wtorek, 28 czerwca 2022

Love taking off

Jak podają włodarze lotniska w Cork: "w ramach naszych inicjatyw na rzecz zrównoważonego rozwoju i różnorodności biologicznej, zainstalowaliśmy kilka uli na terenie kampusu lotniska". Aby to uczcić, z okazji Światowego Dnia Pszczół ogłosiliśmy konkurs plastyczny dla uczniów szkół podstawowych w całym Munster.

Część prac z tego konkursu jest obecnie prezentowana na wystawie "Love taking off", która znajduje się oczywiście - na lotnisku w Cork ;-)

/Powyżej: fragment wystawy/

/Powyżej: wybrane prace/

niedziela, 26 czerwca 2022

Wyprawa po Skarb Piratów - zabawa z My Little Craft World

W niedzielę, 26 czerwca b.r. My Little Craft World zaprosiło wszystkie dzieci na zabawę "Wyprawa po Skarb Piratów". Na początku zabawy każde dziecko otrzymało piracką czapkę i opaskę na oko. Następnie dzieci zostały pasowane na piratów i dostały mapę, która miała im pomóc odnaleźć ukryte listy. Po odszukaniu sześciu listów mali piraci odkryli miejsce ukrycia skarbu. W trakcie poszukiwań, zarówno dzieci jak i rodzice wzięli udział w wielu zabawach i konkursach. Każde dziecko otrzymało dyplom Poszukiwacza Skarbów, swoją część ze Skarbu Piratów /w postaci gier planszowych, zestawów kreatywnych i książeczek/ oraz słodki poczęstunek.

Zdjęcia z tej zabawy można zobaczyć w galerii My Little Craft World na fb: LINK, a krótki filmik na YT: LINK.

/Powyżej: mali piraci na dzisiejszej zabawie/

Poniżej - krótki filmik z dzisiejszej zabawy:

sobota, 25 czerwca 2022

Wan Fu w Cobh

Będąc w Cobh wybraliśmy się na obiad do Wan Fu, chińskiej restauracji przy Lynch's Quay. Sama restauracja mieści się w dawnym miejskim ratuszu przy samym nabrzeżu. Na przystawkę zamówiliśmy sajgonki i kimchi, danie główne dla Agnieszki to kurczak z ryżem a dla mnie zupa z tofu i warzywami oraz jeszcze raz to samo, tyle że z ryżem. Niewyszukane ale smacznie, warto tam zajrzeć, tym bardziej że turyści chyba rzadziej docierają do tego miejsca.

/Powyżej: Old Town Hall w którym mieści się restauracja Wan Fu/

/Powyżej: nasz obiad/

piątek, 24 czerwca 2022

"Covidowy" mural w Cobh

Spacerując po Cobh natknęliśmy się na taki oto "covidowy" mural, upamiętniające lockdown na przełomie 2020/2021 roku. Są na nim narysowane dłonie z datami i imionami dzieci. Zakładam, że są to daty wzbogacenia muralu o te elementy. Mural powstał najprawdopodobniej w maju 2020 roku, rok 2021 został, wg mnie, dodany później. 

/Powyżej: covidowy mural w Cobh/

czwartek, 23 czerwca 2022

Summer Exhibition

Co roku w  Lavit Gallery ma miejsce zbiorowa wystawa prac wybranych artystów. W tym roku Summer Exhibition /Wystawa Letnia/ będzie trwała od 3 czerwca – do 30 lipca. W galerii można kupić wystawione prace.

/Powyżej: wybrane prace z Summer Exhibition/

środa, 22 czerwca 2022

Cobh Little Library

2 kwietnia b.r. otwarto Cobh Little Library /Małą Bibliotekę w Cobh/. Powstała z inicjatywy Fiony Mellerick, nauczycielki w miejscowym przedszkolu. Znajduje się przy Titanic Memorial Garden i jest naprawdę mała, jak widać na załączonym zdjęciu. Każdy może bez żadnych formalności wypożyczyć sobie dowolną książkę a po przeczytaniu - zwrócić ją na miejsce.

/Powyżej: Cobh Little Library/

wtorek, 21 czerwca 2022

Cobh: Titanic Memorial Garden

W 2014 roku w Cobh został otwarty Titanic Memorial Garden, miejsce upamiętniające pasażerów Titanica, ze szczególnym uwzględnieniem tych, którzy wsiedli na jego pokład właśnie w Cobh, ostatnim porcie do którego zawinął ten statek przed zatonięciem. Centralnym punktem tego "ogrodu pamięci" jest Glass Memorial Wall /Szklana Ściana Pamięci/, na której wypisane są nazwiska tych 123 pasażerów. Piękne miejsce, warto je odwiedzić. Dla zainteresowanych: to miejsce można zobaczyć na moim filmiku z Cobh /od 8 minuty/: LINK.

Poniżej - kilka zdjęć:



poniedziałek, 20 czerwca 2022

Gaia w Cobh

Dzisiejsze popołudnie spędziliśmy w Cobh. Głównym celem naszego tam pobytu było obejrzenie prezentowanej obecnie w Katedrze św. Colmana 7 metrowej instalacji o nazwie "Gaia", której autorem jest Luke Jerram. Przedstawia on Ziemię widzianą z kosmosu. Instalacja była już prezentowana w wielu krajach, w Irlandii będzie do 26 czerwca b.r. To w rzeczywistości rodzaj sporego balona z nadrukowanymi zdjęciami i podświetlonego od środka, który obraca się wokół własnej osi raz raz na 4 minuty. Niemniej - wygląda fantastycznie, szczególnie w przestrzeni katedry.

/Powyżej: Gaia w Katedrze św. Colmana w Cobh/

Później zjedliśmy obiad w chińskiej knajpce, trafiliśmy na chyba najmniejszą bibliotekę w Irlandii /a może i na świecie?/, odwiedziliśmy Titanic Memorial Garden i znaleźliśmy geocachingową skrytkę. Zainteresowanych zapraszam do obejrzenia filmiku z tego popołudnia:

czwartek, 16 czerwca 2022

18 lat mojego bloga!

