sobota, 26 maja 2018

Africa Day Cork 2018

Dzisiaj w Fitzgerald Park miał miejsce Africa Day Cork, czyli Dzień Afryki w Cork. Dużo muzyki, sporo zabaw dla dzieci, namiot z mniej lub bardziej "afrykańskimi" potrawami /bardziej mniej, niż bardziej ;-)/, itd., itp. Kilka zdjęć i filmik - poniżej:








Poniżej - krótki filmik:

piątek, 25 maja 2018

"Aborcyjne" referendum w Irlandii

W dzisiejszym "aborcyjnym" referendum w Irlandii głosowała również Agnieszka, która niedawno otrzymała irlandzkie obywatelstwo. Jak widać, zachowała się jak trzeba. 

Niestety, większość innych osób biorących udział w tym głosowaniu miało inne zdanie niż mieli 35 lat temu Irlandczycy, wprowadzając do swojej konstytucji poprawkę zakazującą aborcji. Poprawkę zniesiono, droga do aborcji na żądanie stoi otworem /formalnie, bo nieformalnie zakaz aborcji w Irlandii od dawna jest fikcją/. Tym samym mit "katolickiej" Irlandii ostatecznie runął w gruzach. Przypomnę, że dokładnie 3 lata temu również zmieniono konstytucję wprowadzając tutaj małżeństwa osób tej samej płci.  Są już małżeństwa gejowskie, za chwilę będzie aborcja. Co będzie kolejne w zlaicyzowanej Irlandii - eutanazja?

Ale życie nie znosi próżni. 35 lat temu Irlandczycy opowiedzieli się za zakazem zabijania nienarodzonych dzieci. Wczoraj - większość głosujących w referendum uznała że "ma prawo" do aborcji. Myślę że nie później niż za kolejne ćwierć wieku zakaz aborcji zostanie w Irlandii wprowadzony ponownie - tym razem jako prawo Szariatu...

/Powyżej: Agnieszka głosuje w referendum/

niedziela, 20 maja 2018

List pasterski bp Johna Buckley'a nt. referendum dot. uchylenia 8. poprawki do Konstytucji Irlandii wprowadzającej zakaz wykonywania aborcji

Na dzisiejszej Mszy Św. w St Augustines Church w Cork został odczytany list pasterski bp Johna Buckley'a, biskupa diecezji Cork i Ross, dotyczący zbliżającego się referendum "aborcyjnego" w Irlandii. Stanowisko biskupa jest jasne: wierni powinni głosować "za życiem".

Poniżej: list pasterski odczytany na Mszy Św. w Cork:

sobota, 19 maja 2018

Afrykańscy bębniarze

Dzisiaj na St Patrick Street w Cork grupa afrykańskich bębniarzy zabawiała przechodniów swoją muzyką.

/Powyżej: afrykańscy bębniarze/

Poniżej - krótki filmik:

piątek, 18 maja 2018

Ulotki: za aborcją i za życiem

Dzisiaj w mojej skrzynce pocztowej znalazłem dwie ulotki w związku z planowanym referendum "aborcyjnym" w Irlandii: za i przeciw aborcji. 

Ta za aborcją jest w większym formacie, na lepszym papierze z większą ilością stron. Ta za życiem - wyraźnie skromniejsza. Jak widać, wujek Soros i inni szatani którzy są czynni w tej sprawie głębiej sięgnęli do kieszeni. Podobnie zresztą jak to było w przypadku "tęczowego" referendum...

/Powyżej: ulotki za aborcją i za życiem/

wtorek, 15 maja 2018

Paryż: kłódka na Passerelle Debilly

W 1898 roku w ramach przygotowań do wystawy światowej w Paryżu zbudowano prowizoryczną żelazną kładkę dla pieszych, obecnie zwaną Passerelle Debilly. Jak to z prowizorkami bywa, często służą kolejnym pokoleniom - nie inaczej stało się z rzeczoną kładką. Ten most jest - obok Wieży Eiffla - uznany za drugi paryski zabytek metalurgii zaklasyfikowany jako zabytek o szczególnej wartości historycznej. Obecnie znany jest również z tego, że zakochani przypinają tutaj kłódki ze swoimi imionami. Zrobiliśmy tak samo ;-)

/Powyżej: widok z Passerelle Debilly na Wieżę Eiffla/

/Powyżej: nasza kłódka/

/Powyżej: fragment balustrady kładki/

Paryż: Płomień Wolności

W 1997 roku przy wjeździe do położonego pod mostem tunelu Alma zginęła księżna Diana. 8 lat wcześniej, w 1989 roku ustawiono w tym miejscu "Płomień Wolności", rzeźbę będąca pełnowymiarową repliką pochodni trzymanej w prawej ręce przez nowojorską Statuę Wolności. Pomimo że rzeźba powstała z okazji setnej rocznicy wydawania w Paryżu anglojęzycznej gazety "International Herald Tribune", to jednak po śmierci Diany stała się nieoficjalnym pomnikiem ku jej czci. Podobno większość osób które tutaj przychodzi jest przekonana, że pomnik został postawiony właśnie dla niej.

/Powyżej: "Płomień Wolności"

/Powyżej: kwiaty składane w hołdzie księżnej Dianie/

/Powyżej: tunel w którym zginęła Diana/

poniedziałek, 14 maja 2018

Paryż: Pole Marsowe

Wieczorem idziemy na spacer na Pole Marsowe. Kiedyś ćwiczyło tutaj wojsko /stąd nazwa/, świętowano zdobycie Bastylii, organizowano próby lotów balonem i wystawy światowe. Teraz - to miejsce gdzie turyści leżąc na kocykach raczą się winem podziwiając Wieżę Eiffla. Jeżeli ktoś zapomniał swojego napoju - bez problemu może go kupić u kręcących się bezustannie sprzedawców, czy to w dzień, czy w nocy.

/Powyżej: Pole Marsowe i Wieża Eiffla/

Paryż: Place de la Concorde

Z katedry Notre-Dame udajemy się na Place de la Concorde /pl.: plac Zgody/. To tutaj w czasie rewolucji ścięto na gilotynie króla Ludwika XVI i królową Marię Antoninę oraz ponad 1300 innych osób. Obecnie na środku placu znajduje się egipski obelisk podarowany w 1831 roku przez ówczesnego wicekróla Egiptu. Obelisk ma ponad 3300 lat, ma 23 metry wysokości, waży 230 ton i pochodzi ze świątyni w Luksorze. Na placu znajdują się również dwie fontanny: Fontanna Rzek i Fontanna Mórz.

/Powyżej: Place de la Concorde, przy pomniku po prawej stronie stała gilotyna//

/Powyżej: Place de la Concorde, na pierwszym planie egipski obelisk, następnie - nieco za mgłą -widać Wieżę Eiffla/

Paryż: Katedra Notre-Dame

Kolejnym naszym przystankiem po Luwrze jest katedra Notre-Dame. 

Tym razem wchodzimy znowu praktycznie bez kolejki, oczywiście po uprzedniej kontroli. Wspaniała świątynia, pokazującą dawną dumną przeszłość Francji. Teraz garstka wiernych uczestnicząca akurat we Mszy Św. jest otoczona barierkami a dookoła bez skrępowania chodzą turyści i robią im zdjęcia. Na placu przed katedrą, który od 2006 roku nosi nazwę Jana Pawła II, znajduje się niewielka ośmioramienna gwiazda będąca "punktem zero". Umieszczono ja tutaj w 1769 roku i służyła do odliczania odległości do wszystkich miast Francji - i nie tylko.

/Powyżej: Katedra Notre-Dame/

/Powyżej: wnętrze katedry/

/Powyżej: punkt zero przed katedrą/

Paryż: Luwr

Poniedziałek zaczynamy od zobaczenia Luwru, przynajmniej z zewnątrz. Zazwyczaj w ten dzień galerie i muzea są nieczynne, ale - nie tutaj. W Paryżu tym dniem jest wtorek. 

Przez wejście w szklanej piramidzie stosunkowo szybko dostajemy się do środka - oczywiście przechodząc kontrolę. W środku - mnóstwo ludzi w następnej kolejce do kolejnej bramki bezpieczeństwa, przez którą można wejść na wystawy. Na oko co najmniej godzinę-dwie czekania, jak nie dłużej. Udało nam się wejść niemal bez kolejki do Centre Pompidou i na Wieżę Eiffla /nieco antycypując: bez kolejki wejdziemy również do katedry Notre-Dame/ ale tutaj szczęście nas opuściło. Nie chcemy tracić tyle czasu, poprzestajemy więc na kawie i ciastku w kafejce i spacerze wokół piramidy. A właściwie - trzech piramid ulokowanych na tym placu, pomimo że w oczy rzuca się tylko największa.

/Powyżej: Luwr/

/Powyżej: po wejściu, pod szklaną piramidą/

/Powyżej: z tyłu piramidy/

niedziela, 13 maja 2018

Paryż: Bazylika Sacré-Cœur

Na niedzielną Mszę Świętą poszliśmy do Bazyliki Sacré-Cœur. Znajduje się ona na na szczycie wzgórza Montmartre, skąd można podziwiać również panoramę Paryża. 

Powstała jako votum wdzięczności dwóch francuskich przemysłowców za uratowanie Paryża od zniszczeń wojennych podczas wojny francusko-pruskiej w 1870 roku. Ukończono ją w 1914 roku ale wybuch I wojny światowej uniemożliwił konsekrację, która odbyła się 5 lat później, w roku 1919 roku. Znajduje się tutaj największy dzwon w Paryżu, ważący 19 ton i nazwany "Savoyarde". Bazylika coraz bardziej zaczyna przypominać muzeum, ale Msze Św. jeszcze są odprawiane. Modlił się w tym miejscu również Jan Paweł II. Przed wejściem do bazyliki stoi trzech uzbrojonych żołnierzy a ochrona sprawdza wszystkich wchodzących /podobnie jak w Pompidou, wieży Eiffla, itp./ Tak teraz tutaj mają. U nas do galerii sztuki współczesnej czy zabytkowego kościoła ciągle można wejść bez kontroli osobistej. I oby jak najdłużej...

/Powyżej: Bazylika Sacré-Cœur/

/Powyżej: widok z bazyliki/

Paryż: Le Passe-Muraille

Na Montmartre przy niewielkim placu im. Marcela Aymé znajduje się pomnik mężczyzny przechodzącego przez ściany. 

Jego twórcą jest Jean Marais, pomnik powstał w 1989 roku jako hołd złożony "Le Passe-Muraille", jednemu z opowiadań francuskiego pisarza, od którego imienia został nazwany ten plac. Opowiadanie którego tytuł można przetłumaczyć jako "Człowiek który przechodził przez ściany" powstało w 1943 roku i powiada o mężczyźnie w średnim wieku który nagle zauważył u siebie ten niezwykły dar. Początkowo nie miał zamiaru go używać wkrótce jednak wykorzystuje go - najpierw mszcząc się na swoim szefie, później okradając banki i sklepy jubilerskie by w końcu zakradać się do zamężnej kobiety pod nieobecność jej męża. Właśnie wracając od niej stracił swój dar i został uwięziony w murze. Jedna z dłoni tego pomnika jest wyraźnie jaśniejsza - to efekt tysięcy dotknięć przez turystów którzy próbują "pomóc" mężczyźnie wydostać się z muru ;-)

/Powyżej: Le Passe-Muraille/

Paryż: zupa cebulowa

W jednej z knajpek na Montmartre jemy obiad. Najbardziej francuskie i wegetariańskie danie jakie udało mi się tutaj znaleźć - to zupa cebulowa. A - i wypiłem tutaj najdroższe piwo jakie do tej pory miałem okazję: 11 euro za kufelek zwykłego jasnego. Cenią się ;-)

/Powyżej: zupa cebulowa/

Paryż: Montmartre

Montmartre to historyczna dzielnica Paryża, która od XIX wieku stała się ulubionym miejscem artystycznej cyganerii. 

Dzielnica jest położna na wzgórzu o tej samej nazwie. Prawdopodobnie tutaj około roku 250 poniósł męczeńską śmierć pierwszy biskup Paryża św. Dionizy z dwoma towarzyszami Rustykiem i Eleuterem. Również tutaj w 1534 roku Ignacy Loyola złożył śluby założenia zakonu Jezuitów. Na szczycie wzgórza mieści się Bazylika Sacré-Cœur /Bazylika Najświętszego Serca/.

/Powyżej: artyści na Montmartre/

/Powyżej: artyści na Montmartre/

Paryż: Ściana Miłości

W parku Jehan Rictus w Montmartre znajduje się Ściana Miłości /fr.: Le mur des je t'aime/. 

Jej twórcami są Fédéric Baron i Claire Kito. Ściana o wymiarach 40 metrów kwadratowych została wykonana w 2000 roku i składa się z 612 emaliowanych płytek na których zwrot "Kocham Cię" jest umieszczony 311 razy w 250 językach. Mur, będąc symbolem podziału i separacji, tutaj pełni rolę wsparcia dla najpiękniejszych ludzkich uczuć. Czerwone plamy na ścianie symbolizują części złamanego serca, po zebraniu utworzą pełne serce ;-)

/Powyżej: Ściana Miłości/

Paryż: Plac Pigalle

Nieopodal kabaretu Moulin Rouge znajduje się słynny Plac Pigalle, uwieczniony w 11 odcinku serialu "Stawka większa niż życie" dzięki hasłu: "W Paryżu najlepsze kasztany są na placu Pigalle". Sam odcinek nosił tytuł, nomen omen, "Hasło".

No cóż, może w nocy przy zaświeconych neonach ma to jakiś wątpliwy urok, ale w dzień odrapane tynki i zaśmiecona fontanna bez wody bardziej przypomina jakieś polskie powiatowe miasteczko z wczesnych lat 90-tych ub.w. a nie jeden z bardziej znanych placów Paryża. O kasztanach oczywiście nikt tam raczej nie słyszał ;-), za to wokół placu jest sporo sex-shopów, lokali z tancerkami go-go, itp.

/Powyżej: Plac Pigalle/

/Powyżej: Plac Pigalle/

Paryż: Moulin Rouge

Drugi dzień w Paryżu postanowiliśmy rozpocząć od obejrzenia budynku kabaretu Moulin Rouge.

/Powyżej: Moulin Rouge/

sobota, 12 maja 2018

Paryż: Wieża Eiffla

Wieczorem pierwszego dnia wybraliśmy się na spacer pod Wieżę Eiffla. Niespodziewanie dla nas samych - niemal od razu wjechaliśmy na sam jej szczyt ;-)

Kilka tygodni wcześniej próbowaliśmy przez internet zarezerwować wejście na wieżę, ale nie było już miejsc. Planowaliśmy wejść na nią dopiero jutro, nastawiając się na nawet kilkugodzinne stanie w kolejce, ale nagle, przypadkowo, spacerując wokół niej znaleźliśmy się tuż przy wejściu. Było ok. 22:00, przed nami w kolejce do kontroli stało ledwie kilka osób. No właśnie, trzeba wspomnieć o kontrolach: są praktycznie przy każdej turystycznej atrakcji i nie mniej rygorystyczne jak te na lotnisku. Poszliśmy do kas i kupiliśmy bilety na sam szczyt wieży - również bez żadnej kolejki. Widoki na drugim poziomie na którym zmieniamy windę - fantastyczne, na trzecim - jeszcze lepsze, chociaż ogląda się je przez drucianą siatkę i mocno wieje. Wyjątkowe przeżycie ;-)

/Powyżej: wieża Eiffla/

/Powyżej: oznaczone "miejsce do pocałunków" na samym szczycie wieży;-) /

/Powyżej: ;-) /

/Powyżej: wieża Eiffla widziana z dołu/

Paryż: Hôtel Ampère

Z Centre Pompidou jedziemy do hotelu Ampère, gdzie zatrzymamy się na trzy kolejne noce. Jest w centrum, blisko stacji metra Pereire. 

Spędziłem w necie trochę czasu na wybieraniu hotelu. Standard sporej części z nich, pomimo gwiazdek, to jakieś nieporozumienie. W Polsce by to nie przeszło ale tutaj turystów sporo, więc wszystko da się sprzedać. Ot, Francja-elegancja... Tak czy owak, odpowiedni hotel znalazłem o czym świadczy to, że witali mnie po nazwisku na ekranie hotelowego telewizora ;-)

/Powyżej: telewizor w pokoju/

Paryż: Centre Pompidou

Wylądowaliśmy ok. 9:30, hotel będziemy mieli dostępny od godz. 14:00, więc żeby nie tracić czasu prosto z lotniska jedziemy do Centre Pompidou, muzeum sztuki współczesnej działającego od 1977 roku. 

Sam budynek wygląda fantastycznie, wszystkie instalacje zostały wyprowadzone na zewnątrz. Czytałem o sporych kolejkach do tego muzeum, więc przezornie kupiłem bilety wcześniej przez internet. Traf chciał że udało nam się wejść praktycznie od razu, ale gdy wychodziliśmy kolejka do wejścia ciągnęła się przez cały plac. Ale - kolejka powstaje nie dlatego że chętnych jest dużo a kas biletowych mało, ale dlatego że każdy przed wejściem przechodzi przez bramkę bezpieczeństwa z prześwietleniem wnoszonych toreb, itp. Zostawiamy bagaż w przechowalni i najpierw udajemy się na swego rodzaju taras widokowy z którego można podziwiać panoramę miasta, z wieżą Eiffla włącznie. Później - oglądamy wystawy.  Bez genderyzmu i pochwały lewactwa. Można? Można.

