestety systematycznie spada, w zwiazku z czym ostatnio do czytania nadaja się w niej jedynie drobne ogloszenia. Tymczasem... szok. Kiedy przejrzalem jej zawartosc - zrobilo mi sie niezmiernie zal drzew - scietych zeby mozna bylo toto wydrukowac. Wydawany w Polsce podobnie brzmiacy tytul "Fakt" - w porownaniu z irlandzkimi "Faktami" - to szczyt intelektualnej finezji.

Czytac zreszta nie ma co - wiekszosc gazety to obrazki. Z zadrukowanej czesci mozemy sie dowiedziec, ze niejaki "tofik" (pod tekstami prozno szukac imienia i nazwiska autorow) przeprowadzal akcje majaca na celu "znalezienie kandydatki na jedna noc". Wyszlo mu - ze z Polkami nie da rady, ale z Irlandkami - jak najbardziej. Pod warunkiem, ze ma sie cos w portfelu, bo Irlandki rzekomo pytaja wprost: "ile placisz?". Kolejny tekst - juz jawnie wysmiewajacy Irlandki. Tym razem nie ich "dostepnosc" - a tusze. Autorka porownuje je m.in. do wielorybow. Wstyd. Dobrze, ze Irlandczycy w przewazajacej wiekszosci nie znaja polskiego... Zakladam - ze autorka przechodzi jakas terapie, i tego typu paszkwile maja jej pomoc w wyleczeniu wlasnych kompleksow...

Reszta gazetki jest w podobnym stylu - od sensacyjnego doniesienia ze niejaka "Doda" (jak sprawdzilem na internecie - jest to obecnie znana w Polsce piosenkarka pop) zamierza odstawic swojego meza i poeksperymentowac z plcia ta sama - co jej wlasna (tekst jest bez podpisu - i zdaje sie, ze jest zerzniety z "Super Express"-u), poprzez niesmaczne dowcipy na poziomie uczniow gimnazjum, po - o dziwo - rysunek Andrzeja Mleczki (ciekawe, czy pan Mleczko wie cos o tym?). To sa wlasnie "Fakty"...

Cena gazety to... "1 jurek" (powaznie - tak napisali tuz przy tytule, w zamysle "tfurcy" chodzilo oczywiscie o... 1 euro) nie jest wygorowana, ale jest to "1 jurek" wyrzucony w bloto.

Zespolowi "Faktow" zycze jak najlepiej. Super, ze ktos chce wydawac kolejny tygodnik dla Polakow w Irlandii. Tyle - ze to nie powinien byc TAKI tygodnik...


* dopisek z marca 2007 r.: jak sie okazalo, tygodnik "Fakty" po krotkim czasie - przestal sie ukazywac.