niedziela, 31 sierpnia 2014

Pchli Targ w Dublinie

Od listopada 2008 roku w każdą ostatnią niedzielę miesiąca ma miejsce Dublin Flea Market - Pchli Targ w Dublinie. 

Wszyscy chętni mogą tam kupić i sprzedać praktycznie wszystko - od starych mebli poprzez muzealny sprzęt elektroniczny po ruskie ordery. Można też skosztować wegetariańskich i wegańskich potraw oraz posłuchać muzyki na żywo. Ok. 60-70 stanowisk, połowa pod dachem druga połowa na otwartym placu. Dublin Flea Market  mieści się przy The Co-op na Newmarket Square.

/Powyżej: Dublin Flea Market - stoiska na placu/

/Powyżej:  wypatrzone na pchlim targu ;-)/

/Powyżej: Dublin Flea Market - stoiska pod dachem/

sobota, 30 sierpnia 2014

Okna Blackpool I

Nie wiem czy to jakaś lokalna tradycja, ale w co drugim-trzecim oknie na Blackpool w Cork widzę mniej lub bardziej misternie ułożoną, hm - dekorację? Tematyka różna, od religii do sportu ;-)

Poniżej kilka zdjęć i to tylko z Madden’s Buildings:








piątek, 29 sierpnia 2014

Wojciech Cejrowski: "Młot na lewicę"

Zbiór felietonów napisanych przez Autora po zamknięciu programu WC Kwadrans. Książka z 1999 roku, ale - niestety - niewiele straciła na aktualności. "Młot na lewicę" to felietony publikowane przez Cejrowskiego w "Gazecie Polskiej", "Tygodniku AWS" i "Ilustrowanym Kurierze Polskim". W książce znajdują się także teksty, których publikacji odmówił ten czy inny tytuł.

Poglądy Cejrowskiego są znane, w książce dobitnie je uzasadnia. Plus niezapomniany polityczny klimat lat 90-tych. Ale - w jednym się pomylił. Napisał mianowicie, optując za nie przystępowaniem Polski do UE: "Albo co wyrówna nam straty jakie ponosimy już w tej chwili zabierając się do likwidacji specjalnych stref ekonomicznych? Te strefy powstawały w regionach niedożywionych gospodarczo. Dzięki nim poznikało bezrobocie tam, gdzie nie było szans na zatrudnienie. Z trudem stworzyliśmy miejsca pracy, które teraz Unia każe nam likwidować. Gdzie to sobie powetujemy? Na zagranicznych rynkach pracy? Robotnik z Lubelszczyzny pojedzie pracować w innym kraju Unii Europejskiej? Mrzonka. Języki obce zna u nas około 1 procenta społeczeństwa i akurat ta grupa ludzi ma pracę. A poza tym w Unii Europejskiej jest już takie bezrobocie, że Polacy mogą nie marzyć o znalezieniu tam pracy."

No cóż, wyszło tak, że SSE działają nadal, ale czy wpływają na minimalizowanie bezrobocia? Nie wiem, ale wiem z kolei że ponad 2 miliony Polaków /i to tylko wg oficjalnych danych/ wyemigrowało za praca do krajów UE. Jednak robotnik z Lubelszczyzny wyjechał do pracy w innym kraju UE i to pomimo braku znajomości języka obcego. Najgorsze jest jednak to, że emigracja z kRAJu wcale nie maleje, wprost przeciwnie - nadciąga jej kolejna fala...

Na "usprawiedliwienie" autora można jednak dodać, że wtedy, 15 lat temu, absolutnie nikt się nie spodziewał tak potężnej fali "wyjechanych" z Polski. Tuż przed naszym wejściem do UE sami Anglicy szacowali że wyjedzie nas co najwyżej kilka-kilkanaście tysięcy...

czwartek, 28 sierpnia 2014

Wojna totalna. Z myszą.

Znacie ten dowcip: do hotelu w Irlandii przyjechało rosyjskie małżeństwo. W hotelu znaleźli mysz. Przerażona kobieta dzwoni na recepcję i duka po angielsku:
- You know "Tom and Jerry"?
- Yes...
- Jerry is here!

Kilka dni temu Jerry pojawił się w naszym mieszkaniu...


Agnieszka już drugi tydzień była w Polsce, ja - czytałem sobie spokojnie książkę, gdy nagle, kątem oka, zarejestrowałem jakiś ruch. Jerry wybiegł spod łóżka, zatrzymał się przy ścianie i spojrzał na mnie ze zdziwieniem w swoim mysich oczach. Ja z takim samym zdziwieniem popatrzyłem na niego. Po kilku sekundach wzajemnego zdziwionego się lustrowania, Jerry wycofał się na z góry upatrzone pozycje.

