niedziela, 30 stycznia 2011

Przewodniki po Rzymie

Od kilku dni pilnie studiuję przewodniki po Rzymie ;-)

Wyjeżdżam na tydzień do Wiecznego Miasta. Oczywiście nawet pobieżna lektura tych dwóch książek tudzież kilku stron internetowych jak również rozmowa z przyjaciółmi którzy w Rzymie często bywają jasno mi uświadomiła, że jeżeli chcę zwiedzić to miasto - to tydzień to tyle, co nic.

No trudno, postaram się zobaczyć ile się da ;-)

piątek, 28 stycznia 2011

Skończyłem kurs "ESOL"

Właśnie ukończyłem 3-miesięczny kurs ESOL, tj.: "English and Computers for students of other Languages" w St. John's Central College w Cork.

/Powyżej: nasza klasa ;-)/

Tak, wróciłem do szkoły po 15 latach, czyli od czasu ukończenia studiów. Chciałem po prostu spróbować swoich sił w zajęciach gdzie wykładowym jest angielski - i tylko angielski. I myślę, że poszło mi nie najgorzej :-) Kurs trwał, jak napisałem, przez 3 m-ce, ale był dość intensywny, uczestnicy kursu byli z różnych krajów. Po jego zakończeniu i serii egzaminów mamy mieć wydane certyfikaty FETAC 4, na które jednak trzeba będzie poczekać sporo miesięcy, bo są po skrupulatnym sprawdzeniu wyników, etc. wydawane w Dublinie. No cóż, w irlandzkim systemie edukacji biurokracja jest chyba nie mniejsza niż w polskim.

Kurs był przeznaczony dla średniozaawansowanych, pozytywnie byłem zaskoczony zajęciami, zwłaszcza "z komputerów". Sala była wyposażona w stosunkowo nowe laptopy, projektor, dostaliśmy do dyspozycji pendrivy, tablice pamiętane przeze mnie ze szkoły po których pisało się kredą zostały zastąpione przez te po których pisze się flamastrem, etc. Egzaminów, testów, etc., było dość sporo, nawet mam wrażenie że 1/3 czasu tegoż kursu - to właśnie różnego rodzaju sprawdziany. No i sporo "prac domowych" z angielskiego.

No nic, dałem radę (a przynajmniej taką mam nadzieję), więc pewnie wkrótce spróbuję czegoś innego. Na razie - zapisałem się na dalsze zajęcia z angielskiego a w międzyczasie pomyślę o kolejnej szkole ;-)

środa, 26 stycznia 2011

Dariusz Rekosz: "Zamach na Muzeum Hansa Klossa"

Właśnie skończyłem czytać kolejną rewelacyjną powieść Dariusza Rekosza: "Zamach na Muzeum Hansa Klossa" wydaną przez G+J. świetnie mi się ją czytało, tym bardziej że byłem w niektórych miejscach opisanych w książce :-)

Akcja powieści rozpoczyna się sceną podwójnego morderstwa i kradzieży z tajnego argetyńskiego laboratorium substancji, która może zaważyć na losach świata. A dalej - jest już tylko ciekawiej. Tym bardziej, że dalsza część akcji toczy się w Polsce: w Krakowie, na którego przedmieściach znajduje się tajne amerykańskie laboratorium medyczne, w Katowicach - gdzie właśnie otworzono Muzeum Hansa Klossa i w Warszawie, gdzie w trakcie XVIII Finału WOŚP dochodzi do ostatniego morderstwa.

Zagłębimy się w świat tajnych służb specjalnych, skorumpowanych polskich polityków, wyspecjalizowanych technologii na służbie obłąkanych idei, ale także poznamy świat zwykłej ludzkiej biedy w dzisiejszej Polsce.

Jednym z pobocznych wątków książki jest zlecenie terrorystycznego zamachu bombowego tym razem na cel w Polsce: ma nim być Muzeum Hansa Klossa w Katowicach w dniu jego otwarcia. Miejsce i data są nieprzypadkowe: w tym czasie będzie tam wielu przedstawicieli mediów dzięki którym cały świat będzie mógł na żywo zobaczyć tę tragedię. Do zamachu nie dojdzie, ponieważ terrorysta zginie tuż przed odpaleniem ładunku, zabity przez jeszcze większych zbrodniarzy niż on, którzy planują rzecz o wiele bardziej makabryczną, mogącą zmienić losy milionów ludzi... ale o tym już doczytacie w książce ;-)

Tak na marginesie, o ile książkowym terrorystom nie udało się przerwać działalności tego pierwszego w Polsce pop-muzeum, to w rzeczywistości udało się to zrobić polskim politykom i urzędnikom oraz przedstawicielom niektórych mediów w Polsce: tym pierwszym za pomocą bzdurnych przepisów a tym drugim za pomocą nie mniej bzdurnych kampanii piętnujących działalność muzeum w którym znalazły się silikonowe postacie filmowych bohaterów serialu "Stawki większej niż życie" ubrane w niemieckie mundury. Miałem to szczęście, że udało mi się zwiedzić "Muzeum Hansa Klossa" w sierpniu 2009 r. Cztery miesiące później muzeum zostało zamknięte, po niespełna roku działalności...

"Zamach..." to świetna powieść w której fikcja wspaniale przeplata się z rzeczywistością. Polecam tę książkę wszystkim moim Czytelnikom i zapraszam na stronę jej autora, Dariusza Rekosza: www.rekosz.pl.

wtorek, 25 stycznia 2011

Milcząca gwiazda

Dzisiaj obejrzałem "Milczącą gwiazdę", film w reżyserii Kurta Maetziga oparty na debiucie książkowym Stanisława Lema "Astronauci".

