wtorek, 29 września 2009

Karpackie podbija Irlandię

Jakie jest obecnie najpopularniejsze polskie piwo w Irlandii? Nie, nie żadne tam przereklamowane Tyskie czy inny Lech. Obecnie przebojem wdarło się na irlandzki rynek piwo "Karpackie".

Nie znalem tego piwa wcześniej, nie widziałem go podczas moich wizyt w Polsce - albo po prostu nie zwróciłem na nie uwagi. Po raz pierwszy zetknąłem się z nim parę miesięcy temu w Cork - będąc mimowolnym świadkiem gdy kilku rodowitych Irlandczyków, z charakterystycznym cork-owskim akcentem, popijało sobie to piwko w tzw. miejscu publicznym.

Początkowo jakoś podświadomie w ogóle odrzuciłem możliwość, że mogła to być polska marka. Irlandczycy piją piwa z całego świata, ale umówmy się - polskie piwa, reprezentowane w Irlandii przez wymienione już Tyskie i Lech, generalnie raczej omijają z daleka (chociaż wyjątki się zapewne zdarzają). Jakoś tak sobie zasugerowałem, że nazwa jest tylko podobna do polskiej, tak jak - pomijając kompletnie różną branżę, taki dajmy na to Swarovski - który chociaż brzmi "polsko", to z Polską nic wspólnego nie ma (no, może poza kilkoma butikami).

Niemniej, gdzieś po tygodniu natknąłem się na kolejnych autochtonów z puszką "Karpackiego" w garści, później na kolejnych, potem znowu...

W końcu postanowiłem sprawdzić, wbijając w google stosowne frazy, aby z trzech pierwszych wyników dowiedzieć się, że wskutek swojej ceny - 4 puszki za 5 euro - sprzedaż Karpackiego w Irlandii rośnie w błyskawicznym tempie. I to beż żadnej reklamy, jak to miało miejsce np. w przypadku Tyskiego.

No dobrze, jest tanie, a jak smakuje? Udałem się do sklepu off licence na rogu (czyli odpowiednika polskiego "monopolowego") w celu nabycia drogą kupna tegoż piwa. Cena za 1 puszkę: 1,39 euro, czyli najniższa półka cenowa. Być może gdzie indziej, w większych sklepach, jest jeszcze taniej. A smak? Jak za tę cenę - bardzo dobry. No to mamy tajemnicę sukcesu: niska cena, dobry smak - i okazuje się że można sobie radzić bez reklamy.

Chociaż czy bez? W końcu najlepiej polskie piwo reklamują w Irlandii sami Irlandczycy - po prostu je kupując ;-)

poniedziałek, 28 września 2009

Siwy Dym

W Irlandii ukazał się pierwszy numer gazety "Siwy Dym", wydawany przez nieformalne polonijne towarzystwo turystyczne z Dublina, znane pod tą samą nazwą.

/Obok: okładka pierwszego numeru "Siwego Dymu"/

Gazeta jest bezpłatna, liczy 8 stron, wydana jest na dobrej jakości papierze. Możemy w niej przeczytać o historii powstania grupy turystycznej "Siwy Dym", o podróżach członków grupy oraz obejrzeć świetne zdjęcia z wycieczek.

Częstotliwość wydawania gazety jest nieznana, czytamy wręcz: "redakcja nie daje żadnej gwarancji na to, że następny numer się ukaże - ale się postara" - niemniej, ja trzymam kciuki ;-)

Jak mówi Andrzej Lichy z grupy "Siwy Dym": "Jesteśmy nieformalną (w sensie prawnym) grupą osób polskiego pochodzenia o podobnych zainteresowaniach i pasjach, którymi są podróże, wiedza o świecie, ludziach, kulturach, obyczajach itp. Chodzimy aktywnie po górach, pływamy po morzach, wspinamy się itp. (oczywiście nie wszyscy).

Własnym nakładem środków, bez innego finansowania, podróżujemy, wymieniamy się swoimi doświadczeniami, organizujemy wieczorki podróżniczo - krajoznawcze a obecnie wydaliśmy pierwszy numer własnej gazetki, której niewielki nakład trafia m.in za pośrednictwem nas samych oraz Polskiego Ośrodka Społeczno - Kulturalnego do rąk potencjalnych czytelników. Całe to przedsięwzięcie doskonale nas bawi. Wcześniej troszkę publikowaliśmy w Polskim Expressie.

Nasze podróże zaczęły się około 4 lat temu po Irlandii (którą już dość dobrze znamy), potem po Europie, a nieliczni z nas wprawdzie - po całym świecie (dosłownie po wszystkich kontynentach). W numerze 1 było o Antarktydzie. W opracowaniu mamy drugi numer który powinien ukazać się w przeciągu miesiąca. Jesteśmy otwarci na ludzi z inicjatywą i podobnymi zainteresowaniami.
"

niedziela, 27 września 2009

MyCork: Warsztaty Rękodzieła. Figurki z masy solnej.

W niedzielę, 27 września b.r., jak co tydzień miały miejsce kolejne Warsztaty Rękodzieła organizowane przez Stowarzyszenie MyCork. Tym razem wykonywaliśmy figurki z masy solnej.

