poniedziałek, 21 maja 2007

Theobald Matthew - pomnik

Główną ulicę w Cork, St. Patrick Street, "otwiera" pomnik na którego cokole jest upamiętniony Father Matthew.

Ojciec Theobald Matthew (1790 - 1861), apostoł wstrzemięźliwości, był założycielem pierwszego na świecie klubu Anonimowych Alkoholików. Zapoczątkował narodowa kampanię na rzecz powstrzymania alkoholizmu. Sam w młodości za kołnierz nie wylewał. Oficjalne wyjaśnienie pozycji w jakiej został uwieczniony na pomniku mówi, ze wykonuje gest błogosławieństwa. Jednak starsi rodowici cork-owianie twierdzą, że pokazuje jakiego był wzrostu gdy zaczął pić :-)

/Powyżej: pomnik przy St. Patrick Street/

czwartek, 17 maja 2007

Rozpoczęła się fala wakacyjnych przyjazdów...


Jak wspomnialem w tytule - rozpoczela sie juz fala wakacyjnych przyjazdow, oczywiscie "w ciemno". Polacy z reguly przyjezdzaja trojkami, czyli przyslowiowo: "ja, szwagier i kolega", (z ktorych jeden z trudem duka po angielsku), razem majac 600 euro - czyli po 200 "na glowe" - co ma pozwolic im przetrwac do czasu znalezienia pracy przynajmniej przez jednego z nich. Regula "trojkowa" nie dotyczy studentow: ci przyjezdzaja nawet w grupach 10-osobowych...

W chwili obecnej przyjezdzaja ci, ktorzy "chca zdazyc przed studentami". Nic dziwnego: najbardziej polskie miasto w Irlandii - czyli Cork, w okresie wakacyjnym przezywa istny najazd mlodziezy policealnej i studenckiej. Oczywiscie turystycznie przyjezdza nikly procent z nich, dla zdecydowanej wiekszosci celem przyjazdu jest podjecie pracy i zarobienie pieniedzy pozwalajacych na utrzymanie sie w nastepnym okresie.

Jak co roku, zapewne podobnie bedzie i w tym: na sklepach pojawia sie kartki informujace, ze tutaj oto nie szuka sie pracownikow, barmani w pubach beda co wieczor wyrzucac do smieci stos cv jakie w ciagu dnia im studenci naznosza, a na ulicach beda mijaly sie tabuny mlodych ludzi z plecakami, sciskajace w garsciach teczki z cv.

Pamietajmy, ze w wakacje poszukuja pracy nie tylko studenci z Polski, ale takze z innych krajow. Ba, mlodzi Irlandczycy tez by chetnie zarobili pare euro, wiec konkurencja jest spora.

Studenci z innych krajow - niz Irlandia - dodatkowo sa traktowani bardzo nieufnie. Na ta nieufnosc - zapracowali niestety sami przez poprzednie lata... Pomijajac juz fakt, ze na potege klamia w cv - o czym irlandzcy pracodawcy juz doskonale wiedza - pomimo ze zazwyczaj nie moga tego zweryfikowac, to ci ostatni dobrze pamietaja studenckie deklaracje, ze sa oni zainteresowani praca na stale, a pozniej - im blizej pazdziernika, tym wieksza fala "naglych zgonow" w rodzinach, czy innych niewyobrazalnych tragedii, powodowala natychmiastowa koniecznosc powrotu do kraju - a tym samym - porzucenia pracy...

Dlatego tez rada i przestroga: miejcie pieniazki na bilet powrotny...

Zycze powodzenia wszystkim szukajacym pracy, szczegolnie przyjezdzajacym "w ciemno" i w wakacje...
Bedzie Wam potrzebne...

wtorek, 8 maja 2007

Cork: Fitzgerald Park

Cork ma wiele parków, placów zabaw i terenów spacerowych. Jednym z najbardziej znanych parków jest Fitzgerald Park położony ok. 1,5 km od centrum miasta i zajmujący 8 hektarów.

W parku znajduje się m.in. muzeum miejskie (Cork Public Museum), bogato rzeźbiona fontanna, tereny do gier i zabaw oraz staw.

/Na zdjęciu: fontanna w Fitzgerald Park./

poniedziałek, 7 maja 2007

Mandat...

Jednym ze "zwyczajow" ktory budzil moje zdziwienie po przyjezdzie z Polski do Irlandii, bylo niemal powszechne przechodzenie przechodniow przez ulice - na czerwonym swietle.

Kierowcy samochodow - o dziwo - poslusznie zatrzymywali sie i przepuszczali ewidentnie lamiacych przepisy przechodniow. Zadnemu nie przychodzilo do glowy wyrazic swojej dezaprobaty choby wcisnieciem klaksonu. Przechodnie nie mieli respektu nawet dla wlasnie przejezdzajacego policyjnego radiowozu ;-) Jak mi wkrotce wytlumaczyl znajomy Irlandczyk - takie jest tutaj niepisane prawo. Pieszy ma zawsze pierwszenstwo. Swiatla sa dla kierowcow - a nie dla pieszych. To kierowca, majacy ewidentna przewage - ma uwazac, aby nie potracic pieszego...

Akceptowanie tego zwyczaju przychodzilo mi - i przychodzi nadal - z trudem. Z drugiej strony, kiedy to porownam np. z krakowskimi drugorzednymi ulicami bez sygnalizacji swietlnej, gdzie zadnemu z kierowcow widzacemu przechodnia stojacego przy pasach i probujacego przekroczyc ulice - nie przyjdzie do glowy aby sie zatrzymac lub chocby zwolnic, to mysle - ze jednak tutaj jest lepiej...

Ze jest lepiej - swiadczy tez ponizszy obrazek:

Jest to mandat jaki otrzymal moj kolega. Usunalem wszelkie dane identyfikacyjne, ale "opis i kwalifikacja prawna wykroczenia" jest widoczna: jest to mandat w wysokosci 250 zl (slownie: dwiescie piecdziesiat zl.) za, cytuje: "wejscie na przejscie dla pieszych jezeli sygnalizator swietlny S-5 nadaje sygnal czerwony art. 90 lub 92 par1".

Z policyjnego zargonu na nasze: kolega wszedl na przejscie dla pieszych na czerwonym swietle. Nie byl pijany (bo wtedy dostalby inne sankcje), nie przejezdzaly wtedy inne samochody (bo wtedy odpowiadalby za zaklocenie ruchu, itp.). Mimo to, policjant ktory nagle wyrosl przed nim jak spod ziemi ukaral go mandatem w wysokosci 250,0 zl. Kolega byl bezrobotnym, wiec nie mial z czego zaplacic. Obecnie ma juz komornika - w zwiazku z czym z 250 zl zrobilo sie juz 3 razy wiecej... Mandat jest autentyczny i jest w moim posiadaniu...

I zeby nie bylo: ja nie bronie tych przechodzacych przez pasy na czerwonym swietle. Ale mandat w wysokosci 250,0 zl wlepiony bezrobotnemu - to chyba troche duzo? I tak juz calkiem na marginesie: suma takich pojedynczych zdarzen doprowadza do tego, ze wiekszosc emigrantow podejmuje decyzje - zeby do Polski nie wracac...

18 lat temu tez dostalem podobny mandat. Przechodzilem mianowicie przez tory kolejowe. Dodam, ze bylo to w miejscowosci przez ktora pociag przejezdzal 2 razy na dobe. Mimo to zatrzymal mnie czajacy sie w poblizu sokista (to od "sluzba ochrony kolei") i oblozyl mnie mandatem za, cytuje: "włuczegostwo po torach". To nie moj blad, pomijajac juz nazwanie przejscie przez 1 metr kolejowych torow "włuczegostwem", to on naprawde napisal "włuczegostwo" przez "u".

Dodam, ze sokista nazywal sie... Polak ;-)

sobota, 5 maja 2007

MyCork ma już własną stronę

Niespelna 2 tygodnie temu w notce: "Strona dla MyCork" pisalem o moim spotkaniu z wiceprezesem Stowarzyszenia MyCork, p. Pawłem Kalitą, w trakcie ktorego to spotkania Pawel zapoznal mnie ze swoim projektem witryny.

Milo mi doniesc, ze dzisiaj projekt Pawla ujrzal swiatlo dzienne, a MyCork ma wreszcie wlasna witryne www ;-)

/Powyzej: historyczny już zrzut z głównej strony www Stowarzyszenia MyCork/

Strona Stowarzyszenia MyCork jest dostepna pod adresem: www.mycork.org

Serdecznie zapraszam ;-)

piątek, 4 maja 2007

Żebracy w Cork (1)

Zawsze byli, ale ostatnio - przybywa ich w postepie geometrycznym... Obsadzili dokladnie kazdy most, wejscie do banku czy chocby fragment trotuaru przed bankomatem.

Kiedy tutaj przyjechalem przed trzema laty, ich widok budzil moje zdziwienie: nie przypominali tych zebrzacych znanych z Polski. Byly to z reguly malolaty, siedzace sobie "na moscie" z plastikowym kubkiem przed soba w ktorym polyskiwalo pare drobnych, popalajace papieroski i beztrosko rozmawiajace ze znajomymi przez telefony komorkowe. I ludzie - o dziwo - wrzucali...

