niedziela, 28 września 2008

VI Rozmowy (nie)Kontrolowane

W sobotę 27 września b.r., w pubie Franciscan Well Brewery miały miejsce kolejne, VI "Rozmowy (nie)Kontrolowane".

Gośćmi Specjalnymi
VI "Rozmów..." byli: Anna Ziarniewicz, Przemysław Szczepaniuk, Paweł Curyło i Adam Łyczakowski.
/Powyżej: Goście Specjalni VI Rozmów..., od lewej: Anna Ziarniewicz, Przemysław Szczepaniuk, Paweł Curyło i Adam Łyczakowski/

/Na zdjęciu: uczestnicy VI Rozmów.../
Anna Ziarniewicz jest artystką, absolwentką Pracowni Technik Metalowych Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi, stypendystką Ministerstwa Kultury i Sztuki RP. Jej prace brały udział w wielu międzynarodowych wystawach min. w Japonii, Francji i Nowym Yorku. Obecnie Ania tworzy, mieszka i pracuje w Cork, gdzie należy do Stowarzyszenia Artystów Grafików - Cork Printmakers. W trakcie spotkania uczestnicy "Rozmów..." mogli zapoznać się z techniką akwaforty oraz wybranymi pracami Ani.

Przemysław Szczepaniuk, na co dzień mieszkający w Dublinie, jest m.in. pasjonatem skoków spadochronowych. Przemek jest ponadto autorem bloga www.madeinireland.pl ; założycielem znanego forum www.zielonairlandia.pl a także aktywnym uczestnikiem Forum Polonia: www.forumpolonia.org. Udział Przemka w "Rozmowach..." był wyjątkową okazją do posłuchania fascynujących opowieści o tajnikach tego ekstremalnego sportu.

Paweł Curyło jest pierwszym polskim kierowcą autocrossowym z licencją w Irlandii. Jak mówi Paweł: "Autocross to specyficzny rodzaj sportu motorowego. Charakteryzuje go duża atrakcyjność i wysoka oglądalność podczas trwania zawodów z racji specyfiki. Odbywa się w jednym miejscu, na ciekawym torze szutrowym lub trawiastym. Kibice mogą śledzić zmagania bez żadnych przeszkód. Przez swoje przyszłe starty chciałbym zainteresować sportami motorowymi Polską społeczność mieszkającą w Cork i całej Irlandii. Przecież nie tylko pracą człowiek żyje? Imprezy autocrossowe są świetną formą rodzinnego wypoczynku, tym bardziej że zawody organizowane są w różnych zakątkach Irlandii. Wiem że my Polacy potrafimy świetnie dopingować swoich sportowców - teraz "my" możemy pokazać się z jak najlepszej strony". Więcej informacji o Pawle znajduje się na jego stronie internetowej: www.pabloautocross-ie.blogspot.com.

Z kolei Adam Łyczakowski, założyciel forum cork.xt.pl, opowiedział o początkach forum - które stało się protoplastą dla obecnego Forum MyCork, jednego z najpopularniejszych forów polonijnych w Irlandii.

Jak widać "Rozmowy..." to świetna okazja do poznania naprawdę wyjątkowych osób ;-)

piątek, 26 września 2008

MyCork: spotkanie redakcji portalu

W czwartek, 25.09. b.r., miało miejsce kolejne, comiesięczne spotkanie członków Redakcji MyCork.

/Na zdjęciu: uczestnicy wczorajszego spotkania Redakcji MyCork/

Redaktorzy portalu omówili bieżące sprawy związane z portalem MyCork, wskazali na niektóre usterki techniczne związane z niedawną całkowitą przebudową portalu, oraz opracowali plany publikacji na najbliższe tygodnie.

W trakcie spotkania dziennikarze portalu MyCork zostali poinformowani m.in. o decyzji Irlandzko - Polskiego Stowarzyszenia z Galway (GIPA), będącej gospodarzem kolejnego spotkania przedstawicieli organizacji polonijnych dążących do założenia Federacji Organizacji Polskich w Irlandii - które ma odbyć się 27 września b.r., w której to decyzji GIPA "powstrzymała się od zaproszenia dziennikarzy".

Tym samym - planowany wyjazd dziennikarzy MyCork do Galway został odwołany.

Przypomnę raz jeszcze, że MyCork jako jedyne stowarzyszenie polonijne zaprosiło dziennikarzy (także spoza naszego portalu) na organizowane przez siebie spotkanie przedstawicieli organizacji polonijnych dążących do założenia FOP.

Dla formalności zaznaczę, że np. podczas spotkań Forum Polonia - uczestnicy nie mają żadnego problemu z obecnością na sali dziennikarzy. Wprost przeciwnie - wszyscy dziennikarze są tam zapraszani, od tych rzeczywiście żyjących z pióra, po blogowiczów i podcastowców.

