Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wizyta w Polsce: 05. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wizyta w Polsce: 05. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 października 2007

V wizyta w Polsce (14): z powrotem na Zielonej Wyspie

Jak tytuł wskazuje - jestem już w Cork ;-)

/Powyzej: fragment typowego krakowskiego kiosku z prasą i... preclami, w koncu - to Krakow ;-) Nie wiem czy ja - tak jak pani z kiosku - "zaraz wroce" do Krakowa, ale przyjezdzac na pewno bede. M.in. - dla precli ;-)/

Sam powrot przebiegł bez wiekszych ekscesow. Z małych humoresek: na lotnisku w Krakowie - gdy tylko przekroczylem jego prog - podbiegł do mnie człowiek z ktorym pracowalem w poprzedniej firmie, a ktory - traf chcial, tym samym lotem rowniez leciał do Cork. Był to pan w srednim wieku, kompletnie bez znajomosci jezyka za to dosc meczący dla otoczenia, na ktorym bez przerwy wymuszał swiadczenie na swoja rzecz mniej lub bardziej drobnych usług. Kiedy mnie zobaczył od razu wiedziałem, ze cos bedzie ode mnie chciał. No i - nie pomyliłem sie.
- Panie, nie masz pan przypadkiem za mało bagazu? - zaczał
- Ze co? - wymamrotałem kompletnie zaskoczony
- No bo ja mam nadbagaz, wiec jakbys pan mial niedobagaz, to bys pan wział cos ode mnie - ciagnął tenze moj "znajomy"
- Nnnnooo, wydaje mi sie, ze ja mam ten sam problem - rozpoczałem rozpaczliwą obrone
- A co pan ześ nakupił? - zainteresował sie moj rozmowca
- Ksiażki - odparłem zgodnie z prawda
- ??? ... a... "ksiażki"? - tutaj moj rozmowca puszcza do mnie porozumiewawczo "oko" jednoczesnie kantem dłoni stukajac sie w szyje
- Nie, nie takie w płynie i z procentami - wyprowadzam go z błedu. Takie papierowe, do czytania.
- Panie, cos pan? Powaznie? Idzie na tym zarobic? - drązy temat coraz bardziej zdziwiony
- Nie kupiłem ich na sprzedaz. Kupiłem je dla siebie. Do czytania - powtarzam.
- Acha... - w oczach mego interlokutora widze gwałtowny spadek resztek szacunku, jakim mnie darzył od chwili, gdy kiedys zadzwoniłem w jego imieniu do agencji pracy i pomogłem mu w tłumaczeniu rozmowy w banku.
- No własnie - definitywnie koncze rozmowe wyciagajac komorke pod pozorem pilnej rozmowy.

No coz, ludzie sa dziwni prawda? Ksiązki wożą, zamiast papierosów i gorzały... Ale zeby nie było - "Żubrówke" tez nabyłem, tyle ze juz w sklepie na lotnisku ;-)

A na samym lotnisku, podczas odprawy - doznałem dwoch kolejnych miłych "zaskoczen": po raz pierwszy przy przechodzeniu przez bramke nie musiałem sciągac butow i wyciagac paska ze spodni, co do tej pory zawsze przy odprawie w Krakowie było stałym rytuałem - i - nie uwierzycie Panstwo - przy odprawie paszportowej polski funkcjonariusz oddajac mi paszport po dlugim i wnikliwym studiowaniu podobienstwa mojej fizjonomii do zdjecia w moim paszporcie, powiedział... "dziekuję". Byłem pod wrazeniem :-) Chyba naprawde cos sie zaczyna zmieniac...

Zaczyna sie zmieniac, i owszem. Ale z cała pewnoscia jeszcze nie na tyle, zeby powaznie myśleć o powrocie - to tak uprzedzajac ewentualne pytania moich Czytelnikow...

sobota, 6 października 2007

V wizyta w Polsce (13): krakowskie (przy)smaki

Jezeli chcielibyscie cos zjesc w Krakowie - odradzam mniej lub bardziej wyszukane restauracje. Lepiej zostawic je turystom, a samemu zajrzec do przybytkow kulinarnych pozostałych po minionej epoce - dopoki jeszcze sa...

Naleza do nich np. bary mleczne. Ciagle kolejki i oblezone stoliki dobitnie swiadcza, ze okres ich swietnosci jeszcze nie minał. Przynajmniej w Polsce, gdzie byle fastfood mieni sie mianem "restauracji", nie majac z ta ostatnia - poza cenami - nic wspolnego...

Osobicie najbardziej lubie zaglądac do "Flisaka" przy al. Krasinskiego. Zajrzalem i tym razem. PRL-owski klimat ciagle wyczuwalny, i o to własnie chodzi ;-) No i smak pomidorowej z ryzem, pierogow ruskich, nalesnikow z serem, itd, itp - wraz z kompotem "wieloowocowym" - jest nie do podrobienia ;-)

A po obiedzie, na deser - proponuje lody. Oczywiscie, tylko te sprzedawane przy koncu ulicy Starowislnej. Traficie bez problemu, bo chociaz oprocz lodow nie sprzedaje sie tam nic wiecej, to i tak - zawsze jest kolejka ;-)

Fenomen tego malutkiego punktu sprzedazy jest zdumiewajacy. Poza jednym bezpretensjonalnym szyldem z napisem, a jakze: "Lody", lokal ten nie reklamuje sie w zaden inny sposob. W dodatku - tak naprawde bardzo łatwo go przeoczyc. W srodku pracuja 2 panie, z ktorych jedna przyjmuje pieniazki, a druga nakłada zamawiane gałki lodow do wafla. Klimat rowniez jak z minionej epoki. Za to smak - no coz... pomimo ze dookoła jest mnostwo innych miejsc gdzie mozemy kupic lody - tylko ten punkt sprzedazy nalezy do autentycznie kultowych. Krakowianie przyjezdzaja tutaj z drugiego konca miasta tylko po to, aby skosztowac tychze lodow. W czasie mojego ostatniego pobytu - rowniez zajrzalem tam cos ze 3 razy ;-)

/Na zdjeciu powyzej: 23.09.2007, ul. Starowislna: kolejka do prawdpopodobnie najlepszych lodow w miescie ;-)/

piątek, 5 października 2007

V wizyta w Polsce (12): Błonia krakowskie

Błonia krakowskie to rozległa łąka o powierzchni 48 ha, położona w Krakowie, w pobliżu historycznego centrum. Jest to jedna z największych w Europie łąk w centrum miasta. W 2000 roku Błonia zostały wpisane na listę zabytków.

Podczas pielgrzymek papieży Jana Pawła II (1979, 1983, 1997 i 2002) i Benedykta XVI (2006) Błonia były miejscem mszy świętych, w których uczestniczyły wielusettysięczne tłumy (najwięcej - ok. 2,5 mln wiernych - w czasie pielgrzymki w 2002 roku). W październiku 1997 roku, w 19. rocznicę pontyfikatu krakowskiego papieża, ustawiono na Błoniach 26-tonowy granitowy kamień, przywieziony z Tatr. Do kamienia przytwierdzono odlany w brązie herb papieski i napis: „Ty jesteś Skała”.

/Powyzej: stoje przed tzw. "Kamieniem Papieskim" znajdujacym sie na krakowskich Błoniach/

czwartek, 4 października 2007

V wizyta w Polsce (11): Okno papieskie

Stałym, aczkolwiek nieoficjalnym zwyczajem pielgrzymek Papieza Jana Pawła II, byly wieczorne spotkania z mlodzieza, podczas ktorych Papiez pojawial sie w oknie nad bramą pałacu biskupiego w Krakowie.

/Na zdjeciu powyzej: ul. Franciszkańska 3, przed "oknem papieskim"/

W oknie znajduje sie obecnie fotografia Jana Pawła II...

środa, 3 października 2007

V wizyta w Polsce (10): Plac Bohaterów Getta

Krakow sie zmienia. Powoli, ale jednak... Co prawda w pierwszej kolejnosci buduje sie kolejne wielkopowierzchniowe sklepy, ale - zdarza sie, ze włodarze miasta podejma tez decyzje o innym, niekoniecznie komercyjnym, zagospodarowaniu tzw. przestrzeni publicznej... Jednym z takich przykladow jest Plac Bohaterow Getta.

Plac Bohaterow Getta (dawniej Plac Zgody) byl w latach 1941-43 miejscem masowych mordow krakowskich Zydow i ich deportacji do obozow koncentracyjnych.

/Na zdjeciu: krzesła na Placu Bohaterow Getta/

W 2005 roku Plac przebudowano: zlikwidowano znajdujaca sie tutaj zajezdnię autobusową, bar i postój taksówek. Plac przekształcono w niezwykły pomnik, upamiętniający mieszkańców getta: są nim metalowe krzesła różnych wysokości, z ktorych część jest podświetlanych. Inspiracją był opis z książki Tadeusza Pankiewicza "Apteka w getcie krakowskim": autor wspominał krzesła wyniesione na plac podczas akcji opróżniania domów po ostatnich mieszkańcach getta.

wtorek, 2 października 2007

V wizyta w Polsce (9): drogi polski chleb...

Przed niespelna miesiacem w notce pt.: "Irlandzki chleb i maslo..." wyrazilem swoje zdanie na temat smaku i cen tych dwoch podstawowych produktow spozywczych, ktore, wbrew czesto spotykanym twierdzeniom bezmyslnie powtarzanym przez bezmyslnych ludzi, nie sa wcale drogie - a i smakiem niejednokrotnie przewyzszaja polskie produkty w podobnych kategoriach cenowych.

Dzisiaj z kolei - wybralem sie do tesco, przy okazji porownujac ceny roznych produktow, poniewaz od dawna uwazam, ze ceny zywnosci w Polsce sa juz na poziomie "europejskim", czesto zreszta ten poziom znacznie przekraczajac, przy ciagle "wschodnich" płacach...

