niedziela, 30 czerwca 2013

Imieniny

29 czerwca, wiadomo - Piotra i Pawła ;-) Problem w tym, że w kalendarzu Piotr obchodzi imieniny chyba najczęściej, coś ponad 60 razy: KLIK. Z drugiej strony, podobno w takich przypadkach powinno się obchodzić te imieniny, które wypadają najbliżej po dacie urodzin. Z trzeciej strony, podobno wcale to nie jest regułą i można sobie wybrać.

Więc ja "od zawsze" imieniny obchodzę 29 czerwca. Ale gdy ktoś chciał złożyć życzenia za każdym razem, gdy kalendarz wskazuje imieniny Piotra - również się nie obrażę ;-)

A poniżej, imieninowa kartka i koszulka od Agnieszki:



sobota, 29 czerwca 2013

Spotkanie inauguracyjne Polskiego Klubu Patriotycznego w Cork

W sobotę, 29 czerwca b.r. o godz. 19.30 w salce na piętrze pubu Franciscan Well przy North Mall w Cork, odbyło się spotkanie inauguracyjne Polskiego Klubu Patriotycznego.

/Powyżej: uczestnicy pierwszego spotkania Polskiego Klubu Patriotycznego w Cork/

Formuła tworzącego się PKP jest otwarta, w zamyśle organizatorów ma być to klub dyskusyjny organizujący cykliczne spotkania, na których będą poruszane istotne tematy dotyczące najnowszej historii oraz bieżącej polityki w Polsce i na świecie. Pierwsze spotkanie było bardzo interesujące, poruszyliśmy mnóstwo tematów, a dyskusje były bardzo merytoryczne. Na kolejne spotkanie zapraszamy w sobotę, 27 lipca b.r.

piątek, 28 czerwca 2013

Collin Rynne i Billy Wigham: "Forgotten Cork"

Fotograficzny 130 stronicowy album ze zdjęciami dawnego Cork /1850-1950/, pochodzącymi z kolekcji Roberta Day'a.

/Obok: "Forgotten Cork"/

Robert Day (1836-1914) był irlandzkim antykwariuszem i fotografem, oraz jednym z najważniejszych dokumentalistów miasta swoich czasów. M.in. przewodniczył Towarzystwu Historyczno-Archeologicznemu w Cork.

Swoją pasję fotografowania przekazał synowi, a następnie wnukowi. Udało im się zgromadzić ogromną kolekcję zdjęć Cork, obejmującą sto lat: od połowy XIX do połowy XX wieku.

Część kolekcji została niestety rozproszona, także poza granicami Irlandii, ale nawet to co pozostało  budzi ogromne zainteresowanie. Wybrane zdjęcia trafiły do albumu "Forgotten Cork".

Zdjęcia - absolutnie fascynujące, część z nich nie była nigdy publikowana. A Cork z przed 100 lat? Miejscami bez zmian, ale także wiele fotografii budynków które już nie istnieją, czy też inaczej - zostały zastąpione przez inne. Są też ciekawostki: nie wiedziałem na przykład, że niegdyś Brian Boru Bridge był mostem zwodzonym, co umożliwiało przepłynięcie większych jednostek.

Koniecznie warto zobaczyć! Album jest dostępny m.in. w głównej bibliotece w Cork.

czwartek, 27 czerwca 2013

It seems history is to blame

Cork City Library realizuje program pod nazwą "It seems history is to blame" /cytatu zaczerpniętego z "Ulissesa" Jamesa Joyce'a/ na który ma składać się szereg wystaw, warsztatów, wykładów, itp.

/Powyżej: wystawa w ramach "It seems history is to blame" w Cork City Library/

Jak piszą organizatorzy: "w obecnym czasie kryzysu musi się znaleźć miejsce na refleksję i podjęcie decyzji o zmianach, które zadecydują o przyszłości. 100 lat temu w Irlandii również był taki czas zawirowań intelektualnych i politycznych. Ten program powinien nam pomóc zrozumieć co wtedy się stało i dlaczego, i jakie możemy wyciągnąć wnioski dla naszych czasów".