Dlaczego w tych dwóch inicjatywach polonijnych panuje tak różne podejście do "wypływu" informacji na zewnątrz - pozostaje dla mnie na razie niezrozumiałe...

czwartek, 25 września 2008

Little Skellig - rezerwat ptaków

Na wyspie Little Skellig jest rezerwat ptaków, drugi pod względem wielkości w Europie - przynajmniej wg słów mojego przewodnika.

Wyspa Little Skellig jest położona tuż przy Skellig Michael, jednak o ile tę drugą można zwiedzać (chociaż w ograniczony sposób), o tyle Little Skellig nie jest udostępniona turystom, ze względu na ochronę środowiska żyjących tam ptaków. Płynąc na Skellig Michael mijamy jedynie Little Skellig i możemy z łódki podziwiać olbrzymie kolonie ptaków żyjących na wyspie.

/Powyżej: Little Skellig/

Portmagee: najlepsza publiczna toaleta w Irlandii

Portmagee to mała wioska portowa w hrabstwie Kerry, z której możemy dostać się na wyspę Skellig Michael. W XVIII wieku wioska słynęła z przemytu. Obecnie słynie z... publicznej toalety ;)

/Powyżej: słynna toaleta w Portmagee/

To naprawdę nie jest żart. Znajdująca się tam publiczna toaleta zdobyła tytuł najlepszej toalety w Irlandii. Co prawda było to w 2002 roku, ale tabliczka z informacją o tym do dzisiaj wisi na ścianie tego ozdobionego doniczkami z kwiatami przybytku, stanowiąc okaz zainteresowania turystów, którzy namiętnie robią sobie z nią fotografie ;-)

Nie mogłem oprzeć się pokusie, żeby wejść do środka. Pomimo że od zwycięstwa w 2002 r. minęło kilka lat więc jej poziom mógł już nieco podupaść, to jednak toaleta faktycznie jest bardzo czysta, w dozownikach znajduje się mydło a suszarki do rąk działają bez zarzutu. No i - toaleta jest bezpłatna.

/Powyżej: tabliczka dokumentująca zwycięstwo toalety w Portmagee ;-)/

Oczywiście - nikomu nie polecam wyprawy do Portmagee w celu obejrzenia najlepszej toalety w Irlandii. Z Portmagee, jak wspomniałem, można dostać się łodzią na Skellig Michael, i to był rzeczywisty powód mojej wizyty w tej portowej wiosce.

Niemniej, jeżeli już bedziecie w Portmagee, to przynajmniej wiecie, że jest tam miejsce, gdzie możecie komfortowo - umyć ręce ;-)

poniedziałek, 22 września 2008

Skellig Michael: wczesnochrześcijański klasztor na wyspie

Na wyspie Skellig Michael - znanej też jako Great Skellig - znajdują się ruiny zbudowanego w 588 roku klasztoru St Fionan's Abbey. Jest to jeden z bardziej znanych, ale najmniej dostępnych, klasztorów w Europie. W 1996 roku Skellig Michael została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

/Powyżej: na wyspie Skellig Michael/

Wyspa Skellig Michael to 230 metrowa skała, położona około 15 km na zachód od wybrzeża w hrabstwie Kerry. Ok. 560 r. św. Fionan sprowadził tutaj pierwszych mnichów. W 588 roku, na samym szczycie wyspy, mnisi zbudowali klasztor. Bardzo spartańskie warunki wewnątrz klasztoru pokazują ascetyczny styl życia praktykowany przez wczesnych chrześcijan. Sami mnisi mieszkali w kamiennych chatkach, swoim wyglądem przypominających kopce. Chatki zostały zbudowane z mistrzowską dokładnością z samego kamienia, bez użycia zaprawy. Obecnie na wyspie znajduje się sześć takich chatek, zwanych clochains.

/Powyżej: w jednej z clochain - kamiennej chatce mnicha z klasztoru na Skellig Michael/

W 823 roku wyspę najechali Wikingowie, którzy zniszczyli klasztor. W 860 roku został on odbudowany, a do 1000 roku znacznie rozbudowany. W XII w. mnisi opuścili wyspę. Dwieście lat później zaczęli przybywać tutaj pielgrzymi. W 1826 roku wybudowano na wyspie dwie latarnie morskie, z których jedna, przebudowana w ok. 1960 r. i zautomatyzowana w 1980 r. - nadal działa.

