Strony

wtorek, 31 marca 2026

86 wizyta w Polsce /4/: bawialnia Bullerbyn

Wybraliśmy się do krakowskiego Bullerbyn, czyli domu z ogrodem i kilkoma pokojami, przerobionymi na sale zabaw. Dzieci jak zwykle świetnie się bawiły ;-)

Poniżej kilka zdjęć, bawialnię można zobaczyć na moim YT /od 8:36 minuty/: LINK.




poniedziałek, 30 marca 2026

86 wizyta w Polsce /3/: niedziela palmowa

Wczoraj wybraliśmy się na krakowski Rynek, żeby obejrzeć barwną procesję z palmami wielkanocnymi oraz świąteczne dekoracje.

Poniżej kilka zdjęć, procesję można zobaczyć na moim YT /od 3:30 minuty/: LINK.



niedziela, 29 marca 2026

86 wizyta w Polsce /2/: urodziny Agnieszki

 Dzisiaj, w gronie rodziny i najbliższych przyjaciół, świętujemy urodziny Agnieszki :-)

/Powyżej: urodziny Agnieszki/

sobota, 28 marca 2026

86 wizyta w Polsce /1/: jedziemy do Dublina, lecimy do Krakowa

Lecimy do kRAJu :-) Tym razem tradycyjnie: autobusem do Dublina, a stamtąd lot do Krakowa.

 Najpierw jednak taksówka na przystanek autobusowy. Dzieje się coś dziwnego: to krótki kurs, ale zawsze te prawie 20 euro wpada. Tymczasem w aplikacji bolta nie można zamówić z wyprzedzeniem takiego kursu, bo spotykamy się z odmową, że: "na tym obszarze takie zamówienie jest niemożliwe". Mało tego, kierowcy, jeden po drugim, odrzucają ten kurs, ale wcześniej jest wyraźna informacja, że opłata jest wg taksometru, a nie normalnie wyliczona z góry, jak to jest u bolta. Oczywiście, bolt pobiera środki, ale później trzeba albo dopłacić albo zwrócą parę euro, jeżeli jakimś cudem wyjdzie taniej. Dziwne, bo jeszcze do niedawna wszystko tutaj działało normalnie. No nic, zamawiam z innej apki /freenow/, oczywiście też opłata wg taksometru, kierowca wyraźnie jedzie dłuższą trasą w dodatku stając w lekkim korku. Taka sytuacja /z brakiem możliwości zamówienia wcześniej przejazdu oraz nałożeniem trasy/ już nam się zdarzyła poprzednio. Jak to ma tak wyglądać, to następnym razem pojedziemy chyba autobusem, względnie podrzuci nas sąsiadka, która już to zresztą proponowała.

Jedziemy autobusem CityLink /dawniej: GoBus/. Absolutnie wszystkie miejsca zajęte, łącznie z rozkładanym siedzeniem obok kierowcy: pierwszy raz coś takiego widziałem. Inna rzecz, że połowa osób wysiadła w mieście, co też było dziwne, bo jednak większość zawsze jechała na lotnisko. Na lotnisku "odkryliśmy" prawdopodobnie nowy placyk zabaw dla dzieci. Zamieszanie przy odprawie: Agnieszka podała prawo jazdy, zamiast dowodu osobistego, i wpadła w lekką panikę, ale ma szczęście szybko odnalazła i dowód, a do tego również paszport ;-) Lot przebiegł spokojnie, na lotnisku już bez problemu zamawiamy bolta, z jasno określoną ceną, itp.

W domu: jeszcze stała choinka, której nie zdążyliśmy rozebrać przy poprzednim pobycie, więc od tego zaczęliśmy moją 86 wizytę w Polsce :-) 

Poniżej kilka zdjęć, filmik z tego dnia można zobaczyć na moim YT: LINK.




wtorek, 24 marca 2026

Dubajskie słońce, irańskie drony i polska skarbówka

Historia jak wiadomo, lubi się powtarzać, chociaż z reguły jako farsa. W 1939 roku, podpuszczeni przez Anglię i Francję, odmówiliśmy Niemcom budowy eksterytorialnego korytarza, czyli autostrady i linii kolejowej, łączącego je z Prusami, co skończyło się dla nas przegraną wojną i okupacją niemiecką a później radziecką. Skutki tego odczuwamy do dzisiaj. W 2026 roku, Trump, być może obrażony przez to, że nie dali mu pokojowej nagrody Nobla, za to na pewno podpuszczony przez Izrael, ale mający też własne interesy, napadł na Iran. Skutki tego również od razu odczuliśmy nawet w Polsce czy w Irlandii, bo błyskawicznie wzrosły na stacjach ceny paliw, chociaż wszyscy wiedzą, że kupiono je jeszcze po starych stawkach, ale sprzedano już po nowych. Niemiecki atak na Polskę doprowadził do wybuchu II wojny światowej. Pytanie, czy nie stoimy na krawędzi III wojny?

Zarówno historycy, jak i miłośnicy tworzenia przeróżnych wersji alternatywnej historii, mogą mieć własne zdanie o tym, czy postawa Polski była wtedy politycznie słuszna, czy nie. Przy czym zaznaczę, że wyłącznie o politykę chodzi, a nie o kwestie moralne, czy warto układać się z państwem największych złodziei i morderców w ówczesnej Europie. Znamy za to skutki tej, a nie innej decyzji. Jak się skończy historia z Iranem, jeszcze nie wiemy, a przynajmniej nic nie wiadomo w chwili, gdy zasiadłem do pisania tego tekstu. Jeżeli Trump uwinie się szybko i skończy wojnę w dwa tygodnie, będzie zwycięzcą. Jeżeli uwikła się w kosztowną awanturę, USA zapłacą olbrzymią cenę, wyrażoną nie tylko w petrodolarach. Swoją drogą, nieprawdopodobne, jak USA, największe mocarstwo na świecie, jest podległe Izraelowi, małemu państewku, leżącym gdzieś na geopolitycznym krańcu świata. Rozumiem, że to ich sojusznik w świecie arabskim, ale USA może liczyć również na inne kraje w tym regionie. Tymczasem wszyscy widzą, że to ogon macha psem, ot co. Najważniejsze dla nas, to nie dać się wciągnąć w tę awanturę. USA to nasz sojusznik, czy tego chcemy, czy nie. Ale nie mamy żadnego powodu, żeby występować przeciwko Iranowi, a na propagandę był czas już się uodpornić. Za to znalazłby się niejeden powód, żeby opowiedzieć się przeciwko Izraelowi, który ma długą historię szkalowania Polski.

Niejako rykoszetem, przy tej całej wojennej awanturze, oberwali nasi turyści, zwiedzający tamte rejony, w krytycznej sytuacji pozostawieni sami sobie, zarówno przez organizatorów wycieczek, jak i naszych dyplomatów tam rezydujących. Umiesz liczyć, licz na siebie, ale przykre to jest, bo skoro umawiamy się na jakieś państwo, czyli na przymusową formę organizacji obywateli, to chcielibyśmy mieć pewność, że w chwili próby nie zostaniemy sami. A jeżeli rzeczywiście mamy liczyć tylko na siebie i to nie tylko w takich kwestiach, to pytanie, czy jest nam potrzebne takie państwo?

Przy okazji wyszło na jaw, że wielu naszych dobrze zarabiających celebrytów, po części widząc jak nasze państwo ich łupie na podatkach, zamieszkało w takim Dubaju, gdzie większość zarobku mogą zachować dla siebie. Niestety, w krajach Unii Europejskiej urzędy skarbowe robią wszystko, żeby zedrzeć z człowieka ostatnią koszulę. Taki podatkowy zamordyzm, połączony ze skrajnie lewicową ideologią, coraz bardziej skłania do zastanowienia się, czy potrzebna nam taka Unia? Osobiście doszedłem do wniosku, że nic z tego nie będzie, gdy wymyślili te nakrętki przyczepione do butelek. Dla mnie to było przysłowiowe piórko, pod którym ugiął się ciężko objuczony wielbłąd. Skoro naprawdę coś takiego wzięto na poważnie, to trzeba wychodzić, bo robi się z tego dom wariatów. Kiedy z kolei odrzucono zapis, choćby w nieistotnej rezolucji, że "tylko biologiczne kobiety mogą zajść w ciążę", to już wiem, że w dodatku trzeba wychodzić jak najszybciej.

Wracając jednak do naszych celebrytów: niektórym trochę mina zrzedła, gdy zobaczyli, że są w zasięgu irańskich dronów. Jakby tego było mało, zainteresowała się nimi również polska skarbówka. Jak czytamy w jednym z komunikatów prasowych na Interii: "Krajowa Administracja Skarbowa przygląda się zakupom mieszkaniowym Polaków w rejonie Zatoki Perskiej. Ministerstwo Finansów w odpowiedzi na pytania PAP potwierdziło, że przedmiotem zainteresowania KAS jest to, czy wydatki te mają pokrycie w ujawnionych dochodach. Ministerstwo Finansów przypomina, że sam zakup nieruchomości w innym kraju nie wiąże się z obowiązkiem podatkowym w Polsce. Inna sytuacja ma miejsce wtedy, gdy polski rezydent osiąga z niej dochody, np. z najmu - wówczas obowiązek podatkowy powstaje."

Reasumując, skarbówka ma zamiar pytać naszych celebrytów, skąd wzięli pieniążki na swoje dubajskie mieszkania? W dodatku, gdyby okazało się że pod swoją nieobecność je wynajmują, przypomną, że trzeba zapłacić od tego zaległy podatek - w Polsce. Problemem naszych celebrytów i influencerów jest fakt, że zarabiają najczęściej na treściach tworzonych w Polsce lub na polski rynek. To zrozumiałe, tak jak i w przypadku naszych topowych aktorów: choćby nie wiem jak gardzili "tenkrajem", żaden z nich kariery w Hollywood nie zrobił. W Bollywood zresztą też... W takich przypadkach, skarbówka często uznaje, że to tutaj, w kRAJu, mieści się ośrodek interesów życiowych i tutaj trzeba płacić podatki, choćby celebryta podnosił fakt, że większość dni w roku przebywa on w swoim dubajskim mieszkaniu.

Przy okazji tej całej awantury, wyszło jeszcze kilka "kwiatków". Okazuje się, że Dubaj silnie stawia na promocję w internecie za pośrednictwem wspomnianych influencerów. Istnieją dedykowane aplikacje, gdzie np. taki influ, jeżeli tylko ma powyżej 5 tysięcy "obserwujących", może się zarejestrować i korzystać z darmowych hoteli, posiłków w restauracjach, itp. Oczywiście im większe dana osoba robi zasięgi, tym lepsze dostaje propozycje. Niektóre panie, znane z tego, że są znane, wprost przyznawały, że uwielbiają latać do Dubaju, bo jedyny ich koszt to bilet lotniczy, a resztę dostają w naturze i to w zamian za instagramowo - tiktokowe rolki, które i tak by nakręciły. Oczywiście w takich przypadkach o krytyce nie ma mowy, na filmikach są same zachwyty, często zresztą szczere, bo za darmo wszystko dobrze smakuje, ewentualnie można przymknąć oko na to czy owo. Jak to się opłaca tym hotelom i restauracjom? Ano jakoś musi, na pewno jest to dobrze skalkulowane, gdzie za cenę posiłku czy nocy w pokoju, który pewnie i tak stałby pusty, dostaje się filmik robiący setki tysięcy wyświetleń i napędzający kolejnych turystów.

Nie byłoby w tym może nic złego, gdybyśmy od początku wiedzieli, że to barterowa reklama. Tymczasem nasze influ skrzętnie to ukrywają, udając że mają więcej pieniędzy niż mają i sprzedają nam często nieprawdziwy obraz tej czy innej turystycznej ziemi obiecanej. Do tego dochodzi często podobny, zawsze pozytywny przekaz na temat rodziny panującej czy uzbrojenia, którym dane państwo dysponuje, co w zamyśle ma wzmocnić poczucie bezpieczeństwa wśród turystów w tych niepewnych czasach, ale jednoznacznie wskazuje na to, że te treści są w jakiś sposób sterowane, a influ są jedynie pudłem rezonansowym. Tymczasem w internecie, co do zasady zasięgi się buduje na wiarygodności. Tak, wiem, często inne aspekty powodują popularność tej czy innej osoby, ale gdy traci się wiarygodność, nawet największa liczba followersów nie przełoży się na skuteczną sprzedaż.

Jak sami Państwo widzą, ciężkie życie mają ostatnio nasi celebryci. W ogóle bycie celebrytą to nie takie hop, siup. Im się człowiek robi bardziej znany, tym większe ryzyko, że zaproszą go do jakiejś telewizji śniadaniowej czy innego talk-show, a tam, nawet w towarzystwie zaprzyjaźnionych dziennikarzy, o tragedię nietrudno. Niedawno boleśnie przekonał się o tym Marcin Gortat, nasz chyba najbardziej znany koszykarz, pozujący w dodatku na wielkiego polskiego patriotę, który w programie u swojego kolegi, Jakuba Wojewódzkiego, nie potrafił odpowiedzieć na pytania: w którym roku był chrzest Polski, kto napisał "Nad Niemnem", a nawet ile to jest 7x9? Do tego nasz szczery demokrata ubolewał, że "wsie i małe miasteczka wybierają mu prezydenta" i że to tak być nie może. Ręce opadają.

Z drugiej strony, taki Gortat przynajmniej przyznaje, że nie wie, ale nie wymyśla bajek jak inny celebryta, syn swojego ojca, Maciej Stuhr, który w jednym z wywiadów twierdził, że Polacy "przywiązywali dzieci pod Cedynią, jako tarcze". Pytanie, jak bardzo pan aktor musi nienawidzić swojego kRAJu, dzięki któremu zarabia na kieliszek chleba, skoro wygaduje takie rzeczy? A więc to nie Polacy przywiązywali dzieci do tarcz pod Cedynią w 972 roku, ale zrobili to Niemcy pod Głogowem w 1109, przywiązując polskie dzieci do machin oblężniczych. No cóż, może to nie wina samego aktora, w końcu jego ojciec zasłynął nie tylko rolą osła w Shreku, ale i stwierdzeniem, że za granicą "stara się nie mówić głośno po polsku". No wiadomo, wstyd i siara. Tak to jest, gdy człowiek "czuje się bardziej „Mitteleuropejczykiem” niż Polakiem", co był nam łaskawy swego czasu objaśnić śp. Pan Jerzy. Dobrze, że nie dożył tych czasów, gdy w sieci od ponad roku trwa nieustanny "hype na Polskę", gdzie obcokrajowcy, najczęściej z państw zachodnich, są szczerze zachwyceni naszym kRAJem, głośno wychwalając porządek, czystość i bezpieczeństwo, którego u siebie, wskutek błędów swoich polityków, już nie mają. I w dodatku nie są to rolki sponsorowane choćby darmowymi pierogami.

Jak sami Państwo widzą, nie jest łatwo być celebrytą w dzisiejszych czasach. Nie dość, że odpytują ich z tabliczki mnożenia i najważniejszych dat z historii Polski, to jeszcze skarbówka pyta, skąd mają pieniądze na te swoje beztroskie celebryckie życie? I nawet do instagramowego Dubaju strach teraz polecieć, bo irańskie drony spać nie dają. W takich chwilach warto docenić to, co się ma, choćby to było tylko spokojne życie na irlandzkiej wsi.

I tego spokoju w tych niespokojnych czasach, Państwu i sobie życzę.

poniedziałek, 23 marca 2026

Piłka kajakowa

Wczoraj przechodząc przez kładkę dla pieszych Daly's Bridge, zobaczyliśmy, że dokładnie pod nią rozgrywa się właśnie mecz piłki... kajakowej ;-) Dwie drużyny na kajakach, dwie bramki i zażarta walka. Jak to wyglądało, można zobaczyć na moim filmiku /od 7:43 minuty/: LINK

/Powyżej: mecz piłki kajakowej/

niedziela, 22 marca 2026

129 i 130 Warsztaty z My Little Craft World

Agnieszka w ramach swojego projektu My Little Craft World, zaprosiła wszystkie dzieci na warsztaty wielkanocne, które miały miejsce w Polskiej Szkole w Cork, tym razem w sobotę i w niedzielę. Dzieci poznały polskie świąteczne tradycje i zwyczaje, oraz wykonały ozdoby świąteczne. Jak wyglądały te zajęcia, można zobaczyć na YT, zajęcia w sobotę /od 0:19 minuty/: LINK, i w niedzielę /od 1:58 minuty/: LINK.

Poniżej - mali artyści z grupy w sobotę i w niedzielę:


sobota, 21 marca 2026

5-te urodziny Kacperka

Patryczek razem z Agnieszką byli na urodzinach u Kacperka. Patryczek ma dwóch kolegów o tym imieniu i u obydwu był na urodzinach, to tak sobie a muzom do zaznaczenia ;-)

/Powyżej: urodziny Kacperka/

czwartek, 19 marca 2026

Popołudnie z Gabrysiem

Dzisiaj Patryczka odwiedził jego kolega, Gabryś. Chłopcy wspólnie malowali "po ścianie", byli na placu zabaw i na rowerkach, malowali kamienie, itp. :-)

/Powyżej: zabawy chłopców/

wtorek, 17 marca 2026

Parada w Dniu św. Patryka w Cork 2026

Obchodzimy Dzień św. Patryka, największe święto w Irlandii. Tak jak w zeszłym roku, zaczęliśmy od Mszy Świętej w Katedrze Najświętszej Maryi Panny i św. Anny. Po Mszy Św., biskup Fintan Gavin pobłogosławił Patryczka i zrobił sobie wspólne zdjęcie, które później trafiło do mediów. W Irlandii jest zwyczaj, że tego dnia święci się koniczynę, za pomocą której św. Patryk objaśniał tajemnicę Trójcy Świętej. Irlandczycy wpinają ją sobie w klapy. Później wzięliśmy udział w uroczystej paradzie, w tym roku ponownie poszliśmy w grupie z Polską Szkołą w Cork. Według szacunków Gardy, w centrum miasta zebrało się aż 60 tysięcy osób, aby zobaczyć rekordową liczbę 3600 uczestników parady.

Ponieważ nasz Patryczek ma też dzisiaj imieniny, więc wybrałem się do sklepu, gdzie z kolei on wybrał dla siebie prezent, a w domu dmuchał świeczkę na "imieninowym" torcie ;-) Niestety, tego dnia Patryczek był wyraźnie "nie w sosie", wieczorem dostał lekkiej gorączki, stąd nie bawił się paradzie tak, jak rok temu. Najważniejsze, że był!

Poniżej - kilka zdjęć z parady, zapraszam do zobaczenia mojego filmiku z tego dnia: LINK.






poniedziałek, 16 marca 2026

Festiwal św. Patryka w Cork: szukamy węży

Tym razem, w ramach Cork St. Patrick's Festival, wybraliśmy do Elizabeth Fort, na poszukiwanie... węży. Dostaliśmy mapkę z zaznaczonymi miejscami, gdzie mają znajdować się te węże, a przy każdym z nich była litera, z których należało ułożyć słowo. Rozwiązaniem zagadki było słowo "nathair", co w języku irlandzkim znaczy właśnie "wąż". Jednocześnie było to nawiązanie do legendy, w której św. Patryk przepędził wszystkie węże z Wyspy. 

Patryczkowi zabawa bardzo się podobała, jak to dokładnie wyglądało można zobaczyć na moim filmiku /od 2:54 minuty/: LINK.

/Powyżej: Patryczek znalazł jednego z węży/

niedziela, 15 marca 2026

Patrick's Hill Ball Run

Dzisiaj w Cork miało miejsce nietypowe wydarzenie: w ramach akcji charytatywnej, mającej wesprzeć ratowników z Cork First Responders, wolontariusze z Cork Lions Club zorganizowali "wyścig" 12 tysięcy kolorowych piłeczek, które wypuszczono w dół ulicy i łapano nieco poniżej. Każda piłka jest indywidualnie numerowana, można było nabyć losy /kupiliśmy 7 ;-)/, pierwszych 6 numerów wygrywa nagrody. Było sporo osób, media i władze miasta.

Poniżej kilka zdjęć, filmik z tego wydarzenia można zobaczyć na moim YT /od 3:43 minuty/: LINK.






sobota, 14 marca 2026

Festiwal św. Patryka w Cork: Playin’ in the Park

Zbliża się Dzień Św. Patryka, największe święto w Irlandii, z tej okazji od 13 do 17 marca trwa Cork St. Patrick's Festival, Festiwal Św. Patryka w Cork, a w jego ramach m.in. Playin’ in the Park, zabawa dla dzieci w odnowionym Bishop Lucey Park. Dzieci mogły wziąć udział w przeróżnych tradycyjnych grach i zabawach.