środa, 26 czerwca 2013

"Kłódki miłości" na Shandon Bridge

Od jakiegoś czasu na moście Shandon Bridge w Cork pojawiły się tzw. "kłódki miłości". Taka forma okazywania sobie sympatii, polegająca na umieszczeniu w widocznym miejscu (szczególnie na mostach) kłódki z imionami bądź inicjałami zakochanych, zdobywa coraz większa popularność w wielu krajach, również w Polsce.

/Powyżej "kłódki miłości" na Shandon Bridge/

Jak podaje Wikipedia: "Według legendy zwyczaj wieszania takich kłódek pochodzi z Florencji. Uczniowie szkoły Sanita in Costa San Giorgio zabierali kłódki ze swoich szafek szkolnych i wieszali je z wyznaniami miłosnymi na Ponte Vecchio. Zwyczaj został spopularyzowany przez pisarza Federico Moccia w powieści "Tylko Ciebie chcę" (Ho voglia di te) z 2006. Obecnie w większości krajów europejskich istnieją miejsca, gdzie masowo wiesza się kłódki miłości."

Shandon Bridge jest pierwszym mostem w Cork wybudowanym w nowym Tysiącleciu: otworzono go 9 grudnia 2004 r. Oświetlony - bardzo efektownie wygląda w nocy.

sobota, 22 czerwca 2013

Taste of Poland – Polish ArtFest w Dublinie

W sobotę, 22 czerwca b.r. w Chocolate Factory w Dublinie miał miejsce "Taste of Poland – Polish ArtFest". Podczas pierwszej edycji tego festiwalu organizatorzy zaprezentowali prace wybranych polskich twórców mieszkających w Irlandii /m.in. fotografia, malarstwo, rękodzieło/, można było skosztować kilku specjałów polskiej kuchni oraz wziąć udział w koncertach polskich artystów z Zielonej Wyspy.

/Powyżej:  jedno ze stoisk z kulinarnymi specjałami/

Festiwal rozpoczął seans mis i gongów tybetańskich w wykonaniu Benedykta Grabowskiego i Marcina Stanka, następnie wystąpili: duet El Grey, następnie Dorota Konczewska, Ewa Gigoń a gwiazdą wieczoru był zespół Supertonic Orchestra.

 /Powyżej: seans mis i gongów tybetańskich w wykonaniu Benedykta Grabowskiego i Marcina Stanka/
 
/Powyżej: koncert duetu El Grey/

/Powyżej: koncert Doroty Konczewskiej/

/Powyżej: koncert Ewy Gigoń/

/Powyżej: Supertonic Orchestra/

W przerwach między koncertami można było obejrzeć prace polskich artystów. Swoje prace prezentowali: malarstwo - Katarzyna Sudak, Iwona Blasi, Łukasz Kaniecki, Renata Ledzinska, Krzysztof Marciniak, Julita Narkowicz, Aga Szot, Justyna Raducha, Sylwia Roz Paluch, Asia Muklewicz, Mikołaj Kostic; fotografia: Karol Liver, Tomasz Olejnik, Anita Kulon, Gold Ginger Photography, Mariusz Rados, Jasmina Jasinska, Dorota Konczewska, Łukasz Czajkowski, Gabriela Kołodziej, Tomasz Bereska, Katarzyna Filipiak, Karolina Ostrowska, Arther Maure, Piotr Meller, MrsRed Rude, Magda Drzewiecka, Monika Foltman, Roman Kondradczyk, Grupa GDF.

/Powyżej: prace polskich artystów wystawione na Taste of Poland – Polish ArtFest/

Więcej zdjęć z Taste of Poland – Polish ArtFest można zobaczyć TUTAJ, a poniżej - mój amatorski filmik z tego wydarzenia /występy muzyków są od 4:15 minuty/:


czwartek, 20 czerwca 2013

Przygotowania do VII FKP w Cork - cd.

Jak już pisałem, wolontariusze Stowarzyszenia MyCork rozpoczęli przygotowania do kolejnego, już siódmego Festiwalu Kultury Polskiej w Cork, organizowanego przez MyCork od 2007 roku. Koordynatorką tegorocznego festiwalu jest Izabela Krygiel-Kozłowska.

/Powyżej: spotkanie wolontariuszy w sprawie FKP 2013/

Członkowie MyCork spotkali się w środę, 19 czerwca b.r., żeby rozpocząć dopracowanie szczegółów planu festiwalu. Festiwal Kultury Polskiej w Cork odbędzie się jak zwykle w listopadzie. Organizatorzy planują zorganizowanie m.in. Acoustic Song - Konkurs Piosenki Polskiej, konferencję na UCC o Janie Pawle II, Turniej Siatkówki, Biesiadę Śląską, Gale Finałową na której tradycyjnie wystąpi znany artysta z Polski, oraz szereg innych atrakcji.

Organizatorzy zapraszają do współpracy wszystkie osoby pragnące wesprzeć wolontariuszy MyCork w organizacji tegorocznego Festiwalu Kultury Polskiej. W tym celu najlepiej napisać na adres: info@mycork.org.

środa, 19 czerwca 2013

Koniec Europy jaką znaliśmy...

Mamy szczęście w nieszczęściu żyć w ciekawych czasach. Jesteśmy świadkami odchodzenia w przeszłość dawnej Europy. Za kilkadziesiąt lat wszystko tu będzie inne, łącznie z Europejczykami. Potomkowie imigrantów mając demograficzną przewagę, wkrótce urządzą Europę po swojemu. Tych zmian już nie da się uniknąć...

Pod koniec IV wieku n.e. upadło cesarstwo rzymskie. Jego upadek, chociaż dla wielu współczesnych był jak grom z jasnego nieba, trwał przez prawie wiek a rozpoczął się jeszcze przed podziałem na cesarstwo, nazwijmy to umownie, wschodnie i zachodnie. Rok za rokiem, dekada za dekadą, w jego granice coraz szerzej wlewały się inne narody chcące rządzić się swoimi prawami. Paradoksalnie cesarstwo upadło gdy wydawało się że jest potęgą i gdyby nie kilka błędów, być może przetrwałby kolejne tysiąc lat tak jak cesarstwo bizantyjskie, a może, kto wie, istniałoby do dzisiaj i Unia Europejska wyglądałaby inaczej i miała inne korzenie? Nie ma co gdybać, stało się inaczej, ale historia lubi się powtarzać. Jestem przekonany, że na naszych oczach upada Europa jaką znamy. Upada już od kilku dekad wskutek kilku decyzji i w dodatku upada gdy wydaje się mieć całkiem dobrze...

Czy się to komuś podoba czy nie, Europa - jaką jeszcze do niedawna znaliśmy - została zbudowana na chrześcijańskich korzeniach cywilizacji łacińskiej. Kilka dekad temu weszła w przejściowy okres ateizmu a obecnie, przynajmniej jej zachodnia część, jest reorientowana na kulturę muzułmańską. Symbolem tego są choćby kościoły w krajach europejskiego zachodu: wskutek zmniejszenia się liczby wiernych część z nich po dekonsekracji przez jakiś czas pełniła funkcję galerii sztuki, muzeów, itp., a obecnie - wskutek żądań szybko rozrastających się liczebnie imigrantów wyznania muzułmańskiego - coraz więcej z nich zostaje przemianowana na meczety.

Ale zanim przejdziemy dalej prosiłbym, żeby Czytelnicy przyjęli do wiadomości oświadczenie niżej podpisanego: uważam że ludzie są co prawda różni, ale zawsze równi. Nie kolor skóry świadczy o wartości człowieka ale jego czyny, a wcześniej to, co ma w głowie. I o ile jest kompletnie bez znaczenia, czy ktoś jest biały, żółty, czarny czy czerwony, to z kolei wyznawana przez niego hierarchia wartości i religia /z ateizmem włącznie/ - ma już znaczenie. Nie wierzę w bzdury, że wszystkiego religie są równe i że każda droga jest dobra. W świętych księgach można zapisać wiele wzniosłych haseł, natomiast ważne jest jak interpretują je wyznawcy tej czy innej religii. W końcu taki dajmy na to Karol Marks miał tyle wspólnego z późniejszymi marksistami, w szczególności "radzieckimi", co Immanuel Kant - z kanciarzami, nie broniąc oczywiście tego pierwszego, który zamiast tak jak jego wybitni przodkowie zgłębiać tajemnice Tory, wziął się za filozofowanie z - jak się później okazało - tragicznym dla wielu narodów skutkiem...

Czy, używając sporego uproszczenia, "biała", chrześcijańska Europa zostanie zastąpiona przez "czarną", muzułmańską? Z całą pewnością tak, o ile nic nieprzewidzianego się nie wydarzy. Pytanie tylko, kiedy to nastąpi? Wg mnie, jeżeli proces przyrostu potomków imigrantów wyznania muzułmańskiego będzie postępował w takim tempie jak obecnie, jest to kwestia 2-3 dekad. Większość z nas zobaczy nową Europę na własne oczy.

Oczywiście z perspektywy Polski i Irlandii nie wygląda to jeszcze może w ten sposób, ale warto spojrzeć choćby na Londyn, niegdyś symbol europejskiej stolicy wielkiego imperium. W Londynie nadal jest królowa a Big Ben odmierza kolejne godziny, niemniej u schyłku rządów Elżbiety II mieszka tam już etnicznie zupełnie inne pokolenie niż w chwili gdy w 1953 roku wstępowała na tron. Na naszych oczach następuje tam wymiana ludności. Wg danych ze spisów powszechnych, w Londynie biali mieszkańcy są już mniejszością, stanowiąc ok. 40% ogółu ludności. Niemożliwe? Takie są fakty, zresztą wystarczy wybrać się do tego miasta żeby zobaczyć to na własne oczy. Byłem tam najzupełniej turystycznie przez tydzień w 2011 roku i mogę to jedynie potwierdzić. Mało tego, były chwile gdy byłem jedynym białym w metrze lub w autobusie, a w żadnym wypadku nie podróżowałem gdzieś po peryferiach tylko trzymałem się blisko centrum. Mieszkałem również nieopodal centrum i o ile żeby dotrzeć na polską mszę musiałem podróżować przez bodajże sześć przystanków na przemian autobusem i kolejką, to z kolei niewielki meczet miałem już przy swojej ulicy.

Zmiany zachodzą powoli ale jednak w postępie geometrycznym. Czasami nasuwa mi się porównanie z miastami które wskutek decyzji politycznych po II wojnie światowej znalazły się w innych państwach, a z których ludność została deportowana by zostać zastąpiona z kolei tą - deportowaną z innego miejsca. Pozostały budynki ale ludność uległa całkowitej wymianie, są to już praktycznie zupełnie inne miasta w których historię się pisze od nowa, bo jednak jakaś ludzka ciągłość została przerwana. Być może jest to porównanie nie do końca na miejscu, w końcu tam wywożono ludzi siłą a z kolei nikt nikomu nie kazał się osiedlać w Londynie, jednak nie o przyczynę tutaj chodzi, a o skutek. Jako przykład podałem Londyn, ale ten proces widać także w wielu innych europejskich stolicach i całych państwach.

Czy to źle, czy dobrze? A czy to źle czy dobrze, że upadł starożytny Rzym? Dla jednych źle, dla innych dobrze, obawiam się tylko, że teraz to my znaleźliśmy się na miejscu dawnych mieszkańców cesarstwa rzymskiego. Na razie widzimy coraz częstsze sytuacje, bagatelizowane przez lewackie media które już dławią się swoja polityczną poprawnością, gdy przybysze z poza Europy usiłują narzucić nam swoje prawa i zwyczaje. Dla przykładu: są już muzułmańskie patrole które odbierają przechodniom alkohol, są nawet miejskie strefy, gdzie muzułmanie uważają że obowiązuje tam szariat. Z jednej strony, paradoksalnie, może to być dobre bo wskazuje na problemy jakie narastają w społeczeństwie które radykalnie odwróciło się od swoich korzeni i zasad głoszonych również przez chrześcijański Kościół, z drugiej strony - nie każdy musi uważać, że kobietom jest do twarzy w chustkach, o burkach nie wspominając.

Tak czy owak, Europa zmienia się etnicznie i demograficznie. I są to zmiany przeprowadzane najzupełniej naturalnie, poprzez, nomen omen, naturalny przyrost. Dlatego jest coraz mniej rodowitych Anglików w Anglii, Szwedów w Szwecji, a w Berlinie, jak na początku lat 90-tych ubiegłego wieku śpiewał zespól Big Cyc: "za każdym rogiem czai się Turek". To jest naturalna kolej rzeczy decyzji tych państw o otwarciu swoich granic na imigrację z poza Europy, o skutkach których było wiadomo już dobrych 30 lat temu. Jednak prawdziwym problemem jest postępujący radykalizm pokolenia imigrantów, które zostało urodzone już w krajach europejskich. O ile ich przodkowie przybyli tutaj za chlebem uciekając od biedy w swoich krajach i choćby dlatego jako-tako szanowali kulturę kraju która dała im szansę na godziwe życie, o tyle ich dzieci coraz bardziej utożsamiają się z tradycją i kulturą kraju swoich ojców i dziadków, nie traktując jako ojczyzny miejsca w którym przyszli na świat. Symbolem tego jest choćby londyński Tottenham, który w 2011 roku przez kilka dni był palony i rabowany głownie przez imigrantów i ich potomków.

Rzeczywiste zmiany zajdą jednak nie poprzez palenie kolejnych Tottenhamów, ale przez karty wyborcze. Jak wspomniałem na wstępie, potomkowie imigrantów mając demograficzną przewagę, prędzej czy później najzupełniej pokojowo zdobędą ją także we władzach i wkrótce urządzą sobie Europę po swojemu. Pytanie tylko, czy znajdzie się tam miejsce dla nas?

środa, 12 czerwca 2013

Przygotowania do VII FKP w Cork

Dzisiaj miało miejsce comiesięczne spotkanie wolontariuszy Stowarzyszenia MyCork.

/Powyżej: członkowie MyCork na dzisiejszym spotkaniu/

Podczas spotkania Agnieszka Chwaja, zajmująca się w MyCork grupą Organizacja Projektów, wręczyła podziękowania dla Anny Klimek i Pawła Świtaja za zorganizowanie Międzynarodowego Dnia Dziecka z MyCork, świetnej bezpłatnej imprezy dla najmłodszych. Ponadto w czasie spotkania opracowano wstępny zarys tegorocznego VII Festiwalu Kultury Polskiej w Cork, tradycyjnie organizowanego przez Stowarzyszenie MyCork - już od 2007 roku.

niedziela, 9 czerwca 2013

Spotkanie z Adamem Słomką w Cork

Dzisiaj w salce przy St. Augustine's Church w Cork miało miejsce spotkanie z Adamem Słomką, liderem KPN, więźniem politycznym PRL i III RP.

/Powyżej: uczestnicy spotkania wraz z Adamem Słomką/

Podczas półtoragodzinnego spotkania zostało poruszonych szereg ważnych tematów: rozmawialiśmy m.in. o kulisach upadku rządu Jana Olszewskiego, o karygodnych praktykach polskich sądów ze szczególnym uwzględnieniem sądów krakowskich, o roli mediów, o aktualnej sytuacji politycznej w Polsce, itd., itp.

Spotkanie - zorganizowane przez sympatyków KPN w Cork, było niezwykle interesujące. Kilka zdjęć ze spotkania: KLIK. Po spotkaniu,w w grupie kilku osób, zapadła decyzja o powołaniu w Cork Polskiego Klubu Patriotycznego.

sobota, 8 czerwca 2013

VIII Narodowa Pielgrzymka Polaków do Knock

Już po raz ósmy Polacy w Irlandii pielgrzymowali do Sanktuarium Maryjnego w Knock. Pielgrzymkę z Cork poprowadził ks. Piotr Galus, a całej tegorocznej pielgrzymce przewodniczył ks. bp Wiesław Lechowicz, delegat Konferencji Episkopatu Polski ds. Duszpasterstwa Emigracji Polskiej.

/Powyżej: grupa pielgrzymów z Cork. Więcej zdjęć: KLIK/

Program pielgrzymki jak co roku był podobny, czyli: 11.45 – rozpoczęcie przy Krzyżu Papieskim, 12.00 – Droga Krzyżowa, 13.00 – przerwa na lunch, 14.00 – sakrament pokuty (Kaplica Pokutna), 15.00 – Msza Św., 16.30 – Agapa (St. Joseph's Hall), 17.30 – wyjazd z Knock. W tym roku to właśnie ks. Piotr Galus wraz z grupą z Cork poprowadził Drogę Krzyżową. W trakcie mszy /tym razem właściwie tuż po jej zakończeniu/, kapłani udzielali sakramentu namaszczenia chorych, co jest tradycją w Knock.