/Na zdjeciu powyzej: najtanszy polski tescowy chleb jest znacznie drozszy od najtanszego irlandzkiego tescowego chleba.../

Zerknalem przede wszystkim na ceny chleba, bo o cenie i smaku chleba najczesciej dyskutuja nasi Rodacy w Irlandii... O ile smak jest sprawa dyskusyjna, o tyle ceny mozna poddac porownaniu. No i prosze: najtanszy, tescowy krojony chleb kosztuje w Polsce (hipermarket "Tesco", ul Kapelanka, Krakow)... 1,79 zł. Z kolei najtanszy krojony tescowy chleb w Irlandii (hipermarket "Tesco", Paul Street, Cork), kosztuje... 35 centow...

A wiec - chocbyscie nie wiem po ile liczyli euro - i tak wyjdzie na to, ze, taniej jest... w Irlandii. Podobnie jest zreszta z cenami innych produktow spozywczych... Dodatkowo mozna policzyc, ile mozemy kupic produktow za godzine pracy w Irlandii - a ile - za godzine pracy w Polsce. I wtedy wyjdzie nam czarno na białym, gdzie jest tanio, a gdzie drogo...

Ale i to jeszcze nie wszystko. Pamietam, ze tuz przed moim wyjazdem do Irlandii - w czerwcu 2004 roku - najtanszy "tescowy" chleb kosztowal w granicach 70-80 groszy. Czyli przez te 3 lata - podrozal 2-krotnie...

A płace? Jezeli nawet wzrosły, to o - dosłownie - pare procent...

poniedziałek, 1 października 2007

V wizyta w Polsce (8): do Polski przyjezdzaja pracowac... nieudacznicy?

Jak wspominalem przed tygodniem, nie ma praktycznie dnia zeby chociaz w jednym z lokalnych krakowskich tytulow prasowych nie było czegokolwiek o emigracji... Dzisiaj o, cytuje: "dramatycznej sytuacji na polskim rynku pracy" napisał na pierwszej stronie krakowski "Dziennik Polski".

/Na zdjeciu powyzej: pierwsza strona krakowskiego "Dziennika Polskiego" z 01.10.b.r. z nizej cytowanym artykulem z pierwszej strony/

W artykule pt.: "Obcy pilnie potrzebni", p. Włodzimierz Knap pisze m.in.: "Cos trzeba zrobic z dramatycznym brakiem rąk do pracy - alarmuja pracodawcy i specjalisci rynku pracy. Rzad zastanawia sie nad zniesieniem barier w zatrudnianiu obcokrajowcow, bo dotychczasowe rozwiazania nie zdaly egzaminu. W Polsce pracuje dzisiaj od 700 tys. do 1,3 mln cudzoziemcow, choc według oficjalnych danych jest ich nie wiecej niz 20-30 tys. Tymczasem, wg szacunkow Ministerstwa Pracy na czarno pracuje w Polsce od 750 tys. do 1 mln obywateli ukrainskich. Jednak nawet taka armia nie wypelni luki po Polakach, ktorzy wyjechali z kraju w poszukiwaniu lepiej płatnej pracy. (...) Prof. Krystyna Iglicka - Okólska z Osrodka Badan nad Migracjami Europejskimi na Uniwersytecie Warszawskim przyznaje, ze Polska jest dzisiaj atrakcyjna dla tych cudzoziemcow, przede wszystkim Ukraincow, ktorym nie udało sie na Zachodzie. - Do nas trafiaja z reguły ukrainskie opiekunki lub nisko wykwalifikowana siła robocza. Takie osoby nie sa i nie moga byc istotnym wzmocnieniem dla rodzimej gospodarki. Smutne to, ale nawet Czeczency szukaja ziemi obiecanej poza Polska, mimo ze jestesmy przeciez w UE - mowi prof. Krystyna Iglicka - Okólska.

Andrzej Sadowski, wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha, boleje nad tym, ze z Polski - jak mowi - wyjezdzaja najczesciej swietni fachowcy, mlodzi, zaradni i dobrze wyksztalceni ludzie, po prostu kwiat naszego spoleczenstwa. - Tymczasem w naszym kraju w wiekszosci znajduja prace cudzoziemcy, ktorzy nie byli w stanie znalezc pracy nie tylko w krajach zachodnich, ale nie sprostali nawet wymaganiom stawianym przez czeskich czy rosyjskich pracodawcow.

W ostatnich trzech latach Polske w poszukiwaniu zatrudnienia opuscilo okolo 1,5 mln osob. Ich wyjazd spowodowal, ze sytuacja na rynku pracy jest dramatyczna, a bedzie jeszcze gorsza, poniewaz fala emigracji przybiera na sile."

Tyle cytatow z "Dziennika Polskiego". Mnie zastanawia, jak to jest, ze w Polsce - wg, cytuje: "szacunkow Ministerstwa Pracy na czarno pracuje w Polsce od 750 tys. do 1 mln obywateli ukrainskich"? I co? Czy ktos ich sciga, kaze płacic podatki czy zus? Ja, kiedy otworzyłem własna D.G., juz po 2 miesiacach mialem na karku kontrole z Wojewodzkiego Urzedu Pracy w Krakowie. Dzielni kontrolerzy usiłowali sprawdzic, wywracajac mi firme do gory nogami, zajmujac mi 2 dni czasu co spowodowalo u mnie tym samym wymierne materialne straty, czy czasem aby kogos nie zatrudniam na czarno. Oczywiscie - nie zatrudniałem, i oczywiscie - zadne "przepraszam" za zawracanie mi 4 liter nie padło - nie mowiac juz o zwrocie poniesionych kosztow (musialem kserowac dla nich wszystkie dokumenty, zamknac firma na czas kontroli, itp)... A tutaj - prosze: milion Ukraincow pracuje w Polsce na czarno, o czym Ministerstwo Pracy wie... Pytanie: co z tym robi?

Druga rzecz, ktora mnie zastanawia, to czy naprawde tak trudno zrozumiec, ze dopoki w Polsce przy europejskich cenach beda wschodnie płace, dopoty Polacy beda wyjezdzac?

Nie wiem czy Panstwo wiedza, ze polski rzad cos ze 2 miesiace temu wydelegowal do Irlandii swoich przedstawicieli, ktorzy mieli za zadanie spotkac sie z przedstawicielami polskich organizacji polonijnych, aby ich zapytac - "co nalezałoby zrobic, zeby Polacy wrocili do Polski?". Ot, takie pytanie... Ktos wział za to kase, przelecial sie na Wyspe na koszt polskich podatnikow, przy okazji najadł i napił, gdy tymczasem wystarczylo zadac to pytanie na pierwszym z brzegu w miare popularnym polonijnym forum dyskusyjnym, aby otrzymac jasne odpowiedzi. Szybko, konkretnie - i za darmo...

niedziela, 30 września 2007

V wizyta w Polsce (7): PKP, czyli 2 w 1

Dzisiaj na dworcu glownym PKP w Krakowie zauwazylem zdumiewajacą osobliwosc: otoz w tym samym wagonie jednego z pociagów miescila sie zarowno klasa I, jak i II... W dodatku ten sam pociąg jechał do dwoch roznych miejscowosci...

Niewiarygodne, prawda? A jednak -) Byl to pociąg relacji Wroclaw - Przemyśl/Zamość. Czyli wyjechal z Wrocławia i jechal jednoczesnie do Przemysla i Zamoscia. To akurat żadna nowosc, PKP od dawna dzieli w ten sposob składy, "rozczepiajac" je po drodze.

Dla mnie zaskoczeniem był, jak napisalem na wstepie, jeden z wagonow, w ktorym znajdowaly sie zarowno przedzialy I jak i II klasy. Az zajrzalem do srodka - i faktycznie, przedzialy roznia sie iloscia miejsc, standardem, itp.

/Na zdjeciu powyzej: opisany przeze mnie wagon podzielony na dwie klasy: I i II/

Od kiedy siegam pamiecia, wagony I klasy byly wagonami I klasy, a wagony klasy II - wagonami klasy II... Wniosek z tego taki, ze coraz mniej Polakow podrozuje I klasa, dlatego PKP zastosowala takie rozwiazanie...

Zmienia sie rowniez okolica wokoł krakowskiego dworca PKP. Od frontu - juz Europa, a z tyłu - ciagle wschod z pamietnymi bazarowymi budkami. A na samym dworcu - praktycznie bez zmian: wyglada wszystko niemal tak samo, jak za pamietnego PRL-u.

Coz ponadto? Nie pisalem prawie przez tydzien, bo - rozłozylo mnie przeziebienie. W chwili gdy pisałem ostatnia notke - juz bylem chory, a dzisiaj w sumie pierwszy raz "na dluzej" wyszedlem z domu. Jeszcze jestem co prawda mocno "pociągajacy" (chodzi oczywiscie o pociąganie nosem z powodu ostrego kataru ;-) - ale juz dochodze do siebie.

Przez ponad 3 lata nigdy, ani razu, nie rozlozyla mnie tak irlandzka pogoda. Polskiej - udalo sie powalic mnie w tydzien - na tydzien...

wtorek, 25 września 2007

V wizyta w Polsce (6): politycy z piaskownicy

W Polsce trwa kampania wyborcza. W imie Boga, Ojczyzny, a tak naprawde: Honor-arium, ktore z honorem nie ma nic wspolnego, ale z wypchanym portfelem - i owszem. Kampania pozbawiajaca reszty zludzen, ze polscy politycy chca zrobic cokolwiek dla obywateli, a nie wylacznie dla siebie...

Cala Polska jest obwieszona wyborczymi plakatami, na ktorych partie - zamiast przekonywac wyborcow do swojego programu, piętnują partie konkurencyjne. Zapewne slusznie zreszta - niemniej chodzi o przekazanie komunikatu: musisz glosowac na "nas", bo w przeciwnym razie beda rzadzic "oni". Czyli - wybor mniejszego zła... Ale zło, chocby i mniejsze, jest nadal złem...

/Na zdjeciu: jeden z opisanych wyzej plakatow wiszacy na scianie budynku przy Placu Bohaterow Getta w Krakowie. Fatalny stan budynkow stojacych czesto w samym centrum Krakowa, to temat na oddzielna notke.../

Niestety, przez prawie 20 lat po upadku tzw. "komuny" nie doczekalismy sie w Polsce politykow europejskiego formatu. I patrzac na obecny polityczny narybek, smiem twierdzic, ze nie doczekamy sie takich politykow przez kolejnych lat 20...

Jakie jest wiec wyjscie dla Polski? Skoro polscy politycy sa ciagle na etapie piaskownicy, to Polską, wg mnie, powinien rzadzic komisarz wyznaczony przez UE. W koncu: Polacy masowo emigruja do krajow UE - i to nie tylko z powodu lepszych zarobkow, UE pompuje olbrzymie pieniadze do Polski, to moze i jej przedstawiciel, nie powiazany zadnymi układami, zobowiazaniami, nie zaslepiony polityczno - religijnym fanatyzmem, zaprowadzi wreszcie porzadek w naszym kraju?

A nawet jezeli nie, to i tak wyszloby nam to na dobre. Dlaczego? Ano dlatego, ze jestesmy spoleczenstwem podzielonym i zwasnionym, a Polacy, jak wiadomo, potrafia sie wspaniale jednoczyc tylko wobec "obcych".

Wiec tak czy owak, takie rozwiazanie byłoby najbardziej korzystne dla Polski i Polakow: dzieki rzadom przedstawicieli UE w Polsce albo w koncu wyszlibysmy na prosta, albo przynajmniej - znowu stalibysmy sie narodem zjednoczonym ;-)

niedziela, 23 września 2007

V wizyta w Polsce (5): polska bieda

W Polsce jest bieda. Oczywiscie, nikt tutaj nie umiera z glodu, w koncu - Polska jest sredniej wielkosci krajem nalezacym do UE. Niemniej - Polska jest krajem biednym...

Krakow, ul. Florianska. Podchodzi do mnie mlody czlowiek i wrecza mi obrazek z Janem Pawłem II. Za chwile, do kompletu, doklada drugi - tym razem ze sw. Krzysztofem. W tym czasie zasypuje mnie lawina słow z ktorych wyłapuje, ze jest biednym studentem i prosi mnie o wsparcie. Wyciagam z kieszeni garsc drobnych, tak na oko z 10 zl. "Biedny student" patrzy, czy aby sie nie pomylilem. Za chwile szczesliwy oddala sie szybko ode mnie, moze z obawy - ze sie rozmysle? Takich sytuacji w ciagu ostatnich paru dni mialem tutaj mnostwo. Powie ktos, to nie zebracy - tylko cwaniacy, trzepiacy kase na takich naiwniakach jak ja. Moze tak, moze nie... A raczej na pewno nie wszyscy zebrzacy, ktorych jest mnostwo...

Tesco, ul. Kapelanka, Krakow. Na jednej z półek własnie umieszczono przeceniona zywnosc. Natychmiast rusza w tym kierunku istny tłum. Przepychanie, kotlowanina. Jak za komuny we wczesnych latach 80-tych, kiedy rzucono do sklepu cos innego niz przyslowiowy ocet.

/Na zdjeciu powyzej: 20 wrzesnia b.r., Krakow, ul. Dietla. Kolejka ludzi przed sklepem sprzedajacym odziez na wage.../

Krakow, ul. Dietla: czekajac na tramwaj ze zdumieniem widze kolejka ludzi przed sklepem sprzedajacym odziez na wage (zobacz zdjecie powyzej).

"Gazeta w Krakowie" (lokalny dodatek do G.W.) pisze o głodnych dzieciach w szkole. Po artykule, na obiady dla nich składaja sie czytelnicy gazety. Płacone przez mieszkancow podatkow poszly zapewne na odprawy dla posłow i kampanie wyborczą - dla przyszłych posłow. Najprawdopodobniej zreszta tych samych...

Kwitna za to firmy udzielajace "chwilowek" - ulotkami z ich reklamami jest obklejony kazdy słup sygnalizacji swietlnej. Zreszta, co tu kryc, caly ten nasz "boom mieszkaniowy" powstaje na kredyt. Wieksze inwestycje - ze srodkow UE. Itd, itp...

W Polsce nie ma praktycznie rodziny, z ktorej by ktos z jej blizszych lub dalszych czlonkow nie wyjechal do pracy za granice. Dzieki przesylanym funtom i euro - udaje sie wiązac koniec z koncem...

Oczywiscie, sa wyjatki. Sa w Polsce osoby, ktore zarabiaja godziwie, sa tacy, ktorych stac na zagraniczne wakacje. Zawsze byli. Ale nie ma ich zbyt wielu...

Ludzie głosuja nogami - masowo wyjezdzajac... Spotkalem sie ze znajomym, ktory byl na Wyspie - i wrocil. Uwierzyl w propagande sukcesu. Owszem, ma prace. Ale, "powrot był błędem" - stwierdza. Teraz znowu chce wyjechac z Polski...

W Polsce jest praca. Ale przy "zachodnich" cenach - płace nadal sa "wschodnie". Dopoki to sie nie zmieni, Polska bedzie krajem biednym...

piątek, 21 września 2007

V wizyta w Polsce (4): wyjeżdżają najzdolniejsi Polacy...

Z uwagi na trwajacą w Polsce kampanie wyborcza - nie włączam telewizora. Gdybym to zrobil, to pewnie od razu zmienilbym date wylotu na znacznie wczesniejsza. Wystarcza mi billboardy ktore widze na miescie, a z ktorych to wyzieraja cyniczne twarze polskich politykow. Wybory co prawda nowe, ale wybor od lat - ten sam, niestety...

Kupilem za to pare lokalnych, krakowskich, polskojezycznych gazet (dlatego "polskojezycznych", poniewaz w sytuacji gdy wiekszosc "polskiej" prasy nalezy do nie-polskich koncernow wydawniczych, uzywanie slowa "polska prasa" jest co najmniej naduzyciem. Okazuje sie, ze prawdziwie polska prasa jest w tej chwili wydawana chyba tylko za granica...).

No ale, wracajac: praktycznie w kazdej z tych polskojezycznych lokalnych gazet krakowskich - jest cos o emigracji. W zasadzie - nic nowego: ze emigracja jest, ze rosnie, ze fachowcy powyjezdzali, ze trzeba bedzie ściągac do pracy Chinczykow (zapewne nie baczac na kary, jakie w takim przypadku UE oblozy Polske, kraj o jednym z najwyzszych wskaznikow bezrobocia w Europie). Oczywiscie, nikt z tym nie zamierza nic zrobic, kazdy tylko mowi ze "coś" nalezy z tym zrobic, i na tym sie (s)kończy.

/Obok: pierwsza strony wczorajszej "Gazety Krakowskiej" z nizej omawianym tekstem/

W sumie rzecz nawet nie warta wspominania, gdyby nie tekst na jaki natrafilem we wczorajszej "Gazecie Krakowskiej". Otoz w utrzymanym w alarmujacym tonie artykule pt.: "Zachód kradnie geniuszy z Krakowa" autorstwa Katarzyny Kachel, czytamy m.in.(skróty i podkreslenia w tekscie pochodza ode mnie):

"Uczelnie z Anglii, Francji, USA, Belgii i Danii potrafią sprzątnąć nam sprzed nosa najlepszych licealistów. Dają im stypendia naukowe, socjalne i obiecują dobrą pracę. Olimpijczycy i zwycięzcy międzynarodowych konkursów zamiast błyszczeć w polskich uczelniach, jadą za granicę. – Jest ich coraz więcej – oceniają dyrektorzy krakowskich prestiżowych liceów, do których trafiają przedstawiciele europejskich i amerykańskich szkół wyższych. Najczęściej zarzucają sieci na geniuszy matematycznych i fizycznych. (...)
Trudno się oprzeć takim ofertom. Tym bardziej, że innych, równie atrakcyjnych, nie mają. W Krakowie programu dla utalentowanych uczniów brak. O najzdolniejszych absolwentów nie biją się żadne polskie uniwersytety czy akademie.
– Za granicą od razu dają im stypendia socjalne, naukowe, stwarzają możliwości pracy naukowej – wymienia Marek Stępski, dyrektor II LO im. Sobieskiego w Krakowie.
W Polsce z geniuszami kłopot zawsze był – przyznaje Jerzy Lackowski, były kurator małopolskiej oświaty, dyrektor Studium Pedagogicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. – Źle były widziane klasy dla orłów i programy dla najzdolniejszych. Wszystko zawsze było uśredniane, a ci ponadprzeciętni musieli sobie sami radzić. (...) W polskich liceach zdolni uczniowie wciąż na niewiele mogą liczyć. Nie ma możliwości zorganizowania dla nich indywidualnego toku nauczania, bo brakuje na to pieniędzy. Podobnie jest na uczelniach: stypendia naukowe są żenująco niskie, trzeba się nagimnastykować i szukać pomocy w różnych fundacjach."

No coz, pomijajac naduzycie, jakim jest zastosowanie slowa "kradziez" - gdy mowa o godnych ofertach rozwoju dla wybitnie uzdolnionych Polakow jakie wysuwaja zagraniczne uczelnie, w sytuacji gdy, ponownie cytuje: "W Krakowie programu dla utalentowanych uczniów brak. O najzdolniejszych absolwentów nie biją się żadne polskie uniwersytety czy akademie.(...)" - to ww. tekst jasno wskazuje, ze polski eksodus trwa i obejmuje juz nie tylko zwyklych zjadaczy chleba jak nizej podpisany, ale i osoby szczegolnie uzdolnione.

O ile w pierwszym przypadku co niektorzy pozwalaja sobie na drwiny, ze wyjezdzaja "nieudacznicy", o tyle w drugim - cyniczne uwagi powinny ustapic miejsca glebszym refleksjom. Oczywiscie, nie licze na taka refleksje u polskich politykow, bo ci, jak napisalem na wstepie, maja teraz wazniejsze dla siebie problemy...

