wtorek, 31 sierpnia 2010

Malta: Buskett Gardens

Buskett Gardens, czyli Ogrody Buskett, to w rzeczywistości jedyny na Malcie las. Oczywiście - na maltańską skalę ;-)

/Powyżej: stoję przed wejściem do Buskett Gardens/

Założone w XVII wieku Buskett Garden znajdują się niedaleko Dingli Cliffs. Nazwa pochodzi od włoskiego słowa boschetto, co oznacza gaj, lasek. Teren zalesiony przez Joannitów był przez nich wykorzystywany do polowań. Co roku, w noc przed 29 czerwca, czyli świętem Piotra i Pawła, Maltańczycy licznie gromadzą się w Buskett Gardens, aby posłuchać tradycyjnej muzyku ludowej oraz skosztować tradycyjnych maltańskich potraw.

/Powyżej: widok na Verdala Palace z Buskett Gardens/

Przy Buskett Garden mieści się Verdala Palace, letnia rezydencja zbudowana przez Wielkiego Mistrza Zakonu Kawalerów Maltańskich Hughes de Verdalle w 1588 r. Obecnie mieści się tam letnia rezydencja Prezydenta Republiki Malty.

Malta: Kościół Wniebowzięcia Matki Bożej w Mosta

Mosta to miasto w środkowej części Malty znane przede wszystkim z kościoła w kształcie rotundy o jednej z największych na świecie kopuł.

/Powyżej: stoję przed Kościołem w Mosta/

Kościół Wniebowzięcia Matki Bożej w Mosta znany jest także jako Rotunda Santa Marija Assunta względnie Rotunda Mosta czy Mosta Dome. Świątynię budowano przez 27 lat, w latach 1833 - 1860. Jej kopuła ma prawie 40 metrów wewnętrznej średnicy.

/Powyżej: wewnątrz kościoła/

W 1942 r. podczas niemieckiego bombardowania na kopułę kościoła spadły trzy bomby: dwie odbiły się od niej, natomiast trzecia przebiła kopułę i wpadła do środka kościoła, gdzie 300 osobowy tłum ludzi oczekiwał na rozpoczęcie mszy. Bomba nie wybuchła. Dzisiaj jej replika znajduje się w kościele.

niedziela, 29 sierpnia 2010

Malta: Dingli Cliffs

Niedaleko miejscowości Dingli (k. Rabatu) znajdują się Dingli Cliffs, czyli klify będące jednocześnie najwyższym punktem na Malcie.

/Powyżej: stoję przed stacją nasłuchową na Dingli Cliffs/

Charakterystycznym budynkiem jest opuszczona stacja nasłuchowa wykorzystywana niegdyś przez wojsko - jest to budynek z kopułą nieco podobną do piłki golfowej. Z klifów można obserwować także niezamieszkałą wysepkę Filfla, najdalej wysuniętą na południe część archipelagu Wysp Maltańskich, będącą obecnie rezerwatem ptaków.

/Powyżej: widok na wysepkę Filfla/

sobota, 28 sierpnia 2010

Malta: Ogrody San Anton w Attard

W pałacu San Anton w Attard mieści się oficjalna rezydencja prezydenta Malty. Samego pałacu zwiedzać nie można, ale można za to obejrzeć pałacowe ogrody.

/Powyżej: stoję przed wejściem do ogrodów/

W ogrodach znajduje się wiele roślin podzwrotnikowych, jest fontanna, oczko wodne, rzeźby, itp. Drzewa dają upragniony czasami cień ;-)

/Powyżej: w ogrodzie/

piątek, 27 sierpnia 2010

Malta: Marsaxlokk

Marsaxlokk to podobno najładniejsza wioska rybacka na Malcie. Słynie z cumujących w zatoce kolorowych łodzi luzzu, oraz z historii, także tej najnowszej.

/Powyżej: stoję przed kościołem Matki Boskiej Różańcowej/

To w zatoce Marsaxlokk w 1565 r. wylądowały wojska tureckie rozpoczynając kilkumiesięczne oblężenie wyspy. Ponad dwieście lat później, w 1798 r. tędy wkroczył na wyspę Napoleon, kończąc władzę Kawalerów Maltańskich. Po niemal kolejnych dwustu latach, w 1989 r., w Marsaxlokk spotkali się George Bush (senior) i Michaił Gorbaczow, aby ogłosić koniec zimnej wojny.

/Powyżej: stoję przed zatoką w której cumują kolorowe łodzie luzzu/

Jak wspomniałem, zatoka w Marsaxlokk słynie z cumujących tutaj łodzi luzzu. Są to tradycyjne łodzie maltańskie malowane jaskrawymi kolorami czerwieni, błękitu, zieleni i żółci. Maltańczycy, pomimo głębokiej religijności, mają też skłonność do przesądów: każda z takich łodzi ma przy dziobie wyrzeźbione oko Ozyrysa, mające odstraszać diabła ;-)

czwartek, 26 sierpnia 2010

Malta: Konkatedra św. Jana w Vallettcie

Zakon Kawalerów Maltańskich, pomimo swojego militarnego charakteru, był przede wszystkim zakonem religijnym. Dlatego jedną z najważniejszych budowli w Vallettcie jest wzniesiona przez nich Konkatedra św. Jana (Chrzciciela), który był patronem zakonu.

/Powyżej: stoję przed Konkatedrą św. Jana/

Świątynię budowano w latach 1573-1577, ale prace wykończeniowe trwały jeszcze kolejne sto lat. Budynek jest może niepozorny z zewnątrz, ale wewnątrz jest bogato zdobiony. W świątyni znajduje się także muzeum, w którym najbardziej znanym eksponatem jest obraz jest "Ścięcie św. Jana Chrzciciela" Caravaggia.

/Powyżej: zwiedzam Konkatedrę św. Jana/

środa, 25 sierpnia 2010

Malta: Pałac Wielkich Mistrzów w Vallettcie

W 1572 r. Joannici władający Maltą rozpoczęli budowę Pałacu Wielkich Mistrzów w Vallettcie. Od chwili zakończenia budowy pałacu aż do zdobycia Malty przez Napoleona w 1798 r. mieszkali w nim wszyscy kolejni wielcy mistrzowie Zakonu Kawalerów Maltańskich.

/Powyżej: przed wejściem do Pałacu Wielkich Mistrzów/

W pałacu znajduje się m.in. zbrojownia i kolekcja arrasów oraz komnaty i apartamenty wielkich mistrzów.

/Powyżej: zwiedzam Pałac Wielkich Mistrzów/

wtorek, 24 sierpnia 2010

Malta: Valletta

Stolicą Malty od 1571 r. jest Valletta, miasto założone przez Zakon Kawalerów Maltańskich, a nazwane na cześć jednego z najbardziej znanych wielkich mistrzów zakonu, którym był Jean Parisot de La Valette.

/Powyżej: jedna z ulic Valletty/

Jean Parisot de La Valette wsławił się przede wszystkim obroną Malty przed wojskami tureckimi w 1565 r. Pomimo czteromiesięcznego oblężenie, najeźdźcy zostali odparci. Rok później wielki mistrz rozpoczął budowę nowego miasta, które po jego śmierci w 1568 r. otrzymało nazwę na cześć swojego bohaterskiego obrońcy.

Miasto otoczono potężnymi murami. Uliczki miasta przecinają się pod kątem prostym. Ze względu na różnice wysokości terenu, część ulic zastąpiono niskimi schodami, co umożliwiało rycerzom poruszanie się po nich konno lub w ciężkich zbrojach.

/Powyżej: stoję przed Auberge de Castille et Leon, dawnym rycerskim zajazdem, obecnie - miejscem urzędowania premiera Republiki Malty/

Wszystkie przewodniki podają jako najbardziej godne obejrzenia w Vallettcie przede wszystkim Pałac Wielkich Mistrzów i Konkatedrę św. Jana. W 1980 Valletta została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Malta: Mdina

Mdina to dawna stolica Malty. Obecnie jest to świetnie zachowane i ciągle zamieszkałe otoczone murami średniowieczne miasteczko.

/Powyżej: stoję przed bramą miejską w Mdinie/

W 870 r. Maltę zdobyli Arabowie. Przez ponad 200 lat swojego panowania m.in. rozbudowali mury i otoczyli miasto suchą fosę. W 1090 r. zostają wypędzeni przez księcia Sycylii, Rogera I Normańskiego, który z powrotem wprowadza na wyspę chrześcijaństwo - pod panowaniem Arabów mieszkańcy musieli przyjąć islam. W tym celu nowy władca wydaje dekret o budowie katedry, która stanęła w miejscu domu Publiusza, rzymskiego namiestnika wyspy nawróconego przez św. Pawła na chrześcijaństwo i pierwszego biskupa Malty.

/Powyżej: stoję przed XVII-wieczną Katedrą św. Pawła w Mdinie/

Funkcję stolicy Mdina będzie pełniła praktycznie od wspomnianego najazdu Arabów w 870 r. do 1571 r., kiedy to Joannici, czyli Kawalerowie Maltańscy, którzy otrzymali Maltę w darze od cesarza Karola V w 1530 r., przeniosą stolicę do właśnie budowanej Valletty.

W 1693 r. miała miejsce silne trzęsienie ziemi, podczas którego wiele budynków Mdiny zostało zburzonych. Wkrótce na ich miejsce powstały nowe, które możemy podziwiać do dzisiaj.

Mdina charakteryzuje się wąskimi zacienionymi uliczkami z cyrkulacją powietrza zapewniającą chłód podczas upałów. W samym miasteczku na turystów czeka mnóstwo interesujących muzeów, wystaw i pokazów przybliżających historię Malty.

niedziela, 22 sierpnia 2010

Malta: Kościół Matki Bożej z Groty w Rabacie

W Rabacie, oprócz m.in. Groty św. Pawła i katakumb znajduje się również najstarszy na wyspie klasztor oo. Dominikanów, p.w. Matki Bożej z Groty. Znajduje się tam figura Matki Boskiej, na której w 1999 r. pojawiły się krwawe łzy.

/Powyżej: stoję przed kościołem Matki Bożej z Groty/

Przed przybyciem zakonników znajdowała się tutaj otoczona kultem grota, w której Matka Boska miała objawić się wracającemu z polowania myśliwemu. Ale naprawdę głośno zrobiło się o tym miejscu stosunkowo niedawno, w 1999 r., kiedy na marmurowej figurze Maryi pojawiły się krwawe ślady.

/Powyżej: stoję przed ołtarzem z figurą Matki Bożej z Groty/

Są świadkowie tego wydarzenia, zachowały się fotografie. Komisja która została powołana do zbadania tego zjawiska ciągle jeszcze nie wydała swojego werdyktu, niemniej figura jest dzisiaj otoczona kultem.

sobota, 21 sierpnia 2010

Malta: Katakumby św. Pawła w Rabacie

Malta to skalista wysepka, wierzchnia warstwa gruntu jest cienka, stąd pierwsi chrześcijanie, którzy wzorem Żydów odrzucali kremację zmarłych praktykowaną przez Rzymian, zaczęli drążyć katakumby.

/Powyżej: zwiedzam katakumby św. Pawła/

Przyjmuje się, że na Malcie istnieje bardzo wiele podziemnych korytarzy, katakumb i kościołów. W samym Rabacie dla turystów udostępniono katakumby św. Agaty i św. Pawła. Zwiedziłem te ostatnie.

Sieć korytarzy tworzy istny labirynt. Kiedyś spoczywało tutaj ok. 1400 ciał. Katakumby w Rabacie wykorzystywano od pierwszych wieków n.e. do najazdu Arabów w 870 r. Później zapomniano o nich, ponownie odkrywając je w 1894 r.

/Powyżej: zwiedzam katakumby św. Pawła/

piątek, 20 sierpnia 2010

Malta: Kościół i Grota św. Pawła w Rabacie

Niemal 2 tysiące lat temu, ok. 60 r. n.e., o brzegi Malty rozbił się płynący do Rzymu statek z więźniami na pokładzie. Jednym z nich był Paweł z Tarsu, czyli św. Paweł, Apostoł Narodów. Jego trzymiesięczny pobyt na wyspie rozpoczął na niej erę chrześcijaństwa.

/Powyżej: przed Kościołem św. Pawła w Rabacie/

O tym wydarzeniu można przeczytać w Dziejach Apostolskich, 27-28. Św. Paweł uleczył ojca Publiusza, namiestnika wyspy. Jak głosi tradycja, św. Paweł nawrócił Publiusza na chrześcijaństwo i mianował go pierwszym biskupem Malty.

Sam Paweł z Tarsu, jako więzień, został przez swój trzymiesięczny pobyt na Malcie ulokowany w grocie w Rabacie. W 1675 r. nad grotą zbudowano Kościół św. Pawła. W 1990 r. kościół i grotę odwiedził Papież Jan Paweł II.

/Powyżej: stoję przed Grotą św. Pawła/

czwartek, 19 sierpnia 2010

Malta: megalityczne świątynie w Tarxien

W Republice Malty znajdują się megalityczne świątynie, zaliczane do najstarszych wolno stojących budowli na świecie. Zwiedziłem jedną z nich, leżącą w Tarxien.

/Powyżej: stoję przed wejściem do świątyni w Tarxien/

Świątynia w Tarxien to kompleks budowli, najstarsza jej część ma 5,5 tysiąca lat. Odkryto ją przypadkowo w 1914 r., a w 1992 r. świątynia została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

/Powyżej: fragment świątyni w Tarxien/

W świątyni odkryto fragment monumentalnego posągu bóstwa, gdyby przetrwał byłby to jeden z pierwszych wolno stojących pomników bóstwa na świecie. Zachował się tylko fragment jego nóg. Kopia tego fragmentu pomnika znajduje się w Tarxien, oryginał dla bezpieczeństwa przewieziono do muzeum w Vallettcie.

Nieopodal Tarxien, w Paola (oba te miejsca leżą w odległości 10 minut spacerem) znajduje się Hypogeum, wykuta w skale podziemna świątynia. Niestety, żeby ją zwiedzić należy, przynajmniej w sezonie, nawet z miesięcznym wyprzedzeniem zarezerwować sobie miejsce.

środa, 18 sierpnia 2010

Malta: Marsaskala

Marsaskala była kiedyś spokojną wioską rybacką, dzisiaj jest to spore, jak na tutejsze warunki, miasteczko.

/Powyżej: kościół w Marsaskali z włoską kampanilą/

Znajduje się w nim malownicza zatoka, wzdłuż której, zgodnie z tutejszym zwyczajem, wieczorem spacerują całe rodziny.

/Powyżej: miejsce codziennych spacerów mieszkańców/

wtorek, 17 sierpnia 2010

Malta: przylot

Wraz z przyjaciółmi wybrałem się na kilka dni na Maltę ;-)


Wyjazd z Cork ok. 2 w nocy, ok. 7 rano samolot z Dublina. Po niespełna 4 godzinach jesteśmy na miejscu.

/Powyżej: przed lotniskiem na Malcie/

Na lotnisku wypożyczamy samochód i jedziemy do Marsaskali, gdzie czeka na nas wynajęte mieszkanie. Mieszkanie jest spore, tuż za blokiem w którym się znajduje jest też basen ;-)

/Powyżej: przed budynkiem w którym wynajęliśmy mieszkanie/

Moje zdjęcia z Malty znajdują się tutaj: http://picasaweb.google.com/piotr.slotwinski/Malta.

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

f/16 w Cork

W niedzielę, 15 sierpnia b.r., powstała w Cork Polonijna Grupa Fotograficzna "f1/6". Tworzą ją Polacy, miłośnicy fotografii, a przewodniczy jej Vito Werner.

