sobota, 30 marca 2013

Poświęcenie pokarmów w Cork

Jak co roku, już od siedmiu lat, w St. Augustine's Church w Cork w Wielką Sobotę ma miejsce poświęcenie pokarmów dla polskiej społeczności wiernych w Cork. 

 /Powyżej: dzisiejsze święcenie pokarmów o godz. 12.00 w St. Augustine's Church/

Tak jak w poprzednich latach, pokarmy są święcone od godz. 10.00 do 16.00 o pełnych godzinach. Ponieważ w porcie w Cork stacjonują obecnie m.in. dwa polskie okręty wojenne, ok. 30 osób /łącznie z członkami załogi/ skorzystało z możliwości poświęcenia pokarmów na jednym z nich, przez kapelana który służy na ORP Kontradmirał Xawery Czernicki.

Z kolei w wieczornej Mszy św. w  St. Augustine's Church wzięli udział marynarze z polskich okrętów:

 /Powyżej: polscy marynarze w  St. Augustine's Church/

piątek, 29 marca 2013

Wielki Piątek

Jedyny dzień w roku, w którym w kościołach nie odprawia się Mszy. Zamiast niej - Liturgia Męki Pańskiej.

/Powyżej: kapłan leżący krzyżem przed ołtarzem podczas dzisiejszego nabożeństwa w St. Augustine's Church w Cork/

czwartek, 28 marca 2013

Polskie okręty wojenne w Cork

Dzisiaj o godz. 9.00 rano do portu w Cork wpłynęła grupa sześciu okrętów wojennych, w tym dwóch polskich: ORP Kontradmirał Xawery Czernicki (okręt dowodzenia siłami obrony przeciwminowej - z Portu Wojennego w Świnoujściu) oraz ORP Czajka (niszczyciel min - z Portu Wojennego w Gdyni). Członkowie i sympatycy MyCork powitali na nadbrzeżu polskich marynarzy. 

/Powyżej: członkowie i sympatycy MyCork oczekują na wpłynięcie polskich okrętów do portu w Cork/

/Powyżej: ORP Kontradmirał Xawery Czernicki jako pierwszy z grupy sześciu okrętów wojennych wpływa do portu/

/Powyżej: ORP Kontradmirał Xawery Czernicki zacumowany przy nadbrzeżu/

/Powyżej: ORP Czajka zacumowany przy nadbrzeżu/

/Powyżej: członkowie i sympatycy MyCork z polskimi marynarzami/

Więcej zdjęć z tego wydarzenia umieściłem TUTAJ. Oprócz polskich okrętów, do portu w Cork wpłynęły również: BNS Bellis z Belgii, HNLMS Urk z Holandii, FGS Weilheim z Niemiec i HNoMS Hinnoey z Norwegii. Zwiedzanie wszystkich okrętów (tylko na zewnątrz po pokładach otwartych) zaplanowane jest na niedzielę i poniedziałek w godz. 14:00-17:00.

Ponadto w związku ze świętami w sobotę na pokładzie ORP Czernicki odbędzie się święcenie pokarmów (załoga ma kapelana). O godz. 20:00 polska załoga - w mundurach - weźmie udział w nabożeństwie w St. Augustine's Church na Washington Street /tzw. "polskim kościele/. W niedzielę kapelan planuje na godz. 10:00 mszę na ORP Czernicki.

ORP Kontradmirał Xawery Czernicki już gościł w porcie w Cork w październiku 2010 r. /wówczas razem z m.in. ORP Mewa/.

I na koniec, ciekawostka: z tego co zauważyłem, to najprawdopodobniej tak jak poprzednim razem, ze względu na neutralność Irlandii ta grupa statków, będąca w rzeczywistości grupą NATO, do Irlandii wpłynęła jako grupa statków z poszczególnych państw, a symbole NATO zostały na statkach zakryte:

/Powyżej: zakryty symbol NATO na polskim statku/

środa, 27 marca 2013

Znaczki z pocztowej drukarki

Idą święta, więc czas wysłać kilka kartek. Udałem się na pocztę żeby nabyć nieco znaczków - i nie ukrywam że z lekkim zdziwieniem zobaczyłem, że pani w okienku przy pomocy niewielkiej drukarki po prostu je błyskawicznie wydrukowała ;-)

/Powyżej: świeżo wydrukowane samoprzylepne irlandzkie znaczki pocztowe/

O.k., może to funkcjonuje już od dawna a ja taki zacofany jestem, bo zatrzymałem się chyba na etapie gdy pani na poczcie wydzierała z dużego arkusza stosowną ilość znaczków. Z drugiej strony, w dobie sms-ów i e-maili wysyłam coś "papierowego" od wielkiego święta, czyli ze dwa razy do roku. Poza tym do tej pory kupowałem tutaj na poczcie gotowe zestawy znaczków w takiej miniaturowej wersji po 10 sztuk. Tym razem było inaczej, wydrukowane znaczki są normalnych rozmiarów, z kolorowymi przedstawicielami fauny, za to dodatkowo z kolejnymi numerami seryjnymi.

I - są samoprzylepne ;-)

wtorek, 26 marca 2013

Kurica nie ptica...

- Polsza nie zagranica - jak mawiali Rosjanie, usprawiedliwiając sami przed sobą grabież Polski. Dzisiaj na szyldzie zamkniętego już rosyjskiego sklepu dla Polaków w Cork zobaczyłem z jednej strony naszego Orła, a z drugiej - dwugłową rosyjską "pticę" /bo dwugłowych orłów zdaje się w przyrodzie nie ma?/

/Powyżej: dwie strony szyldu zamkniętego już sklepu "Back in the  U.S.S.R. przy Academy Street w Cork"/

Przechodziłem obok tego sklepu przez parę lat, ale dopiero wczoraj zauważyłem ten "dwuorłowy" szyld. I jakoś od razu przypomniało mi się to ruskie przysłowie, bo zbytnia bliskość tych dwóch symboli, ich wręcz wymienność i zastępczość - jednak razi. Tym bardziej, ze tuż przy nim umieszczono napis "Red Square" /Plac Czerwony/. Polski orzeł na Placu Czerwonym? Bo "kurica nie ptica"?

No, chyba że to na pamiątkę, że już kiedyś Polacy na Kremlu byli... ;-)

poniedziałek, 25 marca 2013

Pasja

W ramach Spotkań z Katechizmem Kościoła Katolickiego, wczoraj obejrzeliśmy "Pasję" Mela Gibsona.

Film przedstawia ostatnie godziny z życia Jezusa z Nazaretu: od modlitwy w Gaju Oliwnym, przez sąd, biczowanie i śmierć na krzyżu, aż po zmartwychwstanie. Pierwszy raz widziałem ten obraz w 2004 roku, robił wrażenie wtedy, robi i teraz. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to mniej lub bardzie swobodna interpretacja reżysera a nie wierny ewangeliczny zapis, niemniej - Gibson nakręcił film wybitny. Muzyka i oryginalne języki dopełniają dzieła.

Po filmie - dyskusja pod kierownictwem o. Bartłomieja Parysa m.in. o teologii zawartej w filmie.

niedziela, 24 marca 2013

Świat przez cybernetyczne okulary

W znanej starożytnej chińskiej klątwie życzy się wrogowi, aby ten "żył w ciekawych czasach". Bez wątpienia właśnie w takich żyjemy, jeżeli może nie tak interesujących jakim było średniowiecze /mity o "średniowiecznej ciemnocie" są niczym innym jak zwykłą lewacką propagandą/, to na pewno są to czasy w których ludzie, jak nigdy do tej pory, dostają narzędzia do interesowania się innymi, od sąsiada zza ściany po samego Papieża.

