niedziela, 30 grudnia 2012

Mosty w Cork: Christy Ring Bridge

Christy Ring był czołowym zawodnikiem hurlingu, wręcz jego ikoną. Zmarłemu w 1979 r. zawodnikowi wystawiono w Irlandii nie tylko pomniki - ale jego imieniem nazwano m.in. jeden z mostów w Cork, wybudowany w 1987 r.

/Powyżej: Christy Ring Bridge w Cork/

O pomnikach Christy Ringa pisałem TUTAJ i TUTAJ.

czwartek, 27 grudnia 2012

Rocky Bay Beach

Krótka wycieczka nad Rocky Bay, zatokę z plażą w hrabstwie Cork.

/Powyżej: jestem nad Rocky Bay/

Pierwszy raz bylem tutaj na plenerze MyCork Foto Klub, ale że miejsce ładne - na pewno wrócę tu jeszcze nie raz ;-) Warto trafić w czasie odpływu, więcej miejsca do spacerów ;-)

środa, 26 grudnia 2012

Analogowe prezenty ;-)

Po wigilijnej wieczerzy, pod choinką znalazły się również dla mnie prezenty. Tym razem, na przekór postępującej cyfryzacji, analogowe: m.in. gra planszowa, książka, i - analogowa lustrzanka ;-)

/Powyżej: część moich "spodchoinkowych" prezentów/

Książkę zacząłem czytać zaraz po powrocie z Pasterki, w grę - zagramy dzisiaj po południu, a aparat - no cudo po prostu, już ściągnąłem z netu instrukcję i rozgryzam poszczególne funkcje. Na pewno jeszcze w tym roku zrobię nią pierwsze fotki /chociaż może niekoniecznie jeszcze w tym uda się je wywołać/. Dobrze, że są Święta i sklepy zamknięte, bo gdyby nie to, to już bym pobiegł po film ;-)

wtorek, 25 grudnia 2012

Pasterka w Cork

Jak co roku - byłem na Pasterce w St. Augustine's Church. Zgodnie z lokalnym zwyczajem, msza jest odprawiana o 22:00, a nie o północy. Zresztą - tak jak od kilku lat w Watykanie... Kościół - pełen Rodaków.

/Powyżej: "polska" Pasterka w St. Augustine's Church w Cork/

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Bóg się rodzi!

Z okazji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia życzę Wam, aby przyjście na świat Chrystusa przyniosło ze sobą radość, pokój, nadzieję i miłość...

Bóg się rodzi, moc truchleje,
Pan niebiosów obnażony;
ogień krzepnie, blask ciemnieje,
ma granice Nieskończony.
Wzgardzony, okryty chwałą;
śmiertelny, Król nad wiekami!
A Słowo Ciałem się stało
i mieszkało między nami!

/Moja tegoroczna Bożonarodzeniowa Szopka, tym razem z wosku pszczelego, wykonana przez Agnieszkę/

wtorek, 18 grudnia 2012

Kwestia aborcji, czyli Lenin wiecznie żywy...

W Irlandii obecnie tematem zastępczym nr 1 jest kwestia dostępu do aborcji. Oficjalnie powodem rozpoczęcia tej dyskusji jest śmierć Savity Halappanavar, która zmarła w irlandzkim szpitalu z powodu sepsy. W rzeczywistości, wg mnie, jest to tylko pretekst dla irlandzkich /i nie tylko/ lewaków, którzy usilnie chcą nam narzucić swoją wizję świata...

Savita Halappanavar była w ciąży, zgłosiła się do szpitala z bólem pleców i podejrzewając poronienie, poprosiła o dokonanie aborcji, ale lekarze odmówili ponieważ, jak twierdzili, ciągle wyczuwali bicie serca dziecka. Dopiero po zatrzymaniu akcji serca dziecka - płód został abortowany. Jej mąż utrzymuje, że bezpośrednim powodem śmierci żony jest zbyt późno przeprowadzona aborcja. Dodaje także, że lekarze odmówili wcześniej aborcji stwierdzając że "jest pani w katolickim kraju", czy też "Irlandia to kraj katolicki" - tutaj już różne źródła różnie podają. Dla mnie - ta sprawa jest co najmniej podejrzana...

