niedziela, 31 marca 2024

75 wizyta w Polsce /6/: Wielkanoc 2024

Jak wiadomo, bez Święconki nie ma zbawienia ;-), więc tradycyjnie, jak co roku, wybraliśmy się "poświęcić koszyczek", jak to mawia pewien lewicowy polityk, który wcześniej uznał Belzebuba za jednego z Trzech Króli. Tym razem - w kościele Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny, oczywiście w Tomaszowie Lubelskim. Jak zwykle uczestniczyliśmy w nabożeństwach podczas Triduum Paschalnego i wspólnie z Tatą zjedliśmy świąteczne śniadanie. Po śniadaniu - wróciliśmy do Krakowa.

Poniżej - kilka zdjęć:



piątek, 29 marca 2024

75 wizyta w Polsce /5/: z Patryczkiem w pasiece

Na kilka dni pojechaliśmy do Tomaszowa Lubelskiego, mojego Taty. Oczywiście - z obowiązkową wizytą w pasiece, gdzie Patryczek podglądał życie pszczół i jak zwykle mógł do woli posiedzieć na traktorze ;-)

Poniżej - kilka zdjęć:



poniedziałek, 25 marca 2024

75 wizyta w Polsce /4/: prace plastyczne Patryczka

Gdy odbierałem Patryczka z przedszkola, dostałem też "hurtem" jego prace plastyczne, jakie ostatnio wykonywał. Rośnie mały artysta ;-)

/Powyżej: prace plastyczne Patryczka/

niedziela, 24 marca 2024

75 wizyta w Polsce /3/: jarmark wielkanocny w Niepołomicach

Dzisiaj Agnieszka wybrała się na kiermasz wielkanocny w Niepołomicach, na którym dzieliła stanowisko z Izabellą Agaczewską. Agnieszka miała jak zwykle świeczki z wosku pszczelego, nieco rękodzieła o pszczelarskiej tematyce, przygotowanego przez jej koleżanki z Cork, miody z pasieki mojego Taty, itp. Tym razem zostałem z Patryczkiem w domu, bo pogoda była mocno niepewna: padało, a przez chwilę był nawet grad.

/Powyżej: Agnieszka na swoim stoisku/

piątek, 22 marca 2024

środa, 20 marca 2024

75 wizyta w Polsce /1/: mądrość nie zawsze przychodzi z wiekiem

Znowu polecieliśmy do Polski, załatwić resztę Bardzo Ważnych Spraw. Właściwie i tak naprawdę, właśnie skończyliśmy je załatwiać, jednak pewne rozpoczęte rzeczy toczą się własną siłą bezwładności, której nie chcemy zbyt gwałtownie zatrzymać. Dlatego jeszcze przez kilka miesięcy będziemy w zawieszeniu pomiędzy Polską a Irlandią. Na razie - na kilka tygodni znowu wracamy do kRAJu.

Tym razem standardowo: autobus z Cork do Dublina, lot z Dublina do Krakowa. Wszystko w porządku, prawie cały lot Patryczek i tak przespał. 

Z ciekawostek: na lotnisku w Dublinie, tuż przed bramką do samolotu, jeden z naszych rodaków zaczął się zbyt głośno zachowywać. Oczywiście - pijany. Najpierw rozbił piwo, później zaczął śpiewać piosenki, a na końcu wygrażać współpasażerom. Wkrótce pojawiła się lotniskowa policja, i typek oczywiście nigdzie nie poleciał. Dobrze, że uaktywnił się tuż przed odprawą, a nie już w samolocie, czy nie daj Panie Boże - w trakcie samego lotu. Wtedy na pewno byłoby ciekawie, chociaż niekoniecznie przyjemnie. O dziwo, facet w średnim wieku. Jak to mówią, mądrość przychodzi z wiekiem, ale bywa i tak, że wiek przychodzi sam...

/Powyżej: z Patryczkiem na przystanku autobusowym w Cork/

wtorek, 19 marca 2024

poniedziałek, 18 marca 2024

Świętopatrykowe spotkanie z Patryczkiem

Wczoraj, razem z Patryczkiem, zaprosiliśmy naszych najbliższych znajomych z Cork na - nazwijmy to - "świętopatrykowe spotkanie z Patryczkiem" ;-) Poniżej - kilka zdjęć, a filmik z tego wydarzenia można zobaczyć na moim YT: LINK.





niedziela, 17 marca 2024

Parada w Dniu św. Patryka w Cork 2024

Świętujemy Dzień św. Patryka. Przed paradą poszliśmy na Mszę Św. do Church of the Annunciation, "naszego" lokalnego irlandzkiego kościoła i dostaliśmy poświęconą koniczynkę. Tradycją jest, że Irlandczycy w tym dniu przypinają ją sobie do ubrania. Pisałem już o tym tutaj: LINK

Po mszy - wybraliśmy się na paradę. Sobie a muzom do odnotowania: w tym roku po raz pierwszy Patryczek świętował dzień św. Patryka - w Irlandii ;-) Była też polska grupa, utworzona przez ABC EduLibrary /polską bibliotekę w Cork/ i harcerzy z ZHP. Pozostałe /trzy albo cztery, straciłem rachubę/ polonijne organizacje "prężnie działające" w Cork, nie wzięły udziału w paradzie.

