wtorek, 2 czerwca 2020

Madrai

Przy 124 St Patrick's Street w Cork, nieopodal pomnika Father Matthew, znajduje się kamienne poidło dla psów z napisem "Madrai". Ma już swoje lata i interesującą historię. Wykonał je Seamus Murphy /1907 - 1975/, chyba najbardziej znany irlandzki rzeźbiarz.

Przyznaję: przechodziłem tamtędy tysiące razy i go nie zauważyłem. Dopiero gdy wybrałem się z Agnieszką na kolejny "geocachingowy" spacer po Cork, tym razem śladami dawnych publicznych ujęć wody w tym mieście, niejako przy okazji "odkryłem" ten przedmiot.

 /Powyżej: budynek przy którym znajduje się "Madrai" /

Obecnie budynek jest wystawiony na sprzedaż, wcześniej mieścił się w nim sklep. Ale w latach 40/50-tych ub.w. znajdowała się tutaj restauracja The Milk Bar, później przemianowana na Bridge House, prowadzona przez małżeństwo Christine i Knolly Stokes. To właśnie Christine wpadła na pomysł aby przed wejściem do baru zainstalować poręcz do której klienci mogli przywiązać smycze swoich psów a jednocześnie postawić dla nich /psów, nie - klientów ;-)/ "korytko" z wodą. O wykonanie tego ostatniego mąż Christine poprosił mieszkającego w Cork słynnego rzeźbiarza Seamusa Murphy'ego. Ten nie tylko się zgodził, ale od siebie dodał jeszcze napis "Madrai", co w języku irlandzkim znaczy "Pies".

/Powyżej: "Madrai" /

W styczniu ub. roku lokalny radny zaalarmował prasę, że liczące sobie już ok. 70 lat "Madrai" zostało skradzione. Garda rozpoczęła śledztwo ale szybko okazało się że poidło na prośbę rodziny nieżyjącego już rzeźbiarza zostało zabrane do czyszczenia i konserwacji. Oczywiście szybko wróciło na miejsce.

Seamus Murphy jest autorem wielu znanych dzieł. To on wyrzeźbił m.in. popiersie Konstancji Markiewicz znajdujące się w St Stephen’s Green Park w Dublinie, w Cork mamy np. słynną Onion Seller. My sami na niedzielne Msze Święte często chodzimy do Church of the Annunciation w Cork, kościoła zaprojektowanego przez tego artystę w którym znajdują się również jego prace.

Ale gdy niedługo przed śmiercią zapytano go o jego ulubione dzieło, Seamus Murphy uśmiechnął się i odpowiedział: "Madrai na St. Patrick Street w Cork".

poniedziałek, 1 czerwca 2020

Koronawirus w Cork /28/: wsiadł do autobusu człowiek z maską na głowie...

... nikt go nie poratuje, nikt mu nic nie powie - bo inni też siedzą w maskach ;-) Przynajmniej w moim "firmowym" autobusie którym czasami jeżdżę, gdzie oprócz "social distancing" musimy przed wejściem odkazić ręce oraz całą podróż odbyć w tychże maskach. Oczywiście w zwykłych autobusach miejskich w Cork wymaga się jedynie zachowania odpowiedniego dystansu.

W pracy nadal musimy nosić maski. Jak się w nich pracuje? Oczywiście - źle. Jak już pisałem, zupełnie inaczej to wygląda kiedy wychodzi się na chwilę do sklepu, a zupełnie inaczej kiedy trzeba w niej pracować, czasami dość ciężko, przez 12 godzin.

Dostaliśmy po trzy maski wielorazowego użytku, w zeszłym tygodniu dołożono nam kolejną w której lepiej się oddycha, ale i tak ponad połowa z nas używa własnych jednorazowych, takich jak ta - moja, na dołączonym selfiku. Są lżejsze i łatwiej z nich wystawić nos z czego zdecydowana większość skwapliwie korzysta ;-)

Taka ciekawostka: po dwóch tygodniach używania maski odkryłem, że najbardziej po pracy w niej bolą... uszy. Poważnie. Gumki /nawet te najsłabsze/ podtrzymujące maseczkę robią swoje. Stąd widziałem że niektórzy zaczęli stosować różne patenty, mające na celu utrzymanie maseczki na miejscu ale z pominięciem zaczepiania jej w taki sposób. Dlatego sam zamówiłem taką zapinaną z tyłu głowy. Oczywiście - z Chin, które na wypuszczonym przez siebie koronawirusie zarobiły już całkiem sporo.

