sobota, 30 czerwca 2012

Kindle

Wczoraj były imieniny Piotra i Pawła. Sam je obchodzę tego dnia, może trochę niezgodnie z tradycją. Niemniej, były życzenia, a nawet - dostałem Kindle, elektroniczny czytnik książek :-)

/Powyżej - moje Kindle z aktualną lekturą ;-)/

Oczywiście, dawałem mniej lub bardziej zwerbalizowane komunikaty, że o czymś takim myślę, ale było to raczej w sferze odległej przyszłości. Przede wszystkim dlatego, że już spiętrzyły mi się "papierowe" książki do przeczytania. Hm, jak to brzmi... Czas idzie naprzód, teraz trzeba będzie podkreślać, czy książka jest plikiem, czy jeszcze - nie. Tak czy owak, prezent rozpakowałem, włączyłem, i - nie wierzę, że do tej pory mogłem obyć się bez niego ;-)

Świetna rzecz. Do czytania, słuchania, a nawet do przeglądania netu - chociaż oczywiście to kompletnie dodatkowa funkcja. Zacząłem od wgrania archiwalnych numerów "Frondy" - może wreszcie uda mi się je przeczytać, bo na laptopie - niezazbytnio. A oprócz tego "Znaszli ten kraj..." Boya-Żeleńskiego, "Kocią Kołyskę" Kurta i "Wojnę futbolową" Kapuścińskiego. Do posłuchania - wykłady o. Bartłomieja Parysa. Na razie - wystarczy, chociaż miejsca jest sporo, pewnie więcej niż dam radę przeczytać przez resztę życia...

A co do imienin, to Piotra wypada coś z 30 razy w roku. Teoretycznie powinien je obchodzić w pierwszym terminie po urodzinach, czyli w moim przypadku - 16 listopada. Jeżeli więc ktoś nie zdążył z życzeniami teraz, to może to zrobic wtedy. I tak btw, myślę, że przydałby mi się jakiś dobry tablet... ;-))

wtorek, 19 czerwca 2012

Wyjechałem, zaraz wracam...

Polacy, zgodnie z obietnicami polskiego rządu, zaczynają wracać z Irlandii do kRAJu: najczęściej po rodzinę i psa. A bardziej poważnie: jeszcze jakiś czas temu słyszałem od bliższych czy dalszych znajomych /chociaż raczej dalszych - niż bliższych/, że "zjeżdżają do Polski". Dzisiaj już nikt nie "zjeżdża", dzisiaj się chyłkiem do Irlandii wraca.

Zanim jednak przejdę do tych "powrotników", słów kilka o samym wyrażeniu "zjeżdżania". Nie wiem doprawdy skąd to się wzięło, dlaczego nie jest to po prostu "wracam do Polski", ale myślę, że ma to głębszy, podskórny sens. Zjeżdżać - można z góry w dolinę, z miejsca położonego wyżej - w to położone niżej, z tego na wyższym poziomie - na poziom niższy. Można w końcu zjeżdżać z drogi głównej - w podporządkowaną, boczną, polną i leśną w końcu. Już samo założenie "zjechania" do Polski zakłada życie na niższym poziomie, na uboczu, w podporządkowaniu, pomimo - że to kRAJ.

Skoro o "powrotnikach" mowa, to nie wiem czy pamiętają Państwo słynny rządowy program, zainaugurowany pod koniec 2008 roku przez premiera RP Donalda Franciszka Tuska, skierowany do osób powracających do kRAJu po dłuższym pobycie za granicą. Za ciężką kasę m.in. wydrukowano w setkach tysięcy egzemplarzy poradnik: "Powrotnik. Nawigacja dla powracających", który następnie kolportowano wśród Polonii rozproszonej po świecie. Rodacy chętnie brali tą bezpłatną książczynę, bo podobno świetnie spełniała się w roli podpałki do kominka. Ale część chyba uwierzyła że między Odrą a Bugiem wykwitła nagle Zielona Wyspa, i z "Powrotnikiem" w garści wróciła do kRAJu. A tam, powtarzając za poetą z "Rejsu", spotkał ich tylko "smutek i nostalgia". Część z nich jeszcze raz dołączyła do Rodaków, który wyjeżdżają z kRAJu. Wyjeżdżają, powtórzę, ponownie, po wcześniejszym powrocie z zagranicy. Kilka miesięcy mocowania się za bary z polską rzeczywistością, po kilku latach irlandzkich wakacji, kruszy największych osiłków, którzy dorosłe życie tak naprawdę zaczęli dopiero tutaj.