Właśnie minęła18 rocznica założenia tego bloga, którego nieprzerwanie prowadzę do dzisiaj. Jest to, śmiem twierdzić, najstarszy "polonijny" blog w Irlandii. Pierwsze 2 lata prowadziłem go na onecie następnie, aż do chwili obecnej, na googlowskim bloggerze. Prawie 4 tysiące notek, 3 razy więcej zdjęć. Więcej o tym napisałem tutaj: LINK.

A poniżej - torcik i upominki jakie dostałem od mojej Żony z tej okazji - oczywiście z okolicznościową koszulką ;-)



środa, 15 czerwca 2022

54 wizyta w Polsce

Powoli robi się już tradycją że zamiast opisywać moją kolejną wizytę w Polsce, wrzucam filmik. Bez obaw, ten blog nie przerodzi się w vlog, chociaż jak już ponad wiek temu stwierdził towarzysz Lenin: "film jest najważniejszą ze sztuk" ;-) Generalnie jednak jest tak że zaczęło się kręcić te filmiki sobie na pamiątkę a w dodatku, w niektórych sytuacjach - przynajmniej dla mnie są ciekawsze od samego tekstu ze zdjęciem. No i - łatwiej jest przywołać wspomnienia.

Więc na razie niech tak zostanie, dlatego tradycyjnie zapraszam do obejrzenia na YT mojej krótkiej, amatorskiej i nieporadnej /ale - mojej!/ filmowej relacji z ostatniej, już 54 wizyty w Polsce: LINK.

czwartek, 9 czerwca 2022

Drugi 'pokój modlitwy" na lotnisku Stansted

Na chwilę wrócę do mojej blogowej serii "kaplic na lotniskach", chociaż ostatnio są to bardziej wpisy o meczetach niż stricte kaplicach. O jednym z "pokoju modlitw" na lotnisku Stansted już pisałem: LINK, ale podczas mojej ostatniej podróży do Polski, odkryłem też drugi, nawet znacznie przestronniejszy niż ten pierwszy. Zlokalizowany również w pobliżu toalet, jak podejrzewam - zapewne ze względu na konieczność doprowadzenia wody. Oczywiście - to również meczet.

Poniżej - kilka zdjęć:




środa, 8 czerwca 2022

Śpieszmy się czytać blogi, tak szybko znikają

Czerwiec każdego roku to dwie ważne dla mnie daty: rocznica wyjazdu do Irlandii i założenia własnego bloga. Osiemnaście lat temu dotarłem na Zieloną Wyspę i tyle samo czasu prowadzę tę swoją autorską stronkę w internecie. Jest to, o ile wiem, najstarszy ciągle aktywny polonijny blog w Irlandii więc - uznając się za uprawnionego - pozwolę sobie na podzielenie się własnymi przemyśleniami w kwestii blogów i blogowania.

Zacznę niemal od końca: blogowanie powoli odchodzi do lamusa chociaż nadal na Zielonej Wyspie co najmniej kilkanaście osób nadal rozwija swoje osobiste strony tego rodzaju. Nie chcę wymieniać jednych z obawy przed pominięciem drugich ale ciągle jest co poczytać, chociaż każdego roku ubywa aktywnych w sieci blogerów. Kiedyś blogi były bardzo popularną formą własnej ekspresji w internecie, prowadziło je wielu ludzi od polityków po celebrytów, znanych tylko z tego że byli znani. Kilka większych polskich portali internetowych udostępniało własne autorskie platformy do prowadzenia takich osobistych stron. Ba, organizowane były konkursy na różnego rodzaju "blogi roku" z wręczaniem nagród na uroczystych galach. Nie było jeszcze social mediów, więc często blogi stawały się ich namiastką, pozwalającą stworzyć pewną społeczność zgromadzoną przy tego typu stronach. Jeżeli twórca poruszał ciekawe tematy lub sam był interesującym człowiekiem mógł liczyć na publiczność idącą nawet w dziesiątki tysięcy. To oczywiście nie mój przypadek, ja jestem zdecydowanie nie ciekawą personą w dodatku /z czym z pewnością zgodzą się moi oponenci/ kompletnie pozbawioną jakiegokolwiek talentu z czego doskonale sobie zdaję sprawę. No cóż, może i nie umiem prowadzić bloga ale bardzo lubię to robić i z Bożą pomocą robię to, jak wspomniałem, nieprzerwanie przez osiemnaście lat pobytu w Irlandii.

Początki blogowania w Irlandii nie należały do najłatwiejszych, przynajmniej dla mnie. Zacząłem pisać praktycznie od razu, tj. w czerwcu 2004 roku, dwa tygodnie po przyjeździe na Zieloną Wyspę. Komputera jeszcze nie miałem o internecie nie wspominając. Pisać trzeba było z kafejek internetowych które co prawda kiedyś mieściły się niemal na każdej ulicy, gdy teraz jest ich może kilka w mieście. Stały internet w domu miałem dopiero w połowie 2006 roku a i tak musiałem czekać kilka miesięcy na jego założenie. Wcześniej kupiłem komputer, stacjonarny chociaż używany. Dopiero kilka lat później ceny laptopów poszybowały gwałtownie w dół. Teraz każdy używa właśnie laptopa jako domowego komputera a internet można mieć w domu praktycznie natychmiast, od biedy udostępniając go z własnego telefonu. Limity? A co to takiego? No właśnie teraz to już nic ale w 2006 mój dostawca domowego internetu oferował, uwaga, 10 gigabajtów na miesiąc, co było bardzo dobrą ofertą. Tak dla porównania skali: mojego bloga zacząłem prowadzić na platformie Onetu, który to oferował na to aż... 7 megabajtów miejsca. Teraz często jedno zdjęcie z komórki może ważyć więcej. Jedno zdjęcie teraz, cały blog kiedyś. Jeżeli ktoś tylko pisał to jeszcze pół biedy, tekst "waży" naprawdę niewiele ale jeżeli chciałoby się dołączyć zdjęcia to miejsce kończyło się bardzo szybko. Co wtedy? Ludzie po prostu często zakładali kolejne blogi, numerując je: 1,2,3, itp.