Ale mam nadzieję że zanim przyjdzie - przestanie być potrzebna...

środa, 27 maja 2020

Wesele /w reż. W. Kostrzewskiego/

W zeszłym tygodniu TVP Kultura pokazała "Wesele" Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Wawrzyńca Kostrzewskiego. Nagrałem a wczoraj obejrzałem. Rewelacja! Zdecydowanie lepszy od ekranizacji Andrzeja Wajdy z 1972 roku, przynajmniej - jak dla mnie.

Dodam, że na ten spektakl trafiłem przypadkiem, ot przeglądając kanały w tv i sprawdzając co jest warte nagrania i obejrzenia w danym tygodniu. Sam spektakl miał swoją premierę ponad rok temu, 28 stycznia ub.r. ale prawdę pisząc, nie natknąłem się wcześniej na informacje o nowej ekranizacji tego dramatu. Szkoda, tym bardziej że mamy do czynienia z wyjątkowo udanym dziełem.

Aby potwierdzić swoje przekonanie obejrzałem raz jeszcze ekranizację Wajdy a pół wczorajszej nocy poświęciłem na ponowne przeczytanie oryginalnego tekstu "Wesela". Nie ma co ukrywać, przerabiałem to w szkole średniej jako lekturę obowiązkową a z lektur obowiązkowych trudno czerpać przyjemność. Nie dlatego że złe, uchowaj Panie Boże, ale dlatego - że obowiązkowe. Teraz wreszcie nie musiałem - a chciałem. A dzisiaj rano ponownie dokładnie obejrzałem "Wesele" Kostrzewskiego, co zdecydowanie utwierdziło mnie w wyrażonej na wstępie opinii.

/Powyżej: "Wesele" w reżyserii Wawrzyńca Kostrzewskiego/

Od razu zastrzeżenie: ekranizację Wajdy traktuje się jako film a Kostrzewskiego - jako spektakl Teatru Telewizji. To jest tylko kwestia semantyki a nie rzeczywistości, bo między jednym i drugim nie ma żadnej różnicy: i tu i tam zastosowano te same środki, zdecydowanie bardziej filmowe niż teatralne. No, jedyna może różnica jest taka, że Kostrzewski darował sobie huczny przejazd orszaku weselnego z Panem Młodym i Panią Młodą spod Kościoła Mariackiego do Bronowic, który jest u Wajdy a nie ma u Wyspiańskiego.

Nie zawsze co nowe, jest lepsze. Ot np. w styczniu b.r. w Teatrze Telewizji oglądałem "Igraszki z diabłem" w reżyserii Artura Więcka. Dobre, nawet - bardzo dobre, a jednak wersja Tadeusza Lisa z 1980 roku którą oglądałem jako dziecko wydała mi się zdecydowanie lepsza i to przy znacznie skromniejszych środkach jakie wtedy zastosowano. Upewniłem się w tym, oglądając ją ponownie.

Tutaj jest inaczej. "Wesele" Kostrzewskiego jest zdecydowanie wierniejsze Wyspiańskiemu niż "Wesele" Wajdy, a z drugiej strony - mamy wrażenie że akcja toczy się niemal współcześnie a nie 120 lat temu. Nie ukrywam też, że u Wajdy męczył mnie muzyczny kołowrotek gdzie w ciasnych kadrach aktorzy niemal wykrzykiwali swoje kwestie i gdzie brylował Pan Młody, znowu - niezgodnie z tym jak było u Wyspiańskiego. W nowej inscenizacji Kostrzewskiego wreszcie można się skupić na tym, co naprawdę ważne w tym dramacie. Do tego niezła muzyka, tam - gdzie powinna być.

