czwartek, 30 kwietnia 2015

Tablica w Dublinie upamiętniająca Pawła Strzeleckiego

29 marca b.r. w Dublinie odsłonięto tablicę upamiętniającą Pawła Strzeleckiego, polskiego podróżnika, geologa, geografa, badacza i odkrywcy, który bezinteresownie niósł pomoc Irlandczykom podczas Wielkiego Głodu, przez co ocalił ok. 200 tysięcy ludzkich istnień.

Treść na tablicy:
W domu przy Sackville Street mieszkał i pracował 
Paweł Edmund Strzelecki (1797-1873)
 polski podróżnik i odkrywca, urodzony w Głuszynie k/Poznania. Wrażliwy na niedolę ludzką niósł pomoc głodującej Irlandii w latach 1847-1849 podczas Wielkiego Głodu (1845-1849).
Spoczywa w kościele św. Wojciecha w Poznaniu.

Mieszkańcy Poznania przy wsparciu Towarzystwa Irlandzko-Polskiego, Fundacji Kultury Irlandzkiej oraz Rady Miasta Dublina.

/Powyżej: tablica w Dublinie upamiętniająca Pawła Strzeleckiego z napisem w trzech językach: polskim, irlandzkim i angielskim/

Jak przeczytałem na kilku polonijnych stronach: "W uroczystej oprawie, w sercu Dublina, tuż przy O’Connell Street, naprzeciwko GPO, odsłonięta została tablica upamiętniająca Pawła Edmunda Strzeleckiego." Napiszę tak: sporo się naszukałem, żeby ta niepozorną tablicę znaleźć. Nie jest ona wcale "naprzeciwko GPO", a w jednej z bocznych uliczek. Żeby ją zobaczyć trzeba naprawdę chcieć...

O związku Pawła Strzeleckiego z Irlandią i jego pomocy Irlandczykom najobszerniej można przeczytać na blogu /który bardzo polecam/ slaveck.net:

"Po powrocie ze swoich światowych wypraw Paweł Strzelecki zamieszkał w Londynie i tu pozostał aż do śmierci. Stąd robił krótkie wyprawy, głównie na kontynent oraz, między innymi,  do Irlandii. Powód jego kilkukrotnych wizyt w Irlandii był jeden. Tragiczny w skutkach Wielki Głód. Strzelecki był członkiem brytyjskiej organizacji British Relief Association, która dysponowała funduszami pomocowymi dla Irlandii od brytyjskiego rządu oraz barona Rotshilda, w sumie ok. 500 tysięcy funtów. Brytyjski rząd uznał, że ze względu na ich wzajemną wrogość Irlandczycy będą mieli większe zaufanie do Polaka, niż do nich samych. I tak Paweł Strzelecki został dysponentem funduszu w Irlandii i na początku stycznia 1847 roku udał się do Dublina. Stąd wyruszył na północ do hrabstw Mayo, Sligo i Donegal. 

Dramat jaki zobaczył, wstrząsnął nim do głębi. Brytyjski historyk i biograf, Cecil Woodham Smith w swojej książce The Great Hunger cytuje fragment listu Strzeleckiego do przyjaciela w Londynie: "Żadne pióro nie jest w stanie opisać cierpienia, które mnie otacza. Cokolwiek czytałem o przeszłych i obecnych nieszczęściach nie dorównuje temu, co tutaj widzę."

Paweł Strzelecki pozostał w Irlandii do późnej jesieni 1847 roku wydając na pomoc ofiarom Wielkiego Głodu 13 tysięcy funtów tygodniowo. Po powrocie do Londynu był tak poruszony tym,  co zobaczył w Irlandii, że odmówił przyjęcia wynagrodzenia za pracę: "Nigdy nic nie usprawiedliwi mojego sumienia, gdybym wziął pieniądze za to, co tam przeżyłem."

Czwarty rok głodu był, zdaniem Pawła Strzeleckiego, najgorszy. Oprócz głodu, Irlandczyków na całej wyspie dopadła wielka depresja. Tymczasem akcja pomocy w Anglii „wyszła z mody” i Strzelecki udając się kolejny raz do Irlandii, był zmuszony wraz grupą znajomych (dołączyli do niej prywatnie również niektórzy członkowie brytyjskiego rządu) dokonać zbiórki pieniędzy. Z kwotą 10 tysięcy funtów znów udał się do Irlandii, aby nieść pomoc.

Ocenia się, że działalność Pawła Strzeleckiego uratowała około 200 tysięcy Irlandczyków od śmierci głodowej. Strzelecki pomógł również wielu osobom wyemigrować do Australii, z którą tak bardzo był związany."

Tak to mniej więcej wygląda. Polak który uratował 200 tysięcy irlandzkich istnień doczekał się po ponad 150 latach od tamtych wydarzeń  niewielkiej tabliczki w bocznej uliczce, chociaż, wg mnie, - za swoje zasługi powinien mieć monument nie mniejszy, niż szereg innych postaci upamiętnionych przy O'Connell Street...

środa, 29 kwietnia 2015

Flagi LGBT łopoczą nad Dublinem

Cały Dublin jest obecnie obwieszony flagami gejowskimi i plakatami nawołującymi do głosowania na "TAK" w majowym referendum, które m.in. ma wprowadzić "małżeństwa" par homoseksualnych /pomimo że istnieje już niedawno wprowadzona instytucja "związków partnerskich" - która w praktyce ma zastosowanie jedynie do par tej samej płci/.


/Powyżej: powiewające nad Dublinem gejowskie flagi/

Przez kilka godzin oprowadzałem po Dublinie naszych przyjaciół, którzy przyjechali na kilka dni z Polski. Sami byli wręcz zszokowani ilością i nachalnością homo-propagandy. Przez kilka godzin spaceru po ścisłym centrum natknęliśmy się na 1 (słownie: jeden) głos wzywający do refleksji: "Są już związki partnerskie. Po co zmieniać definicję małżeństwa?"