/Powyżej: kadr z "Milczącej gwiazdy"/

Dodam, że obejrzałem tylko dlatego, że jest to jedna z ekranizacji dzieł Lema. Pisarz nie lubił przenoszenia swoich powieści na ekran - i nie ma się co dziwić, zważywszy na fakt, że Lem był filozofem-futurologiem stosującym jedynie konwencję s-f. Nie jest łatwo przenieść filozoficzne rozważania na filmowy ekran, niemniej niektórzy reżyserzy porywali się na takie próby, z różnym zresztą skutkiem.

Powieść "Astronauci" została po raz pierwszy wydana w 1951 r. W 1959 r. nakręcono na jej podstawie "Milczącą gwiazdę", film produkcji polsko-niemieckiej, czy właściwie polsko-enerdowskiej.

Film opowiada o pierwszej ziemskiej wyprawie na Wenus. Cały obraz przesiąknięty jest moralizatorstwem, szczytnymi hasłami, etc., które jak teraz wiemy z perspektywy 50 lat od jego emisji - nie miały nic wspólnego z rzeczywistością. Niemniej, da się obejrzeć ;-)

Polecam głównie miłośnikom Lema oraz filmów s-f sprzed pół wieku ;-)

niedziela, 23 stycznia 2011

Żmije w Cork

Dzisiaj w Roundy Bar w Cork odbył się koncert charytatywny zespołu "Żmije".

Zespół wystąpił w bardzo okrojonym, bo tylko 2-osobowym składzie, co nie przeszkodziło mu jednak zagrać świetnego koncertu, entuzjastycznie przyjętego przez liczną publiczność.

/Powyżej: "Żmije w Cork/

W trakcie koncertu mogliśmy posłuchać kilkunastu utworów ludowych polskich oraz ukraińskich. Z kolei bezpośrednio po koncercie można było nabyć pierwszą płytę zespołu zatytułowaną „Harda ja Harda”.


/Powyżej: fragment koncertu "Żmij" w Roundy Bar w Cork/

Koncert zorganizowało Stowarzyszenie MyCork, wstęp był bezpłatny, w trakcie koncertu organizatorzy kwestowali na rzecz ciężko chorej Pauliny (o jej chorobie pisałem TUTAJ), udało im się zebrać 588,97 euro.

O zespole: "Zespół Żmije powstał w Rzeszowie w roku 2006. Utwory wykonywane przez Żmije nie są jednoznacznie związane stylistycznie z żadnym typowym nurtem muzycznym. Zespół lubi eksperymentować z muzyką i „słowem”, stąd dosyć duża różnorodność w kompozycjach i utworach ludowych wykonywanych przez Żmije - od delikatnego rytmu reggae, aż po szybkie melodie polskie, ukraińskie, bałkańskie i cygańskie zagrane niejednokrotnie w mocnej punkowej stylistyce."

piątek, 21 stycznia 2011

Dorothea Lange's Ireland

W 1954 r. do Irlandii przybyła Dorothea Lange (1895-1965), światowej sławy amerykańska fotografka. Przez sześć tygodni swojego pobytu stworzyła wspaniałą fotograficzną dokumentację Irlandii połowy XX w.

Obecnie jej zdjęcia z Irlandii można obejrzeć m.in. w albumie "Dorothea Lange's Ireland", po raz pierwszy wydanym w 1996 r.

Sama autorka przebywała głównie w hrabstwie Clare, przez swój półtoramiesięczny pobyt w Irlandii zrobiła 2400 fotografii, z czego ponad setka najlepszych fascynujących czarno-białych fotografii znalazła się w albumie.

czwartek, 20 stycznia 2011

Media w Polsce fałszują obraz polskiej emigracji

Polskojęzyczne media w Polsce od kilku lat prowadzą politykę zakłamania obrazu polskiego emigranta. Czy robią to by poprawić nastrój tym którzy zostali - czy na polityczne zamówienie?

Kilka dni temu na portalu jednego z opiniotwórczych wydawanych w Polsce dzienników natknąłem się na artykuł opatrzony wielkim tytułem: "Polacy uciekają z Irlandii!" Skąd autor wysnuł taki wniosek? Stąd, że w ubiegłym roku po nowe nr PPS zgłosiło się o 37% Rodaków mniej, niż w roku poprzednim. Jak to się ma do tytułu? Kompletnie się nie ma. Z informacji o przydzielonych nr PPS można tylko wywnioskować, że - ewentualnie - w ubiegłym roku o 37% mniej Rodaków przyjechało do Irlandii niż w roku poprzednim. To wszystko. Oczywiście, nie są brani pod uwagę np. babcie i dziadkowie którzy coraz częściej przyjeżdżają na Zieloną Wyspę pomóc swoim dzieciom w opiece nad ich dziećmi, a swoimi wnukami, urodzonymi już w Irlandii. Oni o przyznanie nr PPS nie występują, a jest ich coraz więcej bo i coraz więcej dzieci Polaków rodzi się w Irlandii, a nie w Polsce. Skąd więc tytuł że "Polacy uciekają z Irlandii!"? Z brudnego palca polskiego dziennikarzyny pracującego dla niemieckiej polskojęzycznej gazety wydawanej w Polsce. Prawda jest taka, że jak wynika z informacji zamieszczonej na tym portalu, pomimo trudnej sytuacji ekonomicznej w Irlandii, Polacy ciągle do niej emigrują. Ale o tym - sza...