/Powyżej: budynek Centre Pompidou/

/Powyżej: fragment wystawy w Centre Pompidou/

Rocznica ślubu - w Paryżu

Zbliża się rocznica naszego ślubu. Postanowiliśmy obchodzić ją w Paryżu :-) Będziemy tam od 12 do 15 maja. Wyjeżdżamy najpierw autobusem z Cork do Dublina, później lecimy na paryskie lotnisko Charles de Gaulle. Wracać będziemy z lotniska Beauvais-Tillé. A zatrzymamy się w Hôtel Ampère.

/Powyżej: lecimy do Paryża ;-)/

piątek, 11 maja 2018

"Biała Masajka" i "Moja afrykańska miłość"

Od razu, tytułem wyjaśnienia: książkę "Moja afrykańska miłość", /podobnie jak wcześniej "Hinduska miłość" ;-)/ przeczytałem tylko i wyłącznie dlatego że trafiły do sklepu w którym pracuję. Tematyka niespecjalnie dla mnie, ale książka po polsku to jest tam prawdziwy biały kruk, więc - trzeba przeczytać ;-)

"Moja afrykańska miłość" to dalsza cześć losów Corinny Hofmann, "białej Masajki", Szwajcarki która będąc turystycznie wraz ze swoim ówczesnym narzeczonym w Kenii, zauroczyła się w przygodnie spotkanym masajskim wojowniku, porzuciła zarówno narzeczonego jak i wygodne życie w swoim kraju, wzięła ślub z Masajem i zamieszkała z nim w kenijskim buszu. Tam otwiera pierwszy sklep w okolicy ale finansowo kończy się to klapą: pod jej nieobecność małżonek rozdaje towar na lewo i prawo: rodzinie, sąsiadom i sąsiadom sąsiadów, zupełnie nie rozumiejąc jak działa przepływ gotówki. Na poczynione uwagi że "przecież potrzebujemy pieniędzy" odpowiada z właściwą sobie prostotą: "weź je tak jak poprzednio, z banku". Dla niego, tak jak i dla wielu niezbyt rozgarniętych "zachodnich" lewaków, pieniądze biorą się "z banku". Chociaż, zważywszy na to że obecnie to banki kreują pieniądze jest w tym jednak sporo prawdy, no ale - to nie ten przypadek.

Historia bez happy endu, różnice cywilizacyjne i kulturowe są zbyt duże: po czterech latach główna bohaterka ledwie uchodzi z życiem i uciekając się do postępu wraca do Szwajcarii wywożąc również urodzoną w Kenii córeczkę. O tych swoich losach Hofmann napisała w bestsellerowej książce "Biała Masajka". Przyznaję - nie czytałem, ale specjalnie obejrzałem film nakręcony na jej podstawie, podobno - bardzo wiernie /chociaż nie od dzisiaj wiadomo, że co książka, to książka/.

/Powyżej: plakat z filmu "Biała Masajka" i okładka książki "Moja afrykańska miłość"

Mija 14 lat, Corinna Hofmann już dawno uzyskała rozwód przed szwajcarskim sądem chociaż ma problemy z umocowaniem tego wyroku w Kenii, "Biała Masajka" przyniosła autorce międzynarodową sławę oraz pewne stabilne zaplecze finansowe /warto wspomnieć, że mimo swojej "ucieczki" cały czas wspierała finansowo ex-męża i jego rodzinę, co z jednej strony czyni ich chyba najbogatszymi w wiosce, bo zamiast w chatce z krowich placków mogą mieszkać w drewnianych domach i nie cierpią więcej głodu, ale z drugiej strony jej były mąż stając się pośmiewiskiem popada w alkoholizm i trafia do więzienia. Wychodzi z niego, odstawia alkohol, ale nie jest już tym samym dumnym wojownikiem co dawniej. Sama Corinna rozstała się ze swoim partnerem który chyba nie mógł znieść presji że jest tylko facetem "białej Masajki" i jej dawny związek położy cień na jej dalsze życie. W takich to okolicznościach, po upewnieniu się że nie zostanie aresztowana przez kenijskie władze za uprowadzenie córki /która w świetle tamtejszego prawa należy do ex-męża/ Corinna Hofmann przyjeżdża na 2-tygodnie do swojej "afrykańskiej rodziny". Na razie jednak bez córki, obawy związane z jej bezpieczeństwem biorą górę. Co mogło zagrażać córce? To samo co innym dziewczynkom w kenijskim plemionach: szybki ślub z o wiele starszym mężczyzną którego nigdy wcześniej nie widziała, a przed ślubem - konieczne tradycyjne obrzezanie. O tym właśnie pisze w swojej książce "Moja afrykańska miłość".

Jej ex-mąż ma już kolejne dwie żony ale i ją traktuje de facto jak swoją żonę, chociaż nie w sensie absolutnie dosłownym. Przez te 14-lat wiele się zmieniło, zachodnia cywilizacja coraz śmielej wchodzi nawet do afrykańskiego buszu, ku utrapieniu co niektórych białych turystów łaknących "egzotyki", ale chyba z radością witana przez tubylców, których życie przez to staje się chociaż trochę łatwiejsze. Bohaterka odwiedza dawne miejsca ale również zagląda na plan filmowy... "Białej Masajki", czyli obrazie opowiadającym o jej najważniejszej chyba części życia.

Tak swoją drogą, to co mnie najbardziej uderzyło zarówno w filmie jak i książce to traktowanie białych przez czarnych jak chodzących bankomatów. Na każdym kroku: "daj pieniądze", nachalne dopominanie się o prezenty, ba, nawet swoją pożegnalną ucztę w wiosce "biała Masajka" musi sfinansować sama. Nie pisząc już o takim kuriozum jak Msze Święte odprawiane przez włoskiego księdza na misji, na których frekwencję i to wyłącznie kobiet zapewnia rozdawanie bezpośrednio po nich... tytoniu. O jakiejkolwiek "tacy" można, jak rozumiem, zapomnieć.

Nie mnie oceniać postępowanie autorki, zrobili to inni często nie szczędząc jej bardzo gorzkich słów - i to z reguły najbardziej krytyczne były kobiety. Ja tam na swój sposób ją podziwiam, chociaż dobrze się to nie skończyło i zraniło wiele osób. Jednak warto przeczytać chociażby po to żeby w stosunkowo lekko podany sposób poznać zwyczaje i tradycje panujące gdzieś na "końcu świata", jednocześnie Panu Bogu dziękując że się mieszka tu - gdzie mieszka, w cywilizacji łacińskiej stworzonej przez białego człowieka, jakkolwiek rasistowsko by to dla niektórych zabrzmiało.

poniedziałek, 7 maja 2018

Życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo

35 lat temu na podstawie wyników referendum z 7 września 1983 roku Irlandczycy przyjęli 8 poprawkę do Konstytucji Irlandii, wprowadzającej zakaz wykonywania aborcji. W tym roku, wskutek de facto porzucenia katolicyzmu, zmasowanej akcji lewackich partii oraz medialnej propagandy, 25 maja b.r. odbędzie się kolejne referendum, tym razem dotyczące uchylenia tej poprawki. 

Im bliżej referendum, tym więcej plakatów na mieście, chociaż proaborcjoniści zaciekle zrywają i niszą te prolife. Tak czy owak - na zdjęciu poniżej na jednym słupie dwa plakaty, za zachowaniem poprawki i przeciwko, za życiem i za aborcją. Kiedy je zobaczyłem od razu przypomniała mi się biblijna przestroga: "Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładąc przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo" /Pwt 30, 19/. Co wybiorą Irlandczycy? Przekonamy się za niespełna 3 tygodnie...

/Powyżej: plakaty na Blackpool w Cork/

środa, 2 maja 2018

Namioty bezdomnych w Cork

O bezdomnych w Cork już pisałem kilkakrotnie. W skrócie: ich liczba rośnie, tylko na St Patrick's Street, głównej ulicy Cork, każdej nocy śpi po kilkanaście osób. Jeszcze do niedawna spali w śpiworach, teraz pojawiły się już namioty. Z uwagi na ich karnację, są to zapewne owi osławieni "uchodźcy" spoza Europy, których przyjęcie Irlandia na wyścigi deklarowała a teraz nie ma co z nimi zrobić...

/Powyżej: miejsce do spania przy St Patrick's Street/

/Powyżej: namiot na St Patrick's Street/

/Powyżej: namiot przy Popes Quay, nieopodal dworca autobusowego/