Nie jestem żądny krwi, ba - od dobrych lat dwunastu jestem wręcz vege bo nie chcę mieć nic wspólnego z rzeźnią, no ale - podejrzewam że Agnieszka nie zgodziłaby się na zamieszkanie "z tym trzecim". Zamknąłem więc dokładnie drzwi i okno - i uzbrojony w kij od miotły przeszukałem cały pokój centymetr po centymetrze. Nic, zero śladów, zero dróg którymi mogłaby uciec.

Zadzwoniłem do kolegi mieszkającego dwa pietra niżej który ma wyjście na taras i niemal zawsze otwarte drzwi - z pytaniem czy nie spotkał się wcześniej z Jerrym lub z jego kumplem Miki? W końcu zimno się robi, myszy ciągną do ludzi. Kolega miast wesprzeć dobra radą poczynił jakieś insynuacje, łącząc dłuższą nieobecność Agnieszki z widywaniem przeze mnie białych myszek. Myszka była szara - się odpowiedziało, ale zacząłem się zastanawiać - może faktycznie jakieś zwidy? Może zdrzemnęło mi się nad książką, co czasem mi się przytrafia, i jakiś mysi sen mnie ogarnął na tyle realny że wziąłem go za rzeczywistość? W końcu skąd by się tu wzięła mysz? Mieszkanie w stosunkowo nowym domu, wysoko, owszem ze strychem ale w domu czysto, regularnie zamiatane, ścierane i zmywane - nawet pomimo nieobecności Agnieszki, a poza tym - żadnych śladów myszy. Co prawda okna niemal zawsze otwarte, zresztą mysz jak chce wejść to zawsze wejdzie, no ale... No nic, sen mara, Bóg wiara - się pomyślało i poszedłem spać.

Następnego dnia rano pokręciłem się po mieszkaniu, wziąłem prysznic, wszedłem do livingroomu no i - ponownie spotkałem się z Jerrym, który leniwie na mój widok wolnym mysim krokiem wcisnął się pomiędzy pralkę i zmywarkę. Ha, czyli jednak. Najgorzej, że za kilka dni wracała Agnieszka. Czasu praktycznie nie było, postanowiłem więc wydać myszy wojnę totalną, z użyciem wszelkiej dostępnej broni.

Należy się z postępem iść - jak to stwierdził Pawlak w "Nie ma mocnych". Najpierw więc zasiadłem do internetu. Poczytałem sporo o tych gryzoniach, a następnie szybko przekonałem się, że Polacy są nie tylko światowymi ekspertami w prawie, medycynie i skokach narciarskich, ale również - w tępieniu myszy. Jeden twierdził, że myszy najlepiej wypłoszyć ultradźwiękami, drugi - że to g...uzik prawda, bo u niego myszy przybyło właśnie tam, gdzie to ustrojstwo do ultradźwięków stało - myszy są ciekawskie - tłumaczył - więc się zbiegły. Trzeci radził trutkę sypać, co z czwarty odradzał bo wtedy myszy wychodzą na środek pokoju i tam oddają ostatnie tchnienie a widok to podobno makabryczny. Piąty tłumaczył że tylko kot daje radę, na co szósty stwierdzał że niekoniecznie a nawet wprost przeciwnie, bo jeszcze myszy do domu naznosi żeby się pochwalić, dlatego znacznie lepszy jest - jeż, a już najlepszy - wąż (wtf?). Siódmy radził rozłożyć lawendę której zapachu podobno myszy nie znoszą, ósmy to negował twierdząc że najlepsza cytryna. Dziewiąty rekomendował pułapki mechaniczne na co z kolei dziesiąty twierdził że to tylko dokarmianie myszy. Ba, a jaka dyskusja na temat najlepszej przynęty do pułapki... Ten mówi że ser, inny - że ser to tylko w bajkach i trzeba chleb kłaść, kolejny że tylko kiełbasę, następny - że orzechy, na koniec pewna pani stwierdziła, że najlepiej się łapią na czekoladę.

/Powyżej: zakupione przeze mnie środki do walki z Jerrym ;-)/

Z uwagi na brak czasu - postanowiłem spróbować wszystkiego jednocześnie. Najpierw postawiłem na technologię kupując w Maplinie stosowne urządzenie emitujące ultradźwięki, które mają przepłoszyć wszelkie gryzonie. Później sięgnąłem też do tradycji nabywając hurtem pułapki, takie w dawnym stylu, jak i w całkiem nowym, w tym takie które kark przetrącały jak i łapały żywcem. O trutce też nie zapomniałem, nabywając jej dwa rodzaje w postaci granulatu jak i zatrutego ziarna. A na końcu - nawet woreczki z lawendą, które o dziwo były na półce z akcesoriami do zwalczania gryzoni, więc - może w tym coś jest. Dołożyłem też kulki z drzewa cedrowego, do wyłożenia w szafach. Koleżanka z kolei obiecała pożyczyć kota, który jednak, niestety, chwilowo "poszedł w Polskę". To jest - w Irlandię ;-)  Czyli, inaczej rzecz ujmując - zaopatrzyłem się w broń psychologiczną /ultradźwięki/, konwencjonalną /pułapki/ i chemiczną /trutka/ - w odwodzie pozostała samobieżna broń biologiczna w postaci kota o wdzięcznym imieniu Tequila.

