poniedziałek, 31 grudnia 2007

Szczęśliwego Nowego Corku

Za parę godzin na ścianie mojego mieszkania zawiśnie nowy kalendarz (na zdjęciu poniżej). Tym razem: w stylu retro, z widokami Cork-u sprzed 100 lat ;-)

piątek, 28 grudnia 2007

I'm Not Polish

Ilość naszych Rodaków w Irlandii - wbrew propagandzie mediów w Polsce - wzrasta w postępie geometrycznym. Każdy kto tutaj mieszka przez dłuższy okres czasu, dobrze zdaje sobie z tego sprawę...

Ilość naszych Rodaków jest już tak duża, że często dochodzi do kuriozalnych "językowych" sytuacji: byłem świadkiem kiedy to np. Irlandka bezskutecznie usiłowała się porozumieć się po angielsku z obsługą jednego z "polskich sklepów", jak i tej, kiedy to nasi Rodacy zwracali się do kasjerek w irlandzkim Tesco po polsku, i byli bardzo zdziwieni - i niezadowoleni - gdy okazywało się, że akurat ta kasjerka wyjątkowo nie mówi w naszym języku. Świadczy to o skali naszej obecności tutaj...
Irlandczycy, ktorzy do wszystkiego podchodzą z właściwym sobie humorem, wypuścili na rynek serię koszulek z napisem "I'm Not Polish" (na zdjęciu obok, foto pochodzi ze strony www.colours.ie), które mają im pomóc zaznaczyć swoją obecność w "polskim potopie". Koszulki są do nabycia w wybranych sklepach, przeciętnie za jedyne €14.95 ;-)

czwartek, 27 grudnia 2007

Najstarszy "polski" sklep w Cork

... znajduje się przy North Main Street.

/Na zdjęciu: obecny wygląd pierwszego "polskiego" sklepu w Cork/

Oczywiście, tak jak w większości tego typu sklepów, poprzez przymiotnik "polski" rozumiem w takich przypadkach tylko to, że są tam sprzedawane polskie produkty. W rzeczywistości sklepy te należą w przeważającej większości do Litwinów i Ukraińców.

Kiedy w połowie 2004 r. przyjechałem do Cork, ten sklep przy North Main Street był jedynym "polskim" sklepem w tym mieście. Teraz jest ich już chyba kilkanaście, a i ten najstarszy parę razy zupełnie zmieniał wygląd, nazwę - i właścicieli...

--------------
dopisek z 08.04.2010 r.: sklep zakończył działalność, piszę o tym TUTAJ.

środa, 26 grudnia 2007

Restauracje i bary w Cork: Quay Co-op

Quay Co-op jest chyba najbardziej znaną wegetariańską restauracją w Cork.

/Na zdjęciu obok: restauracja Quay Co-op w Cork/

Właściwie nazwa "restauracja" jest trochę na wyrost, bowiem panuje tam samoobsługa, niemniej - dla miłośników wegetariańskich potraw to miejsce warte odwiedzenia.

Restauracja mieści się na pierwszym i drugim piętrze, a na parterze znajduje się sklep ze zdrowa żywnością, naturalnymi kosmetykami, itp.

Quay Co-op znajduje się przy Sullivan's Quay 24.

S.H.A.R.E. - młodzież kwestuje dla starszych


S.H.A.R.E. (Students Harness Aid for Relief of Elderly) - to działająca w Cork od 1970 r. fundacja, mająca na celu pomoc osobom starszym znajdującym się w trudnej sytuacji materialnej.

/Na zdjęciu powyżej: stoję przed szopką S.H.A.R.E. w centrum Cork/

Co roku, w grudniu, na jej rzecz kwestują setki młodych ludzi z cork-owskich szkół. W zamian za wrzucony datek otrzymuje się żółta okrągłą naklejkę z napisem S.H.A.R.E.

I tak, podobnie jak w Polsce w trakcie kwesty na rzecz WOŚP, po prostu nie wypada nie mieć naklejonego na wierzchniej odzieży orkiestrowego serduszka, tak i w Cork, w drugiej połowie grudnia, po prostu nie wypada nie "obnosić" się z ww. naklejką sygnowaną przez S.H.A.R.E. (na zdjęciu w lewym górnym rogu - i na mojej kurtce ;-)/

poniedziałek, 24 grudnia 2007

Tłumy Rodaków na "polskiej" pasterce w Cork

Dzisiaj w "polskim" kościele St. Augustine's przy Washington Street w Cork odbyła się kolejna, już trzecia "polska pasterka". Przypomnę, że pierwsza taka pasterka w Cork miała miejsce 2 lata temu (pisałem o tym TUTAJ).

Jakie są różnice pomiędzy tą pierwszą - a obecną? Bardzo duże. Dwa lata temu zdecydowaną większość biorących udział w nabożeństwie stanowili mężczyźni w wieku 30 - 50 lat, obecnie jest to pełny przekrój społeczny, przynajmniej pod względem wiekowym: od niemowląt po osoby w zaawansowanym wieku.

/Na zdjęciu powyżej: stoję przed ruchomą szopką wystawioną w kościele St. Augustine's przy Grand Parade w Cork/

Ksiądz Piotr Galus rozpoczynając nabożeństwo stwierdził: "Tyle się ostatnio mówi o tym, że Polacy wracają z emigracji, tymczasem do kościoła przychodzi coraz więcej osób. Będziemy chyba musieli poprosić biskupa o przydzielenie nam większego kościoła :-)". I rzeczywiście: w nabożeństwie uczestniczył dosłownie tłum naszych Rodaków.

Po mszy wiele osób przystawało na dłuższą chwilę przed ruchomą szopką znajdującą się w kościele (na zdjęciu).

sobota, 22 grudnia 2007

Choinka zamiast podłaźniczki

Za Wikipedia.pl:
Choinka jaką znamy pojawiła się w XVI wieku, lecz prawdopodobnie już wcześniej występowała jako rajskie "drzewo dobrego i złego" w misteriach o Adamie i Ewie. Tradycja choinek narodziła się w Alzacji, gdzie wstawiano drzewka i ubierano je ozdobami z papieru i jabłkami (nawiązanie do rajskiego drzewa). W XIX wieku drzewko zawitało do Anglii i Francji, a potem do krajów Europy Południowej.

/Na zdjęciu obok: stoje przy mojej tegorocznej choince ;-)/

Do Polski przenieśli ją niemieccy protestanci na przełomie XVIII i XIX wieku, ale spotykana była wówczas jedynie w miastach. Na wsiach — i to niezbyt często — choinka pojawiła się dopiero w latach 20. XX wieku. Wyparła tradycyjną polską ozdobę, jaką była podłaźniczka.

Podłaźniczka (podłaźnik, jutka, sad rajski, boże drzewko, wiecha) był to czubek jodły, świerka lub sosnowa gałąź wieszane pod sufitem jako ozdoba w czasie świąt. Podłaźniczka i późniejsza choinka związana jest z pogańską tradycją ludową i kultem wiecznie zielonego drzewka.

Podłaźniczki zdobione były jabłkami, orzechami, ciasteczkami, kolorową bibułą, wstążkami i przede wszystkim światami, jak nazywano kolorowe krążki opłatków. Lud wierzył w ich magiczną moc przyczyniania się do urodzaju i zapewniania powodzenia.

Obyczaj ten zachował się na wsiach jeszcze do lat 20. XX w., szczególnie w Polsce południowej: na Śląsku, Podhalu, Pogórzu, ziemi sądeckiej i krakowskiej.

piątek, 21 grudnia 2007

"Mój dom" - czyli nie zarzekaj się...

Święta idą, więc wziąłem się za porządki. Jak to przy porządkach bywa, człowiek znajduje wiele rzeczy, o których w ogóle nie pamiętał, ze je posiada...

I tak m.in. natrafiłem na płytę zespołu IRA, zatytułowaną "Mój dom". Musiałem ją przywieźć z Polski, ale kiedy - nie pamiętam, kompletna amnezja. No nic, zasiadłem w fotelu i zapodałem tytułowy kawałek:

"Mój dom

Mógłbym Być Teraz W USA
W Pocie Czoła Zbierać Gruby Szmal
Bawić Starsze Panie I Mieć Credit Card
Ale Nie, Nie, Nie Ucieknę Stąd

Lubię Nosić Buty Z Wielkim Czubem
Moje Długie Włosy To Jest Coś Co Lubię
Lubię Pić Piwo I Palić Skręty
Ale Nie, Nie Ucieknę Stąd

Mój Dom To Te Szare Ulice
Mój Dom To Kolejka Po Pracę
Mój Dom To Ci Smutni Ludzie
Mój Dom To Ty I Ja

(...)

To Mój Dom!"

Łza się w oku kręci, ile to już lat minęło od tej płyty? Z 15 co najmniej. Postanowiłem sprawdzić na necie, co się z tą kapelą dzieje. Oczywiście z pomocą zaraz przyszła niezawodna Wikipedia.pl, a tam czytam m.in.: "(...) Gadowski, Sujka oraz Owczarek (członkowie zespołu IRA - dop. mój: P.S.) zmuszeni sytuacją materialną wyruszają w 2000 roku do Ameryki do pracy na budowie (źródło: wywiad z IRA Teraz Rock – 1 IV 2004)". Tia... No, dalej czytam że później wrócili, itp., ale tak jakoś - dziwnie się zrobiło...

Było się zarzekać?

Po tej informacji straciłem serce do tej płytki. Wymieniłem ją ze znajomym na płytę dvd z Festiwalu w Woodstock (oczywiście tego prawdziwego, z sierpnia 1969 r. ).

/Na zdjęciu obok: trzymam mój nowy płytowy nabytek: zapis dvd z Festiwalu w Woodstock (1969)/

Ta muzyka ma już 40 lat - a jej przesłanie ciągle jest aktualne.

Czego nie można powiedzieć o deklaracjach co poniektórych twórców naszej rodzimej sceny muzycznej - jak i wielu innych osób...

czwartek, 20 grudnia 2007

Pomidor z pomidorów

W całym Cork na tzw. "polskich półkach" w sklepach Tesco i Dunnes Stores, jak i w zwykłych "polskich" sklepach pojawił się importowany z Polski napój pod marką Fortuna, o wdzięcznej i jakże intrygującej nazwie: "Pomidor ze świeżych pomidorów".

Jak dla mnie, to dość surrealistyczna nazwa, tak jak "masło ze świeżego masła" czy też "śledź ze świeżego śledzia". No ale, dobrze, może po prostu autor nazwy tego produktu chodził do innej szkoły niż ja...

Bardziej od nazwy zadziwił mnie skład tego "Pomidora ze świeżych pomidorów", podany w dwóch wersjach: pierwszej - wydrukowanej na opakowaniu tego soku i drugiej, anglojęzycznej wydrukowanej na malej karteczce naklejanej na górnej części tegoż opakowania.

/Na zdjęciu powyżej od lewej: pudełku soku "Pomidor ze świeżych pomidorów", skład po polsku i naklejona karteczka ze szczegółowym składem po angielsku./

Na pudełku czytamy wyraźnie: "Sok ze świeżych pomidorów 100%. Sok warzywny przecierowy. Bez dodatku cukru, pasteryzowany". Natomiast na wspomnianej karteczce przyklejonej do każdego opakowania, widnieje coś zgoła innego: "Fortuna Fresh Tomato Juice 1L. Ingredients: water, sugar, condensed tomato juice, salt. Pasteurized. Product of Poland", czyli, wg tejże karteczki, w środku znajduje się: "woda, cukier, zagęszczony sok pomidorowy, sól". Jedyne, co się zgadza tu i tam, to ze sok ten poddano pasteryzacji...

No i co teraz? Komu wierzyć? Jak mawiają towarzysze Rosjanie: "biez vodki nie razbieriosz". Byleby tej wódki nie popijać "Pomidorem ze świeżych pomidorów"...

Czy na przykładzie tego soku możliwe jest, że Polakom w Polsce wmawia się coś, czego nie można wmówic Polakom za granicą? Sam nie wiem, co tym myśleć...

środa, 19 grudnia 2007

Pierwsza polska szkoła w Cork

Od 14 października b.r. działa pierwsza polska szkoła w Cork.

Na stronie internetowej ww. placówki czytamy m.in.:
"(...)Realizujemy uzupełniający plan nauczania w zakresie szkoły podstawowej, gimnazjum i liceum ogólnokształcącego. Uzupełniający plan nauczania obejmuje język polski, historię Polski, geografię Polski, wiedzę o społeczeństwie. Ponadto nauczana jest matematyka w znacznie ograniczonym zakresie. Nauka odbywa się jeden raz w tygodniu w sobotę lub niedziele.

/Powyżej: pierwsza witryna www polskiej szkoły w Cork/

Kształcenie w Zespole Szkół jest nieodpłatne. Daje możliwość kontynuowania nauki, poznania języka ojczystego, historii i geografii Polski, kontaktu z polską kulturą i tradycją.

Dbamy o to, aby uczniowie mieli świadomość związków polsko-europejskich jak i odrębności narodowej.


Uczniowie uczęszczają do Szkoły Polskiej jeden raz w tygodniu i realizują uzupełniający plan nauczania. Po spełnieniu wymogów formalnych zostają klasyfikowani i otrzymują polskie świadectwo. Jednocześnie uczniowie uczęszczają do szkół irlandzkich."

Adres szkoły: St. Patrick's Boys National School, Gardiner's Hill, Cork. Kierownikiem szkoły jest p. Joanna Szczotkowska.

Witryna internetowa Polskiej Szkoły w Cork znajduje się pod adresem: www.polskaszkolawcork.pl.

wtorek, 18 grudnia 2007

Kwestowanie poprzez granie

Grudzień to w Irlandii tradycyjnie miesiąc przeróżnych akcji charytatywnych.

Ich organizatorzy mają nadzieję, że w tym okresie, gdy ludzie szeroko otwierają portfele aby dokonać świątecznych zakupów, nie poskąpią też choćby skromnego datku dla naprawdę potrzebujących.


Na zdjęciu powyżej: grająca wczoraj przy Patrick Street w Cork orkiestra, której członkowie kwestowali na rzecz Cork Simon Community - organizacji która niesie pomoc osobom bezdomnym i zagrożonym bezdomnością. W ciągu ostatnich paru lat pomogła także olbrzymiej liczbie naszych Rodaków w Irlandii...

poniedziałek, 17 grudnia 2007

Guinness kapcie

Sprzedaż pamiątek to w Irlandii potężny biznes. Praktycznie w każdej miejscowości istnieje sklep z pamiątkami czy to ogólnie - z kraju, czy w szczególności związane z wybraną miejscowością.

Pomysłowość wytwórców pamiątek jest wprost zdumiewająca: od symboli religijnych, poprzez swetry, portfele, breloczki, kryształy, biżuterie, alkohol - po odzież. Więcej o tego typu przedmiotach, świetnie nadających się na upominki z Irlandii, do przeczytania tutaj: "Pamiątki z Irlandii".

/Na zdjęciu powyżej: po lewej - stoję przy "maskotce" ;-) reklamującej pamiątki związane z piwem Guinness w jednym ze sklepów pamiątkarskich w Dublinie, po prawej: dzierżę w dłoni właśnie nabyte kapcie stylizowane na pinty* Guinness'a :-)/

Szczególnie aktywnie w tej "branży" działa... słynny Guinness, chyba najbardziej rozpoznawalna marka piwa na świecie, który swoim logo sygnuje wiele przedmiotów, czasami o przeznaczeniu baaardzo odległym od swojego sztandarowego produktu. Ostatnio znalazłem m.in. zwykle domowe kapcie stylizowane na... pinty* Guinness'a ;-)

*Za Wikipedia.pl: "Półkwarta (ang. pint) - jednostka objętości lub pojemności stosowana głównie w Stanach Zjednoczonych, Wiekiej Brytanii oraz Irlandii. (...) 1 imperialna pinta (ang. Imperial pint) = 20 brytyjskich uncji płynu (ang. UK fluid ounces) ≈ 568 mL (0.56826125 litra)"

niedziela, 16 grudnia 2007

Pierwsze polskie jasełka w Cork

Dzisiaj, tj. 16.12.2007 w kościele St. Augustine's przy Washington Street w Cork, odbyły pierwsze w historii tego miasta polskie jasełka ;-)


/Na zdjęciu powyzej: pierwsze polskie jasełka w Cork/

W przedstawieniu wzięły udział dzieci z młodszych klas Polskiej Szkoły w Cork.

Za Wikipedia.pl: "Jasełka to widowiska o Bożym Narodzeniu wzorowane na średniowiecznych misteriach franciszkańskich. Za twórcę przedstawień bożonarodzeniowych uważany jest św. Franciszek z Asyżu. Ich treścią była historia narodzenia Jezusa w Betlejem i spisku Heroda. (...) Dały one początek wędrownym teatrzykom ludowym o świeckim charakterze."

piątek, 14 grudnia 2007

Tyskie. Obcy element...

"Tyskie. Nasze najlepsze." - oznajmia reklama tegoż piwa. Jednak patrząc na puste butelki po polskim piwie, znajdujące się na irlandzkim przystanku autobusowym, jakoś bardziej pasuje mi: "Tyskie. Obcy element." Obcy - pomimo że takie widoki są już w Irlandii codziennością...

/Na zdjęciu: przystanek autobusowy przy Summerhill North w Cork. Wokół - puste butelki po polskim piwie "Tyskie"/

czwartek, 13 grudnia 2007

Restauracje i bary w Cork: Cafe Mexicana

Amatorzy kuchni meksykańskiej powinni odwiedzić Cafe Mexicana przy Carey's Lane w Cork.

/Na zdjęciu powyżej: jestem w restauracji Cafe Mexicana/

Z tego co zauważyłem, po kuchni krząta się prawdziwy Meksykanin, wiec chyba zna się na rzeczy. Obsługa jest za to polska (przynajmniej ja tak trafiłem), niemniej - w stosunku do gości używają nienagannej angielszczyzny. W menu znajdziemy tradycyjne dania kuchni meksykańskiej, ale także i tzw. europejskiej ;-)

Jak wspomniałem, Cafe Mexicana mieści się przy Carey's Lane w Cork - jest to centrum Cork, tuż obok Tesco przy Paul Street.

poniedziałek, 10 grudnia 2007

Polski kościół w Cork - jest już w internecie

"Polski kościół" w Cork ma już swoja stronę www: jest to wydzielony fragment z witryny internetowej St. Augustine's Church w Cork, gdzie odbywają się msze w j. polskim. Adres polskiej części tej witryny to: http://www.staugustinescork.ie/sekcjapolska

/Obok: zrzut ekranu z polskiej części witryny www St. Augustine's Church w Cork/

Na ww. stronie znajduje się szereg informacji, istotnych dla Polaków biorących udział w nabożeństwach celebrowanych przez polskiego księdza.

Z ciekawostek: dzięki kamerom internetowym znajdującym się w tym kościele, możemy za pośrednictwem ww. witryny oglądać msze "na żywo", obraz z kamery dostępny jest pod linkiem: http://www.churchservices.tv/augustinians.

niedziela, 9 grudnia 2007

Polacy w Irlandii: Ewa Rybka

Ewa Rybka, jedna z osób aktywnie działających na rzecz cork-owskiej Polonii w Irlandii, jest m.in. założycielką działających w Cork "Warsztatów Rękodzieła".

/Na zdjęciu obok: Ewa Rybka w trakcie prowadzenia jednego z warsztatów/

Jak sama pisze: "Dawno dawno temu, aby uniknąć namolnych wnuczek, moja kochana babcia, niecierpiąca wręcz, towarzystwa w kuchni, postanowiła przenieść wszelkie dziecięce zajęcia do innego pomieszczenia. Urządzając zawody w haftach krzyżykowych daleko od kuchennych sprzętów, raczej nie miała pojęcia jak poważne będą tego konsekwencje w przyszłości. Podobno zamiłowanie do rękodzieła nabywa się z wiekiem i doświadczeniem. Ja zakochałam się w "ćwiczeniu palcy" wlanie wtedy, pod babcinym okiem.

Dalsze moje zmagania to nastoletnie farbowanie koszulek a la Flower Power, naszyjniki z kości szyjki kurczaka, haftowane spodnie. Tysiące rzeczy, o które się otarłam i w których kocham się do dziś.

Dziś kontynuuję moją pasję rękodzielniczą prowadząc Warsztaty Rękodzieła. Spotykamy się w każdy piątek o 19 w siedzibie NASC przy Mary Street w Cork.

Dzierganie, szydełkowanie, ciecie, platanie, mazanie, babranie, wszystko co można stworzyć rekami, to rzeczy, którymi się zajmujemy. I tak spotykamy się już kolejny raz. Dziewczyny, które muszą odetchnąć na chwile od dzieci, mężów, pracy, domu...

Przez te dwie godziny jakie trwa każdy warsztat, odbijamy sobie cały tydzień pracy, stresu. Tak naprawdę to prócz konstruktywno - twórczego zajęcia, zawiązały się miedzy nami prawdziwe przyjaźnie. Gadamy, radzimy, plotkujemy, ot jak to baby maja w zwyczaju."

Więcej o warsztatach rękodzieła można przeczytać na stronie: www.warsztaty.blogspot.com.

piątek, 7 grudnia 2007

Restauracje i bary w Cork: Indian Palace Restaurant

Miłośnicy egzotycznych smaków znajda coś dla siebie w Indian Palace Restaurant - indyjskiej restauracji w centrum Cork.

/Na zdjęciu obok: Indian Palace Restaurant/

Wnętrze pełne klimatu, spory wybór potraw (na szczęście także wegetariańskich) - które możemy popić indyjskim piwem, przystępne ceny - i polska obsługa (a przynajmniej ja tak trafiłem :-).

Indian Palace Restaurant miesci sie w centrum Cork przy Princes Street.

poniedziałek, 3 grudnia 2007

MyCork - czas zmian

Przed tygodniem odbyło się Walne Zgromadzenie Członków Stowarzyszenia MyCork - polonijnej organizacji działającej w Cork. W trakcie tego zebrania m.in. zostały wybrane nowe władze Stowarzyszenia.

Grzegorz Borys, nowy prezes Stowarzyszenia MyCork, rozpoczął serie spotkań z członkami Stowarzyszenia (do którego również nalezę), podczas których w indywidualnych rozmowach zastanawiamy się wspólnie nad drogą, którą powinna kroczyć nasza polonijna organizacja.

/Na zdjęciu od lewej: prezes Stowarzyszenia MyCork - Grzegorz Borys oraz ja, członek tegoż Stowarzyszenia, w trakcie dzisiejszego spotkania;-)/

MyCork zajmuje wyjątkowe miejsce wśród innych stowarzyszeń polonijnych działających w Irlandii, zarówno pod względem ilości zrealizowanych - i będących w trakcie realizacji - projektów, jak i dotychczasowych osiągnięć.

Stowarzyszenie MyCork działa od września 2005 r. Jest organizacją non – profit mającą na celu dostarczanie informacji polskim emigrantom żyjącym w Cork i okolicach, a także promowanie polskiej kultury i tradycji oraz tworzenie silnych więzi między polską i irlandzką społecznością.

Wszystkich zainteresowanych zapraszam na stronę Stowarzyszenia MyCork: www.mycork.org

niedziela, 2 grudnia 2007

Poezja na Bagnisku - pierwszy polski konkurs poetycki w Cork!

Krzysztof Wolny, członek Stowarzyszenia MyCork, organizuje pierwszy w historii Cork polski konkurs poetycki "Poezja na Bagnisku". Z nieukrywaną dumą pragnę dodać, że zostałem przez Krzysztofa zaproszony do udziału w pracach jury ;-)

Jak pisze sam organizator konkursu:

"Wszystkich, w których proza emigranckiego życia nie zabiła lirycznych uniesień, zapraszam do udziału w konkursie jednego wiersza pod tytułem: „Poezja na Bagnisku”. Jego przesłanie jest proste: niech każdy, kto ma kilka strofek w szufladzie lub jeszcze w sercu, podzieli się tą chwilą melancholii z innymi, którzy w pędzie XXI wieku nie znajdują już na „takie rzeczy” czasu.
Zwyciężyć może tylko jedna osoba. Warunkiem przystąpienia do konkursu jest przesłanie na adres per4mer@mycork.org :
- jednego wiersza własnego autorstwa ( w formie załącznika w programie Word ) z adnotacją: „Jako autor zgadzam się na publikację wiersza w prasie i Internecie”;
- danych osobowych, jak imię, nazwisko, wiek, miejscowość, numer telefonu ( ten ostatni tylko do wiadomości organizatora ) z adnotacją: „Zgadzam się na upublicznienie moich danych w prasie i Internecie w materiałach związanych z konkursem „Poezja na Bagnisku”.

Dodam, iż publikacja danych będzie dotyczyła tylko osoby, która zwycięży. Jako ostatni dzień konkursu został wyznaczony 2 stycznia 2008.

Potem pracę rozpocznie jury w składzie: Ewa Stolarczyk – nauczycielka języka polskiego w
corkowskiej szkole; Piotr Słotwiński – autor jednego z najpopularniejszych blogów w Irlandii oraz moja skromna osoba.

Zwycięską lirykę i jej autora/autorkę poznamy podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w
Cork, czyli 13 stycznia. Nagrodami będą: tomy poezji ufundowane przez Salon Prasowy „Badacz” z Cork oraz publikacje na łamach tygodnika Anons i stronie MyCork - patronów konkursu.
Niech każdy to mam na względzie – konkurs „Poezja na Bagnisku” może być pierwszym krokiem do… A kto nie spał na lekcjach o Słowackim czy Miłoszu, ten wie, że na obczyźnie też rodziły się „wielkie biografie”.
Zatem do dzieła, Corkowiacy!"

Nie pozostaje mi nic innego, jak dołączyć do apelu Krzysztofa: do dzieła! ;-)

Jeżeli macie jakiekolwiek pytania zwiazane z konkursem, kierujcie je prosze bezposrednio do Krzysztofa na adres e-mail umieszczony w tekście.

---------------------
dopisek z 14.01.2007r.:

Jak napisał Krzysztof Wolny na stronie www.mycork.org:

Zgodnie z obietnicą podczas corkowskiego "Finału z głową" w sali klubu Savoy miałem przyjemnośc ogłosić rozstrzygnięcia konkursu "Poezja na Bagnisku". Razem ze mną na scenie znaleźli się jurorzy: p. Ewa Stolarczyk i p. Piotr Słotwiński oraz sponsorzy z Salonu Prasowego "Badacz".

Spośród siedemnastu zgłoszonych wierszy ( znalazły się nawet z Krakowa oraz Londynu ) postanowiliśmy wybrać jeden. (...)

Jego autorem jest p. Andrzej Chudziński, 44 lata, obecnie mieszkający w Dublinie. Zwycięzca nie jest poetą z przypadku. Pisze już od dawna, a w najbliższym czasie ukaże się jego tomik tu, w Irlandii. Mam nadzieję, że autor zaprezentuje go również w Cork.

Ponieważ wśród wszystkich wierszy jeszcze cztery szczególnie się wyróżniały postanowiliśmy przyznać nagrodę specjalną. Uhonorowaliśmy w ten sposób utwór "Znik" 19-letniej Euniki Sot z Nenagh w Tipperary, która zresztą też nie jest nowicjuszką.

Tomiki poezji ufundowane przez "Badacza" zostaną przesłane do laureatów. Wszystkim bardzo dziękuję za udział w pierwszym konkursie "Poezja na Bagnisku".

czwartek, 29 listopada 2007

Like horses and fog

Wybrałem się wczoraj do Crawford Municipal Art Gallery w Cork, gdzie obecnie swoje prace wystawia tam Linda Quinlan, laureatka ubiegłorocznego AIB Art Prize

No i niewiele brakowało, żebym nie obejrzał jej wystawy, zatytułowanej "Like horses and fog". Dlaczego? Już wyjaśniam: w tym samym czasie trwała zmiana czasowej ekspozycji w galerii, część sal była zamknięta, w części ktoś się krzątał, panował lekki rozgardiasz. I o mało nie przeoczyłem sali z wystawą - na zdjęciu poniżej :-)

/Na zdjęciu powyżej: stoję w końcu sali z wystawą pt.: "Like horses and fog" ktorej autorką jest Linda Quinlan/

W sali jako dzieła sztuki wystawiono: przenośny grill (stoi obok mnie), trzy obrazki - w tym jeden mikroskopijnej wielkości (to ta kropka na ścianie - też obok mnie), rzutnik z którego wyświetlano na ścianie film ze statycznej kamery nakręcony w lesie (rzutnik stoi na podłodze w środku sali), no i opartą o ścianę rurkę - do której doczepiono przerobiony wieszak na ubrania. Przypominam, ze wszystkie te "eksponaty" - to wysoko ocenione dzieła sztuki. Byłem pod wrażeniem ;-)

Jak już pisałem, jeżeli chodzi o sztukę współczesną - jestem kompletnym laikiem, co nie przeszkadza mi być jej oddanym fanem ;-)

Wystawę można oglądać w dniach od 16 października do 22 grudnia b.r.

Moje zdjęcia z Crawford Municipal Art Gallery (m.in. z tą wystawą) znajdują się tutaj: http://picasaweb.google.com/piotr.slotwinski/CorkGalerieSztuki

wtorek, 27 listopada 2007

Shoe polish - czyli pasta do butów...

Wczoraj w jednym ze sklepów byłem mimowolnym swiadkiem ponizszej scenki:
- Popatrz, jest tutaj nawet polska pasta do butów! - usłyszałem za plecami tubalny głos
Odwróciłem sie i ujrzałem pare ludzi w srednim wieku, ona - farbowana blondynka, on - z sumiastym wąsem.
- Skąd wiesz, że jest polska? - zapytała ona
- No przeciez pisze na pudełku: "polish" - odpowiedział jej partner z poczuciem wyzszosci poligloty w głosie.

/Na zdjęciu obok: pasta "Kiwi" z napisem "shoe polish"/

Z zaciekawieniem sięgnąłem po pudełko tejże pasty. Była to pasta "Kiwi" - o ktorej mozna wiele napisac, ale na pewno nie to, ze jest to polska marka, pomimo ze na pudełku widnieje m.in. wspomniany wyraz: "polish".

Jak podaje internetowy słownik dict.pl, slowo "polish" oznacza: "ogłada; Polak; politura". Ma też więcej znaczeń, ale wszystkie są związane z blyszczeniem, lśnieniem, polerowaniem, froterowaniem, itp.

Jednak w tym konkretnym przypadku, w połączeniu ze słowem "shoe", okreslenie "shoe polish" oznacza ni mniej, ni wiecej tylko - "pasta do butów"...

poniedziałek, 26 listopada 2007

Cork: Back in the USSR (2)


Parę dni w pasażu handlowym Tesco przy Paul Street w Cork otwarto nowy "polski" sklep.

Jest to filia działającego od grudnia 2005 r. sklepu Back in the USSR, o ktorym pisałem TUTAJ.

/Na zdjęciu obok: stoję przed nowo otwartym kolejnym sklepem pod szyldem "Back in the USSR"/

sobota, 24 listopada 2007

Kawa czy herbata?

Ponad rok temu w notce: "Kawa po irlandzku", pisałem o, jak łatwo odgadnąć - kawie po irlandzku ;-) Najprostszy przepis na kawe po irlandzku to, wiadomo: kawa, brązowy cukier i irlandzka whisky. Tymczasem w Polsce mozna juz kupic herbatę o smaku... "kawy po irlandzku" ;-)

/Na zdjęciu obok: opakowanie herbaty o smaku "kawy po irlandzku"/

Na opakowaniu tej herbaty czytamy: "Rum Irish Coffee jest wyborną kompozycją smakową dla miłośników intensywnych a zarazem słodkich aromatów. Ożywcza czarna herbata w połaczeniu z rumem, pobudzajacym akcentem kawy i migdałową nutą tworzy doskonałą propozycję na popołudnie. Skład: herbata czarna aromatyzowana, cząstki migdałów."

Jak się ma smak herbaty "Rum Irish Coffee" do prawdziwej Irish Coffee? Nijak.

Niemniej, jako ciekawostke - spróbować można ;-)

środa, 21 listopada 2007

Figurki z czekolady

"Każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby ma" - śpiewał daaawno temu dziecięcy zespół "Fasolki" :-)

Osobiscie - mam ogromną sympatie dla ludzi, ktorzy maja jakies hobby. Nawet - jezeli jest to hobby ktore wiąże sie z zarabianiem mniejszych czy wiekszych pieniedzy.

W Cork rowniez istnieją luźne grupy naszych Rodakow, ktorych łączy wspolne hobby: czy to bedzie fotografia, rękodzieło czy wpolne wycieczki. Mam nadzieję, ze uda mi sie wkrótce wyczerpująco o tym napisać.

A na razie - przyklad zainteresowan Tiny, mojej znajomej z pracy Irlandki. Tina wykonuje przeróżne figurki z czekolady. Figurki, jak łatwo się domysleć, mają tą zaletę, ze kiedy nam się znudzą, zawsze mozna je... zjeść ;-)

/Na zdjeciu powyżej: zamówiony przeze mnie samochód z czekolady. Dobre pół kilo ;-)/

Ostatnio Tina zaczęła na zamowienia moich koleżanek i kolegów z pracy wykonywać figurki z napisami po polsku, co jej - Irlandce - nie przychodzi łatwo ;-)

poniedziałek, 19 listopada 2007

Tusk w Irlandii (mam go w garsci :-)

Robiac dzisiaj drobne zakupy w moim ulubionym, tradycyjnym irlandzkim sklepiku znajdujacym sie niedaleko mojego domu, zobaczyłem w nim... Tuska ;-)

/Na zdjeciu obok: trzymam Tuska w garsci. Dosłownie ;-)/

Nie chodzi oczywiscie o obecnego premiera RP, tylko o ... dezodorant.

I prosze nie sądzić, ze lider Platformy Obywatelskiej sygnuje swoim nazwiskiem jakieś kosmetyki, jak to robią np. gwiazdy ekranu czy top - modelki.

Po prostu w jezyku angielskim słowo "tusk" to po polsku - "kieł" ;-)

I tak własnie nazywa sie ten dezodorant...

niedziela, 18 listopada 2007

Nowy budynek z dawną fasadą

Irlandia przykłada duża wage do obecnych europejskich trendów w budownictwie, gdy chodzi o konieczną ingerencje w istniejaca zabudowe miejską.

Juz nie wyburza sie całkowicie całych budynków, by na ich miejscu wybudowac nowe. Większość projektów zakłada pozostawienie przynajmniej np. fasady budynku, przy praktycznie zbudowaniu go "od nowa". Dzięki takiemu rozwiazaniu nowy budynek zachowuje wizualnie wyglad swojego "poprzednika", ale w swoim wnętrzu jest całkowicie nowoczesny i bardzo funkcjonalny.

/Na zdjeciu powyzej: stoje przed jednym z takich budynkow na Patrick Street w Cork. Widzimy pozostawiona fasadę dawnego budynku, a jednoczesnie trwaja prace budowlane przy nowym, funkcjonalnym budynku, ktory jednakze bedzie - przynajmniej od frontu - wizualnie identyczny z poprzednim./

piątek, 16 listopada 2007

"Stolicznaja" na dublińskich autobusach

Wódka z Rosji i piwo z Czech podbija irlandzki rynek m.in. dzięki reklamie.


/Na zdjęciu powyżej: jeden z miejskich autobusów w Dublinie z reklamą rosyjskiej wódki "Stolicznaja"/

Bedąc w Dublinie zobaczyłem m.in. reklamę rosyjskiej wódki na jednym z miejskich autobusów. W irlandzkiej prasie widziałem również reklamy czeskiego piwa.

Właściciele polskich marek napojów alkoholowych wyraźnie pozostają w tyle - przynajmniej na polu wspomnianej reklamy...

środa, 14 listopada 2007

Dublin: James Joyce

James Augustine Aloysius Joyce (1882 - 1941 r.) – był piszącym po angielsku irlandzkim pisarzem, uznawanym za jednego z najwybitniejszych pisarzy XX wieku.

James Joyce, chociaz wieksza czesc swojego zycia spedzil poza rodzinna Irlandia, to jednak miejsce akcji wiekszosci swoich utworow umiescil w Dublinie. Opisal to miasto z fotograficzna dokładnoscia twierdzac wrecz, ze w razie gdyby Dublin zostal zniszczony, mogłby go odbudować cegła po cegle na podstawie opisów zawartych w swoich powieściach.

/Powyżej: pomnik Jamesa Joyce'a w Dublinie/

Dziełem zycia Jamesa Joyce'a jest "Ulisses", arcydzieło modernizmu, ktorego trescia jest wedrowka głównego bohatera, Leopolda Blooma - po Dublinie.

Cala akcja powieści ma miejsce jednego dnia: 16 czerwca 1904, i własnie ten dzien jest świętowany przez rozsianych po całym swiecie fanów Joyce'a jako Bloomsday. Wybor daty nie jest przypadkowy: tego dnia James Joyce udał sie na pierwsza randke ze swoja przyszła żoną - Norą Barnacle.

Moje zdjecia z pobytu w Dublinie znajduja sie tutaj: LINK.

poniedziałek, 12 listopada 2007

Dublin: zamach bombowy w 1974 r.

XX-wieczna historia Irlandii obfituje niestety w najbardziej tragiczne wydarzenia, do jakich należą bratobojcze walki. Czesc Irlandczykow nigdy nie pogodzila sie z podziałem swojego kraju na na dwa państwa...

Do najwiekszej tragedii nalezala wojna domowa, ktora wybuchła w 1922 r. i przyniosla znacznie wiecej ofiar niz zakonczona rok wczesniej wojna o niepodleglosc. Pomimo zakonczenia wojny domowej w 1923 r., czesc oddzialow IRA nie zlozyla broni jeszcze przez kilkadziesiat lat, m.in. przeprowadzajac serie zamachow na terenie Wielkiej Brytanii.

Byly tez dzialania odwetowe, w ktorych bardzo czesto ginely przypadkowe osoby. Do najbardziej znanych nalezy ten z 17 maja 1974, ktory dla Irlandczykow, a w szczegolnosci mieszkancow Dublina - był dniem tragicznym: tego dnia w centrum Dublina wybuchly 3 bomby, zabijajac i raniac wielu ludzi...

/Na zdjeciu obok stoje przed tablica upamietniajaca zamach terrorystyczny z 1974 r. Tablica znajduje sie przed dworcem kolejowym w Dublinie/

Bomby umieszczono w samochodach zaparkowanych przy ulicach Parnell Street, Talbot Street i South Leinster Street. Wybuchały kolejno w odstepach 2-minutowych: o 17.28, 17.30 i 17.32. Poltorej godziny pozniej, w miejscowosci Monaghan lezacej niepodal granicy z Irlandią Połnocna, ekplodowala jeszcze jedna bomba . W wyniku tych eksplozji zginelo 35 osob (wliczajac dziecko, ktorego matka byla w 9 miesiacu ciąży), prawie 300 zostalo rannych...

W 1993 r. do zamachu przyznala sie Ulster Volunteer Force (pol. Oddziały Ochotników z Ulsteru), organizacja paramilitarna stworzona i działająca wśród północnoirlandzkich protestantów.

Moje zdjecia z pobytu w Dublinie znajduja sie tutaj: http://picasaweb.google.com/piotr.slotwinski/Dublin

niedziela, 11 listopada 2007

Dublin: Temple Bar

Temple Bar, dzielnica ktorą jeszcze niedawno planowano niemal calkowicie wyburzyc - obecnie jest sercem młodego Dublina.

Swoja nazwe Temple Bar wziela od nazwiska sir Williama Temple'a, ktory w XVII w. wykupil ten teren (poprzednio nalezacy do zakonu augustianow). W XVIII w. dzielnica Temple Bar slynęła z podejrzanych pubow - i licznych prostytutek. W nastepnym wieku - otworzyli tutaj swoje warsztaty i sklepy rzemieslnicy i kupcy. W XX wieku los Temple Bar ważył sie przez 20 lat: od lat 60-tych do 80-tych ub.w., kiedy to planowano wybudowac tutaj ogromny dworzec autobusowy. Z planow tych na szczescie zrezygnowano.

/Na zdjeciu powyzej: jeden z najpopularniejszych z licznych pubow, ktore mieszcza sie na Temple Bar: jest to dzialajacy od 1840 r. pub o nazwie, a jakze: The Temple Bar Pub ;-)/

Kiedys miesciły sie tutaj pracownie zrujnowanych artystow, sklepy z używana odzieżą i drukarnie. Dzisiaj to dzielnica z drogimi mieszkaniami, galeriami sztuki i restauracjami. Znajduje się tutaj rowniez mnostwo pubow, tłumnie odwiedzanych przez mieszkancow miasta - jak i turystow.

Wąskie, wybrukowane kamieniami uliczki dzielnicy Temple Bar maja swoj nieodparty urok ;-)

Moje zdjecia z pobytu w Dublinie znajduja sie tutaj: http://picasaweb.google.com/piotr.slotwinski/Dublin

czwartek, 8 listopada 2007

Dublin: The Gaiety Theatre

The Gaiety Theatre zostal otwarty w 1871 r. i jest najstarszym dublinskim teatrem dzialajacym do dnia dzisiejszego.

Zaslynal przede wszystkim z przedstawien pantomimy. Odbywa sie tutaj ogromna ilosc premier popularnych musicali, opery, baletu, tanca i dramatow.

/Na zdjeciu powyzej: stoje za tabliczka znajdujaca sie przy The Gaiety Theatre, na ktorej odcisk dloni zostawil Luciano Pavarotti/

Na trotuarze przed teatrem znajdują sie tabliczki z odcisnietymi dłońmi wielkich artystow, ktorzy wystepowali w The Gaiety Theatre. Teatr miesci sie przy South King Street.

Moje zdjecia z pobytu w Dublinie znajduja sie tutaj: http://picasaweb.google.com/piotr.slotwinski/Dublin

środa, 7 listopada 2007

Dublin: GPO (Poczta Główna)

Powstanie Wielkanocne, ktore wybuchlo w 1916 r. w Dublinie, chociaz zostalo stlumione po tygodniu, w konsekwencji doprowadzilo do wydarzen, ktore spowodowaly odzyskanie przez Irlandie niepodleglosci. A samo Powstanie Wielkanocne rozpoczelo sie w budynku GPO (Poczty Głownej)...

W wielkanocny poniedziałek (23.04.)1916 r. irlandzcy powstańcy wykorzystując zaskoczenie zajeli The General Post Office. Patrick Pearse, jeden z przywódców powstania, odczytal przed gmachem dublinskiej poczty proklamacje utworzenia Republiki Irlandii.


/Na zdjeciu: gmach Poczty Głównej w Dublinie/

Przewaga sil brytyjskich byla olbrzymia, powstanie szybko upadlo - tym bardziej, ze nie zostalo poparte przez mieszkancow miasta, ktorzy poczatkowo odnosili sie do niego wrecz z wrogoscia. Sytuacja diametralnie sie zmienila, kiedy - pomimo narastajacego sprzeciwu opinii publicznej - Brytyjczycy rozpoczeli egzekucje powstancow...

Wydarzenia, jakie nastapily w wyniku Powstania Wielkanocnego, spowodowaly blyskawiczny i niezwykle silny wzrost poczucia tozsamosci narodowej Irlandczykow, oraz ich dążenia do niepodleglosci.

Poczta Glowna w Dublinie znajduje sie przy O'Connell Street.

Moje zdjecia z pobytu w Dublinie znajduja sie tutaj: http://picasaweb.google.com/piotr.slotwinski/Dublin

wtorek, 6 listopada 2007

Dublin: Charles Stewart Parnell

Charles Stewart Parnell (1846 – 1891) był irlandzkim politykiem, jedną z najważniejszych postaci w Irlandii i Wielkiej Brytanii w XIX wieku. W 1911 r. przy O’Connell Street (w owym czasie ulica ta nosila nazwe Sackville Street) stanął pomnik upamiętniający tego wybitnego polityka i męża stanu.

/Powyżej: pomnik upamiętniajacy wybitnego męża stanu, jakim był Charles Stewart Parnell/

W 1875 r. Charles Stewart Parnell zostal posłem w Izbie Gmin jako jeden z posłów irlandzkich, w 1880 r. wybrano go przewodniczącym Irlandzkiej Narodowej Ligi Ziemskiej, w 1882 roku założył Irlandzką Partię Narodową. Położył ogromne zasługi na drodze do poszerzenia autonomii Irlandii, a dalej w perspektywie - niepodległości. Mimo, że Parnell skupił wokół swojej osoby zwaśniony naród, to poniósł ostatecznie klęskę z powodu... romansu z mężatka.

W 1880 r. Parnell poznał Katharine O'Shea, żonę posła z hrabstwa Clare, z ktora zlączył go namietny romans. Jego zaciekli przeciwnicy polityczni, do ktorych nalezalo irlandzkie duchowieństwo i arystokratyczni posiadacze ziemscy bezwzglednie wykorzystali ten fakt, pietnujac go publicznie jako "jawnogrzesznika".

Charles Stewart Parnell nie wytrzymal ogromnej presji - i usunął sie w cien zycia politycznego. Ozenil sie z Katie, ktora w miedzyczasie rozwiodla sie z poprzednim mezem. Zmarł nagle na zawał serca w 1891 r. w wieku zaledwie 45 lat.

Moje zdjecia z pobytu w Dublinie znajduja sie tutaj: LINK

Dublin: Christ Church Cathedral

Katedra Kościoła Chrystusowego jest najstarszą katedrą w stolicy, gdyż erygowal ją w 1037 r. Sitrick Silkenbeard, król Wikingów w Dublinie, ktory przyjął religię chrzescijanską. Obecnie jest to protestancka świątynia.

Poczatkowo drewniana budowla, zostala przebudowana w latach 1173 - 1240 w katedre z kamienia. W XIX w. katedra byla ruiną, wtedy tez przeprowadzono jej generalny remont.

/Powyżej: Katedra Koscioła Chrystusowego w Dublinie/

Wsrod wielu zabytkow eksponowanych w Katedrze, warto zwrocic uwage m.in. na XV wieczny mosiezny pulpit - jedyny w Irlandii. Widoczne w nim otwory sluzyly do przewleczenia łancucha, ktorym zabezpieczal przed kradzieza cenna ksiege. Jeszcze bardziej interesujaca jest sredniowieczna krypta: jest jedną z najwiekszych nie tylko w Irlandii, ale tez w Wielkiej Brytanii. Jest takze najstarsza konstrukcja w Dublinie. W krypcie znajduje sie tzw. "las filarow", pod ktorym znajduja sie fundamenty, ktore pierwotnie prawdopodobnie podtrzymywaly katedre wzniesiona przez Wikingow.

/Powyżej: Christ Church Cathedral/

Jednak wsrod naprawde wielu fascynujacych zabytkow i dziel sztuki sakralnej, jakie znajduja w Katedrze, jest tam tez jedna niepozorna szklana gablota, ktorej zawartosc kompletnie mnie zaskoczyla, bo czegoś takiego nie spodziewałem się znaleźć w żadnej świątyni: znajduja sie w niej zmumifikowane zwłoki kota i szczura, ktore - jak wiesc niesie - kilkaset lat temu utknely za organami i tam zdechly niczym w pulapce. Jak się przypadkowo i zupełnie nieoficjalnie dowiedziałem od koleżanki która tam pracuje - współcześni przewodnicy nazwali je "Tom i Jerry", przy czym - 20 lat temu ktoś ukradł szczura. Ale ponieważ ta gablota stała się już atrakcją turystyczną - podłożono "nowe" odpowiednio spreparowane zwłoki tegoż gryzonia. I tak to się kręci dalej...

/Powyżej: stoje przed szklana gablotą znajdujaca sie w Katedrze Kosciola Chrystusowego, w ktorej to gablocie znajduja sie zmumifikowane zwłoki kota i szczura/

Moje zdjecia z pobytu w Dublinie znajduja sie tutaj: http://picasaweb.google.com/piotr.slotwinski/Dublin

niedziela, 4 listopada 2007

Dublin: Ha'penny Bridge

Ha'penny Bridge - czyli Most Półpensowy - jest jednym z kilku najbardziej znanych nieformalnych symboli Dublina.

Most wybudowano w 1816 r. Oryginalnie nazwano go Wellington Bridge (Most Wellingtona), jednak zdumiewajaco szybko przylgnela do niego nazwa Ha'penny Bridge (Most Półpensowy) - od oplaty ktora nalezalo uiscic przy przechodzeniu przez niego na druga strone rzeki Liffey. Z biegiem czasu opłata wzrastala, ale nazwa pozostała ta sama. Opłatę za korzystanie z mostu zniesiono ostatecznie w 1916 r.

Przed wybudowaniem mostu dzialala tutaj przeprawa promowa, jednak promy byly w tak zlym stanie, ze rozwazano dwie propozycje: albo naprawe tychze promow - albo budowe mostu. Wybrano to drugie rozwiazanie, jednoczesnie wprowadzajac prawo do pobierania opłat za korzystanie z mostu na okres 100 lat.

W latach 2001-2003 most byl zamkniety w celu wykonania niezbednych napraw i konserwacji. Do ciekawostek nalezy fakt, ze remont mostu przeprowadzila ta sama firma, ktora... zbudowala Titanica ;-)

/Powyżej: Ha'penny Bridge - nocą/

sobota, 3 listopada 2007

Dublin: Konstancja Markiewicz

W St Stephen’s Green Park znajduje się "polski akcent": pomnik Konstancji Markiewicz, irlandzkiej bohaterki narodowej, żony Polaka. Autorem pomnika jest Seamus Murphy.

Konstancja Markiewicz, a właściwie: Constance Georgine Markiewicz (Markievicz), z domu Gore-Booth (ur. 4 lutego 1868 w Londynie, zm. 15 lipca 1927 w Dublinie) - byla znana irlandzką działaczką niepodległościową i społeczną. W 1898 poznała Polaka, malarza Kazimierza Dunin - Markiewicza, za ktorego wyszla za mąż w 1900 r.

W czasie Powstania Wielkanocnego w 1916 r. Saint Stephen’s Green Park zostal zajety przez grupe irlandzkich powstancow, ktorymi dowodzila właśnie Konstancja Markiewicz.

/Powyżej: pomnik Constance Markievicz znajdujacym sie w Saint Stephen’s Green Park/

piątek, 2 listopada 2007

Dublin: St Stephen's Green

St Stephen's Green jest chyba najczesciej odwiedzanym publicznym parkiem w Irlandii: mieści się niemal w scislym centrum Dublina, u wylotu Grafton Street. Ten 22 –akrowy, dobrze utrzymany park pozwala wielu ludziom na chwile wytchnienia w tetniacym życiem miescie. Park ma swoja, siegajaca XVII w. historie.

/Powyzej: fontanna w St Stephen's Green/


czwartek, 1 listopada 2007

Dublin: Stephen’s Green Shopping Centre

Stephen’s Green Shopping Centre w Dublinie zaskakuje nie tylko swoja architektura, ale i bogatą oferta wielu sklepow nastawionych m.in. na obsluge turystow.

/Powyżej: Stephen’s Green Shopping Centre/

Budowa centrum handlowego twala 3 lata, pierwsi klienci przekroczyli jego prog w listopadzie 1988 r. Wsrod wielu sklepow znajdziemy tez te oferujace pamiatki z Irlandii z "wyższej półki", jak np. gatunkowe irlandzkie wyroby welniane, kryształy z Waterford czy wyroby srebrne z Newbridge.

Stephen’s Green Shopping Centre znajduje sie przy Grafton Street na miejscu dawnego Dandelion Targ.

Moje zdjecia z pobytu w Dublinie znajduja sie tutaj: http://picasaweb.google.com/piotr.slotwinski/Dublin

wtorek, 30 października 2007

Dublin: Spire

Tym, czym dla Paryza jest Wieża Eiffla - tym dla Dublina jest Spire, a właściwie: Monument of Light (irl.: An Túr Solais), dla nas bardziej znana jako Szpila :-)

/Na zdjeciu: dublinska Szpila/

Szpila, postawiona w 2003 r. jest obecnie najwiekszym monumentem na swiecie. Liczy sobie 121 metrow wysokosci, wazy 128 ton, podstawa Szpili ma srednice o dlugosci 3 metrow, a wykop pod fundament liczyl sobie 8 metrow glebokosci przy 10 metrowej srednicy.

Podstawa Szpili do wysokosci 4 metrow zostala ozdobiona abstrakcyjnymi wzorami m.in. w celu zapobiezenia odbiciu oslepiajacego swiatla, za to ostatnie 5 metrow - zostalo wykonane ze szkla optycznego.

Budowa Szpili wzbudzila wiele protestow wsrod mieszkancow Dublina, jednak obecnie chyba zaden z rodowitych dublinerow nie wyobraza sobie swojego miasta bez tego monumentu. Mało tego, slynacy z jowialnych dowcipow Irlandczycy szybko przechrzcili Szpile - na "Penisa Dublina" ;-)
Szpila powstala w miejscu gdzie niegdys stal angielski Nelson’s Pillar, ktory w 1966 r. IRA wysadzila w powietrze.

Z ciekawostek: podobna konstrukcja powstała już w 1948 r. w Polsce, we Wrocławiu, jest to Iglica: KLIK.

Moje zdjęcia z pobytu w Dublinie znajdują się tutaj: Galerie: Dublin

poniedziałek, 29 października 2007

Dublin: City Hall

Budynek, w ktorym obecnie znajduje sie City Hall w Dublinie, zostal wzniesiony w latach 1769-1779 dla Dublinskiej Korporacji Handlowej i jest swietnym przykladem XVIII - wiecznej architektury.

/Na zdjeciu powyzej: stoje w holu Dublin City Hall/

Poczatkowo byl siedzibą Giełdy (Royal Exchange). W 1798 r. w trakcie nieudanego powstania budynek byl miejscem przesluchan i tortur. W latach 1851 - 1922 r. stał sie rzeczywistym centrum brytyjskiej wladzy w Irlandii. Obecnie znajduje sie w nim urzad miasta.

City Hall w Dublinie jest dostepny dla zwiedzajacych i miesci sie przy Dame Street.

Moje zdjecia z pobytu w Dublinie znajduja sie tutaj: http://picasaweb.google.com/piotr.slotwinski/Dublin

niedziela, 28 października 2007

Dublin: Molly Malone

Pomnik Molly Malone, pięknej mieszkanki Dublina, jest jednym z nieformalnych symboli tego miasta. Wedlug tzw. "miejskiej legendy" - zyjaca w XVII Molly Malone w dzien sprzedawala ryby, a w nocy - swoje wdzięki.  Od 1988 r. pomnik Molly Malone stoi w Dublinie przy Grafton Street.

/Powyżej: stoję przed pomnikiem Molly Malone przy Grafton Street w Dublinie/

Molly Malone, uboga ale piekna dublinerka, podobno wiodla barwne, aczkolwiek krotkie zycie: zmarla w wieku 36 lat. Ile w tym wszystkim prawdy - nie wiadomo. Wiadomo jednak, ze Molly stala sie slawna dzieki XIX-wiecznej piosence pt.: "Cocles and Mussels", a jej imieniem chetnie sa nazywane m.in. liczne puby.

Polska wersja słynnej piosenki:
"Wśród wzgórz Dublin skryty, gdzie łąki i kwiaty
po raz pierwszy ujrzałem słodką Molly Malone
Gdy toczyła swe taczki przez wąskie uliczki
krzycząc: kraby i małże tu świeże dla was mam.
I tak toczy je w dal, jak w dolinach fal
krzycząc: kraby i małże tu świeże dla was mam."

Dublińczycy mają swoje, zresztą dość złośliwe potoczne nazwy tego pomnika, jak "The Dolly with the Trolley" czy "The Tart with the Cart" ;-)

Moje zdjecia z pobytu w Dublinie znajduja sie tutaj: http://picasaweb.google.com/piotr.slotwinski/Dublin

sobota, 27 października 2007

Wybory 21 października

Otrzymalem e-mailem sporo pytan od moich Czytelnikow na temat wyborow, ba, nawet jedna gazeta zwrocila sie do mnie z prosba o komentarz ;-) Cieszy mnie to oczywiscie, ze są osoby zainteresowane moje opinia na tyle, ze chcialo im sie napisac e-maila, niemniej - musze wszystkich rozczarowac: nie bralem udzialu w wyborach, i - malo tego - uwazam ze emigracja w polskich wyborach glosowac nie powinna...

Moje zdanie jest znajacym mnie blizej osobom znane od dawna, pare razy wypowiadalem sie o tym na roznych forach dyskusyjnych, a tematu tego nie chcialem poruszac na blogu, bo polityka w wykonaniu polskich politykierow, napawa mnie obrzydzeniem...

Niemniej, chyba od tego nie uciekne, wiec coby odpowiedziec hurtem wszystkim pytajacym, zdecydowalem sie popelnic ta notke.

Ponizsze punkty przedstawiają moj wlasny punkt widzenia, do ktorego mam prawo, niemniej - przekonywac do niego nikogo nie mam zamiaru, i bardzo prosze - aby mnie tez nikt nie przekonywal do swoich racji...

1. Moim zdaniem, glosowac powinni tylko Polacy - w Polsce. Bo tylko Polacy - w Polsce maja prawo decydowac, kto ma nimi rzadzic, bo to oni przede wszystkim odczuja skutki tych rzadow na wlasnej skorze. M.in. w zwiazku z tym: glosowac powinno sie wylacznie w kraju, a nie poza jego granicami. Takie rozwiazanie ma m.in. Irlandia. Chcesz glosowac? Przylec na ten jeden dzien do swojej Ojczyzny, w ten sposob pokazesz, ze ci naprawde zalezy. Glosowanie, gdy sie jest na emigracji, a tym samym wybieranie innym ludziom, w innym kraju, (chocby to byla wlasna Ojczyzna a ci ludzie - to najblizsza rodzina) kto ma nimi rzadzic - jest moim zdaniem co najmniej moralnie dwuznaczne.

2. Moim zdaniem, decydowanie przez emigracje kto ma rzadzic w Polsce moze spowodowac tzw. regule wzajemnosci: skoro Polacy na emigracji maja prawo decydowac o przyszlym rzadzie w Polsce, to i rzad w Polsce moze chciec miec prawo decydowania o Polakach na emigracji, wprowadzajac np. podwojne opodatkowanie, opodatkowujac pieniadze przesylane przez emigrantow rodzinie w Polsce, etc.

3. Moim zdaniem, wiekszosc ludzi tak naprawde nie glosowala na PO. Oni po prostu glosowali przeciwko PiS. Niechze to liderzy PO (i PiS, rzecz jasna) wezma pod uwage. A dlaczego wiekszosc glosujac przeciwko PiS wybrala PO? Bo PO - wydaje im sie mniejszym zlem, a przynajmniej tak nam wbijaja do glowy media. Ale zło, nawet najmniejsze, ciagle pozostaje złem... Niestety, nieszczesciem Polski jest to, ze ciagle musimy glosowac przeciw, chociaz chcielibyśmy w koncu glosowac "za"...

4. Niechaj nikt sie nie łudzi, ze z Polski w ciagu kilku lat powstanie druga Irlandia. Problemem jest mentalnosc polskich politykierow, dla ktorych "polityka to gra", a nie ciężka i odpowiedzialna publiczna słuzba. Pomijam juz fakt, ze ci wszyscy politykierzy, ktorzy poza liderami tworza daną partie, sa nam swietnie znani. Przeciez te panie i ci panowie juz byli u wladzy. Wtedy nie naprawili Rzeczpospolitej, tracac czas na sejmowe gierki i zgarniajac co sie da pod siebie, a teraz im sie uda? Nie wierze...

5. Moim zdaniem, w Polsce, sredniej wielkosci kraju europejskim ciagle nie ma politykow europejskiego formatu, politykow na miare wielkosci naszej Ojczyzny. Obecni polscy politykierzy powinni co najwyzej kierowac sołectwem, a ci bardziej rozgarnieci - niewielka gmina, ale w zadnym wypadku nie Polską, ktora jest, powtorze: sredniej wielkosci krajem europejskim. Miejmy nadzieje, ze za jakis czas pojawia sie wsrod nas politycy godni naszej Ojczyzny...

I, tak na koniec: nie rozumiem tego podniecania sie rzekomo masowym udzialem w glosowaniu Polakow zamieszkalych na Wyspach. Pomijam juz oczywiste klamstwa w rodzaju, ze jakoby to na Wyspach glosowalo "70% Polakow". 70% moze i bylo - ale tylko sposrod tych ktorzy sie zarejestrowali jako wyborcy. Moim zdaniem - w glosowaniu na Wyspach wzielo udzial niespelna 10% doroslych, uprawnionych do glosowania Polakow, obecnie mieszkajacych na Wyspach. Dla przykładu w Cork, zamieszkałym przez ok. 25 tysięcy naszych Rodaków - głosowalo ledwie 2359 osób. W Dublinie - 4495. Wiec o co ten tumult?

A dlaczego tylko 10% Polakow mieszkajacych na Wyspach wzielo udzial w glosowaniu? To proste: wynika to z kompletnego braku zaufania sporej czesci Polakow do wlasnych politykierow. Przy zarejestrowaniu sie jako wyborca ządano podania b. wielu danych osobowych: imie i nazwisko, imie ojca, date urodzenia, nr pesel, nr paszportu lub dowodu osobistego, adres. Tymczasem wielu naszych Rodakow obawia sie (niewykluczone - ze calkiem slusznie), ze te dane umozliwia polskim urzedom b. łatwe zidentyfikowanie swoich obywateli, ktorzy wyjezdzajac: a) nie zlozyli wymaganego ustawa nip-3; b) nie wymeldowalo sie z WKU, c) nie rozliczyli sie w Polsce z dochodow "irlandzkich", co mimo ustawy o unikaniu podwojnego opodatkowanie jest obowiazkowe w przypadku gdy czesc roku przepracowalo sie w Polsce - a czesc w Irlandii, d), e), f), itp. itd. Wszystkie te osoby w mysl polskich przepisow - zlamaly prawo...

Czy w takim razie wg mnie w Polsce juz nigdy nie bedzie dobrze? Oczywiscie, ze nie. Predzej czy pozniej musi nadejsc przelom i pojawią się w naszej Ojczyznie ludzie na miare jej wielkosci, ktorzy wyprowadza nas z tego marazmu. Czy to bedzie za lat 5-10-15, nie wiem. Ale wierze, ze bedzie...

Na razie duzym problemem polskiego spoleczenstwa jest wyrazna linia podzialu jaka go przecina: prosze wziac pod uwage, ze i na PO - i na PiS - glosowaly miliony ludzi...

Dziekuje tym z posrod Was, ktorzy dobrneli do konca tej wyjatkowo nuuudnej notki. Tych, ktorzy nie dobrneli - oczywiscie swietnie rozumiem i pretensji nie mam ;-)

A teraz pozwolicie ze wroce do relacjonowania mojego pobytu na Zielonej Wyspie ;-)

piątek, 26 października 2007

Dublin Castle

Przez 700 lat Zamek Dubliński byl postrzegany jako symbol wladzy angielskiej, totez stawal sie obiektem ataku w trakcie kazdego z niepodleglosciowych irlandzkich powstan. Nigdy go jednak nie zdobyto. Ostatni raz, rowniez bez powodzenia, atakowano go w 1916 r...

/Powyżej: Bedford Tower, fragment zamku w Dublinie/

Zamek Dubliński zostal zbudowany na poczatku XIII w., niemniej - w 1990 r. odkryto znajdujace sie tutaj pozostalosci fortu Wikingow z IX w. Jednak obecna budowla w wiekszej czesci pochodzi z XVIII w. W 1922 r. zamek przeszedl w posiadanie panstwa irlandzkiego, i obecnie miesci instytucje rzadowe, znajduje sie tutaj muzeum irlandzkiej policji, sa tu rowniez przechowywane cenne manuskrypty i kosztownosci.

Zamek nadal pelni funkcje reprezantacyjne: to tutaj, ku utrapieniu turystow, przyjmowani sa co wazniejsze vip-y. I ja mialem niestety pecha tracic na taki dzien, kiedy to z powodu wizyty jakiejs waznej persony - na caly dzien komnaty zamku zamknieto dla zwiedzajacych. No coz, moze podczas nastepnej wizyty w Dublinie nadrobie te zalegosci.

Przy zamku znajduje sie sklep z pamiatkami - ze szczegolnym uwzglednieniem pamiatek z zamku, i niewielka restauracja, gdzie serwują m.in. naprawde mocna kawe, a i skromny wegetarianski obiad tez mozna zjesc ;-)