Wybrałem się tam z Patryczkiem, poniżej jest kilka zdjęć z tego wydarzenia, filmik z tej zabawy jest na moim YT /od 6:30 minuty/: LINK.





piątek, 13 marca 2026

Dzień św. Patryka: między whiskey a ewangelią

Zbliża się największe irlandzkie święto narodowe, czyli Dzień Świętego Patryka. Celebrują je Irlandczycy na całym świecie, a w wielu krajach jest stałym elementem lokalnej kultury – także w Polsce.

Tego dnia odbywają się parady, ludzie ubierają się na zielono, podobno zdarza się też serwowane zielone piwo, chociaż z tym ostatnim nigdy nie spotkałem się w Irlandii. Ze względu na religijny charakter święta, wiele osób uczestniczy we Mszy Świętej, podczas której święci się koniczynkę, która jest nieoficjalnym symbolem Zielonej Wyspy i za pomocą której Święty Patryk objaśniał tajemnice Trójcy Świętej.

Kim był św. Patryk? Wiadomo, że nie był Irlandczykiem, czy też: stał się nim z wyboru tak jak wielu z nas. Św. Patryk nie pochodził z Irlandii, należy jednak do najwybitniejszych jej przedstawicieli; wyspa zawdzięcza mu chrześcijaństwo i nową kulturę. Urodził się około 385 r. w Brytanii, do Irlandii trafił w wieku 16 lat, uprowadzony przez piratów. Uciekł sześć lat później i schronił się w Galii. Mimo że udało mu się zbiec, Zielona Wyspa pozostawiła w jego myślach trwały ślad; wrócił tu w 432 roku. Został biskupem. Chociaż nie był pierwszym misjonarzem chrześcijańskim w Irlandii, to właśnie on zniósł pogańskie rytuały. Nawrócił wodzów i książęta, chrzcząc ich wraz z tysiącami poddanych. Zmarł 17 marca, dlatego ten dzień, jako datę jego "urodzin dla Nieba", uroczyście świętujemy.

Chociaż z tym świętowaniem to różnie bywa. Oprócz uroczystych parad, dla większości jedyną rozrywką w tym dniu będzie picie na umór i wmawianie sobie, że tak się robi ku czci tego świętego. Skąd to się wzięło? Ano z kolejnej legendy o św. Patryku, który podczas swoich podróży miał wejść do karczmy, w której właścicielka nie dolewała pełnej miarki whiskey. Patryk nastraszył ją, że przez to w jej lokalu pojawią się diabły. Przestraszona kobieta od tego czasu zawsze nalewała pełną miarkę, a zwyczaj ten zapoczątkował tradycję obfitego picia whiskey w Dzień św. Patryka, zresztą podobno na jego własne polecenie. Piękna bajka, ale bajka. W tamtych czasach prawdopodobnie jeszcze w ogóle nie znano tego trunku, pierwsze wzmianki o whiskey pochodzą dopiero z VII wieku, a więc dobre 200 lat po śmierci św. Patryka. W dodatku początkowo dość długo, czyli przez kolejnych 200 lat, traktowano ją jako lekarstwo, a nie jako napój dobry dla gawiedzi. Cóż to jednak szkodzi kolejnej legendzie, która wynalezienie tego trunku wprost przypisuje, a jakże, św. Patrykowi.

Gdyby to była prawda, marny to byłby święty, odpowiedzialny za poważny problem alkoholowy wśród wielu kolejnych generacji Irlandczyków. Twardych danych nie mam, ale opierając się na spostrzeżeniach z mojej "obserwacji uczestniczącej" wynika, że co roku jest gorzej. Ilość pijanej hołoty w Dniu św. Patryka bywa tak przygnębiająca, że po paradzie najlepiej od razu opuścić centrum miasta. Nie zawsze jednak tak było. W samej Irlandii przez wiele lat w Dzień św. Patryka obowiązywał zakaz sprzedaży alkoholu. Od 1903 r., gdy święto stało się oficjalnym dniem wolnym, miało ono przede wszystkim charakter religijny. Na mocy przepisów dotyczących świąt religijnych, puby musiały być zamknięte 17 marca. Zakaz ten obowiązywał aż do 1961 r. Dopiero w kolejnych latach zniesiono ograniczenia i święto zaczęło stopniowo nabierać bardziej festiwalowego charakteru, jaki znamy dziś - z paradami i celebracją w pubach.

Same parady, to dopiero lata 30. ub.w., wcześniej organizowali je irlandzcy imigranci w Ameryce. Reasumując: sam św. Patryk był imigrantem w Irlandii, a parady ku jego czci rozpoczęli za granicą irlandzcy emigranci. Irlandczycy w Irlandii początkowo obchodzili to święto zupełnie inaczej. Teraz na Zielonej Wyspie pałeczkę w dużej mierze znowu przejmują imigranci, często stanowiąc lwią część parady. Sama parada to wyjątkowa okazja do swoistego zareklamowania się dla wielu rodzajów klubów i stowarzyszeń, w tym również polonijnych. Warto z tego korzystać, bo w ten sposób nie tylko pokazujemy, że jesteśmy integralną częścią społeczeństwa, ale również że szanujemy zwyczaje i tradycje kraju, w którym mieszkamy. Dodatkowo wspomniany aspekt reklamy również robi swoje, stąd liczna obecność na takich paradach komercyjnych klubów sportowych, tanecznych, szkół itp. O ile w mniejszych miejscowościach Polonia często aktywnie bierze udział w tych paradach, to w Dublinie, pomimo największego skupiska Polonii i działającej tam największej ilości polonijnych organizacji - jest z tym najgorzej.

W Polsce również Dzień św. Patryka jest coraz częściej celebrowany, chociaż w kRAJu jest to zwykły dzień roboczy, o ile nie wypadnie w niedzielę. Ludzie najchętniej spotykają się wtedy w irlandzkich pubach, żeby wychylić szklankę guinnessa. Tak swoją drogą, niesamowite jak Irlandczycy podbili cały świat swoimi pubami, prawda? Z drugiej strony, co do guinnessa, to sami mieszkańcy Zielonej Wyspy twierdzą, że jest to piwo dobre "dla turystów i kobiet". Nikogo broń Panie Boże nie chcę obrazić, a już zwłaszcza wspomnianych turystów i kobiet. Ot powtarzam, co słyszałem.

W Polsce mamy jeszcze jeden zwyczaj związany z Dniem św. Patryka, a mianowicie podświetlanie budynków na zielono, od Pałacu Kultury i Nauki, dawniej im. Józefa Stalina, po remizę w Psiej Wólce, której sołtys leczy w ten sposób jakieś swoje kompleksy. Z drugiej strony szkoda, że Irlandczycy nie rewanżują nam się tym samym. Mamy w tej sprawie kompletny brak symetrii. Wiecie Państwo, ile budynków w Irlandii zostało podświetlonych na biało-czerwono, w 100 rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości? Poza naszą ambasadą, żaden. Tymczasem z tej okazji podświetlono m.in. piramidy egipskie, Krzywą Wieżę w Pizie, najwyższy na świecie wieżowiec Burdż Chalifa w Dubaju, a nawet statuę Chrystusa Zbawiciela w Rio de Janeiro. Można? Można. Ale - do tego potrzeba minimum dobrej woli.

Ten brak symetrii można zaobserwować jeszcze przy innych okazjach: kiedy w Polsce są organizowane jakieś dni kultury irlandzkiej, nasi Rodacy naprawdę chętnie biorą w nich udział. Kiedy w Irlandii organizowaliśmy festiwal kultury polskiej, sytuacja była zgoła odmienna: Irlandczyków było tyle, co kot napłakał, a i to pewnie trafili przez pomyłkę. Na pocieszenie: w zeszłym miesiącu wybrałem się do urzędu miasta w Cork, gdzie diaspora chińska zapraszała wszystkich na świętowanie rozpoczęcia chińskiego nowego roku. Ta sama sytuacja: Irlandczycy ominęli to wydarzenie szerokim łukiem. Podejrzewam, że tak samo jest z organizowaniem kulturalnych wydarzeń przez inne nacje, mieszkające na Wyspie.

No cóż, jak widać, Irlandczycy cenią głównie swoje wydarzenia, jak i stawiają pomniki swoim bohaterom. Taki Paweł Strzelecki, polski podróżnik, geolog, geograf, badacz i odkrywca, który bezinteresownie niósł pomoc Irlandczykom podczas Wielkiego Głodu, przez co ocalił ok. 200 tysięcy ludzkich istnień, doczekał się dopiero 10 lat temu ledwie skromnej tabliczki w centrum Dublina, chociaż w bocznej uliczce, a i to wyłącznie dzięki staraniom Towarzystwa Irlandzko-Polskiego i Fundacji Kultury Irlandzkiej z Poznania. Dla samych Irlandczyków jest to postać praktycznie nieznana.

I wiecie co? Myślę, że to Irlandczycy mają rację i powinniśmy ich w tym naśladować. Stawiać pomniki swoim, a nie obcym, co ostatnio niestety zaczęło być u nas w modzie. Uczyć cały świat historii przez nas pisanej, a nie starać się zrozumieć "inne spojrzenie". Tym niech się zajmują inni i niech ci inni kołaczą do naszych drzwi, może im za to pozwolimy przybić gdzieś niewielką tabliczkę, jeżeli faktycznie zasłużyli się dla Polski i Polaków.

Irlandczycy świętują swoje, my często świętujemy cudze. I może dlatego oni mają globalną markę narodową, a my globalne kompleksy. Jeśli więc czegoś naprawdę warto się od nich nauczyć w Dzień Świętego Patryka, to nie picia whiskey, lecz dumy z własnych bohaterów. Św. Patryk był imigrantem, który stał się symbolem narodu. Irlandczycy potrafili go przyjąć i uczynić swoim. A potem nauczyli się jeszcze jednej rzeczy: stawiać na pierwszym miejscu własną opowieść. I może właśnie w tym tkwi ich siła...

Z okazji Dnia Świętego Patryka życzę Państwu, aby Zielona Wyspa była dla nas miejscem życzliwym, żebyśmy mieli tę zieleń w sercu, a los nalewał zawsze pełną miarkę!

niedziela, 8 marca 2026

Rybki i akwarium

Jak mówi znane powiedzenie: "albo rybki, albo akwarium". My dzisiaj kupiliśmy akwarium - z rybkami ;-) 

Patryczek, jak zresztą każde dziecko, interesuje się zwierzątkami. W Polsce ma króliczka, który pod jego nieobecność spędza czas u Babci, tutaj podjęliśmy decyzję wspólnie z nim, że na razie będą to rybki. Na początek niewielkie akwarium, zobaczymy jak to będzie wyglądało w praktyce. W sklepie zoologicznym niewielkie akwarium kosztuje 40-50 euro. Agnieszka znalazła ogłoszenie, że ktoś w Carrigtwohill sprzedaje takie akwarium za 10 euro. Umówiliśmy się na odbiór, ale pan który sprzedawał powiedział że nie będzie go w domu, niemniej zostawi akwarium pod drzwiami, a pieniądze żeby mu wsunąć przez otwór na listy. Ok, podjechaliśmy po to akwarium, które okazało się... pełne, tj. z wodą i 4 żyjącymi w nim rybkami. Do tego dołożony filtr do wody i zapas pokarmu. Ot, niespodzianka. Dołożyliśmy więc paczkę polskiego Ptasiego Mleczka ;-) Jak wyglądał ten odbiór, można zobaczyć na filmiku /od 2:54 minuty/: LINK.

/Powyżej: akwarium Patryczka/

piątek, 6 marca 2026

Pierwszy podpis Patryczka

Dzisiaj Patryczek po raz pierwszy samodzielnie napisał własne imię. Pierwsze słowa po angielsku, jak "dog" /pies/ czy "cod" /dorsz/, pisał już wcześniej, odrabiając lekcje. Dzisiaj ni z tego ni owego, wziął się za pisanie swojego imienia. Jak to wyglądało, można zobaczyć na filmiku tutaj /od 3:42 minuty/: LINK.

/Powyżej: pierwszy podpis Patryczka/

niedziela, 1 marca 2026

Dzień Otwarty w Old Cork Waterworks

Wybraliśmy się do Old Cork Waterworks, na Dzień Otwarty dla Rodzin, w ramach Tygodnia Inżynierii. Na dzieci czekały stałe wystawy w tych dawnych zakładach wodociągowych, oraz roboty VEX, zabawy konstrukcyjne z LEGO, zestawy snap circuits, itp. Dodatkowo dzieci mogły poznać zwierzęta mieszkające w morzach i oceanach, oraz obejrzeć narzędzia używane w czasach rzymskich. Wszystkie zajęcia były prowadzone przez wolontariuszy z Engineers Ireland.

Poniżej kilka zdjęć, filmik z tego wydarzenia można zobaczyć na moim YT: LINK.