Przez te lata opublikowałem cztery tysiące notek i kilka razy więcej zdjęć. Gdyby przełożyć to na skalę analogową, to co roku średnio zapisuję naprawdę sporych rozmiarów książkę. Wychodzi więc że pisząc przez te osiemnaście lat zapełniłem średnich rozmiarów półkę. To oczywiście bardzo pobieżne i skromne wyliczenia a jeżeli się pomyliłem to raczej zaniżając moje "pisarskie" wyczyny. Sam zacząłem jeszcze w połowie 2004 roku ale wysyp polskich blogów na Zielonej Wyspie rozpoczął się w 2005 roku i potrwał mniej więcej do 2008 roku. Później stopniowo właśnie powstające social media zagospodarowały tę niszę. Coraz więcej blogów albo znika z sieci albo "straszy" jak opuszczony dom z oknami zabitymi dyktą w postaci ostatnich wpisów sprzed 7-8 lat. Szkoda, bo część z nich była naprawdę wyjątkowa z niebanalną treścią i unikatowymi zdjęciami. Można więc, parafrazując fragment wiersza ks. Jana Twardowskiego, zawołać: "śpieszmy się czytać blogi, tak szybko znikają".

Tyle z technicznych aspektów ale były też inne: szybko pojawili się "doradcy" którzy nie proszeni o rady udzielali mi ich dziesiątkami: jak powinienem pisać bloga, o czym powinienem pisać a co "mądrzejsze jest nie wspominać o tem" a najlepiej żebym w ogóle nie pisał. Teraz takie coś jest nie do pomyślenia, wtedy było na porządku dziennym i chyba każdy kto ma kilkunastoletni blogerski staż też się z tym spotkał. Kiedyś trzeba było dodatkowo się autocenzurować bo wataha nieproszonych komentatorów tylko czekała nawet na jakąś błahą literówkę a jak już taka trafiła się w tłumaczeniu to niektórzy wręcz dostawali spazmów. Najgorzej było gdy Onet, na którego platformie początkowo prowadziłem bloga, promował na swojej głównej stronie ten czy inny mój wpis: wtedy zalew hejtu był niesamowity. Nie wiem doprawdy skąd się tacy ludzie brali. Teraz, pomijając już zmianę blogowej platformy, twórcy dostają narzędzia pozwalające bezwzględnie to eliminować dzięki czemu nawet się nie zobaczy komentarzy z określonymi słowami czy od określonych osób, podczas gdy kiedyś trzeba było ręcznie wywalać komentarz za komentarzem. No cóż, ludzie którzy nie mają własnego życia często żyją życiem innym ale to zna chyba każdy z nas.

Obecnie bezwzględnie rządzą social media, robimy zdjęcie czy filmik i hop, na facebooka, instagrama czy twittera. Pisać już nikomu się specjalnie nie chce tym bardziej że i na czytanie coraz więcej osób "nie ma czasu". Co prawda mówi się że jedno zdjęcie jest warte więcej niż tysiąc słów i do pewnego stopnia jest to prawdą, jednak trzeba mieć świadomość że żyjemy w czasach medialnego szumu i dezinformacji i dotyczy to również fotografii. Widzieliśmy już nieraz jak się inscenizuje zdjęcia które później mają "wstrząsnąć światem" ale i instagramowy fotoświat również często ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Czy to znaczy że social media to zło? W żadnym wypadku, to narzędzie jak młotek czy nóż, możesz z ich pomocą zrobić wiele wspaniałych rzeczy ale możesz też wyrządzić sobie i komuś krzywdę. Alkohol też jest przecież dla ludzi, tyle że dla ludzi inteligentnych którzy wiedzą kiedy, gdzie, z kim i ile. Jeżeli masz problem z którąś z tych rzeczy to znaczy że po prostu nie jest to dla ciebie.

Czy warto w dzisiejszych czasach pisać i czytać blogi? Na pewno warto jest czytać treści tworzone przez ludzi z pasją a jeszcze lepiej jest mieć jakiekolwiek zainteresowania i samemu o tym pisać. Nie chcę powtarzać banałów ale wiadomo od dawna że pisanie i czytanie rozwija człowieka, stymuluje pracę mózgu, pobudza wyobraźnię, poprawia pamięć a nawet zachęca do uczestnictwa w życiu społecznym. Jest też pewna przewaga w prowadzeniu własnego bloga nad stroną w tych czy innych social mediach: jeżeli tworzymy własne treści, nawet jeżeli są to tylko przepisy kulinarne czy relacje z wakacji, warto pomyśleć o zabezpieczeniu tej swojej choćby i niewielkiej twórczości. W czasach social mediów byle polskojęzyczny chłoptaś zatrudniony w siedzibie facebooka w Dublinie może jednym kliknięciem wysłać naszą pieczołowicie i przez lata tworzoną stronę po prostu w niebyt. Znam wielu ludzi którym facebook, wbrew własnemu regulaminowi, usunął strony i zablokował prywatne konta ale nie znam nikogo komu by zablokowano i zdjęto z sieci bloga. To nie znaczy oczywiście że takie rzeczy się nie zdarzały i zawsze jest to technicznie możliwe ale jednak zdecydowanie trudniejsze. W dodatku gdy prowadzimy bloga pod własną domeną na dedykowanym i odpowiednio zabezpieczonym do tego miejscu i oczywiście nie łamiemy prawa, to poza atakiem hakerskim jest to mało prawdopodobne. Dodatkowo przy regularnie robionej kopii nawet taki mało prawdopodobny atak nie wyrządzi większych szkód. Tymczasem na facebooku czy należącym do niego instagramie wystarczy kaprys zatrudnionego tam osobnika. Pamiętamy chyba jeszcze przypadek Donalda Trumpa, któremy skasowano konta społecznościowe gdy ciągle był jeszcze prezydentem Stanów Zjednoczonych, czyli teoretycznie człowiekiem posiadającym największą władzę na świecie. Mogli skasować jemu, mogą skasować i Tobie. 

