Pisałem o przyjeździe Asi, czas napisać o Jej odjeździe. Asia wraca do Krakowa lecąc z Dublina, więc o godzinie 13:00 miała swój autobus. Zastanawialiśmy się chwilę, gdzie pójść na Mszę Świętą, tak, żeby zdążyła na swój autobus do Dublina, który miała o godzinie 13:00. My sami chodzimy albo na polskie msze do Holy Cross na godzinę 15:00, albo do naszego lokalnego Church of the Annunciation, na godzinę 12:00. Obydwie msze były w tym dzisiejszym przypadku, za późno.
Wybór padł na St. Mary's Church, dominikański kościół, dlatego że odprawiają tam mszę o godzinie 11:00. Znam ten kościół, ale nigdy nie byłem tam na Mszy Świętej. Przyznaję, że byłem bardzo zaskoczony wysokim poziomem liturgii: kapłani porządnie ubrani, kadzidło również w użyciu, kazanie było z ambony /co w ogóle widziałem pierwszy raz w życiu/ a komunia rozdawana na klęcząco i do ust. Nie muszę dodawać, że kościół był pełny. Można porządnie odprawiać Mszę Świętą i mieć pełno ludzi, nawet w takim zblazowanym irlandzkim Cork? Można.
Po Mszy Świętej poszliśmy na kawę i ciastko do kafejki nieopodal tego kościoła. Kremówek tu nie mają, więc wzięliśmy baklawę i sernik. Swoją drogą, jeszcze przed mszą widziałem że wszystkie stoliki na zewnątrz, kilu kafejek położonych przy rzece Lee - były zajęte. Ludzie z samego rana, w niedzielę, jednak chodzą na śniadania, zamiast odsypiać gorączkę sobotniej nocy. Tak, wiem, to nie są ci sami ludzie, jednak dziwny to był dla mnie widok.
Później odprowadziliśmy Asię na przystanek autobusowy, i tak skończyła się Jej wizyta u nas. Mam nadzieję, że będzie ją dobrze wspominać, tak jak my, i szybko odwiedzi nas ponownie. A sobie i muzom, na pamiątkę kilka zdjęć z Jej pobytu u nas:

