Dodam że w Cork - takiej propagandy /przynajmniej ulicznej/ - nie ma.

niedziela, 26 kwietnia 2015

List bp Johna Buckley'a nt. referendum w Irlandii dot. wprowadzenia małżeństw osób tej samej płci

22 maja b.r. w Irlandii odbędzie się referendum w sprawie zmian w irlandzkiej konstytucji. Dotyczyło będzie m.in. wprowadzenia małżeństw osób tej samej płci, pomimo że od 2011 roku obowiązuje już ustawa o cywilnych związkach partnerskich.

Warto dodać, że w przeciwieństwie do innych konstytucyjnych zmian w przeszłości, tym razem nie ma mowy o jakiejkolwiek dyskusji w mediach czy ogólnie - w przestrzeni publicznej. Kampania LGBT jest tak silna, że kto jest odmiennego zdania, kto chciałby podyskutować na argumenty, od razu jest określany jednoznacznie jako "ziejący nienawiścią faszystowski homofob".

Wśród irlandzkiej Polonii znalazła się grupa osób, która zaapelowała do irlandzkiego społeczeństwa: "Jako reprezentanci największej mniejszości narodowej w Irlandii, apelujemy do Was - zagłosujcie na TAK." Nie wiem tylko, kto powołał ich na "reprezentantów". Mnie - nie reprezentują.

Nawet irlandzcy księża zajmują niejednoznaczną postawę. Do aktu bohaterstwa urasta w takiej sytuacji list bp Johna Buckley'a, biskupa diecezji Cork i Ross, który dzisiaj ks. Piotr Galus odczytał w St. Augustine's Church. Dodam, że z powodu tego listu na biskupa już spłynęła ogromna fala krytyki.

Poniżej - jego treść w języku polskim. Publikuję go w sumie sobie na pamiątkę, żeby - jak Bóg da - wrócić do niego za kilka/kilkanaście lat i pokazać, że jednak rację miał Kościół w osobie swojego biskupa z diecezji Cork i Ross...

"Siostry i Bracia,

Jest to krytyczny czas dla małżeństwa w naszym społeczeństwie. W ciągu kilku tygodni, mieszkańcy naszego kraju zostaną poproszeni o głosowanie w referendum, które zmieni znaczenie małżeństwa w Konstytucji Irlandii.

Ani Kościół, ani państwo nie wymyśliło małżeństwa i dlatego nie może zmieniać jego natury. Małżeństwo istniało zanim powstały Kościół i państwo. Od początku ludzkiego życia, kobiety i mężczyźni łączyli się, aby się kochać, mieć dzieci, wychowywać je i troszczyć się o nie. We wszystkich kulturach znajdziemy zachętę  by mężczyźni i kobiety łączyli się w małżeństwa, tak aby dzieci mogły być wychowywane w możliwe najlepszej atmosferze i środowisku. Małżeństwo między kobietą i mężczyzną jest czymś naturalnym. Nie trzeba być osobą wierzącą aby docenić wieki tradycji w czasie których społeczeństwa na całym świecie opierały się na instytucji małżeństwa. Historia, prawo naturalne, religie świata, ludzkie doświadczenie, Biblia i po prostu zdrowy rozsądek mówią nam że tak powinno być.

Małżeństwo mężczyzny i kobiety ma fundamentalne znaczenie dla dzieci, matek, ojców i społeczeństwa – dlatego każdy z nas musi się głęboko zastanowić zanim dokonamy jakichkolwiek zmian. Papież Franciszek powiedział ostatnio, że "rodzina jest dziś zagrożona przez rosnące wysiłki zmierzające do przedefiniowania instytucji małżeństwa."

Związek mężczyzny i kobiety jest zupełnie inny od partnerstwa dwóch mężczyzn i dwóch kobiet. Już tylko przez samą naturę są one bardzo różne. Największą różnicą jest to, że tylko małżeństwo mężczyzny i kobiety ma zdolność do tworzenia nowego życia i zapewnia możliwie najlepsze warunki by to życie wzrastało. Ojcowie i matki wprowadzają coś innego, unikalnego i niezbędnego do wychowywania i rozwoju swoich dzieci.

To nie jest refleksja na temat osób o orientacji gejowskiej. Każdy powinien być traktowany ze współczuciem, szacunkiem, wrażliwością, a nawet chroniony prawem. I na pewno można znaleźć sposób, aby były chronione prawa obywatelskie osób homoseksualnych, przy jednoczesnym zachowaniu, obowiązującego, tradycyjnego znaczenia pojęcia małżeństwa jako powszechnie zrozumiałego we wszystkich kulturach i religiach. 

Referendum traktuje o naturze małżeństwa oraz o znaczeniu, jakie społeczeństwo nakłada na role bycia matką i ojcem w wychowywaniu swoich dzieci. "Dzieci mają prawo do wzrastania z ojcem i matką" powiedział papież Franciszek. Trudne okoliczności czasami sprawiają, że nie jest możliwe, aby dziecko było wychowywane przez swoich rodziców. Nie możemy jednak poprzeć referendum, które na nowo definiuje i skutecznie stawia związek dwóch mężczyzn lub dwóch kobiet na równi z związkiem małżeńskim kobiety i mężczyzny otwartego na przekazywanie życia.

Istnieją poważne obawy, że jeśli proponowana zmiana przejdzie, będzie to mieć bardzo poważne konsekwencje, które prędzej czy później się ujawnią. Będzie coraz trudniej mówić publicznie o małżeństwie jako związku mężczyzny i kobiety. Nowa definicja małżeństwa nieuchronnie spowoduje zmieniony programach nauczania w naszych szkołach. Czego oczekujemy aby nasze dzieci były uczone w szkole o małżeństwie? Czy ci, którzy nadal szczerze wierzą, że małżeństwo jest tylko między mężczyzną i kobietą, będą zmuszani, jako konsekwencja referendum, do działania wbrew swojemu sumieniu? To referendum da konstytucyjne prawo Children and Family Relationships Bill, który proponuje, aby usunąć wszelkie wzmianki o matkach i ojcach, i które otwarcie mówi do rodziców, dzieci i społeczeństwa, że państwo nie powinno i nie będzie wspierać żadnych modeli rodziny do wychowania dzieci, które także sugeruje, że naturalne więzi między dzieckiem a jego ojcem i matką nie mają realnych wartości dla dziecka lub dla społeczeństwa. 

Małżeństwo jest darem od Boga, który "stworzył nas mężczyzną i kobietą". Chrystus podniósł naturalny związek małżeński do godności sakramentu. Papież Jan Paweł II zapisał się historii gdy w 2002 roku, spełnił swoje osobiste marzenie i beatyfikował małżeństwo - rodziców św. Teresy z Lisieux. Każde pokolenie dostaje świętych, których potrzebuje. Dla nas chrześcijan, nie wystarczy jedynie mówić na temat znaczenia rodziny i małżeństwa. Kościół zawsze wspierał i wspiera, uzdrawia i ubogaca wszystkie etapy życia rodzinnego.

Zachęcam wszystkich, abyście przemyśleli dobrze te sprawy oraz do głosowania w dniu 22 maja.  Wpływ proponowanej zmiany będzie miał daleko idące konsekwencje dla nas i dla przyszłych pokoleń. Mówię do wszystkich, którzy będą głosować: Małżeństwo jest bardzo ważne – przemyśl zanim będziesz chciał coś zmienić. Irlandzkie przysłowie mówi: ”Nie rozbieraj płotu, zanim nie będziesz wiedział do czego został postawiony”.

Wzywam was w tej chwili, a szczególnie w maju – w miesiącu Maryi, aby modlić się za małżeństwo i za rodzinę, która przez Chestertona została opisana jako "arcydzieło natury".

Bp John Buckley
Biskup Cork i Ross
kwiecień 2015"

czwartek, 23 kwietnia 2015

Zima wasza, wiosna nasza...

"Kto daje i zabiera ten się w piekle poniewiera" - głosi stare ludowe przysłowie, a przysłowia jak wiadomo są mądrością Narodu. Jednak idzie Nowe i czas się zastanowić nad innymi wariantami tegoż przysłowia. Bo co z tymi, którzy biorą i nie oddają albo którzy kupują, używają i zwracają?

Zacznijmy od oddawania: minęło pięć lat od chwili Katastrofy w Smoleńsku, a wraku samolotu w którym zginęła cala polityczna elita Polski jak nie mieliśmy, tak nie mamy. I nie zanosi się żeby Rosjanie nam go kiedykolwiek oddali. Żadne cywilizowane niepodległe państwo nigdy nie dopuściłoby do takiej sytuacji. Każdy POlityk który dopuścił do takiej sytuacji, gdyby miał chociaż tyle honoru co brudu za paznokciem, powinien sobie palnąć w łeb. Ewentualnie wyjechać do Irlandii i spróbować zarabiać na życie choćby jako "konik" sprzedający bilety przed stadionem, jak to próbował robić w Dublinie przed meczem Irlandia-Polska jeden z działaczy działacz PZPN, przez co zamiast oglądać mecz - spędził noc w więziennej celi.

Dlaczego Rosjanie nie chcą oddać wraku? Wraku, dodam, starannie przez nich zniszczonego, pociętego na kawałki i umytego? Czyżby zachodziła obawa, że polscy niezależni eksperci znaleźliby tam jednak coś czego nie powinni, a co mogłoby obalić tezę o "błędzie pilotów" za to potwierdziłoby tezę inną - o celowym działaniu lub wręcz zamachu? Dlaczego Donald Tusk, który bezkrytycznie oddał śledztwo Rosjanom, nie stanął przed polskim Trybunałem Stanu, tylko dzięki Niemcom zajął intratne stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej? Dlaczego próbowano nam wmawiać kłamstwa o pijanym generale w kokpicie, o kilkakrotnym podchodzeniu do lądowania, o błędach pilotów, gdy już wiemy - że to nieprawda? Dlaczego Ewa Kopacz, która z premedytacją kłamała w pierwszych dniach po katastrofie o "przekopywaniu ziemi na metr w głąb" czy też o "pracy polskich patomorfologów ramię w ramie z rosyjskimi", pomimo że dowiedzieliśmy się że były to kłamstwa - nie poniosła za to żadnej odpowiedzialności, a wprost przeciwnie - awansowała na premiera rządu? O co tutaj tak naprawdę chodzi?

Podobno, jak mówi inne przysłowie, gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. Na pewno chodziło o pieniądze gasnącej gwieździe TVN, Jarosławowi Kuźniarowi, który bez cienia refleksji wyznał w jednym z kolorowych pism: "Na podróż z dzieckiem wcale nie jest trudno się spakować, nie trzeba brać wanienek, krzesełek i Bóg wie czego jeszcze. Fotelik samochodowy? Nie ma sensu. Do Kanady i USA nie braliśmy żadnych gadżetów. Pojechaliśmy do Walmartu, kupiliśmy wszystko, co było nam potrzebne, a pod koniec podróży wszystko oddaliśmy, mówiąc, że nam nie pasowało." Walmart to tania sieć supermarketów, Kuźniar zarabia - jak sądzę - przyzwoicie, ale zamiast oddać to co już mu niepotrzebne do jakiegoś charity shop, sklepu prowadzonemu przez organizację charytatywną w celu pomocy potrzebującym, nasza gwiazda postanowiła przyoszczędzić parę dolców kłamiąc w sklepie że "nie pasowało". Ten sam facet który, jak twierdził, na wakacjach omija Polaków, sam zachował się jak typowy wieśniak - przy czym nie mam zamiaru wcale obrażać ludzi ze wsi, którzy często maja zdecydowanie więcej oleju w głowie niż "młodzi, wykształceni, z wielkich miast". A najgorsze jest to, że tefałenowska gwiazda nie widzi absolutnie nic nagannego w swoim zachowaniu i jest zdziwiona o co to "hallo". No cóż, jacy dziennikarze taka i telewizja, która pompuje do głów milionów Polaków codzienną dawkę informacji z Ministerstwa Prawdy. Tak, to takie drobne sklepowe cwaniaczki "robią" u nas opiniotwórczą telewizję mówiącą Rodakom co mają myśleć, kto jest dobry a kto zły, kto jest autorytetem a kto "faszystowskim oszołomem chcącym podpalić Polskę".

No właśnie, wracając do starych przysłów w nowym wydaniu mówi się, że Komorowski z WSI wyszedł, ale WSI z Komorowskiego nie. Jeżeli ktoś ma problem z odczytaniem tego akronimu, śpieszę z pomocą: chodzi oczywiście o Wojskowe Służby Informacyjne, kompletnie spenetrowane przez rosyjską agenturę /i zresztą bezpośrednio z niej się wywodzące/ w obronę których zabrnął obecny lokator Pałacu Namiestnikowskiego. Mam nadzieję że zabrnie również na śmietnik historii razem ze swoim mocodawcami, o ile tylko Polska znowu będzie Polską.

A kiedy już tam zabrnie, mam również nadzieję że znajdą się tam jego wierni pretorianie, w tym i ci z Zielonej Wyspy. Gdyby ktoś nie pamiętał, to dla odświeżenia: pięć lat temu powstała na emigracji Lista Hańby, czy też, jak chcieli jej autorzy, lista: "Wybitnych Polaków za granicą popierających Bronisława Komorowskiego". Wtedy, w tym gorącym tuż po-smoleńskim okresie, kiedy miliony Polaków z niedowierzaniem przekonywało się ponownie, że tak jak w czasie stanu wojennego tak i teraz "TV(N) Kłamie", ci nasi "wybitni Polacy" naskrobali wiernopoddańczy list do, jak go tytułowali, "Drogiego Bronka". Co było w tym liście? Ano uwspółcześniona wersja wiernopoddańczego adresu jaki niegdyś do cesarza Austrii wystosował sejm galicyjski, zakończony słynnym: „Przy tobie, Najjaśniejszy Panie, stoimy i stać chcemy”. Te nasze emigracyjne orły z czekolady zakończyły co prawda inaczej: "Drogi Bronku, możesz liczyć na nasze wsparcie!" no ale, jak wspomniałem na początku, idzie Nowe. Tak czy owak, "Wybitni Polacy" własnymi nazwiskami wsparli "Drogiego Bronka", a "Drogi Bronek" nie zapomniał się odwdzięczyć przesyłając nie tak dawno przez ambasady stosowne krzyże, medale i inne blaszki. Wicie rozumicie, wybory znowu idą, więc trzeba zachęcić i zanęcić do dalszego trudu w wyborczej kampanii, także w Irlandii. 

Oby tylko któryś z pretorian w uwielbieniu dla "Drogiego Bronka" nie posunął się do odrobiny kreatywności przy podliczaniu głosów w wyborczych komisjach. Mężów w tych komisjach potrzeba, mężów zaufania, rzecz jasna, bo czekoladowe orzełki mogły już wygrzebać ze skarbca naszych przysłów także kolejne: "kto nie smaruje ten nie jedzie". Ale jednak w jednym mieli rację adresaci listu do "Drogiego Bronka": faktycznie okazał się on i jego dwór drogi w utrzymaniu, jeden z najdroższych w Europie. Mają rozmach, sk*** - jak to skwitował w "Killerze" Stefan "Siara" Siarzewski.

Kilku tych misiów-konformistów którzy podpisali list do "Drogiego Bronka" zacierało łapki z radości gdy zniknęła wspierana przez kancelarię prezydenta strona internetowa z ich wiernopoddańczym apelem, ale na Boga - to jest internet, a internet nie zapomina. Strona ładnie zarchiwizowana odnalazła się gdzieś na jakimś amerykańskim serwerze i teraz nasze misie nie maja innego wyjścia jak zrobić wszystko, żeby znowu zwyciężył "Drogi Bronek". Bo co to będzie jak się nie uda i zwycięży Duda? Albo już, nie daj Panie Boże - Marian Kowalski z Ruchu Narodowego, którego obecnie boją się wszyscy, od lewa do prawa i nie cofną się przed niczym żeby zamknąć mu usta, wykorzystując do tego nawet bandyckie metody, jak ostatnio w Irlandii? Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie co to będzie? - wołał chór w Dziadach a echo tego wołania aż dudni w głowach wspierających "Drogiego Bronka". Ale - tacy jak oni jak zawsze płyną z prądem, ten typ cwaniaczka czuł się dobrze za sanacji, okupacji, a już najlepiej - za demokracji, chociaż ludowej. Ich mentalni potomkowie równie dobrze czują się w III RP.

Jak głosi kolejne przysłowie z naszego narodowego skarbca: "Choćby i najtęższa zima – tylko do wiosny trzyma." Tak, zima wasza, wiosna nasza, myślę sobie słuchając piosenki Andrzeja Rosiewicza, który ponad ćwierć wieku temu śpiewał: "Może wiosna też u nas, już na dobre zagości, może wreszcie zrejterują, stróże kłamstwa i ciemności?" Może, chociaż nie mam złudzeń. Ale jednak, gdzieś w głębi serca, kieruję ku Górze wołanie: "Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!"...

Czego Państwu i sobie życzę.

niedziela, 19 kwietnia 2015

XX Warsztaty z My Little Craft World: "Zwierzaki Cudaki z kukurydzianych klocków"

Dzisiaj My Little Craft World zaprosiło wszystkie dzieci na kolejne warsztaty artystyczne. Na zajęciach dzieci wykonały zwierzątka z kolorowych elementów kukurydzianych - PLAYCORN.

/Powyżej: mali artyści ze swoimi pracami/

PLAYCORN to rewelacyjna zabawa która rozbudza zamiłowanie do kreatywnej zabawy. Niezwykle żywe kolory pozwolą zaprojektować niepowtarzalne aranżacje. PLAYCORN daje nieograniczone możliwości kreowania własnego świata pełnego żywych barw i niezwykłych pomysłów. Tego rodzaju zabawa doskonale ćwiczy mięśnie rąk, pobudza wyobraźnię, ekspresję i pomysłowość, rozwija zmysł estetyczny, zdolności manualne w pracach trójwymiarowych, daje możliwość budowania płaszczyzn, pozwala zrozumieć pojęcie perspektywy. W ciekawy i dynamiczny sposób ćwiczy sprawność palców. Stymuluje wyobraźnię i motorykę.

Jak zawsze dzieci wzięły udział w zabawach ruchowych z chustą animacyjną, która rozwija wrażenia wzrokowe, dotykowe, słuchowe oraz ruchowe. Na warsztatach dzieci uczą się pracy i zabawy w grupie, co ułatwia im dostosowanie się do bycia  w grupie przedszkolnej lub szkolnej.

Więcej zdjęć z dzisiejszych zajęć można zobaczyć tutaj: LINK.

piątek, 17 kwietnia 2015

Wystawa Leanne McDonagh w CVC

W Cork Vision Centre swoje prace wystawia obecnie Leanne McDonagh, pochodząca z Cork 24-letnia absolwentka Crawford College of Art & Design, członkini społeczności Travellers.

/Powyżej: fragment wystawy Leanne McDonagh/

Jest piątym z dziesięciorga dzieci w rodzinie, osobiście doświadczyła dyskryminacji wynikającej z przynależności do społeczności irlandzkich "Podróżników". W 2007 roku rozpoczęła naukę w Crawford College of Art & Design, którą ukończyła 5 lat później z wyróżnieniem. Jako artystka pochodząca z tamtej społeczności ma unikalne możliwości jej reprezentowania i rejestrowania niejako od wewnątrz.

czwartek, 16 kwietnia 2015

Shandon Sweets

W dzielnicy Shandon, najstarszej części Cork, znajduje się Shandon Sweets - sklep z tradycyjnymi słodyczami połączony z mini-fabryczką /a może odwrotnie ;-)/.

/Powyżej: Shandon Sweets/

Na szyldzie widzimy również nazwisko założycieli i właścicieli, Linehan. Obecnie pracują tam Dan i Tony, ojciec i syn. Sklep i fabryczka działają od  1929 roku i wytwarzają słodycze o niezmienionym składzie i smaku. No, prawie o niezmienionym, bo jak powiedział mi Dan, który interes przejął od swojego ojca i pracuje przy wyrobie słodyczy od 50 lat - niektóre składniki musiały zostać zastąpione ze względu na unijne przepisy.

/Powyżej: Dan Linehan, właściciel, wyrabia cukierki od 50 lat/

Praca przy wyrobie cukierków wcale taka cukierkowa nie jest. Masa z której powstają słodycze jest rozgrzewana do 300 stopni C, mimo to patrząc na nią można odnieść wrażenie, że jest zimna. Nie paruje, za to lśni metalicznym niemal chłodem. Dan pokazuje mi dłoń ze świeżą raną po oparzeniu - nawet dla niego, człowieka z półwiecznym doświadczeniem, nie jest to do końca bezpieczne.

/Powyżej: w sklepiku/

Dlatego wejście do sklepu zagradza barierka, żeby klient bez opieki sprzedawcy się nie zapędził i nie wsadził palca, gdzie nie trzeba.

/Powyżej: wnętrze Shandon Sweets/

Takie stare sklepiki są naprawdę niesamowite. Obwieszone pamiątkami, często bardzo rodzinnymi, tworzą już rzadko spotykany klimat.

/Powyżej: wnętrze Shandon Sweets/

Cukierki są pakowane, ale jeżeli ktoś życzy sobie kupić na wagę - również ma taka możliwość ;-)

/Powyżej: sklepowa waga/

A same cukierki - palce lizać! Warto odwiedzić to miejsce i przekonać się samemu. Sklep znajduje się przy 37a John Redmond Street.

/Powyżej: słodycze w Shandon Sweets/

środa, 15 kwietnia 2015

Spotkanie redakcji MyCork.org

W środę, 15 kwietnia b.r. miało miejsce spotkanie redakcji portalu MyCork.org /należącego do Stowarzyszenia MyCork/. 

Spotkanie poprowadził Tomasz Piwoński, który zademonstrował nowym członkom redakcji zasady rozmieszczenia poszczególnych modułów na stronie jak i kwestie techniczne związane z publikacją artykułów. Oprócz omówienia spraw związanych z dalszym rozwojem portalem, oficjalnie powitano nowego redaktora naczelnego, którym została Anna Szwarc. Gratuluję :-)

/Powyżej: spotkanie redakcji MyCork.org/

wtorek, 14 kwietnia 2015

Valentia Island

Piękna pogoda, więc wycieczka na wyspę Valentia. Głównie po to, żeby zobaczyć na własne oczy liczące sobie około 385 mln lat skamieniałe tropy wczesnych tetrapodów /czworonogów/, a także miejsce upamiętniające wschodni punkt końcowy transatlantyckiego kabla telegraficznego. A przy okazji również latarnię morską, klify, grotę z figurą Matki Bożej, itp.

Wyspa ma 11 km długości i 3 km szerokości, można się na nią dostać wygodnie mostem z miejscowości Portmagee, która stała się znana głównie z... najczystszej  publicznej toalety w Irlandii ;-) Ostatni raz byłem tam 7 lat temu, ale nic się od tego czasu nie zmieniło - toaleta stoi na swoim miejscu i nadal jest czysta.

Już na wyspie w miejscowym pubie dostajemy mapkę z zaznaczonymi atrakcjami turystycznymi. Zaczynamy od latarni morskiej, udostępnionej do zwiedzania z przewodnikiem. Warto zajrzeć dla widoków, chociaż w porównaniu z Hook Head Lighthouse czy Mizen Head - to nic specjalnego.

/Powyżej: przed latarnią na Valentia Island/

Mnie osobiście najbardziej interesowały te słynne ślady tetrapodów. Odnajdujemy stosowną tabliczkę, zostawiamy auto na zaimprowizowanym parkingu i schodzimy nad ocean.

/Powyżej: tabliczka wskazująca ścieżkę do śladów tetrapodów/

Barierki zagradzają bezpośredni dostęp, muszę wytężać wzrok żeby dostrzec drobne regularne wgniecenia w skale która niemal 400 mln lat temu musiała być błotem. Traf chciał, że z powodu problemu z aparatem - mogłem zrobić zdjęcia tylko komórką z kilku metrów, więc wygląda to jak wygląda, ale w sumie - no mniej więcej takie coś to jest. Ha, naczytałem się gdzieś po "internetach" że to ślady dinozaura, więc miałem trochę inne tego wyobrażenie, tymczasem trop bardziej przypominał ślady małego pieska. No ale - te 400 mln lat robi wrażenie. I tak podobno są to najstarsze znane ślady w Europie i jedne z najstarszych na świecie. Odkryto je w 1993 roku.

/Powyżej: jeden ze śladów tetrapodów/

Ale zanim odkryto ślady tetrapodów, wyspa była znana jako wschodni punkt końcowy transatlantyckiego kabla telegraficznego, łączącego ją ze wschodnim wybrzeżem Nowej Fundlandii. Po raz pierwszy udało się w ten sposób przesłać wiadomość z wyspy w 1857 roku, stałe połączenie uruchomiono w 1866 i używano go przez kolejne 100 lat, aż do 1966. Obecnie w miejscu dawnej stacji telegraficznej znajduje się pamiątkowy monument.

/Powyżej: miejsce dawnej stacji telegraficznej, zwanej Telegraph Field/

Odnajdujemy też powstałą w 1954 roku Grotę z figurą Matki Bożej:

/Powyżej: Grota na wyspie Valentia/

Na wyspie są również Klify Fogher. Mają 180 metrów wysokości. Za drobną opłatą można podjechać własnym autem, są dostępne parkingi, a następnie udać się na spacer żeby podziwiać widoki.

/Powyżej: Klify Fogher/

Więcej zdjęć z Valentia: LINK.

niedziela, 12 kwietnia 2015

"Dwie drogi, jeden cel" - spotkanie w Cork z kandydatami na urząd Prezydenta RP

Zgodnie z zapowiedzią, w niedzielę 12 kwietnia b.r. w Cork miało miejsce spotkanie z Marianem Kowalskim i Grzegorzem Braunem, kandydatami na urząd Prezydenta RP. 

Ze względu na bezprzykładne próby działania komunizujących irlandzkich bojówek mające na celu - podobnie jak wcześniej w Dublinie - zablokowanie spotkania, musiało się ono odbyć się w innym niż poprzednio zaplanowano miejscu. Samo spotkanie, zorganizowane przez Narodowy Front Emigrantów i Niepoprawne Radio PL, przebiegło bardzo spokojnie, kandydaci rzeczowi, pytania od publiczności interesujące. Dyskutowano o polskiej racji stanu, polityce zagranicznej, konieczności utrzymania złotówki, itp., itd. Po spotkaniu można było m.in. nabyć książki obu kandydatów.

/Powyżej: od prawej: Marian Kowalski i Grzegorz Braun z Małżonką/

Spotkanie początkowo miało odbyć się w hotelu "Ambasador" w Cork. Niestety, hotel zaczął otrzymywać mejle i telefony z pogróżkami, które początkowo ignorował, do czasu aż napisał do niego jeden z tutejszych polityków, sugerując że to "spotkanie faszystów". No cóż, "przyczynił" się pan polityk do integracji polsko-irlandzkiej, w dodatku mieszając się w sprawy polskiej diaspory, a także - w moi przekonaniu, obraził Polskę i Polaków sugerując że legalnie zarejestrowani kandydaci to "faszyści". Lewacy obdzwonili i zastraszyli WSZYSTKIE hotele w Cork. Spotkanie jednak odbyło się o planowanej godzinie - w zaprzyjaźnionym... sklepie. Dodam, że lewactwo oczywiście ogłosiło już na fb bojkot tego sklepu, co jest kolejną bezprzykładną próbą zastraszania i zamykania ust każdemu, kto ma inne od nich poglądy.

Być może i ono zostałoby zakłócone: w drodze na spotkanie zauważyłem jednego z "naszych" dyżurnych mocno lewicujących cork-owskich Rodaków, krążącego na swoim rowerze w okolicy miejsca spotkania, którego adres przekazywano sobie dość konspiracyjnie. Przypadek? Nie sądzę. Albo nie mógł trafić, albo przestraszył się dużej ilości zgromadzonych osób i nie zdążył zwołać "towarzyszy", albo "towarzyszy" było zbyt mało...

Przedwczoraj w Cork próbowano również zerwać spotkanie z innym kandydatem na urząd Prezydenta RP, Pawłem Kukizem /takie info dostałem bezpośrednio od jednego z organizatorów/, gdzie hotel pod pretekstem rzekomego braku opłaty za salę próbował odwołać spotkanie, pomimo że organizatorzy pokazywali dowód przelewu. Zapłacili więc jeszcze raz gotówką i spotkanie, chociaż z opóźnieniem, się odbyło.

Również dwa dni wcześniej komunizujący irlandzcy lewacy /nazywający sami siebie "towarzyszami"  -to nie żart.../ zorganizowali protest w Dublinie, gdzie również odbyła się debata tych dwóch kandydatów /Kowalski-Braun/ na urząd Prezydenta RP. Protest miał być podobno "pokojowy", skończyło się oprócz obelg na rzucaniu butelkami w Bogu ducha winnych ludzi oraz wybiciu szyb w hotelu przez zamaskowanych osobników, którzy nie zwracali uwagę na to, że w środku znajdowały się również kobiety i dzieci. Ot, "noc kryształowa" tym razem w irlandzkim wydaniu. Wezwana przez Polaków policja aresztowała najbardziej agresywnych lewaków. Następnego dnia p. Grzegorz Braun złożył oficjalne zawiadomienie na policji o popełnieniu przestępstwa. Zobaczymy, co Garda z tym zrobi, podejrzewam że to co zawsze...

Dodam, że od kilku dni w tutejszej prasie /o internecie nie wspominając/ trwa szkalowanie organizatorów oraz rozpowszechnianie kłamstw na temat obydwu kandydatów na Prezydenta RP. Sprawa całkowicie kryminalna. 

Kto za nią stoi? Jak już pisałem, nie ma wątpliwości, że tymi którzy podpuścili nieświadomych manipulacji Irlandczyków - byli, niestety, nasi Rodacy. Pytanie, czy tylko z jakiejś kolejnej międzynarodówki komunistycznej czy jak tam to zwał, czy może dyspozycje przyszły z innej strony? No cóż, zobaczymy czy nastąpi stosowna reakcja ze strony naszych służb dyplomatycznych, to też może pomóc rozwiązać tą zagadkę... Mam jednak nadzieję że Ambasada RP w Dublinie stanie na wysokości zadania i stanowczo zaprotestuje przeciwko takiemu traktowaniu. Dodam, że Komitet Wyborczy Grzegorza Brauna wystosował już list do Ambasadora Irlandii w Polsce.

Przypomnę, że w Polsce symbole faszystowskie i komunistyczne są zakazane, w Irlandii - nie. Polska to pierwszy kraj który stanął do walki z faszyzmem, gdy Irlandia wolała wybrać neutralność. W Polsce nie ma rodziny która by nie straciła kogoś w wojnie z faszystami, a Irlandia dzielnych Irlandczyków którzy wstąpili do brytyjskiego wojska żeby walczyć w II wojnie światowej - do czasów współczesnych szykanowała i traktowała jak zdrajców. Na koniec: Irlandia to jedyny kraj na świecie, który złożył kondolencje rządowi III Rzeszy po śmierci Hitlera - chociaż w szkołach ich o tym nie uczą, a jego Mein Kampf można kupić bez trudu w tutejszych księgarniach /w Polsce - nie do pomyślenia/.

Świat się kręci, nastąpiło kompletne odwrócenie znaczeń: niemieckie obozy zagłady nazywa się powszechnie "polskimi", polskich patriotów i legalnie zarejestrowanych kandydatów na urząd Prezydenta RP - nazwano "faszystami", a prawdziwi faszyści przystroili się w piórka... "antyfaszystów".

-------------------------
dopisek z 17.04.2015 r.: jak się dowiedziałem, w związku z tym wpisem na blogu - jeden z polskojęzycznych mieszkańców Cork rozesłał do irlandzkich mediów informację m.in. o tym, że jestem "głównym i wpływowym faszystą w Cork" ;-) , który występuje "przeciwko LGBT, socjalistom i islamistom" i nawołał do "bojkotowania" mnie ;-) Nie sadziłem, że tak szybko można zostać "faszystą" i to w dodatku "głównym i wpływowym". Przy okazji oberwało się polskiemu księdzu - na którego złożył donos do biskupa za to, że wcześniej udostępniał salę na spotkania z gośćmi z Polski, - oraz MyCork, chociaż temu ostatniemu nie wiem za co. To nie żart. To się dzieje naprawdę...

piątek, 10 kwietnia 2015

V Rocznica Katastrofy Smoleńskiej

Pięć lat minęło od tamtych wydarzeń. Pomimo upływu tych pięciu lat, wcale nie jesteśmy bliżej prawdy niż w ten dzień, w którym z odbiornika tv usłyszeliśmy pierwsze dezinformacje. 

Podobnie jak rok temu, w rocznicę Katastrofy Smoleńskiej pojechałem pod rosyjską ambasadę w Dublinie. Tym razem protest pod hasłem "Żądamy prawdy o Smoleńsku" zorganizował Narodowy Front Emigrantów. Jak napisali organizatorzy: "Żądamy aby rząd III RP ujawnił prawdę nt. katastrofy prezydenckiego Tu-154 w Smoleńsku, zwrotu wraku prezydenckiego samolotu, czarnych skrzynek oraz powołania międzynarodowej komisji śledczej. Żądamy prawdy!"

/Powyżej: przed rosyjską ambasadą w Dublinie/

Następnie - w związku z wydarzeniami ostatnich dni, tj. bezprzykładną próbą rozbijania przez lewackie bojówki spotkań w Dublinie i w Cork z kandydatami na urząd Prezydenta RP, a także próby szkalowania w prasie i zastraszania organizatorów przez pracowników tutejszych brukowców oraz jednego z irlandzkich polityków - udaliśmy się do Ambasady RP z prośbą o interwencję na poziomie dyplomatycznym, ponieważ sprawy zaszły już zdecydowanie za daleko. Oczywiście nie ma wątpliwości, że tymi którzy podpuścili nieświadomych manipulacji Irlandczyków - byli, niestety, nasi Rodacy, ale to w tym momencie rzecz drugorzędna.