Z ciekawostek: od 2004 roku jest obchodzony nieformalny Dzień Blogów, przypada na 31 sierpnia. Mam nadzieję że do tego czasu na Zielonej Wyspie pojawi się przynajmniej kilku nowych blogerów o świeżym spojrzeniu i lekkim piórze, którzy będą stanowili niejaką przeciwwagę do mainstreamowych mediów, czego Państwu i sobie życzę.

wtorek, 7 czerwca 2022

Nie ma księgarni, podpierają ściany

Po koronawirusowym kryzysie wiele biznesów w Cork upadło. Oczywiście w ich miejsce pojawiły się nowe ale nie zawsze i nie wszędzie. W bocznych uliczkach, pomimo że w centrum miasta, wiele lokali pozostaje zamkniętych a tym samym popada w ruinę. Tak jak stało się z budynkiem przy Tuckey Street w którym mieściła się chrześcijańska księgarnia. Po księgarni został jedynie szyld a sam budynek jak widać został zabezpieczony stalowymi wspornikami, opóźniającymi jego nieuchronny koniec.

/Powyżej: budynek dawnej księgarni/

poniedziałek, 6 czerwca 2022

TFI GO, aplikacja do biletów autobusowych

Przechodziłem dzisiaj przez dworzec autobusowy w Cork i dostałem ulotkę z informacją że Krajowy Urząd Transportu w Irlandii wprowadził aplikację do zakupu online biletów autobusowych, nazwano ją TFI GO. Do tej pory można było zdaje się korzystać jedynie z Leap Card, czyli swego rodzaju przedpłaconej karty zbliżeniowej za pomocą którą płaciło się kierowcy za kurs. Teraz można to będzie zrobić za pomocą smartfona. Zainstalowałem i kupiłem dwa bilety na próbę. Bilet przed wejściem do autobusu trzeba aktywować, wtedy pojawia się kod kreskowy, który jak rozumiem kierowca zeskanuje. W praktyce jeszcze nie korzystałem, jak się przejadę to dam znać czy działa poprawnie ;-) 

Świetny pomysł. Karty zdarzało mi się zapomnieć, z drobnymi różnie bywa /tak naprawdę to generalnie od trzech lat nie używam już gotówki/ a telefon jednak zawsze mam przy sobie. Będąc w Polsce korzystam ze znacznie bardziej rozbudowanej aplikacji mPay, w której oprócz zakupu biletów miejskiej komunikacji można dokonać płatności za szereg innych usług.

/Powyżej: moja już nieco sfatygowana leap card (usunąłem jej numery) i aplikacja z zakupionym biletem, gotowym do aktywacji/

niedziela, 5 czerwca 2022

Wódka... bezalkoholowa

Wczoraj była notka o nowym irlandzkim piwie więc idąc za ciosem - tym razem o wódce. Co prawda nie irlandzkiej ale za to... bezalkoholowej ;-)

W sumie nic dziwnego: było już bezalkoholowe piwo, takież samo wino i szampan, więc dlaczego nie wódka? Wypatrzyłem ją w sklepie Centra na Shandon Street w Cork. Po co istnieje takie coś? Jak na swojej stronie objaśnia producent: "teraz można pić podobnie smakujące drinki bez przykrych następstw poranka dnia następnego". O tym konkretnie produkcie, czyli Strykk Not Vodka napisano: "Nuty ogórka, nuty mentolowe i co najważniejsze… wielkie nuty wódki. Nasza wódka bezalkoholowa jest wytwarzana w taki sam sposób, jak zwykła wódka, z wyjątkiem alkoholu."

/Powyżej: bezalkoholowa wódka/

sobota, 4 czerwca 2022

Island’s Edge

W lipcu ubiegłego roku browar Heineken w Cork wypuścił nowy irlandzki stout: Island’s Edge. Jak twierdzi producent, do warzenia tego piwa użyto również "herbaty i bazylii, które mają za zadanie niwelować posmak goryczki i nadać świeżości". Swój nowy produkt zaadresowano "do osób w wieku 18-35 lat, które do tej pory nie przepadały za ciemnymi piwami właśnie z powodu posmaku goryczki".

Kiedy byliśmy wczoraj na obiedzie w Kinsale wziąłem jedno na próbę. Jak smakuje? No cóż, przede wszystkim ewidentnie nie jestem w grupie docelowej ;-) więc może dlatego odpowiem: tak sobie, nic specjalnego. Jest wg mnie słabszy od Guinnessa, czyli piwa dla turystów, nad którym z kolei góruje Murphy's a nad nim - Beamish. Tak, że tak.

