niedziela, 30 maja 2010

Dzień Dziecka w Millstreet

W niedzielę, 30 maja b.r., na zamku Drishane w Millstreet (hr. Cork) z okazji Dnia Dziecka miało miejsce szereg imprez rozrywkowych, także dla dorosłych ;-) Cały dochód z tego wydarzenia był przeznaczony na operację dla Kubusia, synka Polaków mieszkających w Irlandii, który urodził się bez oczu.

/Na zdjęciu: jedna z atrakcji Dnia Dziecka na zamku Drishane: balon na ogrzane powietrze/

Cel szlachetny, ponadto organizatorzy pomyśleli także o dorosłych, więc bez wahania wybrałem się tam. I, chociaż pogoda nie dopisała, było super. Skorzystałem m.in. z możliwości legalnego zdemolowania auta ;-) Aut było co najmniej dwa, obydwa "na chodzie". Po uiszczeniu drobnej opłaty, otrzymywało się okulary ochronne oraz ciężki młotek - i do dzieła ;-)

/Na zdjęciu: przygotowuję się do demolki ;-)/

Ponadto: można było zwiedzić zamkową wieżę, posłuchać koncertu, obejrzeć starsze samochody i traktory, zobaczyć zwierzęta - w tym osiołki z Donkey Sanctuary w Liscarroll, wziąć udział w szeregu gier zręcznościowych, obejrzeć motory polskich motocyklistów a także pokazy parolotniarzy, nabyć różnego rodzaju wyroby rękodzielnicze, itp., itd. Serwowano m.in. bigos i pieczone kiełbaski. Dzieciaki miały całe mnóstwo innych atrakcji ;-)

Jak wspomniałem na wstępie, cały dochód z tego wydarzenia był przeznaczony na operację dla Kubusia, synka Polaków mieszkających w Irlandii, który urodził się bez oczu. W grudniu ub.r. także Stowarzyszenie MyCork kwestowało na rzecz Kubusia, rozdając przed kościołem wigilijne "sianko", o tej akcji pisałem TUTAJ. O Kubusiu można przeczytać na stronie www.kubusnowak.com.

czwartek, 27 maja 2010

Bunratty

Bunratty to jedna z największych turystycznych atrakcji w hr. Limerick. Znajduje się tam świetnie zachowany XV-wieczny zamek, przy którym utworzono skansen odwzorowujący warunki życia mieszkańców Irlandii w XIX w.

/Na zdjęciu: stoję przed zamkiem w Bunratty/

Sam zamek to przykład typowej "mieszkalnej wieży". Wybudował go Sioda MacNamara w 1425 r. (na miejscu poprzednich zamków które uległy zniszczeniu) i jego stan jest zachowany do dzisiaj. Oczywiście był poddany renowacji w latach 50-tych XX w. Zamek był zamieszkały do początków XIX w., kiedy zamieszkująca go rodzina Studdart podjęła decyzję o przeniesieniu się do wygodniejszego domu, Bunratty House, który również znajduje się na terenie skansenu i jest udostępniony zwiedzającym.

/Na zdjęciu: stoję przed jedną z chat na terenie skansenu/

W skansenie odtworzono warunki życia zarówno na wsi jak i w mieście XIX-wiecznej Irlandii. Możemy zajrzeć do środka domów, obejrzeć młyny wodne, warsztat kowalski, itp. Zrekonstruowano także uliczkę miasta z pocztą, sklepami, szkołą i pubem.

Kilka moich zdjęć z Bunratty znajduje się tutaj: http://picasaweb.google.com/piotr.slotwinski/Bunratty.

poniedziałek, 24 maja 2010

XVI wizyta w Polsce (7): powrót do Cork

Dzisiaj wróciłem do Cork. Najpierw busem do Katowic - Pyrzowic, potem lot Wizzairem.

Standard, czyli puszczenie w skarpetkach, tworzenie ciżby, wpychanie się jakiś drobnych cwaniaczków do kolejki, itp. Tego typu "podróże" staram się przesypiać, w busie się udało, w samolocie już tak średnio, bo ktoś z tyłu uznał ze jest to dobry moment na obejrzenie filmu na laptopie. Problem w tym, że miał na laptopa ale na słuchawki już najwyraźniej zabrakło...

No ale, koniec końców, przyleciałem ;-)

niedziela, 23 maja 2010

XVI wizyta w Polsce (6): Jarosław

Na dwa dni wyjechałem z Krakowa. Byłem m.in. w Jarosławiu, w woj. podkarpackim, gdzie przez kilka godzin zwiedzałem miasto.

Zobaczyłem rynek i najbliższe okolice. Najbardziej podobała mi się Cerkiew pw. Przemienienia Pańskiego, czy też, jak jest napisane tam na tabliczce: "Sanktuarium Maryjne Kościoła Greckokatolickiego w Polsce". Cerkiew została wybudowana w latach 1717-1747, została przebudowana na początku XX w. Lubię sztukę sakralną, a cerkwie, jak wiadomo, słyną z ikon.

/Na zdjęciu: stoję przed Cerkwią Przemienienia Pańskiego w Jarosławiu/

W mieście sporo pomników i tablic upamiętniających ważne w życiu Jarosławia chwile. Jest tam nawet pomnik... Chrystusa Króla: nie jest to tradycyjna rzeźba Jezusa na krzyżu, ale postać władcy z insygniami królewskimi. Gdyby nie napis na cokole, wziąłbym ten pomnik za postać jednego z władców Polski.

Poza tym - dużo reklam i szyldów we wszystkich możliwych kolorach. Dla przykładu - na jednym kantorze naliczyłem ich aż pięć, oczywiście wszystkie reklamowały tylko ten kantor. W Krakowie już zrobiono porządek z taką radosną twórczością, mam nadzieje że dotrze to i do Jarosławia. Reklama jest co prawda dźwignią handlu, tyle że tam widać jest same dźwignie...

Dworzec PKP jaki zapamiętałem z wczesnego dzieciństwa, nieco się zmienił. Kiedyś stała tam palma i był dworcowy bar, teraz palmy nie ma a w miejsce baru znajduje się sklep z używaną odzieżą. W ogóle mieści się tam sporo różnych sklepików, biur i punktów usługowych, przez co teraz bardzie przypomina bazar, niż dworzec. No ale - pociągi jeszcze kursują, chociaż z każdym rokiem jest ich coraz mniej. Na tabliczce przy dworcu PKP i PKS znajduje się napis: "Trwały pomnik ludowej ojczyzny Dworzec PKP i PKS przekazany do użytku społeczeństwa w maju 1977 roku".

Obiad - w barze mlecznym "Smakosz". Cieszę się, że pomimo postępującej makdonaldyzacji są jeszcze takie czysto polskie gastronomiczne przybytki m.in. z rewelacyjnymi pierogami ruskimi ;-)

Kilka moich zdjęć z Jarosławia znajduje się tutaj: http://picasaweb.google.com/piotr.slotwinski/Jaroslaw.

sobota, 22 maja 2010

XVI wizyta w Polsce (5): AUSCHWITZWIELICZKA

Przy Placu Niepodległości w Krakowie znajduje się rzeźba Mirosława Bałki: jest to betonowe kryte przejście z wyciętym w stropie napisem "AUSCHWITZWIELICZKA".

/Powyżej: AUSCHWITZWIELICZKA/

Na tabliczce przytwierdzonej do pomnika czytamy: "Rzeźba Mirosława Bałki AUSCHWITZWIELICZKA przygotowana dla Festiwalu Sztuk wizualnych ArtBoom w 2009 roku jest pierwszą pracą artysty w Polsce na stałe zainstalowaną w przestrzeni publicznej.

Powstała wskutek osobistej refleksji oraz uważnej obserwacji zjawisk współczesnej kultury. Jedno z nich znalazło swoje odzwierciedlenie w ogłoszeniu krakowskiego biura turystycznego: "W ciągu ośmiu godzin będą państwo mieli możliwość zwiedzenia obozów zagłady Auschwitz i Birkenau, a następnie - przepięknych kopalń soli w Wieliczce, zwiedzanie których dostarcza wspaniałej rozrywki". Dla tych, którzy wybierają się na wycieczkę do Krakowa, Auschwitz i Wieliczka zdają zlewać się tu w jeden, "ośmiogodzinny pomnik" współczesnej kultury. AUSCHWITZWIELICZKA to nie tylko połączenie nazw tych miejsc. To również nowe słowo, dzięki któremu Bałce udaje się uchwycić i nazwać tę turystyczną, a w głębszym sensie także kulturową, postawę: pośpiechu w obsesyjnym poszukiwaniu wrażeń, "zaliczania atrakcji". Betonowa rzeźba ma 17 metrów długości, 3 metry wysokości, 2,5 metra szerokości i 35 ton wagi.(...)"

Lokalizacja rzeźby przy Placu Niepodległości jest tymczasowa, docelowo rzeźba ma znaleźć się przy ul. Lipskiej, gdzie ma powstać Muzeum Sztuki Współczesnej.

piątek, 21 maja 2010

XVI wizyta w Polsce (4): Bazylika Mariacka

Spacerując po krakowskim Rynku koniecznie trzeba wstąpić do Bazyliki Mariackiej.

Z wewnątrz bazylika prezentuje się jeszcze bardziej okazale niż na zewnątrz. Niestety, poza godzinami mszy tłumy turystów skutecznie uniemożliwiają choćby chwilę skupienia...

/Powyżej: krakowska Bazylika Mariacka/

czwartek, 20 maja 2010

XVI wizyta w Polsce (3): powrót do przeszłości

Zagrożenie powodziowe, przynajmniej na razie, dla Krakowa mija, więc dzisiaj słów kilka o jeździe tramwajem i zakupach w tesco ;-)

W tramwaju zauważyłem naklejoną w wagonie na oknie ulotkę, której treść wzbudziła moje zdumienie. Na tej ulotce czytamy: "Jeśli nie lubisz marznąć na przystankach zimą, a latem korzystać z sauny w tramwaju, kasuj bilet! Jeżeli nie kasujesz biletu gwarantujesz sobie powrót do przeszłości".

/Powyżej: ulotka rozklejana w krakowskich tramwajach/

Hm... Wrażenie powrotu do przeszłości to ja mam za każdym razem, kiedy jadę krakowskimi tramwajami, bowiem ich miejsce w zdecydowanej większości powinno być w jakimś motoryzacyjnym skansenie i to co najmniej od ćwierć wieku. No ale - ja kasuję bilety, więc co by było, gdybym nie kasował? W ogóle treść tej ulotki to jak dla mnie za wysoki poziom abstrakcji. Oczywiście domyślam się, że w mało zrozumiały sposób zachęca się nas do kasowania biletów - ale jednak spece od marketingu zatrudnieni w MPK z pewnością się nie popisali. W przeszłości siedząc w szkolnej ławce nie raz głowiłem się nad tym, "co poeta chciał przez to powiedzieć", ale myślałem że ten etap w swoim życiu mam już za sobą, a komunikaty to nie poezja: powinny być proste i czytelne...

Robiąc zakupy w tesco też zauważyłem pewną "marketingową" ciekawostkę: tuż pod tablicą informującą że na najbliższych półkach znajdziemy m.in. zdrową żywność - umieszczono stojak reklamujący... karmę dla psów. Kto wie, może i jest to zdrowsza żywność od tej którą z reguły możemy dostać w hipermarketach? Na marginesie: oprócz tej karmy na pierwszym planie mamy też chipsy. Nie wiedziałem, że są takie zdrowe ;-)

/Powyżej: karma dla psów tuż pod tablicą informującą o zdrowej żywności/

Ale najlepsze było dopiero przede mną ;-) Kończąc zakupy, tuż za kasami natknąłem się na miłą panią która poinformowała mnie, że jest teraz promocja firmy kosmetycznej o nazwie której nie potrafię powtórzyć, w każdym razie żadnej szerzej na pewno nie znanej, i że rozdają gratis szampony, po czym podała mi tubkę z tym szamponem. Przyjąłem, podziękowałem i chciałem pójść dalej, ale miła pani powiedziała, że daje mi też gratis balsam po goleniu. Grzecznie odmówiłem stwierdzając, że się nie golę, tylko krótko strzygę mój zarost, więc balsam mi niepotrzebny. Na to miła pani natychmiast zaoferowała mi jeszcze żel pod prysznic i krem do twarzy, plus - ho ho - firmową reklamówkę ;-) żebym, jak to się wyraziła "chodząc po mieście reklamował ich firmę, bo ta firma nie reklamuje się w żaden inny sposób tylko poprzez rekomendacje zadowolonych klientów, itp., itd". Wszystko to oczywiście gratis, "bo dzisiaj promujemy naszą markę". Już trochę znudzony tymi wywodami podziękowałem raz jeszcze, chciałem wziąć to co ta nieznana mi i nie reklamująca się nigdzie firma tak wspaniałomyślnie zaoferowała i wyjść w końcu ze sklepu, kiedy miła pani zakończyła monolog i rozpoczęła dialog:

- Jak pan myśli, co by się stało gdybyśmy ogłosili że rozdajemy kosmetyki za darmo? Ustawiłaby się kolejka chętnych?
- Hm, nie wiem, pewnie tak, chyba że ktoś jest przywiązany do konkretnej, sprawdzonej marki - odpowiedziałem
- A jak pan myśli, czy ludzie ustawialiby się po parę razy w kolejce? - drążyła temat miła pani
- Nie wydaje mi się - odparłem
- Na pewno tak by było proszę pana - kategorycznie stwierdziła miła pani i zadała kolejne pytanie:
- Co wg pana zrobiliby ludzie z nadwyżką kosmetyków?
- No, używaliby? - próbowałem zgadywać
- Nie proszę pana, oni by ją odsprzedali! - oświeciła mnie lepiej ode mnie poinformowana miła pani - I dlatego żeby się zabezpieczyć przed taką ewentualnością, mam dla pana jeszcze męskie perfumy, w promocyjnej cenie tylko 69 zł, która to cena stanowi zabezpieczenie przed odsprzedażą.

No, to się w końcu wyjaśniło: pani była ni mniej ni więcej tylko komiwojażerką sprzedającą zestawy kosmetyczne firmy mi nie znanej i nigdzie się nie reklamującej, stosującą stary trick: najpierw się wmawia klientowi, że wszystko to dostaje gratis, a na samym końcu wspomina o jednym małym "ale": że aby otrzymać te "gratisy" trzeba wcześniej zapłacić za jeden z produktów. Nie zdziwiłbym się, gdyby te "zestawy" były dostępne na pobliskim bazarze w cenie o połowę niższej...

Takie żenujące sztuczki stosowali nachalni akwizytorzy w pierwszej połowie lat 90-tych ub.w., myślałem że już dawno nikt się do takich metod nie posuwa, a tu proszę - powrót do przeszłości ;-)

środa, 19 maja 2010

XVI wizyta w Polsce (2): zamknięte mosty, rozkopane ulice

Jak pisałem wczoraj, trudno jest się poruszać po Krakowie. Z jednej strony z powodu powodzi zamknięte mosty, z drugiej - rozkopane ulice...

/Powyżej: zamknięty Most Dębnicki/

/Powyżej: rozkopana ul. Długa/

Lokalna prasa informuje, że już w marcu b.r. NIK zwracał uwagę na fatalny stan wałów przeciwpowodziowych i ostrzegał, że może dojść do tragedii. Oczywiście, nikt nie słuchał...

wtorek, 18 maja 2010

XVI wizyta w Polsce (1): Kraków tonie...

Dzisiaj nad ranem przyleciałem na tydzień do Krakowa. Okazało się, że wylądowałem w samym centrum klęski żywiołowej...

W Małopolsce jest powódź. Zalane są drogi, tory kolejowe, domy i pola. Są już ofiary śmiertelne tej klęski. Mi, póki co, powódź bezpośrednio nie zagraża, ale coraz trudniej poruszać się po Krakowie co już odczułem na własnej skórze: zamykane są zagrożone powodzią ulice i mosty, przez co podróż po Krakowie trwa wielokrotnie dłużej niż zwykle.

Poniżej kilka zdjęć które zrobiłem dzisiaj ok. godz. 11.00 rano w okolicy Ronda Grunwaldzkiego. Jak widać, woda podchodzi już bezpośrednio pod Wawel...

/Powyżej: poziom wody przy Moście Grunwaldzkim/

/Powyżej: rozlana Wisła tuż przy Wawelu/

/Powyżej: w tle Wawel, na pierwszym planie lampy uliczne zalane wodą/

/Powyżej: zalany tunel dla samochodów/

niedziela, 16 maja 2010

Wycieczki z MyCork: Bunratty

W niedzielę, 16 maja b.r., miała miejsce kolejna "Wycieczka z MyCork". Tym razem pojechaliśmy do Bunratty.

/Na zdjęciu: uczestnicy wycieczki przy zamku w Bunratty/

Wyjechaliśmy z Cork jak zwykle ok. godz. 9.00. Tradycyjnie już uczestnicy wycieczki bezpłatnie otrzymali od nas wydrukowane mini-przewodniki po miejscach jakie zaplanowaliśmy zobaczyć. Po dotarciu do Bunratty zwiedzaliśmy wraz z przewodnikiem zamek, a następnie już samodzielnie rozległy park etnograficzny.

Po zwiedzaniu wszyscy chętni mogli spróbować lokalnego piwa oraz pieczonego na rożnie prosiaka.

W drodze powrotnej, tak jak przy poprzedniej wycieczce, odbył się quiz z nagrodami ufundowanymi przez MyCork, dotyczący właśnie zakończonej wycieczki oraz samego Stowarzyszenia MyCork.

Wycieczka jak zawsze było bardzo udana :-)

"Wycieczki z MyCork" są projektem Stowarzyszenia MyCork, koordynatorką tego projektu jest Agnieszka Chwaja.

sobota, 15 maja 2010

V rocznica założenia Stowarzyszenia MyCork

Z okazji mijającej właśnie piątej rocznicy założenia Stowarzyszenia MyCork, członkowie i sympatycy MyCork spotkali się aby wspólnie powspominać "stare czasy" ;-)

/Na zdjęciu: uczestnicy spotkania/

piątek, 14 maja 2010

Angielski z MyCork (5)

Dzisiejsza lekcja kursu "Angielski z MyCork" była "historyczna": rozmawialiśmy m.in. o historii Polski i Irlandii.

Nasz nauczyciel, Rory O'Neill, jest świetnie zorientowany w historii Polski i innych krajów europejskich. Ponadto na podstawie prostych zwrotów mogliśmy się sporo dowiedzieć o ewolucji europejskich języków.

/Na zdjęciu: Rory O'Neill w trakcie zajęć/


wtorek, 11 maja 2010

Round Tower w Waterloo

W Waterloo k. Blarney znajduje się okrągła wieża. Pomimo że pochodzi "tylko" z połowy XIX w., warto przyjrzeć jej się z bliska.

Wieża znajduje się w Waterloo, niewielkiej wiosce na peryferiach Blarney, przy St. Mary's Catholic Church, czyli katolickim kościele św. Marii. Kościół i wieżę wybudował Mat Horgan, ówczesny proboszcz kościoła a jednocześnie irlandzki patriota i wielki zwolennik irlandzkiego dziedzictwa kulturowego, w tym propagator języka irlandzkiego.

Powyżej: kościół i wieża w Waterloo/

Kościół powstał w 1817 r. i pełnił rolę parafialnego kościoła Blarney, przed wybudowaniem obecnego kościoła w tej miejscowości. Z kolei Round Tower, czy też jak piszą inni Church Tower, wzorowana na tradycyjnych irlandzkich wieżach, została ukończona w 1845 r. i pełniła rolę dzwonnicy. Proboszcz Mat Horgan zmarł rok później i został pochowany pod wybudowaną przez siebie wieżą. W 2009 r. wieża i dzwon przeszły renowację.

poniedziałek, 10 maja 2010

Veggieburger w McDonaldzie

Do tej pory McDonald nie rozpieszczał wegetarian. Od pewnego czasu jednak widać zmiany. Dzisiaj, z niemałym zdumieniem, zauważyłem w ofercie jednej z tych "restauracji" (?) w Cork wegetariańskie burgery ;-)

/Na zdjęciu: veggieburger z McDonald'a/

Inne fastfoody tego rodzaju już dawno zauważyły, że wegetarianie są coraz większą grupą klientów z której nie można rezygnować. Taki Burger King ma od dawna w menu rzeczone veggieburgery.

Nie wiem kiedy McDonald wprowadził do menu swoje wegetariańskie burgery. Jak napisałem, zauważyłem je dopiero dzisiaj i to tylko dlatego, że wnikliwie przestudiowałem menu, szukając czegoś na szybkie śniadanie, bo oczywiście żadnego śladu reklamy tej bułki nie ma...

Zresztą - i reklamować za bardzo nie ma czego: mcdonaldowy veggieburger to znany big mac - tylko bez mięsa, i nic więcej. Nawet, przynajmniej na razie, pakowany jest w pudełka od big mac'a. Nie zastąpiono mięsa np. kotletem sojowym czy warzywnym - tak jak ma to miejsce w Burger King'u.

Niemniej - jest to pewien krok naprzód ;-)

niedziela, 9 maja 2010

Sześciolatka XXI wieku

W "Gońcu Polskim" nr 18 (324) z 7 maja b.r. w artykule "Sześciolatka XXI wieku" Jacka Rujny znajduje się m.in. moja wypowiedź. "Goniec Polski" jest to bezpłatny polonijny tygodnik wydawany w Londynie i dostępny w polskich ośrodkach w całej Wielkiej Brytanii.

/Powyżej: strona "Gońca Polskiego" z ww. artykułem. Kliknij aby powiększyć/

sobota, 8 maja 2010

Polskie jabłka w Cork

Dzisiaj "odkryłem" polskie jabłka w Tesco w Cork. Do tej pory jabłka które kupowałem pochodziły z Nowej Zelandii, Afryki, Brazylii, itp. A tutaj - proszę jaka niespodzianka ;-)

/Powyżej: etykietka z opakowania jabłek z Polski/

piątek, 7 maja 2010

Angielski z MyCork (4)

Półmetek naszego kursu językowego "Angielski z MyCork". Dzisiejsza lekcja była bardzo muzyczna: rozbieraliśmy na "czynniki pierwsze" teksty znanych irlandzkich piosenek. M.in. słuchaliśmy i omawialiśmy tekst piosenki "Whiskey in the Jar" w wykonaniu Thin Lizzy. To się nazywa przyjemne z pożytecznym ;-)

/Na zdjęciu: Rory O'Neill, irlandzki nauczyciel/

czwartek, 6 maja 2010

19. południk

"19. południk" Juliusza Machulskiego to spektakl telewizyjny political fiction, czyli alternatywna historia Polski po 2003 r. Niemniej znajdziemy tutaj odniesienia do konkretnych osób z aktualnego politycznego świecznika.

Akcja "19. południka" rozpoczyna się w 2007 r. Wcześniej, w 2003 r., Polacy w referendum zdecydowanie odrzucili wstąpienie do Unii Europejskiej. Cztery lata później Rodacy ogromną większością głosów wybrali na Prezydenta RP Bartłomieja Czopa (w tej roli jak zwykle świetny Andrzej Grabowski). Nowy prezydent ma kontrowersyjne, ale niezwykle skuteczne sposoby na wiele problemów: błyskawicznie likwiduje przestępczość i bezrobocie. Nie przebiera też w słowach i mówi wprost to co myśli przedstawicielom Niemiec, Rosji i USA, co z kolei doprowadza do zerwania stosunków dyplomatycznych...

Spektakl, chociaż powstał w 2003 r., jest ciągle aktualny, można się pośmiać ale też zastanowić się głębiej nad tym, kto nas reprezentuje...

środa, 5 maja 2010

Świątynie w Cork: Cathedral of St. Mary and St. Anne

Katedra św. Marii i św. Anny (ang. Cathedral of St. Mary and St. Anne) przy Roman Street jest główną świątynią Kościoła Rzymskokatolickiego w Cork. To właśnie z tej katedry wyruszają coroczne procesje Bożego Ciała, w której biorą także udział Polacy.

/Na zdjęciu: Cathedral of St. Mary and St. Anne/

Katedrę wybudowano w 1808 r., ale uległa spaleniu 12 lat później. Odbudowano ją w 1828 r. Jest to jeden z najlepszych przykładów architektury neogotyckiej w całym hrabstwie. Wnętrze katedry, pomimo pozorów zewnętrznej surowości budowli, jest bardzo jasne i przestronne.

/Na zdjęciu: wewnątrz Cathedral of St. Mary and St. Anne/

Biała Dama w Cork

W Cork, podobnie jak kiedyś w Krakowie, pojawiła się "Biała Dama" ;-)

/Na zdjęciu powyżej" "Biała Dama" w Cork/

Oczywiście, nie jest to ta sama pani, która stworzyła legendarną postać krakowskiej "Białej Damy", naśladowaną później przez dziesiątki mimów w Polsce. Chociaż - kto wie? ;-)

Krakowska "Biała Dama", to była bardzo wyrazista postać dająca swoiste show przed Bazyliką Mariacką. Miałem okazję parę razy oglądać jej występy - bo tak to trzeba nazwać - którymi zawsze przyciągała tłum ludzi. Inni, prawdę pisząc, nie mogli się z nią równać. Jakiś czas temu zniknęła, pisała o tym nawet krakowska prasa...

poniedziałek, 3 maja 2010

Makłowicz gotował w Cork

Robert Makłowicz, podróżnik i krytyk kulinarny, odwiedził w lutym b.r. m.in. Cork. Wczoraj TVP2 w programie "Makłowicz w podróży" emitowała odcinek z jego pobytu w tym mieście.


Opis odcinka za TVP2: "(...) Zwiedzanie Cork polski znawca kuchni rozpoczyna od wieży górującego nad miastem kościoła św. Anny, a pierwszym przystankiem kulinarnym jest sute śniadanie w małym pensjonacie typu bed & breakfast. Trasa podróży prowadzi przez zabytkowy targ English Market, restaurację na antresoli hali targowej, w której warto skosztować tradycyjnej Irish stew - pysznej potrawki z jagnięciny z warzywami. Jest to klasyka irlandzkiej kuchni: ni to zupa, ni gulasz. Kolejne zabytkowe punkty na mapie miasta to dawne miejskie więzienie i XVIII - wieczny Targ Maślany, największa giełda masła w ówczesnym świecie. (...)"

"Makłowicz w podróży" jest to program kulinarno-podróżniczy. Dziennikarz odwiedza rózne zakątki świata, demonstrując lokalne potrawy przy okazji przedstawiając wiele interesujących informacji o odwiedzanych miejscach.

Odcinek z pobytu Roberta Makłowicza w Cork można obejrzeć tutaj: http://www.tvp.pl/styl-zycia/kuchnia/maklowicz-w-podrozy/wideo/podroz-14-57-irlandia-cork/1583740

niedziela, 2 maja 2010

Dwa święta...

Dzisiaj, 2 maja, są obchodzone dwa święta: Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej i Dzień Polonii i Polaków za Granicą.

O ile o tym pierwszym święcie w polskojęzycznych mediach w Polsce jest mnóstwo informacji, o tyle o tym drugim nikt nie wspomina...