sobota, 30 kwietnia 2022

50 wizyta w Polsce (20): filmik z pobytu w Polsce

Zapraszam do obejrzenia na YT filmiku z naszego ostatniego, 2-tygodniowego pobytu w Polsce: LINK.  Na marginesie: od chwili wyjazdu do Irlandii odwiedzałem Polskę już... 50 razy ;-)

piątek, 29 kwietnia 2022

50 wizyta w Polsce (19): Itsu w Stansted

W Londynie byłem raptem kilka razy ale zawsze robiła na mnie pozytywne wrażenie jego różnorodność. Kulinarna oczywiście. Ot, weźmy taki skromy obiadek na lotnisku Stansted, w japońskiej sieciowej restauracji Itsu: vegańskie sushi i takaż zupa miso w dodatku w bardzo przystępnej cenie. Na lotnisku. W przystępnej cenie. Można? Można.

/Powyżej: nasz obiad na Stansted/

czwartek, 28 kwietnia 2022

50 wizyta w Polsce (18): "pokój modlitwy" między toaletami

Wracamy do Irlandii. Musieliśmy przedłużyć nasz pobyt o tydzień, więc nasze bilety przepadły. Nie udało nam się dostać nowych na bezpośredni lot Kraków - Dublin, wszystko wykupione, podobnie zresztą jak z innych miast. Dlaczego? Irlandia ogłosiła że przyjmie praktycznie każdą ilość uchodźców z Ukrainy, więc ten kierunek stał się naprawdę oblegany. Lecimy więc przez Londyn /Stansted/ za to do Cork.

Z ciekawostek: na lotnisku Stansted znajduje się hm, pokój modlitwy, ulokowany między toaletami. Zajrzałem do środka, to praktycznie mini-meczet, z wyznaczonym kierunkiem modlitwy i osobnym pomieszczeniem do umycia się przed modlitwą, co praktykują muzułmanie. Pewnie dlatego umieszczono go między toaletami, ze względu na łatwe podłączenie do wody. Czyli od razu przyjęto że modlić się tam będą przedstawiciele tej, chyba już dominującej w UK religii.

Poniżej - "pokój modlitwy" między toaletami na lotnisku w Stansted:



środa, 27 kwietnia 2022

50 wizyta w Polsce (17): wiolonczela Na Kozłówce

Pisałem już o harfie znajdującej się na krakowskim osiedlu o wdzięcznej nazwie Na Kozłówce: LINK, dzisiaj natrafiłem dość przypadkowo na kolejny "instrument" na tym osiedlu, czyli - wiolonczelę. Dowiedziałem się że coś takiego istnieje gdy wcześniej zbierałem informację o tej harfie ale nie szukałem jej specjalnie, dopóki dosłownie nie wyrosła wprost przede mną. Świetny kwietnik, powstały z inicjatywy pracowników spółdzielni mieszkaniowej. Mam nadzieję, ze na harfie i wiolonczeli - się nie skończy ;-)

/Powyżej: wiolonczela Na Kozłówce/

wtorek, 26 kwietnia 2022

50 wizyta w Polsce (16): My Korea Shop & Bistro

W Krakowie przy ulicy Rajskiej znajduje się sklep i bistro z koreańskimi specjałami. Sklep jak sklep, z interesujących rzeczy znalazłem jedynie znane mi ciastka /na zdjęciu/ ale bistro - jest świetne. Zamówiłem, patrząc od góry: korean corn dogs /w pudełku jest taka sama porcja na wynos dla Agnieszki/, tteakbokki i kimbap, wszystko oczywiście w wersji vege. Warto spróbować ;-)

/Powyżej: obiad w My Korea Shop & Bistro/

poniedziałek, 25 kwietnia 2022

50 wizyta w Polsce (15): wróżba z ciasteczka

Wybraliśmy się z Agnieszką na zakupy Krakowskiego Centrum Handlowo-Targowego, które starsi pamiętają jako bazar Tandeta. Po Tandecie już ani śladu - a szkoda. Teraz wszystko już jest europejsko: pawiloniki, saloniki i takie tam. 

No nic, przed wejściem udało mi się wykręcić od chodzenia po odzieżowych butikach ale za to skręcić do znajdującego się nieopodal azjatyckiego sklepiku w którym nabyłem kilka mniej lub bardziej znanych wiktuałów w tym również popularne ciasteczka z wróżbą. Czekając na Agnieszkę oczywiście otworzyłem jedno, no i masz. Jak nic aluzja do mojego stylu życia ;-)

/Powyżej: moja wróżba z ciasteczka/

niedziela, 24 kwietnia 2022

50 wizyta w Polsce (14): Niedziela Miłosierdzia Bożego

Dzisiaj wypada Niedziela Miłosierdzia Bożego, wybraliśmy się więc na Mszę Świętą do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łągiewnikach. Tłumy ludzi, autokary z całej Polski, msze polowe, stoiska z odpustowymi specjałami. Udało nam się nabyć i od razu poświęcić kilka dewocjonaliów, oczywiście wziąć udział w Mszy /o wejściu do bazyliki nie było mowy, na szczęście pogoda dopisała chociaż zapowiadali deszcz/ i - zjeść obiad ;-)