Z ciekawostek: na fotce na drugim planie znajduje się również West Cork Irish Coffe. Czym się różni ta ostatnia od zwykłej kawy po irlandzku? Ano tym że dodano do niej nie jakąś tam irlandzką whiskey tylko konkretnie: West Cork Irish Whiskey. Na trzecim planie - już tylko trywialne cappuccino Agnieszki ;-)

/Powyżej: Island’s Edge, West Cork Irish Coffe i włoski napój kawowy, bo przecież - nie kawa/

piątek, 3 czerwca 2022

18 lat w Irlandii

Dzisiaj jest moja 18 rocznica przyjazdu do Irlandii. Czas ucieka, wieczność czeka ;-) Z tej okazji wybraliśmy się z Agnieszką do Kinsale. Byliśmy tam co prawda już wiele razy ale jest to również miejsce naszej pierwszej wspólnej wycieczki po Zielonej Wyspie, można o tym przeczytać tutaj: LINK. Najpierw pojechaliśmy na Old Head, malutkie ale malownicze klify a później zjedliśmy obiad w jednej z knajpek w centrum miasteczka. W domu Agnieszka miała dla mnie niespodziankę, czyli: okolicznościowe: balonik, torcik, lampkę - i oczywiście koszulkę ;-)

Poniżej kilka zdjęć a filmik z tego dnia można zobaczyć na moim kanale na YT: LINK.

/Powyżej: na Old Head w Kinsale/

/Powyżej: obiad w Blue Haven/

/Powyżej: balonik ;-)/

/Powyżej: tort/

/Powyżej: lampka/

/Powyżej: w okolicznościowej koszulce/

Poniżej - filmik z tego dnia:

wtorek, 31 maja 2022

Parklife

Od 8 kwietnia do 10 lipca b.r. w Glucksman Gallery w Cork ma miejsce wystawa "Parklife: Biodiversity in Contemporary Irish Art". Jak napisali kuratorzy wystawy: "Parklife przedstawia prace irlandzkich artystów, którzy rozważają bioróżnorodność otaczającego nas świata, przyglądając się jak różne formy życia rozwijają się w sferze miejskiej, jak również w bardziej odległych środowiskach."

Poniżej: prace z wystawy "Parklife":


poniedziałek, 30 maja 2022

Pokój modlitwy na lotnisku w Manchesterze

Powoli robi mi się już mini-cykl "kaplic na lotniskach", więc dzisiaj o kaplicy, czy też właściwie "pokoju modlitwy", na lotnisku w Manchesterze, przez które wracaliśmy podczas naszej ostatniej wizyty w Polsce. Jak widać, podobnie jak na lotnisku w londyńskim Stansted, jest to raczej meczet. Takie czasy...

/Powyżej: "pokój modlitwy" na lotnisku w Manchesterze/

niedziela, 29 maja 2022

Haulbowline

Dzisiaj wybraliśmy się na Haulbowline, niewielką wyspę w porcie Cork u wybrzeży Irlandii. Jej irlandzką nazwę /Inis Sionnach/ tłumaczy się jako "Wyspę Lisów". Jak podaje wikipedia, to tutaj w 1720 roku miał zostać założony pierwszy na świecie klub jachtowy. Od 1966 wyspa jest połączona z lądem mostem drogowym. Bardzo malownicze miejsce do spacerów ze świetnym widokiem na Cobh.

Wyspa jest podzielona na dwie części: zachodnia strona jest bazą irlandzkiej marynarki wojennej a wschodnia, którą w latach w latach 1939-2001 zajmowała firma Irish Steel, została przebudowana na park. Przebudowana w dosłownym niemal tego słowa znaczeniu, bowiem po tej firmie z branży przemysłu ciężkiego pozostało miejsce uznane za "jeden z najbardziej zanieczyszczonych byłych terenów przemysłowych w kraju". Park, znany jako Haulbowline Island Amenity Park został otwarty dla publiczności dopiero w styczniu 2021 roku.

Poniżej kilka zdjęć, zainteresowanych polecam również mój filmik na YT: LINK.



sobota, 28 maja 2022

Dzień Afryki w Cork 2022

O tej imprezie, czyli Dniu Afryki w Cork, pisałem już cztery lata temu: LINK i w zasadzie nie ma co się powtarzać. Przez ostatnie dwa lata wskutek ogłoszonej pandemii koronawirusa praktycznie wszystkie imprezy w mieście zostały odwołane, więc tym bardziej wybraliśmy się ponownie zobaczyć to wydarzenie. Standardowo, czyli muzyka, zabawy dla dzieci, namioty z "afrykańską" biżuterią, itp. a wszystko to oczywiście w Fitzgerald Park. W porównaniu z poprzednim razem - zdecydowanie mniej "punków" gastronomicznych. Z rzeczy których nie widziałem wcześniej - to niewielka wystawa afrykańskich masek w mieszczącym się w tym parku Cork Public Museum.

Poniżej kilka zdjęć, dla zainteresowanych polecam również mój filmik na YT: LINK.



piątek, 27 maja 2022

53 wizyta w Polsce

Znowu wylot na 6 dni do Polski. Tym razem loty z przesiadkami: Cork - Londyn - Kraków a z powrotem: Kraków - Manchester - Cork. 

Dlaczego tak? Z trzech powodów: po pierwsze nie ma bezpośrednich lotów z Cork do Krakowa /kiedyś były ale krótko/ więc i tak musimy jechać przez pół Irlandii do Dublina, tym samym lot nawet z przesiadką czasowo wygląda podobnie albo i lepiej. Po drugie: obecnie bywa że lotnisko w Dublinie przeżywa istne oblężenie nie mogąc sobie poradzić z olbrzymią falą wylatujących turystów. Co prawda nas to jeszcze nie dotknęło ale z tego co ludzie wrzucają do sieci wynika że o niektórych godzinach pasażerowie czekają w długich kolejkach na zewnątrz budynku i zdarza się - że nie zdążają na swój lot.  Dlaczego tak się dzieje? W czasie pandemii zwolniono sporo ludzi tam zatrudnionych, wyszkolenie nowych pracowników musi trochę potrwać a po błyskawicznym zakończeniu pandemii ludzie chcą sobie powetować te dwa lata zamknięcia w domu i wylecieć na wakacje. Dzisiaj czytałem że w tej sprawie już interweniuje irlandzki rząd ale myślę że najgorsze jeszcze przed nimi. Powód trzeci, to ceny. Bardzo podrożały bilety na bezpośrednie loty, szczególnie powrotne czyli kierunek Kraków - Dublin. Tutaj z kolei przyczyną jest mocno zwiększony popyt ze strony uchodźców z Ukrainy: praktycznie połowa miejsc w samolotach jest obecnie zajęta przez obywateli tego kraju. Tak więc obecnie podróż z Cork do Krakowa z przesiadką w UK jest dla nas szybsza, tańsza i mniej stresująca.

Jak było w Polsce? Bardzo rodzinnie ;-) Zainteresowanych zapraszam do obejrzenia mojego filmiku z tego ostatniego pobytu w kRAJu: LINK.

czwartek, 19 maja 2022

Ukraine. The Cost of Freedom

Od 18 do 30 maja b.r. w St. Peter's Cork ma miejsce wystawa "Ukraine. The Cost of Freedom". Jak napisali kuratorzy: "to wystawa prac znanych ukraińskich fotografów, pokazująca ból i walkę ludzi, zniszczone miasta ukraińskie, niegdyś piękne i spokojne. Fotografowie ci robili zdjęcia w strefach walk, często ryzykując życiem". 

/Powyżej: fragment wystawy/

środa, 18 maja 2022

52 wizyta w Polsce

Znowu dwa dni w Polsce :-) Agnieszka została na nieco dłużej, tydzień, może dwa, ja poleciałem razem z nią w poniedziałek, wróciłem w środę a w sobotę lecę kolejny raz. Życie. W jedną stronę autobusem do Dublina i lot do Krakowa, z powrotem: lot z Krakowa do Londynu i z Londynu do Cork. Generalnie to drugie rozwiązanie czyli z przesiadką w Londynie bardziej mi pasuje, chociaż czasowo wychodzi na to samo. Ale Londyn to Londyn, choćby tylko lotnisko ;-)

Zapraszam do obejrzenia mojego filmiku z tych niespełna dwóch dni w Polsce: LINK.

niedziela, 15 maja 2022

Przybywa komunistycznych wlepek w Cork

Dawno nic nie było o "sierpach i młotach w Cork" i generalnie o aktywności irlandzkich komunistów. Chyba Rosja znowu przelała trochę rubli bo ponownie oblepili miasto wlepkami: jedna sygnowana przez CYM /Connolly Youth Movement, jest to młodzieżowa przybudówka Komunistycznej Partii Irlandii/ a druga przez Socialist Voice /to oficjalna gazetka tej partii/. 

/Powyżej: wlepka CYM/

/Powyżej: wlepka Socialist Voice/

sobota, 14 maja 2022

Botanica: The Art of Plants

Od 17 marca do 18 września b.r. w Crawford Art Gallery w Cork ma m.in. miejsce wystawa "Botanica: The Art of Plants". 

Jak napisał kurator wystawy: "kolekcja gromadzi wybrane historyczne i współczesne prace, żeby zbadać w jaki sposób artyści przedstawiali rośliny w swoich dziełach na przestrzeni czasu. W sztuce rośliny występują jako akompaniament do ważnych tematów, niosą symboliczne znaczenia i pojawiają się jako samodzielne podmioty."

Poniżej - "Irish Tree Alphabet", praca Katie Holten, /ur. 1975/, współczesnej irlandzkiej artystki, która skupia się na badaniu wpływu człowieka na środowisko naturalne. Z opisu pracy: to seria rysunków drzew z listy istniejących rodzimych i nierodzimych gatunków, które zadomowiły się w Irlandii. W tej pracy każdej literze alfabetu łacińskiego przypisano drzewo w swojej irlandzkiej formie: A = Ailm (sosna zwyczajna), B = Beith (brzoza), B = Coll (leszczyna), itd. Dodatkowo dołączono jeszcze alfabet Ogham, czyli wczesnego irlandzkiego języka pisanego, którego znaki ze względu na swój kształt nazywano feda (drzewa) lub nin (rozgałęzienia).

/Powyżej: "Irish Tree Alphabet"/

piątek, 13 maja 2022

5 rocznica ślubu

Właśnie obchodzimy 5 rocznicę naszego ślubu <3 Z tej okazji dwa tygodnie temu wybraliśmy się do Edynburga a dzisiaj przygotowałem kolację. Od Żony tradycyjnie dostałem nową okolicznościową koszulkę ;-)

/Powyżej:  świętujemy naszą rocznicę ślubu/

/Powyżej: w mojej nowej okolicznościowej koszulce ;-)/

czwartek, 12 maja 2022

Tęcza z samolotu

Wczoraj opublikowałem filmik z mojej 51 wizyty w Polsce a dzisiaj jeszcze tylko zrzut ekranu jednego z kadrów, pokazujący nietypową tęczę, czyli starotestamentowy Znak Przymierza gdzieś nad Dublinem. Raz, że widziana z okna samolotu, dwa - że podwójna a trzy - że o takim trochę nietypowym kształcie. Zainteresowanych zapraszam do obejrzenia filmiku: LINK, na którym się pojawia.

/Poniżej: tęcza gdzieś nad Dublinem/

środa, 11 maja 2022

51 wizyta w Polsce

I znowu na niespełna dwa dni polecieliśmy do Polski. Główny cel to oczywiście państwowy kurs który robimy i który wymusza na nas obecność w kRAJu co tydzień, w każdy wtorek. Jaki to kurs to na razie za wcześnie o tym pisać ale w tym miesiącu już go skończymy. 

W jedną stronę lecieliśmy obowiązkowo w maskach /obsługa na lotnisku w Dublinie tuż przed zejściem do samolotu nie chciała odprawić jednego jegomościa, dopóki nie pokazał że maseczkę posiada/ w drugą stronę już nikt o maseczki nie pytał. Ponownie połowa samolotu to obywatele Ukrainy. 

Trochę emocji wzbudziło lądowanie na lotnisku w Dublinie które nie udało się za pierwszym razem i jest to widoczne na filmiku poniżej, w 5:17 minucie. Tym razem filmik nagrałem celowo w takim formacie myśląc bardziej o umieszczeniu go na TiKToku niż Youtube ale w końcu wrzuciłem tu i tu, przez co może się go ogląda lepiej a może gorzej, w zależności od urządzenia.

Poniżej - filmik: LINK.

środa, 4 maja 2022

Mężczyźni, którzy poszli własną drogą

Człowiek uczy się całe życie. Mam wrażenie że wcześniej świat był o wiele prostszy a wiedza przekazywana przez pokolenia zachowywała swoją aktualność. Nawet dla mnie, urodzonego na początku dekady lat 70-tych ubiegłego wieku, przez całe dziesięciolecia pewne sprawy wydawały się oczywiste, jak to że na przykład są tylko dwie płcie a małżeństwo to z definicji związek kobiety i mężczyzny. W tym przeświadczenie miałem nadzieję dożyć jasnego końca swoich dni ale ostatnia dekada pokazała, jak bardzo się myliłem. Otóż jak twierdzą absolwenci przeróżnych tam "studiów" genderowych, płci może być dowolna ilość w dodatku płeć może się płynnie zmieniać nawet kilka razy w ciągu dnia. Widzicie Państwo sami w jakiej ciemnocie tkwiłem. O małżeństwie nawet pisać nie chcę, chociaż nadal nie rozumiem dlaczego nie można zachować tego terminu wyłącznie dla określenia związku osób dwóch różnych płci? Ach, pewnie dlatego że płeć jest przecież zmienna, prawda?

Wydawać by się mogło że takie problemy z nieaktualna wiedzą mają tylko dziadersi w moim wieku ale ze zdumieniem odkryłem że wielu młodych mężczyzn również zaczyna mieć inne zdanie. I tak oto ze zdumieniem chociaż dość przypadkowo trafiłem na ruch MGTOW, czyli skrót od Men Going Their Own Way a w polskim tłumaczeniu: Mężczyźni, którzy poszli własną drogą. Zrobiłem mały research wśród pokolenia obecnych 20-30 latków i okazuje się że nie jest to jakaś tam forumowo - internetowa nisza ale niemal wszyscy o tym słyszeli a co drugi wręcz się z tym identyfikuje. Jak podaje wikipedia, jest to ruch: "heteroseksualnych mężczyzn, pochodzących ze świata zachodniego i w różnym stopniu zdystansowanych od kobiet, zwłaszcza od instytucji małżeństwa. Będąc częścią współczesnego uniwersalnego ruchu praw mężczyzn, MGTOW podziela pogląd na współczesne problemy społeczne mężczyzn, ale zwolennicy widzą ich rozwiązanie w dobrowolnym usunięciu się, oraz usunięciu (częściowo lub całkowicie) wszelkich instytucji publicznych i konstrukcji prawnych, które wymagałyby bliskich kontaktów z kobietami. MGTOW to gotowość trzymania się z dala od poważnych związków z kobietami i nieposiadania dzieci". 

Tyle polska encyklopedia bo jej wersja angielska zarzuca sympatykom tego niesformalizowanego ruchu standardowo... rasizm a dalej to nawet nie wiem, bo przestałem czytać. Jeżeli ktoś wszędzie widzi rasizm to na wizytę u okulisty już za późno ale za to ostatni dzwonek na wizytę u psychiatry. Zarzut rasizmu jest jak wiadomo w społeczeństwach zachodnich traktowany absolutnie priorytetowo, bezapelacyjnie i dotyczy wszystkiego z czym dana persona się nie zgadza. Taka ciekawostka: kiedyś na moim blogu opisałem jeden z obrazków jakie miał miejsce w sobotnie popołudnie przy głównej ulicy w Cork, mianowicie naprzeciwko siebie rozstawili swoje stoliki zwolennicy ateizmu oraz muzułmanie nawołujący do przejście na islam. Czyli pełny pluralizm, proszę Państwa. Co zarzucił mi w komentarzu jeden z mieszkających tutaj niespełnionych polskojęzycznych artystów? Oczywiście - rasizm. Gdzie tu rasizm? No cóż, on wie a ja nie muszę. Dlatego jak czytam jakieś wyssane z brudnego palucha zarzuty o "rasizmie" to w głowie zapala mi się nie tyle lampka ostrzegawcza co wręcz cała latarnia morska.

Wracając: jak do tego doszło że heteroseksualni mężczyźni nie chcą poważnych związków z kobietami? Co poszło nie tak? Zarzuty są skierowane oczywiście w kierunku kobiet a raczej do wojujących feministek, które wg nich nie tyle zmieniły co wręcz zniszczyły tradycyjne struktury społeczne. Dawniej wiadomo jak było: panna wydawała się za mąż w możliwie wczesnym wieku, rodziła dzieci i zajmowała się domem. Gdy którejś z dziewcząt przytrafiło się dziecko przed ślubem, była społecznie napiętnowana i ponosiła tego ogromne konsekwencje. Wszystko zmienił powszechny dostęp do nowoczesnej antykoncepcji: panie mogły w końcu w tym względzie zrównać się z mężczyznami, czyli bez obaw o konsekwencje rozpocząć współżycie przed ślubem. W dodatku często z wieloma partnerami i to o wiele atrakcyjniejszymi niż potencjalni kandydaci na męża. 

Ale, jak to śpiewała Anna Jantar: "nic nie może przecież wiecznie trwać, co zesłał los trzeba będzie stracić, nic nie może przecież wiecznie trwać, za miłość też przyjdzie kiedyś nam zapłacić". Lata przemijają, ludzie się zmieniają, również fizycznie. A u pań średni wiek nie oznacza wcale średnich szans na zamążpójście, to z reguły są już żadne szanse. Oczywiście można z tym polemizować, ba - próbować zakrzyczeć, ale rzeczywistość jest właśnie taka. Tak wiem, od każdej reguły są wyjątki, teraz ludzie pobierają się później niż kiedyś, niemniej im bardziej odkładana decyzja o wejściu w poważny związek tym trudniej o taki związek i z reguły pani zostaje sama, chociaż na osłodę często z rozkosznym dzieciaczkiem który jednak dla wielu mężczyzn nie stanowi atutu, co wręcz odstrasza. Już tak jakoś jest, że mało który facet chce wychowywać nie swoje dziecko, mając dodatkowo świadomość że jego partnerka czerpała z życia pełnymi garściami i dopiero nieplanowana ciąża /pomimo wspomnianego pełnego dostępu do antykoncepcji/ spowodowała że zaczęła szukać nie tyle partnera dla siebie, co ojca dla dziecka. 

Na polskim twitterze w dyskusjach użytkowników powiązanych z MGTOW "cykl życia" takiej kobiety opisano frazą: "studia, kariera, zabawy karuzela, Ściana, kot, wino, antydepresanty". Ściana, obowiązkowo pisana z wielkiej litery, to cezura wieku po której drastycznie spadają szanse na zamążpójście. Po Ścianie atencja przystojnych mężczyzn gwałtownie spada, bowiem kierują swoje zainteresowania ku młodszym partnerkom. Faceci ze średniej półki z reguły już są żonaci, może z mniej atrakcyjnymi paniami ale za to tworzą udane związki. Zostaje ewentualnie ten margines męskiej populacji z samego dna, który przecież dla wykształconej i ciągle atrakcyjnej kobiety po kilku/kilkunastu przelotnych związkach z samcami alfa jest absolutnie nie do przyjęcia. Frustracja narasta, stąd pojawia się wino i w końcu antydepresanty, o biednym kocie nie wspominając.

Zaznaczam że cała ta opisana powyżej teoria nie jest mojego autorstwa, tylko przynależy do ruch MGTOW. Mało tego, uważam że można z nią polemizować bo przecież jak pisał ponad dwa tysiące lat temu Kohelet: "jeśli jest coś, o czym by się rzekło: «Patrz, to coś nowego» - to już to było w czasach, które były przed nami". Wszystko już było, nic nowego pod słońcem a historia lubi się powtarzać. Panie zawsze starały się, choćby podświadomie, wybrać na potencjalnego ojca swoich dzieci nosiciela najlepszych genów. Jeżeli byłby do tego również majętny to stanowi dodatkowy ogromny atut, bo każdy ma rachunki do opłacenia i generalnie lepiej być młodym, pięknym i bogatym niż starym, brzydkim i biednym. Tyle tylko, że rzeczywiście coraz więcej młodych mężczyzn decyduje się na życie bez kobiet, więc może w każdej bajce jest ziarnko prawdy?

Wychodzi na to, że pozorna wolność obyczajowa może zaszkodzić samym paniom a panowie, jak zwykle i tak sobie poradzą. Szczególnie w Polsce - ale to już jest temat na inny felieton...

wtorek, 3 maja 2022

Edynburg - podróż w 5 rocznicę ślubu

Zbliża się piąta rocznica naszego ślubu. Pierwszą świętowaliśmy w Paryżu, drugą w Wenecji, trzecią chcieliśmy świętować w Wiedniu, mieliśmy już zabookowane loty i hotel gdy nagle, na dwa lata, świat się zatrzymał. Tak jak nagle się zatrzymał tak i niespodziewanie ruszył znowu. Skoro tak, postanowiliśmy wrócić do naszej jedynie słusznej tradycji corocznych podróży poślubnych ;-) Co prawda akurat 13 maja /czyli dokładnie w rocznicę naszego ślubu/ będziemy w Polsce, nie przeszkodziło to jednak w podjęciu szybkiej decyzji o wyjeździe przynajmniej na dwa dni. Wybór padł na Edynburg, stolicę Szkocji

Szkocja jest piękna, do tej pory byliśmy tylko w Glasgow ale to Edynburg uchodzi za jedno z najpiękniejszych miast na świecie. I co równie ważne przy tak spontanicznie podjętej decyzji: loty mieliśmy z Cork i do Cork, bez konieczności podróżowania przez Dublin. Świetny wybór, dobrze się bawiliśmy spędzając czas głównie na wyszukiwaniu geocachingowych skrytek ;-)

Ale oczywiście również przespacerowaliśmy się Royal Mile, odszukaliśmy pomnik niedźwiedzia kaprala Wojtka, zwiedziliśmy Galerię Narodową i Muzeum Narodowe Szkocji ale również Muzeum Harrego Pottera /generalnie jest to sklep/, zobaczyliśmy Scott Monument czyli wiktoriański gotycki pomnik szkockiego pisarza Sir Waltera Scotta, który jest drugim co do wielkości pomnikiem pisarza na świecie, byliśmy na grobie Bobby'ego - psa który przez 14 lat czuwał na grobie swojego pana, posłuchaliśmy ulicznego dudziarza, zjedliśmy haggis, szkocką potrawę narodową /w wersji mięsnej i wegańskiej/, itd.

Poniżej - kilka zdjęć i filmik: LINK.

/Powyżej: przed lotniskiem w Edynburgu /

/Powyżej: pomnik niedźwiedzia kaprala Wojtka/

/Powyżej: Zamek w Edynburgu/

/Powyżej: Katedra św. Idziego/

/Powyżej: uliczny dudziarz/

/Powyżej: pomnik szkockiego pisarza Sir Waltera Scotta/

/Powyżej: Muzeum Narodowe Szkocji/

/Powyżej: nasz obiad czyli haggis, szkocka potrawa narodowa. Agnieszki w wersji mięsnej i moje w wersji wegańskiej/

Poniżej - filmik: