środa, 14 listopada 2018

Nie śpię bo patrzę na ratusz. Antypolonizm czy dyplomatyczny skandal?

W Dniu Świętego Patryka, które jest wielkim irlandzkim świętem, od lat podświetla się w Polsce setki rządowych i samorządowych budynków. Niestety, Irlandczycy nie rewanżują nam się tym samym. Mało tego, półroczne starania o podświetlenie w setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości przynajmniej urzędu miasta w Cork zakończyły się wizerunkową wpadką starającej się o to organizacji Together-Razem jak i władz RP reprezentowanych przez senatora Macieja Łuczaka. Pytanie: czy mamy tutaj do czynienia z antypolonizmem, ideologicznym sabotażem czy tylko z dyplomatycznym skandalem?

Ale zanim o tym szerzej, jedna uwaga: nie jest moim zamiarem nikogo urazić. Sam wielokrotnie byłem ostro krytykowany przez osoby chowające się za parawanem internetowej anonimowości, które uzurpowały sobie do tego prawo. Zresztą, każda osoba która chce działać na rzecz Polonii lub wśród Polonii - z taką krytyką się spotkała. Dlatego co do zasady nie piszę na moim blogu negatywnie o tych czy innych działaniach różnych organizacji polonijnych, polskich biznesach, etc. Staram się pisać o nich dobrze - jeżeli robią coś dobrego, albo wcale - jeżeli miałbym napisać źle. Jednak są sytuacje takie jak opisana poniżej, która chociaż teoretycznie dotyczy działań tylko jednej organizacji /co można byłoby przemilczeć/, w praktyce może rzutować na całą Polonię w Cork, w tym - i mnie. Dlatego czuję się uprawniony żeby zabrać głos w sprawie wydarzeń które ostatnio miały miejsce w Cork.

Ale od początku: na stronie fb Together-Razem, jednej z organizacji polonijnych w Cork /o której, zgodnie z wymienioną wyżej zasadą, zazwyczaj nie piszę/, przeczytałem informację że w związku z setną rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości, od 9 do 11 listopada b.r. nad głównym wejściem do urzędu miasta w Cork ma powiewać polska flaga, a wieczorem budynek urzędu ma być podświetlony na biało-czerwono. Wolontariusze tej organizacji mieli się o to starać od maja, czyli od pół roku. Ponadto, jak czytamy na ich stronie www: "Na uroczystość zawieszenia flagi  przybył z Polski przedstawicielu Senatu RP Maciej Łuczak wiceprzewodniczący senackiej komisji ds. emigracji i łączności z Polakami. Ten ostatni przekazał medal od Senatu Rzeczypospolitej dla Burmistrza w dowód uznania dla gestu uhonorowania Polski i Polaków w Cork oraz wspierania działań dla Polonii w mieści Cork."



Ma być "uroczystość zawieszenia flagi" czy też, o czym napisano w innym miejscu, "uroczyste wciągnięcie polskiej flagi na maszt", flaga ma powiewać "nad głównym wejściem" a przez weekend wieczorami cały budynek ma być podświetlony "na biało-czerwono", co technicznie jest bardzo łatwe choćby z tego względu że już nie raz był w podobny sposób podświetlony, ponieważ czerwień i biel są również barwami Cork. Na fb szybko pojawiły się wspólne zdjęcia wolontariuszy Together-Razem i innych zaproszonych przez nich osób wraz z notablami, tj. burmistrzem Cork, Mickiem Finn i senatorem Maciejem Łuczakiem. Senator to senator, dzięki metodzie jaką jest wybierany jak dla mnie autorytetem plasuje się za prezydentem ale przed posłem i premierem. Senator rzeczywiście reprezentuje powagę RP, w przeciwieństwie do tych tych bawidamków z dublińskiej ambasady, z którymi za słusznie minionej kadencji mieliśmy do czynienia. Na marginesie: Together-Razem zapraszając swoich gości pominął wolontariuszy MyCork, najstarszej polonijnej organizacji działającej w Cork z której Together-Razem wyrosło, będąc niegdyś tylko jednym z jego projektów.  I to pomimo że MyCork uczestniczył w projekcie "Razem dla Niepodległej".  Bardzo to małostkowe, szczególnie w taki dzień. Aha, żeby nie było - z MyCork już od lat nic mnie nie łączy oprócz wspomnień z wolontaryjnej pracy na rzecz tej organizacji.

Wybrałem się przed ratusz żeby zrobić kilka zdjęć temu "wspaniałemu i donośnemu", jak napisało Together-Razem, wydarzeniu. Na "uroczyste wciągnięcie" się nie załapałem, bo brak było informacji o której to ma się odbyć. Flagę - po chwili - odnalazłem, ale nad jednym z dwóch bocznych wejść, a nie nad głównym /jak wygląda flaga która rzeczywiście wisi nad głównym wejściem a nie gdzieś z boku, można zobaczyć tutaj: LINK/ . No nic, pomyślałem, coś może poszło nie tak, ale wrócę późnym wieczorem żeby zobaczyć biało-czerwoną iluminację, o którą od pół roku tak walczyli  wolontariusze "Razem". Przyszedłem pierwszej nocy - i budynek był podświetlony jak zwykle, ale zdecydowanie nie na biało-czerwono. Po raz drugi założyłem że pewnie coś nie zgrało, ale - wiedząc jak ogromną wagę Together-Razem przywiązuje do stworzonego przez siebie PR-owego wizerunku - byłem przekonany że ktoś z nich na pewno również był tej nocy żeby zrobić zdjęcia i nakręcić filmik. W końcu w telewizji pokazywano budynki z całego świata więc takiej okazji do autopromocji Together-Razem na pewno nie przepuściło. Trudno, straciłem trochę czasu którego mi wybitnie brakuje ale postanowiłem że przyjdę następnej nocy, uznając że do tego czasu na pewno to naprawią. W dzień zerknąłem zarówno na ich oficjalną stronę jak i na fb - nic, żadnej informacji o awarii, wprost przeciwnie, wszędzie piszą że iluminacja się świeci i "brawo My". Będąc przekonanym że teraz już wszystko jest o.k., przyszedłem kolejnej nocy. I - znowu to samo. A była to już druga i ostatnia noc podczas której, wg zapewnień Together-Razem, budynek był podświetlony "na biało-czerwono". Nie był. Reasumując: jak w radiu Erewań: flaga jest ale gdzie indziej, podświetlenie jest ale w innych kolorach, tematu uroczystego wciągania flagi na maszt nie będę już ciągnął. Pytanie: po co umieszczać takie informacje, skoro każdy może to łatwo zweryfikować? Oczywiście pod warunkiem że mu się będzie chciało...

Poniżej, na krótkim 17 sekundowym filmiku - tak wg Together-Razem, wygląda polska flaga powiewająca "nad głównym wejściem do ratusza w Cork" /w rzeczywistości jest to jedno z bocznych wejść do tego budynku/ oraz ten sam ratusz "podświetlony na biało-czerwono":


W końcu napisałem o tym na swoim profilu na fb dołączając zdjęcia. Dopiero wtedy po dwóch godzinach pojawiła się informacja ze strony organizatorów, chociaż dość kuriozalna: "Flaga Polski powiewa nad Urzędem Miasta w Cork, aby uczcić Dzień Niepodległosci, a nocna iluminacja bialo-czerwona nie do konca dziala prawidlowo i wierzymy ze jutro wszystko bedzie naprawione przez pracownikow Urzedu Miasta."



Nie negowałem że "flaga powiewa nad urzędem miasta", tyle że nie nad GŁÓWNYM wejściem, co twierdzili organizatorzy. Biało-czerwona iluminacja wcale "nie działa do końca prawidłowo", tylko nie działa wcale, co akurat, jak już pisałem, jest dziwne bo budynek wielokrotnie był podświetlany w takich kolorach, bo są to barwy Cork. Dobrze że pojawiła się nadzieja że po dwóch nocach (!) ktoś z urzędników w końcu przestawi odpowiednią wajchę, szkoda tylko że przez szeroko zapowiadany weekend: 9-11, wbrew zapowiedziom - iluminacji nie było. I gdyby nie zwrócenie na to uwagi, to pies z kulawą nogą by się tym nie zainteresował. No cóż, poszedłem pod ratusz i trzeciej nocy, już w poniedziałek. Oczywiście, jak było do przewidzenia polskiej flagi już nie było a ratusz się świecił raczej na tęczowo, ale na pewno nie na biało-czerwono.

Jestem przekonany że gdyby nie to że naprawdę chciałem zrobić zdjęcie polskiej flagi dumnie powiewającej nad GŁÓWNYM wejściem do ratusza oraz BIAŁO-CZERWONEJ iluminacji tego budynku i napisałem na fb o tym co zobaczyłem, to nikt by korygowaniem tego nie zawracał sobie głowy, a w świat poszłaby informacja jak to wolontariusze Together-Razem po półrocznym staraniu wywalczyli prawo do powieszenia flagi "nad głównym wejściem" i "podświetlenia ratusza na Biało - Czerwono". A raczej - taka informacja rzeczywiście zdążyła się już ukazać co najmniej na kilku stronach. Pół biedy gdyby chodzi o zwykłe polonijne media w Irlandii, które drukują to co im się prześle bez żadnej weryfikacji, co jest zrozumiałe bo opiera się na wzajemnym zaufaniu. Gorzej, gdy nieprawdziwe informacje publikują osoby które brały bezpośrednio udział w tym wydarzeniu. Przekonać /prawie/ wszystkich że budynek się świeci, chociaż - nie świeci? Jak to mawiał dozorca Anioł w serialu "Alternatywy 4": "Myśmy w Pułtusku nie takie numery robili".

Powyżej jeden z przykładów jak nieprawdziwa informacja jest powielana: wg przedstawicieli Polskiej Szkoły w Cork, flaga Polski "powiewa (...) nad głównym wejściem do urzędu", a sam urząd "od strony rzeki Lee jest podświetlony na Biało-Czerwono". Informacja jest umieszczona od czterech dni, pomimo że wiadomo że to nieprawda, zwrócono na to uwagę w komentarzach pod wpisem i w końcu nawet Together-Razem przyznało że żadnego podświetlenia "od strony rzeki Lee" - nie było, to tekst pozostał bez zmian. 

Powie ktoś: "o co ci chodzi, chcieli dobrze, starali się, nie wyszło". Nie o to chodzi że nie wyszło, bo to się zdarza. Chodzi o to, że Together-Razem puściło w świat nieprawdziwą informację, klasycznego fake-newsa. Napisali że ratusz JEST podświetlony, że flaga JEST nad głównym wejściem. Czy nie można było najpierw się upewnić a później podawać informacje? Czy może ważniejsze były zdjęcia z notablami, tak że zapomniano o dopilnowaniu tegoż oświetlenia? Jeden ze znajomych napisał mi na fb: "Ty to tylko narzekasz. Dobrze że w ogóle powiesili polską flagę". No ba, i to dobrze że na dachu, przecież mogli powiesić ją w środku, gdzieś w schowku na szczotki, c'nie? Bez urazy, ale to takie typowe myślenia chłopa pańszczyźnianego: dobrze że jaśnie pan dał za robotę 50 kopiejek chociaż obiecał dwa ruble, bo przecież mógł nic nie dać i jeszcze ciężką laskę na głowie połamać. W cywilizowanych krajach obowiązują umowy: miała być flaga nad głównym wejściem i biało-czerwona iluminacja raptem przez dwie noce? No to jaka to łaska, że ktoś tylko dotrzyma umowy? Przypomnę raz jeszcze: ile budynków w Polsce jest podświetlanych w Dzień św. Patryka?

Ale w sumie - w normalnych okolicznościach machnąłbym na to ręką, pomyślał sobie o Together-Razem to co zazwyczaj o nich myślę i nie zarywał kolejnej nocy na pisanie tej notki. Jednak wszystko zmienia obecność senatora RP. Przypomnę raz jeszcze co napisało Together-Razem na swojej stronie: "Na uroczystość zawieszenia flagi  przybył z Polski przedstawicielu Senatu RP Maciej Łuczak wiceprzewodniczący senackiej komisji ds. emigracji i łączności z Polakami. Ten ostatni przekazał medal od Senatu Rzeczypospolitej dla Burmistrza w dowód uznania dla gestu uhonorowania Polski i Polaków w Cork oraz wspierania działań dla Polonii w mieści Cork."

No to jak to jest? Senator RP reprezentujący powagę i autorytet państwa polskiego wręcza tutejszemu samorządowcowi medal od Senatu Rzeczpospolitej, a tenże samorządowiec chwilę później złamał ustalenia jakie zawarł z, było nie było - polonijną organizacją - i nie pozwolił zawiesić polskiej flagi rzeczywiście nad głównym wejściem, o iluminacji budynku nie wspominając, mimo że podobno starania o to "trwały od maja"? Dodam, że pan senator też raczej nie przyleciał za swoje. Skoro polscy podatnicy płacą za takie wycieczki to należy się spodziewać namacalnych efektów.


Dlaczego stało się tak, jak się stało? Na stronach Together-Razem brak jest sensownego wyjaśnienia tej sytuacji Napisali jedynie że "Nie obyło się również bez potknięć, jak np. brak całościowego podświetlenia Urzędu Miasta w Cork od strony rzeki Lee, które niestety z przyczyn niezależnych od nas nie działało poprawnie, za co przepraszamy". Nie było ani całościowego ani częściowego, co widać na załączonym wyżej filmiku, chociaż później co niektórzy będą udawać że jednak "trochę z boku się świeciło". Dobrze chociaż że nie brną w jakieś bajki o "problemach technicznych" ale podają ważną informację że "przyczyny były od nich niezależne". Czyli - zadecydował ktoś inny. Trzeba więc zadać sobie pytanie: czy mamy tutaj do czynienia z sabotażem, dyplomatycznym skandalem, a może wręcz - antypolonizmem? To ostatnie wydaje się absurdem, ale gdy nie wiadomo o co chodzi, to wstępnie trzeba przyjąć każdą możliwość.

Jaki antypolonizm, skoro Polacy są przyjmowani w ratuszu a polska flaga wisiała nad ratuszem? - ktoś zapyta. Polityka rządzi się swoimi prawami. Uścisk dłoni i wspólna fotka nic nie kosztuje, tym bardziej gdy zbliżają się lokalne wybory w których Polacy mogą brać udział. Co do flagi to wisiała, ale, powtarzam, nad jednym z bocznych wejść - bo te główne jest chyba zarezerwowane dla tęczowych sztandarów LGBT. O iluminacji - można zapomnieć, żeby się Polakom zbyt wiele nie zdawało. Swoją drogą, nad ratuszem co chwilę wisi jakaś flaga, więc dwa dni jakoś idzie przeboleć. Nie zrozummy się źle: nie zarzucam antypolonizmu Irlandczykom, bo to wspaniały Naród który przyjął nas tutaj bardzo ciepło. Nie wykluczam natomiast tego, że w ratuszu może pracować jakaś osoba która nie pała sympatią do Polonii. I nie chodzi o burmistrza, tylko o kogoś kto np. steruje oświetleniem albo wydaje do tego odpowiednie dyspozycje. To tylko hipoteza, ale przypomnijmy sobie wydarzenia z 17 marca ub.r, kiedy to urząd miasta w Cork wydał zakaz przynoszenia na Paradę św. Patryka flag narodowych. Po fali krytyki się z tego pomysłu wycofał, ale i tak Polacy byli jedyną grupą która przeszła bez własnych flag.

A może - mamy do czynienia "tylko" z dyplomatycznym skandalem? Może wszystko odbyłoby się tak jak zaplanowano, gdyby nie obecność senatora RP z Prawa i Sprawiedliwości reprezentującego nasz Kraj? Może to ma być prztyczek dla rządzącej w Polsce partii? Pamiętamy przecież panią sędzię Aileen Donnelly która odmówiła ekstradycji polskiego przestępcy sugerując, że po wejściu w życie reform wymiaru sprawiedliwości w Polsce nie ma on gwarancji uczciwego procesu. Nie zapominajmy też o medialnej nagonce na Polskę jaka tradycyjnie rozpętała się tuż przed 11 listopada, a związana jest z Marszem Niepodległości. Być może w urzędzie miasta też są osoby pokroju pani sędzi? Czy w związku z tym senator RP Maciej Łuczak powinien zażądać zwrotu medalu od Senatu Rzeczypospolitej, skoro doszło do takich incydentów?

To są tylko, powtórzę, moje hipotezy, które stawiam z racji braku na stronach Together-Razem  sensownego wyjaśnienia tej sytuacji. Mało tego - zaczęły pojawiać się skadrowane zdjęcia wykonane już 12.11 wieczorem, a więc po zapowiadanym okresie iluminacji, mające sugerować że jednak chociaż część budynku była iluminowana na biało-czerwono. Panie i panowie, w tym dniu już nie było polskiej flagi, iluminacja dotyczyła czego innego i nie idźcie tą drogą bo kłamstwo ma krótkie nogi. Było tak, jak na filmiku powyżej. Dajcie też sobie spokój z prezentowaniem zdjęć wykonanych pod odpowiednim kątem które mają udawać że bok ratusza to jego front, bo to naprawdę dziecinada. Może ktoś kto nigdy w Cork nie był i nie widział tego budynku da się na to nabrać, ale przecież nie o to Wam chodzi?

Wracając jednak do meritum: co się stało, to się nie odstanie, ale trzeba przynajmniej spróbować wyjaśnić tę sprawę do końca. Powinno to zrobić Together-Razem, ale widać że najwyraźniej nie ma ochoty i woli brnąć w retorykę "nic się nie stało, Polacy nic się nie stało!" , "nie ma winnych, wszyscy święci" i "jest dobrze, jest dobrze, więc o co ci chodzi?" No dobrze, nic się nie stało, nie ma winnych, jest dobrze. Cork jak miasteczko Twin Peaks, normalnie.

Kończąc: 11 listopada b.r. żaden ważny budynek/miejsce w Irlandii, w tym i w Cork, nie został przez Irlandczyków iluminowany na biało-czerwono, pomimo że stanowimy największą mniejszość w tym kraju. Za kilka miesięcy będzie Dzień św. Patryka - Rodakom w Polsce pod rozwagę zostawiam pytanie, czy nie byłoby dobrze żeby tego dnia zamiast na zielono - podświetlić swoje budynku na biało-czerwono, skoro zabrakło tego w Irlandii?

Ale najważniejsze - 23 maja przyszłego roku w Irlandii będą kolejne wybory samorządowe. Możemy w nich głosować nawet nie mając obywatelstwa. Pójdźmy na te wybory i wybierzmy tych którzy rzeczywiście zobowiążą się wspierać Polonię. Najlepiej - Polaków, jeżeli tacy będą startować w wyborach. Ale tylko tych którzy najpierw coś robią i dopiero później o tym piszą. Speców od PR już nam nie potrzeba.

poniedziałek, 12 listopada 2018

Restauracje i bary w Cork: 143 V Cafè

Przy 143 Lower Glanmire Road w Cork znajduje się 143 V Cafè, niewielka wegańska restauracja czy też raczej kafejka. Wybraliśmy się tam wczoraj na niedzielny obiad. Menu krótkie, więc wybraliśmy burgery, Agnieszka z tofu a ja z seitanem.

/Powyżej: 143 V Cafè/

/Powyżej: mój wegański obiad ;-)/

niedziela, 11 listopada 2018

89 Warsztaty z My Little Craft World: 100-lecie odzyskania Niepodległości

Dzisiaj, 11 listopada, w Narodowe Święto Niepodległości, My Little Craft World zaprosiło wszystkie dzieci na kolejne warsztaty z cyklu "Poznajemy Polskę". Tym razem wiodącym tematem była setna rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości.

Na zajęciach dzieci wspólnie zaśpiewały hymn Polski, dowiedziały się dlaczego Polska zniknęła z mapy Europy aż na 123 lata oraz poznały sylwetki wielkich Polaków. Następnie mali artyści przygotowali dla siebie patriotyczne koszulki oraz kokardy narodowe. Na zakończenie zajęć każde dziecko otrzymało kolorowankę "100 lat niepodległości". Ponadto, ponieważ oprócz Narodowego Święta Niepodległości jest również Dzień Świętego Marcina, uczestnicy zajęć mogli skosztować poznańskich rogali świętomarcińskich. Zdjęcia z zajęć można zobaczyć w galerii My Little Craft w fb: LINK.

/Powyżej: wspólne zdjęcie uczestników warsztatów z My Little Craft World/

Poniżej - wspólne odśpiewanie Hymnu Polskiego:

sobota, 10 listopada 2018

Rogale świętomarcińskie w Cork

Jutro 11 listopada, Narodowe Święto Niepodległości. Ale również Dzień Świętego Marcina, a więc - cała Polska zajada się poznańskimi rogalami świętomarcińskimi. Również - Polonia w Cork, w tym - i my ;-) Udało mi się je kupić dzisiaj w sklepie Pewex.

/Powyżej: poznańskie rogale świętomarcińskie w Cork/

piątek, 9 listopada 2018

Irlandzkie bożonarodzeniowe znaczki pocztowe (4)

Do Świąt jeszcze trochę czasu, ale na poczcie pojawiły się już znaczki bożonarodzeniowe. W tym roku wyglądają tak jak poniżej. Jak wyglądały w poprzednich latach można zobaczyć tutaj: 2014, 2015, 2016.

/Powyżej: tegoroczne irlandzkie pocztowe znaczki bożonarodzeniowe/

czwartek, 8 listopada 2018

Wegański Quorn

O Quornie zastępującym mięso pisałem już 8 lat temu. Tymczasem niedawno w irlandzkiej sieci Dunnes Stores pojawiła się jego wegańska odmiana /wegetariańska zawierała w swoim składzie mleko i jajka/. Poniżej moje zakupy sprzed kilku dni, czyli wegańskie odpowiedniki paluszków rybnych, kiełbasek, burgerów, filetów i kotlecików z kurczaka. Naprawdę dobre, polecam.

/Powyżej: wegańska odmiana potraw z Quorna/

niedziela, 4 listopada 2018

A Cork Cinema Childhood i Art in Action

W głównej bibliotece w Cork przy Grand Parade ma miejsce m.in. wystawa prac Louisa Marcus'a. Wystawa, na którą składa się 16 obrazów, porusza dwa tematy: "A Cork Cinema Childhood" i "Art in Action".

"A Cork Cinema Childhood" jest niejako autobiograficznym wspomnieniem artysty czasu swojej młodości, gdy w centrum Cork działało dziewięć kin, po których obecnie nie ma już śladu. Dzięki rygorystycznej cenzurze wszystkie wyświetlane filmy były odpowiednie dla każdej grupy wiekowej a frekwencja w irlandzkich kinach była najwyższa w Europie. Z kolei "Art in Action" to swoisty kolaż sylwetek bohaterów dawnych mistrzów malarstwa umieszczonych we współczesnych wydarzeniach sportowych.

Poniżej po jednej z prac z dwóch tematów wystawy:



sobota, 3 listopada 2018

10-ty Cork and Kerry Food Market

Wczoraj i dzisiaj w Cork City Hall miał miejsce Cork and Kerry Food Market. Byłem na nim 2 lata temu, byłem też dzisiaj. Pomimo że, jak podają organizatorzy, była to jego 10-ta edycja i że wejście było bezpłatne /poprzednio kosztowało to standardowo jakieś 5 euro/ to wystawców było znacznie mniej niż 2 lata temu. Organizatorzy podają że było ich ponad 70-ciu, ale takie info podają co roku. Wg  mnie - stoisk było może połowę z tego. Z ciekawostek - tym razem było kilku producentów alkoholi, których z kolei nie widziałem poprzednio.

Poniżej - kilka zdjęć + moje drobne zakupy: dżem, gin, zupa grzybowa, wegańskie jogurty i chleb. Z ciekawostek: gin jest z dodatkiem wody morskiej i ma 43% ;-)




czwartek, 1 listopada 2018

47

Dzień Wszystkich Świętych, więc moje urodziny. Już - 47. Czas ucieka, wieczność czeka ;-)

Tak się złożyło, że ten wyjątkowy dzień w roku spędziłem on-line. Niestety, w rozumieniu jak najbardziej analogowym, czyli - stojąc 12 godzin przy linii w applowskiej montowni w Cork, gdzie obecnie pracuję. Dzień Wszystkich Świętych to w Irlandii zwykły dzień roboczy, niestety. Chyba już czas wracać do Polski.

Niemniej, Agnieszka pamiętała o torcie i urodzinowym prezencie ;-)

/Powyżej: urodzinowe upominki od Agnieszki/

poniedziałek, 29 października 2018

My Little Craft World na przedstawieniu "Jaś i Małgosia"

Dzisiaj w Midleton Amatorska Grupa Teatralna "Pani Sowa" wystawiła inscenizację bajki dla dzieci "Jaś i Małgosia". Oprócz spektaklu było też sporo zabawy, tańców, itp.  Nie zabrakło też stoiska My Little Craft World, na którym dzieci mogły wykonać pracę plastyczną związaną z bajką: piernikową chatkę baby Jagi, pacynkę Jasia i Małgosi lub piernikowego ludzika. I było to chyba najbardziej oblegane stoisko ;-)

Poniżej kilka zdjęć i filmik:




Poniżej - filmik:



niedziela, 28 października 2018

Bal na 100 lat

Dzisiaj, z okazji zbliżającej się setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, My Little Craft World zaprosiło wszystkie dzieci na "Bal na 100 lat".

Gościem specjalnym balu była Amatorska Grupa Teatralna "Pani Sowa", która przedstawiła spektakl "Czerwony Kapturek" i znane polskie wierszyki. Na początku balu wszyscy zatańczyli Poloneza. Każdy z uczestników balu otrzymał pamiątkowy kotylion. Bezpłatny poczęstunek dla dzieci i rodziców zapewniła firma MMM Family Bakery, która przekazała pączki i makowce. Rodzice mogli wziąć udział w loterii fantowej, gdzie /prawie/ każdy los wygrywał. Bal był bardzo udany i wszystkie dzieci świetnie się bawiły ;-) Było to pierwsze wydarzenie polonijne w Cork upamiętniające setną rocznicę odzyskania przez naszą Ojczyznę niepodległości.

Poniżej kilka zdjęć i filmik, więcej znajduje się w galerii My Little Craft World na fb: LINK:




Poniżej - krótki filmik z balu:

poniedziałek, 22 października 2018

Mniejsze zło

Film z 2009 roku, w reżyserii Janusza Morgensterna. Wydaje mi się ze mało znany, chociaż wystąpiła w nim plejada niegdyś uznawanych za dobrych aktorów /Gajos, Lubaszenko, Olbrychski, Zborowski, Kowalewski, Szyc, Cielecka, itp/ a obecnie znanych głównie z KODziarskich wygłupów.

Treść filmu w największym skrócie: rok 1980, student polonistyki debiutuje na łamach pisma literackiego, ale zaraz później dopada go niemoc twórcza. Nieco z przypadku zbliża się do Solidarności, jednocześnie dopuszcza się plagiatów które wydaje w drugim obiegu oraz za granicą, co niespodziewanie przynosi mu bardzo konkretną korzyść finansową. Wkrótce przechodzi przemianę duchową, dojrzewa, pieniądze uzyskane z plagiatów oddaje na rzecz Solidarności a sam trafia do więzienia, gdzie - tym razem już samodzielnie - pisze powieść. Warto dodać, że scenariusz filmu jest adaptacją książki Janusza Andermana "Cały czas", w której losy głównego bohatera toczą się dalej, za to coraz bardziej żałośnie.