/Przeciwnicy aborcji protestujący w Cork/

Zacznijmy od tego: jestem absolutnie pełen współczucia dla męża i rodziny tej kobiety, rozumiem ich ból i szukanie sprawiedliwości. Ale kilka rzeczy tutaj mi nie pasuje.

Po pierwsze: kobieta zmarła 28 października, a o całej sprawie zaczęło się mówić głośno niemal 2 tygodnie później, po 10 listopada. Skąd ta zwłoka? Ano 10 listopada b.r. w Irlandii miało miejsce tzw. Children’s Referendum, które dotyczyło praw dzieci w Irlandii, a w szczególności zmian w konstytucji zezwalających na przejęcie opieki nad dzieckiem przez państwo w sytuacji, gdy rodzice z różnych przyczyn nie są w stanie jej sprawować. Referendum przyjęto przewagą ledwie 58% głosujących, przy rekordowo niskiej frekwencji (np. w Cork zadecydowała o tym przewaga ledwie kilkudziesięciu osób). Wg mnie celowo wstrzymano się z nagłośnieniem tej sprawy do zakończenia referendum. Czyli - już mamy pewną manipulację. W jakim celu?

Po drugie: tak naprawdę ferowanie wyroków w sytuacji gdy trwa drobiazgowe śledztwo, jest co najmniej nie na miejscu. Sprawę bada irlandzki rząd, cały szpital jest dokładnie "prześwietlany", zdania lekarzy na temat związku ciąży, aborcji i śmierci kobiety - są podzielone. Poczekajmy na wyniki śledztwa a później wypisujmy bzdurne tytuły, że "kobieta zmarła bo Irlandia to kraj katolicki".  Tytuł jest bzdurny m.in. dlatego, że każdy kto tutaj mieszka chociaż kilka miesięcy ten wie, że obecna Irlandia i katolicyzm, to dwie zupełnie różne historie. Po katolicyzmie w Irlandii pozostała Księga z Kells, sporo klasztornych ruin, nieco kleru z którego większość należałoby przegnać na cztery wiatry za głoszenie herezji niezgodnych z nauką Kościoła oraz trochę pseudokatolickich szkół organizujących zabawy halloweenowe. To niemal wszystko. Twierdzenie więc że "Irlandia to kraj katolicki" jest bzdurą do potęgi n-tej. To w końcu tutaj niedawno wybrany irlandzki prezydent ogłosił wszem i wobec, że (cytuję z pamięci) "nie wierzy w Boga, ale jest bardzo uduchowioną osobą", a premier doprowadził do zamknięcia ambasady Irlandii przy Watykanie. Jaki jest to więc katolicki kraj?

Wreszcie po trzecie: nawet jeżeli w tym konkretnym przypadku i w tym konkretnym szpitalu lekarze popełnili błąd, który w rezultacie kosztował ludzkie życie - to nie jest to powodem do tego, żeby uchwalać prawo umożliwiające odbieranie życia innym. I żeby nie było niejasności: ja sam uważam się za człowieka o naprawdę liberalnych poglądach, wzorem cnót moralnych z pewnością nie jestem, ale - są pewne granice. Nie ma dla mnie dyskusji na temat tego, "kiedy zaczyna się człowiek", oraz czy można zabijać dzieci, narodzone lub jeszcze nie, obojętnie z jakiego powodu. Koniec, kropka.