Obładowany sprzętem wróciłem do domu. Najpierw nastawiłem ustrojstwo z ultradźwiękami, później ponastawiałem pułapki /11 sztuk!/ z przynętą różnoraką, wreszcie - w newralgicznych miejscach zapodałem trutkę, a na sam koniec - rozłożyłem woreczki z lawendą i cedrowe kulki. I czekałem.

I tak czekam od kilku dni. Agnieszka już wróciła, ale po Jerrym ani śladu. Pułapki regularnie sprawdzam, przynętę wymieniam na świeżą - i nic. Trutka też nie ruszona. Czyżbym już na wstępie załatwił ją ultradźwiękami?

Ha - zobaczymy ;-)

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Ballyduff

W Ballyduff w hr. Kerry znajduje się pochodząca z przełomu X/XI wieku okrągła wieża. A na niej - podobno najlepiej zachowana Sheela na Gig ;-)

Tysiącletnie kamienne wieże to w Irlandii widok powszedni, ale Sheela na Gig - już niekoniecznie, chociaż ma być ich tutaj ponad setka. Niestety, nie dane mi było jej zobaczyć, bo - pocałowałem klamkę i to bez przenośni. Wieża okazała się być ogrodzona i w remoncie, i to zdaje się w generalnym. No cóż, może wrócę tutaj za jakiś czas. Przynajmniej wieża - będzie jak nowa ;-)

/Powyżej: 1000-letnia wieża w remoncie/

niedziela, 24 sierpnia 2014

Rzeki dno...

Jak twierdził Heraklit, "nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki, bo już inne napłynęły w nią wody". Inne, lub ich zgoła brak. Ta sama rzeczka płynąca przez Blackpool w Cork, która w marcu ub. roku wylała - KLIK, ostatnio wygląda tak:

/Powyżej: strumyk sączący się przez Blacpool/

sobota, 23 sierpnia 2014

Narodowa nowenna w Knock

Od 14 do 22 sierpnia b.r. w Knock trwała narodowa nowenna. Przypominały o tym nawet billboardy w Cork. Było to największe wydarzenie religijne na wyspie.

135 lat temu, 21 sierpnia 1879 w Knock miało miejsce Objawianie Maryjne. Od tego czasu do Knock przybywa ponad milion pielgrzymów rocznie. Od dziewięciu lat - pielgrzymują tam również Polacy mieszkający w Irlandii.

/Powyżej: jeden billboardów w Cork z info o nowennie/

piątek, 22 sierpnia 2014

Fenit

Fenit to mała miejscowość w hrabstwie Kerry, około 10 km na zachód od Tralee. To nieopodal tego miejsca przyszedł na świat św. Brendan Żeglarz /ur. 484 r., zm. 577r./, jeden z Dwunastu Apostołów Irlandii, który miał dotrzeć do Ameryki na tysiąc lat przed Kolumbem. Dzisiaj m.in. znajduje się tutaj jego pomnik.

Dochodząc do pomnika możemy poznać nie tylko historię św. Brendana, opisaną szczegółowa na tablicach, ale również prehistorię Irlandii w pigułce, oglądając miniatury irlandzkich zabytków sprzed tysięcy lat.

 /Powyżej: przed pomnikiem św. Brendana/

Za wiki: "Według podania, Brendan wraz z grupą nieznanych z imienia mnichów wyruszył w oceaniczną podróż na łodzi o drewnianym szkielecie, pokrytym skórami wołowymi. Wyprawa miała wyruszyć z północno-zachodniej Irlandii w 545 i początkowo osiągnąć Wyspy Owcze, następnie Szetlandy i Islandię. Kolejnym punktem, do którego dotarł Brendan, miała być Grenlandia, skąd po dłuższym błądzeniu na otwartym morzu miał powrócić do Islandii. To nie był jednak koniec wyprawy – z Islandii wyprawa dopłynęła do wyspy Rockall, następnie żeglując na zachód podróżnicy mieli dotrzeć do kontynentu amerykańskiego, być może do Nowej Fundlandii. Po pięciu latach żeglugi wyprawa miała powrócić przez Azory do Irlandii. W 551 miał płynąć ponownie do Ameryki Północnej, osiągając wybrzeża Nowej Fundlandii lub Labradoru".

/Powyżej: pomnik św. Brendana w Fenit/

czwartek, 21 sierpnia 2014

Blennerville

W Blennerville, małej wiosce leżącej praktycznie na przedmieściach Tralee znajduje się Blennerville Windmill, młyn który licząc sobie 21,3 m wysokości jest podobno największym działającym wiatrakiem w Europie a jednocześnie jedynym komercyjnie eksploatowanym w Irlandii.