W poprzednich latach pielgrzymki odbywały się we wrześniu, tegoroczną jednak przełożono na czerwiec, i kolejna, za rok, również ma odbyć się w drugą sobotę czerwca.

Już po raz piąty byłem w Knock, w tym po raz czwarty na Narodowej Pielgrzymce Polaków. Za każdym razem jest to niesamowite przeżycie. Zrobione przeze mnie zdjęcia z tegorocznej pielgrzymki można zobaczyć na stronie fb Duszpasterstwa Polskiego w Cork: KLIK, a poniżej - kilka z nich:

 /Przejście z pod Krzyża Papieskiego na Drogę Krzyżową/

 /Droga Krzyżowa prowadzona przez ks. Piotra Galusa/

 /Rodacy na Drodze Krzyżowej/

 /Rodacy na Drodze Krzyżowej/

 /Msza Św. celebrowana przez ks. bp Wiesława Lechowicza, ks. Jarosława Maszkiewicza, ks. Piotra Galusa i kilkunastu innych kapłanów/

 /Zakończenie mszy/

 /Agapa po mszy/

/Autokary pielgrzymów na chwilę przed odjazdem/

środa, 5 czerwca 2013

Świątynie w Cork: St. Mary's Church

Przy Pope's Quay w Cork znajduje się dominikański kościół St. Mary's Church.

 /Powyżej St. Mary's Church przy Pope's Quay w Cork/

Dominikanie są obecni w Cork od 1229 roku, wtedy też zbudowali swoją pierwszą świątynię w tym mieście. Nie przetrwała do naszych czasów, ale część kamieni z tamtej pierwszej, średniowiecznej świątyni wmurowano w ściany obecnego kościoła. Jego budowę rozpoczęto w 1832 roku, a zakończono siedem lat później, w 1839 roku.

/Powyżej: wnętrze St. Mary's Church/

niedziela, 2 czerwca 2013

Procesja Bożego Ciała w Cork

Dzisiaj w Cork /a więc nieco inaczej niż w Polsce/ miała miejsce już 88 Procesja Bożego Ciała. Wzięła w niej udział również polska grupa, którą poprowadził ks. Piotr Galus.

/Powyżej: formująca się polska grupa przed Cathedral of St. Mary & St Anne/

Procesja tradycyjnie wyruszyła o godzinie 15:00 z pod Katedry św. Marii i św. Anny /Cathedral of St. Mary & St Anne/ i przeszła do ołtarza przy Grand Parade. W procesji, jak co roku, wzięło udział kilka tysięcy osób, od 2005 r. uczestniczy w niej także polska grupa. W tym roku w procesji uczestniczył m.in. ks. abp Charles John Brown, nuncjusz apostolski w Irlandii, jak również władze miasta.

/Powyżej: Procesja Bożego Ciała w Cork/

Zrobione przeze mnie zdjęcia z tegorocznej Procesji Bożego Ciała w Cork można zobaczyć na stronie Duszpasterstwa Polskiego w Cork na FB: KLIK.

Poniżej - nakręcony przeze mnie krótki filmik z procesji /polska grupa jest widoczna ok. 5:15 minuty/:

sobota, 1 czerwca 2013

Międzynarodowy Dzień Dziecka z MyCork

Dzisiaj w Bishop Lucey Park w Cork wolontariusze Stowarzyszenia MyCork przygotowali bezpłatną imprezę dla najmłodszych. Było mnóstwo zabaw, konkursów i nagród :-)

/Powyżej: Dzień Dziecka z MyCork w Bishop Lucey Park/

W czasie imprezy gościli m.in. polscy motocykliści z Cork i grupa Winged Riders, z którymi można było zrobić sobie pamiątkową fotkę. A ponadto był: pokaz robienia baniek mydlanych, występy klauna Gapcio, malowanie twarzy, kreatywne rysowanie kredą, balonikowe szaleństwo, dekorowanie ciasteczek, wata cukrowa, zdjęcia ze smokiem wawelskim, przeróżne konkursy i zabawy integracyjne.

A wszystko to w centrum miasta, bezpłatnie, za to w pełni profesjonalnie i na najwyższym poziomie. Pogoda dopisała, frekwencja była nadzwyczajna. Gratulacje dla organizatorów!

Zrobione przeze mnie zdjęcia można zobaczyć na fanpage MyCork na FB: KLIK.