Poniżej - przed Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łągiewnikach i na obiedzie w znajdującej się przy nim restauracji:


sobota, 23 kwietnia 2022

50 wizyta w Polsce (13): kapsuła czasu

Na nowym kampusie Uniwersytetu Jagiellońskiego natknąłem się na kapsułę czasu. Zaprojektował ją Aleksander Rokosz. Jak wyczytałem na internecie w kilku źródłach: "Kapsuła jest obiektem mobilnym, początkowo znajdowała się przed gmachem głównym Muzeum Narodowego, później miała znajdować się też w innych częściach miasta a w kolejnych latach kapsuła wyruszy w wędrówkę po całej Polsce, goszcząc na najważniejszych wydarzeniach kulturalno-naukowych w kraju". Jednak zawsze będzie wracała do Krakowa na wspomniany kampus. 

Co jest w środku? Jak znowu można wyczytać w sieci: "kilka tysięcy prac, których autorami są mieszkańcy całej Polski. Wszyscy przedstawili swoją wizję świata odległego o sto lat od dzisiaj."

/Powyżej: kapsuła czasu/

piątek, 22 kwietnia 2022

50 wizyta w Polsce (12): pogrzeb Taty Agnieszki

Dzisiaj miał miejsce pogrzeb Taty Agnieszki. Jakkolwiek by to zabrzmiało, mój Teść miał piękną i godną śmierć: zmarł w Niedzielę Wielkanocną czyli w święto Zmartwychwstania Pańskiego, opatrzony sakramentami świętymi, spokojnie, w otoczeniu rodziny, podczas naszej wizyty w szpitalu /akurat wróciliśmy z Tomaszowa Lubelskiego i od razu pojechaliśmy go odwiedzić do szpitala/. Zdążył jeszcze raz zobaczyć zdjęcia wnucząt i pożegnać się ze swoją żoną i z dziećmi. Teść ostatnie dwa miesiące spędził w szpitalu, nowotwór z przerzutami, bez szans na wyleczenie. Zadbaliśmy o to, żeby pogrzeb miał równie godny.

/Powyżej: klepsydra Taty Agnieszki/

czwartek, 21 kwietnia 2022

50 wizyta w Polsce (11): krzyż na Nowym Prokocimiu

Na krakowskim osiedlu Nowy Prokocim znajduje się taki oto krzyż, upamiętniający dwa wydarzenia ważne dla lokalnej społeczności: pielgrzymkę na spotkanie z Janem Pawłem II na krakowskich Błoniach oraz pielgrzymkę na beatyfikację naszego wielkiego Rodaka. Na sąsiednim osiedlu Na Kozłówce również znajduje się krzyż upamiętniający pielgrzymkę Jana Pawła II do Polski, pisałem o nim tutaj: LINK.

/Powyżej: krzyż upamiętniający pielgrzymki/

środa, 20 kwietnia 2022

50 wizyta w Polsce (10): wegger w Żabce

W jednej z Żabek natknąłem się na "weggery", czyli na wegetariańskie burgery. Oczywiście od razu kupiłem. Smak? Jak człowiek jest głodny to wszystko mu smakuje. Dobrze, że jest wybór ;-)

/Powyżej: wegger w Żabce/

wtorek, 19 kwietnia 2022

50 wizyta w Polsce (9): krakowski Emaus

Emaus - to wioska do której podążał zmartwychwstały Chrystus który po drodze napotkał dwóch swoich uczniów, przez których nie został rozpoznany. To również nazwa odpustu który od stuleci ma miejsce m.in. w Krakowie przy klasztorze Norbertanek. Wybraliśmy się tam na spacer i drobne zakupy. Mnóstwo straganów, część co prawda z bezwartościową chińszczyzną ale były też prawdziwe perełki w postaci autentycznego rękodzieła, tradycyjne pierniki i precelki odpustowe, itd., itp. 

Poniżej - odpust i nasza pamiątkowa fotka:


poniedziałek, 18 kwietnia 2022

50 wizyta w Polsce (8): Cerkiew Opieki Matki Bożej w Starych Oleszycach

Wracając z Tomaszowa Lubelskiego do Krakowa na chwilę skręcamy do Starych Oleszyc, gdzie przy ruinach cerkwi greckokatolickiej znajduje się skrytka geocachingowa. Murowany budynek cerkwi wzniesiono w 1913 roku, chociaż historia tej świątyni, jak to zwykle bywa, jest znacznie dłuższa. Po wojnie, w latach 1947 - 1989 komuniści używali jej jako magazyn.