/Powyżej: Blennerville Windmill/

Nie wiem jak to jest obecnie z tym działaniem, bo widzę że jedno skrzydło jest wyraźnie oberwane, no ale - tak podają w przewodnikach ;-), więc dopóki sam tego nie zweryfikuję, wierzę na słowo. Wiatrak zbudowano w 1800 roku. Mielono w nim zboże zarówno dla miejscowej ludności i na eksport do Wielkiej Brytanii, jednak po kilkudziesięciu latach z różnych powodów popadł w ruinę. W 1981 roku kupiła go Rada Miasta w Tralee i po trzech latach Blennerville Windmill został ponownie uruchomiony. Od 1990 roku jest dostępny dla turystów, gdzie na pięciu kondygnacjach można poznać m.in. cały proces mielenia zboża.

Niestety nie dane mi było go zwiedzać, bo w chwili gdy byłem tam z przyjaciółmi trwał właśnie festiwal Rose of Tralee, więc wszyscy byli w Tralee. Może następnym razem ;-)

środa, 20 sierpnia 2014

Wojciech Cejrowski: "Kołtun się jeży"

Książka sprzed prawie dwóch dekad /1996/, ale nie straciła na aktualności. Niestety - można by napisać... Cejrowski mówi, jak jest. O programie WC Kwadrans, który w chwili pisania książki jeszcze istniał, ale również o sobie i o swoich - zdecydowanie niepoprawnych politycznie - poglądach ;-)

Uwielbiam Cejrowskiego ;-) Jego filmy podróżnicze "Boso przez świat", jak i inne autorskie programy które czasem dawkuje tv - są rewelacyjne. Ale Cejrowski zaistniał w telewizji znacznie wcześniej,  był m.in. autorem słynnego programu WC Kwadrans, który nadawano w latach 1994-1996. Program wtedy szokował co niektórych i jego autor ściągnął na siebie nienawiść mainstreamu która trwa do dzisiaj, chociaż dzisiaj - już chyba zdecydowana większość przyznaje mu rację.

Czyta się z przyjemnością, warto.

wtorek, 19 sierpnia 2014

Polskie puby i restauracje w Irlandii: "Chopin’s Cafe & Restaurant" w Tralee

Będąc w Tralee warto zajrzeć do Chopin’s Cafe & Restaurant, restauracji prowadzonej przez naszych Rodaków, Monikę i Adama. Restauracja znajduje się w centrum miasta przy 8 Ashe Street, a działa już od 2008 roku. Serwują m.in. niezłą kawę i sałatkę, jest też wybór dla vege.

/Powyżej: Chopin’s Cafe &Restaurant/

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Tralee

Tralee to portowe miasteczko, a jednocześnie stolica hrabstwa Kerry. Niewielkie, ale malownicze miasteczko. Wg spisu powszechnego z2011 roku mieszkało tutaj 20 814 osób. To tutaj co roku odbywa się słynny festiwal Rose of Tralee.

/Powyżej: Tralee/

Współczesny układ miasta powstał w XIX wieku. W centrum miasta stoi Pikeman - pomnik upamiętniający niepodległościowe zrywy z lat 1798, 1803, 1848 i 1867 r. Ustawiono go w 1905 roku, ale w czasie wojny o niepodległość w 1921 roku - żołdactwo z Black and Tans zrzuciło go z cokołu i zniszczyło. Obecny pomnik ustawiono w czerwcu 1939 roku.

Z kolei najmłodszym pomnikiem w Tralee jest postawiony w listopadzie 2009 roku monument ku czci Christie Hennessy /1945-2007/, urodzonego tutaj irlandzkiego piosenkarza i autora tekstów. Hennessy jako młody chłopak wyjechał do Londynu do pracy na budowie. W 1972 roku przyjechał do Irlandii i wydał swoją pierwsza płytę, która wskutek marnej promocji praktycznie się nie sprzedała a piosenkarz powrócił na londyńskie budowy. Kolejną płytę wydał dopiero po 20 latach - tym razem odniósł pełny sukces i stał się jednym z najpopularniejszych folkowych piosenkarzy i autorem tekstów piosenek wykonywanych przez innych artystów. Nagrywał i koncertował praktycznie do samej śmierci. Zmarł w Londynie na raka wywołanego najprawdopodobniej przez pył z azbestu, którego nawdychał się na budowach. Jego prochy spoczęły na cmentarzu w Tralee.

niedziela, 17 sierpnia 2014

Róże Tralee

Jak co roku Tralee, stolica hrabstwa Kerry, jest na ustach wszystkich Irlandczyków. A to za sprawą festiwalu Rose of Tralee. Dzisiaj w Tralee miała miejsce uroczysta Roses on Parade /Parada Róż/ w której wzięły udział zwycięskie Róże lokalnych konkursów.

/Powyżej: Roses on Parade w Tralee/

Rose of Tralee jest międzynarodowym konkursem obchodzonym wśród społeczności irlandzkiej na całym świecie. Ale nie są to typowe wybory miss i nie tylko o urodę tutaj chodzi. Nie ma paradowania w strojach kąpielowych, a panie ocenia się nie tyle po wyglądzie, co po charakterze, a przynajmniej tak twierdzą organizatorzy konkursu.

