poniedziałek, 28 stycznia 2013

Ryszard Kapuściński: "Gdyby cała Afryka…"

Ten zbiór reportaży Kapuścińskiego, po raz pierwszy opublikowany w 1969 roku, jest unikatowym zapisem wyzwalania się Afryki z kolonializmu i zdobywania niepodległości przez poszczególne państwa.

Pomimo że opisywane wydarzenia dotyczą historii sprzed pół wieku, to jednak prognozy i wnioski autora są zaskakująco aktualne. Jeżeli tylko uda nam się przebrnąć przez socjalistyczna nowomowę autora, której w "Gdyby..." jest zaskakująco dużo, to otrzymamy niewesoły obraz najbardziej zacofanego kontynentu, z państwami o skorumpowanych do cna rządach, od razu w swoich budżetach planujących otrzymanie pomocy od państw Zachodu /pomimo że nikt takiej pomocy nie obiecywał/, gdzie politycy są niezdolni do montowania koalicji a zmiana władzy odbywa się najczęściej za pomocą przewrotów wojskowych...

niedziela, 27 stycznia 2013

Grabbers

Irlandzka wersja "Obcego": mieszkańcy rybackiej wioski na jednej z irlandzkich wysp są zmuszeni do walki z potworem, który przypłynął znikąd, złożył jaja - i zaczął się rozmnażać.

Potworowi czoła stawiają dwoje funkcjonariuszy Gardy /płci obojga/, z których jeden jest nałogowym alkoholikiem. Alkohol odegra zresztą główną rolę w tej opowieści, bowiem okazuje się, że żywiący się krwią potwór jest na niego uczulony, więc szansę przetrwania mają tylko... pijani. Aby przetrwać, mieszkańcy organizują więc wielką libację w jedynym pubie na wyspie.

W filmie mamy też polski akcent, gdy funkcjonariuszka Gardy rezygnuje z wystawienia mandatu jednemu z naszych Rodaków, ponieważ nie potrafi poprawnie zapisać jego nazwiska ;-)

Film tylko i wyłącznie dla najbardziej zagorzałych miłośników Irlandii - i ewentualnie "Obcego" ;-)

niedziela, 20 stycznia 2013

Kolędowanie w St. Augustine's Church

Dzisiaj, po wieczornej Mszy Św., wszyscy chętni wraz z kościelną scholą mogli wziąć udział we wspólnym śpiewaniu kolęd w St. Augustine's Church /tzw. "polskim kościele"/ w Cork.

/Powyżej: kolędowanie w St. Augustine's Church/

sobota, 19 stycznia 2013

II Charytatywny Bal Karnawałowy z MyCork

W hotelu Montenotte w Cork miał miejsce organizowany przez Stowarzyszenie MyCork bal karnawałowy. Dochód z balu został przeznaczony na wsparcie dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

/Powyżej: Bal Karnawałowy w Montenotte/

Podobny bal miał miejsce rok temu, więc być może rodzi się nowa świecka tradycja ;-) Sam bal - był tak jak poprzednio rewelacyjnie przygotowany i poprowadzony przez wolontariuszy MyCork. Oprócz świetnej zabawy, wszyscy chętni mogli wziąć udział również w wośp-owej loterii i licytacjach.

piątek, 18 stycznia 2013

Szymon Hołownia: "Monopol na zbawienie"

Ciekawa książka, napisana w formie instrukcji do gry planszowej ;-) /ale z obszernymi objaśnieniami/, o czym świadczy również nieco dwuznaczny tytuł /"Monopol..."/.

W samą grę można zagrać na stronie: http://www.znak.com.pl/monopolnazbawienie, ale wcześniej - warto jednak przeczytać książkę. Prawie 500-stronicowa "cegła", ale napisana bardzo przystępnym i pełnym humoru językiem. Jak możemy przeczytać na stronie wydawcy: "Gra toczy się o najwyższą stawkę! W swojej książce Szymon Hołownia w nietypowy sposób zachęca nas do zmagań z Kościołem i własną wiarą. (...) Książka odpowiada zarówno na pytania tych, którzy o Kościele wiedzą niewiele, a chcieliby wiedzieć więcej - np. dlaczego pościć w piątek i czemu Kościół nie lubi wróżek, jak i tych, którzy są na wyższym poziomie wtajemniczenia. Dla nich będą interesujące rozważania o jałmużnie, wpływie kościelnej formacji na tembr głosu księży czy godzeniu zła w świecie z Bożą dobrocią. Możemy sprawdzić swoją religijną wiedzę, a także zastanowić się nad rzeczami, o których wcześniej nie mieliśmy okazji pomyśleć."

środa, 16 stycznia 2013

Koniec epoki tradycyjnych mediów - nadchodzi era twittera

Uświadomiłem sobie, że w minionym roku niemal w ogóle nie włączałem telewizora. Tudzież - radia. Co nie znaczy, że nie oglądałem na małym ekranie wiadomości czy nie słuchałem radiowych programów. Oglądałem i słuchałem, tyle że z pomocą innych urządzeń /laptop i smartfon/ i innego medium /internet/.

Na własnym kanale youtube zasubskrybowałem sobie materiały które mnie interesują. Nieco wiadomości, z pominięciem dotychczasowego mainstreamu, trochę programów historycznych, publicystycznych, nieco rozrywki. Codziennie mam więc porcję materiałów "do zobaczenia", które sam wybieram. Czasami też zmieniam dostawców treści, jeżeli uznam że nadajemy na różnych falach - że użyję tegoż przestarzałego już analogowego określenia. Podobnie jest z radiem: za pomocą niewielkiego bezpłatnego programu mam dostęp do tysięcy radiowych stacji, w tym co najmniej kilkuset polskich, z czego spora część jest dostępna tylko przez internet.

Jest to znak nowych nowych czasów, a internet - niegdyś niedoceniany czy wręcz lekceważony przez "poważne" media, teraz z każdym miesiącem wypiera tych, którzy jeszcze do niedawna decydowali o czym powinniśmy wiedzieć, a o czym - niekoniecznie. Dzisiaj każdy może założyć własną e-gazetę, e-radio i e-telewizję, przy czym przedrostek "e" w tym przypadku będzie oznaczał brak terytorialnych ograniczeń.

A przecież jeszcze nie tak znowu dawno temu, mieliśmy jeden jedyny program telewizyjny odbierany za pośrednictwem lampowego czarno-białego telewizora, a i to nawet nie przez cała dobę. Pilot nie był potrzebny, bo i po co? Później - drugi program rozpoczął mękę wyboru, a kolorowe telewizory z przesterowanymi barwami pokazywały nieistniejący, bajkowy świat siermiężnego późnego PRL-u, do którego jednak znacznie bardziej pasował kolor czarno-biały. Programów radiowych było chyba ze cztery, ale młodsi i tak słuchali "Trójki", a starsi - Radia Wolna Europa, mniej lub bardziej skutecznie zagłuszanego przez komunistyczne władze.

Aż w końcu przyszło nowe, zagłuszarki wyłączono, pojawiły się masowo magnetowidy, wypożyczalnie kaset video, anteny satelitarne, telewizje kablowe i nowe pseudpolskie kanały z programami na zachodnich licencjach. Pojawiły się kanały kodowane za które trzeba było dodatkowo zapłacić, ale gdzie obsługa klienta była na poziomie z minionej epoki (ja do tej pory niemile wspominam swoje złe doświadczenia z Cyfrą +), bo też i tacy ludzie je tworzyli. Oczywiście, nie wszyscy przyjęli do wiadomości, że to nowe przyszło, szczególnie ci którzy nauczyli się egzystować z państwowych pieniędzy, czyli - pieniędzy podatników pobieranych w postaci haraczu zwanego "abonamentem rtv".