Jakiś czas temu głośno było o reportażu jednej z polskojęzycznych stacji tv z Polski, której reporterzy przyjechali do Dublina nakręcić materiał o polskich emigrantach. Oczywiście - do z góry postawionej tezy. W tym celu odnaleźli m.in. żebrzącego Polaka, który za paczkę papierosów na tle dublińskiej "Szpili" powiedział im przed kamerą wszystko, co chcieli usłyszeć, czy wręcz co mu podyktowali. Wiadomo: że bieda, nędza, brak perspektyw, etc. I taki materiał wraz ze stosownym komentarzem i przesłaniem wyemitowano w Polsce. Tyle że Polacy mieszkający w Dublinie znają tego jegomościa: to narkoman który żebrze na ulicy od lat. To jest rzetelna relacja? Skoro tak, to w każdym większym mieście w Polsce można nakręcić takich reportaży po kilka dziennie, udowadniając dowolną tezę...

Kolejna informacja: w Irlandii ludziom głód zagląda w oczy, dlatego Komisja Europejska sfinansowała zakup 53 ton sera z nadwyżek żywności do dystrybucji wśród potrzebujących. Ręce opadają. Takie akcje mają miejsce co roku, było tak również w okresie prosperity, tylko że wtedy nikt się o tym nawet nie zająknął. Co roku przed świętami w Irlandii rozdawało się mnóstwo żywności. W tym roku zwyciężyło lobby producentów sera, którzy - spryciarze - opchnęli nadwyżki tego co wyprodukowali za pieniądze europejskich podatników. Ale za to teraz jest news i piramidalna bzdura.

Idziemy dalej: informacje o masowej emigracji z Wyspy przez wykształconych Irlandczyków. Wiadomo, bieda, ludzie uciekają z tonącej wyspy, patrzcie Rodacy w Polsce jednak wcale nie jest gorzej niż w Irlandii... Żaden dziennikarzyna nawet się nie zająknie, że emigracja to u Irlandczyków tradycja, emigrowali zawsze i pewnie nadal emigrować będą. W okresie największego rozkwitu irlandzkiej gospodarki co trzeci (jeszcze raz powtórzę: co trzeci!) wykształcony Irlandczyk wyjeżdżał na dłuższy lub krótszy okres czasu za granicę. Ponad 30% wykształconych Irlandczyków wyjechało z Irlandii w okresie gospodarczego boomu! Ale podniesienie informacji o wyjazdach teraz wraz z informacjami o bezpłatnym serze rozdawanym głodnym ludziom, o "ucieczce Polaków", itp. pokazuje to wszystko w innym świetle. Tyle - że fałszywym.

Na koniec cała "prawda" o polskiej emigracji - na jednym z portali w tekście pt.: "Alkohol, agresja, seks - tak żyją polscy emigranci?" czytamy: "Alkohol, bijatyki, przypadkowy seks - skutek niespełnionych oczekiwań polskich emigrantów. Zagubieni, biedni, odcięci od bliskich, którzy zostali w kraju, coraz częściej stają się ofiarami emigracji. Agresja wśród Polaków pracujących za granicą, to coraz poważniejszy problem." Przez kolejne dwie strony anonimowy autor (bo dwie literki pod tekstem trudno uznać za podpis) przekonuje nas, że za granicę wyjechała skończona patologia której jedynym zajęciem jest picie czego popadnie, bicie kogo popadnie i seks z kim popadnie. Takie teksty są zresztą pisane taśmowo, po ich codziennej lekturze obywatele Przenajświętszej Rzeczpospolitej nabierają przekonania że są prawdziwymi szczęściarzami mogącymi mieszkać w kRAJu tanim winem i sztucznym miodem płynącym. Szkoda, że nikt nie rozejrzy się po swoim najbliższym otoczeniu i nie zada sobie trudu policzenia żyjących w wcale nie tak odległym sąsiedztwie alkoholików, mężów bijących żony, żony bijące dzieci, dzieci kradnące co popadnie, etc. Takie polskie dokumenty jak "Arizona", "Galerianki" czy "Czekając na sobotę" - nie wzięły się przecież znikąd...

O różnych bredniach kolportowanych przez polskojęzyczne media w Polsce można by długo, tylko po co? Już ks. Józef Tischner napisał swego czasu dość dobitnie, że: "są w życiu tylko trzy prawdy: święta prawda, tysz prawda i gówno prawda". I obraz polskiego emigranta kształtowany przez polskojęzyczne media należy do tej ostatniej kategorii.

Pozostaje jednak pytanie: w jakim celu polskojęzyczne media w Polsce fałszują obraz polskiej emigracji? Pierwszą nasuwającą się odpowiedzią jest cyniczna chęć podniesienia nakładu, oglądalności lub liczby kliknięć. Wiadomo że Rodacy w kraju chętniej przeczytają informację o tym, jak to "wyjechanym" jest źle, jak oczy wypłakują za Ojczyzną do której nie mogą wrócić bo na bilet nie mają, jak bezrobotni staczają się na samo dno, niż o tym że w Irlandii nikt głodny i obdarty nie chodzi, że irlandzki urzędnik w porównaniu do urzędnika polskiego ma do petenta niebotyczny szacunek, że na Zielonej Wyspie policjant jest po to żeby służyć obywatelom, itp. To nudne, to się nie sprzedaje, to ludzi denerwuje, a jak to śpiewał przed laty Wojciech Młynarski, "po co babcię denerwować? niech się babcia cieszy!" Ten utwór Młynarskiego jak znalazł pasuje zresztą do całej sytuacji polskojęzycznych mediów w Polsce, przeczytajmy choćby jego fragment:

Koci-łapci, kici-kici, ole-olejanko,
zajmujemy razem z babcią urocze mieszkanko,
my mieszkamy na parterku, babcia w oficynce.
Drepce żądna informacji o całej rodzince.
Lecz choć u nas trwa od rana z sodomką gomorka,
babci o tym się nie mówi, by była w humorku.
(...)
Tata zasię manko w kasie miał i siedzi w kiciu,
były o tym wzmianki w prasie, w Ekspresie i w Życiu.
Ale fakt ten się nie stanie dla babci udręką,
bowiem się drukuje dla niej osobne pisemko.
Na domowej drukarence wszystko się wyłuszcza
i w ogóle się babuni na parter nie wpuszcza.

Polskie społeczeństwo jest w sytuacji tej babci: drukuje się dla niego specjalne pisemka, w których informacje są tak przetworzone, żeby "babci" nie denerwować. Tak, niech się babcia cieszy... Ale wystarczy że "babcia" wysunie nos spoza swojej oficyny i wtedy, jak to stwierdził bohater filmu "Killer" zwany Siarą: "i cały misterny plan w p..." - przepadł, znaczy się... Tyle że "babć" jest tak wiele, że z pewnością nie wszystkie wyjdą ze swojej oficyny. A szkoda...

Drugą odpowiedzią na pytanie o powód fałszowania obrazu polskiej emigracji przez polskojęzyczne media w Polsce jest po prostu działanie na polityczne zamówienie. Tak, wiem że brzmi to jak kolejna spiskowa teoria w rodzaju tych że Elvis żyje i był widziany w Pułtusku, ale jednak wcale bym jej nie odrzucał. W niezależność polskojęzycznych mediów już chyba nikt z nas nie wierzy. Już samo to, że są polskojęzyczne, a nie po prostu polskie - mówi samo za siebie. No niestety, nie można nazwać polskimi mediami te które należą do zagranicznych właścicieli, w swoim macierzystym kraju płacą podatki oraz często tam drukują kolejne numery (poza dziennikami, których nie dałoby się na czas dowieźć) a tutaj zatrudniają jedynie polskich dziennikarzy których jedynymi atutami jest to, że znają dobrze język polski oraz są bezgranicznie posłuszni swoim panom.

W trakcie całej polityczno-medialnej zawierusze jaka się rozpętała po 10 kwietnia ub.r. wszyscy chcąc nie chcąc uczestniczyliśmy w medialnym praniu politycznych brudów i dowiedzieliśmy się, w czyich rękach są poszczególne kanały tv, jak przebiega polityczny podział wśród tytułów prasowych, które portale internetowe darzą sympatią tą, a które inną polityczną partię. Skoro już wiemy że upolitycznienie i upartyjnienie mediów jest polską normą, to logicznym tego skutkiem jest to, że te media muszą wypełniać polecenia partyjnej wierchuszki. Polecenia nie muszą być nawet werbalizowane, wystarczy sama świadomość jakie są oczekiwania, a już znajdzie się cały tabun sprzedajnych dziennikarskich hien gotowych napisać każde kłamstwo.

Po co ta czy inna polityczna partia miałaby wysyłać do podległych sobie mediów zlecenia stworzenia fałszywego obrazu emigracji? To po prostu typowe działania PR-owe: skoro nieudolny rząd nie potrafi sprawić żeby Polakom w Polsce żyło się lepiej, to próbuje przynajmniej stworzyć iluzję tego, że Polakom poza Polską żyje się gorzej. Sam ciągle mam przed oczami reklamowy klip pewnej partii, która - w okresie gdy z Polski właśnie wyjechało ponad 2 mln osób zwalniając sporo miejsc pracy - przekonywała telewidzów że: "za naszych rządów zmalało w Polsce bezrobocie". Oczywiście nie dodając, że stało się to nie wskutek powstania nowych miejsc pracy, tylko wskutek masowej emigracji.

No cóż, "Show Must Go On" jak śpiewał zespół Queen. Ważne jest tylko żebyśmy wiedzieli, kiedy jest show a kiedy reality. Bo jedno z drugim nie ma nic wspólnego...

środa, 19 stycznia 2011

Norman Davies: "Wyspy"

Po dwóch miesiącach udało mi się wreszcie przebrnąć przez nieco monumentalne dzieło Normana Daviesa: "Wyspy".

Ponad 1100 stron, z czego ostatnie 150 to przypisy i objaśnienia. Streścić się nie da ;-) Fantastyczna książka, chociaż wymagająca dużego skupienia. Znajdziemy tam też co nieco o historii Irlandii.

Z przedmowy Normana Daviesa do polskiego wydania: "W Polsce historia brytyjska w znacznej mierze pozostaje nieznana. Jeśli ktoś ją w ogóle studiuje, to robi to z dawnej, anglocentrycznej perspektywy. Większość Polaków myśli chyba, że Brytania jest tym samym miejscem, co Anglia. Popełniają taki sam błąd jak ci, którzy uważają, że Rzeczpospolita Obojga Narodów była tym samym miejscem, co Polska. Wyspy ukażą im inny obraz. Być może pomogą im też zrozumieć, że Polska nie jest jedynym krajem, którego historię trzeba napisać od nowa i którego miejsce w Europie trzeba na nowo określić."

Polecam :-)

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Pocztowy zamach na "Zamach..."

Dzisiaj dostałem z Polski przesyłkę: najnowszą książkę Dariusza Rekosza: "Zamach na Muzeum Hansa Klossa". Okazało się, że zanim książka do mnie dotarła - zamachu na nią dopuścił się pracownik poczty. Nie wiem tylko której - polskiej czy irlandzkiej?

/Powyżej: uszkodzona przesyłka z książką/

To nie jest pierwszy raz, rzecz jasna. Napiszę wręcz: co trzecia przesyłka o której wiem że została z Polski wysłana - nigdy do mnie nie dotarła a co druga dociera uszkodzona. Również w drugą stronę niektóre przesyłki i listy wysłane przeze mnie - były otwierane. Nawet ostatnio np. z jednej z wysłanych przeze mnie świątecznych kartek zniknął... opłatek. Nie wiem czy pocztowy złodziejaszek zapomniał był nabyć takowego przed Wigilią, czy raczej patrząc na irlandzką pieczątkę na znaczku liczył że ukryłem tam jakiś banknocik? Jedynie przesyłki rejestrowane docierają, odpukać, bez problemów...

Na szczęście tym razem sama książka dotarła w całości, chociaż, jak widać, z "przygodami". Biorę się za czytanie i wkrótce o niej napiszę :-)

piątek, 14 stycznia 2011

Jak powstał irlandzki taniec?

Dzisiaj trochę żartobliwie o tańcu irlandzkim ;-)

Ale najpierw na poważnie: taniec irlandzki jest fantastyczny, a jego mistrzowie występujący w Riverdance czy w Lord of the Dance gromadzą niezmiennie tłumy zachwyconych widzów.

Na jednej ze stron www znalazłem opis: "W tańcach irlandzkich ręce zazwyczaj trzymane są przy ciele. Ten zwyczaj wywodzi się z tego, że przez pewien czas tańce irlandzkie były zabronione, dlatego wykonywano jest w małych pomieszczeniach (najczęściej w piwnicach), gdzie były organizowane ceili. Było tam mało miejsca i dlatego tancerze kładli nacisk na ruch nogami, a górna część ciała była trzymana sztywno."

Hm, może i tak, ale słyszałem też wyjaśnienie od samych Irlandczyków, że ich charakterystyczny taniec był wyrazem buntu przeciwko angielskiemu okupantowi: Irlandczycy pokazywali w ten sposób że mimo że mają skrępowane przez najeźdźcę ręce, to i tak nie przestaną dążyć do wolności.

Ale ci sami Irlandczycy w innych okolicznościach opowiadają też żartem, że dlatego tańczą w ten sposób ponieważ w zamierzchłych czasach mieli tylko jeden egzemplarz 2-tomowego podręcznika do nauki tańca: w jednej części omawiano pracę nóg, w drugiej - rąk. No i ta druga część gdzieś im się zgubiła ;-)

A teraz już całkiem z przymrużeniem oka: na YT natknąłem się na filmik demonstrujący zgoła odmienną genezę irlandzkiego tańca ;-) Jednocześnie w tle możemy podejrzeć tancerzy z Lord of the Dance.

wtorek, 11 stycznia 2011

Ga, ga. Chwała bohaterom

W połowie lat 80-tych ub.w. Piotr Szulkin nakręcił znakomitą serię filmów s-f, jak "Golem", "O-Bi, O-Ba. Koniec cywilizacji" i "Wojna światów - Następne stulecie". "Ga, ga. Chwała bohaterom" z 1986 r. jest dopełnieniem tej trylogii.

Jak dowiadujemy się w trakcie filmu: "W XXI w. ludzkość stała się tak szczęśliwa, że nikt już nie chciał obierać trudnego zawodu kosmonauty. Dla zaspokojenia jednak odwiecznego człowieczego pędu ku nieznanym światom, znaleziono rozwiązanie. Rozwiązanie społecznie wartościowe i moralnie nieobojętnie. I tak próżnia wypełniła się rojem kosmicznych krążowników penitencjarnych." Innymi słowy: zdobywaniem kosmicznych przestworzy musieli zająć się więźniowie.

Fabuła: skazany "za krnąbrność" więzień Scope zostaje wysłany na nową planetę. Ku jego zdziwieniu, okazuje się ona zamieszkała, mało tego - jest on tam oczekiwany i podejmowany jako bohater. Szybko jednak zdaje sobie sprawę, że mieszkańcy mają w tym swój dość makabryczny cel...

To świetny polski film, można go interpretować co najmniej na kilku płaszczyznach: od najprostszej warstwy nieco zakręconej historyjki po bardzo metafizyczne kwestie. Oglądałem go już kilka razy i pewnie jeszcze kilka razy obejrzę, za każdym odkrywając coś nowego.

Wystąpiła w nim plejada najlepszych polskich aktorów, jak Daniel Olbrychski, Jerzy Stuhr, Katarzyna Figura, Leon Niemczyk, Krzysztof Majchrzak, Henryk Bista, Jerzy Trela, Jan Nowicki, Dorota Stalińska i Bożena Dykiel.

Piotr Szulkin udowodnił, że można kręcić świetne filmy, nawet osadzone w konwencji s-f, bez żadnych efektów specjalnych i przy ubogich rekwizytach. Szkoda, że teraz często mamy do czynienia z przerostem formy nad treścią.

Czy to nie mogłoby być odwrotnie?

poniedziałek, 10 stycznia 2011

XIX Finał WOŚP w Cork

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy po raz piąty zagrała w Cork. Jak co roku sztab Orkiestry zawiązał się przy Stowarzyszeniu MyCork. Koordynatorką tegorocznego Finału WOŚP w Cork była prezes MyCork - Izabela Krygiel Kozłowska. W trakcie finału w Cork udało się zebrać 13 tysięcy euro!

2 stycznia b.r.: WOŚP-owa Wycieczka z MyCork

W Cork Orkiestra zagrała jako pierwsza, bo już 2 stycznia. Pierwszym wydarzeniem w ramach Finału WOŚP w Cork była "WOŚP-owa Wycieczka z MyCork", tym razem do Dublina do Muzeum Figur Woskowych. Koordynatorką tej WOSP-owej wycieczki była Agnieszka Chwaja.

/Powyżej: uczestnicy wycieczki przed Muzeum Figur Woskowych/

W trakcie wycieczki odbyła się licytacja przedmiotów i voucherów ofiarowanych przez polskich przedsiębiorców w Cork, z której cały wpływ został przeznaczony na Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej w Cork. W tej autokarowej licytacji udało się zebrać 847,62 euro.

/Powyżej: licytacja w autobusie/

7 stycznia b.r.: pokaz tańca irlandzkiego oraz impreza w rytmach lat 80-tych i 90-tych

Kolejnym wydarzeniem w ramach Finału WOŚP w Cork był pokaz tańca irlandzkiego oraz impreza w rytmach lat 80-tych i 90-tych w Crane Lane Theatre. Wszyscy chętni mogli wziąć udział w nauce tańca pod okiem irlandzkiego instruktora i do tradycyjnej granej na żywo irlandzkiej muzyki.

/Powyżej: nauka tańca irlandzkiego/

Następnie miała miejsca impreza w rytmach lat 80-tych i 90-tych, którą prowadził DJ Duran.

/Powyżej: DJ Duran podczas WOŚP-owej imprezy w rytmach lat 80-tych i 90-tych/

8 stycznia b.r.: bazarek, karykatury, jazda motocyklem, pokaz pierwszej pomocy, licytacje i koncerty

Kolejny dzień Finału WOŚP w Cork i kolejne atrakcje w Crane Lane Theatre: po wrzuceniu datku do puszki można było nabyć przedmioty wystawione na bazarek rzeczy używanych, tj.: zabawki, książki, płyty cd, itp.

/Powyżej: jeden ze stolików bazarku/

Jednak największym powodzeniem cieszyła się następna atrakcja - czyli karykatury rysowane przez Grzegorza Rękasa, do którego ustawiła się spora kolejka.

/Powyżej: Grzegorz Rękas w trakcie rysowania/

Wśród pań szczególnym powodzeniem cieszyła się także możliwość przejażdżki na motocyklu Andrzeja, członka Husarri Polskiej w Irlandii.

/Powyżej: Kamila na motocyklu Kawasaki VN 1500 Vulcan/

Sporo osób zainteresowało się pokazem pierwszej pomocy zorganizowanym przez członków Civil Defence.

/Powyżej: ratownicy demonstrują zasady pierwszej pomocy/

Za drobny datek wrzucony do puszki każdy mógł posilić się kiełbaską z grilla/

/Powyżej: stoisko z kiełbaskami/

Z kolei za 5 euro wrzucone do WOŚp-owej puszki każdy mógł zrobić sobie zdjęcie z... słynnym na forum MyCork użytkownikiem o nicku "Panda" ;-)

/Powyżej: Ewa i "Panda"/

Kulminacyjnym punktem wieczoru były oczywiście licytacje, prowadzone po polsku i po angielsku: w ich trakcie sporo rzeczy znalazło nabywców jednocześnie wspierając Orkiestrę.

/Powyżej: jedna z sobotnich licytacji/

Czas umilały koncerty kilku lokalnych zespołów.

/Powyżej: jeden z koncertów/

9 stycznia b.r.: kwesta, Husarria Polska, kolędy, śpiewogranie, koncerty i licytacje

Jako pierwsi rozpoczęli niedzielną kwestę wolontariusze którzy pojawili o godz. 10.00 przed St. Augustine's Church, tuż po zakończeniu Mszy Św. w języku polskim.

/Powyżej: kwesta przed St. Augustine's Church/

Jak co roku WOŚP w Cork wspierają motocykliści z Husarri Polskiej, którzy licznie przybyli przed Opera House. Za drobny datek wrzucony do WOŚP-owej puszki mozna bylo odbyć przejażdżkę na wybranym motorze.

/Powyżej: Agnieszka właśnie wyrusza na przejażdżkę ;-)/

W Crane Lane uczniowie Polskiej Szkoły w Cork przedstawili swój koncert kolęd. Następnie wszyscy chętni mogli wziąć udział w Śpiewograniu - gdzie przy gitarach można było wspólnie pośpiewać najbardziej znane utwory poezji śpiewanej - i nie tylko.

/Powyżej: Śpiewogranie w Crane Lane/

O godz. 19.00 w Savoy Theatre rozpoczęła się finałowa część WOŚP w Cork.

/Powyżej: publiczność w w Savoy Theatre podczas WOŚP/

Można było sobie zrobić zdjęcie z Jurkiem Owsiakiem - prawie jak żywym ;-)

/Powyżej: moje zdjęcie z Jurkiem ;-)/

W małej sali można było posłuchać DJ-ów i bębniarzy.

/Powyżej: DJ + bębny/

Z kolei w dużej sali odbyły się licytacje przedmiotów wystawionych na WOŚP-ową aukcję oraz koncerty polskich i irlandzkich zespołów.

/Powyżej: WOŚP-owa licytacja/

Mi szczególnie miło jest napisać, że ofiarowana przeze mnie na licytację książka "Spacer po Cork", oczywiście wydana w jednym jedynym egzemplarzu i zawierającą wybrane teksty i zdjęcia z tego bloga, sprzedała się aż za 260 euro, trafiając tym samym do czołówki najdrożej sprzedanych przedmiotów podczas tej finałowej licytacji, filmik z tej licytacji można zobaczyć TUTAJ.

/Powyżej: jeden z finałowych koncertów/

Najwięcej z kwesty ulicznej zebrała Agnieszka Chwaja: do jej WOŚP-owej puszki trafiło 447,60 euro. Przypomnę, że Agnieszka zorganizowała również "WOŚP-ową Wycieczkę z MyCork" o czym pisałem na wstępie oraz pozyskała większość voucherów i przedmiotów licytowanych podczas tegorocznego Finału WOŚP w Cork.

Teraz trochę się pochwalę: w trakcie finału sprzedano także moją książkę "Spacer po Cork" za kwotę 260 euro, czym oddzielnie napisałem TUTAJ, a także m.in. dwa kalendarze od MyCork, zaproponowane, zaprojektowane i złożone przez przez Agnieszkę Chwaję, która także zajęła się drukiem, ze zdjęciami Agnieszki i mojego autorstwa. Pierwszy kalendarz, zatytułowany "Kalendarz MyCork", zawierający zdjęcia z wydarzeń organizowanych w ubiegłych dwóch latach przez MyCork, został sprzedany podczas licytacji w trakcie finałowego koncertu za kwotę 120 euro. Drugi kalendarz, "Wycieczki z MyCork", ze zdjęciami z dotychczasowych MyCork-owych wycieczek, został sprzedany podczas licytacji w trakcie "WOŚP-owej wycieczki do Dublina" za kwotę 45 euro. Chronologicznie - było to odwrotnie ;-)

/Powyżej: kalendarze MyCork sprzedane podczas XIX Finału WOŚP w Cork/

Kwota zebrana w Cork wynosi dokładnie 13 tysięcy euro!

Dane opublikowane przez pozostałe sztaby:
Dublin: 18126,09 euro
Galway: 5321 euro
Limerick: 3845,35

Zdjęcia z wydarzeń tegorocznego WOŚP w Cork można zobaczyć TUTAJ. O poprzednich Finałach WOŚP w Cork można przeczytać tutaj: 2010, 2009, 2008, 2007.

niedziela, 9 stycznia 2011

WOŚP-owa licytacja mojej książki "Spacer po Cork"

Jak być może pamiętacie, na wskutek perswazji moich przyjaciół z MyCork przeznaczyłem na WOŚP-ową licytację foto-książkę "Spacer po Cork", zawierającą wybrane teksty i zdjęcia z tego bloga.

Wczoraj w Savoy'u podczas Finału WOŚP w Cork odbyła się licytacja m.in. tej mojej książki. Pomimo że byłem przekonany że ta część licytacji będzie kompletną klapą, miło mi napisać że książka sprzedała się za... 260 euro, trafiając tym samym do czołówki najdrożej sprzedanych przedmiotów podczas finałowej licytacji :-)

Nie spodziewałem się takiego wyniku, tym bardziej że licytacja książki odbyła się praktycznie na końcu, po ostatnim koncercie, gdy spora część osób już wyszła. Dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział w jej licytacji i gratuluję zwycięzcy :-)


/Powyżej: filmik z licytacji mojej książki/

czwartek, 6 stycznia 2011

Dublin: The National Wax Museum Plus

Muzeum Figur Woskowych przy 4 Foster Place w Dublinie to miejsce które zainteresuje zarówno tych starszych - jak i młodszych.

Znajdziemy tam zarówno postacie które zapisały się w historii Irlandii, jak i postacie z irlandzkich legend. Ponadto napotkamy tam znanych irlandzkich artystów, muzyków, pisarzy i polityków. Ale nie tylko, rzecz jasna. Młodsi z pewnością ucieszą się napotykając ulubionych bohaterów komiksów i kreskówek. I - horrorów.

/Powyżej: kilka figur w The National Wax Museum Plus/

Ponadto można m.in. spróbować swoich sił w miksowaniu muzyki w studiu nagraniowym, a ci o mocniejszych nerwach mogą zwiedzić wystawę poświęcone postaciom z horrorów. Część ekspozycji mieści się w miejscu które niegdyś było skarbcem banku, dlatego warto przyjrzeć się potężnym drzwiom oddzielającym poszczególne pokoje.

Moje zdjęcia z Dublina znajdują się TUTAJ.

środa, 5 stycznia 2011

Dublin: Phoenix Park

Phoenix Park w Dublinie jest jednym z największych parków miejskich na świecie - ma prawie 8 km² powierzchni.

/Powyżej: stoję przed Krzyżem Papieskim w Phoenix Park/

W Phoenix Park w Dublinie znajduje się m.in. Krzyż Papieski. To tutaj 29 września 1979 r. Papież Jan Paweł II odprawił Mszę Św. dla miliona zgromadzonych osób - w kraju, przypomnę, zamieszkanym przez 4 miliony ludzi.

Na terenie parku znajduje się także rezydencja prezydenta Irlandii - łudząco podobno do Białego Domu w Waszyngtonie. Nic dziwnego, obydwa budynki zaprojektował James Hoban, irlandzki architekt. W jednym z okien rezydencji cały czas świeci się światło zaświecone przez Mary Robinson, poprzednią Prezydent Irlandii, które ma być znakiem dla wszystkich Irlandczyków rozsianych po świecie, że tutaj jest ich dom i tutaj czeka się na ich powrót.

Ponadto - na terenie parku jest miejskie zoo, tereny sportowe i rezydencja ambasadora Stanów Zjednoczonych.

wtorek, 4 stycznia 2011

Spotkanie wolontariuszy WOŚP

Dzisiaj, w The Crane Lane Theatre, miało miejsce spotkanie organizacyjne wolontariuszy chcących kwestować podczas Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Cork.

/Powyżej: spotkanie wolontariuszy w Crane Lane/

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Odpływ 3

W trakcie wczorajszej "Wycieczki z MyCork", podczas licytacji na rzecz WOŚP udało mi się wylicytować obraz Grzegorza Rękasa "Odpływ 3".

/Powyżej: wylicytowany przeze mnie obraz Grzegorza Rękasa - "Odpływ 3"/

Tym samym udało mi się wesprzeć WOŚP i nabyć fantastyczne, robiące niesamowite wrażenie dzieło sztuki. W tym przypadku fotografia nawet w części nie oddaje rzeczywistości. W zależności od kąta spojrzenia na obraz - wyłaniają się z niego inne kształty które można rozmaicie interpretować. Coś niesamowitego :-)

Krótkie info o artyście: "Grzegorz Rękas - absolwent Poznańskiej ASP. Dyplom uzyskał w 2004 r w pracowniach - Artystycznych Technik Fotograficznych, Malarstwa w Architekturze. W czasie studiów laureat pierwszej nagrody w Ogólnopolskim Konkursie Fotograficznym w Lublinie. Uczeń słynnego malarza Telemacha Pilitsidesa. Uczestnik wystaw krajowych jak i zagranicznych - Włochy (Florencja), Irlandia (Cork), USA (NY). Obecnie prace jego, po raz kolejny prezentowane są w New York 'Ico Gallery". Mieszka i tworzy w Cork. Podejmujący w swej twórczości głównie tematykę człowieka w stylu abstrakcyjno - surrealistycznym".

Strona www Grzegorza Rękasa, na której można zobaczyć jego prace: www.artrekas.com.

niedziela, 2 stycznia 2011

WOŚP-owa Wycieczka z MyCork do Dublina

W niedzielę, 2 stycznia b.r., odbyła się kolejna "Wycieczka z MyCork" - tym razem do Dublina, do Muzeum Figur Woskowych. Ta wycieczka była pierwszym wydarzeniem w ramach Finału WOŚP w Cork. Koordynatorką "Wycieczek z MyCork" jest Agnieszka Chwaja, ja jak zwykle aktywnie pomagałem przy organizacji wycieczki :-)

Tym razem wyjechaliśmy z Cork już o 7.00 rano. Tradycyjnie już wszyscy uczestnicy wycieczki otrzymali bezpłatne mini-przewodniki, tym razem z opisem miejsc wartych zobaczenia w Dublinie oraz plany miasta. W trakcie jazdy m.in. oglądaliśmy polskie komedie. Po dotarciu do Dublina odbyliśmy panoramiczną wycieczkę autokarową po najciekawszych miejscach w stolicy Irlandii, a następnie zwiedziliśmy Muzeum Figur Woskowych. Później mieliśmy kilka godzin czasu wolnego.

/Powyżej: uczestnicy wycieczki przed Krzyżem Papieskim w Phoenix Park/

/Powyżej: uczestnicy wycieczki przed Muzeum Figur Woskowych/

W drodze powrotnej odbyła się licytacja przedmiotów i voucherów ofiarowanych przez polskich przedsiębiorców w Cork, z której cały wpływ jest przeznaczony na Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej w Cork. W tej autokarowej licytacji udało się zebrać 447,60 euro.

Wycieczka jak zawsze była bardzo udana i jak zwykle dopisała nam pogoda :-) Zdjęcia z tej i wcześniejszych "Wycieczek z MyCork" można zobaczyć TUTAJ.

Poniżej: filmik z licytacji kalendarza "Wycieczki z MyCork":



sobota, 1 stycznia 2011

Plan Finału WOŚP w Cork

Jak co roku, również w tym zostałem wolontariuszem WOŚP, właśnie odebrałem swój identyfikator i puszkę. W Cork Orkiestra zacznie grać już jutro, podczas WOŚP-owej Wycieczki z MyCork :-)

Plan Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Cork:

2 stycznia /niedziela/
- godz. 7.00: WOŚP-owa Wycieczka z MyCork do Dublina, do Muzeum Figur Woskowych;

7 stycznia /piątek/, Crane Lane
- godz. 17.00 pokaz tańca irlandzkiego;
- godz. 18.00 impreza w rytmach lat 80-tych i 90-tych;

8 stycznia /sobota/, Crane Lane
- od godz. 14.00 jazda motocyklem z Hussarią Polską
- od godz. 14.00 bazarek rzeczy używanych (zabawki, książki, płyty cd, itp.), rysowanie karykatury, malowanie buziek dziecięcych, zabawa balonikami dla dzieci, mierzenie ciśnienia;
- od godz. 17.00 licytacje, pokaz pierwszej pomocy, kiełbaski z grilla;
- godz. 19.00-23.00 koncerty irlandzkich i polskich zespołów

9 stycznia /niedziela/
- godz. 14.00, jazda motocyklem przed Opera House;
- godz. 15.00, Crane Lane: koncert kolęd w wykonaniu uczniów z Polskiej Szkoły w Cork;
- godz. 16.00, Crane Lane: Śpiewo-granie;
- godz. 19.00-23.00, Savoy: koncerty irlandzkich i polskich zespołów

Będzie się działo :-)

Msza Św. w intencji Pauliny

Paulina, jedna z wolontariuszek MyCork, ciężko zachorowała. Stan jest na tyle poważny, że w intencji Jej powrotu do zdrowia została dzisiaj odprawiona Msza Św. w St. Augustine's Church.

/Powyżej: obraz z kamery internetowej z Mszy Św. w intencji powrotu Pauliny do zdrowia/

Paulina jest znana w Cork m.in. ze swojego zaangażowania w organizację Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W tym mijającym właśnie roku oprócz kwestowania prowadziła także licytację ofiarowanych przedmiotów, a w roku ubiegłym bardzo aktywnie pomagała przy całej organizacji WOŚP w Cork.

Paulina, nie wiem co napisać w takiej sytuacji... Głęboko wierzę, że weźmiesz udział w wielu kolejnych finałach WOŚP...

---------------------------
Dopisek z dn. 1.03.2011 r.: Paulina po kilku tygodniach powróciła do zdrowia :-)