czwartek, 26 października 2006

Wyspy Aran: Inishmore

Wyspy Aran, chociaz lezace na uboczu - tak naprawde sa samym sercem dawnej, celtyckiej Irlandii. W ich sklad wchodza trzy wyspy Inismore, Inishmaan i Inisheer. Zwiedzanie zaczynamy od najwiekszej.

/Powyżej: wraz z Agnieszką na Inishmore/

Najpierw kilka informacji za Wikipedia.pl:

"Arann, ang. Aran Islands - grupa trzech wapiennych wysp u zachodnich wybrzeży Irlandii w Zatoce Galway.
Położenie Wysp Aran W skład wysp wchodzą: - Inishmore (irl. Inis Mor), pow. 3092 ha, liczba miesz.: 831 os. (2002 r.), - Inishmaan (irl. Inis Meain), pow. 912 ha, liczba miesz.: 187 os. (2002 r.), - Inisheer (irl. Inis Oirr lub Inis Oirtheach), pow. 567 ha, liczba miesz.: 262 os. (2002 r.). Główną osadą jest port Kilronan (Cill Rónáin) na wyspie Inishmore, zamieszkany przez 270 osób. Połączenia promowe z Rossaveal (hr. Galway), Doolin (hr. Clare); połączenie lotnicze wszystkich wysp obsługiwane przez lokalne linie lotnicze Aer Arann. Obecnym źródłem utrzymania mieszkańców wysp jest obsługa ruchu turystycznego, rękodzieło (wyrób swetrów), rybołówstwo, rolnictwo. Najwcześniejsze ślady osadnictwa na wyspach pochodzą z epoki brązu (ok. 700 lat p.n.e.) i żelaza, m.in. kamienne forty Dun Aengus (Dun Aonghasa) i Dun Duchathair na wyspie Inishmore. Z późniejszego okresu zachowały się pozostałości budowli obronnych i wczesnochrześcijańskich kościołów. W średniowieczu, w związku z rozwojem portu w Galway wyspy nabrały pewnego znaczenia strategicznego, stąd toczyły się o nie walki lokalnych klanów. W 1565 r. królowa Elżbieta I przekazała wyspy w ręce angielskie, pod warunkiem ochrony interesów Korony. Utrata pozycji ekonomicznej w XVII w. i zainteresowania ze strony Anglii spowodowała zapanowanie biedy na wyspach. Sytuację pogaszały wysokie czynsze dzierżawcze nakładane przez właścicieli na użytkowników tych skalistych i nieurodzajnych ziem. Mimo powiązań z ruchem oporu przeciwko Anglikom w Irlandii, mieszkańcy wysp żyli w głębokiej izolacji. W związku z renesansem kultury celtyckiej od końca XIX w. datuje się szersze zainteresowanie życiem i kulturą wyspiarzy z powodu zachowanego bogatego folkloru i tradycji oraz przetrwania języka irlandzkiego w codziennym użyciu. Ilustracją ciężkiego życia na przekór naturze jest film dokumentalny Roberta O'Flaherty'ego "Man of Aran". Obecnie coraz większą rolę w gospodarce odgrywa turystyka, wyspy przyciągają turystów niezwykłymi krajobrazami klifowego wybrzeża, unikalną atmosferą jak również licznymi obiektami zabytkowymi. Źródło: "http://pl.wikipedia.org/wiki/Arany".

/Powyżej: kamienne murki/

Aby dostac sie na Wyspy nalezy najpierw udac sie do Galway, gdzie - np. w jednym z biur Irish Ferries (ale niekoniecznie, na Wyspy plywaja tez inni przewoznicy) za wiecej niz przystepna cene mozemy wykupic specjalny pakiet, w sklad ktorego wchodzi przeprawa promem (wraz z dowozem i przywozem autobusem z portu w Rossaveal) w obydwie strony + nocleg w B&B na wyspie. Kupujemy taka wycieczke na najwieksza z Wysp Aran: Inishmore. Dojazd autobusem z Galway do Rossaveal trwa ok. godziny, przeprawa promem z Rossaveal na Inishmore - ok. 45 minut. Oczywiscie, po postawieniu nogi na ladzie turysta nie jest zostawiony samemu sobie, ale przedsiebiorcy mieszkancy natychmiast proponuja mu zwiedzanie wyspy na kilka mozliwych sposobow, od jazdy "dorozka" po wypozyczenie roweru.