Sprawa Savity Halappanavar, która jest ogromną tragedią dla jej rodziny, jest wg mnie wykorzystywana przez zwolenników aborcji do "włożenia stopy w drzwi". Kiedy drzwi pozostaną niedomknięte, łatwiej będzie je można z czasem otworzyć na całą oścież. Tymczasem zamiast skupiać się na "prawie do aborcji", należałoby się raczej zastanowić nad tym, w jaki sposób państwo mogłoby pomóc kobietom, często pozostawionym samym sobie. Ale trzeba też zaznaczyć, że Irlandia jest krajem który zapewnia samotnym rodzicom szereg osłon socjalnych: dom, zasiłek, dofinansowania do wielu rzeczy. Ten system jest tak szczodry, że wielu Irlandczyków go wykorzystuje, gdy np. kobieta zgłasza się jako samotna matka, mimo że faktycznie ma partnera, itp. Fakt jest faktem, że dzięki takiej prorodzinnej polityce Irlandia przeżywa babyboom. Być może to komuś przeszkadza?

Nieco z innej beczki, chociaż ciągle w tym temacie: kilka dni temu, zupełnym przypadkiem, natrafiłem w Cork na grupę protestującą właśnie przeciwko aborcji. Ludzie ustawili się przy ulicy i rozwinęli transparent: "SAY NO TO ABORTION!". Przystanąłem, żeby zrobić zdjęcie /widniejące w tym poście/. W tym czasie minęły mnie dwie Polki, z których jedna rzekła do drugiej: "ja jestem za aborcją", a następnie ryknęła w kierunku tej grupy ludzi: "I say yes!". Pro-lifowcy uśmiechnęli się do niej łagodnie. Dwa światy. Zresztą, nie tylko nasze Rodaczki dały wyraz swojemu "oburzeniu". Do tej spokojnie stojącej grupy ludzi natychmiast podbiegły dwie kobiety, które gorączkowo gestykulując dosłownie wywrzaskiwały swoje racje. Pro-lifowcy niezmiennie odpowiadali łagodnie. Jeszcze raz - dwa światy.

Wracając do  naszych Rodaczek, podobną sytuację widziałem w 2003 roku, na Rynku w Krakowie. Były wtedy agitacje i różne wiece wyborcze zachęcające lub zniechęcające Rodaków do głosowania za wstąpieniem Polski do UE. Również obok mnie przystanęły dwie panie, i jedna demonstracyjnie oznajmiła drugiej: "Ja jestem za Unią, ale nie za Polską". No cóż, młodzi, wykształceni, z dużych miast. Nie za Polską, ale za Unią, nie pro-life, ale za aborcją.

Z jednej strony - niby idzie nowe, z drugiej - wszystko już było, bo to przecież kolejna próba wcielenia w życie wizji tow. Lenina, który i aborcję popierał i Kraj Rad budował. Jak to się skończyło - wiemy.

Chociaż, być może, wcale się nie skończyło...


p.s. Już po publikacji tego tekstu na blogu, o. Bartłomiej Parys zwrócił mi słuszną uwagę w komentarzu na fb /cytuję za Jego zgodą/:

"Przeczytałem komentarz i podzielam większość myśli. Chyba jednak w śledzeniu sprawy Savity umknęła Ci bardzo ważna rzecz. Otóż okazało się iż dziennikarka po 2 tygodniach zaczęła się wycofywać z tego iż Savita i mąż prosili o aborcję dziecka - sam ojciec/mąż zaczął motać się w zeznaniach. Fakt jest prosty - gdyby wysunęli taką prośbę wobec lekarzy - to owa prośba powinna być odnotowana w kartotekach - a ponoć jej tam nie ma, a są zapisywane dużo bardziej bzdurne sprawy akcydentalne jak drobne życzenia pacjenta itd.

Sprawa Savity to klasyczny przykład stworzenia ciepłego medialnego gruntu pod zmianę. Kobiety na 2 dzień po opublikowaniu artykułu w Irish Times które stały pod Leinster House z transparentami iż to księża zabili Savitę były klasycznym przykładem objawów działania lemingozy.

