niedziela, 31 października 2010

The Dragon of Shandon Halloween Parade

Od pięciu lat największą atrakcją Halloween w Cork jest The Dragon of Shandon Halloween Parade - halloweenowa parada przechodząca ulicami Cork. Sam Halloween wywodzi się ze starożytnego celtyckiego święta Samhain.

W trakcie odbywającej się wieczorem parady możemy obejrzeć najwymyślniejsze halloweenowe rekwizyty i kostiumy, przygotowane przez wolontariuszy biorących w niej udział.

Poniżej - zdjęcia z dzisiejszej halloweenowej parady w Cork:






Poniżej - filmik z dzisiejszej parady:

Dynia na Halloween

Jutro Halloween, w Irlandii to praktycznie święto, więc dzisiejszy wieczór poświęciłem na wycinaniu z dyni halloweenowej lampy ;-)

/Powyżej: moja pierwsza własnoręcznie wycięta halloweenowa dynia ;-)/

Halloween ma wybitnie irlandzkie korzenie, jego pierwowzorem było święto Samhain. Tradycję tą Irlandczycy zabrali z sobą emigrując do USA, tam została "zamerykanizowana" i powróciła w takiej formie na Zieloną Wyspę. Jest to obecnie totalnie skomercjalizowane święto, nie mające już praktycznie nic wspólnego ze swoim pierwowzorem. Teraz to wyłącznie okazja do zabawy.

Ale, jak tradycja to tradycja. Toteż nabyłem drogą kupna dynię, obejrzałem na internecie instruktażowy filmik jak należy ją wycinać - i - oto moja pierwsza halloweenowa lampa;-)

piątek, 29 października 2010

IV FKP: Bankiet z okazji Festiwalu Kultury Polskiej w Cork

W piątek, 29 października b.r., w Boardwalk przy Lapp's Quay w Cork miał miejsce bankiet z okazji IV Festiwalu Kultury Polskiej organizowanego przez Stowarzyszenie MyCork.

/Powyżej: przemawia konsul honorowy RP w Cork Michael Mulcahy, po lewej radny John Kelleher, po prawej: Prezes MyCork Izabela Krygiel - Kozłowska i Witold Kozłowski/

Oprócz członków i sympatyków MyCork, w bankiecie wzięli udział m.in. konsul honorowy RP w Cork Michael Mulcahy oraz reprezentujący Cork City Council radny John Kelleher.

/Powyżej: zespół grający na bankiecie utwory jazzowe/

Po okolicznościowych przemówieniach, licznie zebrani goście mogli m.in. obejrzeć multimedialną prezentację przedstawiającą działalność MyCork, oraz zapoznać się z innymi materiałami promującymi Festiwal Kultury Polskiej - jak i sam MyCork. W trakcie trwania bankietu mogliśmy także posłuchać na żywo jazzowych utworów.

/Powyżej: uczestnicy bankietu/

Bankiet był bardzo udany, a jego organizacja - wzorowa :-)

O wydarzeniach wchodzących w skład IV Festiwalu Kultury Polskiej w Cork można przeczytać TUTAJ.

czwartek, 28 października 2010

Hook Head Lighthouse

Latarnia morska na Hook Head jest najstarszą w Irlandii - i jedną z najstarszych na świecie - działającą latarnią. Jej historia sięga V wieku, chociaż obecny budynek pochodzi z XIII w.

/Powyżej: stoję przed latarnią morską na Hook Head/

Podobno już od V wieku na miejscu obecnej latarni rozbłysnęło światło ostrzegające statki przed zboczeniem z kursu. Jako pierwszy ogień miał rozpalić Dubhan, mnich-misjonarz przerażony odkryciem na brzegu licznych szczątków rozbitków. Mnisi mieli podtrzymywać w nocy ogień przez kolejnych 600 lat. W XIII w. zbudowano latarnię, która, chociaż przebudowywana, przetrwała do dzisiaj. Od 1996 r. latarnia jest w pełni zautomatyzowana, od 2001 r. jest udostępniona dla zwiedzania przez turystów.

Zwiedzanie latarni odbywa się w grupach z przewodnikiem, który zajmująco opowiada o jej historii. Latarnia ma 36.6 m wysokości i składa się z dwóch poziomów połączonych schodami liczącymi 115 stopni. Fantastyczne widoki z góry. Również bezpośrednia okolica z pięknymi klifami jest warta odwiedzenia.