I tak na koniec, w zwiazku z tym eksodusem nie tylko pospolitego polskiego ludu, ale i tego nie-pospolitego, z mała dedykacja dla polskich politykow, cytat z "Wesela" Stanisława Wyspiańskiego (ktore - nomen-omen - mialo miejsce ponad 100 lat temu w podkrakowskich Bronowicach):

Miałeś, chamie, złoty róg,
miałeś, chamie, czapkę z piór:
czapkę wicher niesie,
róg huka po lesie,
ostał ci sie ino sznur,
ostał ci sie ino sznur...

czwartek, 20 września 2007

V wizyta w Polsce (3): duzo pracy, malo płacy...

O tym, ze w Polsce jest juz sporo ofert pracy, pisalem przy okazji relacji z mojej poprzedniej wizyty w Polsce w kwietniu b.r. (zobacz notke: IV wizyta w Polsce: jest duzo pracy...). W sumie od tamtego czasu - praktycznie nic sie nie zmienilo. Pracy jest sporo - ale place nadal bardzo niskie...

Na co drugim sklepie w centrum Krakowa wisza ogloszenia o poszukiwaniu pracownikow. W lokalnych gazetach rowniez mnostwo ofert, niektore nawet - sa dosc interesujace. Niestety, przecietne place sa nadal mizerne.

/Na zdjeciu powyzej: jedno z licznych ogloszen wiszacych na witrynach krakowskich sklepow/

Pomijam fakt, ze zdecydowana wiekszosc pracodawcow w Polsce nie podaje w swoich ogloszeniach wynagrodzenia. Nie rozumiem, dlaczego? Wstydza sie? Szkoda, bo zaoszczedzilo by to sporo czasu i poszukujacym pracy - i im samym. Popytalem tu i owdzie o zarobki. Owszem, nieznacznie wzrosly: tak od 100 do 200 zl na miesiac. Przy czym ceny - wzrosly jeszcze bardziej...

Spojrzmy prawdzie w oczy: ceny w Polsce juz dorownaly cenom na Wyspach. Szczegolnie zywnosc - jest po prostu droga (jezeli chce sie jesc normalnie, a nie tylko i wylacznie "biale tesco"). Tansze w Polsce sa ciągle jedynie gorzała - i papierosy. Nie pale, a co do polskiej wódki - to w ciagu ostatnich 3 lat podniebienie zrobilo mi sie bardziej delikatne... No coz, w koncu - nie przyjechalem do Polski, zeby oszczedzac.

Reasumujac: ceny wzrosly, płace - stoją w miejscu. I nie zanosi sie, zeby te ostatnie miały w najblizszej przyszlosci wzrosnac...

środa, 19 września 2007

V wizyta w Polsce (2): polska pogoda i irlandzkie piwo

Wczorajszy dzien spedzilem glownie na zakupach polskich ksiazek, irlandzkiego piwa i chowaniu sie przed deszczem ;-)
 

 Zaczne od pogody, poniewaz jest to temat najczesciej poruszany przez "polskich narzekaczy" w Irlandii. A wiec: wczoraj w Krakowie od rana do popoludnia bylo goraco. Az do przesady. Nie chce nawet myslec, co czuli tutaj ludzie w lecie... W kazdym razie - ja mialem dosc. Po poludniu, znienacka - ulewa. I to nie taki tam irlandzki deszczyk, tylko typowa polska pompa... Dzisiaj rano - wyszedlem z domu w zwyklej koszuli, tak jak wczoraj. Naiwny bylem... Natychmiast musialem sie cofnac do domu po kurtke - bo bylo zimno...

Irlandzka pogoda - jaka jest taka jest, ale przynajmniej jest w miare jednostajna i przewidywalna. Wiadomo, ze bedzie w miare cieplo, bedzie swiecilo slonce i lekko kropil deszczyk. Tutaj: bedzie najpierw upalnie, pozniej - strugi deszczu, a potem - zimno...

Odwiedzilem moja ulubiona ksiegarnie na Kazimierzu, zakupilem nieco interesujacych mnie ksiazek zostawiajac w kasie ladnych pareset zlotych, ale to jeszcze nie koniec przewidywanych "ksiazkowych" zakupow :-) Chyba bede mial nadbagaz...


/Na zdjeciu powyzej demonstruje moje zakupy: irlandzkie piwko kupione w Polsce ;-)/

No i - zajrzalem do sklepu z alkoholem upatrujac tam irlandzkie piwko ;-) Co prawda zawsze uwazalem, ze nalezy korzystac z lokalnych produktow, bo tylko wtedy mozna poczuc ich prawdziwy smak: dlatego bedac w Cork preferuje piwo warzone w Cork i zdecydowanie uwazam, ze picie polskiego piwa w Irlandii - jest nie na miejscu. Oczywiscie: o gustach, szczegolnie smakowych, sie nie dyskutuje, niemniej - jest to moje zdanie... Ale dziala to tez na odwrot: picie irlandzkiego piwa w Polsce rowniez jest pozbawione sensu. Nie wiem, z jakiego powodu, ale irlandzkie piwo pite w Polsce juz w trakcie poprzednich wizyt przypominalo mi jedynie cien tego smaku - jaki ma w Irlandii...

Niemniej - skusilem sie. Dlaczego? Ano dlatego, ze zobaczylem eksportowa wersje czerwonego... Murphys'a (o "czerwonych" odmianach znanych irlandzki piw pisalem tutaj: http://piotrslotwinski.blogspot.com/2007/08/czerwony-beamish-beamish-to-kultowe.html). Tego typu "czerwone" odmiany sa bardzo trudno dostepne w Irlandii, niemal cala produkcja jest eksportowana. Przy okazji wzialem tez kilka Kilkenny - to rowniez irlandzkie piffko, ale nieco mniej znane niz slynna trojca (Guinness, Murphy's i najbardziej lubiany przeze mnie Beamish).

No i - niestety, to nie to... Owszem, dobre, wg mnie lepsze niz wiele polskich "flagowych" marek, ale jednak - nie. Moze dlatego, ze to "czerwone" odmiany, a moze dlatego, ze to odmiany "eksportowe", a moze jedno i drugie? Tak czy owak: prawdziwe irlandzkie piwo ma byc czarne, geste ;-) i smakuje najlepiej w tradycyjnym irlandzkim pubie - znajdujacym sie w Irlandii, rzecz jasna ;-)

A to, ze coraz czesciej barmanami sa tam Polacy, ktorzy nalewaja to piwo klientom - Polakom, to juz zupelnie inna historia ;-)

wtorek, 18 września 2007

V wizyta w Polsce (1): funkcjonariusze bez wąsów i szalony kurs euro

Wrocilem do Polski. Co prawda na niespelna 3 tygodnie, ale zawsze ;-)

Wylecialem z Cork liniami Centralwings, we wtorek, o 2 w nocy czasu irlandzkiego, przylecialem do Krakowa o 6 rano - czasu polskiego. Na lotnisku spotkalem znajoma Irlandke z pracy - leciala do Krakowa na pare dni wraz z mama - i jej przyjaciolka, coby przepuscic troche euro ;-)

Mialem zamiar kupic, jak zwykle, pare upominkow w sklepie na lotnisku (ze szczegolnym uwzglednieniem irlandzkiej whiskey), niestety - sklep byl juz zamkniety. Czyzby uznano, ze Polacy (o tej godzinie jest tylko jeden lot - do Krakowa) nie sa dobrymi klientami? Nie wiem... Za to otwarty byl bar m.in. z piffkiem, z czego czesc naszych Rodakow skwapliwie skorzystala. Efektem tego byly niekonczace sie pielgrzymki do toalety - juz w trakcie lotu.

Wczesniej - odprawa. Zapomnialem wyjac kluczy z kieszeni, bramka "zapiszczala"- wiec musialem oprocz kluczy wyjac tez pasek ze spodni i poddac sie pobieznej kontroli osobistej. I tak dobrze, ze mnie w skarpetkach nie puscili, jak to poprzednio ciagle robili w Krakowie. Sam lot bez wiekszych atrakcji. W samolocie komplet pasazerow - i - goraco, kazdy wysiadal mokry...

Odprawa paszportowa na lotnisku w Krakowie bardzo mile mnie zaskoczyla: jak byc moze czesc z moich Czytelnikow pamieta, podczas poprzednich moich wizyt niemal do szalu doprowadzali mnie umundurowani i uzbrojeni wąsaci funkcjonariusze. Teraz - zobaczylem ze chyba idzie nowe. Raz, ze nie mieli wąsow, a dwa - ze swoje zgnilozielone mundurki zastapili bialymi koszulami z czyms tam na pagonach. I - najwazniejsze - chociaz jeszcze przy sprawdzaniu paszportu nie uzywaja słow: "prosze" i "dziekuje", ale juz przynajmniej - nie patrza spode łba, jak to bywalo poprzednio. A moze po prostu tak udalo mi sie trafic? Zobaczymy - przy wylocie...

Zeby nie bylo tak milo: w kantorze na krakowskim lotnisku wymienilem 50 euro. Na taksowke, i takie tam - pierwsze wydatki. Najpierw - odczekalem swoje, bo, jak glosila kartka - trwalo "liczenie pieniedzy" (pan liczyl, pani sie zachwycala swoim plaszczykiem). Kiedy zrobila sie juz za mna spora kolejka, pan zaszczycil mnie spojrzeniem i wymienil mi rzeczone euro po... 3,28 zl za sztuke. Normalny, dzisiejszy kurs w kantorach to ok. 3,75. Zeby bylo zabawniej, w ogole nie dostrzeglem tablicy z kursem walut. Byla na pewno, tylko pewnie w takim, nie rzucajacym sie w oczy - miejscu... Totez - uwazajcie na lotniskowe kantory.

Pozniej: taksowka do domu, szybki prysznic - i ruszam na miasto ;-) Wsiadam do autobusu, ktory wkrotce po ruszeniu staje z powodu... awarii. Wysiadamy. Mijaja nas dwa autobusy, zaden sie nie zatrzymuje: pierwszemu wyswietla sie na przedniej szybie napis: "Wyjazd na linie", a drugiemu: "Zjazd do zajezdni". Moj autobus, po wyswietleniu napisu "Awaria" - ruszyl dziarsko zaraz po opuszczeniu przez niego ostatniego pasazera. Poszedlem na tramwaj...

W sumie - dzien sie dopiero zaczal ;-)