Warto też by przefiltrować skąd organizacje pro-kill mają kasę wieloletnią na promocję swoich działań. Polecam też artykuł mojego współbrata z Indii na ten temat, jeszcze zanim obecna sytuacja o zeznaniach wyszła na jaw: http://www.asianage.com/columnists/missing-child-right-abort-264

W Indiach tak samo - bardzo dziwnie głośno wzmocniono tę sprawę, mój współbrat to też zauważa w tekście.
"

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Widok z okna II

Przeprowadzka definitywnie za mną, adresy już chyba wszędzie pozmieniane, pudła /prawie/ wypakowane. Internet przeniosłem przez internet, całą resztę praktycznie też. No to standardowo - czas na widok za oknem ;-)

Poprzednio oglądałem głównie statki, teraz - zanosi się na samoloty ;-)

/Widok z mojego okna/

środa, 12 grudnia 2012

Kiermasz Bożonarodzeniowy 2012

W niedzielę, 9 grudnia b.r. Stowarzyszenie MyCork zorganizowało charytatywny Kiermasz Świąteczny, który miał miejsce po Mszach św. w przedsionku St. Augustine's Church przy Washington Street w Cork. Projekt koordynowała Agnieszka Chwaja.

/Powyżej: charytatywny Kiermasz Bożonarodzeniowy w St. Augustine's Church/

Na Kiermaszu można było kupić w niskich cenach unikatowe rzeczy wykonane przez grupę MyCork Artystycznie oraz przez inne utalentowane osoby, które przekazały własnoręcznie wykonane przedmioty, takie jak ozdoby świąteczne, decoupage, świeczki z wosku pszczelego, obrazy oraz różnego rodzaju upominki.

Cały dochód z Kiermaszu został przeznaczony na pomoc choremu na neuroblastomę (nowotwór) dwuletniemu Marcinkowi Sporek. O Marcinku i Jego zmaganiach z chorobą można przeczytać tutaj: http://marcin-sporek.blogspot.ie. W czasie Kiermaszu udało się pozyskać na ten cel kwotę w wysokości 780,35 euro.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Mikołajki z MyCork 2012

Wczoraj do sali na piętrze St. Augustine's Church w Cork zawitał święty Mikołaj, jak co roku zaproszony przez Stowarzyszenie MyCork.

/Powyżej: św. Mikołaj właśnie przybył do Cork ;-)/

Wszystkie grzeczne /i mniej grzeczne też/ dzieci mogły wziąć udział w zabawie, a następnie - otrzymały prezenty od św. Mikołaja :-)

Udział w imprezie tradycyjnie był bezpłatny. Kilka zdjęć z tego wydarzenia: KLIK.

niedziela, 9 grudnia 2012

Winterval w Waterford: polska Wioska Świętego Mikołaja

W Waterford trwa obecnie Winterval, największy w Irlandii zimowy festiwal. Jest tam również polski akcent: Wioska Świętego Mikołaja w której można m.in. poznać polskie świąteczne potrawy i zwyczaje.

/Powyżej: wraz ze św. Mikołajem - stoję przed polską Wioską Świętego Mikołaja w Waterford/

W rolę Świętego Mikołaja idealnie wcielił się Krzysztof Wiśniewski. Słuszny wzrost i prawdziwa, chociaż przyprószona nieprawdziwą siwizną broda, w połączeniu z humorem powodowały, że "polski" Święty Mikołaj budził powszechne zainteresowanie. Krzysztof cierpliwie tłumaczył dzieciom i dorosłym, że nie jest żadnym "Santa Claus" tylko "Saint Nicholas", wyjaśniając przy tym różnice pomiędzy prawdziwym Świętym Mikołajem - a przerośniętym krasnoludem z reklamy coca-coli. Oczywiście - każde dziecko otrzymało słodki prezent.

Atrakcji dla dzieci w polskiej Wiosce Świętego Mikołaja jest oczywiście więcej: w specjalnej salce kinowej siedząc na sankach (w Irlandii, ze względu na klimat, chyba mało znanych ;-)/ mogły obejrzeć film z przygodami Koziołka Matołka. A także, pod okiem Iwy Wiśniewskiej, wziąć udział w warsztatach w trakcie których same przygotowywały piernikowe ciasteczka.

W tym czasie Bartosz Zdrojowy bardzo interesująco opowiadał Irlandczykom licznie odwiedzającym "Wioskę..." o polskich zwyczajach i tradycjach kulinarnych, potrawach wigilijnych, itp., itd. Zachęceni mogli na miejscu skosztować czerwonego barszczu i pierogów.

Klimat tego miejsca zapewniały także fantastyczne dekoracje autorstwa Anny Lesisz, na miejscu można również nabyć zaprojektowane przez nią  unikatowe pocztówki ze Świętym Mikołajem.

Wiele osób, tak jak ja, przyjechało do Waterford wyłącznie po to, żeby zobaczyć ten piękny polski akcent - chociaż oczywiście cały festiwal jest wart obejrzenia.

Kilka zrobionych przez mnie zdjęć z tego wydarzenia znajduje się TUTAJ. Link do strony "Winterval Święty Mikołaj Village: A Polish Christmas" na FB: KLIK.

sobota, 8 grudnia 2012

Spotkanie autorskie z Piotrem Czerwińskim

Z okazji wydania najnowszej książki Piotra Czerwińskiego "Pigułka Wolności", w Saloniku Prasowym BaDaCZ w Cork miało dzisiaj miejsce spotkanie z Autorem.

/Powyżej - z Piotrem Czerwińskim w "BaDaCZ-u"/

Kiedy zajrzałem na chwilę do "BaDaCZ-a", widziałem że po autografy na "Pigułce..." ustawiały się kolejki. Nic dziwnego, mieszkający w Dublinie pisarz jest klasą samą w sobie, a jego nazwisko gwarantuje dobrą lekturę.

O "Pigułce Wolności" pisałem już TUTAJ - świetna książka, polecam. Oprócz "Pigułki...", Piotr Czerwiński jest również autorem książek: "Międzynaród", "Przebiegum życiae" i "Pokalanie".

piątek, 7 grudnia 2012

Macroom Christmas Night 2012

Byłem dzisiaj w Macroom - i dość przypadkowo trafiłem na Macroom Christmas Night 2012, lokalną imprezę oficjalnie rozpoczynającą świąteczny okres.

Miejscowy notabl z urzędowym łańcuchem na szyi wygłosił przemowę i włączył oświetlenie w kształcie choinki znajdujące się w centrum miasteczka. Mnóstwo ludzi, sporo straganów z mydłem i powidłem, atmosferę podgrzewała grająca na przyczepie kapela.

Ale, co najważniejsze, zobaczyłem pierwszą w tym roku Bożonarodzeniową Szopkę :-)

/Powyżej: uliczna szopka w Macroom/

czwartek, 6 grudnia 2012

Piotr Czerwiński: "Pigułka wolności"

"Na początku było słowo, a potem człowiek w nie kliknął" - tak zaczyna się kolejna świetna książka Autora, który potrafi w pozornie niepoważny sposób pisać o rzeczach bardzo poważnych. I pokazywać, że niektóre z nich niekoniecznie są takimi, jakimi nam się wydaje - że są...

/"Pigułka wolności" z dedykacją od Autora :-)/

Opowieść, porządna, soczysta, na prawie 400 stron, ale tak wciągająca, że przebrnąłem przez nią przez wieczór i poranek :-) Bohater powieści, Aleks Roleksy, jest typowym młodym bezrobotnym człowiekiem żyjącym w stolicy kRAJu. Czasem złapie jakąś dorywczą fuchę, ale utrzymuje się głownie z kieszonkowego od rodziców, mieszkając samotnie w kawalerce również mu przez nich kupionej. Nie ma przyjaciół ani dziewczyny, coraz bardziej popada w samotność i zdziwaczenie. Dla żartu zakłada na Facebooku stronę, na której protestuje przeciwko jednemu z postanowień rządu Malawi, państwa leżącego gdzieś we wschodniej Afryce.