/Powyżej: założyciele "F16" podczas pierwszego, inauguracyjnego spotkania, w pubie Franciscan Well Brewery/

Założyciele "f/16" w większości poznali się podczas Kursów Fotografii z MyCork*. Członkowie grupy stawiają sobie za cel samodoskonalenie w sztuce fotografii. Na pierwszym spotkaniu m.in. uzgodniono, że kolejne będą się odbywały regularnie co miesiąc w każdą ostatnią niedzielę miesiąca.

Każdy może wziąć udział w spotkaniach, jednakże od uczestników będzie się wymagało pewnego przygotowania oraz wkładu własnej pracy. Na kolejne spotkanie, które zaplanowano na 26 września b.r. o godz. 19.00 w pubie Franciscan Well Brewery, każdy z uczestników ma przynieść wykonaną przez siebie fotografię w technice HDR, przedstawione prace zostaną następnie szczegółowo omówione.

Lider "f/16", Vito Werner, był m.in. Gościem Specjalnym XXIV Rozmów (nie)Kontrolowanych, prowadził III Kurs Fotografii z MyCork oraz organizował w Cork Worldwide Photo Walk.

TUTAJ można przeczytać o stronie www Polonijnej Grupy Fotograficznej f/16.

* O Kursach Fotografii z MyCork można przeczytać tutaj: I Kurs Fotografii z MyCork; II Kurs Fotografii z MyCork; III Kurs Fotografii z MyCork.

Dariusz Rekosz: "Siostrzyczka"

Dariusz Rekosz, znany pisarz, twórca m.in. popularnego cyklu książek dla młodszych czytelników "Mors, Pinky i..." oraz dla dorosłych "Szyfr Jana Matejki" po raz kolejny udowadnia że jest pisarzem wszechstronnym. Jego nowy thriller "Siostrzyczka", którego fabuła jest osadzona w Polsce i oparta na polskich realiach, czyta się jednym tchem.

Akcja toczy się na Wybrzeżu, po którym grasuje seryjny morderca. Wszystkie ofiary giną w ten sam sposób: od precyzyjnego pchnięcia ostrym przedmiotem w serce i są identycznie okaleczone: zabójca pozbawia ich gałek ocznych. Ofiary łączy jeszcze jedna charakterystyczna cecha: mają za uchem kilkumilimetrowy tatuaż. Nadkomisarz Maciej Szwerman i młodszy aspirant Jerzy Woźniak rozpoczynają śledztwo, które poprowadzi ich głęboko w środowisko polskich służb specjalnych i eksperymentów medycznych. W dodatku przez całą powieść przewija się tajemnicza, ale bardzo atrakcyjna kobieta...

Wciągająca fabuła i wartka akcja czyni z "Siostrzyczki" książkę godną polecenia.

niedziela, 15 sierpnia 2010

Sześć lat unijnej emigracji

Tuż po pamiętnym 1 maja 2004 r., kiedy Polska stała się członkiem unijnej wspólnoty, wyruszyły z naszej Ojczyzny na zachód Europy autokary pełne emigrantów. Co się zmieniło przez te 6 lat?

Pierwsze autokary z przyszłymi pracownikami irlandzkich fabryk i budów wyruszyły już 30 kwietnia roku pamiętnego i czekały na niemieckiej granicy kilka godzin do wybicia północy, po której zaczęła się nowa era gastarbeitera, zwana też emigracją unijną. Było to nad długo przed obecną erą Ryanaira, nie było jeszcze bezpośrednich lotów z Polski do Irlandii, te z przesiadką w Londynie kosztowały małą fortunę, a wiadomo że większość "wyjechanych" opuszczała kraj za pożyczone pieniądze, traktując to jako inwestycję która umożliwi spłatę pozostawionych w Ojczyźnie długów. Toteż ci pierwsi którzy rozpoczęli w połowie 2004 r. masowy exodus z kraju słynącym z wina "Arizona", zanim rozpoczęli podbój Dublina, Cork, Galway czy Limerick najpierw musieli spędzić wśród sobie podobnych dwie bite doby w autokarze.

Na początku wyjechali mężczyźni, potem dołączały do nich - lub nie - matki, żony i kochanki. Ponieważ tylko matka jest jedna, to te żony i kochanki które nie dołączyły, wkrótce traciły ten status. Względnie - zostawały żonami czy kochankami Rodaków którzy albo świetnie sobie w kRAJu radzili, albo zabrakło im odwagi żeby wsiąść do autokaru odjeżdżającego w kierunku zachodzącego słońca, względnie po prostu nie mieli od kogo pożyczyć na bilet, a wszystko co miało jakąkolwiek wartość już dawno zostało przez nich zastawione w lombardach, wyrastających w Polsce jak grzyby po deszczu. Niestety, związki na odległość to mit, a mity mają to do siebie że im bardziej są piękne - tym mniej prawdziwe.

Tak więc pierwszy rok emigracji to dominacja mężczyzn w średnim wieku, kobiety i młodzież zaczęły na większą skalę przyjeżdżać później. Jacy byliśmy w tym pierwszym roku? Z wąsami i plecakami, ze skarpetkami do sandałów, mieszkaliśmy po kilka/kilkanaście osób w niewielkich mieszkaniach a poruszaliśmy się piechotą lub na rowerach - z oszczędności rzecz jasna, a nie dla zdrowia... Tak, oczywiście nie wszyscy, uogólniać nie można, ale skoro statystyka jest dyscypliną naukową, to taki akurat statystyczny obraz się rysuje. W kolejnym roku, gdy rodziny i pary zaczęły się łączyć, wzrósł popyt na samodzielne, mniej krępujące mieszkania a na ścianach wynajmowanych domów i mieszkań oprócz grzybów pojawiły się talerze Cyfry + i Cyfrowego Polsatu, które w swoich regulaminach zabraniają używania dekoderów poza granicami Rzeczpospolitej. Dwa lata później już masowo pojawiły się i kilkunastoletnie używane samochody, kupowane za jedną czy dwie tygodniówki.

Od samego początku zaczęły się ujawniać także nasze złe cechy, przede wszystkim postępująca euroza, charakteryzująca się dążeniem do zgromadzenia jak największej ilości euro w jak najkrótszym czasie bez względu na koszty własne. Prace w dwóch czy trzech miejscach, żywienie się przecenionymi produktami, cwaniaczkowata oszczędność doprowadzająca nawet do wynoszenia ze swojego miejsca pracy środków czystości czy papieru toaletowego. Kto wie ilu z naszych Rodaków zapadłych na eurozę zaharowałoby się na śmierć, gdyby nie zbawienna dla nich recesja, która dopadła celtyckiego tygrysa? Także nasze narodowe malkontenctwo u niektórych z nas sięga szczytów: psioczymy na wszystko co irlandzkie, wychwalając pod niebiosa to, co polskie, zapominając że przecież nikt nas tutaj na siłę nie przysłał i w każdej chwili można się spakować i wrócić.

Oprócz cech z których niekoniecznie można być dumnym, ujawnia się też nasza przedsiębiorczość: zaczyna raczkować polski biznes. Powstają polskie sklepy, początkowo mikroskopijne z często przeterminowanym towarem w horrendalnych cenach. Po kolejnym roku - dwóch ta sytuacja się zmieni: nowe sklepy mają coraz większe powierzchnie i niższe ceny, a te mniejsze nie wytrzymują konkurencji i się zwijają. Zaczynają ukazywać się polonijne tytuły prasowe, część z nich wkrótce upadnie, ale kilka przetrwa przez kolejnych parę lat. Większość z nich była na poziomie polskich gminnych gazetek, ale nie od razu Dublin zbudowano. Opiekę medyczną coraz większej rzeszy Rodaków w Irlandii zaczynają świadczyć polscy lekarze, wkrótce powstają też polskie przychodnie. Co prawda jak twierdzą ci którzy z nich korzystali, jest w nich drożej niż u miejscowych lekarzy, ale za luksus rozmawiania z lekarzem po polsku - trzeba dodatkowo zapłacić. Rodacy organizują się także w powstających w wielu miejscowościach polonijnych organizacjach. Część z nich przetrwa kolejne lata, aktywnie promując wśród Polonii prospołeczne postawy.

Kościół też nie zasypiał gruszek w popiele, wraz za Rodakami ruszyli duchowni, dzięki którym irlandzkie kościoły, zwykle wyludnione, podczas "polskich mszy" na oczach irlandzkich księży przecierających oczy ze zdumienia zapełniają się po brzegi. Do kościoła zaczynają chodzić także ci którzy w Polsce omijali go z daleka, kościoły stają się często mniej lub bardziej udanymi zalążkami polonijnych wspólnot w Irlandii.

Kontakt z rodzinami i przyjaciółmi w Polsce zapewniają początkowo telefony w kafejkach internetowych. Już po dwóch latach ilość ich klientów zacznie się zmniejszać: za zarobione tutaj pieniążki kupujemy laptopy i zakładamy internet, aby dzięki różnego rodzaju komputerowym komunikatorom zapewnić sobie praktycznie bezpłatny kontakt z bliskimi znajdującymi się dwa tysiące kilometrów od Zielonej Wyspy. Po kolejnym roku spora część kafejek zostaje zamkniętych.

Mijają lata, na wyspie zaczynają przychodzić na świat potomkowie polskich unijnych emigrantów. Dzieci urodzone w Irlandii, których rodzice mieszkają tutaj ponad trzy lata otrzymują od razu irlandzkie paszporty i stają się małymi Irlandczykami. Te starsze, urodzone w Polsce i tak rozpoczynają lub kontynuują naukę w irlandzkich szkołach. Stają się dwujęzyczne, z czasem po polsku rozmawiają tylko z rodzicami w domu, a między sobą - już po angielsku.

W połowie 2008 r. Irlandię dotyka recesja, najczęściej w pierwszej kolejności tracą pracę imigranci, w tym Polacy. Jednak rozbudowany system socjalny nie pozwala tutaj nikomu umrzeć z głodu, stąd masowe powroty do Polski są mitem lansowanym przez polskojęzyczne media w Polsce. Polacy owszem, wyjeżdżają, ale do innych krajów. W tym czasie nieciekawie robi się też w Polsce, pomimo zapewnień rządu o kolejnych sukcesach. Bezrobocie, początkowo maskowane olbrzymią falą wyjeżdżających, znowu daje znać o sobie. Nie pomaga tłusta rzeka euro i funtów płynąca do Polski z zagranicy. Gdyby polscy emigranci któregoś dnia podjęliby decyzję o powrocie do kRAJu, oznaczałoby to tragedię dla naszej Ojczyzny, w której bezrobocie sięgnęłoby kilkudziesięciu procent.

Część z nas, która przyjechała tutaj tylko po to, żeby dokończyć budowę domu w Polsce czy kupić łąkę od sąsiada, wróciła do siebie, inni zaczynają zapuszczać korzenie. Co bardziej zdecydowani zaciągają kredyty, za które kupują irlandzkie domy, w których chcą spędzić resztę życia. Tęsknota za Ojczyzną jest zminimalizowana: to w końcu tylko niecałe 3 godziny lotu, krócej niż jazda pociągiem pośpiesznym z Krakowa do Warszawy. Poza tym jest polska tv, są polskie gazety, można przeglądać polskie portale, robić zakupy w polskich sklepach a co niedzielę chodzić na mszę po polsku. Jest też, niestety, możliwość brania udziału w polskich wyborach, a co niektórzy polscy polityczni aktywiści posuwają się nawet do zaśmiecania irlandzkich miast polskimi plakatami wyborczymi z buźką przyszłego prezydenta z wąsami.

Z wąsami, które my sami już dawno tutaj zgoliliśmy...

sobota, 14 sierpnia 2010

XVIII wizyta w Polsce (9): kraj kontrastów

Wróciłem do Cork. Bus do Pyrzowic, stamtąd Wizzair do Cork. Dzięki nowej książce Dariusza Rekosza "Siostrzyczka", podróż minęła błyskawicznie :-)

A jak jest w kRAJu? Trochę tak, jak z tym budynkiem w krakowskim Podgórzu:


Niby wszystko stoi tam gdzie stało, ale diabeł tkwi w szczegółach. W Krakowie z jednej strony wyrastają jak grzyby po deszczu nowe centra handlowe, ale w centrum miasta żebraków nie ubywa. Z jednej strony półki uginają się od dóbr wszelakich, ale z drugiej strony mało kogo stać na kupno.

Kraj kontrastów, bez zmian...

piątek, 13 sierpnia 2010

XVIII wizyta w Polsce (8): Predators, Koszmar z Ulicy Wiązów i Incepcja

W trakcie tego pobytu w Krakowie zajrzałem też do kina. Obejrzałem: Predators, Koszmar z Ulicy Wiązów i Incepcję. Tych którzy czuja się rozczarowani moim wyborem chciałbym uprzedzić, że jestem fanem filmów klasy B - i nigdy tego nie ukrywałem ;-)

/Powyżej: plakaty z obejrzanych przeze mnie filmów/

Co do filmów: jeżeli oglądało się Predatora z 1987 r. i Koszmar z Ulicy Wiązów z 1984 r., to wg mnie śmiało można sobie darować te z 2010 r., chyba że jest się miłośnikiem gatunku.

Z kolei Incepcja to wg mnie dobre kino akcji z nietypową fabułą: Dom Cobb (Leonardo DiCaprio) wraz ze swoją ekipą specjalizuje się w szpiegostwie przemysłowym, ale w nietypowy sposób: wykrada sekrety swoim ofiarom "włamując" się do ich snów. Dość zakręcone, ale ciekawe ;-)

środa, 11 sierpnia 2010

XVIII wizyta w Polsce (7): Las Wolski

Las Wolski to "zielona płuca" Krakowa i jednocześnie popularny teren rekreacyjny dla jego mieszkańców.

/Powyżej: stoję przed schronem amunicyjnym baterii FB 36 "Ostra Góra" z lat 1914 - 15 znajdującym się w Lesie Wolskim/

W 1917 r. Kasie Oszczędności Miasta Krakowa odkupiła Las Wolski od poprzednich właścicieli i podarowała go miastu. Obecnie las obejmuje ponad 4oo ha, porastając najwyższe wzgórza Pasma Sowińca. Na jego terenie znajdują się liczne zabytki i atrakcje turystyczne, m.in. wspomniane przeze mnie na blogu Klasztor oo. Kamedułów i Miejski Park i Ogród Zoologiczny. Przez Las Wolski prowadzi część szlaku dawnej Twierdzy Kraków.

wtorek, 10 sierpnia 2010

XVIII wizyta w Polsce (6): Muzeum Fabryka Emalia Oskara Schindlera

Zwiedziłem nowy oddział Muzeum Historycznego Miasta Krakowa - czyli "Fabrykę Emalia Oskara Schindlera". W muzeum jest prezentowana stała wystawa "Kraków – czas okupacji 1939–1945".

/Powyżej: stoję przy fotoplastykonie z przełomu XIX i XX w./

Za Wikipedią: "Fabryka Schindlera – fabryka założona w 1937 jako miejsce produkcji wyrobów emaliowanych i blaszanych, wydzierżawiona, a potem przejęta przez Oskara Schindlera w 1939. Schindler zatrudniał w niej zagrożonych eksterminacją Żydów, wpisanych następnie na tzw. listę Schindlera i uratowanych. Po II wojnie światowej fabrykę przejął skarb państwa, a 2005 miasto Kraków. Od 2007 fabryka została podzielona między dwie instytucje: Muzeum Historycznego Miasta Krakowa (które utworzyło tu wystawę stałą Kraków – czas okupacji 1939-1945) i powstające Muzeum Sztuki Współczesnej."

Zwiedzanie rozpoczynamy od poznania Krakowa międzywojennego, który obserwował zbliżanie się wojny. M.in. w oryginalnym fotoplastykonie z przełomu XIX i XX w. możemy zobaczyć to, co oglądali w nim mieszkańcy Krakowa w 1938 r., czyli wcielenie Austrii do Niemiec. Następnie obserwujemy życie Krakowa i jego mieszkańców pod niemiecką okupacją, odtworzono m.in. pomieszczenia zakładów usługowych, biur, czy też mieszkań zwykłych ludzi. Możemy też przyjrzeć się niemieckiemu terrorowi, utworzeniu Polskiego Państwa Podziemnego, zagładzie krakowskich Żydów, fabryce Oskara Schindlera, obozowi w Płaszowie i wreszcie końcu niemieckiej okupacji w styczniu 1945 r.

Muzeum Fabryka Emalia Oskara Schindlera mieści się w Krakowie przy ul. Lipowa 4.

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

XVIII wizyta w Polsce (5): Zamek Królewski w Niepołomicach

W leżących nieopodal Krakowa Niepołomicach znajduje się m.im. Zamek Królewski, zwany też "drugim Wawelem".

/Powyżej: stoję na krużgankach Zamku Królewskiego w Niepołomicach/

Zamek pochodzi z XIV wieku i został wybudowany przez Kazimierza Wielkiego. Od tego czasu był wielokrotnie przebudowywany i modernizowany przez kolejnych władców Polski. Zamek uległ dużym zniszczeniom przez Szwedów w czasie najazdu w 1655 r., z kolei po rozbiorze Polski w 1772 r. Austriacy rozebrali drugie piętro i przeznaczyli budynek na koszary. Od połowy XIX w. aż do 1991 r., kiedy zamek przeszedł na własność Niepołomic, mieściły się w nim mieszkania, magazyny, biura, a nawet szpital położniczy. W 1991 r. nowy właściciel, czyli Gmina Niepołomice, rozpoczął kompleksowy remont zamku, trwający przez kilka lat, po którym zamek wrócił do dawnej świetności. Obecnie zamek jest udostępniony dla turystów, ale także wykorzystywany komercyjnie do różnego rodzaju imprez, także prywatnych.

Udało mi się trafić na wystawy czasową: "Europejskie Skarby Muzeum Narodowego z Muzeum Czartoryskich w Krakowie", oraz "Kazimierz Wielki. Trzeci pogrzeb króla." natomiast stałą wystawą i chlubą niepołomickiego zamku jest m.in. "Wystawa Trofeów Myśliwskich" oraz pamiątki po Włodzimierzu Puchalskim, wybitnym polskim przyrodniku.

Warto też obejść zamek wzdłuż murów, trafimy tam m.in. na "Dąb Jana Pawła II", który wyrósł z żołędzia dębu "Chrobry". Nasiona dębu zostały poświęcone przez Jana Pawła II podczas Pielgrzymki Leśników Polskich do Watykanu 28 kwietnia 2004 r., wyhodowano z nich 500 sadzonek które zostały rozsadzone po całym kraju dla upamiętnienia naszego Papieża. Oprócz dębu warto przystanąć też na chwilę przed pomnikiem Kazimierza Wielkiego oraz monstrualnej wielkości figurą rycerza.

Moje zdjęcia z wycieczki do Niepołomic znajdują się tutaj: http://picasaweb.google.com/piotr.slotwinski/NiepoOmice

niedziela, 8 sierpnia 2010

XVIII wizyta w Polsce (4): Klasztor oo. Kamedułów w Krakowie

Zakon Kamedułów został założony ok. 1012 przez św. Romualda z Camaldoli. Na krakowskich Bielanach znajduje się ich klasztor z I poł. XVII w.

/Powyżej: stoję przed Klasztorem oo. Kamedułów/

Mnisi, jak na pustelników przystało, mieszkają oddzielnie, spotykając się tylko podczas modlitwy. Również m.in. są zobowiązani do zachowania milczenia.

Surowa zakonna reguła zabrania kobietom odwiedzania tego miejsca, poza ściśle wyznaczonymi 12 dniami w roku. Mężczyźni mogą odwiedzać klasztor codziennie, w wyznaczonych godzinach, w których mnich - pustelnik otwiera klasztorną furtę aby przyjąć odwiedzających.

Obowiązuje, nazwijmy to, przyzwoity strój ;-) W mojej niewielkiej kilkuosobowej grupce na teren klasztoru próbował wejść rowerzysta w krótkich spodenkach - oczywiście nie został wpuszczony.

Kilka moich zdjęć z klasztoru oo. Kamedułów w Krakowie znajduje się tutaj: http://picasaweb.google.com/piotr.slotwinski/KrakowKlasztorKameduOw

sobota, 7 sierpnia 2010

XVIII wizyta w Polsce (3): irlandzkie puby i brak reguły wzajemności

Tuż przy krakowskim Rynku znajduje się "Irish Mbassy", podobno największy irlandzki pub w Polsce.