Skąd nazwa konkursu? Od tytułu XIX-wiecznej ballady. Podobno jej autorem był William Pembroke Mulchinock, a tytułową Różą z Tralee - Mary O'Connor, biedna dziewczyna, katoliczka, która była służącą u protestanckich rodziców wspomnianego Williama.

/Powyżej: Róże na Paradzie w Tralee/

Konkurs Rose of Tralee po raz pierwszy odbył się w 1959 roku. Najpierw mogły w nim wziąć udział tylko dziewczęta z Tralee, ale szybko rozszerzono go na wszystkie panie z Kerry, a następnie - na wszystkie Irlandki, bez względu na miejsce zamieszkania. Od 2008 roku do konkursu na Róże mogą stanąć również niezamężne matki. W tym roku - zwyciężyła pani otwarcie deklarująca swoją orientację homoseksualną.

Festiwalowi Rose of Tralee towarzyszy wiele imprez, od koncertów po akrobacje lotnicze.

/Powyżej: festiwal Rose of Tralee/

sobota, 16 sierpnia 2014

Festiwal policzkowania

W kRAJu trwa radosny festiwal publicznego policzkowania. Miejmy nadzieję, że już niedługo...

Najpierw europoseł Janusz Korwin Mikke dał w twarz innemu europosłowi Michałowi Boniemu, później transwestyta Rafalala spoliczkował agenta nieruchomości który nie chciał krótkoterminowo wynająć mu lokalu. Przy czym w pierwszym przypadku stacje tv uznały, że będą JKM bojkotować, a w przypadku drugim - Rafalala stał się gwiazdą zapraszaną na salony. Co zresztą szybko wykorzystał, oblewając na wizji wodą jednego z polityków. A w tak zwanym międzyczasie - jeden z fanów skaczącej z partii do partii Anny Grodzkiej spoliczkował innego z uczestników otwartego spotkania, na którym gościła posł(Anka). W tzw. cywilizowanym świecie takie zachowania są nie do pomyślenia bo grożą za to tłuste odszkodowania, ale w Polsce policzkowanie staje się jednym ze sposobów wyrażania poglądów. Nie wiem czy wynika to z totalnego schamienia obyczajów, czy z braku siły argumentów zastąpionej argumentem siły, chociaż pewnie z jednego i drugiego.

Ale jak to u nas, przykład idzie nie z Zachodu, a ze Wschodu. Car Rosji, Władimir Władimirowicz Putin, raz po razie wymierza siarczyste policzki UE i USA. A nasza odpowiedź? Jedzmy jabłka na złość Putinowi - zachęcają nas politycy. I świnie na złość Ukrainie - chciałoby się dodać. I tylko jak żyć, panie premierze? - pytają po raz kolejny załamani hodowcy papryki, którzy też chcieliby, żebyśmy ją całą zjedli, kiedy "bracia" Moskale postanowili dać nam kolejnego prztyczka. Cudzysłów jak najbardziej na miejscu, bo już niemal dwa stulecia temu w Polonezie Kościuszki /Patrz, Kościuszko, na nas z nieba.../, polscy powstańcy śpiewali:

"Kto powiedział, że Moskale
Są to bracia nas, Lechitów,
Temu pierwszy w łeb wypalę
Przed kościołem Karmelitów
"

Kolejny policzek wymierzył nam nie kto inny, jak nasz minister od spraw zagranicznych, niejaki Sikorski Radek, stwierdzając że cechuje nas "taka murzyńskość" i uważamy że "wszystko jest super, bo zrobiliśmy laskę Amerykanom". Bardzo przepraszam Czytelników za słownictwo, ale to przecież nie ja, to słowa pana ministra z Partii Miłości, cieszącej się zresztą wśród polskich emigrantów w Irlandii sporą estymą, jeżeli spojrzeć na wyborcze wyniki z tutejszych wyborczych okręgów. Parafrazując Gałczyńskiego: skumbrie w tomacie, chcieliście Radzia? no to go macie, skumbrie w tomacie, pstrąg! Pan minister co prawda stwierdził zaraz po ujawnieniu niesławnych taśm, że został źle zrozumiany, bo chodziło mu o robienie "łaski", a nie "laski", a "murzyńskość" to nic innego niż "ruch literacki z lat 30 ub.w.", ale mleko się rozlało. Miał Radzio szansę wyjść z tego jak mężczyzna, niestety, okazało się że to tylko duży chłopiec który do spółki z koleżkami urządził sobie z Polski piaskownicę, w której robi laskę, yhm, tj. łaskę - komu popadnie.