Poniżej - kilka zdjęć, filmik z przejścia polskiej grupy można zobaczyć w filmiku na moim YT /od 1:15 minuty/: LINK.




sobota, 16 marca 2024

Na Ty czy na Pan?

Na facebookowych grupach zrzeszających Polonię w Irlandii, od czasu do czasu pojawia się dyskusja, czy będąc w Polsce należy się do nieznajomych zwracać per "pan, pani", czy od razu przechodzić na "ty"? Dla mnie samo postawienie takiego pytania jest zdumiewające, ale łapię się na tym, że coraz częściej jestem w mniejszości, a coraz więcej zwolenników ma z kolei Ryszard Petru, który przecież ogłosił że "po angielsku wszyscy jesteśmy na you".

Za moich lat młodzieńczych, to komu mówimy na "ty", a komu w żadnym wypadku, kto pierwszy podaje rękę na przywitanie, itp. było wiedzą elementarną. Teraz, w myśl zasady "róbta co chceta", co niektórym naprawdę peron odjechał, i mylą szlachetną prostotę z szalonym prostactwem. Od razu więc wyjaśnijmy sobie: w języku polskim do osób nieznajomych, starszych, itp., zawsze zwracamy się per "pan, pani".  Podkreślę: w języku polskim, a nie, że tylko w Polsce. Dziękuję i nie zapraszam do dyskusji, bo jest to sprawa oczywista. 

Oczywiście, zawsze znajdzie się grupka internetowych interlokutorów, która ma zdanie odmienne. Główny powód w tym przypadku? Bo tutaj mówimy sobie na "ty", więc i w Polsce nikomu nie będę "pan-ował". Nie musisz, po prostu wyjdziesz na chama i prostaka, i tak możesz zostać potraktowany, zresztą zupełnie słusznie. Nie można stosować argumentu, że, jeszcze raz powtarzając za Ryszardem Petru: "po angielsku wszyscy jesteśmy na you", czy też że w Europie tak się mówi. Jeżeli używasz języka polskiego, stosuj się do zasad tego języka. Jeżeli jesteś w kraju gdzie panuje określona kultura i zasady współżycia społecznego, również się do nich stosuj. To że w Twoim miejscu zamieszkania robiono coś inaczej, to nie znaczy, że będzie to zaakceptowane gdzie indziej. Dla przykładu: to, że do irlandzkiego kościoła możesz przyjść na Mszę Świętą ubrany niemal jak na plażę i nikt ci uwagi nie zwróci, to nie znaczy, że możesz zrobić to samo w Arabii Saudyjskiej, wchodząc do meczetu. Tam nie tylko zwrócą Ci uwagę, co obowiązkowo otrzymasz kilka kopniaków poniżej pleców, i oby tylko na tym się skończyło. Co kraj, to obyczaj, pamiętaj o tym.

Przyjrzyjmy się jeszcze raz argumentowi, że w Irlandii "jesteśmy na you". Zgadza się, ale tylko w języku angielskim. Jak mi tłumaczył dość konserwatywny i świadomy swojej historii Irlandczyk, w jego własnym, irlandzkim, języku zwrócenie się w tak bezpośredni sposób do kogoś obcego, jest równie niekulturalne, co w języku polskim. A jak to jest w innych krajach europejskich, z innymi językami? Też wszyscy jesteśmy "na you"? No, nie bardzo. A jak Cię potraktują w takiej Japonii? Podpowiem: bardzo źle. Mało tego, używając tego samego języka ale w innym kraju, może zmieniać się forma, w jakiej należy się zwracać. Polecam prześledzić ten temat, bo jest bardzo ciekawy.

Niektórzy twierdzą, że takie międzypokoleniowe powszechne przechodzenie na "ty" skraca dystans, sprawia że czujemy się przez to młodsi  i jest to pozytywne. Naprawdę? To może, żeby jeszcze bardziej ten dystans skrócić i się odmłodzić, zwracajmy się do innych wręcz: "elo, ziom", czy nawet: "siema, mordo"? Swoją drogą, nie wyobrażam sobie, żeby 20-letni chłopaczek zwracał się na "ty" do 90-letniego powstańca warszawskiego. Pewnie mam za małą wyobraźnię.