I tam i tu wystąpili świetni aktorzy. Z ciekawostek: w jednym i w drugim "Weselu" zagrał Daniel Olbrychski, u Wajdy w 1972 roku był Panem Młodym, u Kostrzewskiego w 2019 roku - Werynhorą. Ale jest też nowe pokolenie aktorów grających naturalnie, bez teatralnych przerysowań. I są nowi twórcy na nowo odczytujący "Wesele' a jednocześnie dochowujący wierności oryginałowi.

Trzeba obejrzeć. Koniecznie!

niedziela, 24 maja 2020

Doonpeter Holy Well

Nieopodal Glenville w hrabstwie Cork znajduje się cmentarz znany z tego, że chowano tutaj nieochrzczone dzieci. Ich miejsca pochówku są oznaczone zwykłymi kamieniami. Na środku cmentarza jest Doonpeter Holy Well, kolejna "święta studnia" znana jeszcze z przedchrześcijańskich czasów. Miejscowi do dzisiaj uznają, że woda z niej ma szczególne właściwości.

Jak już kilkakrotnie pisałem przy okazji innych irlandzkich "świętych źródeł", z badań przeprowadzonych 60 lat temu wynika, że w Irlandii znajdowało się ponad 3 tysiące przeróżnych "świętych studni" - więcej niż w jakimkolwiek innym kraju na świecie. Do naszych czasów zachowało się ok. 1300 z nich. W irlandzkich mitach źródła były swoistym połączeniem świata materialnego i duchowego. Wiele wczesnych irlandzkich kościołów katolickich zostały zbudowanych w pobliżu pogańskich studni, które były wykorzystywane do chrztu. W bliskiej odległości od cmentarza znajduje się las z przepływającą przez niego rzeką, idealne miejsce do pieszych wędrówek.

Kilka zdjęć z tych miejsc poniżej, więcej znajduje się w galerii na mojej stronie na fb: LINK, z kolei na YT można obejrzeć nasz krótki filmik z tego miejsca: LINK.




sobota, 23 maja 2020

Grill z przyjaciółmi

Piękna pogoda, epidemia koronawirusa oficjalnie powoli przygasa, władza pozwoliła "spotykać się w niewielkich grupach", więc wybraliśmy się do przyjaciół na grilla. Tam spotkaliśmy się m.in. z niewidzianym od kilku miesięcy Rico ;-)

/Powyżej: z Rico/

środa, 20 maja 2020

Nic się nie stało

Dzisiaj w TVP1 pokazano dokument Sylwestra Latkowskiego: "Nic się nie stało", o pedofilii wśród polskich celebrytów bawiących się w sopockim lokalu "Zatoka Sztuki", który był, jak rozumiem, skrzyżowaniem domu kultury z domem publicznym, udającym klub nocny. Albo odwrotnie. 

Bawiła tam cała sopocka "elyta" a i "warszawka" zaglądała regularnie: bywali znani artyści, muzycy, sportowcy jak i osoby znane z tego, że są znane.

Pod przykrywką organizowanych tam mniej lub bardziej kulturalnych wydarzeń, prowadzono regularny nabór mocno nieletnich dziewczynek, które następnie "oferowano" znanym i bogatym pedofilom. Dziewczynki upijano, podawano im narkotyki, gwałcono a do tego jeszcze szantażowano ujawnieniem tragedii która je spotkała. Jedna z nich, 14-letnie dziecko, nie wytrzymała psychicznie i popełniła samobójstwo.

Sam film dość wstrząsający, pokazuje tragedię matki dziewczynki i brak skutecznego działania państwa. O tej sprawie już pisano w prasie, nagłaśniano ją w TVN, a jednak - nic się nie zmieniło, nawet gdy władze Sopotu postanowiły zakończyć działalność tego lokalu. Mało tego: znaleźli się wtedy artyści którzy publicznie stanęli w obronie "Zatoki Sztuki".  Jednak ważniejsza chyba rzecz wydarzyła się po filmie: w trakcie rozmowy na żywo z reżyserem, który publicznie zwrócił się do tych znanych celebrytów, wymieniając ich z nazwiska, z apelem aby złamali zmowę milczenia i opowiedzieli czego byli świadkami.

Jest nadzieja że tym razem ta kolejna już afera pedofilska wśród naszych, pożal się Panie Boże, artystycznych "elyt", nie zostanie zamieciona pod dywan. Sprawa stała się bardzo głośna, zdaje się że jeszcze w trakcie emisji filmu zapadła decyzja po powołaniu specjalnego zespołu prokuratorów do zbadania tej sprawy.