Taki haracz istnieje również w Irlandii, a ja do tej pory nie rozumiem, dlaczegoż ci nadawcy tak usilnie domagający się tego parapodatku na swoje "wartościowe" telewizyjne dzieła, po prostu nie zakodują swoich kanałów? Wówczas kto by chciał toto oglądać, ten by zapłacił, a kto nie - ten nie. Odpowiedź jest oczywista - jeżeli ktoś domaga się przymusowego haraczu, a nie dobrowolnej zapłaty za to co wytworzył, to od razu wiadomo że sam założył że produkuje badziewie i że nikt tego dobrowolnie nie kupi, bo gdzie indziej dostanie to samo, albo i lepsze - ale za darmo. Chociaż właściwie nic nie ma za darmo, tutaj ceną jest mniejsza lub większa konieczność obejrzenia tej czy innej reklamy, ale bloki reklamowe są również i w tych stacjach, na które podatnicy płacą haracz. No ale, parafrazując znane przysłowie - gdzie prezesów sześć, itp., itd... Dlatego coraz więcej ludzi przestaje oglądać tv, a odbiorniki telewizyjne wykorzystuje do oglądania filmów na dvd czy wręcz bezpośrednio z netu. I dlatego również coraz większym zainteresowaniem cieszą się internetowe radia i tv.

Jak jest popyt, pojawia się i podaż: w sprzedaży są już np. od jakiegoś czasu odbiorniki do radia internetowego. Takiego radia można słuchać od biedy bezpośrednio z komputera czy smartfona, niemniej odbiornik do internetowego radia to świetna rzecz dla osób ceniących połączenie klasyki i nowej technologii: takie radio, często stylizowane na dawny analogowy odbiornik, pozwala nam słuchać stacji tworzonej choćby przez jednego człowieka. Nie inaczej będzie, czy wręcz już jest, z internetową tv. O prasie nie ma co wspominać, ale fakt zakończenia wydawania w USA Newsweeka na papierze / a wcześniej Life/ - jest wręcz symboliczny. Coraz większą ilość tytułów możemy pobrać także, lub wręcz - wyłącznie, w postaci cyfrowej na dajmy na to Kindle lub inny podobny e-czytnik, gdzie złudzenie papieru jest praktycznie zupełne, a komfort pobrania nowego wydania bez względu na porę dnia czy nocy czy też na miejsce gdzie jesteśmy - jest niebagatelny. I, co jest też bardzo ważne, e-gazetę może obecnie tworzyć, od biedy, choćby jedna osoba - a przynajmniej technicznie jest to jak najbardziej możliwe. Taka dywersyfikacja treści nie jest oczywiście niczym dobrym dla mainstreamu, który chciałby zatrzymać jak największą ilość czytelników, słuchaczy czy widzów. No ale - ten świat na naszych oczach przemija, chociaż oczywiście jego agonia może być rozciągnięta na lata.

I to jest jednocześnie dobra i zła wiadomość. Dobra, bo media może tworzyć obecnie każdy, więc trudniej będzie pewne rzeczy zamieść pod dywan, zła - bo media może tworzyć obecnie każdy, a większość ludzi woli uczestniczyć w monologu, niż w dialogu. Stąd jest ryzyko, że gdy pisał czy nagrywał będzie każdy, nie będzie komu czytać i słuchać/oglądać. Widać to choćby po facebooku, na którym większość z nas spędza coraz więcej czasu, a na którym, nie oszukujmy się, większość wpisów, chociaż ważna dla ich autorów, to dla odbiorców najczęściej ma wartość śmieciową. Uogólniam oczywiście, nie w każdym przypadku tak jest, ale - jest.

Pal licho facebook, który w pogoni za kasą zaczyna powoli zjadać własny ogon, przy okazji drażniąc użytkowników niechcianymi "wpisami sponsorowanymi" czy tez takimiż spamowymi wiadomościami, bo że zwykłe reklamy muszą być - było wiadomo od początku. Facebook jest narzędziem marketingowym, pozwalającym precyzyjnie dotrzeć do wybranej grupy odbiorców, tj. np. do Polaków w wieku 25-40 lat mieszkających w Dublinie - i tylko do nich. chyba żadne inne medium nie oferuje tak wręcz chirurgicznie precyzyjnej reklamy. Z drugiej strony, o ile mi wiadomo przynajmniej z tego co wyczytałem tu i ówdzie - jest to reklama mało skuteczna i ma mierne przełożenie na sprzedaż. Niemniej, to jest miejsce do sprzedawania reklam, ale raczej nie do tworzenia kanału informacyjnego /nie chodzi tutaj o wysyłanie "privów" do cioci lub sympatii/, który mógłby stać się liczący dla odbiorców.

Dla mnie fenomenem staje się twitter, to jest znak i symbol nowych czasów. Co prawda jest już w sieci od dobrych kilku lat, niemniej właśnie ostatnio zaczął szczególnie zyskiwać na popularności. Tylko 140 znaków plus ewentualnie zdjęcie, a jak wiadomo, jeden obraz jest więcej wart niż tysiąc słów. Żyjemy niestety w erze komiksowej, wszyscy gdzieś za czymś gonią, coraz mniej osób ma czas na czytanie książek, ale wpisy na Twitterze każdy zdąży przeczytać. Docenił to nawet Benedykt XVI, który otworzył własne konto na tej platformie, i to od razu w siedmiu językach.

Z drugiej strony, pytanie czy taka ilość potencjalnych nadawców treści nie spowoduje chaosu informacyjnego, w którym może nam umknąć fakt, że stojący na krawędzi kolejnej globalnej wojny świat - zrobił krok do przodu? Na to mógłby wskazywać fakt, że większość z nas wie, kim są Doda, Majdan i Nergal, ale już nie każdy potrafi wymienić aktualnych przywódców państw graniczących z Polską. Ale to jest ten sam problem co z papieskimi kremówkami i encyklikami - te pierwsze jadł każdy, tych drugich /prawie/ nikt nie czytał. Niemniej ja optymistycznie zakładam, że to właśnie "nowe" media pozwolą nam oddzielić ziarno od plew i wybrać taką treść, jaka nam odpowiada.

I tak na koniec, przypomniała mi się wypowiedź pewnego pana, który bodajże 15 lat temu stwierdził: "lubię słuchać na moim odbiorniku Radio Maryja. Niestety, rodzina przez cały czas przestawiała mi je na inny program. Ustawiłem więc jeszcze raz moją ulubioną stację i urwałem pokrętło. I wreszcie jestem wolny."

Dlatego w Nowym, 2013 Roku życzę wszystkim Czytelnikom jak najwięcej wolności w doborze wartościowej treści.

wtorek, 15 stycznia 2013

XXV wizyta w Polsce (9): z Krakowa do Cork

I już z powrotem na Zielonej Wyspie.

Ryanair, Kraków - Cork. Odprawa przeszła gładko, po odprawie oczekiwanie przed bramką nr 2 w obowiązkowym ścisku. Za małe to krakowskie lotnisko... Później bezsensowne przetrzymywanie a rozgrzanym autobusie, aby po kilkunastu minutach wypuścić wszystkich na mróz. I jak tu ma się człowiek wyleczyć?...

Lot jak lot, Ryanair - czyli nieustający bazarek z wózka na kółkach, lądowanie, odprawa, odbiór bagażu, taksówka - i w końcu w domu :-)

poniedziałek, 14 stycznia 2013

XXV wizyta w Polsce (8): Piła mechaniczna 3D

Kiedy zobaczyłem, że w kinach grają kolejną wariację na temat "Teksańskiej masakry piłą mechaniczną", i to w dodatku w 3D, wiedziałem - że muszę to zobaczyć ;-)

Swego czasu obejrzałem oryginalną "Teksańską masakrę..." z 1974 r., jak i chyba wszystkie jej późniejsze klony. To jedna z niewielu serii horrorów, którą oglądam bez ziewania. Tym bardziej więc nastawiłem się na sporą dawkę emocji, bo nie dość, że piła mechaniczna w rękach wariata, to jeszcze w dodatku w 3D ;-)

Film zaczyna się przypomnieniem poprzednich wydarzeń, a jednocześnie toczy opowieść o dalszych losach rodziny kanibali, w tym oczywiście Leatherface'a, maniaka z piłą motorową. Główna bohaterka wraz z przyjaciółmi jedzie do małego miasteczka w Teksasie, żeby przejąc odziedziczony po babci, której do tej pory nie znała, spory dom. A w piwnicy tego domu, za pancernymi drzwiami, mieszka jej upiorny kuzyn...

Niestety, więcej sobie obiecywałem, niż dostałem. Nie było najgorzej, ale - szału nie ma. Obyło się bez ziewania, ale bardziej było do śmiechu, niż do strachu. Tylko dla miłośników gatunku...

niedziela, 13 stycznia 2013

XXV wizyta w Polsce (7): WOŚP w Krakowie

Po raz pierwszy od 7 lat w czasie finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy jestem poza Cork, tak więc tym razem wrzuciłem datek do puszki nietypowego wolontariusza ;-) w krakowskim centrum handlowym Bonarka.

/Powyżej: wrzucam datek do WOŚP-owej puszki kwestującego w Bonarce robota/

Nie ukrywam, że z powodu przeziębienia odpuściłem sobie wizytę na Rynku, etc, wolałem obejrzeć wośp-owe atrakcje "pod dachem". Szczególnie przypadła mi do gustu kapela "Recycling Band", nawet nie tyle muzycznie, co - technicznie, bowiem większość instrumentów muzycy wykonali sami - z odpadków.

A co do samego WOŚP, to myślę że w Irlandii /czy też w ogóle - za granicą/ i w Polsce wygląda to zupełnie inaczej. Za granicą sztaby same muszą zadbać o wszystko, łącznie z zezwoleniem na kwestowanie, i jest to wszystko jakoś znacznie bardziej autentyczne.

Tymczasem widzę że w Polsce jest to już tak zinstytucjonalizowane, ze tylko patrzeć jak posłowie przy uchwalaniu budżetu będą brać pod uwagę wpływy z WOŚP. Zaczyna mnie razić to "upaństwowienie" Orkiestry. W dodatku niedawna (nie)sławna wypowiedź p. Owsiaka o eutanazji - jest dla mnie nie do przyjęcia i nie do zaakceptowania. Niemniej - do puszki /jeszcze/ wrzuciłem.

Generalnie dochodzę do wniosku, że WOŚP - tak, ale Owsiak - już nie. Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść. A i samą scenę mocno przebudować...

sobota, 12 stycznia 2013

XXV wizyta w Polsce (6): MOCAK 1

Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie (ang.: Museum of Contemporary Art in Kraków - w skrócie MOCAK) to obowiązkowe miejsce dla wszystkich miłośników sztuki wykraczającej poza znane większości z nas kanony ;-) Wybrałem się tam dzisiaj. 

/Powyżej: przed MOCAK/

Muzeum - położone tuż obok Muzeum Fabryka Emalia Oskara Schindlera - robi wrażenie! Obejrzałem stałe i czasowe wystawy, w tym w szczególności z pracami Jiríego Kolára i artystów sieci Fluxus.

/Powyżej: jestem niejako wewnątrz pracy Stanisława Dróżdża "Między" znajdującej się w MOCAK/

Wiem na pewno - że to miejsce będę regularnie odwiedzał podczas każdego pobytu w Krakowie :-)

piątek, 11 stycznia 2013

XXV wizyta w Polsce (5): John Lloyd i John Mitchinson: "Księga wiedzy i niewiedzy"

Kiedy przylatuję do Polski w zimie, na mniej więcej 2-tygodnie, obowiązkowo jeden tydzień muszę odchorować. Nie inaczej jest i tym razem... Jedyny plus z tego taki, że kurując się - udało mi się interesującą książkę przeczytać ;-)

Co do mojego "polskiego chorowania", to rozwiązanie wydaje się proste: albo nie przylatywać w zimie, albo przylatywać na krócej. Organizm się rozleniwił irlandzkim klimatem, gdzie śnieg jest anomalią a nie normą, chociaż podobno na Wyspie w tym momencie też szaleje jakiś grypopodobny wirus. Tak czy owak, trzy dni z głowy, a jak z kolejnymi - się zobaczy, w każdym razie dzisiaj mam już w końcu zamiar wyjść "na miasto", chociaż samopoczucie ciągle takie sobie...

Kurując się, sięgnąłem po wspomnianą w tytule "Księgę wiedzy i niewiedzy". Po grafice na okładce wydawałoby się, że jest dedykowana głównie młodzieży, ale zapewniam, że czyta się ją jak świetną powieść sensacyjną, w dodatku podana jest z humorem ;-)

Świetna lektura z setkami odpowiedzi na, wydawałoby się, pozornie proste i znane pytania. Dowiedziałem się m.in., że człowiek ma cztery nozdrza, że największą żyjącą rzeczą jest pospolity grzyb, że szampana wynaleźli Anglicy, że po zdobyciu Bastylii uwolniono zaledwie siedmiu więźniów - którzy zresztą mieli tam cieplarniane wręcz warunki, że ratownicze psy bernardyny nigdy nie nosiły beczułek z brandy, że człowiek ma co najmniej dziewięć zmysłów, że obecnie znamy co najmniej piętnaście stanów skupienia materii, że Ziemia ma co najmniej siedem księżyców, że cesarze rzymscy skazywali gladiatorów na śmierć poprzez uniesienie kciuka w gorę (zresztą nawet nie znano gest "kciuk w dół", gdy chciano życie darować kciuk chowano w zamkniętej pięści), że wielbłądy pochodzą z Ameryki Północnej, że największym tworem ludzkich rąk na Ziemi jest wysypisko śmieci na Steten Island w Nowym Jorku, że szkolna kreda nie jest kredą - tylko gipsem, że najwięcej tlenu na Ziemi produkują glony, itd., itp., etc. przez prawie 250 stron.

To wprost niesamowite, ile rzeczy przyjęło się ot tak, "na wiarę" i utrwaliło przez powielane w książkach i filmach błędy.

niedziela, 6 stycznia 2013

XXV wizyta w Polsce (4): Orszak Trzech Króli w Tomaszowie Lubelskim

Dzisiaj ulicami wielu miast w Polsce przeszły Orszaki Trzech Króli. Miałem okazję obejrzeć taki orszak w Tomaszowie Lubelskim, który miał tutaj miejsce po raz pierwszy. 

 /Powyżej: Orszak Trzech Króli w Tomaszowie Lubelskim/

Akurat trafiłem na mszę, przed którą rozdawano papierowe korony oraz śpiewniki z informacjami o Orszaku. Po mszy - królowie na koniach wraz z całym tłumem uczestników orszaku przeszli ulicami Tomaszowa, niosąc dary Zbawicielowi, które następnie zostały złożone w betlejemskiej Szopce. Po drodze natknęliśmy się na Heroda, diabłów, pasterzy, itp., a cel podróży wskazywały nam tabliczki z napisem "Betlejem" :-)

Papież Benedykt XVI przesłał pozdrowienia dla uczestników Orszaków w całej Polsce. 

sobota, 5 stycznia 2013

XXV wizyta w Polsce (3): kolędy na zamojskim Rynku

W Zamościu wybrałem się na tutejszy Rynek, żeby posłuchać koncertu kolęd i pastorałek, który przygotował tamtejszy dom kultury.

/Powyżej: jestem na zamojskim Rynku/

Rynek w Zamościu należy do najpiękniejszych w Polsce. Trochę szpeci go rozstawione obecnie tuż przed ratuszem lodowisko, no ale - to tylko tymczasowo. Na Rynku jest Bożonarodzeniowa Szopka i spora choinka, można skosztować grzanego miodu i golasa roztoczańskiego ;-)

/Powyżej: koncert kolęd na zamojskim Rynku/

A koncert kolęd - był świetny :-)

piątek, 4 stycznia 2013

XXV wizyta w Polsce (2): zakaz fotografowania

W coraz większej ilości miejsc w kRAJu widzę znaki zakazu fotografowania. Było ich sporo za komuny porozwieszanych na różnych pseudostrategicznych obiektach, teraz - pojawiają się znowu, w tym - w sklepach.

/Powyżej: zakaz fotografowania w podrzędnym sklepiku/

Trzeba oddać sprawiedliwość, że nie tylko sklepy w Polsce hołdują tej dziwnej modzie na wieszanie bezskutecznych zakazów, spotkałem się z tym praktycznie wszędzie gdzie do tej pory byłem. To jest takie kompletnie asymetryczne zachowanie: właściciel sklepu, budynku, etc. ma prawo za pomocą przemysłowej kamery robić zdjęcia swoim klientom, ale klienci nie mają prawa robić zdjęć sklepu - czy w sklepie.

Tak, znam tłumaczenia, że to ochrona przed kopiowaniem przez konkurencję wzorów tej czy innej bluzki lub spodni szytych gdzieś przez małe chińskie rączki za to z przylepionym firmowym znakiem, itp. Problem w tym, że konkurencja wzory posiada zanim towar trafi do masowej sprzedaży, a zresztą - w dzisiejszych czasach zdjęcie można zrobić byle długopisem czy breloczkiem.

Po co więc zakazy, których nie sposób wyegzekwować?

czwartek, 3 stycznia 2013

XXV wizyta w Polsce (1): z Cork do Krakowa

Najbliższe dwa tygodnie - w kRAJu ;-)

Ryanair wprowadził bezpośrednie połączenie Cork - Kraków, dzięki czemu odchodzą kombinacje typu: czy jechać do Dublina i lecieć do Cork, czy lecieć do Katowic i jechać do Krakowa. Kiedyś już takie bezpośrednie loty były, obsługiwał je polski Centralwings, ale najwidoczniej im się nie opłacało, chociaż był wtedy emigracyjny boom. No to teraz, po kilku zresztą latach, interes wyczuł irlandzki przewoźnik. Przy czym wtedy samolot był pełny, a teraz - pełny do połowy. Zobaczymy, jak z tym dalej będzie.

/Powyżej: na lotnisku w Cork/

Na kilka godzin przed odlotem uświadomiłem sobie, że przecież przewożę analogowy aparat - z filmami. Czy prześwietlenie bagażu nie zaszkodzi filmom? Zacząłem sprawdzać w necie, zdania były podzielone. Generalnie: zdecydowana większość twierdziła, żeby absolutnie nie przewozić filmów w bagażu głównym, bo tam prześwietlanie jest znacznie mocniejsze, natomiast w bagażu podręcznym nie powinno im nic grozić /ale kilka osób pisało również o negatywnych doświadczeniach/. Radzono również, żeby prosić o osobiste sprawdzenie i ominięcie skanera, jednocześnie dodając, że rzadko to się udaje. Tak było i u mnie: pokazałem torbę z aparatem i filmami, powiedziałem o swoich obawach, ale pani przy maszynie stwierdziła że jest to bezpieczne - i jednak kazała przeskanować. Zobaczymy w praktyce, jak to wyjdzie.

Lot jak lot, mając sylwestrowo - noworoczne niedobory snu, zasnąłem zaraz po starcie i obudziłem się przed lądowaniem. Odprawa po polskiej stronie przeszła gładko, nawet bagaż, o dziwo, wyjechał jako jeden z pierwszych.

Przed lotnisko podjechał po mnie kolega. Wkładamy walizki do auta, gdy jak spod ziemi wyrastają ochroniarze i zaczynają nas straszyć policją... Tutaj nie wolno parkować! Wszystko jest nagrywane! Jak przyjedzie policja zapłacicie mandat! - krzyczą, jakbyśmy co najmniej zajęli miejsce przed Białym Domem. Faktycznie, jesteśmy dosłownie o 2 metry od miejsca przeznaczonego dla wsiadających/wysiadających. Porządek musi być - co mnie bardzo cieszy, bo mam nadzieję, że i z innymi rzeczami też zaprowadzono w kRAJu taki rygor. Zobaczymy.

Drobne zakupy w osiedlowym sklepie. Ani okruszka chleba, chyba piekarze przedłużyli sobie noworoczne świętowanie. Kupuję za to olbrzymie brokuły, ostatnio moje ulubione warzywa. Są naprawdę spore, nie wiem czy taki urodzaj, czy importowali je gdzieś spod Czarnobyla, ale smakują świetnie, jak zawsze zresztą ;-)

Dzisiaj - wyjazd na kilka dni w Zamojskie.

wtorek, 1 stycznia 2013

Minolta Dynax 505si Super

Jak już pisałem, pod choinką znalazłem m.in. analogowy aparat: Minolta Dynax 505si Super ;-) Zakupiłem garść filmów, zobaczymy, jak to zadziała w praktyce ;-)

/Powyżej: moja "spodchoinkowa" Minolta/