Sami pierwszego dnia korzystamy z innej opcji: wsiadamy do turystycznego minibusu, ktorego kierowca za pare euro obwozi nas po calej niemal wyspie, po drodze snujac barwne opowiesci o jej historii i dniu dzisiejszym. Od naszego rozmownego przewodnika dowiadujemy sie m.in., ze: "mamy 3 wyspy, 3 szkoly, 3 policjantow - ale za to 6 pubow :-) " Od siebie dodam, ze liczba "3" nie zawsze sie sprawdza, bowiem na wyspie jest jeden bank (czynny jeden dzien w tygodniu), jeden sklep spozywczy (chociaz sklepow z artykulami pamiatkarskimi z Wysp jest chyba 9), jeden bankomat, itp. Z ciekawostek: Inishmore zostala zelektryfikowana w 1975 r., jednakze nasz rozmowca z rozrzewnieniem wspomina, jak to pewnego razu mieli awarie pradu - akurat w Wigilie, i wszyscy mieszkancy spedzili ten czas razem, przy swieczkach - w pubie...

Oprocz snucia opowiesci, przewodnik pokazuje tez najbardziej godne uwagi miejsca do dokladnego zwiedzenia. Wykorzystamy to takze nastepnego dnia - kiedy to wypozyczamy na 1 dzien rower, aby moc juz powoli i na spokojnie nacieszyc sie fantastycznymi widokami ;-)

/Powyżej: przed Dun Aenghus/

Wczesniej jednak nasz przewodnik podwozi nas w okolice prehistorycznego kamiennego fortu Dun Aenghus - bedacego niejako "wizytowka" Inishmore. Kiedy dokladnie powstal sam fort - niewiadomo. Jak podaje Wikipedia.pl: "Dun Aengus (irl. Dun Aonghasa) – pozostałość kamiennej budowli obronnej (fortu) pochodzącej najprawdopodobniej z epoki późnego brązu (ok. 700 lat p.n.e.), znajdująca się na wyspie Inishmore (Wyspy Aran, Irlandia). Tworzą ją trzy koncentryczne, kamienne mury w kształcie półkręgów, z których wewnętrzny – największy ma 6 m wysokości i 5,5 m grubości. Prawdopodobnie w przeszłości budowla miała kształt regularnego koła, jednak prawie jej połowa osunęła się w wyniku podmycia i zawalenia się klifu, na skraju którego się znajduje, do morza." Do samego fortu udajmy sie ok. kilometrowa dróżka, na koncu ktorej oprocz fortu czekaja nas tez niezapomniane widoki na klify. W ogole cala okolica jest fantastycznym widokiem...

/Powyżej: na klifach/

Przy wejsciu na droge prowadzaca do fortu na turystow czekaja sklepy ;-) Specjalnoscia Wysp Aran sa... arany :-) Arany - to slynne na cala Irlandie swetry z welny wyspiarskich owiec. Sam nabywam koszulke z wizerunkiem celtyckiego druida, majac slowo sprzedawczyni, ze poniewaz te koszulki projektuje i wykonuje jej syn wylacznie na potrzeby prowadzonego przez nia sklepu, sa one niedostepne gdziekolwiek indziej :-)

Wracajac na nocleg do B&B pytam mojego rozmowce o Polakow: czy mieszkaja tutaj? Oczywiscie - przytakuje. W sezonie naplywa tutaj cala fala naszych Rodakow, glownie do pracy przy obsludze turystow, ale nawet poza sezonem sporo z nich zostaje usilujac zatrudnic sie do wszelkiego rodzaju pracy.

Pytam tez, czy to prawda ze mieszkancy wyspy rozmawiaja miedzy soba po irlandzku (bo zdazylem sie juz zorientowac, ze wyczytana przeze mnie w jednym z przewodnikow informacja, jakoby napisy na szyldach byly wylacznie po irlandzku - jest po prostu nieprawda). Moj przewodnik zaczyna udzielac mi wymijajacych odpowiedzi, co pozwala domniemywac, ze jest to jedna z kolejnych "irlandzkich legend". No coz, Irlandczycy - jak to juz kiedys wspomnialem - to mistrzowie turystycznego marketingu...

Po sniadaniu wypozyczamy rowery i zapuszczamy sie w najciekawsze rejony wyspy. Poprzedniego dnia w krystalicznie czystej zatoce pokazal sie delfin, niestety, nastepnego gdzies odplynal - ale jest za to cale stadko fok. Z kolei lad jest pokryty kamiennymi niskimi murkami, ulozonymi z mnostwa kamieni zebranych na polach... Kamienne, zamykajace dana przestrzen murki pozwalaja na swobodny wypas bydla (krow, owiec i koz). Dodatkowo - przy wielu takich mini-pastwiskach mozna zauwazyc kamienne zbiorniki m.in. na deszczowke ktora pozniej pija pasace sie zwierzeta (wyspa jest otoczona slona woda).

Po dwoch dniach spedzonych na Inishmore z zalem przychodzi opuszczac ta wyspe, ktora - choc komercjalizuje sie w blyskawicznym tempie - ciagle zachowuje jeszcze dawny, celtycki "klimat"...

Jezeli chcecie odwiedzic Wyspy Aran - pospieszcie sie, bowiem tabuny turystow z kazdym sezonem nieodwolalnie zmieniaja ich oblicze z surowego, ale pieknego serca celtyckiej Irlandii - w kolejna miejscowosc letniskowa...

poniedziałek, 23 października 2006

Galway

Galway nalezy do jednych z najpiekniejszych miast sredniej wielkosci w Irlandii. 

/Powyżej: centrum Galway/

Jak podaje Wikipedia.pl: "Galway (irl. Gaillimh) - miasto w zachodniej Irlandii, stolica hrabstwa Galway. Liczy 65,8 tys. mieszkańców (2002). Początki miasta sięgają 1124 r., gdy król prowincji Connacht, Tairrdelbach mac Ruaidri Ua Conchobair, założuł tam fort Dún Bun na Gaillimhe.Z czasem wokół fortu zaczęło pojawiać sie osadnictwo. Około roku 1230, podczas inwazji Normanów, miasto przejął ich przywódca -Richard Mor de Burgh.


W grudniu 1484 Galway otrzymało oficjalny status miasta korony angielskiej. Kiedyś miasto handlowe, także dzięki dobrym kontaktom z Anglią. W XVII wieku zniszczone przez wojska Cromwella, utraciło świetność po klęsce nad rzeką Boyne. Dzisiaj przyciąga głównie turystów i żeglarzy. W średniowieczu miastem rządziło 14 klanów kupieckich (12 normandzkich i 2 irlandzkie). Wówczas gród przeżywał swoje lata rozkwitu i dostatku. Był to wówczas główny irlandzki port handlowy dla handlu z Hiszpanią i Francją.


Podczas odrodzenia galickiego gród pozostał wierny koronie angielskiej. W czasie najazdu wojsk Cromwella na Irlandię miasto było oblężone przez 9 miesiecy. Pod koniec XVII w. Galway poparło króla angielskiego Jakuba II i jego zwolenników (jakobitów) przeciwko Wilhelmowi Orańskiemu w wojnie irlandzkiej (1689-1691). W wyniku tego zostało przejęte i okupowane przez wiliamitów po bitwie pod Aughrim w 1691. Miasto wówczas bardzo podupadło i swoją świetność odzyskało dopiero podczas bumu ekonomicznego pod koniec XX w."

Tyle Wikipedia.


W Galway znajdziemy sporo interesujacych miejsc. Zwiedzanie mozemy rozpoczac np. od Church of St Nicholas (kosciola sw. Mikolaja), w ktorym to - podobno - Krzysztof Kolumb uczestniczyl w mszy sw., zanim wyplynal w podroz - w wyniku ktorej doplynal do Ameryki.

Tuz obok kosciola znajduje sie slynne "Lych's Window" - okno w ktorym wg legendy w 1493 r. owczesny burmistrz Galway powiesil wlasnego syna za zamordowanie hiszpanskiego goscia. Bylo to morderstwo w afekcie, podobno Hiszpanin za bardzo interesowal sie narzeczona mlodego Lyncha. Nikt w miescie nie chcial wykonac wyroku na powszechnie lubianym mlodziencu - totez w koncu zrobil to jego ojciec. Jednak wg historykow - jest to jedynie legenda, nie majaca potwierdzenia w zadnym ze zrodel. No coz, nie od dzisiaj wiadomo, ze Irlandczycy to mistrzowie marketingu ;-)


Warto takze odwiedzic miejskie muzeum - a przy okazji obejrzec znajdujace sie tuz przy nim Spanish Arch (Hiszpanski Luk) - jedyna pozostalosc po murach obronnych miasta...

W srodku miasta, na Eyre Square, znajduje sie m.in. zbudowana dla uczczenia 500 - lecia miasta fontanna z kompozycja z brazowych trojkatow, symbolizujacych zagle tradycyjnych lodzi rybackich.

Wiecej zdjęć z Galway znajduje sie tutaj: LINK.

niedziela, 22 października 2006

White Painting

Czy lubicie sztukę współczesną? Ja - od kiedy zobaczylem obraz Kazimierza Malewicza "Czarny kwadrat na białym polu" stalem sie jej fanem ;-) Za kazdym razem kiedy jest mi dane z taka sztuka obcowac - jak bumerang powraca do mnie pytanie: gdzie jest granica pomiedzy sztuka - a kiczem, sacrum - a profanum i wreszcie: geniuszem a hosztaplerem?

Te pytania sa szczegolnie istotne przy dzielach sztuki najnowszej. Czasami mi sie wydaje, ze nie o sztuke tu idzie - co o wzbudzenie jak najwiekszej sensacji i rozglosu, czesto - za kazda niemal cene.

O ile jeszcze motywacje takich "tfurcuf" zrozumiec potrafie (ot, chca panie i dranie zarobic w latwy i szybki sposob troche kasy), o tyle zabiegi krytykow wmawiajacych gawiedzi ze ten czy ow - parafrazujac Gombrowicza - "wielkim tworca jest!" zakrawa juz co najmniej, delikatnie piszac - na kpine...

Stanislaw Lem stwierdzil swego czasu: ".. jak przyjdzie jakiś wariat i zaprezentuje w salonie sztuki nowoczesnej pieczoną ludzką wątrobę, to zawsze się znajdą eksperci, którzy powiedzą, że to jest wiekopomne dokonanie artystyczne. "

Nic dodac, nic ujac...

Ostatnio, bedac w Galway, odwiedzilem tamtejsze miejskie muzeum, ktore prezentuje obecnie m.in. kolekcje dziel "abstrakcyjnych" :-)

Na zdjęciu obok stoje przed obrazem ktory spodobal mi sie najbardziej ;-) To płótno Erika Adriana Van Der Grijn pt. "White Painting" z 1974 r. Nic na tym obrazie nie widzicie? Sa tam 2 odcienie bieli :-) Nie wiem tylko, co robi ten czarny pasek u gory obrazu - skoro to "Bialy Obraz"... Zastanawiam sie tez, czy autor poszedl za ciosem i namalowal cala serie: "Niebieski Obraz", "Zielony Obraz", a moze nawet, kto wie, "Rozowy Obraz"? :-)

poniedziałek, 16 października 2006

Dublin: z autobusu

Jedna z mozliwosci zwiedzania Dublina - szczegolnie gdy sie dysponuje ograniczonym czasem - jest przejazdzka po miescie pietrowym autobusem.

Autobusy kursuja regularnie m.in. z centrum miasta, zakupiony bilet jest biletem 24 godzinnym. Jest to o tyle wygodne, ze mozemy wysiasc na jednym z przystankow na trasie przejazdu, zwiedzic katedre czy muzeum polecane nam przez kierowce (w trakcie jazdy caly czas jestemy informowani na biezaco co wlasnie mijamy i co jest godne szczegolnej uwagi) - a nastepnie wsiasc do kolejnego autobusu tego typu i kontynuowac podroz. Na trasie mamy 21 przystankow z az 32 zalecanymi przez kierowce - przewodnika miejscami do odwiedzenia.

Jeden dzien - to oczywiscie absolutnie za malo czasu na odwiedzenie ich wszystkich, totez nie pozostaje nic innego jak wybrac te najbardziej nas interesujace - lub za jakis czas udac sie ponownie w taka "podroz".

/Na zdjęciu powyzej jestem wlasnie w jednym z "turystycznych" dublinskich autobusow/

Wiecej zdjęć z mojego pobytu w Dublinie znajduje sie tutaj: LINK

niedziela, 15 października 2006

Dublin: Guinness Storehouse

Z Irlandią nieodmiennie kojarzy sie m.in. znane na calym swiecie piwo Guinness. Jego historia rozpoczela sie w Dublinie...

Najpierw garsc informacji przytoczonych za www.wikipedia.pl: "Arthur Guinness (ur. 24 września 1725, zm. 23 stycznia 1803) - założyciel i właściciel browaru Guinness Breweries produkującego najbardziej znane irlandzkie piwo, Guinnessa. Urodził się w Celbridge (County Kildare, Irlandia). Jego ojciec pracował dla arcybiskupa Cashel, Dr. Aruthura Price'a, warząc piwo dla pracowników folwarku.  Arthur Guinness rozpoczął warzenie piwa początkowo w Leixlip, a od 1759 w St. James's Gate Brewery w Dublinie. St. James's Gate Brewery - najbardziej znany browar istniejący w Dublinie, oraz najbardziej znany browar produkujący piwo Guinness. Największy na świecie browar produkujący piwo stout.

Browar został wynajęty w 1759 przez Arthura Guinnessa na 9,000 lat za L45 rocznie, St. James's Gate od samego początku był miejscem produkcji piwa Guinness. W 1838 stał się największym browarem w Irlandii, a w 1914 największym browa
rem na świecie. Do tej pory pozostaje największym na świecie browarem produkującym piwo stout. Guinness to najpopularnieje piwo produkowane w Irlandii w browarze Arthura Guinnessa St. James's Gate Brewery w Dublinie. Browar St. James's Gate z czasem stał się jedną z największych i najbardziej znanych firm piwowarskich na świecie. Guinness - jest to piwo górnej fermentacji typu porter.

Guinness to stout czyli ciemne, prawie czarne piwo, uzyskiwane ze skarmelizowanego słodu jęczmiennego z dodatkiem słodu pszenicznego, o ciężkim, słodko-gorzkawym smaku
".

Tyle Wikipedia :-)

/Powyżej: wjezdzam ruchomymi schodami na jedno z kolejnych siedmiu, pelnych atrakcji, pieter Guinness Storehouse/

Bedac chocby na 1-dniowym "wypadzie" w Dublinie - nalezy koniecznie odwiedzic VII pietrowy Guinness Storehouse. Budynek ten powstal w 1904 r. i zostal zbudowany w stylu architektonicznej szkoly chicagowskiej, czyli sklada sie glownie ze stali i szkla. Do 1988 r. byl wykorzystywany do produkcji piwa, od listopada 2000 r. otworzyl swoje podwoje dla turystow :-) Budynek zostal zaprojektowany tak, aby przypominal gigantyczna szklanke z piwem :-)

Na kazdym z siedmiu pieter czeka nas sporo atrakcji: zapoznajemy sie m.in. z procesem warzenia piwa, jego historia, itp., odwiedzamy mnostwo wystaw (od tradycyjnych po te z wykorzystaniem urzadzen multimedialnych) az w koncu na ostatnim, siodmym pietrze trafiamy do The Gravity Bar - jednego z najniezwyklejszych barow w Dublinie (i nie tylko). Jest to oszkolne, okragle pomieszczenie, na srodku ktorego znajduje sie bar w ktorym mozemy zamowic sobie pinte Guinness'a, aby nastepnie popijac piffko - rozkoszowac sie 360 stopniowa panorama Dublina :-)

I pomimo, ze - wg mnie - smak dublinskiego Guinness'a nijak sie ma do smaku corkowskiego Beamish'a :-) - polecam kazdemu odwiedzenie tego wyjatkowego miejsca.

sobota, 14 października 2006

Jerpoint Abbey - dawny klasztor Cystersów

Nieopodal miasteczka Thomastown, Co. Kilkenny, znajduja sie malownicze ruiny Jerpoint Abbey - dawnego klasztoru Cystersow. 

Jest to jednoczesnie jeden z najbardziej znanych osrodkow monastyczych w Irlandii. Klasztor powstal w drugiej polowie XII wieku. Obecnie mozemy ciagle jeszcze podziwiac fantastyczne kruzganki, plaskorzezby i kamienne figury.

/Powyzej: dziedziniec jednego z najbardziej znanych klasztorow Cystersow w Irlandii./

piątek, 6 października 2006

"Wyspa" - polski miesięcznik w Irlandii

Dzisiaj zauwazylem (i kupilem :-) nowy polski miesiecznik wydawany w Irlandii: "Wyspa".

/Na zdjęciu obok trzymam pierwszy numer "Wyspy" - nowego polskiego miesiecznika w Irlandii/

W pierwszym numerze zgodnie z zapowiedzia znajdziemy m.in.:
- wywiad miesiąca z grupą Big Cyc, czyli opowieść o „moherowych beretach”
- „Co zrobi Irlandia z falą obcokrajowców przybywających na Wyspę?” – nadzieje, obawy i prognozy ;
- Wikingowie w Irlandii, czyli jak zdobyto Szmaragdową Wyspę ;
- 16 stron kompletnych informacji o życiu w Irlandii, czyli od PPS, przez Tax Credit, Form 12A, aż po znalezienie mieszkania i pracy, itp, itd.

--------------------
Dopisek z 01.02.2008 r. - "Wyspa" przestaje się ukazywać.

wtorek, 3 października 2006

Restauracje i bary w Cork: Ruen Thai Restaurant

Wczoraj wybrałem się do Ruen Thai Restaurant przy Patrick Street - jest to chyba najlepsza tajska restauracja w Cork.

/Na zdjęciu powyżej: jestem w restauracji Ruen Thai Restaurant/

Zamówiłem jedno z rekomendowanych dań, którego nazwy co prawda nie potrafię powtórzyć, ale był tam ryz, sos na mleku kokosowym i sporo "egzotycznych" warzyw :-) zapijając je tajskim piwem i herbatą jaśminową :-)

Skośnooka kelnerka daje poczucie pewnej autentyczności dań znajdujących się w menu ;-)

poniedziałek, 2 października 2006

Irlandzka kuchnia

Irlandia slynie z pubow, ale nie - z restauracji. Jak juz pisalem nie tak dawno: "Nie ma co ukrywac, ze irlandzkie "narodowe" potrawy do wyszukanych nie naleza. To ta sama anglosaska kuchnia co w USA czy w Anglii: "chips and more chips" - jak czasem podsumowuje jeden z moich znajomych Irlandczykow ;-)

W prawdziwie "irlandzkiej" restauracji, prowadzonej przez Irlandczykow, z irlandzka obsluga itp. bylem raz - i obiecalem sobie, ze wiecej nigdy tam nie pojde... Zaczelo sie od tego, ze otrzymalem niedomyta szklanke - i sztucce. Poprosilem o wymiane - dostalem tak samo niedomyte... Zamowilem cos wegetarianskiego (oczywiscie :-), dalem rade zjesc do polowy... Ja nie jestem wybredny i dla mnie nawet tescowa pizza z mikrofali smakuje wysmienicie, ale to co mi zaserwowano - to byla "smakowa" przesada...

Coby uciac wszelkie domysly: nie "potraktowano" mnie tak dlatego, ze jestem Polakiem. Znajomi Irlandczycy mieli tak samo :-) Ale - im to nie przeszkadzalo... Zreszta, kiedy sie rzuci okiem na sklad oslawionego "irlandzkiego sniadania" - to juz wszystko tlumaczy :-) Oczywiscie - nie znaczy to, ze tak musi byc w kazdej "irlandzkiej" restauracji... Jak mi przejdzie uraz, to za jakis czas wybiore sie do innej - i dam Wam znac :-)

Jezeli chcemy cos zjesc poza domem, i ma to byc cos lepszego niz jakis mcdonald czy inny subway, to nalezy byc ostroznym z wyborem miejsca. Na szczescie - w Cork mamy tez spory wybor innych, mniej lub bardziej egzotycznych knajpek :-)