/Powyżej: ruiny klasztoru St Fionan's Abbey na Skellig Michael/

Żeby udać się na Skellig Michael, najpierw docieram do Portmagee, gdzie można wynająć łódź którą popłyniemy do Skellig Michael. Wynajęcie łodzi kosztuje 45 euro od osoby (cena aktualna oczywiście na dzień publikowania tej notki), łódka zabiera jednorazowo do 12 osób. Najlepiej zarezerwować miejsce z wyprzedzeniem. Z tego co czytałem w przewodnikach, na wyspę przypływa raz dziennie 14 licencjonowanych łodzi z których każda może zabrać właśnie do 12 osób. Ilość turystów odwiedzających każdego dnia wyspę jest ograniczona i ściśle przestrzegana. Może się zdarzyć, że z powodu wzburzonego morza - rejs nie dojdzie do skutku, a podobno zdarza się, że nawet po dopłynięciu na wyspę - z uwagi na szybko zmieniające się warunki atmosferyczne - właściciel łodzi może odmówić wysadzenia pasażerów na wyspę, zabierając ich z powrotem.

Sam rejs na wyspę trwa ok. godziny w jedną stronę. Po wylądowaniu udaję się bardzo stromą drogą, chociaż po schodach ułożonych przez wczesnośredniowiecznych mnichów, na sam szczyt, gdzie położony był klasztor. Widoki - rewelacyjne, a miejsce wprost idealne do samotnej kontemplacji. Zwiedzanie wyspy jest zaplanowane na ok. 2 godziny, należy być z powrotem punktualnie o godzinie wskazanej przez właściciela łodzi.

Płynąc z Skellig Michael mijamy Little Skellig i możemy z łódki podziwiać olbrzymie kolonie ptaków żyjących w rezerwacie na tej wyspie.

Uwaga: odradzam wyprawę na wyspę Skellig Michael osobom mającym skłonności do choroby morskiej, bowiem może się zdarzyć, że łódką w czasie rejsu będzie mocno kołysać, oraz osobom cierpiącym na lęk wysokości, jak również osobom o słabszej kondycji fizycznej - z uwagi na konieczność pokonania dość sporego, stromego odcinka, bez żadnych ochronnych zabezpieczeń.

Kilka moich zdjęć z wycieczki na wyspę Skellig Michael można zobaczyć tutaj: http://picasaweb.google.com/piotr.slotwinski/SkelligMichael

niedziela, 21 września 2008

Polski chleb w Cork (15): z orłem w koronie

Tak przy niedzieli - na chwile wrócę do lżejszego tematu, czyli do mojej kolekcji polskich chlebów w Cork :-)

Tym razem - przedstawiam Wam po prostu - "Polski Chleb". Z - a jakże - Orłem w Koronie. To jest pierwszy chleb sprzedawany razem z orłem, na jaki trafiłem w Cork. Chleb powstaje w Country Mill Ltd, Athlumney Rd, Navan, Co Meath.

sobota, 20 września 2008

MyCork: spotkanie Zarządu

W miniony piątek odbyło się spotkanie członków Zarządu Stowarzyszenia MyCork. Poruszyliśmy przede wszystkim bieżące sprawy związane z naszym Stowarzyszeniem.
/Na zdjęciu: cześć członków Zarządu Stowarzyszenia MyCork/
Jedną z tych spraw jest udział MyCork w spotkaniu organizacji polonijnych dążących do założenia Federacji Organizacji Polonijnych w Irlandii, które to spotkanie będzie miało miejsce 27 września w Galway (organizuje je Galway Irish Polish Association). Osoby upoważnione do reprezentowania MyCork na tym spotkaniu wyznaczy bezpośrednio Prezes MyCork (po uzgodnieniu z Zarządem i przy akceptacji pozostałych członków MyCork) - i tylko te osoby będą mogły w imieniu naszego stowarzyszenia na tym spotkaniu się wypowiadać.

Na marginesie: MyCork było jedynym stowarzyszeniem, które na organizowane przez siebie spotkanie zaprosiło dziennikarzy (jedna z relacji ze spotkania, przygotowana przez red. naczelną portalu MyCork, p. Agnieszkę Tymoszuk, jest do przeczytania tutaj: Od organizacji do federacji). Obecnie, wśród organizacji polonijnych dążących do założenia Federacji Organizacji Polskich w Irlandii, toczy się w tej chwili dyskusja na temat zasadności zapraszania dziennikarzy na ich spotkania.

Jak się okazuje - część organizacji polonijnych w Irlandii stanowczo nie życzy sobie obecności przedstawicieli mediów na takich spotkaniach.

Moje osobiste stanowisko jest oczywiste: dziennikarze powinni mieć niczym nie skrępowany dostęp do tego rodzaju spotkań.

Niemniej, w myśl zasady że Vox populi, vox Dei, MyCork postanowił także zapytać o opinię Rodaków mieszkających w Cork i korzystających z forum MyCork: http://forum.mycork.org/index.php?topic=19412.0

piątek, 19 września 2008

Fakt Dla Irlandii

Wczoraj w Irlandii ukazał się nowy polski tygodnik: "Fakt Dla Irlandii". Jest to mutacja znanego w Polsce dziennika "Fakt".

/Powyżej: fragment okładki pierwszego numeru tygodnika "Fakt" - w Irlandii/

Tygodnik "Fakt" będzie wychodził w Irlandii co czwartek, wraz z kolorowym programem tv. Cena tygodnika to 1,5 euro, tym samym jest to najtańszy ze wszystkich polonijnych tygodników w Irlandii.

Sam "Fakt" już wcześniej pojawił się w Irlandii z okazji mistrzostw Europy (czerwiec b.r.) - wtedy ta gazeta wydała trzy okolicznościowe numery, do przeczytania tutaj: http://piotrslotwinski.blogspot.com/2008/06/fakt-w-irlandii-wydawany-w-polsce.html

Oprócz wersji dla Irlandii, "Fakt" wydaje też mutację swojej gazety dla Polaków w Wielkiej Brytanii.

-----------------------
dopisek z 18.12.2009 r.: "Fakt Dla Irlandii" przestał się ukazywać.

czwartek, 18 września 2008

MyCork: przygotowania do Festiwalu Kultury Polskiej

Termin Festiwalu Kultury Polskiej w Cork zbliża się coraz szybciej. Dzisiaj członkowie MyCork spotkali się w bardzo wąskim gronie żeby przedyskutować bieżące sprawy związane z organizacją festiwalu.

/Na zdjęciu: uczestnicy dzisiejszego spotkania/
Najważniejszym problemem jest brak odpowiedniej ilości wolontariuszy, chcących bezinteresownie pomóc przy organizowaniu Festiwalu Kultury Polskiej, oraz kwestie finansowe. Pierwszy problem jest dość znany każdej organizacji opierającej swoją działalność na wolontariuszach, więc nie ma się co nad nim rozwodzić, natomiast odnośnie kwestii finansowych, to chodzi tutaj przede wszystkim o to, że większość polskich twórców chcących wystąpić przed szerszą publicznością w ramach Festiwalu - oczekuje finansowego wsparcia ze strony MyCork. Często - na zupełnie komercyjnych zasadach, czyli takich, na jakich mogłaby ich wynająć jakaś większa firma do uświetnienia swojej korporacyjnej imprezy...

Tak być niestety nie może, choćby dlatego, że MyCork jest organizacją non - profit i w jego pracach uczestniczą wyłącznie wolontariusze. MyCork może np. sfinansować koszty związane z wynajęciem sali, zakupem niezbędnych materiałów, etc, ale nie może pokrywać wynagrodzeń dla artystów, itp. Reasumując: zwrot kosztów (w rozsądnych granicach) tak, wynagrodzenia - nie.

Co więc mogą zyskać polscy twórcy chcący zaprezentować swoją twórczość w ramach Festiwalu Kultury Polskiej w Cork? To samo, co wolontariusze z MyCork: czyli satysfakcję z tego, że bezinteresownie zrobiło się coś dobrego dla Polonii w Irlandii. Ale - nie tylko. Relacja z Festiwalu pojawi się w mediach, więc dla wielu twórców może to być wyjątkowa szansa na "zaistnienie" przed szerszą publicznością, nie tylko w Irlandii.

Osobiście rozumiem, że artysta jak każdy człowiek jeść musi, niemniej - MyCork nie jest tą organizacją, która mogłaby objąć swoim mecenatem polskich twórców. MyCork - to grupa wolontariuszy, chcących bezinteresownie robić coś dla innych. Czyli: sami nie pobieramy wynagrodzenia za swoją pracę i nie możemy wypłacać takiego wynagrodzenia innym osobom z nami współpracującym.

Wolontariusze z MyCork tym się różnią od innych wolontariuszy, że ci pierwsi musieli jeszcze dodatkowo opłacić składkę członkowską na pokrycie niezbędnych kosztów formalnego funkcjonowania swojego stowarzyszenia (ot np. wykup obowiązkowego ubezpieczenia).

Oczywiście, pozostaje kwestia ewentualnych sponsorów, ale z drugiej strony - do pozyskiwania tychże brakuje z kolei chętnych wolontariuszy, i kółko się zamyka.

Niemniej, nie tracę nadziei, że nasz Festiwal dojdzie do skutku, i - jak każda impreza organizowana przez MyCork - odniesie spory sukces ;-)

środa, 17 września 2008

Masaż na lotnisku

Co można robić na lotnisku w Dublinie, oczekując na odlot opóźnionego samolotu? Mnóstwo rzeczy :-)

Można coś zjeść, wypić piwo, zrobić zakupy, pooglądać tv, skorzystać z usług pucybuta, a nawet - poddać się zabiegowi masażu ;-) M.in. z tego ostatniego sam skorzystałem wczoraj, oczekując na spóźniony o półtorej godziny (!) samolot Ryanaira z Dublina do Cork.

W kilku miejscach dublińskiego lotniska rozmieszczono fotele masujące (na zdjęciu): 10 minutowy masaż kosztuje tylko 3 euro ;-)

poniedziałek, 15 września 2008

IV Forum Polonia

Z racji mojej wizyty w Polsce, nie mogłem uczestniczyć w kolejnym spotkaniu Forum w Dublinie. Jednak żeby moi Czytelnicy mieli niejako ciągłość relacji ze spotkań, poniżej zamieszczam info rozesłane do prasy (ponadto - indywidualne relacja poszczególnych uczestników są dostępne m.in. na ich blogach i stronach www).

----------------------------------
IV spotkanie Forum Polonia

7 września w Domu Polskim w Dublinie odbyło się IV spotkanie Forum Polonia. Na spotkaniu podjęto szereg decyzji dotyczących funkcjonowania Forum.

Nazwę Forum Aktywnych Polaków zastąpiono nazwą Forum Polonia. Przyjęto też wstępny projekt Karty Forum Polonia określającej jego misję, cele i zasady działania.

W Forum Polonia uczestniczą polonijne podmioty. W ostatnim spotkaniu uczestniczyły organizacje między innymi Towarzystwo Polsko Irlandzkie, Polski Ośrodek Społeczno Kulturalny, Korpusy Pokoju, Stowarzyszenie MyCork, Polsko-Irlandzkie Stowarzyszenia Biznesu i Kultury z Limerick, media tj. Polski Herald, ZielonaIrlandia.pl, MadeInIreland.pl, Polacy pracujący w strukturach irlandzkich tj. Siptu, NWICN, polscy pracownicy irlandzkich partii politycznych Fine Gael i Fianna Fail oraz jednostki działające na rzecz Polaków w Irlandii. Forum jest otwarte na nowych uczestników, którzy mogą dodać coś do wspólnej puli i z niej skorzystać. Z każdym spotkaniem dołączają do niego nowe osoby chętne by uczestniczyć aktywnie i tworzyć życie Polonii w Irlandii.

Forum Polonia to forum wymiany informacji dotyczących Polonii w Irlandii i jej integracji, uzgadniania wspólnego stanowiska na tematy niej ważne. To platforma do realizacji wspólnych działań i współpracy z podmiotami publicznymi i komercyjnymi w Polsce, Irlandii i na świecie, która ma służyć poprawie sytuacji i wizerunku Polonii w Irlandii. Swoje cele realizuje dzięki integracji i pomnożeniu zasobów, możliwości i talentów jego uczestników.

Forum Polonia współpracuje na zasadzie cyklicznych spotkań, grup roboczych oraz strony internetowej www.forumpolonia.org.

Prowadząca spotkanie komentuje: „Forum Polonia to nie tylko wybitni przedstawiciele Polonii, to przede wszystkim grupa ludzi, która ma wspólny cel i jest bardzo zdeterminowana, by go wspólnymi silami osiągać. To żywy twór skupiający się na aktywnej pracy społecznej, wspieraniu indywidualnych inicjatyw oraz umacnianiu zwartej i efektywnej współpracy organizacji polonijnych. W ostatnią niedzielę zainicjowane zostały projekty, które mogą odegrać kluczową rolę w kwestii integracji Polonii ze społecznością Irlandzką. Mam nadzieję, że Forum Polonia będzie najaktywniejszą platformą komunikacji Polaków w Irlandii.”


Projekt Obywatelski

Forum Polaków realizuje kampanię profrekwencyjną zachęcającą Polaków do wzięcia udziału w wyborach lokalnych w Irlandii w 2009.

Na ostatnim spotkaniu Forum Polonia, 7 września, uzgodniono, że wybory lokalne w Irlandii są kluczowe dla integracji ze społecznościami mieszkającymi w Irlandii, utrzymania pozytywnego wizerunku Polaków w Irlandii oraz budowy partnerskich stosunków w lokalnych społecznościach.

Cele kampanii to: podniesienie wiedzy Polaków Irlandii na temat samorządności lokalnej i naszych praw, rejestracja w spisie wyborców i udział w wyborach. Kampania będzie realizowana dzięki możliwościom informacyjnym, lokalowym i medialnym uczestników Forum Polonia. Szkolenia dotyczące rejestracji i głosowania będą prowadzić wyszkoleni przez Dublin City Council polscy trenerzy- uczestnicy Forum. Wiele osób zaoferowało bezcenną pomoc w realizacji projektu. Lokal w Dublinie udostępnią Korpusy Pokoju i mamy nadzieję, że Dom Polski. Już na przyszłym spotkaniu Forum Polonia zostaną przeszkoleni uczestnicy. Forum ma nadzieję, że inne city i county coucil wykorzystają projekt DCC. Zaprasza też zainteresowanych Polaków w Irlandii, aby zaangażowali się w kampanię profrekwencyjną.

Forum Polonia wspiera liczne projekty m.in. polski klub Toastmasters i Szkołę Liderów, Kampanię Mama Tata…and Myself”, grupę artystyczną Foka i inne.