Do tego ostatniego kuszenie emigranta przyłączali się też inni. Projekt "12 miast: wracać ale dokąd", w którym samorządowcy z polskich miast na koszt podatników urządzali sobie wakacje na brytyjskich wyspach pod pretekstem "zaprezentowania Polakom mieszkającym w UK sytuacji na rynku pracy w Polsce", był może i szlachetny w zamierzeniach, ale w rzeczywistości korzyści z niego odnieśli chyba tylko rzeczeni samorządowcy, z prezydentami tego i owego miasta na czele, którzy mogli na żywo zobaczyć Big Bena. Nie wiem, czy ktoś tym politykierom dał wiarę /chociaż naiwnych nigdy nie brakowało/, tym bardziej że kryzys już stukał do drzwi, wskutek czego zresztą cały program przerwano. Chyba z racji tego, że zaczął się stawać programem satyrycznym i robił konkurencję kabaretom z Polski, za równie tłuste euro ściąganym na Wyspy.

Część z tych "powrotników" to ci, które mają serca biało - czerwone, i chwała im za to. Chcieliby normalnie żyć i pracować w kRAJu, który ma normalne cztery pory roku. Stąd podejmują próby powrotu jak Noe wypuszczający z Arki gołębicę: można już opuścić bezpieczną irlandzką łódź, czy ciągle jeszcze potop wszechwładzy polskiej biurokracji w postkomunistycznym wydaniu? Przyniesie ona w dziobie gałązkę oliwną, czy decyzję zapłaty nienależnego podatku od US-u, ZUS-u czy KRUS-u? Niemniej naiwność i łatwowierność może tłumaczyć jedynie młody wiek. W starszym - jest to zwykła głupota. Ale starsi wcale wracać nie zamierzają. Ba, jest wręcz odwrotnie, starszych Rodaków przybywa w postępie geometrycznym, bowiem samoloty lądujące na Wyspie coraz szczelniej wypełniają babcie i dziadkowie, którzy przylatują do swoich latorośli aby pomóc im w opiece nad z kolei ich dziećmi, których rodzice w pocie czoła na overtimach w fabrykach budują lepsze jutro. Swoje - i Zielonej Wyspy. Oryginału, nie podróbki.

Tak naprawdę, te wszystkie programy i mowa-trawa polskich polityków, to tylko dym w oczy. W rzeczywistości nikt nie chce, żeby emigranci wracali, z kilku zasadniczych powodów, ale wszystkie sprowadzają się do jednego - pieniędzy. Otóż polscy emigranci wg niedawno dopiero podanych do publicznej wiadomości danych, wg Centrum im. A. Smitha wpompowali dotychczas w polską gospodarkę więcej, niż wszystkie te unijne dotacje razem wzięte. Wysłaliśmy rodzinom w Polsce więcej, niż wyżebrały polskie rządy. Niewiarygodne? A jednak prawdziwe. Przy czym pieniądze przesłane przez emigrantów są, w przeciwieństwie do tych unijnych, rozsądnie lokowane i pomnażane, gdy za unijną kasę buduje się głównie przysłowiowe ozdobne fontanny, które może i ładnie wyglądają, ale na utrzymanie których trzeba będzie łożyć kolejne miliony... Przy czym dane i tak są zaniżone, bo wzięto pod uwagę tylko zarejestrowane przelewy. Tymczasem skądinąd wiadomo, że zdecydowana większość Rodaków pieniądze przewozi po prostu w kieszeniach, nie ufając, i słusznie, polskim służbom skarbowym. Po co więc ściągać emigrantów do Polski? Lepiej ściągać od nich ich pieniądze, a o to już dbają m.in. polskie urzędy skarbowe - ale to jest już temat rzeka.