Ku jego ogromnemu zdziwieniu, strona zaczyna być niezmiernie popularna, tysiące ludzie ją lajkuje, czy też, jak pisze Piotr Czerwiński, "daje jej kciuki". Wkrótce liczba fanów strony idzie w miliony, a sam Aleks zostaje okrzyknięty wodzem nowej rewolucji. W wielu miejscach świata fani strony doprowadzają do starć z policją, co tylko przysparza dodatkowej popularności facebookowemu fanpage - i samemu Aleksowi.

Problem w tym, że Aleks nie zdaje sobie sprawy że jest tylko marionetką, sprytnie kierowaną przez pracowników wielkiego koncernu farmaceutycznego. A właściwie - przez jedną pracownicę... Co z tego wyniknie - to już dłuższa historia, a w celu jej poznania -  zachęcam do przeczytania "Pigułki Wolności". Lubię to ;-)

Powieść zmusza do refleksji nad pozorną wolnością w necie, który już dawno został zinwigilowany przez globalne koncerny - i służby specjalne, dla których jest to niewyczerpana kopalnia tzw. "białego wywiadu". Wystarczy tylko kilknąć odpowiednią ilość razy...

wtorek, 4 grudnia 2012

Jerzy Kędzierski: "Opowieść mężczyzny który zarabia śpiąc"

Ta książka to dla mnie taki trochę polski /czy ściślej - poznański/ "Ulisses". Tyle że nie tak obszerna, za to łatwiejsza w odbiorze ;-)

Bohater "Opowieści..." utrzymuje się ze sprzedaży książek na Allegro oraz z oprowadzania szkolnych wycieczek po Poznaniu. Nigdzie mu się nie śpieszy, ma czas na spotkania, rozmowy, przemyślenia, a przede wszystkim na czytanie. Ilość tytułów i autorów przewijających się przez książkę jest oszałamiająca i jak dla mnie - nieco dołująca, bo człowiek sobie wtedy uświadamia, jak sam niewiele przeczytał i jak mało wie...

Niemniej - warto sięgnąć po tę książkę, bo lektura ciepła i zmuszająca do refleksji nad swoim codziennym zabieganiem.

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Świąteczny kiermasz na Grand Parade

Jak co roku, na Grand Parade w Cork stanął świąteczny kiermasz. Co weekend można tam kupić m.in. artystyczne i rzemieślnicze wyroby, świąteczne przysmaki i ozdoby choinkowe.

/Powyżej: świąteczny kiermasz na Grand Parade/

niedziela, 2 grudnia 2012

Urodziny Tomka i Adama

Wczoraj byłem na urodzinach Tomka i Adama w pubie The Hub. Świetna impreza, pyszny tort i bigos, mnóstwo gości. Solenizantom - 100 lat!

/Powyżej: solenizanci Tomek i Adam tuż przed pokrojeniem tortu/

Tomka i Adama przedstawiać nie trzeba, obydwaj od dawna aktywnie działają w MyCork. Adam jest m.in. pomysłodawcą i organizatorem słynnej w Cork Biesiady Śląskiej, która w tym roku miała miejsce już po raz piąty, a podczas której można skosztować potraw z tradycyjnej kuchni śląskiej, posłuchać śląskich piosenek a także porozmawiać o śląskich tradycjach i zwyczajach.. Natomiast o Tomku mógłbym napisać cały elaborat, bowiem nie ma chyba żadnego wydarzenia organizowanego przez Stowarzyszenie MyCork, przy którym Tomek by bardzo aktywnie nie pomagał, jednocześnie niezmiennie zawsze skromnie stojąc z boku.

Jeszcze raz - Wszystkiego Najlepszego :-)