/Na zdjęciu powyzej stoje przy znanym w Cork irlandzkim lumpiku, ktory za 2 euro ochoczo pozuje do zdjecia. Mimo to - ukrylem jego fizjonomie. Nie przejmujcie sie jego losem: on nie musi sie martwic o mieszkanie, jedzenie a nawet o papierosy, bo to wszystko dostaje "z socjala": zbiera wylacznie na gorzale./

Mniej wiecej po roku zebrzacych Irlandczykow zaczeli z wolna zastepowac zebrzacy Polacy. Nie bylo ich zbyt wielu, bo Cork to male miasto, wiec wiekszosc miala jakies tam poczucie wstydu. Niemnniej - probowali. "Nasi", chociaz nie wszyscy, byli bardziej aktywni od Ajriszy: czesc co prawda siedziala tylko ze spuszczona glowa, ale czesc probowala zabawiac publicznosc pseudoartystycznymi wystepami: a to przy brzdekach zdezelowanej gitary niemilosiernie falszowali probujac spiewac piosenki "Dzemu", a to przy magnetofonie probowali "rapowac". Wszystko po polsku, rzecz jasna, no bo niby po jakiemu?

No ale - teraz na zebraczy cork-owski rynek wkroczyli profesjonalisci: Cyganie przybyli z Rumunii i Bulgarii, majacy obywatelstwo tamtych krajow. Ci juz nie siedza tylko na ulicy, ale aktywnie zaczepiaja przechodniow. Na zebractwie sie nie konczy: zaczely sie kradzieze w sklepach. Doszlo do tego, ze personel sklepow nie pozwala wejsc calej kwiecisto ubranej grupie kobiet z nieodlacznymi dziecmi na rekach, wpuszczajac tylko jedna z nich i bacznie sledzac kazdy jej ruch...

Ostatnim "biznesowym" pomyslem rumunskich Cyganow jest sprzedaz co bardziej naiwnym przechodniom "zlotej" bizuterii wykonanej z tombaku...

p.s.: O irlandzkich "bezdomnych" pisalem juz przed 2 laty: http://piotrslotwinski.blogspot.com/2005/08/bezdomni-w-irlandii.html

czwartek, 3 maja 2007

"BaDaCz" - pierwszy polski salonik prasowy w Cork

Do tej pory w Cork powstawaly nowe polskie sklepy "dla ciala" - czyli z artykulami spozywczymi. W ciagu najblizszego tygodnia zostanie otwarty pierwszy w Cork polski sklep "dla ducha", czyli z prasa, plytami, multimediami, itp.

/Na zdjęciu: Salonik Prasowy BaDaCZ/

Sklep, o nazwie "BaDaCz" (nazwa sklada sie z pierwszych liter imion i nazwiska właścicieli), bedzie miescil sie przy North Main Street. Obecnie trwaja w nim koncowe prace remontowe.

Dopisek z 10 maja b.r.: wlasnie dzisiaj ww. sklep zostal otwarty.

Dopisek z 01 lipca 2009 r.:
Salonik Prasowy "BaDaCz" ma nową siedzibę, piszę o tym TUTAJ.

środa, 2 maja 2007

Polskie książki w Miejskiej Bibliotece w Cork

22 kwietnia b.r. zostal oficjalnie otwarty "dzial polski" w Bibliotece Miejskiej przy Grand Parade. Oprocz polskich ksiazek mozemy wypozyczac rowniez plyty cd i dvd.

/Na zdjęciu powyzej - polka z m.in. polskimi ksiazkami w Miejskiej Bibliotece w Cork/
Powstanie tego "polskiego działu" jest przede wszystkim zasługą p. Beaty Molendowskiej, pierwszej Polki pracującej w tej bibliotece.

Dokładny adres biblioteki to: Cork City Libraries, 57-61 Grand Parade, Cork.

wtorek, 1 maja 2007

Mercury - kolejny "polski" sklep w Cork

Kilka dni zostal otwarty kolejny "polski" sklep spozywczy w Cork: "Mercury". Sklep miesci sie przy Ship Street.

Z dotychczas dzialajacych "polskich" sklepow wyroznia sie duza powierzchnia, szerokim asortymentem i - przede wszystkim - niskimi cenami, praktycznie nie rozniacymi sie od tych w Polsce ;-)

/Na zdjęciu powyzej stoje przed nowootwartym "polskim" sklepem "Mercury"./

--------------
dopisek z 11.02.2016 r.: dzisiaj zauważyłem, że ww. sklep został zamknięty.