Niemal dokładnie rok temu, 17 maja ub.r. na konwencji PiS w Łodzi, Jarosław Kaczyński zapowiedział: "Prawo i Sprawiedliwość jednoznacznie stwierdza: ani purpura, ani Nobel, ani Oscar, ani światowa czy europejska sława nikogo nie uchroni przed odpowiedzialnością za zbrodnie pedofilii (...) Chcę wyraźnie powiedzieć: PiS jest gotowe poprzeć komisję, która będzie badać sprawę pedofilii, ale nie tylko w Kościele, tylko we wszystkich środowiskach".

No cóż, czas dotrzymać obietnicy...

sobota, 16 maja 2020

C.S. Lewis: Podział ostateczny

Urodzony w Belfaście Clive Staples Lewis znany jest przede wszystkim z cyklu "Opowieści z Narnii". Kilka lat wcześniej, w 1945 roku napisał m.in. powieść "Podział ostateczny" /oryginalny tytuł to: The Great Divorce/. Autor zastanawia się w niej /przyjmując nieco konwencję sf/ nad chrześcijańskimi koncepcjami Nieba i Piekła. 

Narrator ma sen, w którym znalazł się w Szarym Mieście. Jest to Czyściec i Piekło zarazem, w zależności od tego czy chce się tam zostać czy nie. Na przystanku wraz z innymi pasażerami /z których część rezygnuje jeszcze stojąc w kolejce/ wsiada do autobusu, który zabiera go do swoistego przedmieścia Nieba. Aby przejść dalej, pasażerowie potrzebują przewodników, którzy przychodzą po nich i okazują się przemienionymi postaciami zmarłych, których świeżo przybyli znali kiedyś, podczas swojego ziemskiego życia.

Autor stawia tezę, że każdy człowiek może uniknąć wiecznego potępienia ale wielu z nich świadomie odrzuca możliwość zbawienia, nawet mając - dosłownie - wyciągniętą ku pomocy dłoń. W dalszej część opowiadania omówione są możliwe powody takiego irracjonalnego działania.

Książka niewielka objętościowo, podobno niespełna 100 stron /podobno - bo przeczytałem ją w formie ebooka/, z jednej strony czyta się ją lekko z drugiej - trzeba być cały czas skupionym, żeby nie stracić wątku.

piątek, 15 maja 2020

Killavullen

Kolejnym celem naszej ubiegłotygodniowej wycieczki było Killavullen. To niewielka wioska leżąca nieopodal Mallow. Przez miejscowość przepływa River Blackwater, nad którą przerzucono malowniczy most. 

Z Killavullen związanych jest kilkoro znanych Irlandczyków. To tutaj w 1724 roku urodził się Richard Hennessy, irlandzki oficer wojskowy i biznesmen, najbardziej znany z założenia destylarni koniaków Hennessy, która jest dziś marką luksusową i jedną z najbardziej znanych na świecie. W 1718 roku w Ballygriffin House, nieopodal Killavullen, urodziła się Nano Nagle, znana też jako "Pani z latarnią", założycielka zakonu Sióstr Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny, która wsławiła się ogromnym wysiłkiem włożonym w edukację najbiedniejszych mieszkańców Cork. Więcej napisałem o niej TUTAJ. Również w Killavullen część swojej bardzo wczesnej edukacji odebrał Edmund Burke, irlandzki parlamentarzysta i filozof, a prywatnie - kuzyn Nano Nagle.

/Powyżej: most Killavullen Bridge nad rzeką River Blackwater/

/Powyżej: pomnik "Pani z latarnią" w leżącym nieopodal Killavullen Nano Nagle Centre/

czwartek, 14 maja 2020

Bottlehill

W ubiegłą niedzielę wybraliśmy się na wycieczkę na Bottlehill. Jest to wzgórze położone pomiędzy Cork a Mallow. Jego nazwa związana jest z legendą...