Jeszcze inni twierdzą, że zwracanie się do kogoś per "pan, pani", jest oznaką szacunku, a na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Naprawdę? Każdy człowiek zasługuje na szacunek, natomiast łatwo można taki szacunek stracić. Na pewno od razu z automatu tracą go takie "ziomy" i "mordy", czy też panie i dranie z kryzysem wieku średniego, którzy chcą udawać nastolatków i przez to skracają dystans i wchodzą w pewną sferę prywatności, zarezerwowaną dla rodziny i osób naprawde bliskich. Pół biedy, kiedy spotkamy takiego "ty-czkarza" na dworcowym peronie, który zagai do nas: "elo mordo, który to pociąg to Rudy Śląskiej"? Zawsze można mu od biedy wskazać ten drugi, w przeciwnym kierunku, i problem się rozwiąże sam. Gorzej, gdy persony takiego rodzaju biorą się za prowadzenie biznesu, wtedy to już tragedia gotowa.

W Irlandii miałem styczność z wieloma polskimi biznesami i o dziwo, nikt nie pozwolił sobie na skrócenie tegoż dystansu i przejście na "ty", mając świadomość, że jestem klientem który mu przynosi pieniądze. Zawsze była pełna kultura, chociaż, umówmy się, nie zawsze pozostała część usługi była na najwyższym poziomie. Ale jak to bywa w regule, zdarzył się jeden jedyny wyjątek: polska restauracja w hrabstwie Kerry. Tam właścicielka i kelnerka w jednym, bezpośrednio zwróciła się do mnie i moich przyjaciół, bez zachowania tej podstawowej formy grzecznościowej. "Co dla ciebie, a ty co zamawiasz?", itp. Niby nic, ale gdyby ktoś tak bezceremonialnie zwrócił się do gości w restauracji w Polsce, pewnie szybko przywołano by go do porządku. Jedzenie było takie sobie, jak to z reguły w polskich restauracjach w Irlandii bywa, ale ok., zjedliśmy, zapłaciliśmy, wyszliśmy. Później jeszcze kilka razy byłem w tym miasteczku, ale już nigdy tam nie wstąpiłem, ani nie poleciłem znajomym. Wolałem zostawić moje pieniądze gdzie indziej, a jedynym powodem była właśnie moja niechęć do takiego nadmiernego skracania dystansu, i to jeszcze w biznesowych relacjach, gdzie to ja płacę. Powie ktoś: tobie nie pasowało, ale innym tak, skoro restauracja się trzyma. Być może, tylko zyski zawsze mogą być mniejsze, lub większe. Zawsze też, skoro chce się w ten sposób przyciągać klientów, można się do nich od razu zwracać: "elo mordo, co chcesz do chrupnięcia"?

Czy warto tak na siłę "amerykanizować" nasze zwyczaje, żeby rozpuścić się w europejskim tyglu narodów? Wg mnie - nie. Kilka lat rozmawiałem z jedną z Ukrainek pracujących w Polsce, która była zachwycona naszą kulturą, w tym - kulturą osobistą. Najbardziej ujęło ją właśnie to, że wszyscy zwracali się do niej przez "pani". Tego już nie ma na Zachodzie, a nigdy nie było na Wschodzie, takie rzeczy - tylko w Polsce, proszę Państwa.

I oby tak zostało...

piątek, 15 marca 2024

Garretstown Beach

Dzisiaj wyjątkowo nie padało, więc wybraliśmy się na Garretstown Beach, plażę w okolicy Kinsale. Byliśmy już tutaj kilka razy, m.in. sprzątaliśmy ją w ramach National Spring Clean 2021. Po "plażowaniu" - ryba i frytki dla Agnieszki i Patryczka, i smażone pieczarki dla mnie ;-) Następnie plac zabaw, ale to już w Kinsale.

Poniżej - kilka zdjęć:



wtorek, 12 marca 2024

AI tworzy kartki pocztowe na Świętego Patryka

Zbliża się Dzień Świętego Patryka. Z tej okazji An Post, irlandzka poczta, zaoferowała możliwość utworzenia własnej kartki pocztowej, wygenerowanej przez AI /sztuczną inteligencję/. Na razie ograniczono możliwość własnej radosnej twórczości do wyboru z góry określonych słów kluczowych, ale i tak - jest niezła zabawa. Można utworzyć do trzech wzorów, jeżeli żaden z nich nie przypadnie nam do gustu, trzeba się wylogować i zalogować ponownie, żeby utworzyć kolejne wzory. Dodam, że nawet przy użyciu tych samych słów kluczowych, proponowana kartka za każdym razem będzie inna.

Następnie można wpisać własne życzenia, lub - wygenerowane przez AI. Podajemy adres swój - i odbiorcy, płacimy, i gotowe. Za 4 euro nasza kartka zostanie wydrukowana i dostarczona w dowolne miejsce na świecie, tak przynajmniej deklarują na stronie poczty.

Poniżej - moje zabawy z generatorem wspomnianych kartek, za każdym razem zaznaczałem więcej słów kluczowych ;-)



niedziela, 10 marca 2024

Kiermasz Wielkanocny w Polskiej Szkole w Cork 2024

Jak co roku, w dniach 9-10 marca b.r., w Polskiej Szkole w Cork miał miejsce Kiermasz Wielkanocny. Również Agnieszka wzięła w nim udział, sprzedając miód z pasieki mojego Taty, samodzielnie zrobione świeczki z wosku pszczelego, mydełka, słodkie bukiety, itp. 

/Powyżej: na stoisku z Patryczkiem ;-)/

sobota, 9 marca 2024

118 Warsztaty z My Little Craft World: warsztaty wielkanocne

W sobotę, 9 marca b.r., My Little Craft World zaprosiło wszystkie dzieci na kolejne świąteczne warsztaty kreatywne, podczas których dzieci przygotowały wielkanocne ozdoby świąteczne. Warsztaty miały miejsce w Polskiej Szkole w Cork. Tak jak w poprzednich zajęciach, na pełnoprawnych zasadach wziął w nich udział również Patryczek ;-) Na YT można zobaczyć filmik z tych zajęć: LINK.

Poniżej - kilka zdjęć:



piątek, 8 marca 2024

Referendum w Irlandii

Dzisiaj w Irlandii jest referendum, w którym oczywiście wzięliśmy udział. Rząd zaproponował dwie zmiany w konstytucji, a tutaj, żeby takich zmian dokonać, potrzebne jest właśnie referendum. W końcu jak demokracja, to demokracja, dlatego wszyscy którzy zniechęcali do wzięcia udziału w jakimkolwiek referendum, a w szczególności tym ostatnim w Polsce, powinni zniknąć z życia publicznego.

Co tym razem zaproponowano? Zainteresowanych zapraszam do lektury chociażby strony referendum.ie, w największym skrócie: zaproponowano poszerzenie definicji rodziny, wprowadzając, oprócz małżeństwa, pojęcie "innych trwałych związków", oraz usunięcie m.in. zapisu, że "państwo powinno dołożyć starań, aby matki nie były zmuszane koniecznością ekonomiczną do pracy zawodowej".

Generalnie debata na ten temat w irlandzkich mediach była dość gorąca, sondaże wskazywały na dużą przewagę zwolenników zmian. Okazało się jednak, że zdecydowana większość odrzuciła proponowane zmiany, co również stawia pytania o rzetelność tych sondaży.

/Powyżej: plakaty wyborcze/

środa, 6 marca 2024

74 wizyta w Polsce /11/: wracamy do Cork

Znowu lecimy do Cork, tym razem całą trójką. Lot z Krakowa do Dublina, autobus z Dublina do Cork. Patryczek cały lot albo przespał albo oglądał książeczki, itp. W Dublinie na lotnisku zjedliśmy obiad, i wsiedliśmy do autobusu, tym razem - GoBus. W tej chwili trasy Dublin - Cork obsługuję dwie firmy, wspomniany GoBus i Aircoach, z którego do tej pory najczęściej korzystaliśmy. Jest też państwowy przewoźnik, Bus Éireann, ale zdaje się że w chwili obecnej nawet nie oferuje bezpośrednich połączeń między tymi miastami, trzeba by się przesiadać i stracić zdecydowanie więcej czasu. Jak na tę chwilę, GoBus oferuje wyższy standard, nie jest tak zatłoczony, itp. Cała podróż zajęła nam ok. 10 godzin, licząc od wyjścia z mieszkania w Krakowie do wejcia do mieszkania w Cork, czyli - nie jest źle ;-)

wtorek, 5 marca 2024

74 wizyta w Polsce /10/: zdjęcie z aplikacji

Potrzebowałem "legitymacyjne" zdjęcie Patryczka. Kiedyś trzeba było iść do fotografa, teraz można je zrobić samemu, z komórki. Skorzystałem z aplikacji PhotoAiD /przynajmniej taką ma nazwę w sklepie google/. Świetna sprawa, apka sama usuwa tło i wstępnie ocenia czy zdjęcie jest odpowiednie do danego rodzaju dokumentu. Można wybrać zdjęcie do paszportu, dowodu osobistego, prawa jazdy, itp. Następnie po zapłaceniu /w chwili kiedy je robiłem kosztowało to 34 zł/, zdjęcie zaakceptuje - bądź nie - również człowiek, żeby nie polegać wyłącznie na algorytmie. Cyfrowe można pobrać od razu, wydrukowane dostarczają kurierem na następny dzień.

/Powyżej: zdjęcia Patryczka/