Po buzi dostali też strażnicy miejscy, którzy nie upilnowali tęczy, gdy ta znowu zapłonęła. Swoją drogą, podziw budzi determinacja, z jaką władze stolycy kRAJu uparły się odbudowywać tę samowolę budowlaną. Na wszystko brakuje kasy, ale na tęczę - musi być. Bronią jej jak niepodległości obejmując pełnym monitoringiem, co czyni ją chyba najlepiej strzeżonym pseudopomnikiem w Polsce. Gdzie indziej złodzieje okradają wszystkich którzy się ruszają, ale pod tęczą można spać spokojnie. No, pod warunkiem że pilnujący jej strażnicy akurat sami się nie zdrzemną, wtedy ryzyko zapłonu gwałtownie wzrasta. Podpalanie tęczy staje się chyba powoli naszym sportem narodowym i to nie tylko w wykonaniu Narodowców.

Śpiewa o tym już nawet Andrzej Rosiewicz w swoim nowym hicie "Płonie znów tęcza":

"Płonie już tęcza i płaczą geje,
Bufetowa jest wśród nas,
odbudują znów tęczę złodzieje,
podpalimy ją nieraz,

Patrzcie tęcza płonie już nad nami,
bo jest z nami Dziewczynka z Zapałkami,
Płonie tęcza i płaczą geje
podpalimy ją nieraz!"


Najwięcej policzków w Polsce jednak tradycyjnie zbiera Kościół, najczęściej za grzechy cudze lub urojone. Lewactwo wali w niego jak w bęben, żądając nadstawienia drugiego policzka i wyciągnięcia źdźbła z oka, nie zważając na Marka Belkę we własnym. Wydawałoby się, że Kościół jest predysponowany do bycia policzkowanym, tak przynajmniej wynika z lewackiej interpretacji słów Mistrza z Nazaretu. Zastanawiające jest to, że do pouczania jaki powinien być Kościół jak i tłumaczenia co Mistrz miał na myśli najczęściej zabierają się ci, którzy sami są daleko poza Kościołem, albo zgoła nigdy w nim nie byli. A przecież podczas Ostatniej Wieczerzy padło też polecenie, żeby "sprzedać swój płaszcz i kupić miecz!" - o tym jednak sza!, bo nie pasuje to do lewackiej wizji pokornych chrześcijańskich baranków, które, o zgrozo, coraz częściej pokazują rogi.

W kRAJu wśród Rodaków rozbicie jak, nie przymierzając, po śmierci Bolesława Chrobrego. Kiedy ten chocholi taniec się skończy, żeby w końcu Polska była Polską? Być może niedługo. Przed nami już w listopadzie wybory samorządowe, a w następnym roku - prezydenckie i parlamentarne. Jeżeli nie my, to kto, jeżeli nie teraz, to kiedy? - pytali swego czasu żydowscy chasydzi a za nimi powtórzył Michaił Siergiejewicz Gorbaczow, swego czasu przez chwilę prezydent Sowieckiego Sojuza, podczas wystąpienia na plenum KC KPZR, które zapoczątkowało pierestrojkę. Pierestrojka miała wzmocnić Sojuz a tymczasem wskutek niepodległościowych aspiracji ludów przez Sowietów stłamszonych, stała się osikowym kołkiem dla tego czerwonego wampira. Kto wie, może i nam Polakom w końcu się ta sztuka uda i wreszcie wygramy wybory - dla Polski? Może wreszcie i nam /patrz, Kościuszko, na nas z nieba.../ uda wybić się na niepodległość? Może otrząśniemy się z tego medialnego otumanienia, w którym wmawia nam się rasizm, antysemityzm i ksenofobię, gdy tymczasem na tle innych zachodnich cywilizacji - jesteśmy Narodem aż nadto tolerancyjnym, chociaż nie zawsze chcemy akceptować to, co nam lewacką pałką próbują przeróżni pożyteczni idioci wbijać do głów?

A jeżeli nie? No cóż, na taką okoliczność w naszym narodowym zbiorze poezji mamy również niejedną fraszkę. Jak choćby tę rymowankę Gałczyńskiego:

"- Patrz, Kościuszko, na nas z nieba! -
raz Polak skandował
i popatrzył nań Kościuszko,
i się zwymiotował
"

Przytoczyłem ten wierszyk na koniec, bo Gałczyński to postać symboliczna. Tak mu się życie ułożyło, że w przeciwieństwie np. do noblistki Szymborskiej i wielu innych tuzów polskiej poezji - on oddał swój talent na służbę komunistom u schyłku życia, a nie u jego zarania, co u tych pierwszych od biedy pozwala tłumaczyć ten czy inny niesławny okres w twórczości błędami młodości. Obyśmy nie popełnili tego samego błędu, bo nas już na to zwyczajnie nie stać.

Bo jeżeli nie my, to nikt i jeżeli nie teraz, to nigdy...

czwartek, 14 sierpnia 2014

Summer of Song na lotnisku w Cork

Jeżeli ktoś lądował lub wylatywał z Cork w okresie od 3 czerwca do 19 sierpnia  b.r. mógł wysłuchać w hali lotniska koncertu na żywo. To wspólna inicjatywa Cork Independent, lokalnego bezpłatnego tygodnika i Cork Airport, lotniska w Cork.