/Powyżej: Cerkiew Opieki Matki Bożej w Starych Oleszycach/

niedziela, 17 kwietnia 2022

50 wizyta w Polsce (7): Wielkanoc 2022

Po raz pierwszy od 18 lat Wielkanoc spędzamy w Polsce. Jak wiadomo bez święconki nie ma zbawienia ;-) więc poświęciliśmy pokarmy w kościele Najświętszego Serca Jezusa w Tomaszowie Lubelskim. Oczywiście uczestniczyliśmy też w nabożeństwach podczas Triduum Paschalnego. Świąteczne śniadanie zjedliśmy razem z Tatą.

Poniżej - kilka zdjęć:




sobota, 16 kwietnia 2022

50 wizyta w Polsce (6): Kaplica św. Wojciecha w Tomaszowie Lubelskim

W poszukiwaniu geocachingowych skrytek "odkryliśmy" kaplicę św. Wojciecha znajdującą się przy przy ul. Klasztornej w Tomaszowie Lubelskim. Wg tradycji, w tym miejscu przy znajdującym się tutaj źródle w 1677 roku jednemu z mieszczan o nazwisku Mańka, który był krzywoprzysięzcą w sprawie o zabójstwie, objawił się św. Wojciech, wzywając go do pobożnego życia. 

Niemniej to miejsce już wcześniej związane było z kultem i znajdowała się tutaj również kapliczka zwana "Na Piasku", która została zniszczona w czasie potopu szwedzkiego. Po wspomnianych objawieniach wybudowano w tym miejscu kościół a samo źródło obmurowano. Po kasacie zakonu trynitarzy który się nim zajmował, kościół popadł w ruinę, jego wyposażenie przeniesiono do kościoła Zwiastowania NMP, gdzie pozostaje do dziś. W 1894 roku w miejscu dawnego kościoła wystawiono kaplicę, która w okresie rządów komunistów również popadła w ruinę. W 1994 roku z inicjatywy biskupa Jana Śrutwy, wybudowano murowaną kaplicę wg projektu Zdzisława Sobusia, nawiązującą bryłą do wcześniejszej.

/Powyżej: Kaplica św. Wojciecha/

piątek, 15 kwietnia 2022

50 wizyta w Polsce (5): podpłomyki z kiszonym bobem

Święta spędzimy w Tomaszowie Lubelskim. Mieszka tam mój Tata i siostrzeńcy, mamy tam już swoje mieszkanie a poza tym - lubimy tam jeździć. Robiąc zakupy już na święta natknęliśmy się również na lokalne specjały, jak podpłomyki, bób kiszony, paprykę w miodzie no i prawdziwą owocową herbatkę ;-)

Poniżej - nasze lokalne kulinarne zdobycze:


czwartek, 14 kwietnia 2022

50 wizyta w Polsce (4): lody od piekarza

Na ulicy Starowiślnej w Krakowie jedna z cukierni oferuje lody od... piekarza. Zawsze mi się wydawało że piekarz jest od pieczenia chleba, nawet Tuwim tak twierdził a tu proszę. Człowiek całe życie się uczy. Chyba, że to reklama taka. Jeżeli tak, to nawet skuteczna: nie wstąpiłem z powodu braku czasu ale następnym razem - zrobię to na pewno ;-)

/Powyżej: lody od piekarza ;-)/

środa, 13 kwietnia 2022

50 wizyta w Polsce (3): w mcdonaldzie wegetarianie czekają dłużej

W McDonaldzie w Polsce są już dostępne wegańskie burgery i wrapy. Niestety, problem w krakowskim mcdonaldzie jest taki sam jak w mcdonaldzie corkowskim: czas oczekiwania na zamówione wegetariańskie dania jest zdecydowanie dłuższy niż na analogiczne dania z mięsem. Z naciskiem na dłuższy. Zdecydowanie. Z czego to wynika, tu i tam?

/Powyżej: wegański burger i wrap/

wtorek, 12 kwietnia 2022

50 wizyta w Polsce (2): kartki na poczcie

Na poczcie na krakowskim osiedlu Na Kozłówce trafiłem na takie, ręcznie robione kartki. Świetne, c'nie? I wszystko się zgadza - przynajmniej w moim przypadku :-)

/Powyżej: kartki na poczcie/

poniedziałek, 11 kwietnia 2022

50 wizyta w Polsce (1): pięćdziesiąty raz lecę do kRAJu ;-)

Nadeszła wiekopomna chwila: od czasu wyjazdu do Irlandii odwiedzam Polskę już po raz... 50-ty. Warto prowadzić bloga, chociażby dla takich zapisków. Z drugiej strony nie ma to tak naprawdę większego znaczenia ale z trzeciej strony - a cóż je ma? Najważniejszym dla człowieka jest zbawienie jego duszy a cała reszta to wiadomo, marność nad marnościami. Niemniej, bloga nadal warto prowadzić ;-)

Agnieszka od miesiąca jest w Polsce, ja dojeżdżam do niej. Autobus do Dublina, lot do Krakowa. W samolocie obsługa ciągle wymaga zakładania maseczek. Przed lotniskiem w Krakowie czekała na mnie Agnieszka, przyjechaliśmy do domu. Z ciekawostek: pod moją nieobecność moja Żona pomalowała mieszkanie i położyła tapetę. Jak widać, równouprawnienie popieram całym swym jestestwem ;-)

niedziela, 10 kwietnia 2022

EU-ROPA, czyli co ważniejsze: EU czy ROPA?

Niespodziewanie Polska stała się pełnoletnim członkiem Unii Europejskiej. Za niespełna miesiąc, 1 maja b.r. minie 18 lat od kiedy staliśmy się formalnie częścią tego gospodarczo-politycznego związku. Przetrwamy kolejne lata czy raczej wzorem Wielkiej Brytanii opuścimy ten sojusz w którym jak na razie jesteśmy głównie kolonią gospodarczą i rezerwuarem taniej siły roboczej dla krajów zachodnich, tak jak zresztą inne kraje które się wyrwały spod rosyjskiej dominacji? Jak na naszą decyzję wpłynął wydarzenia ostatnich dwóch lat?

Tak dla przypomnienia: wejście Polski do UE było procesem bardzo długim. Referendum w którym Polacy zdecydowali o przystąpieniu do Unii odbyło się rok wcześniej, w czerwcu 2003 roku. Jeszcze wcześniej, bo w 1994 roku nasz rząd złożył formalny wniosek o członkostwo w UE. Sam wniosek był poprzedzony podpisaniem w 1991 roku układu ustanawiającego stowarzyszenie między Rzeczpospolitą Polską a krajami ówczesnej Wspólnoty Europejskiej. Żeby było to możliwe jeszcze wcześniej należało nawiązać stosunki dyplomatyczne pomiędzy Polską a Wspólnotą Europejską, co uczyniono u schyłku komuny, bo w 1988 roku. Jak widać dobre 15 lat musiało upłynąć zanim słowo ciałem się stało.

Nawet kiedy już wstąpiliśmy to nie od razu było tak, że mogliśmy się spakować, przekroczyć dowolną granicę jednego z krajów UE i zacząć tam zarabiać. Niektóre państwa swój rynek pracy broniły przed nami do końca okresów ochronnych, chociaż nasz rynek handlu i usług spenetrowały już dobrą dekadę wcześniej. Niestety, przy okazji doprowadzając też do fali bankructw mniej zamożne polskie firmy, które nie wytrzymały konkurencji z dokapitalizowanymi konkurentami z Zachodu oraz z działaniem naszych polityków. W biznesie tak jak w polityce, nie ma sentymentów.

Było, minęło, jesteśmy już w UE. Polska wygląda zupełnie inaczej niż wtedy, przynajmniej wizualnie. Niestety, biurokracja i nastawienie państwowych funkcjonariuszy nadal jest bliższe PRL niż III RP. Człowiek jak wiadomo z komuny wyjdzie ale komuna z człowieka - nigdy. Musi chyba wymrzeć całe pokolenie pamiętające tamte czasy a i to większej gwarancji nie ma. Ale krok za krokiem, cegła za cegłą zbliżamy się do celu i budujemy nasz nowy unijny wspólny dom w którym mieszkań jest wiele. Tyle tylko, że w międzyczasie Wielka Brytania pokazała jasno że woli mieszkać we własnym a nie wspólnym domu a i w innych krajach eurosceptycy też mówią coraz głośniej mówią o wyprowadzce. Nie da się ukryć że idea wspólnego domu nie wszystkim do końca odpowiada. Okazało się że mieszkania nie są w takim samym standardzie, lokatorom jednego pozwala się na więcej niż lokatorom innego a nad wszystkim czuwa niemiecki gospodarz domu. Tylko nie jest jak w piosence z serialu "Alternatywy 4" w której zapewniano że "nie da on krzywdy zrobić nikomu", bo już się przekonaliśmy że jemu też się ręce zginają do siebie.

Unijna idea była piękna, rzeczywistość jednak skrzeczy. Już pomijam tę jawnę likwidację polskiej konkurencji przeprowadzoną w latach 90-tych ubiegłego wieku, którą Niemcy zrobiły rękami polskojęzycznych rzekomych liberałów, opowiadających bajki o działaniu wolnego rynku i o tym że kapitał nie ma narodowości. Znamienne że oprócz likwidacji przemysłu przejęto również polskie media, co w innych krajach zachodnich było i jest nie do pomyślenia. Już nawet nie chodzi o pozorne przepychanki z rządem o jakieś trybunały konstytucyjne o których nikt wcześniej nie słyszał, "wolne" sądy, itp. Każdy kto chociaż raz był w polskim sądzie zdaje sobie sprawę że jest to rzecz nie do naprawienia. To trzeba zburzyć i zbudować od nowa, bo to sądy mają być dla ludzi a nie ludzie dla sądów. Tak samo z systemem edukacji, opieki zdrowotnej, emerytalnym, itp. Na razie tylko doraźnie  łatamy dziury w naszej polskiej szalupie ale wody przybywa w zastraszającym tempie. Oczywiście sprawdzone rozwiązania istnieją, im prostsze tym lepsze ale jest spora grupa ludzi dla których utrzymanie status quo jest sprawą życia lub śmierci. A ściślej rzecz ujmując: dalszego swobodnego życia w luksusie na wolności lub śmierci z głodową emeryturą, jaką ma większość Rodaków, doraźnie tylko wspomaganą wypłatami "13-tek". 

Rzecz jest poważniejsza, mianowicie w ciągu minionych dwóch lat przekonaliśmy się że solidarność i jedność krajów UE to mrzonka. W razie niebezpieczeństwa musimy liczyć sami na siebie a i przy okazji mieć oko na naszych eurosąsiadów. Zacznijmy od rzeczy tak błahej jak maseczki, które dopiero co ściągnęliśmy z twarzy. Pamiętacie Państwo co się działo w kwietniu 2020 roku kiedy cały świat nagle postanowił zakupić ten element odzieży ochronnej? Jeżeli nie, to przypomnę: jedni zaczęli podkupywać drugich, przejmując ich zamówiony towar jeszcze na chińskich lotniskach. To samo było z kombinezonami i respiratorami a kilka miesięcy później - ze szczepionkami. Cała ta europejska solidarność okazała się nie warta nawet splunięcia. Gdyby ktoś miał wątpliwości jak to zadziała w przyszłości to uprzejmie donoszę, że tak samo. Spójrzmy na rzecz znacznie poważniejszą, czyli na wojnę za naszą wschodnia granicą. Wyraźny i dosłowny szpagat, jedni wspierają Ukrainę i słusznie, drudzy deklarują to jedynie werbalnie nie mając wcześniej oporów pomimo embarga dostarczać Rosji elementów uzbrojenia. 

Ale najważniejsze słowo - klucz to: EU-ROPA, oczywiście z akcentem na "ropa". Okazuje się że "starsze i mądrzejsze" kraje które uzurpowały sobie prawo do zarządzania naszym wspólnym europejskim domem kompletnie się uzależniły od rosyjskiej ropy i gazu, wcześniej jeszcze ganiąc Polaków za kopanie węgla, którego ciągle mamy pod dostatkiem i w dodatku na miejscu. Zwracała na to uzależnienie uwagę Polska, której nikt nie słuchał, za to zarzucano nam w odwecie jakieś bzdury o "łamaniu praworządności". Zwracał też uwagę prezydent USA Donald Trump który przestrzegał przed finansowaniem w ten sposób zbrojącej się Rosji a którego "liberalne" media i tłum pożytecznych idiotów okrzyknęły mianem klauna w dodatku w imię wolności słowa blokując mu dostęp do mediów społecznościowych. Teraz okazuje się że rację miała Polska, od dawna stawiając na dywersyfikację dostaw tych surowców oraz opóźniając jak długo się da zamykanie własnych kopalń. Rację miał też ten znienawidzony amerykański "klaun", za którego rządów jednak świat był znacznie bezpieczniejszy. 

Co dalej? Mieć rację to za mało, bo jak wiadomo nawet zepsuty zegar dwa razy na dobę ma rację. Trzeba wyciągnąć wnioski. Niech nas nie uśpi pozorne poczucie bezpieczeństwa gwarantowane przez obecność w UE czy nawet w NATO. NATO to tak naprawdę tylko USA, nie miejmy złudzeń że jakiś Anglik czy inny Francuz będzie chciał umierać za Gdańsk, już to przerabialiśmy. Jeżeli stetryczały prezydent Stanów Zjednoczonych uzna że trudno, lepiej poświęcić Polskę niż wywołać III wojnę światową i to w dodatku nuklearną, to znowu przyjdzie nam samemu bić się z Moskalem, tak jak teraz biją się Ukraińcy. My w dodatku jeszcze będziemy musieli oglądać się za siebie czy czasem Niemcy nie wbiją nam noża w plecy, chcąc z powrotem zawłaszczyć "wolne miasta Danzig i Breslau". Nawet narracja będzie podobna: no wicie, rozumicie, Rosja najechała Polskę bo pamiętacie, to kraj "łamiący praworządność" w dodatku pełen /wyimaginowanych/ faszystów więc należało jej się. No szkoda Polaków ale na własną prośbę tak mają, po co drażnili rosyjskiego niedźwiedzia mającego w łapach przycisk z bronią atomową? EU-ROPA radziła sobie bez Polski to i poradzi sobie dalej, za to w EU znowu będzie tania ROPA, więc warto narażać się dla jakiś Polaków?

Mamy to szczęście że tym razem u bram EU-ROPY nasze miejsce zajęli Ukraińcy, którzy o dziwo dość skutecznie leją po pysku zajętego gwałceniem i grabieniem rosyjskiego niedźwiedzia. Dostaliśmy czas żeby się przygotować i tym razem zawrzeć mądre sojusze, wcześniej robiąc porządek z od lat jawnie działającą u nas agenturą. Inne kraje też muszą podjąć decyzję, czy większą wartością jest dla nich EU czy ROPA. 

Bo dawna EU-ROPA właśnie się skończyła...

sobota, 9 kwietnia 2022

Jajo na Wielkanoc

Zbliża się Wielkanoc, więc Apple obdarowało swoich pracowników takimi oto sporych rozmiarów czekoladowymi jajami. No cóż, nawet w części nie tak na bogato jak na Boże Narodzenie, pomimo że dla każdego katolika/chrześcijanina to Wielkanoc jest najważniejszym świętem w roku - ale i tak miło ;-)

/Powyżej: jajo od firmy/

piątek, 8 kwietnia 2022

Woda z Dublina, woda z Krakowa

Poruszałem już ten temat w moim filmiku z 48 wizyty w Polsce ale - jeszcze raz: na lotnisku w Krakowie za wodę, kanapkę czy przekąskę zapłacimy znacznie więcej niż na lotnisku w Dublinie, stolicy Irlandii która uchodzi przecież za drogi kraj. W dodatku koszty pracy są znacznie niższe w Polsce niż w Irlandii. 

Przykład najprostszy z możliwych: woda. Na lotnisku w Dublinie butelka kosztuje 1 euro. Jak widać jest swobodnie wystawiona, należy za nią zapłacić wrzucając monetę do pudełka, przy czym nikt tego nie kontroluje i widziałem wiele razy jak ludzie brali wodę nie płacąc za nią. Być może nawet nie mieli jak, bo już mało kto ma przy sobie monety. Ja tam zawsze kupuję w maszynie bo wolę schłodzoną a koszt jest dokładnie taki sam. A - i jeszcze na lotnisku w Dublinie są wystawione specjalne kraniki z których można samodzielnie i bezpłatnie napełnić własną butelkę.

Lotnisko w Krakowie: najtańsza butelka wody jaką znalazłem kosztuje 7 złotych. Czym się różni jedna woda od drugiej? Dlaczego w Polsce w której się zarabia 3 razy mniej niż w Irlandii płaci się prawie 2 razy więcej za zwykłą butelkę wody? O kranikach z bezpłatną wodą można zapomnieć, no chyba - że ktoś chce ryzykować napełnienie butelki w toalecie. Oczywiście, można sobie zafundować butelkę z filtrem i napełniać ją bez obawy ale nie o to tutaj chodzi. 

Pytanie jest inne: dlaczego woda w Krakowie jest droższa od tej w Dublinie?

Poniżej - woda na lotnisku w Dublinie i w Krakowie:


czwartek, 7 kwietnia 2022

Co z Irlandii, co z Polski?

Nawiązując jeszcze do mojej ostatniej wizyty w Polsce, pytanie: co przywieźć z Irlandii, co przywieźć z Polski? Alkohol już raczej odpada, bo w Polsce jest większy wybór irlandzkich trunków niż w Irlandii. Ja tym razem z IRL przywiozłem chleb sodowy, masło kerrygold /od jego eksportu tak naprawdę zaczął się rozwój gospodarczy Irlandii/, marmoladę z whiskey, irlandzkie sery, kawę i herbatę /tak, wiem że w Irlandii kawa i herbata nie rośnie/ i słodycze a z PL - świeże krakowskie obwarzanki i góralskie oscypki. I tak sobie myślę, że jest to słuszny kierunek ;-)

Poniżej - przywiezione przeze mnie kulinaria z Irlandii i z Polski:



środa, 6 kwietnia 2022

49 wizyta w Polsce

Właśnie wróciłem z mojej 49 podróży do Polski. Jednocześnie była rekordowo krótka: byłem w kRAJu tylko 1 dzień. Tym samym obejdzie się bez zdjęć i filmików za to jest więcej do poczytania ;-)

Tytułem wyjaśnienia chociaż bez wchodzenia w szczegóły: zapisaliśmy się z Agnieszką na ważny dla nas państwowy kurs, który trwa 3 miesiące ale zajęcia odbywają się tylko raz w tygodniu, przez kilka godzin. Tak więc minimum jeden dzień w tygodniu musimy być w Polsce, stąd nasza częsta tutaj obecność. Co to za kurs, etc., napiszę kiedy indziej. Po prostu - jest on dla nas na tyle ważny że "opłaca" nam się przylatywać choćby na jeden dzień. Swoją drogą, mam wrażenie że w tym roku dłużej mieszkamy w PL niż w IRL.

Standardowo: autobus z Cork do Dublina, następnie lot do Krakowa. Kierowca autobusu był jakiś taki mało uprzejmy, co jest rzeczą dziwną w Irlandii. Po akcencie było słychać że nie Irlandczyk ale też nie Polak. Dyrygował pasażerami każąc im układać większy bagaż w luku bagażowym podzielonym domyślnie na trzy części /prawa, lewa, środek/, w zależności od tego kto na jakim przystanku będzie wysiadał, czyli w praktyce: Dublin centrum, terminal 2 i 1. Pierwszy raz się z czymś takim spotkałem. Pewnie u siebie w kraju był nauczycielem, w dodatku przy każdej pensji pełnym pretensji. A może wojskowym? Nieważne ale dziwne. Na szczęście od dawna latam wyłącznie z jednym naprawdę małym bagażem podręcznym, który wnoszę też do autobusu. Za mną usiadła pani z dzieckiem. Do tej pory takie atrakcje jak kopanie w fotel miałem tylko w samolocie, teraz już nawet w autobusie. No cóż, taka karma, ludzie mają większe problemy.

Na lotnisku tłumy ale jestem wystarczająco wcześniej, więc bez nerwów, spokojnie przechodzę przez wszystkie punkty kontroli. Lot i tak opóźniony, zmieniają nam bramkę ale nawet o tym nie informują. Jednak Polacy to inteligentny naród i szybko ogarniają sytuację. Gorzej, że z tej samej bramki o podobnej godzinie miał startować samolot do Florencji, który jak się okazało też był opóźniony. Jednak Włosi z kolei tego nie rozumieją, ustawiają się w kolejce na lot do Krakowa, bo wcześniej mieli wyświetlone, że stąd ma być o tej porze ich lot. Zaczynają głupie dyskusje z obsługą, jakieś przepychanki, itp. Jakim cudem ten naród jest bogatszy od nas i stworzył niegdyś tak wspaniałą cywilizację? No cóż, czas przeszły, dokonany. W historii wiele narodów tworzyły wspaniałe cywilizację a później degenerowały się lub wręcz znikały z areny dziejów. Wierzę, że my ciągle czekamy jeszcze na swoje 5 minut.

Jak było do przewidzenia, również w samolocie mam za sobą mamę z dzieckiem. Taka karma, jak wspomniałem, nie oszukam przeznaczenia. Kolejne 3 godziny kopania w fotel. Nauczka dla mnie, żeby zawsze wykupować miejsce przy przejściu, dzieciaki z reguły siadają przy oknie. I z reguły takie właśnie miejsce przy przejściu zawsze wykupujemy gdy lecimy razem z Agnieszką, żeby być koło siebie. Tym raz lecę sam a Agnieszka, jak to krakowski centuś, gdy rezerwowała dla mnie bilet dopłacać nie chciała, więc system mi wylosował, jak wylosował, czyli miejsce przy oknie. Niby to jest właśnie najlepsze miejsce, ale nie w nocy. No i nie gdy ma się za sobą energicznego 2-3 latka.

I żeby nie było: nie jestem starym zgredem który do hałasujących na podwórku dzieci najchętniej by strzelał z wiatrówki. To są tylko dzieci, ich wiek ma swoje prawa. Ale za ich zachowanie odpowiadają rodzice. Powinni zająć im czas, a to bajką a to wspólna zabawą, itp. Jednak z reguły dziecko jest pozostawione samo sobie, więc wiadomo że się nudzi, gdy rodzic siedzi z nosem w komórce.  Po chwili polska mama orientuje się że bobas jednak dokazuje za bardzo i seria kopnięć choćby w wykonaniu kilkulatka w fotel naprzeciwko niekoniecznie musi odpowiadać siedzącemu na nim pasażerowi, w tym nawet takiej oazie spokoju jak ja, chociaż nic się nie odezwałem. Zaproponowała więc dziecku oglądanie bajeczki. Myślałem, że ma przygotowaną na  podróż jakąś książeczkę ale gdzie tam - dziecko dostało do ręki tableta z podkręconym maksymalnie głosem. No nic, sobie dla odnotowania: zawsze miejsce przy przejściu a i awaryjnie korki do uszu też mogą się przydać. I jeszcze raz: nic nie mam do dzieci. Do dzieci - nie. Nic.

Lądujemy, kolejka do hali lotniska bo jednocześnie wylądował samolot z UK /jak wspomniałem nasz był opóźniony pół godziny/. Mieszamy się z Brytyjczykami ale obsługa szybko nas rozdziela: tamci już nie są już w Unii Europejskiej więc spędzono ich do innej zagródki, właśnie dla tych spoza UE. Tak, że tak. Odprawa paszportowa: zawsze kiedy to możliwe korzystam z automatów.do samodzielnej odprawy, tym razem też tak zrobiłem. Była kolejka ale część ludzi nagle zawróciła i zrobiło się niemal pusto. Okazało się że nasi Rodacy chcieli w nich przeskanować dowody osobiste a nie paszporty dla których dedykowane są maszyny. A i przy okazji : nikt już nie sprawdzał paszportów covidowych.

W Krakowie spędzam 1 /słownie: jeden/ dzień, to mój najkrótszy pobyt w Polsce. Tym razem tak wypadło ale w przyszłym tygodniu będę znowu, być może uda się zostać trochę dłużej. Agnieszka odwozi mnie na lotnisko, sama wróci do Cork dopiero za dwa tygodnie. 

Na lotnisku skanuje się oczywiście znowu w maszynie i tak jak tydzień temu, gdy też wylatywałem z Krakowa, system się zawiesił a mnie uwięził w jednej z bramek. Dopiero po dłuższej chwili jeden z celników raczył ruszyć 4 litery i najpierw stwierdził że "źle zeskanowalem paszport". Pytam go jakim cudem mogłem to zrobić a gdyby nawet jakimś, to dlaczego pierwsza bramka się otworzyła a zawiesiło się dopiero na skanowaniu twarzy, tak jak przed tygodniem - o czym wspomniałem? Nic nie odpowiedział, poszedł do komputerka i po kolejnej dłuższej chwili wypuścił mnie z tej pułapki. Ani przepraszam, ani pocałuj nas w d.... Normalnie nie zwróciłbym na to uwagi ale po 18 latach pobytu w Irlandii brak takich choćby i machinalnie wypowiadanych zwrotów grzecznościowych, jednak razi. A już zrzucanie winy za niepoprawne działanie maszyny na pasażera, to istne kuriozum. 

Abstrahując, ten brak kultury w niektórych obszarach życia w kRAJu naprawdę mi przeszkadza, stąd dobrze że pewne regulacje prawne wymuszają odpowiednie zachowanie się. Weźmy taki wprowadzony stosunkowo niedawno nakaz zatrzymania się przed przejściem, gdy podchodzi do niego pieszy. Kiedyś można było sobie stać do woli, żaden król szos cię nie przepuścił, chyba że byłeś już na pasach a i to potrafili omijać. Teraz to się na szczęście zmieniło ale wyłącznie wskutek bata nad głową. Niemniej dalej chamstwo i cwaniactwo na polskich drogach jest powszechne.  Co nie znaczy że nie zdarza się w IRL, jednak proporcje są zdecydowanie inne.

Podobnie jak poprzednio, połowa samolotu to obywatele Ukrainy, starsze samotne kobiety i kobiety z dziećmi. W obydwie strony samolot opóźniony średnio o pół godziny. Do Dublina przyleciał spóźniony, z Krakowa wyleciał opóźniony, chociaż podstawiony był o czasie, etc. Na autobus do Cork zdążyłem w ostatniej chwili, pewnie dlatego że też był nieco spóźniony.

Jutro - do pracy.

niedziela, 3 kwietnia 2022

Powszechny spis ludności Irlandii 2022

Dzisiaj jest kolejny powszechny spis ludności Irlandii. Ostatnie 2 tygodnie byliśmy w Polsce, po powrocie zastałem wsunięte pod drzwiami 3 kartki z prośbą o kontakt od rachmistrza ale zostawił też formularz w skrzynce na listy. Zadzwoniłem i umówiłem się że po wypełnieniu zostawię u sąsiada, bo znowu wylatuję. Co prawda tak naprawdę na 1 dzień ale akurat w poniedziałek ma podobno u nas zbierać te formy, więc - trzeba sobie iść na rękę. Pytania standardowe, takie jak w poprzednich latach.

Jak napisano w formularzu: "Spis zostanie przeprowadzony po raz dwudziesty szósty od 1841 r. Jego wyniki dadzą pełny obraz warunków społecznych i mieszkaniowych ludności i posłużą do prognozowania przyszłości". 

Brałem już udział w tutejszych spisach w roku 2006, 2011 i 2016.

sobota, 2 kwietnia 2022

Koronawirus w Cork /67/: po 2 latach wycofano zmiany na stołówce

Wróciłem z Polski, czas do pracy, ledwie na tydzień /a właściwie na 3-dniową zmianę po 12 godzin/ bo w najbliższy poniedziałek znowu lecę. Na firmowej stołówce wszystkie stoliki są już zsunięte razem tak jak kiedyś /poprzednio każdy siedział osobno/, praktycznie wycofano też jednorazowe sztućce i talerze, które wprowadzono w marcu 2020 roku. Można więc uznać, że nastąpił koniec epidemii koronawirusa, przynajmniej w Irlandii ;-) 

Z drugiej strony różne źródła alarmują, że liczba zakażeń wzrasta. No cóż, pożyjemy, zobaczymy.