Emigranci są w Polsce niepotrzebni, bo przede wszystkim nie ma dla nich miejsc pracy, a nawet nawet jak coś się trafi, to niechętnie się ich zatrudnia. Dlaczego? Taki emigrant za granicą nabrał "jaśniepańskich" nawyków i nie chce pokornie i uniżenie pracować za pajdę suchego chleba, kiedy zobaczył, że można żyć inaczej. Jak inaczej? Przede wszystkim - godnie, bo tu o zwykłą ludzką godność idzie, a nie tylko o kasę. Nie tylko, ale również. W końcu Lublin to nie Dublin i różnica pomiędzy kasjerką w Tesco w tych dwóch miastach jest taka, że ta pierwsza myśli od kogo pożyczyć pieniądze na czynsz w wynajętym pokoju, a ta druga - gdzie udać się w tym roku na drugie zagraniczne wakacje, co faktycznie jest dylematem, bo już niemal wszędzie była...

W artykule pt. "Syndrom eksemigranta – dlaczego Polacy, którzy powrócili, znowu wyjeżdżają" Gabrieli Jabłońskiej, opublikowanym 27.02.b.r. na portalu RynekPracy.pl, autorka pisze m.in.: "Większość osób, które raz zdecydowały się opuścić kraj „za chlebem”, znajduje się w pułapce migracyjnej, tzn. permanentnie rozważa możliwość ponownego wyjazdu. (...) "Powrót z zagranicy psychoterapeuci porównują do wychodzenia z więzienia. Zarówno byli więźniowie, jak i eksemigranci muszą zaczynać życie od zera. „Lądują” na rynku pracy bez doświadczenia lub też z przerwą w zawodowym życiorysie. Znajdują się w podobnej sytuacji do absolwentów szkół, z tą różnicą, że mają całkowicie odmienne oczekiwania płacowe. Początkowo cieszą się z powrotu do Polski. Narastające problemy sprowadzają ich jednak na ziemię." O ile sam artykuł jest w miarę interesujący, to akurat to stwierdzenie o "przerwie w życiorysie" jest wg mnie kompletną bzdurą. Ludzie powracający z zagranicy są często „overqualified”, mają o wiele większe kwalifikacje niż są wymagane na danym stanowisku. Dlaczego więc nie są zatrudniani? Ze zwykłej małostkowej zawiści. "Wyjechałeś żeby mieć lepiej, gdy inni tyrali tutaj w pocie czoła? No to teraz całuj klamkę i wracaj sobie do tej Irlandii" - tak myśli spora część pseudomenedżerów, trzęsąca się ze strachu o swój stołek. A jest się kogo bać.

Jednak w tym porównaniem do "wychodzenia z więzienia" coś jest, tyle że, jest to chyba odwrotnie: powrót z zagranicy powinno się porównać do opuszczenia wolności i właśnie zamknięciu w więzieniu. Co z tego, że jest to wybór bardziej lub mniej dobrowolny, gdy kajdany w postaci masy bzdurnych przepisów i postkomunistycznej mentalności - skutecznie krępują wolę i odbierają radość życia w kRAJu...

piątek, 15 czerwca 2012

Pokaz filmu "Ja Jestem"

Dzisiaj w St. Augustine's Church /w salce na górze/ w Cork miał miejsce pokaz filmu "Ja Jestem", oraz spotkanie z Maciejem Bodasińskim - jednym z jego twórców. Pokaz filmu zorganizowało NiepoprawneRadio.pl.

 /Powyżej: po pokazie filmu "Ja Jestem" w Cork/

Jak czytamy w "Gościu Niedzielnym": "Ja Jestem” to najnowsza produkcja dokumentalna Macieja Bodasińskiego i Lecha Dokowicza, twórców takich filmów, jak „Egzorcyzmy Aneliese Michel”, „Duch”, czy „Syndrom”. "Ja Jestem" opowiada o cudzie obecności Jezusa w Eucharystii. Zdjęcia do tego obrazu robione były na pięciu kontynentach. Muzykę do filmu skomponował Michał Lorenc, a głosu użyczył Marcin Dorociński. Tytuł dokumentu, którego główną postacią jest Jezus Chrystus, w postaciach Chleba i Wina, brzmi „JA JESTEM”, bo to w Najświętszym Sakramencie Jezus Chrystus jest namacalnie obecny cały czas wśród nas. – To nasz najważniejszy film. Jezus chce być Bogiem z nami, a nie zamkniętym więźniem tabernakulum. Wystarczy – odczuliśmy to bardzo mocno w czasie realizacji filmu – otworzyć Jezusowi drzwi kościoła. Wszędzie tam, gdzie wypuścimy Go na ulice, dokonuje się rewolucja – opowiadają twórcy filmu. „Gość Niedzielny” jest producentem tego przejmującego dokumentu. Ten film rzuca na kolana. Przed Najświętszym Sakramentem".