/Na zdjęciu: m.in. świeżo wykonane przeze mnie jeże i sowa - robiłem to pierwszy raz w życiu, więc liczę na wyrozumiałość ;-)/

Udział w "Warsztatach..." to świetna zabawa, możliwość nauczenia się nowych rzeczy - a przede wszystkim wsparcie szlachetnego celu: wszystkie wyroby powstałe podczas warsztatów zostaną sprzedane na kiermaszu w trakcie Festiwalu Kultury Polskiej - również organizowanego przez MyCork, a dochód ze sprzedaży zostanie przekazany dla Society of Saint Vincent De Paul w Cork.

Stowarzyszenie MyCork zaprasza wszystkich zainteresowanych na kolejne warsztaty, które będą miały miejsce w każdą niedzielę, do 8 listopada włącznie, w godz. 14.00 - 17.00, w siedzibie NASC przy 35 Mary Street w Cork. Udział w zajęciach jest bezpłatny i wszystkie potrzebne materiały będą na miejscu.

sobota, 26 września 2009

XXV Rozmowy (nie)Kontrolowane

W sobotę, 26 września b.r., w pubie Slate w Cork, miały miejsce XXV "Rozmowy (nie)Kontrolowane" organizowane przez Stowarzyszenie MyCork .

Gościem Specjalnym "Rozmów..." była p. Monika Nowakowska (na zdjęciu obok), dziennikarka, rzeczniczka prasowa MyCork, organizatorka polonijnych spotkań i koncertów polskich zespołów, koordynatorka Festiwalu Kultury Polskiej.

Kilka słów o naszym Gościu:

Monika Nowakowska, urodzona w Krakowie (1975), absolwentka Technikum Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa oraz Studium Dziennikarskiego pod patronatem Polskiego Stowarzyszenia Prasy Lokalnej i kilku pomniejszych kursów zarówno w Krakowie, jak i Cork. W wolnych chwilach społecznik i turystka, zakochana w Beskidzie Żywieckim.

W Irlandii mieszka od ponad pięciu lat.

W Krakowie zawodowo związana była głównie ze sztuką ludową i turystyką, od czasu do czasu ocierając się o świat polskich artystów i arystokratów, wielbicielka Jazz Rock Cafe.

W Cork oprócz zarabiania na życie, związana przede wszystkim ze Stowarzyszeniem My Cork.

Pomysłodawczyni legendarnych „Babskich spotkań”, współorganizowała pierwszy w Cork finał WOŚP, koordynowała też pierwszy w Cork Festiwal Kultury Polskiej w roku 2007, zorganizowała parę imprez dla Polonii w Cork i koncerty zespołu Proletaryat, Homo Twist, Habakuk. Dziennikarka prasy polonijnej - i irlandzkiej.

Członek Zarządu MyCork, pełni funkcję rzecznika prasowego i zajmuje się reklamami, obecnie pracuje również nad trzecią edycją polskiego Festiwalu Kultury Polskiej w Cork.

/Na zdjęciu: uczestnicy XXV "Rozmów..."/

Julia w porcie w Cork

Dzisiaj ok. 9.00 rano za moim oknem rozległ się donośny głos okrętowej syreny. Wyjrzałem i zobaczyłem prom o wdzięcznej nazwie "Julia".

/Na zdjęciu: aktualny widok z mojego okna na port, gdzie cumuje "Julia"/

"Julia" to prom pasażerski i towarowy łączący Swansea w Walii z Cork w Irlandii. Poprzedni prom został wycofany z tej trasy w 2006 r., z kolei "Julia" rozpocznie regularne kursy od 1 marca 2010 r. Na razie prom zacumował w Cork gdzie można go obejrzeć i - zainwestować w firmę która nim zarządza, kupując akcje (po 10 tys. euro) lub obligacje (po 50 tys. euro).

piątek, 25 września 2009

Irlandzka zielona jesień

Jako świeżo upieczony cyklista - rozpocząłem rowerową eksplorację Cork ;-)

/Na zdjęciu: Centre Park Road/

Ponownie "odkrywam" m.in. takie uliczki - jak ta powyżej. Jak widać, w Irlandii też mamy jesień, tyle że bardziej na zielono ;-) Przekonałem się też natychmiast do konieczności posiadania przerzutek, wcześniej, jako posiadacz Wigry 2, niczego takiego nie używałem, ale jednak w Cork jest to niezbędne. Jest tutaj z reguły albo pod górkę, albo z górki, chociaż mam wrażenie że jednak ciągle pod górkę, stąd bez przerzutek daleko bym nie zajechał. A tak - codziennie po parę kilometrów robię.

Skromnie na razie, ale nie od razu Corcaigh zbudowano ;-)

czwartek, 24 września 2009

MyCork: spotkanie Zarządu Stowarzyszenia

We wtorek, 22 września b.r., miało miejsce spotkanie członków Zarządu Stowarzyszenia MyCork - poświęcone omówieniu szeregu spraw bieżących.

/Na zdjęciu: uczestnicy spotkania/

W spotkaniu wzięli udział także przedstawiciele administracji oraz redakcji MyCork. W trakcie spotkania poruszyliśmy m.in. kwestie związane z organizacją Festiwalu Kultury Polskiej, zagadnienia dotyczące moderacji na forum oraz omówiliśmy funkcjonowanie redakcji portalu.

wtorek, 22 września 2009

Bounty w Cobh

Od 18 do 21 września b.r. w porcie w Cobh cumował "Bounty", replika HMS Bounty z XVIII w. który przeszedł do historii po buncie marynarzy 28 kwietnia 1789 r.

/Na zdjęciu: stoję przed okrętem żaglowym "Bounty"/

Dzisiejszy okręt żaglowy "Bounty" został zbudowany w 1960 r. na wzór swojego słynnego poprzednika. Przy jego budowie korzystano z oryginalnych rysunków jakich użyto przy budowie pierwszego statku, a które wciążprzechowywane w brytyjskich archiwach.

Statek powstał na zamówienie wytwórni MGM do filmu "Bunt na Bounty", amerykańskiego obrazu fabularnego z 1962 roku, gdzie główną rolę grał Marlon Brando. Jest w tym filmie także polski akcent, bowiem muzykę do niego skomponował Bronisław Kaper, pierwszy Polak nagrodzony Oscarem.

Po filmie i trasie promującej wytwórnię filmową MGM, "Bounty" został zakotwiczony w Petersburgu, gdzie stanowił stałą atrakcję turystyczną aż do połowy lat 80-tych ub.w. W 1986 r. Ted Turner nabył prawa do filmoteki MGM a wraz z nimi - do statku "Bounty", którego używał m.in. do promocji swoich przedsięwzięć. w 1993 r. przekazał statek dla Fall River Chamber Foundation, fundacji która używała statku do celów edukacyjnych. W 2001 r. statek odkupiła od fundacji HMS Bounty Organization LLC. Po remoncie, statek jest ponownie używany do celów edukacyjnych.

MyCork: Warsztaty Rękodzieła. Decoupage.

W niedzielę, 20 września b.r., miały miejsce kolejne Warsztaty Rękodzieła organizowane przez Stowarzyszenie MyCork. Tym razem uczestnicy warsztatów wykonywali obrazki na desce metodą decoupage.

/Na zdjęciu: prowadząca warsztaty Anna Strzelecka/

Zajęcia poprowadziła Anna Strzelecka, która również zasponsorowała wszystkie niezbędne do pracy materiały.

/Na zdjęciu: suszące się prace wykonane podczas warsztatów/

Stowarzyszenie MyCork zaprasza wszystkich zainteresowanych na kolejne warsztaty, które będą miały miejsce w każdą niedzielę, do 8 listopada włącznie, w godz. 14.00 - 17.00, w siedzibie NASC przy 35 Mary Street w Cork. Na najbliższych warsztatach, w niedzielę 27 września b.r., uczestnicy będą mogli nauczyć się wykonywać figurki z masy solnej. Udział w zajęciach jest bezpłatny i wszystkie potrzebne materiały będą na miejscu.

Wszystkie wyroby powstałe podczas warsztatów zostaną sprzedane na kiermaszu w trakcie Festiwalu Kultury Polskiej - również organizowanego przez MyCork, a dochód ze sprzedaży zostanie przekazany dla Society of Saint Vincent De Paul w Cork.

niedziela, 20 września 2009

Enable Ireland

W tej chwili na ulicach Cork młodzież szkolna kwestuje na rzecz Enable Ireland, organizacji która pomaga osobom niepełnosprawnym.

Za drobny datek - do mojej "kolekcji" trafił kolejny znaczek irlandzkiej organizacji dobroczynnej.

sobota, 19 września 2009

Zostałem cyklistą ;-)

Nabyłem drogą kupna, aczkolwiek z drugiej ręki, rower. A właściwie - ROIwer*, bo taką mu nadałem nazwę ;-)

/Na zdjęciu: ROIwer, chwilę po zakupie. Już nie ma tych naklejek, dzięki czemu wygląda dostojniej ;-)/

Pierwszy i jedyny rower jaki miałem przed ROIwerem to kultowy Wigry 2, który dostałem od Rodziców w pierwszej klasie szkoły podstawowej i który intensywnie użytkowałem aż do chwili gdy na bodajże 15 urodziny otrzymałem równie kultowy motorower Ogar 200. Tak czy owak, po raz ostatni na rowerze jeździłem niemal 25 lat temu - z małą przerwą na parogodzinną przejażdżkę po Inishmore - jednej z Wysp Aran. Niemniej, do jednośladów zawsze czułem sentyment.

No i - stało się. Nabyłem ROIwera ;-) Odkupiłem go od kolegi, rowerowego maniaka, który co prawda trochę jeździ, ale jednak głównie składa, przerabia, itp. różnego rodzaju bicykle.

Po co mi ROIwer? No cóż, powód jest jeden, za to zasadniczy: przez 5 lat mieszkania na Zielonej Wyspie, przybyło mi parę kilo. Słowo "parę" traktujemy oczywiście umownie, z powodu paru kilo żaden facet nie zawracałby sobie głowy. Ponadto, co udowodniła mi pierwsza parokilometrowa przejażdżka kiedy "przyprowadzałem" ROIwera od kolegi do domu, moja kondycja jest, niestety, zerowa. Mam nadzieję że użytkowanie ROIwera pomoże mi uporać się z tymi problemami.

No cóż, kiedy się dobiega, tak jak ja, do 40-stki, no to niestety - jest to absolutnie ostatni dzwonek żeby coś ze sobą zacząć robić...

Poza tym - pisałem parę razy, że ulubionym pojazdem Rodaków na emigracji jest kupiony z drugiej ręki rower, więc aż wstyd, że sam do tej pory takowego nie posiadłem. No ale - od dzisiaj to się zmieniło ;-)


* ROIwer - czyli rower z Republic of Ireland ;-)

piątek, 18 września 2009

Mieszko: polska chałwa - z Turcji

Wczoraj, w jednym z tzw. "polskich sklepów" w Cork, nabyłem chałwę polskiej firmy o arcypolskiej nazwie "Mieszko". Jakież było moje zdziwienie gdy zauważyłem, że tę polską chałwą polska firma produkuje - w Turcji...

/Na zdjęciu: rzeczona chałwa firmy "Mieszko"/

/Na zdjęciu: odwrotna strona opakowania: jak widać, polska chałwa jest "produkowana" w Turcji.../

Na stronie www producenta czytamy: "Zakłady Przemysłu Cukierniczego Mieszko SA od 1993 roku produkują znane i lubiane słodycze, kontynuując chlubną, liczącą ponad pół wieku, tradycję cukiernictwa zakładów Ślązak i Raciborzanka. Od 1997 roku firma Mieszko notowana jest na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Inwestycje w latach 2000 - 2002 pozwoliły rozbudować i wyposażyć zakład w nowoczesne linie technologiczne. Obecnie Spółka dysponuje dwoma zakładami produkcyjnymi w Raciborzu i jednym w Warszawie, zatrudniając ok. 900 osób."

No, wszystko pięknie, ale gdzie Racibórz i Warszawa, a gdzie Turcja? Dlaczego polskie słodycze, i to polskie do głębi - są produkowane za granicą? Nazwa i tradycja - do czegoś przecież zobowiązują...

czwartek, 17 września 2009

Rafał A. Ziemkiewicz: "Michnikowszczyzna. Zapis choroby"

Właśnie skończyłem czytać książkę Rafała A. Ziemkiewicza: "Michnikowszczyzna. Zapis choroby". Świetna lektura.

Ze wstępu do książki: "Michnikowszczyzna - to nie tylko zespół głoszonych przez Michnika tez i postulowanych przez niego zachowań. To grono ludzi, współtworzących jego propagandową linię w "Wyborczej" i w innych, poddających się jej wpływowi mediach. To przede wszystkim liczne grono adresatów tej propagandy, związanych z Michnikiem emocjonalnie w stopniu nie mniejszym, niż wykpiwane na salonach moherowe babcie przepojone są podziwem dla księdza Rydzyka. To rzesza polskich inteligentów i jeszcze liczniejsza - półinteligentów, którzy ulegli graniczącemu z amokiem uwielbieniu dla redaktora naczelnego "Wyborczej" jako wyroczni etycznej, politycznej i intelektualnej".

Ta książka, podobnie jak "Polactwo" tego samego autora, to wg mnie lektura obowiązkowa dla wszystkich interesujących się, nazwijmy to - "historią najnowszą" naszego kraju, pomimo ze nie jest to książka historyczna. Ziemkiewicz jest publicystą bardzo sprawnym, pisze ciekawie i chłodno analizuje fakty z jednej strony powszechnie znane, ale z drugiej - jakby wyparte z naszej świadomości, zachowując przy tym wg mnie całkowity obiektywizm.

Na marginesie: przeczytałem też kilka tekstów polemicznych do tej książki - pisanych oczywiście przez dziennikarzy GW - i jednak wg mnie Ziemkiewicz wychodzi z tej batalii obronną ręką. Z faktami bowiem jest trudno dyskutować...

Książka jest dostępna online, link podaję za Wikipedią, więc zakładam że autor sam umieścił w necie jej treść, względnie - dzieje się tak za jego zgodą: http://michnikowszczyzna.googlepages.com

środa, 16 września 2009

Nasza Ojczyzna straciła patriotę...

Wczoraj spotkałem się z moim kolegą, który przez trzy tygodnie był w Polsce. Nerwowo palił papierosa za papierosem (przed wyjazdem - nie palił) i klął na czym świat stoi...


Mój kolega przed wyjazdem na urlop był prawdziwym patriotą: kochał Ojczyznę i swoje rodzinne miasto, za Irlandią nie przepadał a Irlandczyków ledwie tolerował. Po trzech tygodniach pobytu w Polsce - diametralnie zmienił nastawienie: już wszystko mu się tutaj podoba, za to zdecydowanie nie chce wracać do Polski.

Co spowodowało taką gwałtowną przemianę? Zapewne całokształt o którym do końca nie chciał mówić, ale punktem kulminacyjnym była wizyta w polskim urzędzie skarbowym, gdzie kolega chciał zgłosić, że mieszka za granicą ale posiada w Polsce mieszkanie które wynajmuje najemcom za opłatą, w związku z czym chciałby - dla świętego spokoju - płacić od tego podatki. Oczywiście jego dobre chęci rozbiły się o mur biurokratycznych przeszkód jakie przed nim błyskawicznie spiętrzono, wskutek czego kolegę cholera wzięła, odwrócił się na pięcie - i wyszedł.

Oprócz tego wystąpił o świadectwo niekaralności - i nie mógł zrozumieć, dlaczego opłata skarbowa za wydanie przez państwowy urząd świstka papieru wynosi tyle, co dniówka pracownika hipermarketu?

Z kolei jego dziewczyna, Belgijka, rozpłakała się oglądając ponure blokowiska jednego z miast na Śląsku. "Jak ludzie mogą tak żyć?" - pytała. Przewrażliwiona jakaś ;-)

Nasi dzielni i znani już sołdaci na lotnisku w Pyrzowicach też nie próżnowali: prawdopodobnie nie pasowało im że ona, będąc obywatelką Belgii, wyrobiła sobie ID na którym przekraczała granicę, w belgijskiej ambasadzie w Irlandii. Prawdopodobnie, bo sołdaci oczywiście nie mieli zamiaru informować ich o powodach swojej decyzji, niemniej - przez pół godziny przetrzymali ich do wyjaśnienia. Z dokumentem wszystko oczywiście było w porządku. Czy padło grzecznościowe "przepraszam" lub "dziękuję" ze strony sołdatów? No skądże, niby dlaczego?

Mój kolega przez kilka lat mieszkania na emigracji zostawił w swojej pamięci nieco przekoloryzowany obraz pięknego rynku w swoim mieście, a zupełnie wyparł z pamięci powody, dla których wyjechał, a które to powody ciągle trwają, i zetknięcie z nimi dla osoby rozpieszczonej irlandzką rzeczywistością - nawet tą w dobie kryzysu - może być terapią szokową. Wskutek tego, mamy o kolejnego polskiego patriotę mniej, niestety...

Szkoda, bo Polska to naprawdę piękny kraj. Gdyby tylko nie było tak, jak jest...

Cork w 3D w Google Earth

Szukając pewnego miejsca w Cork za pomocą programu Google Earth, zobaczyłem pierwszy budynek umieszczony w tym programie w wersji trójwymiarowej. Jest nim Cork School of Music.

/Powyżej: The Cork School of Music w Google Earth/

Świetna rzecz, chociaż jedna jaskółka wiosny nie czyni, niemniej - szukając info w necie zauważyłem, że trwają prace nad kolejnymi budynkami w Cork. Po centrum Dublina możemy wirtualnie spacerować już od jakiegoś czasu, podobnie jak po Warszawie. W kilku innych polskich miastach, tak jak w Cork, w programie Google Earth na razie są widoczne pojedyncze budynki w 3D.

O programie Google Earth: http://pl.wikipedia.org/wiki/Google_Earth
Program bezpłatnie można pobrać tutaj: http://earth.google.com

poniedziałek, 14 września 2009

MyCork: Warsztaty Rękodzieła. Szycie toreb.

Wczoraj miały miejsce kolejne Warsztaty Rękodzieła organizowane przez Stowarzyszenie MyCork.

Wszystkie wyroby powstałe podczas warsztatów zostaną sprzedane na kiermaszu w trakcie Festiwalu Kultury Polskiej - również organizowanego przez MyCork, a dochód ze sprzedaży zostanie przekazany dla Society of Saint Vincent De Paul w Cork.

/Na zdjęciu: Monika Nowakowska, koordynatorka III Festiwalu Kultury Polskiej w Cork podczas pracy w trakcie wczorajszych warsztatów/

Tym razem uczestnicy Warsztatów Rękodzieła mogli spróbować swoich sił w szyciu ekologicznych toreb. To już kolejne spotkanie uczestników którzy poprzez udział w warsztatach chcą wesprzeć szlachetny cel. O pierwszych Warsztatach Rękodzieła pisałem TUTAJ.

Stowarzyszenie MyCork zaprasza wszystkich zainteresowanych na kolejne warsztaty, które będą miały miejsce w każdą niedzielę, do 8 listopada włącznie, w godz. 14.00 - 17.00, w siedzibie NASC przy 35 Mary Street w Cork. Udział w zajęciach jest bezpłatny i wszystkie potrzebne materiały będą na miejscu.

niedziela, 13 września 2009

Wieczór Poezji Adama Mickiewicza w Cork

W niedzielę, 13 września b.r., w kościele oo. Augustianów w Cork miał miejsce wieczór poezji śpiewanej, podczas którego mogliśmy wysłuchać wierszy Adama Mickiewicza. Ten poetyczny koncert został zorganizowany przez Stowarzyszenie MyCork.

/Na zdjęciu od lewej: Rita Mari Schaper i Ida Baj/

W trakcie tego artystycznego wieczoru dwie artystki z Polski: Ida Baj i Rita Mari Schaper przedstawiły program "Country of the Mind", w którym zaprezentowały wiersze Adama Mickiewicza w przekładzie Anity Dębskiej Jones na język angielski. Jak brzmiały wiersze naszego narodowego wieszcza śpiewane po angielsku przy akompaniamencie gitary? Rewelacyjnie!

Przed każdym utworem p. Ida Baj wprowadzała słuchaczy w nastrój, krótko opowiadając o okolicznościach powstania poszczególnych wierszy, a p. Rita Mari Schaper, mocnym, dźwięcznym głosem i rewelacyjną grą na gitarze zrobiła niesamowite wrażenie na publiczności.

Ida Baj jest Polką, nauczycielką języka angielskiego, która przy nauce języka korzysta m.in. z piosenek, wierszy, opowiadań i tańca. Rita Mari Schaper jest Niemką mieszkającą w Polsce, absolwentką Akademii Sztuki w Berlinie, m.in. zajmuje się muzyką, pisze teksty, wykonuje ilustracje.

Dzięki zorganizowaniu przez Stowarzyszenie MyCork tego wieczoru poezji w kościele, wysłuchała go chyba rekordowa ilość osób a niesamowita akustyka w połączeniu z podniosłym nastrojem sprawiły, że słuchacze z pewnością będą go długo wspominali.

Wstęp był bezpłatny - jak wszystkie wydarzenia organizowane przez MyCork.

sobota, 12 września 2009

Fotografie w Ballincollig

Przedwczoraj byłem m.in. w Ballincollig Shopping Centre. Można tam obejrzeć świetne zdjęcia z przed pół wieku, pochodzące z archiwum lokalnej popołudniówki "Evening Echo".

/Foto: wystawa w Ballincollig /

Wystawa jest tematycznie nieco podobna do "Echos Of The Past", która miała miejsce w marcu b.r. w Cork Vision Centre, na zdjęciach widzimy zatrzymane w kadrze ważne chwile lokalnej społeczności.

Ballincollig jest to niewielkie miasto w Irlandii, leżące 8 km na zachód od Cork.

piątek, 11 września 2009

Menele

Obserwowanie meneli jest interesujące. Co prawda zawsze jest to wybitnie antyestetyczne doznanie, ale podglądania świata do którego się nie należy (przynajmniej na razie) naprawdę potrafi być zajmujące.

/Na zdjęciu: menelstwo przed parkingiem Tesco/

Można oczywiście próbować podglądać i inny świat, czyli świat ludzi z wyższych kręgów do którego też nie należę, ale jednak zakazane twarze są ciekawsze od tych wypielęgnowanych, przynajmniej - dla mnie. No i - do meneli mam zdecydowanie łatwiejszy dostęp ;-)

Menele nie mają narodowości, oni są jak wielkie korporacje - ponadnarodowi, globalni wręcz. Oczywiście menelstwo różnych krajów włada różnymi lokalnymi narzeczami, niemniej ich wygląd, zachowanie, sposób życia, etc - jest zbliżony. Nawet twarze mają podobne...

czwartek, 10 września 2009

Otwarcie Dunnes Stores w Cork

Dzisiaj wydarzeniem dnia w Cork jest ponowne otwarcie sklepu Dunnes Stores przy Patrick Street.

/Na zdjęciu: stoję przed "nowym" Dunnes Stores przy Patrick Street./

Po trwającym 2 lata remoncie, a właściwie zbudowaniu od nowa, bo z poprzedniego sklepu został tylko fragment fasady (pisałem o tym TUTAJ) dzisiaj nastąpiło uroczyste otwarcie, połączone z "obchodami" 65 rocznicy otwarcia pierwszego sklepu z późniejszej sieci Dunnes Stores - właśnie przy przy Patrick Street w Cork.

Co prawda ten pierwszy sklep został otwarty 31 marca 1944 r., więc rocznica już jakby minęła, no ale - biznes to biznes. Było radio, sporo konkursów i tłumy ludzi. Kulminacja "obchodów" ma przypaść w najbliższą niedzielę.

1944 rok. Armii Czerwona przekracza przedwojenną wschodnią granicę Polski, II Korpus Polski zdobywa Monte Cassino, wybucha Powstanie Warszawskie... Powstaje też pierwszy Dunnes Stores w Irlandii, która nie bierze udziału w wojnie.

No cóż, historia różnie się toczy...

Nasza Klasa

Nasza-Klasa.pl służy nie tylko odnajdywaniu dawnych znajomych ze szkolnej ławki. To także dobry miernik upływającego czasu...

Właśnie się dowiedziałem z wpisu na NK, że mój kolega z klasy niedawno został dziadkiem. Ma 38 lat - i już dochował się wnuka. Czas nie stoi, czas ucieka, panta rhei...

Ja, obiektywnie rzecz biorąc, też już połowę mam za sobą, a i to jak dobrze pójdzie. W najlepszym razie jeszcze raz tyle - i chwatit. No i dobrze, nie ma co rozpaczać. Ludzie martwią się że kiedyś ich nie będzie, ale nie przejmują się, że kiedyś ich nie było. Jest w tym jakaś logika? Żadna. Śmierć to naturalna kolej rzeczy, a niektórzy nawet wierzą, że to początek czegoś nowego. Pewnie, że każdy z nas chciałby być zawsze młody, piękny i bogaty, ale z upływem czasu pozostaje samo "i". Szczególnie widać to po zdjęciach bliższych i dalszych znajomych na NK, rzecz jasna... Swoją drogą, ciekawe kiedy małolaty zaczną mi ustępować miejsca w autobusie?

Jest jeszcze jedna kwestia, która ledwie kilka lat temu nie miała znaczenia, a teraz - i owszem: internetowe profile osób których już nie ma wśród nas.. Wypadki chodzą po ludziach, a profile - zostają. Trochę to dziwne uczucie, prawda? Pół biedy, gdy człowiek jest pewny rychłej śmierci, wtedy zdąży jeszcze wszystko pokasować, ale najczęściej przychodzi to wówczas, kiedy się tego nie spodziewamy i zostawiamy po sobie takie niedokończone wirtualne pomniki.

"A kiedy przyjdzie także po mnie, Zegarmistrz Światła purpurowy, By mi zabełtać błękit w głowie, To będę jasny i gotowy." A przynajmniej - bardzo bym chciał...

No nic, gdybym bez uprzedzenia nie odzywał się na tym blogu przez parę dni, to wiecie, rozumiecie ;-)

poniedziałek, 7 września 2009

XIII wizyta w Polsce (14): z Krakowa do Cork

Wczoraj wieczorem wróciłem do Cork. Najpierw kolega odwiózł mnie do Pyrzowic, z Pyrzowic poleciałem Wizzair-em do Cork, krótka jazda taksówką - i jestem w domu ;-)

W Pyrzowicach drobne zgrzyty: najpierw jakiś sołdat przebrany za celnika przy kontroli osobistej ostrym tonem, zupełnie nieadekwatnym do sytuacji, zwraca ludziom uwagę, że nie mogą przekraczać czerwonej linii, którą sobie sołdaci tam wymalowali. Później, kiedy moje rzeczy wychodzą w plastikowej skrzynce z drugiej strony maszyny do prześwietlania podręcznego bagażu - stwierdzam brak jednego dokumentu który miałem w kieszeni i który włożyłem do skrzynki. Jest paszport, są drobne pieniądze, a tegoż dokumentu w postaci plastikowej karty - nie ma. Zniknęła, jak królik w kapeluszu prestidigitatora. Zaczynam się zastanawiać, czy na pewno ją tam położyłem, ale jestem pewien, że tak. Po chwili zwracam się z pytaniem do obsługujących maszynę sołdatów, czy taka sytuacja jest możliwa. Oczywiście - gwałtownie zaprzeczają. Zaraz jednak okazuje się, że mój dokument leży na podłodze tuż przy "wylocie" maszyny - po ich stronie. Jak to się stało, nie wiem. Żeby nie było nieporozumień: nie posądzam sołdatów o próbę zagarnięcia tegoż mojego dokumentu, który jest im tak potrzebny jak bałwanom upał. Po prostu - coś poszło nie tak, i to nie z mojej winy, bo skrzynki nie dotykałem. "Przepraszam" - oczywiście nie usłyszałem.

W czasie lotu śpię. Ląduję w Cork. Wreszcie chmury, deszcz, chłodno. Irlandia ;-) Jestem w domu.

niedziela, 6 września 2009

XIII wizyta w Polsce (13): Muzeum Lotnictwa Polskiego

Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie to miejsce wyjątkowe, nie tylko ze względu na zgromadzone tam eksponaty - ale i własną, fascynującą historię.

/Na zdjęciu: stoję przed TS-11 Iskra - samolotem szkolno-treningowym, pierwszą polską konstrukcją lotniczą napędzaną silnikiem odrzutowym./

Możemy obejrzeć tam samoloty od tych z początku naszego wieku - po niektóre będące nadal w użyciu.

Z ulotki jaką otrzymuje się przy kupnie biletu, dowiadujemy się że: "Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie to jedno z największych europejskich muzeów lotniczych i jedyna w Polsce placówka muzealna zajmująca się historią polskiego oraz światowego dziedzictwa lotniczego. (...) Zgromadzone eksponaty to ponad 200 samolotów, śmigłowców oraz imponująca kolekcja ponad 100 silników lotniczych to przegląd historii lotnictwa od czasów pionierskich z początku XX wieku do współczesności. Ekspozycja obejmuje także przeciwlotnicze zestawy rakietowe."

Muzeum mieści się na terenie dawnego lotniska wojskowego Rakowice-Czyżyny, powstałego w 1912 roku dla potrzeb lotnictwa Austro-Węgier. Było to jedno z najstarszych stałych lotnisk w Europie, a także pierwsze lotnisko niepodległej Polski. Samo muzeum zaczęło powstawać po zorganizowaniu w 1964 roku przez Aeroklub Krakowski dużej Wystawy Lotniczej, po zakończeniu której powstał Ośrodek Ekspozycji Sprzętu Lotniczego przy Aeroklubie Krakowskim. Po raz pierwszy nazwa "Muzeum Lotnictwa" zaistniała w 1967 r., kiedy ww. ośrodek został przejęty przez Naczelną Organizację Techniczną. W 1971 r. pieczę nad muzeum objęło Ministerstwo Komunikacji i nadało mu nową osobowość prawną.

Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie mieści się przy Al. Jana Pawła II 39.

sobota, 5 września 2009

XIII wizyta w Polsce (12): rzeźby z piasku

Od dzisiaj do 30 września b.r. w Centrum Handlowym M1 w Krakowie ma miejsce wystawa rzeźb z piasku. Co prawda dla mnie to drugi koniec miasta, ale - oczywiście pojechałem ;-)

/fot.: Krakowski akcent: Smok Wawelski i Szewczyk Dratewka ;-)/

Na wystawie swoje prace prezentują rzeźbiarze z Polski, Ukrainy, Litwy, Białorusi oraz Holandii. Artyści mają ponad 10 - letnie doświadczenie w tej sztuce, a ich prace były prezentowane na całym świecie. Wystawiono łącznie 12 prac, wykorzystując do tego celu ok. 150 ton piasku.

Przedwczoraj pisałem o wystawie "Armia Terakotowa" w innym centrum handlowym, tj. Galerii Krakowskiej. Bardzo się cieszę, że krakowskie centra handlowe starają się przyciągnąć klientów organizując tego typu wystawy - i czekam na więcej ;-)

piątek, 4 września 2009

XIII wizyta w Polsce (11): narzędzia tortur

Przy ul. Floriańskiej w Krakowie w jednej z kamienic znajduje się stała ekspozycja pt.: "Dawne narzędzia tortur".

Na tę wystawę zaprasza nas stojący przy ulicy "kat", kolejny kat - tym razem manekin - stoi przy wejściu do piwnicy w której znajduje się wystawa (na zdjęciu obok). Wstąpiłem tam w sumie dość przypadkowo ;-) W środku, w półmroku, prezentowanych jest kilkanaście średniowiecznych narzędzi jakie zbudowali ludzie po to, żeby zadawać cierpienie innym ludziom. Na brak pomysłowości w tej dziedzinie ludzkość przecież nigdy nie narzekała. Obok samych narzędzi znajduje się szczegółowy opis, w jaki sposób zadawano tortury.

czwartek, 3 września 2009

XIII wizyta w Polsce (10): Armia Terakotowa

Dzisiaj wybrałem się m.in. do Galerii Krakowskiej, gdzie od 1 do 27 września b.r. można obejrzeć repliki figur słynnej Armii Terakotowej, odnalezionej w grobowcu cesarza Qin Shi Huang.

/Foto: figury z wystawy w Galerii Krakowskiej/

Chińską armię terakotową cesarza Qin odkryto przypadkowo w 1974 r., od 1987 roku znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Składa się na nią 800 figur żołnierzy naturalnych rozmiarów, które zostały wykonane ok. 2200 lat temu. Terakotowa armia miała strzec cesarza i pomóc mu zdobyć władzę w życiu pozagrobowym.

Dla nieznających za bardzo Krakowa - Galeria Krakowska to duże centrum handlowe tuż przy dworcu PKP w centrum miasta, no ale - od czasu do czasu można rzeczywiście obejrzeć tam interesujące wystawy umieszczone w pasażu. O jednej z nich pisałem tutaj: "Świat z kartonu".

środa, 2 września 2009

XIII wizyta w Polsce (9): lekka torba listonosza i długi sen pocztowców

Wybrałem się na moją pocztę na jednym z krakowskich osiedli. Niewiele brakowało, żebym przysłowiowo pocałował klamkę. Ale nie dlatego, że przyszedłem za późno tylko - za wcześnie...

Dzień wcześniej dostałem awizo. Przyznaję, rano przez parę chwil nie było mnie w domu, ale na tym dokumencie była informacja, ze listonosz zostawił awizo o godzinie - która jeszcze nie nadeszła...

Podejrzewam, że aby się za bardzo nie obciążać, pan listonosz zamiast listów poleconych - roznosi same awiza, co już nie raz i nie dwa ludzie zauważyli tu i ówdzie. Torba listonosza od razu robi się lżejsza...

No, nic to. Poszedłem na pocztę po odbiór listu. Dobrze, że zaraz po południu, bo jak widać na załączonym obrazku - pracownicy tej mojej poczty też do pracy za wcześnie nie przychodzą...

wtorek, 1 września 2009

XIII wizyta w Polsce (8): polskie firmy tną koszty

W dzisiejszej "Gazecie Wyborczej" tekst o cięciu kosztów w polskich firmach.

W związku z kryzysem, polskie firmy tną koszty. Z reguły w sposób absurdalny i na oślep. Swoistym kuriozum jest fakt, że część polskich przedsiębiorców również tnie koszty - oczywiście zawsze odbija się to tylko i wyłącznie na pracownikach - pomimo że ich firm kryzys w żaden sposób nie dotknął. Wystarczy jednak słowo - klucz "kryzys", aby zmusić pracowników do stałego podnoszenia wydajności i pracy po godzinach bez należytego wynagrodzenia, na co z kolei pracownicy potulnie się zgadzają w obawie przed utratą pracy, bo przecież - jest kryzys.

Wielu ludzi ma obecnie zaciągnięte wysokie kredyty, które będą spłacać przez kilkadziesiąt lat, więc godzą się na coraz bardziej upokarzające traktowanie...