Informacje na temat Forum Polonia oraz realizowanych projektów znajdziesz na www.forumpolonia.org. Aby poinformować o swoim projekcie lub dołączyć się do wspólnej pracy wyślij e-mail na adres umieszczony na stronie: www.forumpolonia.org/kontakt/

niedziela, 14 września 2008

V Rozmowy (nie)Kontrolowane

13 września, jak zwykle w sobotę, w pubie Franciscan Well Brewery przy North Mall w Cork miały miejsce V Rozmowy (nie)Kontrolowane.
/Na zdjęciu powyżej: część z uczestników V Rozmów..."/
Tym razem spotkanie miało charakter czysto towarzyski, bez udziału tzw. Gości Specjalnych, którzy ponownie wezmą udział w kolejnych, VI "Rozmowach...". Nasze spotkanie jak zwykle przebiegło w sympatycznej atmosferze. Dyskutowaliśmy praktycznie o wszystkim: tj. nauce, szczególnie - o Wielkim Zderzaczu Hadronów, sporcie - ale tym czynnie uprawianym przez uczestników "Rozmów...", o polonijnych wydarzeniach w Cork - tych przeszłych - i przyszłych, itd, itp.

Cztery godziny naszego spotkania minęło praktycznie nie wiadomo kiedy ;-)

sobota, 13 września 2008

VIII wizyta w Polsce (10): Orange: nowa nazwa, stare numery...

Jak czytamy na stronie Orange (operator sieci komórkowej): "Na polskim rynku Orange pojawił się jesienią 2005 r., zastępując popularną Ideę". Wg mnie - zmieniła się tylko nazwa...

Będąc w Polsce używam telefonu "na kartę" właśnie w tej sieci. I ostatnio spotkała mnie interesująca "przygoda" związana z tym operatorem. Dodam: przygoda nie pierwsza, ale już raczej ostatnia...

Mianowicie - dostałem od tej sieci sms-a (pomijam już fakt, że praktycznie codziennie przesyłali mi jakiś reklamowy spam) o treści: "POP ma 10 lat! Dlatego mamy dla Ciebie Prezent. Do 14.09 wyślij SMSem niewykorzystany 14cyfrowy kod doładowania 50zł na nr 880 a dostaniesz 25zl gratis do Orange". Mam w swoich kontaktach sporo osób także posiadających telefon w tej sieci, więc - postąpiłem zgodnie z ofertą. Natychmiast po doładowaniu dostałem zwrotnego sms-a: "Przepraszamy ale promocja nie jest dostępna w Twojej ofercie. Stan Twojego konta został uaktualniony zgodnie z wartością dokonanego doładowania".

Ręce opadają. Skoro "promocja nie jest dostępna w mojej ofercie", to po jaką cholerę mi się tę ofertę przesyła, pisząc: "mamy dla Ciebie Prezent" i namawiając mnie na wydanie pieniędzy?

Już z czystej ciekawości dzwonię z tym pytaniem do biura obsługi klienta (połączenie oczywiście jest PŁATNE). Gdzieś po kwadransie udaje mi się porozmawiać z człowiekiem, zamiast z maszyną. Pytam więc - jak to jest? Pan po drugiej stronie po mozolnym sprawdzaniu w końcu oznajmia - że, no, skoro taką ofertę dostałem to mam prawo z niej skorzystać, i że on właśnie doładował mi konto, co mogę sprawdzić dzwoniąc na *500. Dzwonię na podany numer. Konto oczywiście nie jest doładowane, ba - jego stan jest niższy przez rozmowę z tymże biurem obsługi klienta....

Wiedziony rosnącą ciekawością, jak z tego Orange wybrnie tym razem, ponownie dzwonię do tegoż biura. Po kolejnym kwadransie - odbiera pani. Wyłuszczam ponownie całą sprawę. Pani stwierdza, że doładowanie jest na "koncie promocyjnym" (?!), i że stan tegoż konta mogę sprawdzić wysyłając sms-a na nr 1550. Wysyłam. W odpowiedzi dostaję info, że pozostało mi 24,85 zł (z tych 25, bo przecież za sms-a też musiałem zapłacić) które muszę wykorzystać w ciągu tygodnia.

Jak widać, profesjonalizm w każdym calu. Przysyłają mi ofertę, z której nie mogę skorzystać, a kiedy jednak okazuje się że mogę - to muszę tracić czas na razgawory z pracownikami Orange, za które to rozmowy płacę z własnej kieszeni.

Dodam, że wcześniej przez ładnych parę lat korzystałem z usług tej sieci, i o różnych historiach z tym związanych (jak np., co najbardziej dotkliwie odczułem - utracie numeru który miałem przez kilka lat - przy przechodzeniu z jednej oferty na inną, pomimo solennych zapewnień pracowników (wtedy Idei) - że tak się nie stanie, itd, itp.) mógłbym napisać sążnisty referat...

No cóż, do tej pory wydawało mi się, że jestem po prostu lojalnym klientem, ale teraz patrząc z perspektywy czasu - wychodzi na to, że jestem masochistą ;-) Przy następnej wizycie w Polsce - pozostanę chyba przy irlandzkim numerze telefonu, tym bardziej - że ceny za roaming ciągle spadają...

A tak na marginesie: dzisiaj wracam do Cork.

piątek, 12 września 2008

VIII wizyta w Polsce (9): świat z kartonu

Będąc dzisiaj w pasażu Galerii Krakowskiej (to duże centrum handlowe tuż przy dworcu PKP w centrum Krakowa) natknąłem się na interesującą wystawę: Mechaniczny Świat Kartonu.

/Na zdjęciu obok: fragment wystawy Mechaniczny Świat Kartonu w Galerii Krakowskiej/

Autorem wystawy jest
Bernard Lagneau (ur. 1937), a sama wystawa była już pokazywana w 80 miejscach na świecie. Wystawa w Galerii Krakowskiej - to pierwsza ekspozycja Mechanicznego Światu Kartonu w Polsce.

Mechaniczne
Światy Kartonów tworzone przez artystę od 1970 roku to instalacje czasem przekraczające długość 100 metrów i osiągające wysokość kilku metrów, złożone z kół i pasów z tektury falistej i napędzane silnikami elektrycznymi. Każda taka instalacja jest niepowtarzalna (chociaż jest składana z tych samych elementów).

czwartek, 11 września 2008

VIII wizyta w Polsce (8): łowca smaków

Większość Polaków w Irlandii zdążyła już poznać smak chipsów o smaku... octu ;-) Ale, Polacy nie gęsi, i swoje chipsy mają...

Nie mniejszym kulinarnym wstrząsem jak ww. octowe chipsy, były dla mnie nasze chipsy z serii "Cztery Pory Roku" o swojskim smaku... "jesiennych prawdziwków w śmietanie" ;-)

Ba, napotkałem (ale jeszcze nie spróbowałem) chipsy o smaku... piwa ;-)

/Na zdjęciu: po lewej - polskie chipsy o smaku grzybów w śmietanie, po prawej - "octowe" chipsy irlandzkie/

środa, 10 września 2008

VIII wizyta w Polsce (7): koniec osiedlowych sklepików?

Na tydzień przed moim przyjazdem do Krakowa, na moim osiedlu zakończył działalność przed - ostatni osiedlowy sklepik, tym razem - z prasą.

/Na zdjęciu: koniec działalności mojego osiedlowego sklepiku z prasą.../
Obecnie mieszkam na dość "starym" krakowskim osiedlu, ale w jego nowej części. Kiedy się tam wprowadzałem na początku 2002 roku, stało tam raptem parę nowych bloków, za to natychmiast rozpoczęły działalność: sklep warzywniczy, minimarket, pizzeria, kwiaciarnia i sklepik z prasą. Teraz bloków stoi pięć razy więcej, ale ze sklepów istnieje tylko minimarket. Pierwsza padła pizzeria, wkrótce po niej - kwiaciarnia, następnie "warzywniak", a teraz - sklepik z prasą...

Czy to dlatego, że parę przystanków dalej - jest całodobowe Tesco?

wtorek, 9 września 2008

VIII wizyta w Polsce (6): przewodniki po Irlandii

Wybrałem się do Empik-u przy krakowskim Rynku, żeby m.in. ewentualnie zakupić kolejny przewodnik po Irlandii ;-)

/Na zdjęciu: półki z przewodnikami po Irlandii w krakowskim Empik-u/
No i - co za dużo to niezdrowo: przewodników po Wyspie znalazłem aż dwie półki, wiec - nie wybrałem żadnego. Chyba poprzestanę na tych czterech, które mam.

Ale jak widać, jest popyt...

poniedziałek, 8 września 2008

VIII wizyta w Polsce (5): Kraków wrogi

"Kraków wrogi dla turystów (i mieszkańców)" - donosi "Gazeta w Krakowie", punktując widoczne na każdym kroku niedociągnięcia i zwyczajne niechlujstwo.

/Powyżej: fragment artykułu o prawdziwej stronie Krakowa.../

"Nie zaniedbujmy turystów z Polski! - m.in. apeluje autor artykułu, prof. Andrzej Jajszczyk. Zapatrzeni w gości z zagranicy zapominamy, że często traktują oni Kraków jako miejsce tranzytowe w drodze do Oświęcimia czy Wieliczki. Zabytki i miejsca, z których tak jesteśmy dumni, są najważniejsze dla Polaków, jako świadkowie naszej wspólnej historii. Dla cudzoziemców są to jedne z bardzo wielu zabytkowych obiektów, których często lepsze i bogatsze wersje można znaleźć we Włoszech, Hiszpanii czy Francji. Dla nich bardziej liczy się atmosfera i magia miejsca oraz jakość usług. Polacy przyjadą zawsze, o ile przełkną mordercze ceny hoteli, posiłków czy biletów wstępu. Już teraz rodzinny tydzień w Atenach czy Barcelonie może być tańszy niż pobyt w Krakowie."

Pisałem już o cenach za przejazd taksówką. Z kolei autor artykułu stwierdza: "Te (taksówki - dopisek mój, P.S.) zawsze są dla mnie testem kraju, do którego przyjeżdżam. Gdy są absurdalnie drogie czy gdy nigdy nie mogę być pewien ile zapłacę za kurs tą samą trasą, wiem, że jestem w kraju trzeciego świata. Takie wrażenie wynosi wielu odwiedzających nasze miasto."

Ale, jak pisze autor : "najgorszy jest zwyczajny brud. Niemyte tygodniami chodniki, ślady po gumach do żucia, zaśmiecone i zaniedbane trawniki"...

I, niestety, trzeba się z autorem zgodzić...

niedziela, 7 września 2008

VIII wizyta w Polsce (4): jamniki pod Barbakanem

Dzisiaj znowu wybrałem się na krakowski Rynek aby m.in. obejrzeć Marsz Jamników ;-)
/Na zdjęciu powyżej: jamnik w tradycyjnym krakowskim stroju/
Punktualnie o godz. 12.00, na dźwięk hejnału z Wieży Mariackiej, uczestnicy marszu przeszli spod Barbakanu pod Ratusz na Rynku Głównym, gdzie jury wyłoniło czworonogich zwycięzców.

sobota, 6 września 2008

VIII wizyta w Polsce (3): Matejko na Rynku

W Krakowie trwają intensywne przygotowania do obchodów 325 rocznicy Victorii Wiedeńskiej.

Z tej okazji na Rynku Głównym pojawiła się reprodukcja w skali 1:1 obrazu Jana Matejki „Jan III Sobieski wysyła wiadomość o zwycięstwie papieżowi Innocentemu XI”. Oryginał znajduje się w zbiorach Muzeum Watykańskiego.
/Na zdjęciu: stoję przed reprodukcją obrazu Matejki ustawioną przed Sukiennicami/
Wojska polsko-austriacko-niemieckie pod dowództwem Jana III Sobieskiego zadały Turcji klęskę, po której ten kraj nie wrócił już do dawnej świetności militarnej i stracił swoje znaczenie polityczne.

Z drugiej strony - Turcja była jedynym państwem, które nie uznało rozbioru Polski. Jak wieść niesie, kiedy w Turcji obradowali przedstawiciele innych państw europejskich, przy stole zawsze stało jedno puste krzesło "dla posła z Lechistanu"...

piątek, 5 września 2008

VIII wizyta w Polsce (2): tyle słońca w całym mieście

Z chłodnego i deszczowego Cork trafiłem do upalnego i słonecznego Krakowa. Pewnie zanim się aklimatyzuję, trzeba będzie się pakować z powrotem, niemniej - na razie radzę sobie jak mogę, pochłaniając mnóstwo napoi.

Na zdjęciu obok wytwór polskiej myśli, hm - gastronomicznej (?) jaki nabyłem w jedynym sklepie na moim osiedlu, który jeszcze działa (o tym napiszę później), czyli: woda mineralna "Piwniczanka" i napój "Polo Cola".

"Piwniczanka" smakuje tak, jak się nazywa, za to napój "Polo Cola" obudził moje mgliste wspomnienia z dzieciństwa, gdzie zamiast imperialistycznej "Coca-Coli" - mogliśmy do woli raczyć się słuszną ideologicznie "Polo-Coktą" ;-)

środa, 3 września 2008

VIII wizyta w Polsce (1): drożej niż w Londynie

Na 10 dni przyleciałem do Polski. Pierwsze wrażenia? Cenowy szok: tak drogo jeszcze nie było...

W Cork za taksówkę na lotnisko płacę równowartość niespełna półtorej godziny pracy - przy przeciętnej irlandzkiej placy. Ta sama trasa w Krakowie, przy tej samej odległości, kosztuje już równowartość dobrej polskiej dniówki.
/Powyżej: symbol akcji Gazety w Krakowie: "Przegrane lato Krakowa"/
Nic wiec dziwnego, ze w tym roku turyści ominęli Kraków szerokim łukiem. Lokalna prasa bije na alarm, pytając: "czy Kraków, w którym kawę pije się drożej niż w Paryżu, a taksówka kosztuje więcej niż w Londynie, ma jeszcze szanse na turystyczny boom i frekwencyjny sukces?" (...)Jeszcze zatęsknimy za amatorami tanich wieczorków kawalerskich z Anglii" - czytam w dzisiejszej "Gazecie w Krakowie"...