/Powyżej: jeden z artystów występujący w Cork Airport/

W ramach "Summer of Song", przez 12 tygodni na scenie położonej tuż przy wyjściu z hali przylotów wystąpiło 12 artystów, chórów i zespołów muzycznych, po jednym w każdym tygodniu. Filmy z ich występów mają być dostępne na stronie fb Cork Independent, gdzie będzie można też oddawać głosy na swoich faworytów. Zwycięzca - otrzyma 1000 euro nagrody.

wtorek, 12 sierpnia 2014

Bye bye Dublin

Dokument z 2010 roku w reżyserii Rafaela Lewandowskiego, o parze młodych Rodaków, którzy tak jak tysiące innych Polaków, w 2005 roku wyemigrowali do Irlandii. Cztery lata później, gdy spodziewali się dziecka a Irlandia pogrążyła się w kryzysie, stracili pracę. Postanowili wrócić do Polski.

Bohaterowie filmu, Wojciech i Klementyna, podjęli pracę w polskim dodatku do Evening Herald, irlandzkiej popołudniówki która swego czasu raz w tygodniu dołączała polskojęzyczną wkładkę. Kiedy zaczął się kryzys, wkładkę zlikwidowano.

Film jest bardzo ciepły, osobisty, w którym Klementyna zwraca się do swojej mającej wkrótce narodzić się córeczki. Warto dodać, że Klementyna to jednocześnie tytułowa bohaterka "Piosenki dla córki", którą napisał dla niej ojciec w czasie strajku w Stoczni Gdańskiej w 1980 r. i którą można usłyszeć m.in. w "Człowieku z żelaza" i "Robotnicy '80". W Irlandii Klementyna m.in. zorganizowała KINOPOLIS - Festiwal Filmu Polskiego w Dublinie, który odbywa się do tej pory i przy organizacji którego to tej pory pomaga.

Warto obejrzeć.

niedziela, 10 sierpnia 2014

Wykłady z teologii w Cork (4)

Po wakacyjnej przerwie - kolejny, już czwarty wykład z teologii w St. Augustines Church w Cork, który wygłosił Rafał Rozmus - teolog i katecheta.

/Powyżej: Rafał Rozmus w trakcie dzisiejszego wykładu/

Nadal omawiamy obszerne dzieło Benedykta XVI pt.: "Jezus z Nazaretu". Dzisiaj m.in. rozważaliśmy termin "Królestwo Boże". Następny wykład - za 2 tygodnie, 24 sierpnia b.r. Wszystkich zainteresowanych tą tematyką - zapraszam do dołączenia do grupy "Wykłady z teologii w Cork" na fb: LINK.

środa, 6 sierpnia 2014

Restauracje i bary w Cork: Lucky Lukes

Miesiąc temu rozpoczęła działalność nowa, prowadzona przez naszych Rodaków restauracja: Lucky Lukes. Załoga w 100% polska i przyjazna, warto na bieżąco śledzić aktualne menu na fb: LINK. Są też opcje dla vege. Lucky Lukes mieści się przy Thomas Davis Street /nieopodal skrzyżowania z Commons Road/ w Cork.
--------------------
dopisek z 17.07.2016 r. - z tego co widzę Lucky Lukes już zakończył działalność. Teraz mieści się tam restauracja indyjska z inną załogą.

/Powyżej: właściciel i załoga Lucky Lukes/

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Tęczowa flaga nad Cork

Gdybym nie zobaczył, to bym nie uwierzył. Nad ratuszem w Cork powiewa flaga. Nie jest to flaga miasta, kraju czy nawet UE. To tęczowa flaga LGBT.

/Powyżej: Cork City Hall z flagą LGBT/

Przez ostatni weekend miał tutaj miejsce Cork Pride Festival. Z tej okazji tęczowe flagi powywieszali właściciele wielu pubów i sklepów. Ich biznes, ich sprawa. Ale budynek samorządu - to chyba coś innego? Czy to aby nie zaszło za daleko?

/Powyżej: tęczowa flaga na Cork City Hall/

Parafrazując znany wiersz Gałczyńskiego:
Skumbrie w tomacie, skumbrie w tomacie!
Chcieliście gejów? no to ich macie!
Skumbrie w tomacie pstrąg!


No cóż, teraz przynajmniej nie ma już niedomówień i widać, czyje to miasto i kto tutaj rządzi. Coś się kończy, coś zaczyna...

niedziela, 3 sierpnia 2014

Żołnierze Wyklęci - spotkanie z Leszkiem Żebrowskim w Cork

Dzisiaj w "salce na górze" St. Augustine's Church przy Washington Street w Cork odbyło się spotkanie z historykiem i publicystą p. Leszkiem Żebrowskim, który wygłosił wykład pt.: "Żołnierze Wyklęci. Ostatni obrońcy polskiej racji stanu".