Dawno temu w jednej z małych irlandzkich wsi mieszkał wraz z żoną biedny człowiek, który nazywał się Michael Purcell. Pewnego dnia, kiedy nie mieli już zupełnie co jeść, jego żona powiedziała mu aby poszedł na targ w Cork i sprzedał ostatnią krowę. Biedak wyruszył więc w drogę, pędząc przed sobą krowę. Wtedy wydarzyło się coś dziwnego: z rowu wyszedł mały człowiek i zapytał go dokąd i po co idzie? Następnie zapytał, ile chce za krowę? Dziwny mały człowiek wyjął z kieszeni butelkę i dał ją Michaelowi w zamian za krowę. Purcell na początku tylko się zaśmiał, ale mały człowiek namówił go, aby wziął butelkę a dzięki temu już nigdy niczego mu nie zabraknie, o ile będzie w jej posiadaniu. W końcu Purcell zgodził się na zamianę a mały człowiek powiedział mu, co zrobić z butelką.

      /Powyżej: droga na Bottlehill, na której wg legendy Michael Purcell spotkał "małego człowieka"/

Kiedy biedak wrócił do domu, powiedział swojej żonie, aby położyła na stole czystą szmatkę. Następnie postawił butelkę na stole i powiedział: "Butelko, wypełnij swój obowiązek!". Z butelki wyskoczyło dwóch małych mężczyzn, którzy postawili na stole złote i srebrne naczynia wypełnione wszelkiego rodzaju wiktuałami. Purcell i jego żona usiedli i najedli się do syta. Od tej pory butelka była na ich usługi a złote i srebrne naczynia, których przybywało po każdym posiłku, stały się źródłem bogactwa.

Wkrótce wieści o butelce się rozeszły. Któregoś dnia ich sąsiad poprosił o jej wypożyczenie. Purcell dał mu butelkę i powiedział co z nią zrobić. Sąsiad był tak zadowolony z butelki, że ją podstępnie zatrzymał. Purcell wkrótce stał się tak biedny jak poprzednio i ponownie był zmuszony sprzedać swoją ostatnią krowę. Gdy szedł drogą na targ znowu w tym samym miejscu spotkał się z tym samym małym człowiekiem. Ten zapytał go jak to się stało że znowu jest taki biedny i co się stało z butelką? Purcell powiedział mu co zaszło i poprosił go o kolejną butelkę w zamian za krowę. Mały człowiek to zrobił i polecił mu, że gdy dotrze do domu ma użyć tych samych słów, co przedtem.

Kiedy biedak wrócił do domu, postawił butelkę na stole i powiedział: "Butelko, wypełnij swój obowiązek". Z butelki wyszło dwóch małych mężczyzn uzbrojonych w pałki i zaczęli bić Purcella i jego żonę, aż ci głośno błagali o litość. Dopiero wtedy zniknęli w butelce. Kiedy sąsiad Purcella usłyszał że ten ma kolejną butelkę, przyszedł zobaczyć jak ona działa. Purcell położył czystą szmatkę na stole i powiedział: "Butelko, wypełnij swój obowiązek". Dwaj mali ludzie wyszli z butelki i zaczęli bić sąsiada, dopóki nie zwrócił biedakowi pierwszej butelki. Od tego czasu Purcell i jego żona żyli długo i szczęśliwie.

Ot, taka lokalna irlandzka legenda ;-) Filmik z tej naszej wycieczki można zobaczyć na YT: LINK.

środa, 13 maja 2020

Koronawirus w Cork /27/: 3 rocznica ślubu

Dzisiaj obchodzimy 3 rocznicę ślubu.  Jak już pisałem, w pierwszą - byliśmy w Paryżu, w drugą - w Wenecji a w trzecią - chcieliśmy lecieć do... hm, kraju słynącego z walca i sernika. Kilka miesięcy temu kupiliśmy bilety i zarezerwowaliśmy hotel. I wtedy z Chin przyszła zaraza. Dlatego trzecią rocznicę ślubu świętujemy w domu. Też pięknie ;-) Poza tym, co się odwlecze to, wiadomo. Wymieniliśmy się drobnymi upominkami, tradycyjnie dostałem okolicznościową koszulkę ;-)

/Powyżej: nasza rocznicowa kolacja/

 /Powyżej: oglądamy nasz film /

/Powyżej: w mojej okolicznościowej koszulce /