środa, 5 maja 2021

Mass Rock w Ballyshoneen

Kamień Mszalny w w Ballyshoneen to kolejne ważne dla Irlandczyków miejsce związane z niełatwą historią Zielonej Wyspy. 

Mass Rock, jak już pisałem na blogu przy okazji takich kamieni w Glenville i Kilshinihan to wspólna nazwa dla skał lub kamieni, znajdujących się w wielu odosobnionych miejscach w Irlandii i używanych przez wiele lat jako ołtarze w odprawianych potajemnie rzymskokatolickich Mszach Świętych. Działo się to w czasach gdy katolicy byli prześladowani przez brytyjskich okupantów i nie mogli swobodnie praktykować swojej wiary. Często w takich miejscach umieszczano pojedyncze kamienie pochodzące ze zburzonych kościołów.

Poniżej - Mass Rock w Ballyshoneen, widoczny na zdjęciu ołtarz postawiono w 1969 roku a odnowiono w 2013 roku.


wtorek, 4 maja 2021

St. Olan's Well i Ogham Stone

Nieopodal Aghabulloge, małej wioski w hrabstwie Cork znajduje się St. Olan's Well, źródło św. Olana i Ogham Stone, kamień z inskrypcjamiw piśmie ogham. Filmik z naszej wycieczki do tego miejsca znajduje się na YT: LINK.

Ze St. Olan's Well i wyrastającym w tym miejscu drzewem jest związanych kilka legend. Woda miała być lekarstwem na choroby oczu, pielgrzymi zabierali również ze sobą gałązki drzewa, które wycięte - odrosło na nowo. Wg jednej ze wspomnianych legend zasadził je sam św. Olan, kiedy pilnował krów w pobliżu studni. Odstawił na chwilę przy źródle swój kij służący mu do zaganiania bydła i to właśnie z niego miało wyrosnąć drzewo. Sam św. Olan żył w VI wieku i był nauczycielem św. Findbara, biskupa Cork.

Jak już kilkakrotnie pisałem przy okazji innych irlandzkich "świętych źródeł": z badań przeprowadzonych 60 lat temu wynika, że w Irlandii znajdowało się ponad 3 tysiące przeróżnych "świętych studni" - więcej niż w jakimkolwiek innym kraju na świecie. Do naszych czasów zachowało się ok. 1300 z nich. W irlandzkich mitach źródła były swoistym połączeniem świata materialnego i duchowego. Wiele wczesnych irlandzkich kościołów katolickich zostały zbudowanych w pobliżu pogańskich studni, które były wykorzystywane do chrztu.

Ogham Stone ma prawie 3 metry wysokości. Napis na nim we wspomnianym piśmie ogham rozszyfrowano jako "Nó, syn Deaga" i najprawdopodobniej honoruje wodza plemienia Clana Deaghda, które kiedyś rządziło na tych terenach. Być może przy tym kamieniu znajdowało się miejsce jego pochówku. Sam kamień jednak nie znajduje w swoim pierwotnym miejscu ale w 1851 roku został przeniesiony z pobliskiego miasteczka Mountrivers, gdzie odkryto go w fundamentach starego młyna, który z kolei mógł być zbudowany na miejscu dawnego fortu. Wyryty na nim krzyż jest oczywiście późniejszy.

W latach 70-tych ub.w. postawiono w tym miejscy również figurę NMP i stacje drogi krzyżowej.

/Powyżej: St. Olan's Well i Ogham Stone/

/Powyżej: St. Olan's Well/

/Powyżej: Ogham Stone/

poniedziałek, 3 maja 2021

Paweł Kapusta: Pandemia. Raport z frontu

O epidemii koronowirusa wkrótce powstaną hollywoodzkie i bollywoodzkie superprodukcje. Na razie - piszą o nim książki, również w Polsce. "Pandemia" Pawła Kapusty została wydana we wrześniu ubiegłego roku ale niewiele straciła na aktualności. 

Tym bardziej że jest to reporterski zapis szeregu rozmów z ludźmi którzy byli wtedy na pierwszej linii frontu z wirusem, kiedy epidemia dopiero się zaczęła i gdy tak naprawdę nikt za bardzo nie wiedział z czym mamy do czynienia, za to media przedstawiały niemal apokaliptyczne obrazy a politycy każdej opcji dawali popisy swojej ignorancji. Mamy więc na gorąco odnotowane spostrzeżenia, uwagi i przemyślenia zarówno lekarzy, pielęgniarek, ratowników medycznych, pracowników hospicjów ale również sprzedawcy w dużym sklepie, nauczycielki, pracownika zakładu pogrzebowego, listonosza, przedsiębiorcy rolnemu który wraz z zamknięciem restauracji stracił część rynku zbytu i w końcu samego autora książki który również zachorował na C19.

Książka - być może wbrew założeniom autora - zostawia przeświadczenie że socjalizm jednak nie działa i rozwiązaniem wielu problemów w niej opisanych jest pełna prywatyzacja szkół i "służby" zdrowia. Cudzysłów w tym ostatnim określeniu jest jak najbardziej na miejscu, co za chwilę stanie się bardziej widoczne. Zapraszam do przeczytania kilku wg mnie interesujących cytatów z "Pandemii":

I tak jednak z ratowniczek medycznych mówi nam: "jeżeli ktoś dzisiaj myśli, že gdy zabraknie w szpitalu środków ochrony osobistej to ktokolwiek z personelu podejdzie do zakażonych pacjentów, jest w błędzie. Przychodzimy do pracy, wykonujemy ją najlepiej, jak potrafimy, ale wymagamy zapewnienia nam bezpieczeństwa. Nikt nie będzie się narażał. Praca w ochronie zdrowia nie jest służbą ani misją. Każdy chce wrócić do domu i cieszyć się zdrowiem. Swoim, a przede wszystkim bliskich."

Pielęgniarka o zachowaniu lekarzy: "Pielęgniarki nie zawsze są informowane, że pacjent jest podejrzany o zakażenie. Idziemy do niego, pracujemy przy nim bez wiedzy, że istnieje uzasadnione ryzyko, podejrzenie. Komunikacja między pielęgniarką a lekarzem jest żadna. To u nas nic nowego. Może na innych oddziałach jest lepiej, ale my jesteśmy traktowane jak gorszy sort. Z pogardą. Jak mięso armatnie. Jak ktoś, kto może się zarazić, bo nikt się tym nie będzie przejmował."

Nauczycielka o zdalnym nauczaniu: "Mogłam pójść na łatwiznę. Mam koleżanki, które w Librusie, internetowym dzienniku, zadawały zadania. Nic więcej ich nie obchodziło. Później tylko zerkały na odpowiedzi, wystawiały oceny. Zerowe zaangażowanie."

Sam autor zarażony koronawirusem o badaniu lekarskim:
- "Gdzie mógł się pan zarazić? – pyta pani doktor.
- Miałem kontakt z człowiekiem, który był na nartach w Austrii – odpowiadam. Lekarka pisze, bez cienia wątpliwości: "Pacjent miał kontakt z chorym z Włoch". Nawet nie protestuję, przecież dobrze słyszała. Może im to do statystyk potrzebne? Nie wnikam. "

I kilka opinii innych, znanych osób, które udzieliły wywiadów autorowi "Pandemii":

O wprowadzeniu lockdownu: "to nie była to decyzja ekonomiczna, wynikająca z zimnej kalkulacji. To decyzja stricte polityczna. Demokratycznie wybrani przywódcy zrozumieli, że społeczeństwa będą miały do nich największe pretensje, jeśli dojdzie do załamania systemów ochrony zdrowia. A koszt, by tego uniknąć? To pytanie nie jest w takich momentach najważniejsze. Strach przed utratą mandatu do rządzenia z powodu załamania w systemie zdrowotnym – sytuacja w Hiszpanii i północnych Włoszech wystraszyła polityków w innych rejonach świata – spowodował, że decydenci byli skłonni ponieść nawet największe konsekwencje ekonomiczne. Zapaść ochrony zdrowia, jej niewydolność spowodowana zaniedbaniami władzy, byłaby przez media i społeczeństwo odebrana jako coś zbrodniczego. Politycy, dbając również o swój interes, zrobili wszystko, by do tego nie dopuścić."

O zmianach już po opanowaniu epidemii: "To będzie kolosalna zmiana, większa niż przypuszczamy. Wielu z nas miało na pewno moment refleksji nad tym, jak funkcjonujemy we współczesnym świecie. Gdzie pracujemy. Jakie zajęcia wykonujemy. Władza zamknęła nas w domach, a świat się nie skończył. To bardzo mocny przekaz, bo według mnie pokazuje, że większość z nas wykonuje pracę ogólnie zbędną. Oczywiście, ma pan rację. I to w kolejnych latach będzie coraz dobitniej widać. Dla wielu ludzi będzie to dotkliwe doświadczenie."

I w końcu o roli mediów: "Kolejne zjawisko: społeczeństwo w tak bardzo prosty sposób, bez protestów, powiedziałbym bez mruknięcia przystające na radykalne ograniczenie swojej wolności. Wie pan dlaczego? Powód jest banalny. Ludzie się po prostu bardzo przestraszyli. I ta metoda straszenia okazała się niezwykle skuteczna. Oczywiście chodzi mi o rolę mediów. Telewizje, internet, gazety straszą, bo dla mediów pisanie o tym wszystkim to nie kwestia rzetelnego informowania, a rozrywki. Straszenie to ich zajęcie. Straszyły wszystkie media, bez ich politycznego rozróżnienia. Jak człowieka nastraszysz, to człowiek temu ulegnie, przynajmniej na początku. Ale w zależności od rozwoju sytuacji zmienia swoje postępowanie.

(...) Wie pan, ludzie się uczą. Bardzo szybko zdaliśmy sobie sprawę, że śmiertelność spowodowana przez pandemię koronawirusa jest mikroskopijna w porównaniu z innymi przyczynami śmiertelności. I że w gruncie rzeczy jest to swego rodzaju straszenie. Ta pandemia to nie jest aż taka okropna rzecz."

Dobrze się czyta, pomimo 260 stron przebrnąłem przez nią przez raptem jeden dzisiejszy poniedziałkowy bank holiday ;-)