Przyjął nas konsul p. Wojciech Dzięgiel, który po wysłuchaniu naszych uwag obiecał jeszcze tego samego dnia zreferować sprawę Ambasadorowi RP Ryszardowi Sarkowiczowi. Poprosił również aby na bieżąco przekazywać mu wszystkie nowe informacje. Sprawa na pewno jest rozwojowa więc będę ją monitorował, łącznie z dalszymi działaniami ambasady.*

Jakkolwiek by to górnolotnie nie zabrzmiało: jak widać są siły, zarówno w Polsce, w Rosji, a teraz nawet i w Irlandii - które nie cofną się przed niczym, żeby tylko ukryć prawdę...

-----------------------
dopisek z 28.05.2015 r.: oczywiście Ambasada RP w Dublinie nie kiwnęła w tej sprawie palcem...

czwartek, 9 kwietnia 2015

Po polsku na Gardzie. No, może prawie po polsku ;-)

Trafiłem na posterunek policji w Cork. Nie, nic nie zrobiłem ;-) Poszedłem tam z własnej nieprzymuszonej woli, jako osoba towarzysząca drugiej osobie - która też nic nie zrobiła. 

Czy też: wcześniej zgłosiła zagubienie rzeczy która jednak szczęśliwie się odnalazła, więc wróciła tam żeby zgłosić - że poprzednie zgłoszenie jest już nieaktualne. To w ogóle ciekawa historia, z uczciwością irlandzko - polską w tle /Irlandka znalazła, Polak odszukał właścicielkę i oddał/, a także o tym że warto mieć znajomych na FB ;-) Ale, jak to mawiał Kipling, to już zupełnie inna historia, być może kiedyś na inną notkę. Być może. Kiedyś.

A na razie, będąc na tymże posterunku w centrum Cork, zrobiłem takie oto dwie fotki które świadczą jednoznacznie o tym, że język polski jest trzecim językiem w Irlandii. Widać też, że się starali, więc chociaż może nie wyszło do końca dobrze, to jednak wielkie brawa za dobre chęci ;-)

/Powyżej: "Pylko dla Policji"/

/Powyżej: "Bivro Publiczne"/

środa, 8 kwietnia 2015

Waterville

W centrum Waterville stoi m.in. pomnik Charlie Chaplina. 

Aktor przyjechał tutaj po raz pierwszy w 1959 roku i wracał co roku przez kolejną dekadę, zatrzymując się w The Butler Arms Hotel, gdzie zamieszkiwały również inne gwiazdy. Od 2011 roku odbywa się tutaj Charlie Chaplin Comedy Film Festival.

/Powyżej: pomnik Charlie Chaplina w Waterville/

wtorek, 7 kwietnia 2015

Ballycarbery Castle

Dawniej XVI-wieczny zamek leżący nieopodal Cahersiveen w hrabstwie Kerry, obecnie - imponujące ruiny porośnięte bluszczem. Szczególnie malownicze po zmierzchu, od strony plaży ;-)

Zamek wybudowany przez jeden z irlandzkich klanów przechodził z rąk do rąk, aż został poważnie uszkodzony przez wojska Cromwella. Od tego czasu niszczeje, do czego doprowadziło również "podbieranie" niegdyś budulca przez okolicznych mieszkańców.

/Powyżej: przed Ballycarbery Castle/

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Konkurs na tradycyjną Palmę Wielkanocną

Duszpasterstwo Polskie w Cork oraz MyLittleCraftWorld.com zaprosiło wszystkich do wzięcia udziału w konkursie na tradycyjną, własnoręcznie wykonaną Palmę Wielkanocną. 

Konkurs odbył się 29 marca b.r., a w wielkanocny poniedziałek 6 kwietnia po Mszach św. w języku polskim miało miejsce wręczenie dyplomów i nagród ufundowanych przez organizatorów. Jury w składzie ks. Piotr Galus i Agnieszka Chwaja przyznało 2 pierwsze miejsca dla Ewy Mrówki i Mirosławy Wasilewskiej oraz wyróżnienia dla Anny Pietrzyk, Michała, Igora i Arkadiusza Andrzejewskich.

/Powyżej: organizatorzy konkursu przed wręczeniem nagród/

Kilka zdjęć z tego wydarzenia: LINK.

czwartek, 2 kwietnia 2015

Franco Bucarelli: "Bł. Jan Paweł II. Papież wysłuchanych modlitw"

Zacząłem czytać kilka dni temu, skończyłem dzisiaj tuż po północy, 2 kwietnia. Traf chciał - w 10 rocznicę śmierci Papieża...

Kolejna świetna książka przybliżająca postać Papieża Jana Pawła II. Jej autor, Franco Bucarelli, to znany włoski dziennikarz, który wsławił się m.in. przeprowadzeniem jedynego wywiadu telewizyjnego z Papieżem. Jak czytamy z tyłu okładki: "Książka "Papież wysłuchanych modlitw" zawiera liczne historie opowiadające o łaskach i cudach, które wydarzyły się zarówno za życia bł. Jana Pawła II, jak i po Jego śmierci. Są one znakami Jego wstawiennictwa w sprawach wiernych, którzy zwrócili się ze swymi prośbami do Boga za jego pośrednictwem. Publikacja powstała na podstawie wiarygodnych świadectw kardynałów, postulatora procesu beatyfikacyjnego, przede wszystkim zaś wiernych, którzy za wstawiennictwem bł. Jana Pawła II dostąpili łaski miłosierdzia Bożego."

Ale - nie tylko. Jest tam również sporo opowieści o drodze Karola Wojtyły do kapłaństwa, o życiu codziennym Papieża, o wielu nietypowych sytuacjach którym musiał stawiać czoła, itp.