/Powyżej: reklama irlandzkiego pubu przy Rynku w Krakowie/

Nie miałem czasu więc nie zajrzałem tam, ale z tego co wyczytałem na necie pub jest 3-piętrowy i można w nim obejrzeć najlepsze kanały sportowe na na 20 dużych telewizorach. Muzyka jest oczywiście irlandzka, za to, zupełnie inaczej niż w Irlandii, nie ma tam wydzielonych miejsc dla niepalących.

Irlandczycy jak widać otwierają swoje puby w Polsce (półtora roku temu pisałem m.in. o pubie "Irlandia" - również w Krakowie), pomimo że rodowitych Irlandczyków mieszkających tutaj jest raczej niewielu, dobrze by było żeby Polacy otworzyli swoje puby w Irlandii, bo mieszka nas tam całkiem sporo.

Niestety, smutny przykład "Biało - Czerwonych" w Cork i "Zagłoby" w Dublinie jednoznacznie wskazują na to, że "reguła wzajemności" w tym przypadku nie działa.

Oczywiście - to nasza "wina", a nie Irlandczyków...

piątek, 6 sierpnia 2010

XVIII wizyta w Polsce (2): ZOO

Wybrałem się do krakowskiego ZOO. Ostatnio byłem tutaj ponad 10 lat temu...

ZOO w Krakowie istnieje od 1929 r., chociaż już w średniowieczu działały w tym mieście różnego rodzaju zwierzyńce i menażerie. Obecnie na 15 ha terenie Miejskiego Parku i Ogród Zoologicznego można oglądać setki różnych gatunków zwierząt. Niestety, najczęściej przez gęstą kratę w klatkach....

/Powyżej: spaceruję przy klatkach z drapieżnikami/

czwartek, 5 sierpnia 2010

XVIII wizyta w Polsce (1): Ożyj i zwyciężaj

Wczoraj wieczorem znowu przyleciałem na kilka dni do Krakowa.

Tym razem najpierw autobusem do Dublina, później Ryanairem do Krakowa. Podróż jak podróż. Sporo matek z dziećmi, mamy na paszporcie polskim, dzieci - już na irlandzkim. One już raczej nie będą płaciły ZUS-u w Polsce...

Z ciekawostek: dzisiaj jadąc przez Rondo Grunwaldzkie zauważyłem nową reklamę na hotelu Forum: 

/Powyżej: reklama na Forum/

Poprzednio znajdowała się tutaj reklama piwa, ze sloganem: "Zimny Lech". Z uwagi na fakt, że hotel Forum znajduje się blisko Wawelu, na którym jest pochowany m.in. Prezydent RP Lech Kaczyński, posłowie PiS uznali że ta reklama jest niestosowna, i - jak się domyślam - wywarli odpowiednie naciski aby reklama zniknęła. Jednak  zarówno życie jak i atrakcyjne powierzchnie reklamowe nie znoszą próżni, natychmiast w jej miejsce pojawiła się kolejna, tym razem napoju energetycznego, pod hasłem: "Ożyj i zwyciężaj". Przedstawiciele firmy, jak to mawiał sejmowy klasyk, oczywiście "rżną głupa" i twierdzą że ich reklama żadnego odniesienia do śp. Prezydenta RP - nie ma...

A co ja o tym myślę? Pomimo że absolutnie nie byłem "fanem" Lecha Kaczyńskiego, uważam że to sqrwysyństwo w w formie czystej. Żadnego napoju produkcji tej firmy w życiu do ust nie wezmę...

wtorek, 3 sierpnia 2010

Debiutuję w miesięczniku "MIR"

Niespełna dwa tygodnie temu zaprosił mnie na spotkanie p. Dariusz Trela, m.in. wydawca Magazynu Informacyjno - Reklamowego "MIR". Efektem naszego spotkania jest nawiązanie przeze mnie współpracy z ww. miesięcznikiem :-)

/Powyżej: p. Dariusz Trela z lipcowym wydaniem "MIR"-a w trakcie naszego spotkania/

"MIR" jest to bezpłatny polonijny miesięcznik wydawany w Cork, który swoim zasięgiem pokrywa już znaczną część Irlandii, można go otrzymać m.in. w Cork, Dublinie, Limerick i Galway.

Mój pierwszy tekst w tym miesięczniku, "Polska: państwo prawa czy państwo policyjne?", właśnie ukazał się w nr 7 "MIR"-a z sierpnia b.r.

/Po lewej: okładka bieżącego wydania "MIR"-a, po prawej: strona z moim tekstem/

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

Lismore Castle

Zamek w Lismore w hrabstwie Waterford został wybudowany w 1185 r. Obecnie słynie przede wszystkim z otaczających go ogrodów.


/Na zdjęciu: stoję przed Lismore Castle/

Od VII w. na miejscu przyszłego zamku znajdowało się opactwo. Lismore Castle był wielokrotnie przebudowywany, po raz ostatni - w XIX w. Obecnie zamek jest prywatną rezydencją, nie można go zwiedzać poza częścią w której znajduje się galeria sztuki współczesnej. Dla publiczności otwarte są słynne zamkowe ogrody, założone w XVII w. Uważa się je za najstarsze ogrody w Irlandii, które w dodatku zachowały sporo ze swojego pierwotnego kształtu.

Moje zdjęcia z Lismore Castle znajdują się tutaj: http://picasaweb.google.com/piotr.slotwinski/Lismore.