Oprócz Cork, film był również wyświetlany w Dublinie. Świetny dokument, dający do myślenia. Również refleksje i dyskusja po filmie były bardzo interesujące. W ogóle - rewelacyjne spotkanie, oby więcej takich.

wtorek, 12 czerwca 2012

Restauracje i bary w Cork: CoMix

Kilka dni temu wybrałem się do CoMix, nowo otwartej polskiej restauracji w Cork. A właściwie: polsko - irlandzkiej, bowiem w ofercie są także dania z wyspiarskiej kuchni.

/Powyżej: CoMix w Cork/

Duży wybór dań w przystępnych cenach, miła i sympatyczna obsługa. Na pierwszy raz zamówiłem zupę serową, placki ziemniaczane i szarlotkę - smakowało :-) Zapewne nie tylko mi, bo chociaż był to dzień powszedni - gości widziałem sporo. Na pewno zajrzę tam jeszcze nie raz. Tym bardziej, ze oprócz Cork Taste Cafe  - jest to praktycznie jednyne miejsce w Cork, gdzie można spróbować polskiej kuchni w takim wyborze.

CoMix mieści się przy Unit 30 Kinsale Road Commercial Centre, Cork.

niedziela, 10 czerwca 2012

MyCork Foto Klub: "Jedziemy na wakacje: od fotografii "komórkowej" po otworkową"

Dzisiaj miało miejsce pierwsze spotkanie MyCork Foto Klub, nowego projektu Stowarzyszenia MyCork, skierowanego do osób które interesują się fotografią, a w szczególności do tych, którzy stawiają dopiero pierwsze kroki w tej dziedzinie sztuki. Mam zaszczyt być pomysłodawcą i koordynatorem* tego projektu:-)

/Powyżej: Mariusz Kalinowski w trakcie wykładu/

Działalność MyCork Foto Klub rozpoczął wykład Mariusza Kalinowskiego: "Jedziemy na wakacje: od fotografii "komórkowej" po otworkową". W trakcie tego spotkania Mariusz poruszył szereg tematów, od podstaw takich jak: zasady kompozycji, złoty podział, kadrowanie, poprzez timelapse i panoramy po fotografię otworkową. Wykład był świetnie przygotowany i poprowadzony, myślę że każdy, niezależnie od stopnia zaawansowania, mógł dowiedzieć się wielu interesujących rzeczy. Mariusz Kalinowski prowadził m.in. II Kurs Fotografii z MyCork oraz aktywnie działa w Photography Team Cork.

/Powyżej: uczestnicy pierwszych zajęć MyCork Foto Klub/

W trakcie kolejnych spotkań będą organizowane m.in. wykłady, plenery, spacery fotograficzne, a także szereg innych wydarzeń - w zależności od tego, jakie będą zainteresowania i oczekiwania osób biorących udział w spotkaniach. Kilka zdjęć z dzisiejszego spotkania można zobaczyć TUTAJ.

/Powyżej: panorama wykonana przez Mariusza Kalinowskiego w trakcie dzisiejszych zajęć/

Myślę, że po kolejnych 2-3 spotkaniach wyklaruje się kierunek, w którym będzie zmierzał ten Klub Fotograficzny. Kolejne spotkanie jest wstępnie zaplanowane na przełomie lipca i sierpnia, później ich częstotliwość będzie się zwiększała.

--------------------------
dopisek z 30.10.2012 r.:
* Projekt koordynowałem do 28 października b.r., tj. włącznie z plenerem "Cork w czerni i bieli". Od tej daty koordynatorem MyCork Foto Klub jest Mariusz Kalinowski, którego - po długich staraniach - udało mi się do tego namówić :-) Mariusz posiada ogromną wiedzę na temat fotografii i ma szereg pomysłów na działalność MFK, jestem więc przekonany, że pod jego "przewodem" MFK rozwinie skrzydła :-)

sobota, 9 czerwca 2012

Kurs foto online

Wziąłem udział w kursie online prowadzonym przez Vito Wernera nt. fotografii cyfrowej: kurs-foto.net. 

 /Powyżej: zrzut ze strony, za pośrednictwem której odbywał się kurs/

Kurs dotyczył podstaw fotografii cyfrowej, a mnie przede wszystkim skusiła forma i wygoda: z jednej strony kontakt z "żywym" człowiekiem wydaje mi się nieodzowny w celu maksymalnie efektywnego przekazania wiedzy, z drugiej strony - zastosowane rozwiązanie, gdy wszyscy uczestnicy widzą i słyszą się wzajemnie daje praktycznie to samo, natomiast atutem jest to, że każdy z nas może korzystać z kursu siedząc w domowym fotelu - wystarczy komputer i głośniki, a dodatkowo mikrofon pozwala uczestniczyć w dyskusji, chociaż można też korzystać z wewnętrznego czatu.

Kto wie, może takie kursy - to właśnie przyszłość także bardziej złożonej edukacji?

A sam kurs - bardzo interesujący. Z chęcią zapiszę się na kolejny.

piątek, 8 czerwca 2012

Euro 2012 - w Cork

Co prawda piłka nożna na co dzień interesuje mnie mniej więcej tak jak balet mongolski, to jednak, w myśl zasady że "jestem Polakiem i mam obowiązki polskie" ;-) - obejrzałem dzisiaj pierwszy mecz Polska - Grecja w Polskiej Strefie Kibica w Cork.

/Powyżej: część polskich kibiców w w The Clancy's w Cork/

Mecz remisowy (1:1), emocji sporo. Również sporo Rodaków dopingowało naszych w wypełnionej po brzegi Polskiej Strefie Kibica w The Clancy's przy Marlboro Street w Cork.

Swoją drogą, do własnej promocji wykorzystują Euro 2012 sklepy - i puby. Niemal każdy większy sklep spożywczy tuż obok "polskich półek" /tj. półek z polskimi produktami spożywczymi/ umieszcza banery z informacją, że kibicują Polsce ;-) Oprócz Polskiej Strefy Kibica - takich stref jest w Cork oczywiście sporo. Zaraz po wyjściu z "naszej" dostałem ulotkę konkurencji, która kusi trzema piwami w cenie dwóch + bezpłatnymi przekąskami, itp. No ale - jak mam kibicować naszym, to wśród swoich :-)

czwartek, 7 czerwca 2012

Ground Zero 360

W Cork Vision Centre ma obecnie miejsce wystawa "Ground Zero 360", dokumentująca chwile bezpośrednio po ataku na wieże World Trade Center 11 września 2001 r. Zdjęcia wykonała Nicola McClean, irlandzka fotograficzka.

/Powyżej: fragment wystawy "Ground Zero 360"/

Jak czytamy na stronie CVC: "W wyniku chaosu, który nastąpił po uderzeniu samolotów w bliźniacze wieże World Trade Centrum, Nicola McClean zareagowała w jedyny sposób, który znała: zabrała swój aparat i wyszła na ulicę, aby spróbować uchwycić zamieszanie i panikę, które ją otaczało."

Oprócz wielu zdjęć, na wystawie znajduje się także fotograficzna panorama "Ground Zero 360", a także niewielki stalowy fragment jednej z wież.

Wystawa potrwa od 2 czerwca do 24 lipca b.r.

środa, 6 czerwca 2012

Polski chleb w Cork (29): "Tradycyjny Polski Chleb"

Po kolejnej dłuższej, tym razem ponad rocznej przerwie, kolejny chleb w moim blogowym cyklu o polskich chlebach w Cork: "Tradycyjny Polski Chleb".

/Powyżej: "Tradycyjny Polski Chleb" z z Carrigaline/

Chleb piecze Hassett's Bakery z Carrigaline.

wtorek, 5 czerwca 2012

The Soviet Story

Świetny dokument, warty zobaczenia szczególnie teraz, gdy dyskutuje się czy rosyjscy kibice piłkarscy w czasie Euro 2012 powinni mieć prawo maszerować po Warszawie z symbolami sierpa i młota.

Film z 2008 r. opowiada o współpracy niemiecko - radzieckiej na początku II Wojny Światowej, od wspólnej agresji na Polskę faszystowskich Niemiec i komunistycznej Rosji, przypieczętowaną paradą zwycięstwa Wehrmachtu i Armii Czerwonej w Brześciu w Brześciu nad Bugiem w dniu 22 września 1939 r. W filmie wypowiadają się m.in. Norman Davis, Borys Sokołow, Wiktor Suworow, Władimir Bukowski, członkowie Parlamentu Europejskiego oraz ofiary sowieckiego terroru.

Film pokazuje, że wbrew temu co uparcie się twierdzi jeszcze dzisiaj, praktycznie nie ma żadnej różnicy pomiędzy nazizmem a komunizmem, a jeżeli już, to naziści uczyli się od komunistów. Masowe egzekucje na niespotykaną dotychczas skalę, obozy koncentracyjne, zsyłki, eksperymenty medyczne na więźniach, tortury w czasie przesłuchań, itd., itp. miały miejsce w obydwu systemach, przy czym zdecydowanie więcej ofiar przyniósł system komunistyczny.

Polska okupację sowiecką i narzucony system komunistyczny odczuwa tak naprawdę do dzisiaj, pomimo że podobno 4 czerwca 1989 w Polsce upadła komuna. Upadła - na cztery łapy...

p.s. za link do filmu dziękuję Piotrowi M., który zamieścił go w komentarzu pod notką "Kto rządzi w Polsce?"

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Restauracje i bary w Cork: Eddie Rocket's

Czasami lubię zajrzeć do Eddie Rocket's, skrzyżowania restauracji z fastfoodem, za to urządzonego w amerykańskim stylu z lat 50-tych ub.w.

/Powyżej: Eddie Rocket's przy South Main Street w Cork/

Eddie Rocket's to irlandzka sieć restauracji, w Cork są trzy lokale. Zamawiamy dania przy stoliku, płaci się w kasie przy wyjściu. Dla wegetarian wyboru tam zbyt wielkiego nie ma, dlatego jestem tam raczej rzadko, z drugiej strony - lubię ten klimat, dlatego w ogóle czasami tam przychodzę ;-)

Jeżeli chcecie zobaczyć jak wyglądał amerykański fastfood 60 lat temu, to warto tam zajrzeć.

niedziela, 3 czerwca 2012

Procesja Bożego Ciała w Cork

Dzisiaj ulicami Cork przeszła Procesja Bożego Ciała. Od 2005 r. uczestniczy w niej także polska grupa.

/Powyżej: polska grupa podczas tegorocznej Procesji Bożego Ciała w Cork/

Piszę o tym praktycznie co roku, ale na wszelki wypadek, jeszcze raz: data nie jest pomyłką, w Irlandii obchodzi się to święto w niedzielę, a nie w czwartek, tak jak m.in. w Polsce. W dodatku w tym roku, ze względu na rozpoczynający się za tydzień Kongres Eucharystyczny w Dublinie, przeniesiono procesję na tydzień wcześniej - czyli na dzisiaj.

/Powyżej: Najświętszy Sakrament/

Tradycyjnie procesja przeszła od Cathedral of St. Mary and St. Anne do ołtarza przy ul. Grand Parade. Polską grupę poprowadził ks. Kazimierz Nawalaniec.

/Powyżej: władze Cork/

Tutaj można zobaczyć zdjęcia z dzisiejszej procesji, w tym polską grupę: KLIK.

piątek, 1 czerwca 2012

Waterford

Waterford, miasto założone przez Wikingów, dzisiaj słynie przede wszystkim z Waterford Crystal - fabryki kryształów, oraz zlotu żaglowców.

/Powyżej: stoję przed Reginald's Tower/

Symbolem miasta jest Reginald's Tower, niezbyt wysoka okrągła wieża, jeden z najstarszych zachowanych zabytkach po Wikingach. Można ją zwiedzać, wewnątrz jest ekspozycja pamiątek, a na najwyższym poziomie można obejrzeć krótki film dokumentalny o Waterford.

Jednak Waterford, jak wspomniałem, jest znane niemal na całym świecie przede wszystkim ze swojej fabryki kryształów. W 2009 roku skutki kryzysu, czy też raczej biznesowej polityki, dosięgnęły również Waterford Crystal, i fabryka została zamknięta. Rok później otworzono ją ponownie, w innym miejscu i chyba w mocno okrojonym składzie. Niemniej nadal można podziwiać tam piękne waterfordzkie kryształy i zobaczyć, jak są robione.

Poniżej - mój filmik ze zwiedzania Waterford Crystal: