niedziela, 30 grudnia 2012

Mosty w Cork: Christy Ring Bridge

Christy Ring był czołowym zawodnikiem hurlingu, wręcz jego ikoną. Zmarłemu w 1979 r. zawodnikowi wystawiono w Irlandii nie tylko pomniki - ale jego imieniem nazwano m.in. jeden z mostów w Cork, wybudowany w 1987 r.

/Powyżej: Christy Ring Bridge w Cork/

O pomnikach Christy Ringa pisałem TUTAJ i TUTAJ.

czwartek, 27 grudnia 2012

Rocky Bay Beach

Krótka wycieczka nad Rocky Bay, zatokę z plażą w hrabstwie Cork.

/Powyżej: jestem nad Rocky Bay/

Pierwszy raz bylem tutaj na plenerze MyCork Foto Klub, ale że miejsce ładne - na pewno wrócę tu jeszcze nie raz ;-) Warto trafić w czasie odpływu, więcej miejsca do spacerów ;-)

środa, 26 grudnia 2012

Analogowe prezenty ;-)

Po wigilijnej wieczerzy, pod choinką znalazły się również dla mnie prezenty. Tym razem, na przekór postępującej cyfryzacji, analogowe: m.in. gra planszowa, książka, i - analogowa lustrzanka ;-)

/Powyżej: część moich "spodchoinkowych" prezentów/

Książkę zacząłem czytać zaraz po powrocie z Pasterki, w grę - zagramy dzisiaj po południu, a aparat - no cudo po prostu, już ściągnąłem z netu instrukcję i rozgryzam poszczególne funkcje. Na pewno jeszcze w tym roku zrobię nią pierwsze fotki /chociaż może niekoniecznie jeszcze w tym uda się je wywołać/. Dobrze, że są Święta i sklepy zamknięte, bo gdyby nie to, to już bym pobiegł po film ;-)

wtorek, 25 grudnia 2012

Pasterka w Cork

Jak co roku - byłem na Pasterce w St. Augustine's Church. Zgodnie z lokalnym zwyczajem, msza jest odprawiana o 22:00, a nie o północy. Zresztą - tak jak od kilku lat w Watykanie... Kościół - pełen Rodaków.

/Powyżej: "polska" Pasterka w St. Augustine's Church w Cork/

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Bóg się rodzi!

Z okazji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia życzę Wam, aby przyjście na świat Chrystusa przyniosło ze sobą radość, pokój, nadzieję i miłość...

Bóg się rodzi, moc truchleje,
Pan niebiosów obnażony;
ogień krzepnie, blask ciemnieje,
ma granice Nieskończony.
Wzgardzony, okryty chwałą;
śmiertelny, Król nad wiekami!
A Słowo Ciałem się stało
i mieszkało między nami!

/Moja tegoroczna Bożonarodzeniowa Szopka, tym razem z wosku pszczelego, wykonana przez Agnieszkę/

wtorek, 18 grudnia 2012

Kwestia aborcji, czyli Lenin wiecznie żywy...

W Irlandii obecnie tematem zastępczym nr 1 jest kwestia dostępu do aborcji. Oficjalnie powodem rozpoczęcia tej dyskusji jest śmierć Savity Halappanavar, która zmarła w irlandzkim szpitalu z powodu sepsy. W rzeczywistości, wg mnie, jest to tylko pretekst dla irlandzkich /i nie tylko/ lewaków, którzy usilnie chcą nam narzucić swoją wizję świata...

Savita Halappanavar była w ciąży, zgłosiła się do szpitala z bólem pleców i podejrzewając poronienie, poprosiła o dokonanie aborcji, ale lekarze odmówili ponieważ, jak twierdzili, ciągle wyczuwali bicie serca dziecka. Dopiero po zatrzymaniu akcji serca dziecka - płód został abortowany. Jej mąż utrzymuje, że bezpośrednim powodem śmierci żony jest zbyt późno przeprowadzona aborcja. Dodaje także, że lekarze odmówili wcześniej aborcji stwierdzając że "jest pani w katolickim kraju", czy też "Irlandia to kraj katolicki" - tutaj już różne źródła różnie podają. Dla mnie - ta sprawa jest co najmniej podejrzana...

/Przeciwnicy aborcji protestujący w Cork/

Zacznijmy od tego: jestem absolutnie pełen współczucia dla męża i rodziny tej kobiety, rozumiem ich ból i szukanie sprawiedliwości. Ale kilka rzeczy tutaj mi nie pasuje.

Po pierwsze: kobieta zmarła 28 października, a o całej sprawie zaczęło się mówić głośno niemal 2 tygodnie później, po 10 listopada. Skąd ta zwłoka? Ano 10 listopada b.r. w Irlandii miało miejsce tzw. Children’s Referendum, które dotyczyło praw dzieci w Irlandii, a w szczególności zmian w konstytucji zezwalających na przejęcie opieki nad dzieckiem przez państwo w sytuacji, gdy rodzice z różnych przyczyn nie są w stanie jej sprawować. Referendum przyjęto przewagą ledwie 58% głosujących, przy rekordowo niskiej frekwencji (np. w Cork zadecydowała o tym przewaga ledwie kilkudziesięciu osób). Wg mnie celowo wstrzymano się z nagłośnieniem tej sprawy do zakończenia referendum. Czyli - już mamy pewną manipulację. W jakim celu?

Po drugie: tak naprawdę ferowanie wyroków w sytuacji gdy trwa drobiazgowe śledztwo, jest co najmniej nie na miejscu. Sprawę bada irlandzki rząd, cały szpital jest dokładnie "prześwietlany", zdania lekarzy na temat związku ciąży, aborcji i śmierci kobiety - są podzielone. Poczekajmy na wyniki śledztwa a później wypisujmy bzdurne tytuły, że "kobieta zmarła bo Irlandia to kraj katolicki".  Tytuł jest bzdurny m.in. dlatego, że każdy kto tutaj mieszka chociaż kilka miesięcy ten wie, że obecna Irlandia i katolicyzm, to dwie zupełnie różne historie. Po katolicyzmie w Irlandii pozostała Księga z Kells, sporo klasztornych ruin, nieco kleru z którego większość należałoby przegnać na cztery wiatry za głoszenie herezji niezgodnych z nauką Kościoła oraz trochę pseudokatolickich szkół organizujących zabawy halloweenowe. To niemal wszystko. Twierdzenie więc że "Irlandia to kraj katolicki" jest bzdurą do potęgi n-tej. To w końcu tutaj niedawno wybrany irlandzki prezydent ogłosił wszem i wobec, że (cytuję z pamięci) "nie wierzy w Boga, ale jest bardzo uduchowioną osobą", a premier doprowadził do zamknięcia ambasady Irlandii przy Watykanie. Jaki jest to więc katolicki kraj?

Wreszcie po trzecie: nawet jeżeli w tym konkretnym przypadku i w tym konkretnym szpitalu lekarze popełnili błąd, który w rezultacie kosztował ludzkie życie - to nie jest to powodem do tego, żeby uchwalać prawo umożliwiające odbieranie życia innym. I żeby nie było niejasności: ja sam uważam się za człowieka o naprawdę liberalnych poglądach, wzorem cnót moralnych z pewnością nie jestem, ale - są pewne granice. Nie ma dla mnie dyskusji na temat tego, "kiedy zaczyna się człowiek", oraz czy można zabijać dzieci, narodzone lub jeszcze nie, obojętnie z jakiego powodu. Koniec, kropka.

Sprawa Savity Halappanavar, która jest ogromną tragedią dla jej rodziny, jest wg mnie wykorzystywana przez zwolenników aborcji do "włożenia stopy w drzwi". Kiedy drzwi pozostaną niedomknięte, łatwiej będzie je można z czasem otworzyć na całą oścież. Tymczasem zamiast skupiać się na "prawie do aborcji", należałoby się raczej zastanowić nad tym, w jaki sposób państwo mogłoby pomóc kobietom, często pozostawionym samym sobie. Ale trzeba też zaznaczyć, że Irlandia jest krajem który zapewnia samotnym rodzicom szereg osłon socjalnych: dom, zasiłek, dofinansowania do wielu rzeczy. Ten system jest tak szczodry, że wielu Irlandczyków go wykorzystuje, gdy np. kobieta zgłasza się jako samotna matka, mimo że faktycznie ma partnera, itp. Fakt jest faktem, że dzięki takiej prorodzinnej polityce Irlandia przeżywa babyboom. Być może to komuś przeszkadza?

Nieco z innej beczki, chociaż ciągle w tym temacie: kilka dni temu, zupełnym przypadkiem, natrafiłem w Cork na grupę protestującą właśnie przeciwko aborcji. Ludzie ustawili się przy ulicy i rozwinęli transparent: "SAY NO TO ABORTION!". Przystanąłem, żeby zrobić zdjęcie /widniejące w tym poście/. W tym czasie minęły mnie dwie Polki, z których jedna rzekła do drugiej: "ja jestem za aborcją", a następnie ryknęła w kierunku tej grupy ludzi: "I say yes!". Pro-lifowcy uśmiechnęli się do niej łagodnie. Dwa światy. Zresztą, nie tylko nasze Rodaczki dały wyraz swojemu "oburzeniu". Do tej spokojnie stojącej grupy ludzi natychmiast podbiegły dwie kobiety, które gorączkowo gestykulując dosłownie wywrzaskiwały swoje racje. Pro-lifowcy niezmiennie odpowiadali łagodnie. Jeszcze raz - dwa światy.

Wracając do  naszych Rodaczek, podobną sytuację widziałem w 2003 roku, na Rynku w Krakowie. Były wtedy agitacje i różne wiece wyborcze zachęcające lub zniechęcające Rodaków do głosowania za wstąpieniem Polski do UE. Również obok mnie przystanęły dwie panie, i jedna demonstracyjnie oznajmiła drugiej: "Ja jestem za Unią, ale nie za Polską". No cóż, młodzi, wykształceni, z dużych miast. Nie za Polską, ale za Unią, nie pro-life, ale za aborcją.

Z jednej strony - niby idzie nowe, z drugiej - wszystko już było, bo to przecież kolejna próba wcielenia w życie wizji tow. Lenina, który i aborcję popierał i Kraj Rad budował. Jak to się skończyło - wiemy.

Chociaż, być może, wcale się nie skończyło...


p.s. Już po publikacji tego tekstu na blogu, o. Bartłomiej Parys zwrócił mi słuszną uwagę w komentarzu na fb /cytuję za Jego zgodą/:

"Przeczytałem komentarz i podzielam większość myśli. Chyba jednak w śledzeniu sprawy Savity umknęła Ci bardzo ważna rzecz. Otóż okazało się iż dziennikarka po 2 tygodniach zaczęła się wycofywać z tego iż Savita i mąż prosili o aborcję dziecka - sam ojciec/mąż zaczął motać się w zeznaniach. Fakt jest prosty - gdyby wysunęli taką prośbę wobec lekarzy - to owa prośba powinna być odnotowana w kartotekach - a ponoć jej tam nie ma, a są zapisywane dużo bardziej bzdurne sprawy akcydentalne jak drobne życzenia pacjenta itd.

Sprawa Savity to klasyczny przykład stworzenia ciepłego medialnego gruntu pod zmianę. Kobiety na 2 dzień po opublikowaniu artykułu w Irish Times które stały pod Leinster House z transparentami iż to księża zabili Savitę były klasycznym przykładem objawów działania lemingozy.

Warto też by przefiltrować skąd organizacje pro-kill mają kasę wieloletnią na promocję swoich działań. Polecam też artykuł mojego współbrata z Indii na ten temat, jeszcze zanim obecna sytuacja o zeznaniach wyszła na jaw: http://www.asianage.com/columnists/missing-child-right-abort-264

W Indiach tak samo - bardzo dziwnie głośno wzmocniono tę sprawę, mój współbrat to też zauważa w tekście.
"

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Widok z okna II

Przeprowadzka definitywnie za mną, adresy już chyba wszędzie pozmieniane, pudła /prawie/ wypakowane. Internet przeniosłem przez internet, całą resztę praktycznie też. No to standardowo - czas na widok za oknem ;-)

Poprzednio oglądałem głównie statki, teraz - zanosi się na samoloty ;-)

/Widok z mojego okna/

środa, 12 grudnia 2012

Kiermasz Bożonarodzeniowy 2012

W niedzielę, 9 grudnia b.r. Stowarzyszenie MyCork zorganizowało charytatywny Kiermasz Świąteczny, który miał miejsce po Mszach św. w przedsionku St. Augustine's Church przy Washington Street w Cork. Projekt koordynowała Agnieszka Chwaja.

/Powyżej: charytatywny Kiermasz Bożonarodzeniowy w St. Augustine's Church/

Na Kiermaszu można było kupić w niskich cenach unikatowe rzeczy wykonane przez grupę MyCork Artystycznie oraz przez inne utalentowane osoby, które przekazały własnoręcznie wykonane przedmioty, takie jak ozdoby świąteczne, decoupage, świeczki z wosku pszczelego, obrazy oraz różnego rodzaju upominki.

Cały dochód z Kiermaszu został przeznaczony na pomoc choremu na neuroblastomę (nowotwór) dwuletniemu Marcinkowi Sporek. O Marcinku i Jego zmaganiach z chorobą można przeczytać tutaj: http://marcin-sporek.blogspot.ie. W czasie Kiermaszu udało się pozyskać na ten cel kwotę w wysokości 780,35 euro.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Mikołajki z MyCork 2012

Wczoraj do sali na piętrze St. Augustine's Church w Cork zawitał święty Mikołaj, jak co roku zaproszony przez Stowarzyszenie MyCork.

/Powyżej: św. Mikołaj właśnie przybył do Cork ;-)/

Wszystkie grzeczne /i mniej grzeczne też/ dzieci mogły wziąć udział w zabawie, a następnie - otrzymały prezenty od św. Mikołaja :-)

Udział w imprezie tradycyjnie był bezpłatny. Kilka zdjęć z tego wydarzenia: KLIK.

niedziela, 9 grudnia 2012

Winterval w Waterford: polska Wioska Świętego Mikołaja

W Waterford trwa obecnie Winterval, największy w Irlandii zimowy festiwal. Jest tam również polski akcent: Wioska Świętego Mikołaja w której można m.in. poznać polskie świąteczne potrawy i zwyczaje.

/Powyżej: wraz ze św. Mikołajem - stoję przed polską Wioską Świętego Mikołaja w Waterford/

W rolę Świętego Mikołaja idealnie wcielił się Krzysztof Wiśniewski. Słuszny wzrost i prawdziwa, chociaż przyprószona nieprawdziwą siwizną broda, w połączeniu z humorem powodowały, że "polski" Święty Mikołaj budził powszechne zainteresowanie. Krzysztof cierpliwie tłumaczył dzieciom i dorosłym, że nie jest żadnym "Santa Claus" tylko "Saint Nicholas", wyjaśniając przy tym różnice pomiędzy prawdziwym Świętym Mikołajem - a przerośniętym krasnoludem z reklamy coca-coli. Oczywiście - każde dziecko otrzymało słodki prezent.

Atrakcji dla dzieci w polskiej Wiosce Świętego Mikołaja jest oczywiście więcej: w specjalnej salce kinowej siedząc na sankach (w Irlandii, ze względu na klimat, chyba mało znanych ;-)/ mogły obejrzeć film z przygodami Koziołka Matołka. A także, pod okiem Iwy Wiśniewskiej, wziąć udział w warsztatach w trakcie których same przygotowywały piernikowe ciasteczka.

W tym czasie Bartosz Zdrojowy bardzo interesująco opowiadał Irlandczykom licznie odwiedzającym "Wioskę..." o polskich zwyczajach i tradycjach kulinarnych, potrawach wigilijnych, itp., itd. Zachęceni mogli na miejscu skosztować czerwonego barszczu i pierogów.

Klimat tego miejsca zapewniały także fantastyczne dekoracje autorstwa Anny Lesisz, na miejscu można również nabyć zaprojektowane przez nią  unikatowe pocztówki ze Świętym Mikołajem.

Wiele osób, tak jak ja, przyjechało do Waterford wyłącznie po to, żeby zobaczyć ten piękny polski akcent - chociaż oczywiście cały festiwal jest wart obejrzenia.

Kilka zrobionych przez mnie zdjęć z tego wydarzenia znajduje się TUTAJ. Link do strony "Winterval Święty Mikołaj Village: A Polish Christmas" na FB: KLIK.

sobota, 8 grudnia 2012

Spotkanie autorskie z Piotrem Czerwińskim

Z okazji wydania najnowszej książki Piotra Czerwińskiego "Pigułka Wolności", w Saloniku Prasowym BaDaCZ w Cork miało dzisiaj miejsce spotkanie z Autorem.

/Powyżej - z Piotrem Czerwińskim w "BaDaCZ-u"/

Kiedy zajrzałem na chwilę do "BaDaCZ-a", widziałem że po autografy na "Pigułce..." ustawiały się kolejki. Nic dziwnego, mieszkający w Dublinie pisarz jest klasą samą w sobie, a jego nazwisko gwarantuje dobrą lekturę.

O "Pigułce Wolności" pisałem już TUTAJ - świetna książka, polecam. Oprócz "Pigułki...", Piotr Czerwiński jest również autorem książek: "Międzynaród", "Przebiegum życiae" i "Pokalanie".

piątek, 7 grudnia 2012

Macroom Christmas Night 2012

Byłem dzisiaj w Macroom - i dość przypadkowo trafiłem na Macroom Christmas Night 2012, lokalną imprezę oficjalnie rozpoczynającą świąteczny okres.

Miejscowy notabl z urzędowym łańcuchem na szyi wygłosił przemowę i włączył oświetlenie w kształcie choinki znajdujące się w centrum miasteczka. Mnóstwo ludzi, sporo straganów z mydłem i powidłem, atmosferę podgrzewała grająca na przyczepie kapela.

Ale, co najważniejsze, zobaczyłem pierwszą w tym roku Bożonarodzeniową Szopkę :-)

/Powyżej: uliczna szopka w Macroom/

czwartek, 6 grudnia 2012

Piotr Czerwiński: "Pigułka wolności"

"Na początku było słowo, a potem człowiek w nie kliknął" - tak zaczyna się kolejna świetna książka Autora, który potrafi w pozornie niepoważny sposób pisać o rzeczach bardzo poważnych. I pokazywać, że niektóre z nich niekoniecznie są takimi, jakimi nam się wydaje - że są...

/"Pigułka wolności" z dedykacją od Autora :-)/

Opowieść, porządna, soczysta, na prawie 400 stron, ale tak wciągająca, że przebrnąłem przez nią przez wieczór i poranek :-) Bohater powieści, Aleks Roleksy, jest typowym młodym bezrobotnym człowiekiem żyjącym w stolicy kRAJu. Czasem złapie jakąś dorywczą fuchę, ale utrzymuje się głownie z kieszonkowego od rodziców, mieszkając samotnie w kawalerce również mu przez nich kupionej. Nie ma przyjaciół ani dziewczyny, coraz bardziej popada w samotność i zdziwaczenie. Dla żartu zakłada na Facebooku stronę, na której protestuje przeciwko jednemu z postanowień rządu Malawi, państwa leżącego gdzieś we wschodniej Afryce.

Ku jego ogromnemu zdziwieniu, strona zaczyna być niezmiernie popularna, tysiące ludzie ją lajkuje, czy też, jak pisze Piotr Czerwiński, "daje jej kciuki". Wkrótce liczba fanów strony idzie w miliony, a sam Aleks zostaje okrzyknięty wodzem nowej rewolucji. W wielu miejscach świata fani strony doprowadzają do starć z policją, co tylko przysparza dodatkowej popularności facebookowemu fanpage - i samemu Aleksowi.

Problem w tym, że Aleks nie zdaje sobie sprawy że jest tylko marionetką, sprytnie kierowaną przez pracowników wielkiego koncernu farmaceutycznego. A właściwie - przez jedną pracownicę... Co z tego wyniknie - to już dłuższa historia, a w celu jej poznania -  zachęcam do przeczytania "Pigułki Wolności". Lubię to ;-)

Powieść zmusza do refleksji nad pozorną wolnością w necie, który już dawno został zinwigilowany przez globalne koncerny - i służby specjalne, dla których jest to niewyczerpana kopalnia tzw. "białego wywiadu". Wystarczy tylko kilknąć odpowiednią ilość razy...

wtorek, 4 grudnia 2012

Jerzy Kędzierski: "Opowieść mężczyzny który zarabia śpiąc"

Ta książka to dla mnie taki trochę polski /czy ściślej - poznański/ "Ulisses". Tyle że nie tak obszerna, za to łatwiejsza w odbiorze ;-)

Bohater "Opowieści..." utrzymuje się ze sprzedaży książek na Allegro oraz z oprowadzania szkolnych wycieczek po Poznaniu. Nigdzie mu się nie śpieszy, ma czas na spotkania, rozmowy, przemyślenia, a przede wszystkim na czytanie. Ilość tytułów i autorów przewijających się przez książkę jest oszałamiająca i jak dla mnie - nieco dołująca, bo człowiek sobie wtedy uświadamia, jak sam niewiele przeczytał i jak mało wie...

Niemniej - warto sięgnąć po tę książkę, bo lektura ciepła i zmuszająca do refleksji nad swoim codziennym zabieganiem.

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Świąteczny kiermasz na Grand Parade

Jak co roku, na Grand Parade w Cork stanął świąteczny kiermasz. Co weekend można tam kupić m.in. artystyczne i rzemieślnicze wyroby, świąteczne przysmaki i ozdoby choinkowe.

/Powyżej: świąteczny kiermasz na Grand Parade/

niedziela, 2 grudnia 2012

Urodziny Tomka i Adama

Wczoraj byłem na urodzinach Tomka i Adama w pubie The Hub. Świetna impreza, pyszny tort i bigos, mnóstwo gości. Solenizantom - 100 lat!

/Powyżej: solenizanci Tomek i Adam tuż przed pokrojeniem tortu/

Tomka i Adama przedstawiać nie trzeba, obydwaj od dawna aktywnie działają w MyCork. Adam jest m.in. pomysłodawcą i organizatorem słynnej w Cork Biesiady Śląskiej, która w tym roku miała miejsce już po raz piąty, a podczas której można skosztować potraw z tradycyjnej kuchni śląskiej, posłuchać śląskich piosenek a także porozmawiać o śląskich tradycjach i zwyczajach.. Natomiast o Tomku mógłbym napisać cały elaborat, bowiem nie ma chyba żadnego wydarzenia organizowanego przez Stowarzyszenie MyCork, przy którym Tomek by bardzo aktywnie nie pomagał, jednocześnie niezmiennie zawsze skromnie stojąc z boku.

Jeszcze raz - Wszystkiego Najlepszego :-)

wtorek, 27 listopada 2012

Przygotowania do XXI Finału WOŚP w Cork

Dzisiaj w The Market Tavern w Cork miało miejsce pierwsze spotkanie wolontariuszy organizujących przyszłoroczny Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jak co roku, finał w Cork organizuje sztab przy Stowarzyszeniu MyCork. Koordynatorką obecnego Finału WOŚP w Cork jest Prezes MyCork Izabela Krygiel-Kozłowska.

/Powyżej: spotkanie wolontariuszy w The Market Tavern/

W trakcie spotkania wstępnie uzgodniono, że: XXI Finał WOŚP w Cork będzie trwał trzy dni: piątek-niedziela 11-13 stycznia 2013 r., a większość imprez odbędzie się w Cyprus Avenue. W planie jest szereg wydarzeń, z różnym rodzajem muzyki, każdy powinien znaleźć coś dla siebie.

Organizatorzy poszukują sponsorów, wolontariuszy i zapraszają do pomocy wszystkich, którzy chcą wesprzeć Finał WOŚP w Cork: wosp@mycork.org.

Warto przypomnieć, o czym pisałem już TUTAJ, że Fundacja Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy doceniła coroczny wkład Stowarzyszenia MyCork w organizację Finału WOŚP w Cork, i jak napisano w liście podpisanym przez Jerzego Owsiaka i skierowanym do Sztabu WOŚP w Cork: "chcielibyśmy Wam bardzo podziękować za niezwykłą i bardzo dla nas przyjazną współpracę. Z tej okazji wybiliśmy specjalny srebrny medal, który będziemy chcieli Wam wręczyć (...)". Medal odebrała Izabela Krygiel-Kozłowska 8 marca b.r. w teatrze Capitol w Warszawie podczas uroczystej gali podsumowującej 20 lat działalności Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Tym razem Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy będzie kwestowała na rzecz ratowania życia dzieci i godnej opieki medycznej seniorów, a Finał WOŚP w Cork odbędzie się po raz siódmy. O poprzednich finałach w Cork można przeczytać tutaj: WOŚP 2012, WOŚP 2011, WOŚP 2010, WOŚP 2009, WOŚP 2008 i WOŚP 2007.

niedziela, 25 listopada 2012

Ta ostatnia niedziela...

Przeprowadzka o której pisałem TUTAJ, praktycznie już za mną. Jeszcze tylko kilka formalności związanych ze zgłoszeniem zmiany adresu, itp. Tak czy siak, dzisiaj po raz ostatni byłem w "moim" mieszkaniu nieopodal Saint Luke's Cross w Cork, gdzie przemieszkałem ostatnie 8 lat.

I tak "na do widzenia", jeszcze jedna fotka z widokiem jaki miałem za oknem. Zdjęcie z mojego Brownie 127, film czarno-biały, skan negatywu.

/Powyżej: widok z mojego okna/

A w nowym mieszkaniu - widok też niezły, ale o tym już kiedy indziej ;-)

sobota, 24 listopada 2012

"Od Oceanu do Oceanu" - kopia Ikony Częstochowskiej w Cork

Dzisiaj, w ramach inicjatywy "Od Oceanu do Oceanu", w St. Augustine’s Church w Cork przez kilka godzin gościła kopia Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Obraz, w intencji obrony życia, wędruje przez 25 krajów, od Władywostoku do Fatimy. Kopia Ikony przeznaczona do peregrynacji "Od Oceanu do Oceanu" została wykonana w Polsce, przyłożona do oryginału i poświęcona.

/Powyżej: kopia Ikony Częstochowskiej oraz kapłani celebrujący Mszę Św. w St. Augustine’s Church w Cork/

Do kościoła St. Augustine’s Church w Cork Ikona została przywieziona ok. godz. 9.00 i była tutaj przez kolejne trzy godziny. Po wniesieniu Jej do kościoła natychmiast ustawiła się długa kolejka osób, chcących pomodlić się i dotknąć kopii Obrazu. Swoje świadectwo przedstawił Maciej Bodasiński, twórca m.in. filmu "Ja Jestem". Uroczystą Mszę Św. celebrował biskup John Buckley.

W trakcie mszy kościół był pełen wiernych, ale, warto to podkreślić, liczebnie zdecydowanie przeważali Irlandczycy. Wniosek z tego taki, że być może wcale nie jest tak źle, jak to przedstawiają niektóre media, z wiarą Irlandczyków i wcale nie jest tak dobrze z wiarą Polaków - szczególnie tych na emigracji...

Cork jest ostatnim miastem w Irlandii do którego dotarła Ikona, następnie zostanie przewieziona do Francji. Więcej szczegółów znajduje się na stronie: www.odoceanudooceanu.pl.

Z kolei więcej zdjęć z wizyty kopii Ikony Częstochowskiej można zobaczyć TUTAJ.

czwartek, 22 listopada 2012

Jak dobrze mieć sąsiada...

Jak dobrze mieć sąsiada,
On wiosną się uśmiechnie,
Jesienią zagada
,
- śpiewały swego czasu Alibabki, wyliczając zalety posiadania sąsiadów. Między nami mówiąc, różnie to bywa, chociaż nie ma co ukrywać że sąsiedzi mają niebagatelny wpływ na nasze życie.


Ot, taki nasz ukochany kRAJ, umiłowany kRAJ, ukochane i miasta i wioski - doświadczył wraz ze swoimi mieszkańcami ciężkich losów z powodu swojego geopolitycznego położenia. Tu nie będzie Niemiec pluł nam w twarz, tam - hajda na Moskala. Czesi i Szwedzi też nie lepsi, chociaż z nimi stosunkowo mniej problemów było - ale było. O wartości sąsiadów mogą w szczególności sporo powiedzieć ci, którzy za emigracyjnym chlebem trafili miedzy innymi do naszej Krainy Deszczowców.

Początkowo większość z przecierających pierwsze poakcesyjno-unijne emigracyjne szlaki wynajmowała mieszkania wspólnie z zupełnie przygodnymi osobami. I tak filozof stykał się z fizjologiem, intelektualista z brygadzistą, a fizyk z pracownikiem fizycznym. Z takiego wspólnego mieszkania często zapewne wynikały zabawne i pouczające historie, ale chyba jeszcze częściej okazje do ciężkiej nerwicy i pomstowania na współlokatorów. Czasami, gdy już kompletnie nie mam co robić i wyjątkowo mi się nudzi /tylko ludzie inteligentni się nie nudzą, więc świadczy to o tym, że do nich nie należę/ wyobrażam sobie, jak musi wyglądać takie wspólne mieszkanie? Nie wiem, bo nie doświadczyłem. Nie mieszkałem nigdy w żadnym internacie czy akademiku, chociaż zdarzało mi się pomieszkiwać w jakimś hoteliku czy hosteliku, ale z reguły bardzo krótko. Zawsze wolałem żeby było skromniej i biedniej, ale jednak z zachowaniem należytej prywatności. Tymczasem gdy czytałem tutaj ogłoszenia, że ktoś tam odnajmie 1 miejsce w czteroosobowym pokoju, to wiedziałem że mam do czynienia z hardcorem. Ale gdyby nawet sam w jednym pokoju, to jak dzielić łazienkę, livingroom, lodówkę w kuchni? Co zrobić, gdy ktoś w nocy po kryjomu wyje mortadelę lub wymydli mydło? Jak zasnąć, gdy obok łóżko rytmicznie skrzypi lub wręcz uderza o ścianę, a dobiegające odgłosy świadczą o miłosnym uniesieniu - lub o wyrafinowanych torturach? Szczęściem, nigdy takie problemy mnie jak do tej pory nie spotykały, bo zawsze wolałem zapłacić więcej, ale mieszkać sam.

Mieszkam w Cork w jednym miejscu od ośmiu lat, co jest chyba swego rodzaju emigracyjnym ewenementem. Sąsiedzi się zmieniają, ja trwam. Wśród tej plejady sąsiadów którzy się przewinęli przez "moją" kamienicę, były bardzo ciekawe przypadki. Ot na przykład sympatyczna irlandzka para gejów, którzy żyli sobie zgodnie do momentu, aż gdzieś przed którymś ze świtów, gdy jeden spal, drugi poderżnął mu gardło nożem. Dlaczego - nie wiem, podobno z zazdrości, zdrady, czy innego rodzaju miłosnego rozczarowania. Sprawca, chociaż uciekł, został od samego początku trafnie wytypowany, pomimo to, gdy policja na jeden dzień wysiedlała nas wszystkich z kamienicy (zapewniając nam jednak bezpłatny nocleg w pobliskim b&b), przy wyjściu czyhała na nas garstka fotoreporterów, robiąc każdemu z nas zdjęcie - tak na wszelki wypadek. Wtedy też po raz pierwszy, i jak na razie jedyny, miałem okazję być przesłuchiwany przez Gardę. Pełna kultura i profesjonalizm, nawet do domu odwieźli.

Był nasz rodak, który miał wyjątkowo pecha pośliznąć się w Irlandii na lodzie, upaść nieszczęśliwie i umrzeć. Jeszcze wiele miesięcy później przychodziły do niego listy z różnych firm i urzędów. Człowieka już nie ma, a nadal figuruje w bazach danych płacących rachunki...

Był mieszkający nade mną Czech, miłośnik gitary klasycznej, który doprowadzał mnie do białej gorączki, nawet nie tyle brzdąkaniem, co mocnym przytupywaniem sobie do rytmu.

Najmilej wspominam dwóch sąsiadów, Irlandczyków. Pierwszy, mieszkający swego czasu w mieszkaniu nade mną, był studentem, drugi, mieszkający pode mną, był ćpunem. Właściwie, ściślej rzecz biorąc, lekomanem, ale efekt chyba ten sam. Pierwszego niemal nigdy nie było w domu, zgaduję więc, że imprezował gdzie indziej, drugi przez całe tygodnie tkwił w swoim narkotyczno-lekowym otępieniu, a więc panowała idealna cisza. Niestety, pierwszy się wyprowadził, bo i tak nie mieszkał, a drugi podjął leczenie - i wkrótce zmarł.

Jak to śpiewał Kazik Staszewski:
"Sąsiedzi moi znają mnie i ja ich trochę znam
Spotykam ich codziennie, czasem z nimi rozmawiam
Racja to, co słyszałem, ja nie żyję w chaszczach
Jest tu jeszcze kilku, to było o ciekawszych"

Długo by więc tak jeszcze można ciągnąć, ale, co ważniejsze, po tych ośmiu latach postanowiłem się przeprowadzić. Powód? Sąsiad kolejny, Rodak nasz, 40-letni miłośnik hip-hopu i właściciel psa wyjącego przez wiele godzin, gdy "pana" nie było w domu. Landlord nie reagował, więc stwierdziłem że moje pieniądze są równie dobre dla kogoś innego.

Nowego lokum szukałem przez kilka miesięcy. Albo ceny z kosmosu, gdy niektórzy właściciele lokali mieszkalnych nie przyjęli do wiadomości, że mamy koniec roku 2012 a nie początek 2008, albo rudery, które mogłyby się świetnie nadać na plan filmowy kolejnego remake'u "Teksańskiej masakry piłą mechaniczną". W dodatku kłamstwa w ogłoszeniach: miał być parking - nie ma, miał być duży livingroom, a tu jakaś klitka o powierzchni dawnego kiosku Ruch-u, itd., itp. Tak czy owak, przeprowadzka wkrótce. Pytanie tylko - jacy będą sąsiedzi? Czy tacy z piosenki Alibabek, czy z "Sąsiadów" Kazika Staszewskiego?

A skoro o piosence Kazika mowa, to warto zacytować jeszcze jeden jej fragment:
"Niebezpiecznych mam sąsiadów na moim piętrze
Najbardziej się obawiam, gdy podają sobie w zgodzie ręce
Jeden trzyma orła w czerni, drugi ma niedźwiedzia
Gdy kłócą się, jesteś bezpieczny - tata mi powiedział"

Jednostka ma wpływ na dobór sąsiadów, ostatecznie - może się wyprowadzić. Cały Naród takiej możliwości nie ma, chociaż jeżeli emigracja z Polski będzie postępowała w takim tempie, to za dekadę, dwie - może się okazać że Polska została bez Polaków. Dlatego tak ważna jest rozsądna geopolityka. Niestety, nasi POlitycy chyba nigdy o niej nie słyszeli, pomimo wielu bolesnych lekcji historii. Albo, co gorsze, słyszeli i nawet lekcje z historii odrobili, wówczas to co robią świadczy o tym że poszli drogą judaszowych srebrników.

Zapomnieli jednak, że ten apostoł skończył wyjątkowo marnie...

środa, 21 listopada 2012

Fotozabawa jednorazowym aparatem

Coraz bardziej pociąga mnie fotografia tradycyjna, analogowa. Na razie szukam odpowiedniego dla siebie aparatu. Grudzień jest miesiącem św. Mikołaja, Gwiazdora /chociaż dla niektórych - ciągle Dziadka Mroza/, mam wiec nadzieję, że wkrótce będę miał do czego założyć film ;-)

A na razie, w oczekiwaniu i poszukiwaniu, bawię się, a to Brownie 127, a to wygrzebanym z dnia szafy starym kompaktem. W celu tejże zabawy, wypróbowałem nawet działanie jednorazowych plastikowych aparacików na film;-)

/Powyżej: kupiona przeze mnie "jednorazówka/

Zawsze ciekawiło mnie, jak to działa, a jakoś nigdy nie było okazji spróbować. Gdy zobaczyłem, że takie aparaty ciągle są w sprzedaży, nabyłem drogą kupna coś takiego, i przespacerowałem się przez Cork. Efekt tego spaceru - poniżej:

/Powyżej: widoczna wieża Shandon/

 /Powyżej: widok z St. Patrick Bridge/

/Powyżej: 200 - letnie stanowisko do cumowania łodzi przy Grand Parad/

/Powyżej: "The Onion Seller" w Bishop Lucey Park/

/Powyżej: Wellington Road/

wtorek, 20 listopada 2012

Debiut w "Polskiej Gazecie"

W "Polskiej Gazecie" nr 45 z 19 listopada b.r. ukazał się mój tekst i zdjęcie będące relacją z działalności MyCork Foto Klub.  "Polska Gazeta" jest tygodnikiem ukazującym się w Irlandii od czerwca 2010 roku.

/Powyżej: mój debiutancki tekst i zdjęcie w "Polskiej Gazecie"/

poniedziałek, 19 listopada 2012

VI FKP: Gala Finałowa

Po raz kolejny sukcesem zakończył się Festiwal Kultury Polskiej w Cork, organizowany już po raz szósty przez Stowarzyszenie MyCork. Finałem festiwalu była wczorajsza Gala w Cork School of Music, podczas której miał miejsce m.in. koncert Anity Lipnickiej i Johna Portera. Warto podkreślić, że Festiwal Kultury Polskiej w Cork jest największą imprezą promująca polską kulturę w Irlandii i Wielkiej Brytanii. Koordynatorami tegorocznego FKP byli Izabela Krygiel-Kozłowska oraz Marek Kietliński.

/Powyżej od lewej: koordynatorzy VI FKP Marek Kietliński i Izabela Krygiel-Kozłowska, oraz prowadzący galę Krzysztof Byszewski/

Galę poprowadził jak zwykle w rewelacyjny sposób Krzysztof Byszewski. Na początku gali wręczono nagrody laureatom "Acoustic Song - Konkurs Piosenki Polskiej i nie tylko...", którymi są Zofia Lankiewicz-Piwowarek, Maciej Jagielski i Grzegorz Kaszuba. Każdy z trójki laureatow ponownie wystąpił przed publicznością.

/Powyżej: laureci "Acoustic Song...", od lewej: Zofia Lankiewicz-Piwowarek, Maciej Jagielski i Grzegorz Kaszuba/

Po tym mini-koncercie, nagrody wręczono także zwycięzcom plebiscytów na internetowym forum MyCork w kategoriach: "Osobowość forum MyCork" - zwyciężyła użytkowniczka "Magda", "Rekin Polskiego Biznesu" - tutaj najlepszy okazał się Comix, oraz "Ulubiony pub/club/bar w Cork" - którym wg forumowiczów jest Franciscan Well Brewery.

/Powyżej:  przedstawiciel Comix dziękuje publiczności za wyróżnienie/

Następnie, po krótkiej przerwie, miał miejsce wieńczący VI Finał Kultury Polskiej w Cork koncert Anity Lipnickiej i Johna Portera. Koncert - niesamowity, myślę że artyści "zaczarowali" całą publiczność, która w zamian nagrodziła ich długimi brawami na stojąco.

/Powyżej: koncert Anity Lipnickiej i Johna Portera w Cork School of Music/

VI Festiwal Kultury Polskiej w Cork obfitował w wiele interesujących wydarzeń. Uczestniczyłem jedynie w kilku z nich, ale TUTAJ można zobaczyć, co miało miejsce w trakcie tegorocznego festiwalu. Z własnego doświadczenia wiem, że przygotowanie takiego wydarzenia wymaga ogromnego nakładu wolontaryjnej pracy.

Wielkie brawa i gratulacje dla członków i wolontariuszy Stowarzyszenia MyCork, którzy po raz kolejny pokazali, że tak niewielu może zrobić tak wiele dla tak wielu :-)

Więcej zdjęć z gali znajduje się TUTAJ.

niedziela, 18 listopada 2012

MyCork Foto Klub: "Kompozycja obrazu"

Dzisiaj, w ramach MyCork Foto Klub, miał miejsce wykład Grzegorza Rękasa "Kompozycja obrazu".

/Powyżej: Grzegorz Rękas w trakcie wykładu/

W trakcie wykładu Grzegorz poruszył m.in. zagadnienia rytmu oraz koloru przy komponowaniu obrazu - także fotograficznego.

/Powyżej: część uczestników wykładu "Kompozycja obrazu/

Grzegorz Rękas - artysta, absolwent Poznańskiej ASP. Dyplom uzyskał w 2004 r w pracowniach Artystycznych Technik Fotograficznych, Malarstwa w Architekturze. W czasie studiów laureat pierwszej nagrody w Ogólnopolskim Konkursie Fotograficznym w Lublinie. Uczeń słynnego malarza Telemacha Pilitsidesa. Uczestnik wielu międzynarodowych wystaw (Nowy Jork, Florencja, Istambuł, Cork). Obecnie mieszka i tworzy w zachodniej części hrabstwa Cork. Podejmuje w swojej twórczości głównie tematykę człowieka w stylu abstrakcyjno - surrealistycznym.

Zdjęcia z tego - i poprzednich wykładów oraz plenerów MyCork Foto Klub, można zobaczyć TUTAJ.

Wszystkich zainteresowanych udziałem w zajęciach MyCork Foto Klub zapraszamy również do dołączenia do naszej grupy na FB: https://www.facebook.com/groups/mycorkfotoklub/.

sobota, 17 listopada 2012

Spotkania z Katechizmem Kościoła Katolickiego

Już od prawie roku trwają w Cork "Spotkania z Katechizmem Kościoła Katolickiego" prowadzone przez o. Bartłomieja Parysa.

/Powyżej: o. Bartłomiej Parys podczas dzisiejszego spotkania/

Sam od początku regularnie na nie uczęszczam. W trakcie spotkań, krok po kroku, omawiamy i uczymy się treści, często bardzo trudnych, zawartych w Katechizmie. Początkowo spotykaliśmy się w kaplicy w Holy Trinity Church w Cork, a teraz - spotykamy się w prywatnych domach i mieszkaniach osób uczestniczących w katechezach. Jak półżartem powiedział o. Bartłomiej: "spotykamy się po domach jak pierwsi chrześcijanie" :-) Takie spotkania to okazja nie tylko do poznawania Katechizmu, ale także do interesujących rozmów, często przeciągających się długo w noc.

O. Bartłomiej ma zamiar podobne katechezy publikować w wersji audio na swojej stronie: www.barteksvd.net.

poniedziałek, 12 listopada 2012

Choinki w Cork

Tradycyjnie, jak co roku, w pierwszej dekadzie listopada na ulicach Cork pojawiły się bożonarodzeniowe choinki. Na wystawach już oczywiście świąteczne akcenty, a sprzedawcy zachęcają do zakupu prezentów pod choinkę. Bo choinki - już przecież są ;-)

/Powyżej: choinka przy St. Patrick's Street/

sobota, 10 listopada 2012

Czarno-białe zdjęcia - po raz drugi

Kilka kolejnych zrobionych przez mnie fotek, analogowych, ręcznie wołanych ;-) O poprzednich pisałem TUTAJ.

Zdjęcia po raz drugi "wołałem" z Mariuszem Kalinowskim, po raz drugi dzielnie asystując i starając się nie przeszkadzać ;-) Popełniliśmy kilka błędów których udało nam się uniknąć za pierwszym razem /ot, szczęście nowicjuszy/, ale właśnie na błędach człowiek się uczy. Niemniej, mi się podobają, mają swój urok ;-)

/Powyżej: St. Mary's Church przy Pope's Quay/

/Powyżej: ruchome schody w Dunnes Stores/

/Powyżej: muzycy na St Patrick's Street/

piątek, 9 listopada 2012

VI FKP: Łowcy.B w Cork

Dzisiaj byłem na świetnym występie kabaretu Łowcy.B. Myślę że cała publiczność szczelnie wypełniająca salę w Gresham Metropol Hotel w Cork - również bawiła się dobrze :-)

/Powyżej: Łowcy.B w Gresham Metropol Hotel w Cork/

Co tu dużo pisać, to trzeba zobaczyć i to koniecznie na żywo, dawno się tak nie uśmiałem :-) Łowcy.B w swoim tournée po Irlandii występują w Waterford, Cork, Limerick i Dublinie. Organizatorem występów kabaretu jest D&M Services /dmaccountancy.ie/, a w Cork kabaret wystąpił w ramach VI Festiwalu Kultury Polskiej, organizowanego przez Stowarzyszenie MyCork.

Nieco zdjęć z występu Łowców.B w Cork znajduje się TUTAJ.

czwartek, 8 listopada 2012

Słoneczny Dzień w Dublinie, 1943 r.

Dzisiaj w Crawford Municipal Art Gallery w Cork spedziłem dłuższą nieco chwilę przed obrazem "Sunny Day, Dublin" który w 1943 roku namalował Harry Kernoff. W sumie wrażenie zrobiły na mnie tytuł - i data.

Od czasu do czasu zaglądam do tej miejskiej galerii przy Emmet Place, czyli w w samym centrum Cork, ale, przyznaję, raczej przypadkowo, w przeciwieństwie do Cork Vision Centre. Chyba dlatego, że dość często, szczególnie przy nowych wystawach, są zakazy robienia zdjęć, a jakoś zawsze mnie to drażniło. Zresztą w czasach gdy zdjęcie można zrobić długopisem, breloczkiem lub otwieraczem do konserw - takie zakazy są bez sensu, bo nie ma ich jak wyegzekwować.

/Powyżej: "Sunny Day, Dublin" w Crawford Municipal Art Gallery w Cork/

No ale - wracając: przystanąłem jak napisałem przed "Sunny Day, Dublin" z 1943 roku. Na obrazie biednie, ale beztrosko i pogodnie. W Warszawie też były wtedy na pewno słoneczne dni. Tak sobie pomyślałem: być może akurat wtedy, gdy autor malował swoje dzieło, dogasało palone getto? A może w czasie, gdy działa się ta scena na dublińskiej ulicy, "prosto do nieba czwórkami szli, żołnierze z Westerplatte. (A lato było piękne tego roku)" - jak to pisał Konstanty Ildefons...  No dobrze, teraz trochę nagiąłem czasoprzestrzeń, chociaż scena mogła dziać się wcześniej, a odmalowana zostać później.

Ale generalnie nie idzie mi wcale o irlandzką neutralność w tych wojennych latach, która, gdy się choćby pobieżnie liznęło historii zielonej Wyspy, nie może dziwić, ale o to, że zawsze gdzieś są słoneczne dni, a dokładnie w tym samym czasie, "prosto do nieba czwórkami idą..." choćby ci, którym nie udało się ukryć przed maczetą, dla nas gdzieś hen, na końcu świata... O czym świat wie, ale milczy, nagłaśniając za to inne problemy, które aż takiego nagłośnienia nie są warte.

No cóż, Ziemia, planeta ludzi...

środa, 7 listopada 2012

The Church of the Annunciation

Kościół Zwiastowania /The Church of the Annunciation/ na Blackpool w Cork zaprojektowł Seamus Murphy, najbardziej znany irlandzki rzeźbiarz. Jest to jeden z nielicznych "współczesnych" kościołów, które naprawdę mi się podobają.

 /Powyżej: The Church of the Annunciation/

Kościół został oficjalnie poświęcony 7 października 1945 roku. Zastąpił wcześniejszy Saint Nicholas' Church /Kościoł św. Mikołaja/, który spłonął. The Church of the Annunciation zbudowali pracownicy Sunbeam Wolsey, pobliskiego zakładu włókienniczego, którymi kierował Mick Callaghan. Konstrukcja składa się z betonowych bloków, w środku znajdują się m.in. rzeźby Seamusa Murphy oraz wspaniałe witraże.

/Powyżej: wnętrze Kościoła Zwiastowania/

Warto tam zajrzeć - także po to, żeby móc podziwiać kunszt tego wybitnego irlandzkiego rzeźbiarza. Kościół mieści się przy Great William O'Brien St.

poniedziałek, 5 listopada 2012

VI FKP: Acoustic Song - Konkurs Piosenki Polskiej i nie tylko...

W Cork trwa VI Festiwal Kultury Polskiej w Cork organizowany jak co roku przez Stowarzyszenie MyCork. Szczegółowy plan festiwalu znajduje się m.in. TUTAJ. Wczoraj, w ramach festiwalu, miał miejsce "Acoustic Song - Konkurs Piosenki Polskiej i nie tylko...".

/Powyżej: Acoustic Song w City Limits/

Konkurs, w którym wzięło udział 11 wykonawców, miał miejsce w City Limits. Poziom był bardzo wysoki - i wyrównany, jury stanęło przed naprawdę trudną decyzją. Po zakończeniu konkursu a przed ogłoszeniem wyników - miał miejsce minikoncert duetu polsko-irlandzkiego, tj. Wacława Juszczyszyna i Tony'ego Milnera, w trakcie którego mogliśmy posłuchać piosenek zespołu Wolna Grupa Bukowina.

Jury w składzie: Audrey Lynch, Wacław Juszczyszyn, Tony Milner  i Paweł Świtaj wyłoniło troje zwycięzców: I miejsce zajęła Zofia Lankiewicz-Piwowarek, II miejsce: Maciej Jagielski i III miejsce: Grzegorz Kaszuba. Ponadto jury przyznało trzy wyróżnienia, które otrzymali: Katarzyna Antonik-Stompel, Dorota Mosur i Grzegorz Skomra. Wręczenie nagród nastąpi na Gali Finałowej FKP w Cork, ponadto laureaci konkursu będą mogli wystąpić przed koncertem zaproszonych gości: Anity Lipnickiej i Johna Portera.

Gratuluję zwycięzcom :-)

Nieco zdjęć z konkursu piosenki znajduje się TUTAJ.

niedziela, 4 listopada 2012

MyCork Artystycznie: decoupage

W niedzielę, 4 listopada b.r. w sali na piętrze The Franciscan Well Brewery w Cork odbyły się drugie warsztaty organizowane przez grupę MyCork Artystycznie. Tym razem spotkanie dotyczyło decoupage.

/Powyżej: uczestniczki warsztatów decoupage/

Zajęcia poprowadziła Agnieszka Chwaja, która jednocześnie koordynuje ten projekt. Na początku zajęć zarówno prowadząca, jak i każda z uczestniczek, przedstawiła się i powiedziała kilka słów o sobie i swoich zainteresowaniach. Po tej prezentacji przez kolejne trzy godziny panie wspólnie ozdabiały i nadawały "drugie życie" puszkom, butelkom i słoikom. Dodatkowo kilka wspólnie ozdobionych przedmiotów zostało przekazanych na cel charytatywny.

MyCork Artystycznie to projekt Stowarzyszenia MyCork, skierowany do pań które pragną spróbować swoich sił w dziedzinie artystycznego rękodzieła. Wstęp na zajęcia jest bezpłatny, wszystkie potrzebne materiały sponsoruje Stowarzyszenie MyCork.

Panie chętne do wzięcia udziału w kolejnych zajęciach mogą zapisać się do grupy MyCork Artystycznie na FB: https://www.facebook.com/groups/mycorkartystycznie/.

sobota, 3 listopada 2012

Pierwsze zdjęcie z Brownie 127

Przed tygodniem pisałem o moim nowym nabytku - Brownie 127. Dzisiaj - jedno zdjęcie /chociaż w dwóch odsłonach/ z tego aparatu ;-)

/Powyżej: George's Quay, w tle - Saint Fin Barre’s Cathedral/

Zdjęcie zamieszczam bardziej sobie na pamiątkę z racji tego, że jest pierwsze, bo kolejne, mam nadzieję, będą już znacznie lepsze. Do aparatu, jak pisałem, oryginalnie powinna być używana błona zwojowa 127, której w Cork, niestety, dostać nie mogłem. Założyłem więc standardowy film, dzięki czemu nieoczekiwanie uzyskałem efekt panoramy ;-) Jakość jest tak kiepska dlatego, bo, jako kompletny laik, założyłem film o czułości 200 ISO, a, jak to w Irlandii, było pochmurno. Na błędach człowiek się uczy, następnym razem będzie lepiej ;-)

 /Powyżej: zdjęcie negatywu (z odwróconymi kolorami i zmienione na czarno-białe, żeby cokolwiek było widać/

Mam problem, mam nadzieję że przejściowy, z zeskanowaniem takich "panoramicznych" negatywów. Chyba nie wszystkie laby w Cork są na to gotowe. W jednym, dość znanym, powiedziano mi że niestandardowy format to nie problem, itp., no i - zrobili to tak, że gorzej już nie można było. Dlatego zeskanowałem je sam, jako dwa, nieudolnie je łącząc /chodzi oczywiście o pierwsze zdjęcie/.

Za kilka dni, mam nadzieję, będzie gotowy kolejny film. Jeżeli uda mi się zeskanować negatywy "w całości" - będzie super, jeżeli nie - to zawsze można zrobić z tego standardowy format, chociaż szkoda by było...

Tak czy owak, "zabawa" analogowym aparatem, szczególnie takim sprzed pół wieku - jest świetna ;-)

piątek, 2 listopada 2012

Ocean Light

W tym miesiącu w Cork Vision Centre gości wystawa "Ocean Light", na której swoje prace prezentuje fotografik Mike Brown.

/Powyżej: fragment wystawy "Ocean Light"/

Mike Brown urodził się w 1960 roku w Yorkshire w Anglii, ale w 1974 r. wraz z rodziną zamieszkał w wiosce Courtmacsherry w hrabstwie Cork. Od 1992 r. pracuje jako zawodowy fotograf w wielu dziedzinach fotografii, ale jego pasją jest fotografia świata przyrody.

Wystawa "Ocean Light" to przede wszystkim fotografie wybrzeża hrabstwa Cork.

czwartek, 1 listopada 2012

41

Dzień Wszystkich Świętych, a więc - moje urodziny ;-) Już po raz 41. Bardzo dziękuję wszystkim za życzenia, telefoniczno-skypowo-mejlowo-kartkowe ;-)

/Powyżej: moje urodzinowe prezenty od Agnieszki ;-)/

W tym roku urodziny świętowałem baaardzo kameralnie, w dwie osoby, w tym - solenizant ;-) Od Agnieszki dostałem własnoręcznie robione /co najbardziej cieszy/: wegański tort, również mocno wegański i jadalny bukiet ;-), rozkładaną kartkę w kształcie pudełeczka a także - obraz z wosku pszczelego.

Dzień wcześniej miałem przyjemność gościć ks. Piotra Galusa, od którego dostałem świetny album fotograficzny z Salwadoru /ks. Piotr przez długi czas był tam misjonarzem/.

/Powyżej: album fotograficzny "Bahia" z dedykacją od ks. Piotra Galusa/

środa, 31 października 2012

niedziela, 28 października 2012

MyCork Foto Klub: "Cork w czerni i bieli"

Dzisiaj miał miejsce kolejny plener MyCork Foto Klub: "Cork w czerni i bieli".

/Powyżej: uczestnicy pleneru "Cork w czerni i bieli"/

Spotkaliśmy się o godz. 7:00 rano przed Cork Opera House. Podczas 3-godzinnego pleneru skupiliśmy się na fotografii czarno-białej i fotografowaliśmy wybrane elementy architektoniczne, które mają swoją interesującą historię. W trakcie naszego fotograficznego spaceru przez miasto, Mariusz Kalinowski opowiadał o różnych zagadnieniach związanych z fotografią, a ja pokrótce nakreślałem historię niektórych mijanych przez nas obiektów.

/Powyżej: w trakcie pleneru/

Myślę że plener jak zwykle był bardzo udany, a jego uczestnicy - zadowoleni :-) Zdjęcia z tego - i poprzednich plenerów oraz wykładów MyCork Foto Klub, można zobaczyć TUTAJ.