Film ma wiele wątków i można się skupiać na każdym z nich, ale mnie, nie ukrywam, najbardziej zainteresował wątek finansowy, chociaż w filmie jest on potraktowany zupełnie marginalnie. No cóż, gentlemani z wiadomych względów o pieniądzach nie rozmawiają ale w erze powszechnego prekariatu trudno być gentlemanem. Tym bardziej gdy mamy do czynienia z dekonstrukcją mitu o niezależnych twórcach, którzy za pomocą maszyny do pisania walczyli z komuną. Wychodzi na to że walczyli, ale za gruby plik dolarów. Wg cennika przedstawionego w filmie - sama zaliczka na rzecz honorarium za debiutancką powieść "opozycjonisty" wydaną w Niemczech - to rok spokojnego życia w komunistycznej Polsce, słuchowisko napisane dla szwedzkiego radia - to trzy lata takiego życia, itp. Można? Można. Dodam, że autor powieści na podstawie której powstało "Mniejsze zło" z całą pewnością wie o czym pisze, przynajmniej w tym względzie.

Idę o zakład, że dla wielu "opozycyjnych" pisarzy lata 80-te ub.w. to były finansowe żniwa. Mieszkania wcześniej dała władza ludowa za przeróżne zasługi, od wierszy ku czci Stalina po poematy o Nowej Hucie - i wcale ich nie zabierała gdy pisarz zgłaszał akces do opozycji. Książki można było wydawać w cenzurze w dużych nakładach  ale za symboliczne honorarium, albo w glorii opozycjonisty publikować je za granicą w znacznie mniejszym nakładzie ale za bez porównania większe wynagrodzenie. Rachunek finansowy był prosty a i nimb bohatera walczącego z komuną - nie do pogardzenia.

Ot, taka moja refleksja, do przemyślenia.

sobota, 20 października 2018

Barm Brack - halloweenowy chleb z wróżbą

Zbliża się halloween, więc we wszystkich sklepach pojawił się Barm Brack, popularny w Irlandii chleb z rodzynkami. Najlepiej smakuje posmarowany masłem i podany z herbatą. Trzeba uważać przy jedzeniu - w jego wnętrzu powinny się znajdować różne przedmioty związane z wróżbami, jak to przy pogańskim święcie.

Te przedmioty to z reguły groszek, patyczek, kawałek tkaniny, moneta lub obrączka. Ziarnko grochu - to znaczy że nikogo się nie poślubi w tym roku, patyk - nieszczęśliwe małżeństwo lub ciągły spór, tkanina - pech lub bieda, moneta - szczęście i bogactwo, obrączka - ślub w ciągu roku. Kiedyś dodawano również medalik, najczęściej z Maryją, symbolizujący pójście do kapłaństwa lub do sióstr zakonnych, ale obecnie w postkatolickiej Irlandii zostało to zaniechane.

No cóż, jak to mawiają Słowacy: kto věří v pověry ten v Boha neverí /kto wierzy w przesądy ten nie wierzy w Boga/, niemniej na potrzeby tej notki na blogu kupiłem Barm Brack. Info o pierścionku i ziarnku grochu jest umieszczone na etykiecie, czyli gdybym zjadł go sam, to wyszłoby że ciągu roku zarówno kogoś poślubię, jak i - nie poślubię. Ot, na dwoje babka wróżyła ;-)

Poniżej - kupiony przeze mnie Barm Brack z informacją na etykiecie że m.in. zawiera pierścionek; kawałek chlebka z ledwie widoczną w prawym górnym rogu obrączką zawiniętą w papier; oraz - sama obrączka:




piątek, 19 października 2018

Cork, centrum wszechświata ;-)

Od kilku lat na ulicach miasta jest przeprowadzany projekt #reimaginecork. Z tego co doczytałem, idea powstała w 2014 roku na lokalnym forum internetowym People's Republic of Cork. Od tego czasu grupa wolontariuszy legalnie umieszcza w wielu miejscach graffiti upamiętniające historię miasta, znane postacie, itp. W ramach tego pomysłu zrealizowano np. plan przemalowania znajdujących się przy ulicach skrzynek elektrycznych, czyniąc z nich "Welcome Boxes" przez umieszczenie na nich powitania w wielu językach a jednocześnie w humorystyczny sposób podkreślając wyjątkowość miasta. Przy South Mall Street znajduje się również taka skrzynka w języku polskim ;-)

/Powyżej: skrzynka przy South Mall Street/

środa, 17 października 2018

Here, Now

Od 27 września do  27 października b.r. w Lavit Gallery w Cork ma miejsce wystawa "Here, Now". Autorką prac jest Una Sealy. Artystka tworzy od 30 lat, jej prace znajdują się w wielu kolekcjach publicznych i prywatnych.

/Powyżej: tryptyk "Last Bend for home", jedna z prac na wystawie/

sobota, 13 października 2018

Hiszpania: powrót do Cork

Wracamy do Cork, przez Londyn. Przed wyjazdem na lotnisko: sałatka z jadalnymi kwiatkami. Kwiatki smakowały tak, jak kwiatki. Ciekawe doświadczenie kulinarne, ale w moim przypadku raczej jednorazowe ;-)

Na lotnisku w Alicante oddaliśmy samochód. I to już koniec naszej wycieczki do Hiszpanii. Wsiadamy w samolot do Londynu, tam przesiadamy się na kolejny do Cork. Po raz pierwszy mieliśmy w Cork - po powrocie z UK - szczegółową kontrolę paszportową. Do tej pory albo jej nie było w ogóle, albo była ta czysta formalność polegająca na przechodzeniu obok urzędnika z dowodem tożsamości w garści. Co prawda ostatni raz przekraczaliśmy tę granicę w lutym i w maju ubiegłego roku, niemniej - pierwszy raz spotkałem się z czymś takim. Czyli - Brexit staje się faktem.

Zdjęcia z naszego pobytu w Hiszpanii można zobaczyć w galerii na moim fb: LINK.

/Powyżej - moja sałatka ;-)/

czwartek, 11 października 2018

Hiszpania: Guadalest /Zamek św. Józefa/

W małej wiosce Guadalest wznoszą się ruiny XI wiecznego zamku św. Józefa. Wybudowany jeszcze przez muzułmanów podczas arabskiej okupacji, pierwotnie nosił nazwę L'Alcazaiba. Rozpościera się niego wspaniały widok na okolicę, z sadami cytrusów, migdałowców i gajami oliwnymi.

Poniżej - kilka zdjęć:






środa, 10 października 2018

Hiszpania: Guadalest /Muzeum Solniczek i Pieprzniczek/

W niewielkiej wiosce Guadalest znajduje się co najmniej kilka różnych muzeów, mniej lub bardziej interesujących. Mieszkańcy żyją z turystów, więc jest jak jest ;-) Chyba najbardziej na uwagę zasługuje Muzeum Solniczek i Pieprzniczek, reklamujące się jako "jedyne w Europie".

Muzeum mieści się na zapleczu sklepu z pamiątkami i posiada w swojej kolekcji podobno aż 20 tysięcy eksponatów. Nie liczyłem, ale jestem skłonny w to uwierzyć, ponieważ było ich tam naprawdę mnóstwo. Jest też i polski akcent w postaci zdjęć z kopalni soli w Wieliczce. Na mapie zwiedzający przybijają szpilki zaznaczając miasta z których przyjechali. Jak widać, było też wielu Rodaków.

Poniżej kilka zdjęć z muzeum, ostatnie - to nasz komplet który kupiliśmy sobie w  "muzealnym" sklepiku:






wtorek, 9 października 2018

Hiszpania: Terra Natura Benidorm

W Benidorm, pomiędzy Alicante a Calpe, znajduje się Terra Natura Benidorm, otworzony w 2005 roku spory ogród zoologiczny, w którym żyje ok. 1500 zwierząt z 200 gatunków. Można tam spędzic cały dzień. Ogród został zaprojektowany tak żeby pokazać zwierzęta żyjące w stanie najbliższym naturze. Nie ma ciasnych klatek, są naprawdę spore wybiegi. Duże wrażenie zrobił pokaz umiejętności drapieżnych ptaków.

Poniżej - kilka zdjęć:






poniedziałek, 8 października 2018

Hiszpania: piwo z McDonalda

W kilku krajach na świecie McDonald sprzedaje piwo. Okazuje się, że w Hiszpanii również a przynajmniej - w Alicante. Zamówiłem, spróbowałem. Nic nadzwyczajnego, w sumie nie dałem rady wypić do końca, inna rzecz - że piwoszem nie jestem. Kilka lat temu w Polsce również pilotażowo próbowano wprowadzić piwo do menu tego fastfooda, ale - się nie udało, nie było zainteresowania wśród klientów którzy, zresztą słusznie, postrzegali to miejsce jako bar dla młodzieży i rodzin z dziećmi, więc alkohol nie był tam nam miejscu.

/Powyżej: piwo z McDonalda/