/Powyżej: p. Leszek Żebrowski w trakcie wykładu/

Wykład nie tylko przybliżył sylwetki Żołnierzy Podziemia którzy nigdy nie złożyli broni, ale także realia tamtych czasów jak również proces zakłamywania historii najnowszej - który trwa do dzisiaj.

/Powyżej: wykład p. Leszka Żebrowskiego w Cork/

Spotkanie organizowało NiepoprawneRadio.PL i Narodowy Front Emigrantów. Wstęp był wolny. Zdjęcia ze spotkania można zobaczyć m.in. w galerii na fb Duszpasterstwa Polskiego w Cork: LINK.

sobota, 2 sierpnia 2014

Tele-wifi-zor

Umarł telewizor, pękła lodówka i radio czeka śmierć - śpiewała kiedyś Formacja Nieżywych Schabuff. Na razie - po prawie 10 latach - wyzionął elektronicznego ducha mój telewizor. Zataszczyłem go dzisiaj na śmietnik i nabyłem drugi. Smart, bo teraz nawet trudno o inny. Sprzęty są coraz bardziej smart, odwrotnie niż ludzie ;-)

/Powyżej: blog w telewizorze ;-)/

To był klasyczny, brytyjski kineskopowy odbiornik Wharfedale, w dodatku ważył chyba z 20 kilo. Kupiło się go niedługo po przyjeździe na Wyspę i tak sobie grał przez te wszystkie lata. Znajomi z roku na rok mieli tv coraz większe za to cieńsze, a ten uparcie nadawał, nawet gdy przy przeprowadzce upuściłem go niechcący. No ale w końcu przyszedł i na niego czas. Coś strzeliło -  i koniec. Dobrze że obyło się bez fajerwerków, jakie niegdyś obowiązkowo zapewniały kolorowe ruskie odbiorniki.

Ha, jak to technologia poszła naprzód: ten jest prawie dwa razy większy od poprzedniego, za to cztery razy lżejszy. No i smart, czyli tyle, co z internetem, dodatkowymi kanałami z mnóstwem filmów, grami, itp. - a przynajmniej na razie na tyle to rozkminiłem ;-) Wracając do wspomnianego na wstępie kawałka FNS, telewizor i radio /a także telefon i czytnik do książek/ mam już z wi-fi . Lodówkę - jeszcze nie, ale to pewnie tylko kwestia czasu.

Swoją drogą, nie sądziłem że będę mógł pisać bloga - przez telewizor ;-)

piątek, 1 sierpnia 2014

Wystawa z okazji 70-tej rocznicy Powstania Warszawskiego

Dzisiaj pojechałem do Dublina na otwarcie wystawy z okazji 70-tej rocznicy Powstania Warszawskiego. Wystawa ma miejsce w kościele św. Audoena przy 14 High Street, a przygotowały ją organizacja Discover Poland i Duszpasterstwo Polskie w Irlandii we współpracy z Muzeum Powstania Warszawskiego, Dublin City Council oraz szeregiem innych organizacji polonijnych.

/Powyżej: kościele św. Audoena w Dublinie, w którym mieści się wystawa/

Jak to zwykle bywa, ten kto ma najdalej często przychodzi najwcześniej ;-), zdążyłem więc wziąć udział w Mszy Św. na której zapalono Znicz Pamięci dla Powstańców. Właściwe uroczystości związane z otwarciem wystawy rozpoczęły się o godz. 19:00, od modlitwy w intencji poległych w trakcie Powstania. Po minucie ciszy wysłuchaliśmy bicia dzwona Liberty, który po raz pierwszy odezwał się na pogrzebie Daniela O'Connell'a.

/Powyżej: modlitwa w intencji poległych w Powstaniu/

Następnie zeszliśmy do sali w której przygotowano wystawę, a właściwie wystawy: "Walka o wolność. Powstanie Warszawskie" oraz "Kościół i życie religijne w Powstaniu Warszawskim". Wystawę otworzyła reprezentująca burmistrza Dublina Mary Freehill. Z ramienia Ambasady RP przemawiał Piotr Rogucki, a Discover Poland reprezentował Andrzej Trala.

/Powyżej: fragment wystawy "Walka o wolność. Powstanie Warszawskie"

Inauguracyjny wykład "Powstanie Warszawskie w perspektywie porównawczej", wygłosił dr Gabriel Doherty z University College Cork, który dokonał bardzo interesującego porównania Powstania Warszawskiego i Powstania Wielkanocnego w Dublinie z 1916 r.

/Powyżej: wykład dr Gabriela Doherty z UCC/

Na wystawę składają się plansze ze zdjęciami z opisami w języku angielskim - warto więc zaprosić tam wszystkich anglojęzycznych znajomych. Wystawa będzie otwarta od 02.08 do 04.08 i od 09.08. do 10.08 w godzinach: od 12.00 do 20.00. Wstęp wolny.Trzeba zobaczyć.

Więcej zdjęć w galerii fb Duszpasterstwa Polskiego w Cork:  LINK.