środa, 27 października 2010

Irish National Heritage Park w Ferrycarrig

Irlandzki Park Dziedzictwa Narodowego w Ferrycarrig w hrabstwie Wexford to wspaniałe miejsce dla osób chcących poznać historię Irlandii - od tej najdawniejszej po czasy Wikingów.

/Powyżej: zwiedzam Irish National Heritage Park/

Park zwiedziłem przy okazji jednej z "Wycieczek z MyCork", ponieważ byliśmy w zorganizowanej grupie - otrzymaliśmy przewodnika. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od obejrzenia filmu o historii Irlandii sięgającej epoki kamienia łupanego. Film był z polskimi napisami, więc kolejne polskie grupy - oczywiście po uprzednim zgłoszeniu - na pewno również mogą liczyć na taką dogodność. Następnie przewodnik przebrany w strój sprzed tysiąca lat oprowadził nas po parku, niezwykle ciekawie opowiadając o znajdujących się w nim tematycznych ekspozycjach. Widziałem że turyści którzy zwiedzali park samodzielnie, byli wyposażeni w audioprzewodniki, które zapewne można wypożyczyć przy kasie. Wszystkie miejsca są też dobrze opisane na stojących w widocznych miejscach tablicach informacyjnych.

W parku możemy m.in. zobaczyć przykład dolmenu, kamiennego kręgu, siedliska ludzi od epoki kamienia łupanego po czasy Wikingów, odtworzono nawet niewielkie osady. Warto zarezerwować sobie kilka godzin na zwiedzanie.

Kilka moich zdjęć m.in. z Irish National Heritage Park w Ferrycarrig znajduje się tutaj: http://picasaweb.google.com/piotr.slotwinski/HrabstwoWexford

wtorek, 26 października 2010

Nosferatu – symfonia grozy

Kilka dni temu obejrzałem "Nosferatu – symfonia grozy", czarno-biały niemy film z 1922 r. Świetny!

/Powyżej: kadr z "Nosferatu – symfonia grozy"/

Film w reżyserii Friedricha Wilhelma Murnau był jednym z pierwszych horrorów w historii kina, po latach został uznany za arcydzieło. W 1995 r. z okazji 100-lecia kina trafił nawet na słynną "watykańską listę 45 ważnych i wartościowych filmów fabularnych" ułożoną przez Papieską Radę ds. Środków Społecznego Przekazu jako film o szczególnych walorach artystycznych.

A niewiele brakowało, żeby film w ogóle nie ujrzał światła dziennego z powodu procesu o prawa autorskie wytoczonego reżyserowi przez wdowę po Bramie Stokerze, urodzonym w Irlandii angielskim pisarzu, który w 1897 r. napisał powieść "Dracula". Sąd przyznał rację wdowie uznając że reżyser bezprawnie wykorzystał dzieło jej męża, nakazał wypłacenie odszkodowania i zniszczenie wszystkich kopii filmu. Na szczęście - bo dzieło jest naprawdę wybitne - kilka z nich przetrwało.

Obecnie film jest własnością publiczną, można go legalnie pobrać z internetu. Osobiście zdecydowanie polecam wersję odświeżoną cyfrowo w 2006 r., dzięki czemu obraz jest stabilny i ostry a dźwięk, pomimo że to film niemy, dobrze słyszalny.

poniedziałek, 25 października 2010

Wycieczki z MyCork: Hook Head Lighthouse i Irish National Heritage Park w Ferrycarrig

W poniedziałek, 25 października b.r. w ramach projektu "Wycieczki z MyCork" pojechaliśmy na wycieczkę do Hook Head Lighthouse i Irish National Heritage Park w Ferrycarrig. "Wycieczki z MyCork" są projektem Stowarzyszenia MyCork, koordynatorką tego projektu jest Agnieszka Chwaja. Ja - nieco pomagałem przy organizacji tej i poprzednich MyCork-owych wycieczek ;-)


/Powyżej: uczestnicy wycieczki przed Hook Head Lighthouse/

Wyjechaliśmy z Cork o 8.30 a wróciliśmy po 12 godzinach, o 20.30. Na początku wycieczki uczestnicy otrzymali bezpłatne mini-przewodnikami z opisami miejsc które mieliśmy zwiedzać oraz z logo i adresami ofiarodawców nagród na charytatywną loterię fantową. Rozdaliśmy także programy z opisem wydarzeń Festiwalu Kultury Polskiej w Cork - oraz słodki poczęstunek. W trakcie wycieczki zwiedziliśmy latarnię morską na Hook Head oraz Irlandzki Park Dziedzictwa Narodowego w Ferrycarrig. Następnie mieliśmy godzinę czasu wolnego w Wexford. Z uwagi na zróżnicowany poziom znajomości języka angielskiego wśród uczestników wycieczki mieliśmy świetnych tłumaczy, którym chciałem bardzo podziękować za ich pomoc, byli to Julia i Jakub Werner oraz Przemysław Wiński.

/Powyżej: uczestnicy wycieczki przy replice łodzi Wikingów w Irish National Heritage Park w Ferrycarrig/

Wycieczka była bardzo udana, pogoda jak zawsze dopisała :-) Tym razem wycieczka miała też cel charytatywny: w jej trakcie została przeprowadzona loteria fantowa w której każdy los wygrywał i licytacja nagród przekazanych od polskich przedsiębiorców w Cork, z których cały wpływ, w wysokości 526,0 euro, został przeznaczony na leczenie Grzesia Ikwantego, ucznia Polskiej Szkoły w Cork, który zachorował na Ostrą Białaczkę Szpikową. Dodatkowo Stowarzyszenie MyCork przekazało ze swoich środków dodatkową kwotę, tak - żeby na konto Grzesia trafiło 700,0 euro!

To już czwarta wycieczka organizowana przez MyCork w tym roku. Poprzednio byliśmy w Kilkenny, w Killarney i w Bunratty.

Poniżej: filmik z wycieczki:

niedziela, 24 października 2010

Polskie okręty wojenne w Cork

W piątek, 22 października b.r., do portu w Cork wpłynęła grupa okrętów NATO. Wśród nich są dwie polskie jednostki: ORP Kontradmirał Xawery Czernicki i ORP Mewa.

/Powyżej: ORP Kontradmirał Xawery Czernicki w porcie w Cork/

Właściwie to do Cork wpłynęło osiem jednostek pod narodowymi banderami, bowiem Irlandia nie wyraziła zgody na wpłynięcie statków jako grupy NATO. Czy to wynika z neutralności Irlandii, czy z innych względów - nie wiem, jednak jest to taka sama fikcja jak reklama piwa bezalkoholowego. Ale w ten sposób wilk jest syty i owca cała: oficjalnie do Cork wpłynęło osiem okrętów wojennych z różnych państw, a tak naprawdę - jest to grupa statków NATO.

/Powyżej: ORP Mewa w porcie w Cork/

Jak pisałem wczoraj, marynarze z ORP Mewa uczestniczyli w otwarciu wystawy "Nasza Polska". Później dali się zaprosić na dłuższą rozmowę do jednego z pubów, w trakcie której pasjonująco opowiadali o marynarskiej służbie. W rewanżu zaprosili uczestników spotkania na zwiedzanie swojego statku, gdzie mieliśmy też możliwość zajrzeć w miejsca nie udostępnione innym zwiedzającym.

Z ciekawostek: w 1987 na ORP Mewa gościł Papież Jan Paweł II. Na czas wizyty Papieża okręt został całkowicie rozbrojony.

Wśród grupy NATO-wskich okrętów jest też okręt brytyjski. Ze względów bezpieczeństwa - nie wolno go zwiedzać, jak również okrętów zacumowanych bezpośrednio przy nim. Jest też szczególnie mocno chroniony przez policję. Jak widać, irlandzko - brytyjskie zaszłości historyczne to ciągle nie do końca zabliźniona rana...

Okręty wypłyną z Cork we wtorek rano.

sobota, 23 października 2010

IV FKP: Wystawa "Nasza Polska" w Cork

Dzisiaj o godz. 14.00 miało miejsce otwarcie wystawy fotograficznej "Nasza Polska". Jest to jedno z wydarzeń IV Festiwalu Kultury Polskiej, organizowanego przez Stowarzyszenie MyCork.

/Powyżej: członkowie i sympatycy MyCork podczas otwarcia wystawy "Nasza Polska"/

W otwarciu wystawy uczestniczyli m.in. marynarze z ORP Mewa, który wraz z okrętem ORP Kontradmirał Xawery Czernicki i innymi okrętami wojennymi NATO wpłynął wczoraj do portu w Cork.

/Powyżej: fragment wystawy "Nasza Polska"/

Wystawę, znajdującą się w w holu The Cornmarket Centre (TK MAXX) przy Cornmarket Street w Cork, będzie można oglądać przez najbliższe 2 tygodnie.

czwartek, 21 października 2010

Magda Parus: "Wilcze dziedzictwo: przeznaczona"

Trylogię Magdy Parus "Wilcze dziedzictwo" zacząłem czytać "od środka", czyli od drugiego tomu. Jednak to co przeczytałem wystarczy żeby mieć pewność, że muszę dokupić tom 1 i 3 :-)

Wilcze dziedzictwo to cykl o wilkołakach. Ale są to zupełnie inne wilkołaki niż znamy je z filmów klasy B. Te wilkołaki budzą sympatię, chociaż ani na chwilę nie przestają być groźne. Z drugiej strony - są też bezlitośnie ścigane i tępione przez ludzi. Jak napisano na odwrocie książki: "Biedne wilkołaki. Chcą jedynie przetrwać. Są przyjaźnie nastawione do ludzi. W zasadzie nawet nie lubią ich zabijać. Po prostu czasem muszą."

środa, 20 października 2010

Quorn

Coraz większą popularność wśród wegetarian święci Quorn, pochodząca z grzybów bogata w białko alternatywa mięsa. Od kilku dni próbuję różnych opartych na nim potraw.

Podstawowym surowcem użytym do produkcji dań z Quorn jest grzyb Fusarium Venenatum. Quorn jest coraz bardziej popularny w Wielkiej Brytanii i w Irlandii, w większych sklepach można kupić cała gamę produktów na nich opartą, które w dodatku świetnie, znacznie lepiej od soi, imitują niemal dowolne potrawy mięsne.

A co najważniejsze - są bardzo smaczne i zdrowe :-)

wtorek, 19 października 2010

Jacek Komuda: "Czarna Bandera", "Wilcze Gniazdo", "Czarna Szabla"

Są to kolejne, po "Samozwańcu", książki Jacka Komudy które przeczytałem.

"Czarna Bandera" to męska literatura o morskiej tematyce. Sześć opowiadań o najgorszych łotrach grasujących po morzach i ocenach kilkaset lat temu. Do tego sporo fantastyki i nieco horroru. "Wilcze Gniazdo" to opowieść o polskim szlachcicu który wyruszył na Ukrainę po dziedzictwo pozostawione mu przez stryja, który nie cieszył się dobra opinią w okolicy i przez to jego następca będzie miał poważne problemy. Z kolei "Czarna Szabla" to zbiór pięciu opowiadań o przygodach Jacka Dydyńskiego, "szabli do wynajęcia".

Wciągają ;-)

niedziela, 17 października 2010

Ballincollig Castle

W Ballincollig (hr. Cork) znajdują się m.in. ruiny Ballincollig Castle, zamku z XIII/XIV w.


/Powyżej: Ballincollig Castle/

Zamek w kształcie wieży - co jest charakterystyczne dla Irlandii - był pierwotnie otoczony fosą i murami, z których część pozostała do dzisiaj. Kilkakrotnie go przebudowywano, zmieniał też właścicieli, służył m.in. jako garnizon wojskowy. Zamek został zniszczony pod koniec XVI w., ale w 1857 r. był remontowany przez ówczesnego właściciela, o czym świadczy kamienny herb z datą umieszczony nad wejściem.

Obecnie ruiny są miejscem spotkań okolicznych pijaczków, co można poznać po niezliczonej ilości puszek po piwie walających się wśród ruin.

piątek, 15 października 2010

Widmo krąży nad Polską, widmo analfabetyzmu...

Ta swobodna parafraza pierwszych słów "Manifestu komunistycznego" Marksa i Engelsa jest jak najbardziej na miejscu. Za tzw. komuny, przy całej zbrodniczej naturze tego systemu, analfabetyzm był tępiony, zresztą często razem z analfabetami. Komunistycznej władzy zależało na tym żeby jej niewolnicy umieli czytać, bo tylko w ten sposób, przed epoką internetu, tv a nawet radia, mogła sączyć jad swojej propagandy. Komuna się skończyła, zwalczanie analfabetyzmu również. Obecnym narzędziem propagandy jest przede wszystkim telewizja, a do oglądania ruchomych obrazków umiejętność czytania czegokolwiek innego poza ewentualnie programem tv - nie jest potrzebna.

I tak przez kolejnych 20 lat po pamiętnych wyborach w czerwcu 1989 r. wyrosło nowe pokolenie. Pokolenie analfabetów. Przesadzam? Od przesadzania są ogrodnicy, a fakty mają to do siebie, że trudno z nimi dyskutować. Jeżeli nawet wskutek obowiązku szkolnego młodzi ludzie nie są analfabetami w ścisłym tego słowa znaczeniu, to jednak analfabetyzm funkcjonalny dotknął sporą część z nich. Wypełnienie prostego druku coraz częściej urasta do rangi problemu, podobnie jak poprawne obliczenie wydawanej reszty w sklepie (bo przecież o nieuczciwość żadnego z tych młodych ludzi posądzać nie mogę), za to poprawne zrozumienie przeczytanego tekstu staje się już niewykonalne...

Z czego to wynika? Głównie z niskiego poziomu edukacji, w tym także tej na wyższym szczeblu. Przykład zresztą szedł z góry: o ile pierwszy Prezydent III Rzeczypospolitej Polskiej, którym był Wojciech Jaruzelski, jeszcze jako takie wykształcenie posiadał, to już jego następca był potwierdzeniem leninowskiej tezy, że "państwem może rządzić nawet kucharka", a prezydent nr 3 przekonał z kolei swoich wyborców że można mieć wyższe wykształcenie bez konieczności ukończenia studiów...

Niskie płace i zdziczenie szkolnych obyczajów skutecznie odstraszają od podejmowania pracy w szkolnictwie ludzi naprawdę inteligentnych, którzy bez problemu znajdą dobrze płatną posadę gdzie indziej, czy też w ostateczności - wyjadą do Irlandii. Nie ma się co dziwić: jeżeli dopuszcza się do sytuacji w której uczniowie w czasie trwania lekcji zakładają nauczycielowi kosz na głowę, jak to miało miejsce kilka lat temu w jednej ze szkół średnich w Toruniu, a cała sprawa wyszła na jaw tylko dlatego że nakręcili przy tej okazji kamerą w telefonie komórkowym filmik który trafił do internetu - za to nauczyciel, zamiast pacnąć takiego jednego gnojka z drugim w ucho, wezwać rodziców i wywalić na zbity pysk ze szkoły z wilczym biletem na szkoły w całym województwie potulnie kładzie uszy po sobie, to już wiemy, kto obecnie uczy młodzież w szkołach. Powie ktoś: taki system, nie można krnąbrnego ucznia uderzyć, itp. Zgadza się, ale to znaczy tyle, że system bezstresowego wychowania się nie sprawdził i czas wrócić do starszych, sprawdzonych metod. Inna rzecz, że nauczyciele nie potrafią już zdobyć wśród uczniów takiego autorytetu, jaki mieli wcześniej. Ale z drugiej strony, nie ma przymusu pracowania w tym zawodzie: jeżeli ktoś nie radzi sobie w pracy z młodzieżą, to w McDonaldzie ciągle przyjmują do pracy.

To szkoły niższego i średniego szczebla, ale na studiach też nie jest dużo lepiej. Rosnąca ilość filii wyższych uczelni otwieranych w najmniejszych nawet miasteczkach, co roku za odpowiednią wysokość czesnego wypuszcza ze swoich murów osoby które tylko formalnie mają wyższe wykształcenie, bo w rzeczywistości wiedzą przerasta ich co bardziej rozgarnięty uczeń porządnego - ciągle jeszcze są takie, chociaż nie wiadomo jak długo - gimnazjum. Pomijam już tak żenujące sytuacje, kiedy absolwent(ka) wyższej uczelni z tradycjami nie zna podstawowych zasad polskiej ortografii, a kiedy czytam wypowiedzi co niektórych takich osób na internetowych forach - to nie wierzę w to co widzę. Jak to stwierdził Stanisław Lem: "Dopóki nie skorzystałem z internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów", tak samo ja, dopóki nie skorzystałem z internetu nie wiedziałem że w Polsce jest tylu, hm.... dyslektyków. I to w sytuacji takiej mnogości słowników ortograficznych wbudowanych w przeglądarki internetowe tudzież edytory tekstów...

Nie ma się co dziwić, kiedyś o dysleksji nikt nie słyszał, za to nauczyciel miał linijkę w ręce którą dosłownie wbijał uczniom do głowy zasady poprawnej pisowni. Teraz niejeden lekarz za kopertę stosownej grubości jest gotowy wystawić odpowiednie zaświadczenie, dzięki któremu uczeń nie będzie musiał wiedzieć jak poprawnie zapisać słowa refrenu piosenki Jacka Skubikowskiego "Żółta żaba żarła żur":

Żółta żaba żarła żur,
Piórnik porósł mnóstwem piór,
Rzęsa w rzece - rzadka rzecz,
Słówka w głowie, błędy precz!
Halo, Hela, w hucie huk,
Żółw ma czwórkę krótkich nóg,
Żuraw żubra żwawo żgnął,
Aż się dziób w ósemkę zgiął.

Było, minęło. Teraz wysyła się e-maile zamiast listów i sms-y zamiast pocztówek. Z jednej strony powinno być lepiej, bo podobno badania dowodzą że dzięki internetowi młodzież czyta więcej, ale z drugiej strony, cytując pewnego niesławnego klasyka: "Lepiej mniej, ale lepiej". Lepiej przeczytać nawet raz w miesiącu średnio ambitną książkę, niż codziennie polskie internetowe portale. Często mam wrażenie że pisują w nich półinteligenci dla ćwierćinteligentów. Oczywiście, są wyjątki, ale wyjątki są wyjątkami dlatego - że nie są normą... Zresztą chyba nawet artykułów na portalach nie chce się jednak ludziom czytać, stąd te sensacyjne tytuły publikowanych tam tekstów, mające nakłonić do lektury. Dla przykładu: "Polskie rakiety w Izraelu" - czyli o wycieczce polskich tenisistów do Jerozolimy, "Mróz przeszkodził wampirom" - krwiodawcy nie mogli oddać krwi bo byli przeziębieni, "Są dowody na niepokalane poczęcie" - tak, ale u jednego z gatunków rekina, itd., itp. Mi samemu kiedyś jeden z dużych portali zmienił tytuł artykułu traktującego o tradycji i zwyczajach przy obchodach Dnia św. Patryka z jakże trywialnego "Dzień św. Patryka" na... "Dzień pijanego emigranta", chociaż o emigrantach nie było tam ani słowa, ale oglądalność natychmiast poszła w górę. Oczywiście natychmiast zerwałem współpracę z tym portalem, bo nazwisko mam jedno.

No ale, trochę odbiegłem od tematu... Jakie jest panaceum na tę analfabetyczną dolegliwość? No cóż, jak twierdził Andrzej Frycz Modrzewski: "Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie". Albo cała Polska zacznie naprawdę czytać dzieciom, albo za kilkanaście lat obudzimy się z przysłowiową ręką w nocniku. Kornel Makuszyński pisał: "dom, w którym jest książka, jest przybytkiem słońca, a dom, w którym jej nie ma, to mroczny kryminał". Problem w tym, że jest coraz więcej polskich domów w których jedyne książki jakie goszczą na półce - to książka telefoniczna i książeczka czekowa...

czwartek, 14 października 2010

Pożegnanie z MyCork

Z dniem 12 października b.r. wystąpiłem ze Stowarzyszenia MyCork.

To była trudna decyzja, bo to w końcu 4 lata wspólnej wolontaryjnej pracy. Wstąpiłem do MyCork dokładnie 25 listopada 2006 r. i byłem jego członkiem, jak wspomniałem, do 12 października b.r. Od 13 lipca 2008 r. do 18 lipca b.r. miałem nawet zaszczyt piastować funkcję Prezesa Zarządu Stowarzyszenia MyCork.

Ale - na wszystko w życiu jest odpowiedni czas, a ja doszedłem do wniosku że mój czas w MyCork właśnie dobiegł końca. Pora na młodszych, oczywiście - młodszych duchem ;-) Rozstaję się w przyjaźni z moimi koleżankami i kolegami z MyCork i mam głęboką nadzieję, że nie będą mnie źle wspominali.

Bardzo dziękuję wszystkim Członkom MyCork za dotychczasową współpracę i życzę Im, oraz całemu Stowarzyszeniu, samych sukcesów w dalszej pracy na rzecz Polonii w Cork. Jednocześnie chciałbym zaznaczyć, że okres wolontaryjnej działalności w MyCork był dla mnie ogromnym zaszczytem a współpraca z tak wspaniałymi osobami jak wolontariusze MyCork - prawdziwą przyjemnością.

Chciałbym jeszcze raz podkreślić, co już pisałem wielokrotnie: MyCork to najlepsza rzecz jaką Polonia w Cork zrobiła, a wolontariusze MyCork - to wspaniali ludzie którzy bezinteresownie poświęcają swój czas na społeczną pracę w stowarzyszeniu.

Mam szczerą nadzieję jeszcze nie raz wziąć czynny udział w polonijnych wydarzeniach organizowanych przez MyCork - wg mnie najbardziej prężne polonijne stowarzyszenie w Irlandii.

środa, 13 października 2010

XIX wizyta w Polsce (8): welcome home?

Wróciłem do Cork :-)

Z Krakowa do Dublina - Aer Lingus, z Dublina do Cork - Aircoach ;-) W Aer Lingus-ie miejsca numerowane, więc tym razem obyło się bez ciżby. Sporo Irlandek w wieku pobalzakowskim obładowanych polskim alkoholem i papierosami.

W Dublinie na odprawie paszportowej celnik przyjaźnie kiwa mi głową. Za to stojącego za mną Irlandczyka wita: "welcome home". Kiedy polscy wąsaci uzbrojeni celnicy będą nas tak witać w Polsce?

Prawie 5-godzinną jazdę autobusem przespałem, także zanim się obejrzałem - byłem w Cork.

Welcome home?

wtorek, 12 października 2010

XIX wizyta w Polsce (7): Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha

Wybrałem się do Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha.

/Powyżej: stoję przed Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha/

Trafiłem na wystawę "Piękno wykute ze stali. Miecze japońskie z polskich kolekcji prywatnych", na której prezentowano wymienione w nazwie wystawy miecze, oraz obejrzałem wystawę fotograficzną Katarzyny Sagatowskiej "Polskie sumo", na której prezentowano zdjęcia polskich zawodników tej sztuki walki.

Moje zdjęcia z pobytu w Krakowie można zobaczyć tutaj: http://picasaweb.google.com/piotr.slotwinski/Krakow.

poniedziałek, 11 października 2010

XIX wizyta w Polsce (6): "Pirania 3D"

Wybrałem się do kina na "Pirania 3D".

Jak już wielokrotnie pisałem, jestem oddanym fanem kina klasy B, a ten film, chociaż w nowoczesnej technologii, wpisuje się w klimat.

Nawiązanie do filmu pod tym samym tytułem (bez "3D", rzecz jasna ;-) z 1978 r. jest bardzo luźne, łączą je w zasadzie tylko tytułowe piranie oraz masakra młodych ludzi na jeziorze.

Fabuła: wskutek wstrząsów tektonicznych pod Jeziorem Victorii otwiera się przejście łączące je z innym, znajdującym się pod nim podziemnym jeziorem, z którego wydostają się piranie uznane za wymarłe miliony lat temu. W tym samym czasie nad "właściwym" jeziorem trwa impreza w której biorą udział setki nastolatków. Sporo nagich biustów ;-) Finał - łatwy do przewidzenia. Z ciekawostek: w filmie gra Christopher Lloyd, pamiętny naukowiec z "Powrotu do przyszłości".

Film wyłącznie dla miłośników kina klasy B - w nowej, trójwymiarowej technologii ;-)

niedziela, 10 października 2010

XIX wizyta w Polsce (5): solidarni na gapę

Dzisiaj, jak codziennie zresztą, przemieszczałem się tu i ówdzie tramwajem. Podczas jazdy jedną z linii przekonałem się, że nadal potrafimy być... solidarni ;-)

/Powyżej: zablokowany kasownik w tramwaju którym jechałem/

Otóż w tramwaju była kontrola biletów, po której motorniczy zapomniał włączyć z powrotem kasowniki wskutek czego były one zablokowane, uniemożliwiając tym samym skasowanie biletów. Ludzie informowali się o tym szeptem w pełnej konspiracji. Nikt nie pofatygował się żeby powiedzieć o tym motorniczemu, wskutek czego spora część pasażerów przejechała się za darmo.

No cóż, ja też nie doniosłem, biję się w pierś. Głównie dlatego, że uważam że za jazdę krakowskimi tramwajami tutejsze MPK powinno płacić pasażerom, a nie odwrotnie. Ale to już temat na inną notkę ;-)

sobota, 9 października 2010

XIX wizyta w Polsce (4): Wieża Ratuszowa w Krakowie

Zwiedziłem Wieżę Ratuszową na krakowskim Rynku Głównym.

/Powyżej: po lewej - stoję przed wieżą, po prawej - jestem w jednej z sal w ratuszowej wieży/

Wieża to jedyna pozostałość po znajdującym się niegdyś tutaj miejskim ratuszu. Ratusz wybudowano na przełomie XIII/XIV w., a zburzono w 1820 r. Zwiedzający mogą wejść wąskimi schodami na niemal sam szczyt, mijając "pod drodze" sale z wystawami pokazującymi jak niegdyś wyglądał krakowski Rynek - i sam ratusz.

/Powyżej: widok z okna wieży na krakowski Rynek/

piątek, 8 października 2010

XIX wizyta w Polsce (3): manekiny, czyli naga prawda

Przed dworcem kolejowym w Krakowie od 1 do 6 października b.r. stanęło 200 manekinów. Ale nie była to ilustracja do piosenki TSA "Manekin disco", tylko akcja jednego z towarzystw ubezpieczeniowych pod hasłem" "Naga prawda o ubezpieczeniach".

/Powyżej: stoję wśród manekinów przed krakowskim dworcem kolejowym/

Manekiny miały pojawić się we wrześniu i w październiku b.r. w sześciu miastach: Warszawie, Wrocławiu, Krakowie, Rzeszowie, Gdańsku i Poznaniu.

czwartek, 7 października 2010

XIX wizyta w Polsce (2): odwiedziny u Rodziców

Pojechałem w dawne Zamojskie odwiedzić Rodziców.

/Oznaczenie ulicy na bloku w którym mieszkają moi Rodzice/

Jeszcze w Krakowie, gdy przed odjazdem kupowałem w przejściu podziemnym dworca kolejowego gazetę coby poczytać w pociągu, zostałem niemal osaczony przez "mieszkańców" tegoż dworca i zarzucony prośbami o wsparcie. Wystarczy wyjąć monetę żeby zapłacić za gazetę, a ci panowie wyrastają jakby spod ziemi. Cóż było robić, reszta za gazetę zmieniła właściciela, by pewnie za chwilę zostać zamieniona na wino marki "wino".

Wyglądając przez okno pociągu stwierdzam, że Polska B zaczyna się tuż za Rzeszowem. Świadczą o tym m.in. zrujnowane budynki z wybitymi oknami stojące wzdłuż trasy przejazdu pociągu. Tyle zostało z dawnych zakładów pracy. Wysiadam w Jarosławiu, aby przesiąść się na autobus, bowiem ponad rok temu zlikwidowano na Zamojszczyźnie wszystkie połączenia kolejowe - pociągi już tam, i nie tylko tam, nie jeżdżą...

A u Rodziców - zawsze jest super :-)

środa, 6 października 2010

XIX wizyta w Polsce (1): w samolocie z "grzechotnikiem"

Przede mną kolejny tydzień w Polsce.

Podróż jak zwykle, zresztą wybór niewielki: autobus do Dublina, samolot do Krakowa. W autobusie spotkałem kolegę, było o czym pogadać, więc prawie pięć godzin jazdy zleciało w miarę szybko.

W samolocie, traf chciał, usiadła przy mnie pani z dzieckiem, które oprócz furii przy zapinaniu pasów i płaczu przez sporą część lotu, dostało do zabawy coś w rodzaju grzechotki, więc mogłem sobie wybić z głowy to co najczęściej robię podczas lotów - czyli drzemkę.

Z dwojga złego lepsze to, niż jakiś pijany gnojek wykrzykujący że "nienawidzi głupich Iroli", a tak było przedostatnim razem...

sobota, 2 października 2010

Irlandia w Google Street View

Od 30 września b.r. Internauci mogą oglądać Irlandię "z poziomu ulicy" dzięki projektowi Street View firmy Google.

/Powyżej: zdjęcie St Patrick Street w Cork z programu Google Earth/

Za Wikipedią: "Google Street View – funkcja Google Maps i Google Earth, która zapewnia 360° panoramiczne widoki z poziomu ulicy i pozwala użytkownikom na wyświetlanie wybranych części miasta. (...) Google Street View wyświetla zdjęcia które wcześniej zostały wykonane z poziomu ulicy przez kamery zamontowane na samochodzie. Do poruszania się używa się klawiszy strzałek na klawiaturze i myszy aby zmienić kierunek i kąt. Wzdłuż ulic wyświetlane są linie pomocnicze wskazujące możliwy kierunek dalszego poruszania."

Zapraszam do wirtualnej wycieczki ulicami Cork. Można to zrobić za pomocą bezpłatnego programu Google Earth: http://earth.google.com/intl/pl/ albo z poziomu przeglądarki: http://mapy.google.pl.

piątek, 1 października 2010

Tysiące św. Mikołajów będzie kwestowało w Cork

Wczoraj na ulicach Cork pojawił się autobus z... Świętymi Mikołajami :-)

/Powyżej: mikołajowy autobus na St. Patrick's Street w Cork /

Trochę za wcześnie na Mikołaja, ale jest to akcja reklamująca bicie rekordu świata pod względem ilości Mikołajów kwestujących na rzecz lokalnych organizacji charytatywnych. Poprzedni rekord, ustanowiony w 2007 r. w Derry City wynosił 12,965 Mikołajów, organizatorzy planują że 28 listopada b.r. w Cork będzie ich 15 tysięcy.