Ot choćby rezygnacja Benedykta XVI z piastowanego urzędu, wybór Franciszka i cały medialny szum jaki temu towarzyszy świadczy o tym, że zainteresowanie jest. Jeszcze pół wieku temu spora część katolików nigdy na oczy nie widziała swojego Papieża, a teraz, proszę, dzięki wszędobylskim kamerom niemalże siedzi z Biskupem Rzymu w papamobile. Oczywiście to zainteresowanie może też wynikać z podświadomej tęsknoty za, bo ja wiem, monarchią? Bo przecież nie mniejszym zainteresowaniem cieszył się ślub brytyjskiego następcy tronu, i to nie tylko ze względu na Pippę. Ludzie chyba mają coraz bardziej dość demokracji w której każe im się głosować nad czymś, o czym nie mają pojęcia, będąc sterowanymi przez rzeszę wyspecjalizowanych politycznych cwaniaków, a tęsknią za jasno określonymi zasadami: jest król, są doradcy, jest i lud który ma żyć w spokoju i w miarę w dostatku. A gdyby król okazał się mordercą, tyranem lub przynajmniej nieudacznikiem, zawsze można wyciągnąć z muzeum gilotynę. Monarchia zamiast demokracji nie jest wcale taka zła, choćby z ekonomicznego punktu widzenia: mało kto zdaje sobie sprawę, że utrzymanie dworu królowej Elżbiety II kosztuje brytyjskich podatników mniej, niż nas, Polaków, utrzymanie kancelarii prezydenta Komorowskiego. No ale u nas to zawsze wszystko jakoś drożej wychodzi, od autostrad po stadiony...

Wracając jednak do rzeczy: życie człowieka przez wiele stuleci niewiele się zmieniało, stąd szacunek dla starszych pochodził z respektu dla zgromadzonej przez nich poprzez lata wiedzy, a nie jedynie z poważąnia dla siwych włosów. Ba, nawet jeszcze niedawno życie przeciętnego zjadacza chleba w roku, dajmy na to 1960, niewiele się różniło od tego z, dajmy na to, roku 1980. Teraz dwie dekady to cała epoka, człowiek z 2013 roku wzięty za kark i rzucony do roku 2030, prawdopodobnie miałby spore problemy żeby - bez odpowiedniego przeszkolenia - funkcjonować w społeczeństwie. Teraz cała wiedza znajduje się na Wikipedii a starszy człowiek nie potrafiący obsłużyć komputera staje się gatunkiem wymierającym. Bo w końcu podobno kogo nie ma w internecie, ten nie istnieje.

Nie zawsze sobie zdajemy sprawę z tego, jak technologia zmieniła świat. A przecież, gdyby ktoś dajmy na to ledwie 5 lat powiedział nam, że, cytując szefa jednej z największych firm technologicznych, "ludzie będą chodzili po ulicach patrząc w dół i pocierając kawałek szkiełka", nie wiedzielibyśmy, o czym mówi. Tymczasem to się dzieje naprawdę, niemal co drugi człowiek nie odrywa się już od swojego smartfona z dotykowym ekranem nawet podczas spaceru. Jakie rozwiązanie nam się proponuje, żeby ciągle nie "pocierać szkiełka"? Oczywiście specjalne okulary, zintegrowane z kamerą, wyświetlaczem i internetem. Ta technologia już istnieje, wkrótce trafi pod strzechy. Wszechobecność kamer fotograficznych w komórkach już zmienia wiele rzeczy, a gdy wejdą w użycie okulary, dzięki którym będzie można zrobić zdjęcie lub nakręcić film w praktycznie każdych okolicznościach - granice prywatności zostaną naprawdę bardzo przesunięte...

Co do prywatności i jej granic, pamiętam jak ledwie niespełna dekadę temu, gdy zacząłem prowadzić tego bloga, wówczas jeszcze rzecz nieczęsto spotykaną, jak spod ziemi wyrosły różne mądre głowy które zaczęły pouczać mnie, że to ekshibicjonizm, parcie na szkło i lans. Nie minęło kilka lat, a większość co bardziej rozgarniętych z tych mądrali pozakładało własne stronki na których się ekshibicjonizują znacznie bardziej ode mnie, a ci rozgarnięci mniej - poprzestali na facebooku, lajkując cudze fotki i umieszczając swoje zdjęcia, niekiedy nawet chyba zbyt prywatne. Skąd taka zmiana? Pojęcia nie mam... Mało tego, dla niektórych facebook stal się wręcz synonimem całego internetu, a co prywatności - to nie pomoże odgrażanie się, że "ja swoich fotek nigdy na fejsbuka nie wrzucę!", bowiem wystarczy, że zrobi to ktoś inny, partner czy partnerka chociażby, chcąc się podzielić z psiapsiółkami "słit fociami" z wakacyjnego wyjazdu na Majorkę /byli tam już chyba wszyscy Polacy z Irlandii/ czy z wesela Rysia i Pysi. Oczywiście, facebook jak każda porządna witryna tego rodzaju posiada ustawienia prywatności, ale najpierw, nomen omen, trzeba je sobie prywatnie ustawić. A tym to już mało kto sobie zawraca głowę.

Generalnie mam zasadę, że do netu wrzucam tylko to, czego nie wstydziłbym się pokazać swojej Mamie, bowiem - zdaję sobie sprawę że wszystko co umieści się w sieci zostanie tam już na zawsze. Oraz że to, co sam umieszczam, przeglądają niekoniecznie tylko ci, którzy czują do mnie cień sympatii lub którym jestem przynajmniej kompletnie obojętny, ale przede wszystkim ci, którzy z jakiś mniej lub bardziej wyimaginowanych powodów są skłonni życzyć mi raczej szybkiego zejścia z tego łez padołu. Oczywiście lata przemijają, ludzie się zmieniają i jak to powiedział właśnie w ciemię bity Muhammad Ali: "człowiek, który w wieku 50 lat postrzega świat tak samo jak w wieku 20, zmarnował 30 lat swojego życia". Toteż dzisiaj niekoniecznie bym się podpisał pod tym, co napisałem dziesięć lat temu, a za dziesięć lat pewnie niechętnie się przyznam do niektórych rzeczy jakie piszę teraz, no ale, jak żyć panie premierze?

Najważniejsze, żeby być w porządku wobec siebie, bo w przeciwnym razie internetowa schizofrenia gotowa. Nie potrafię policzyć, ilu już takich ludzi spotkałem: w realu sympatyczny i uprzejmy człowiek, a po przyjściu do domu i odpaleniu kompa - pojawia nam się Mr Hyde, który wierząc chyba w internetową anonimowość /a już Latający Potwór Spaghetti jest bardziej godny wiary/, wydala z siebie własne frustracje. Ale, o dziwo, to również zmienia właśnie... facebook. Porównajmy dyskusje "na fejsie" do tych toczonych na tym czy innym internetowym forum. Różnice są kolosalne. Pomijam oczywiście fałszywe profile i strony zawierające opowieści dziwnej treści. No cóż, w każdym, nawet najbardziej wyglansowanym na błysk pałacu musi znajdować się miejsce, gdzie król piechotą chodzi, więc i na facebooku, generalnie przejrzystym, można trafić do chlewu. Plus przynajmniej taki, że lubiące chlew świnie można poznać po nazwiskach. I po ryjkach.

Facebook zmienił formę komunikacji, zwracamy się do siebie w tej konkretnej wirtualnej przestrzeni znacznie uprzejmiej, tak jak w "realu". Nic dziwnego w końcu, nasz adwersarz z reguły nie tylko zna nasze imię i nazwisko, to często również miejsce pracy, miejsce ostatnich wakacji jak i inne miejsca, gdzie często bywamy, a także ma możliwość poznania listy naszych znajomych, obejrzenia członków rodziny i pooglądania imprezowych fotek. Świadomość takiej przejrzystości stanowi jednak mocny hamulec bezpieczeństwa przed wypisywaniem głupot. Chociaż nie w każdym przypadku, rzecz jasna.

Tak czy owak, nadciąga fala internetowej inwigilacji na niespotykaną dotychczas skalę, a to za sprawą wspomnianych wcześniej okularów. Sprawa jest poważna, bo za ich produkcję zabrali się tacy giganci jak Google i Apple. Pierwsi użytkownicy już korzystają z Google Glass, okularów które są w rzeczywistości noszonym na głowie mini-komputerem podłączonym do internetu i pozwalającym rejestrować obraz i dźwięk, a cała obsługa ogranicza się do wydawania komend głosowych. I tak oto pomysły "rozszerzonej rzeczywistości" rodem z tandetnych powieści s-f, na naszych oczach stają się rzeczywistością. Jeżeli takie okulary wejdą do powszechnego użytku, a wszystko wskazuje ze jest to kwestia najbliższego roku, wiele rzeczy również ulegnie zmianie. Ile i jakich, nie sposób prorokować, ale coś czuję, że będzie to rewolucja na miarę wynalezienia koła.

I dla jednych będzie to koło fortuny, a dla innych - młyńskie koło u szyi...

piątek, 22 marca 2013

Moje zdjęcie na okładce 'Naszego Głosu"

Dzisiaj ukazał się kolejny numer "Naszego Głosu", a na okładce - zrobione przeze mnie zdjęcie z udziału MyCork w Paradzie w Dniu św. Patryka. To mój fotograficzny "okładkowy" prasowy debiut, chociaż, rzecz jasna, nie jestem fotografem. Co nie przeszkadza mi lubić robić fotki ;-)

"Nasz Głos" jest bezpłatnym polonijnym tygodnikiem wydawanym w Dublinie od 2007 roku, ma 10 tysięcy egz. nakładu a dostępny jest w 250 "polskich sklepach" na terenie całej Irlandii. Można go również bezpłatnie pobrać stąd: http://www.ng24.ie/e-wydanie.


/Powyżej: okładka Naszego Głosu nr 273 z 22-28 marca 2013 r./

czwartek, 21 marca 2013

Powódź w Blackpool (1)

Dzisiaj w Cork przez cały dzień mocno padało. Wieczorem, nieopodal The Church of the Annunciation, wylała rzeczka płynąca przez Blackpool /dzielnica Cork/. 

Przyjechała straż pożarna, Garda, ściągnięto również koparkę. Najbliższe ulice zostały zamknięte. Mnóstwo osób w pośpiechu przeparkowuje auta, chociaż nie wszyscy zdążyli. Nie wiem jeszcze, jak jest w centrum miasta.

Poniżej kilka zrobionych przeze mnie zdjęć w Blackpool z godz. 22.00:






Dopisek z 22.03.b.r.: rankiem już wszystko wróciło do normy.

środa, 20 marca 2013

Śpiewnik Oszołoma

Jak już wspominałem, w Dzień św. Patryka odwiedzili nas Iwa i Krzysiek Wiśniewscy. Dostałem od nich "Śpiewnik Oszołoma", płytę z reedycją nagrań piosenek Leszka Czajkowskiego z lat 1996/97.

Za Wikipedią: "Leszek Czajkowski (ur. 1967) – piosenkarz, poeta, kompozytor i publicysta nazywany „bardem polskiej prawicy”, nawiązujący m.in. do twórczości Jacka Kaczmarskiego."

Płyta - o nas, o Polsce, o naszej historii i codzienności - wbija w ziemię. 30 utworów, pochodzących z wydanych w 1996 i 1997 roku kaset magnetofonowych: "Śpiewnik Oszołoma" i "Kaseta Wyborcza czyli śpiewnik Oszołoma II".

Utwory sprzed 15 lat, a ciągle aktualne. Mało tego, dzisiaj są chyba jeszcze bardzie aktualne niż wtedy, gdy powstawały. I to niestety świadczy o tym, że źle się dzieje w Państwie Polskim...

Polecam!

poniedziałek, 18 marca 2013

Kiermasz Wielkanocny 2013

W niedzielę 17 marca br. w przedsionku kościoła St. Augustine's Church przy Washington Street w Cork odbył się Kiermasz Wielkanocny, zorganizowany przez Agnieszkę Chwaję.

/Powyżej: Kiermasz Wielkanocny w St. Augustine's Church/

Na kiermaszu można było kupić palmy wielkanocne oraz drzewka z bukszpanu przygotowane przez grupę MyCork Artystycznie, a także inne dekoracje wielkanocne wykonane przez lokalnych polskich rękodzielników.

Część dochodu z kiermaszu, w wysokości 163,61 euro, zostało przeznaczone na wsparcie Children's Leukaemia Association w Cork, stowarzyszenie które wspiera leczenie dzieci chorych na białaczkę.

niedziela, 17 marca 2013

MyCork na Paradzie w Dniu św. Patryka w Cork

Członkowie i sympatycy MyCork jak co roku wzięli udział w Paradzie w Dniu św. Patryka w Cork.
Nasza grupa zebrała spore brawa :-) W tym roku udział MyCork w paradzie koordynowały Gertruda Anisiewicz i Anna Klimek.


Jak już pisałem, temat tegorocznej parady w Cork to "The Gathering, hands across the Water".

/Powyżej: część grupy MyCork na paradzie/

/Powyżej: chyba najbardziej "widowiskowa" część naszej grupy ;-) Wianek - przygotowała Agnieszka/

Dzięki staraniom członków MyCork, po raz pierwszy paradę otworzyła grupa polskich motocyklistów i grupa "Winged Riders". Cieszę się, że dzięki MyCork już od 6 lat jest polski akcent na paradzie. Mieliśmy nawet gości z Waterford: przyjechali do nas Iwa i Krzysztof Wiśniewscy, m.in. twórcy Waterpol.org.

/Powyżej: polska grupa tuż po paradzie/

Zapraszam do zobaczenia galerii zdjęć z przemarszu polskiej grupy na FB MyCork: KLIK, oraz do obejrzenia filmiku:


sobota, 16 marca 2013

Cork już świętuje

Chyba cały Cork żyje jutrzejszym świętem. Na głównej ulicy miasta, St. Patrick Street, miały dzisiaj miejsce występy lokalnych artystów. Ustawiono również sporo namiotów z przysłowiowym mydłem i powidłem. 

Bardzo dużo ludzi "na mieście", sporo turystów z innych krajów, ale kulminacyjna fala - będzie oczywiście jutro.

/Powyżej: dzisiejszy St. Patrick Street/

piątek, 15 marca 2013

Koniczynki z cukierni

Pojutrze - największe irlandzkie święto, Dzień św. Patryka. W sklepach od dawna zielono od rekwizytów, w McDonaldzie leją już zielone "szejki", a w mojej lokalnej piekarnio-cukierni sprzedają ciastka w kształcie koniczynek ;-)

/Powyżej: ciastko z mojej lokalnej cukierni/

czwartek, 14 marca 2013

Przygotowania do Parady w Dniu św. Patryka

W środę, 13 marca b.r., członkowie MyCork spotkali się w celu omówienia ostatnich przygotowań do udziału polskiej grupy w Paradzie w Dniu św. Patryka w Cork.

/Powyżej: uczestnicy spotkania i jeden ze strojów na paradę/

Tematem tegorocznej parady w Cork jest "The Gathering, hands across the Water". MyCork zaprasza wszystkich Rodaków chcących wziął udział w Paradzie, spotykamy się w niedzielę, 17 marca, o godzinie 11:30 przy szkole muzycznej /Cork School of Music/ przy Union Quay. Organizatorzy proszą, w miarę możliwości oczywiście, o ubranie się w barwy polskie lub irlandzkie.

Stowarzyszenie MyCork bierze udział w corocznej paradzie od 2008 roku. Trzykrotnie, w latach: 2008, 2010 i 2011 otrzymywało nagrodę "Best Overall Entry" dla najlepszej grupy.

środa, 13 marca 2013

Habemus Papam!

Jak miliony ludzi, ja również przez bitą godzinę tkwiłem przed tv. Kiedy ogłoszono imię nowego Papieża, Franciszka, i nazwisko kardynała który nim został, Jorge Mario Bergoglio, natychmiast wpisałem je w wyszukiwarkę. Nie tylko ja, bo Wikipedia przez dobrych parę minut nie mogła się otworzyć ;-)

Ale kiedy już się otworzyła, trafiłem na taką oto ciekawostkę /kliknij, żeby powiększyć/ ;-) Błąd już poprawiony, nie ma się co czepiać bo to z emocji pewnie, ale - stronę sobie zachowam, na pamiątkę ;-)

/Powyżej: strona z Wikipedii, prawdopodobnie w trakcie edycji/

A poza tym - oczywiście totalne zaskoczenie, niemal słyszałem opadające i uderzające o podłogę w studiu szczęki telewizyjnych "wróżek od Watykanu". Nikt z nich się nie spodziewał takiego wyboru :-) Jak widać Duch wieje tam gdzie chce. A zawiało mocno!

czwartek, 7 marca 2013

Wystawa Cork Camera Group w CVC

W Cork Vision Centre ma miejsce coroczna wystawa Cork Camera Group. Warto tam zajrzeć m.in. po to, żeby zobaczyć pracę naszego rodaka, Mariusza Kalinowskiego.

/Powyżej: fragment wystawy Cork Camera Group/

Cork Camera Group to znana grupa fotograficzna założona w Cork w 1986 r. Grupa jest członkiem Irish Photographic Federation i the Southern Association of Camera Clubs. Obecnie liczy o.k. 70 członków. Uczestnicy grupy spotykają się co tydzień z wyjątkiem przerwy wakacyjnej, organizują wspólne wycieczki plenerowe, warsztaty, konkursy, zapraszają interesujących gości, itp.

Jednym z członków tej prestiżowej w Cork grupy jest Mariusz Kalinowski, który w Cork Vision Centre zaprezentował swoją pracę pt.: "Angel". I, wg mnie, jest to jedna z najlepszych prac na tej wystawie.

Mariusz m.in. jest również koordynatorem działającej od czerwca ubiegłego roku grupy MyCork Foto Klub, wcześniej m.in. prowadził II Kurs Fotografii z MyCork, był jednym z jurorów Konkursu Fotograficznego "Chrześcijaństwo" podczas III Dni Kultury Chrześcijańskiej w Cork, działa również w grupie fotograficznej TeamArt

Wystawa w Cork Vision Centre potrwa od 6 do 23 marca b.r.

wtorek, 5 marca 2013

Pub i dom pogrzebowy

Takie rzeczy tylko w Éire - chciałoby się napisać, chociaż niewykluczone, że gdzieś tam w świecie też są takie przypadki. Czyli - bezpośrednio sąsiadujące ze sobą pub i dom pogrzebowy.

/Powyżej: pub i dom pogrzebowy przy Coburg Street w Cork/

niedziela, 3 marca 2013

Walne Zgromadzenie MyCork

W niedzielę, 3 marca b.r., miało miejsce Walne Zgromadzenie Członków Stowarzyszenia MyCork. W trakcie spotkania m.in. wybrano nowego Prezesa Zarządu MyCork - którym został Paweł Świtaj. 

/Powyżej: członkowie MyCork tuż przed rozpoczęciem Walnego Zgromadzenia, czwarty od lewej - Paweł Świtaj, prezes MyCork /

Na początku spotkania członkowie stowarzyszenia zapoznali się ze sprawozdaniem finansowym za ubiegły rok. W 2012 roku MyCork zrealizował 14 projektów, w tym tak duże jak Festiwal Kultury Polskiej, Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy czy Dni Kultury Chrześcijańskiej.

Podjęto decyzję o reorganizacji stowarzyszenia, która ma jeszcze bardziej usprawnić jego działalność.

Wybrano również nowego Prezesa Zarządu MyCork. W głosowaniu członkowie MyCork jednogłośnie wybrali na to stanowisko Pawła Świtaja. Paweł działa w MyCork od października 2010 r., w tym czasie koordynował szereg projektów, ostatnio pełnił funkcję viceprezesa i sekretarza stowarzyszenia. Serdecznie gratuluję :-)

Poprzednio, tj. od 18 lipca 2010 r. do dnia dzisiejszego, funkcję Prezesa MyCork pełniła Izabela Krygiel - Kozłowska, której osobiście chciałbym bardzo podziękować za wszystko, co zrobiła na rzecz polskiej społeczności w Cork.

sobota, 2 marca 2013

Kabaret Młodych Panów w Cork

Kolejny świetny kabaret z Polski w Cork, tym razem - Kabaret Młodych Panów z programem "Bezczelnie młodzi". Występ - rewelacyjny, uśmiałem się do łez ;-)

/Powyżej: Kabaret Młodych Panów w Cork/

Publiczność jak zwykle dopisała, zapełniając salę w Cork School of Music. Organizatorem występów Kabaretu Młodych Panów w Irlandii jest D&M Services /dmaccountancy.ie/, m.in. wydawca miesięcznika MIR. Kabaret wystąpił w Waterford, Cork i Dublinie.

piątek, 1 marca 2013

Mario Vargas Llosa: Marzenie Celta

Świetnie napisana biografia Rogera Casementa (1864-1916), irlandzkiego patrioty walczącego o niepodległość Irlandii, a wcześniej - dyplomaty w służbie Imperium Brytyjskiego, który wsławił się ujawnieniem okrucieństw stosowanych przez kolonizatorów w Wolnym Państwie Kongo oraz przestępstw wobec lokalnej ludności dokonanych w Peru przez koncern Peruvian Amazon Company.

Casement uważał, że wyzwolenie Irlandii może nastąpić tylko na drodze walki zbrojnej, pod warunkiem że akcja powstańców zostanie skoordynowana z działaniami wojsk niemieckich, które zaatakują irlandzkie porty obsadzone przez brytyjska marynarkę. W przypadku klęski powstania Roger Casement twierdził, że oddali to sprawę niepodległości Irlandii o kolejne 50 lat. Jak wiemy, tak się nie stało, chociaż Powstanie Wielkanocne szybko zakończyło się klęską i rozstrzelaniem jego przywódców, ale jednocześnie przyczyniło się do ogromnego wzrostu nastrojów patriotycznych i poruszenia wśród Irlandczyków na całym świecie, a w konsekwencji wybuchu 3 lata później wojny o niepodległość, tym razem zakończonej sukcesem /chociaż, jak twierdzą niektórzy, dość połowicznym/.

Roger Casement został złapany i stracony przez Anglików podczas jego nieudanej misji dostarczenia dla irlandzkich powstańców pochodzącej z Niemiec broni. Wcześniej, na terenie Niemiec, próbował sformować Brygadę Irlandzką rekrutującą się z Irlandczyków którzy znaleźli się w niemieckich obozach jenieckich jako żołnierze brytyjscy walczący dla Imperium. Brygada Irlandzka miała walczyć "u boku, lecz nie pod rozkazami" Niemiec i miała być użyta wyłącznie do walk o wyzwolenie Irlandii. Próba sformowania takiej brygady również zakończyła się fiaskiem, z 2 tysięcy irlandzkich jeńców do brygady wstąpiło ledwie 50-ciu, i zostali natychmiast przez swoich towarzyszy okrzyknięci zdrajcami.

Ciało Casementa zostało pochowane na przywięziennym cmentarzu w Londynie. Dopiero w 1965 roku jego szczątki udało się sprowadzić do Irlandii. W ciągu 5 dni hołd przy wystawionej trumnie oddało pół miliona Irlandczyków, w pogrzebie uczestniczyło 30 tysięcy osób w obecności prezydenta Irlandii Éamona de Valera, jednego z przywódców Powstania Wielkanocnego i dawnego towarzysza Casementa.

Ale zanim Roger Casement bez reszty poświęcił się walce o niepodległość swojej ojczyzny - był znanym brytyjskim dyplomatą. W 1903 roku w swoim raporcie ujawnił ludobójstwo stosowane przez belgijskich kolonizatorów w Kongo. Później, w 1911 roku, napisał podobny raport na temat praktyk stosowanych przez pracowników brytyjskiej firmy Peruvian Amazon Company, która w Peru zajmowała się pozyskiwaniem kauczuku, dokonując przy tym tortur i morderstw lokalnej ludności na masową skalę.

Roger Casement został stracony m.in. dlatego, że na jaw wyszły jego dzienniki, w których szczegółowo opisywał swoje homoseksualne praktyki. Brytyjczycy wykorzystali je żeby skompromitować człowieka, któremu kilka lat wcześniej sami nadali szlachecki tytuł "sir". Przed egzekucją Casement oficjalnie wrócił na łono Kościoła Katolickiego.