poniedziałek, 18 października 2021

TVP w naszym domu

Wczoraj, po powrocie z Polonijnego Pikniku w Ballincollig, mieliśmy jeszcze w domu wizytę reporterów z TVP, którzy przeprowadzili wywiad z Agnieszką, m.in. o prowadzonych przez nią warsztatach "Poznajemy Polskę". 

Emisja ma być w grudniu w jednym z programów z dokumentalnej serii "Pełny obraz". Jak napisano na stronie programu: "Tematami odcinków są sprawy, o których chcą dyskutować Polacy. Cykl jest adresowany do osób, które starają się zrozumieć szeroki kontekst współczesnych problemów, chcą zobaczyć i wysłuchać kluczowych dla danej sprawy bohaterów i ekspertów". 

Oprócz emisji w tv program będzie również dostępny online na stronie vod.tvp.pl. Polecam też zerknąć na krótki filmik z nagrania na moim tiktoku: LINK.

/Powyżej: Agnieszka tuż przed nagraniem/

niedziela, 17 października 2021

Polonijny Piknik Rodzinny w Ballincollig

Dzisiaj w Ballincollig Community Hall miał miejsce Polonijny Piknik Rodzinny zorganizowany przez Duszpasterstwo Polskie w Cork. Wziął w nim udział m.in. ks. bp Fintan Gavin. Na spotkaniu dzięki prezentacji /w której znalazły się również moje zdjęcia ;-)/ można było poznać już dość bogatą historię naszego duszpasterstwa, spotkać się z przedstawicielami grup parafialnych, skosztować specjałów polskiej kuchni a dzieci mogły wziąć udział w zabawach i warsztatach plastycznych, tych ostatnich zorganizowanych przez My Little Craft World, czyli - przez Agnieszkę i moja nieskromną osobę  ;-) 

Poniżej kilka zdjęć, więcej można zobaczyć na stronie na FB: LINK a na moim kanale na YT jest dostępny filmik z tego wydarzenia: LINK.







sobota, 16 października 2021

Próbuję próbek

Przy sobocie, po robocie - degustacja kolejnych porcji próbek whisky, zakupionych jakiś czas temu i niedawno przywiezionych z Polski. Tą metodą w stosunkowo krótkim czasie poznałem już, żeby nie skłamać, ponad 30 smaków różnych marek, bez konieczności zakupu pełnowymiarowych butelek. Można? Można ;-) Ale gdyby się ktoś pytał, to faworyt ciągle nie wyłoniony...

/Powyżej: moje sample whisky/

czwartek, 14 października 2021

środa, 13 października 2021

wtorek, 12 października 2021

Vege obiad, chociaż - nie wygląda

Mój dzisiejszy obiad z produktów zakupionych wczoraj w Dunnes Stores: biała i czarna kaszanka z cebulką, kiełbaski i plastry bekonu, usmażone na roślinnym masełku. Wszystko to oczywiście wegańskie, bez grama mięsa ;-) Jak widać w Irlandii też już można kupić niemal wszystkie zamienniki mięsa z doskonale odtworzonym ich pierwotnym smakiem.

/Powyżej: mój dzisiejszy wegański obiad/

poniedziałek, 11 października 2021

Graham Masterton: Tańczące martwe dziewczynki

Kryminał którego akcja toczy się w Cork. Wciągające - przeczytałem w jedną noc.


Akcja zaczyna się od pożaru Firkin Crane w którym ginie siedemnaścioro młodych tancerzy należących do zespołu tańca irlandzkiego. Kończy się... pożarem Cork Opera House. Swoją drogę, oba te budynki niegdyś rzeczywiście spłonęły co świadczy o tym że autor zanim zabrał się za pisanie przeprowadził porządny research. 

Pomiędzy tymi dwoma pożarami mamy całe mnóstwo wątków, na czele z IRA chcącą wykorzystać brexit do zjednoczenia Republiki Irlandii z Irlandią Północną. Pomimo że akcja książki to oczywiście fikcja,  przewija się w niej co najmniej kilka realnie istniejących postaci - z których co najmniej jedną było mi dane poznać osobiście.

Same znajome miejsca, klimaty może mniej znane bo dotyczące tej ciemnej strony Cork przez którą prowadzi nas prowadząca śledztwo Katie Maguire.

Warto przeczytać!


niedziela, 10 października 2021

Sierp i młot przy St Augustine's Church

O sierpie i młocie nieopodal St Augustine's Church /w którym są odprawiane Msze Św. w języku polskim/ już kiedyś pisałem: LINK. Dzisiaj w drodze na mszę zauważyłem kolejny, tym razem sfeminizowany okaz. Jak widać nauka historii w irlandzkich szkołach nadal kuleje. Zresztą, nie tylko w irlandzkich, w Polsce też z roku na rok przybywa młodych ludzi którzy uważają że PRL to było coś dobrego. Nie, nie było....

/Powyżej: sierp i młot przy St Augustine's Church/

sobota, 9 października 2021

The Constructed Sublime

 Od 23.09 do 16.10 b.r. w Lavit Gallery ma miejsce wystawa obrazów Angeli Fewer: "The Constructed Sublime".

Jak napisano na stronie galerii: "Angela Fewer maluje tylko tematy, które zna bardzo dobrze. Przez ostatnie trzydzieści lat spędzała każde lato na Heir Island w Roaring Water Bay w West Cork. Ma tam małe studio. Wyspa jest szczególnie interesująca ze swoimi zatoczkami, klifami i liniami brzegowymi. Jednak podczas lockdownu i ograniczone możliwości poruszania się do 5 km od domu, sytuacja uległa zmianie. Angela mieszka w Glanmire, zalesionej dolinie na obrzeżach Cork. Codziennie obserwowała, jak światło i cień przenikają przez drzewa otaczające dom. Odzwierciedlało to mieszane emocje wywołane dziwnością zamknięcia. Wystawa składa się więc z dwóch przenikających się tematów – morza i brzegu, cieni i drzew."

/Powyżej: fragment wystawy/

piątek, 8 października 2021

Leo Burdocks w Dublinie

Gdzie w stolicy Irlandii najlepiej kupić na wynos frytki z octem - lub bez? W kultowym Leo Burdocks przy 2 Werburgh Street, najstarszym tego typu przybytku w Dublinie, działającym nieprzerwanie od 1913 roku. Przed lokalem znajduje się tablica z nazwiskami sław które tutaj jadły, m.in.: Metallica, U2, Sandra Bullock, Naomi Campbell, Sinéad O’Connor, Tom Cruise, Bruce Springsteen, Rod Stewart, B.B. King, Liam Neeson, John Malkovich i wielu, wielu innych. Z Polaków /chociaż nie wymienionych na tej tablicy sław/ jadł tutaj m.in. Robert Makłowicz. Porcje są solidne i niedrogie, smak - nienajgorszy ;-)

/Powyżej: Leo Burdocks przy 2 Werburgh Street/

czwartek, 7 października 2021

Bez mięsa

Dzisiaj mamy na obiad m.in. kaszankę, żeberka i boczek. Bezmięsne, rzecz jasna ;-) Takie rzeczy na razie jeszcze przywiezione z Polski ale i w Cork już widać pierwsze jaskółki wegańskiej wiosny ;-)

/Powyżej: nasz dzisiejszy obiad, jeszcze zapakowany ;-)/

środa, 6 października 2021

Koronawirus w Cork /59/: powoli wszystko wraca do normy

Wszystko wskazuje na to, że w Irlandii pogodzono się z tym że koronawirusa zwalczyć się nie da - i każdy będzie musiał go przejść. Ilość zachorowań ciągle jest wysoka, pomimo tego stopniowo wycofuje się wprowadzane ograniczenia. Wszystko już jest otwarte, w sklepach zaprzestano dezynfekcji koszyków, praktycznie nikt już nie przestrzega social distance, itp.  U mnie w pracy już w maju zaprzestano pomiarów temperatury przed wejściem do firmy, teraz widać już drobne zmiany na stołówce świadczące o powolnym powrocie do dawnych zasad. 

wtorek, 5 października 2021

Ardú - 7 murali w Cork

Natrafiłem na broszurkę z mapką na której zaznaczono siedem murali znajdujących się w centrum Cork. Jest to dzieło siedmiu irlandzkich artystów pod wspólnym projektem "Ardú ", dla którego inspiracją miały być wydarzenia z 1920 roku, kiedy to część miasta spłonęła w wyniku podłożenia ognia przez siły brytyjskie.

Poniżej fragment okładki broszurki i dzieła arystów: Deirdre Breen na Wandesford Quay, Maser na The Kino, James Earley na Henry Street, Garreth Joyce na Liberty Street, Peter Martin na Kyle Street, Shane O’Driscoll na Harley Street i Aches na Anglesea Street:









poniedziałek, 4 października 2021

Home

Od 11 maja do 31 października b.r. w Glucksman Gallery ma miejsce wystawa "Home: Being and Belonging in Contemporary Ireland".

Jak napisano na stronie galerii: "16 artystów prezentujących na tej wystawie swoje prace zostało wybranych spośród 267 którzy się zgłosili. Ich prace reprezentują ogromną różnorodność w kulturowym myśleniu o ideach domu, nawet przez specyficzny pryzmat irlandzkiej tożsamości. Wielość perspektyw na tej wystawie sugeruje wielorakie sposoby bycia, a także radość i wyzwanie przynależności do współczesnego społeczeństwa irlandzkiego."

/Powyżej: fragment wystawy/

niedziela, 3 października 2021

Dwie tęcze w Youghal

Dzisiaj wybraliśmy się do Youghal. Ot tak, na spacer brzegiem morza i na obiad. Pierwszy ram udało mi się zobaczyć 2 tęcze w całej okazałości ;-)

/Powyżej: 2 tęcze w Youghal/

sobota, 2 października 2021

Meditations

Od 2 października do 5 grudnia b.r. w Crawford Art Gallery ma miejsce wystawa "Meditations" Patricka Scotta. Artysta /1921-2014/ był jednym z najbardziej znanych artystów abstrakcyjnych w Irlandii. Urodził się w Kilbrittain, swoją pierwszą wystawę miał w wieku zaledwie 23 lat, w 1960 roku reprezentował Irlandię na Biennale w Wenecji. Na wystawie znajduje się pięć prac z pięciu dekad jego długiej kariery.

/Powyżej: Meditations/

piątek, 1 października 2021

Kostka herbaty

Wczoraj dotarła pocztą kolejna porcja chińskiej herbaty, tym razem 15-letniej. A herbata /z drobnymi wyjątkami/ jest jak wino, im starsza tym lepsza ;-)

/Powyżej: nasz bloczek chińskiej herbaty/

czwartek, 30 września 2021

Dublin: wieża butelkowa

Veni, vidi, vici. Dlatego vici - bo wybierałem się do tego miejsca już dwa razy ale były spore przeciwności losu, udało się dopiero za trzecim. Oto Bottle Tower, wieża butelkowa w Dublinie. Znajduje się na terenie prywatnym, można ją obejrzeć jedynie zza bramy. W 2017 roku byliśmy w Castletown House, gospodarstwie znajdującym się na granicy miasteczek Leixlip i Celbridge w irlandzkim hrabstwie Kildare - tam znajdują się trzy inne wieże butelkowe, można o tym przeczytać tutaj: LINK.

/Powyżej: Bottle Tower w Dublinie/

środa, 29 września 2021

9 dań i 3 desery w Paradiso

Dzisiaj ponownie wybraliśmy się na kolację do Paradiso, bezapelacyjnie najlepszej wegetariańskiej restauracji w Cork. Jak napisano na jej stronie: "nasze jesienne menu 2021 to wybór niewielkich porcji do dzielenia się nimi". Zaserwowano nam 9 mini-porcji przeróżnych dań a następnie 3 różne desery.  Jak zwykle - było super ;-)

Krótki filmik z tej kolacji znajduje się na moim tiktoku: LINK.

/Powyżej: z Agnieszką w Paradiso/

/Powyżej: nasza kolacja/

wtorek, 28 września 2021

W skrzynce znalezione (10)

Wracając na chwilę do mojej blogowej mocno zaniedbanej serii "w skrzynce znalezione", oto następna porcja bezadresowych przesyłek : gazetka lokalnego radnego oraz reklamy firmy budowlanej i komisu używanych samochodów.

niedziela, 19 września 2021

Polak mądry po zarazie

"A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój" - śpiewała kiedyś Budka Suflera. Wszystko wskazuje na to że i po koronawirusowej batalii opada kurz i nasze dawne życie powoli wraca do normy. Jak teraz będzie wyglądał nasz krajobraz po covidowej bitwie? I najważniejsze: czy i jakie wyciągniemy z tego wnioski?

Swoje podwoje otwarły już wszystkie sklepy, puby i restauracje. W Cork właśnie odbyła się Noc Kultury. Czyli znowu mamy coś i dla ciała i dla ducha. Na marginesie jeżeli o tę Noc Kultury chodzi: w Irlandii wszyscy to wiedzą ale Czytelnikom z Polski przyda się objaśnienie - pewne sprawy są na Zielonej Wyspie traktowane bardzo umownie. Noc Kultury tutaj to nie ciąg wydarzeń które będą się odbywały w nocy ale co najwyżej po południu a najczęściej w normalnych godzinach pracy tej czy innej instytucji, biorącej w niej udział. Takich rzeczy umownych mamy więcej i tak na przykład moim skromnym zdaniem w Irlandii istnieje tylko jedno miasto, którym jest oczywiście jego stolica ale umawiamy się że taki Cork czy inne Galway to też miasta. Taki mamy klimat w dosłownym tego słowa znaczenia że nawet parady gejowskie traktowane są tutaj bardzo umownie: z powodu niezawodnego wiatru i deszczu bardziej przypominają żałobne kondukty niż radosne pląsy osobników tej czy innej płci lub zgoła bez płci, co ostatnio staje się coraz bardziej modne. No dobrze, z tymi miastami to może przesadziłem ale kiedy człowiek się naogląda materiałów z Chin, gdzie tamtejszy odpowiednik polskiego Pcimia ma co najmniej 10 mln mieszkańców, to później zapomina o skali.

Trzeba sobie jasno powiedzieć że cała ta pandemia, pomijając na razie spory o to czy rzeczywiście była tak groźna jak przedstawiały ją media czy niekoniecznie, pokazała że byliśmy na takie wydarzenia kompletnie nieprzygotowani. Napisałem to w czasie przeszłym, mając nadzieję że dzięki temu doświadczeniu powstaną odpowiednie procedury ale jestem prawdopodobnie nadmiernym optymistą w tym względzie. Gdyby epidemia rzeczywiście była tak zabójcza jak chciały tego niektóre żądne krwi media, to wskutek braku przygotowania i ogólnego chaosu mielibyśmy prawdziwą hekatombę. Uratowaliby się co najwyżej wyżsi rangą politycy, bo jak to pięknie sparafrazował niepiękny rzecznik komunistycznego rządu Jerzy Urban "rząd się sam wyżywi", więc można domniemywać że potrafiłby również sam się skutecznie odizolować od reszty pospólstwa, wraz ze swoimi rodzinami bezpiecznie czekając na rozwój wypadków. To nasze pokoleniowe doświadczenie powinno być przestrogą dla innych, bo jak wiadomo historia lubi się powtarzać chociaż nigdy dokładnie dwa razy tak samo. Powinniśmy wyciągnąć wnioski i kiedy, cytując Camusa, znowu "na nieszczęście ludzi i dla ich nauki dżuma obudzi swe szczury i pośle je, by umierały w szczęśliwym mieście", powinniśmy być na to w pełni przygotowani. 

Tak czy owak pewne wnioski powinniśmy wyciągnąć już teraz, natychmiast. Zacznijmy od mediów, które rozpętały koronawirusową histerię skutecznie mieszając prawdę z fikcją lub co gorsza próbując kreować rzeczywistość. W tak ważnej sprawie zawiodły nas całkowicie, dopuszczały się kłamstw, manipulacji, prezentowały dane wzięte z sufitu a wszystko to w celu napchania sobie kabzy wpływami z reklam które płynęły szerokim strumieniem, skoro reklamodawcy wiedzieli że uwaga odbiorcy jest w tym dziejowym momencie wybitnie skupiona na środkach masowego przekazu. Oczywiście nikt nie pociągnie ich za to odpowiedzialności ale my sami powinniśmy od teraz dokonywać ostrej selekcji źródeł które przekazywały niesprawdzone treści.

Następnie wspomnieć trzeba o lekarzach, z których niewielka część ofiarnie /chociaż nie za darmo, oczywiście/ stanęła w pierwszym szeregu walki z zarazą. Ci chociaż robili to do czego zostali powołani ale znaczna większość ich kolegów i koleżanek skutecznie odgrodziła się od pacjentów zaryglowanymi drzwiami przychodni i co najwyżej łaskawie ale ciągle za pieniądze podatników, udzielała teleporad. O dziwo, strach przed zarazą natychmiast ustępował w gabinetach prywatnych. W tej skrajnie aroganckiej postawie upatrywałbym źródła obecnego braku społecznego poparcia dla ostatnio strajkujących medyków. Nie wiem czy strajkują słusznie czy nie, być może zarabiają za mało, chociaż ja tam jeszcze biednego lekarza nie spotkałem. Niemniej spora część osób nie bez satysfakcji proponuje im żeby strajkowali tak jak pracowali, czy - przez telefon. Lekarstwo na ciągłe niezadowolenie pracowników służby zdrowia jest znane i oczywiste ale niechętnie przyjmowane do wiadomości. To pełna prywatyzacja. Czy słyszeli Państwo żeby takie strajki organizowali np. lekarze weterynarii? Oczywiście że nie, bo weterynarię sprywatyzowano w Polsce już w 1991 roku. Czy coś w związku z tym się stało? Tak, z dnia na dzień wyrosły setki nowych nowych gabinetów weterynaryjnych, jakość usług natychmiast poszybowała w górę a opłaty za nie również nie doprowadzają do bankructwa miłośników naszych braci mniejszych. 

Powie ktoś że człowiek to nie zwierzę ale jeżeli jesteśmy w sferze ciała a nie ducha - to według biologii jesteśmy jak najbardziej zwierzętami. Ssakami co prawda naczelnymi ale jednak w królestwie zwierząt, tym co nas różni od innych gatunków to inteligencja, dlatego to my zapędzamy inne zwierzęta do klatki a nie odwrotnie. Oczywiście oprócz inteligencji pozostaje jeszcze sfera Ducha, dla osób wierzących jest to wręcz podstawowa różnica pomiędzy nami a resztą bożego stworzenia ale niewierzący będą się uparcie trzymali swojej teorii ewolucji i mają do tego pełne prawo. Żeby wilk był syty i owca cała osobiście jestem zwolennikiem teorii że powstanie człowieka mogło iść dwutorowo i dokonać się dwiema drogami, czyli zarówno przez Kreację jak i przez Ewolucję. Sam, może zbyt zuchwale, uważam się za potomka pierwszych ludzi powstałych dzięki bożej Kreacji ale jednocześnie zgadzam się z poglądami osób które twierdzą że powstały w wyniku Ewolucji i mają wspólnego z małpami przodka. Niech im nawet będzie że dopiero co zeszły z drzewa i włożyły spodnie. Akceptuję to, tym bardziej że teraz podobno tolerancyjnym trzeba być dla różnych dziwactw, ot taka mądrość etapu.

Wracając: przeróżne rzeczy przeznaczone dla ludzi najpierw testuje się na zwierzętach. Jak się sprawdzi na tych drugich to serwuje się tym pierwszym. Tutaj również powinno się działać w ten sposób: sprawdziło się to w lecznicach lekarzy weterynarii to sprawdzi się i w szpitalach lekarzy medycyny. Tym bardziej że sprawdza się to również w innych, mało nam znanych krajach azjatyckich. W takiej Kambodży dentysta jest niemal na każdym rogu a ceny za jego usługi są bardzo niskie, więc na pełne uzębienie stać tam nawet ulicznego żebraka. Podobnie jest z innymi lekarzami. Być może wizyta u specjalisty kosztuje nieco więcej ale z kolei jest on dostępny natychmiast. Tak właśnie działa prawdziwy wolny rynek. Skąd wiem jak to wygląda w Kambodży? Ponieważ regularnie i z zaciekawieniem śledzę kanały youtubowe naszych Rodaków, którzy obrali sobie ten kierunek emigracji. My czekaliśmy na wejście Polski do Unii Europejskiej, żeby bez konieczności upokarzającego ubiegania się o work permit móc wyjechać do Irlandii a oni z kolei wiedzeni przeczuciem obrali zupełnie przeciwny kierunek: jak najdalej od UE, jej dyrektyw, nakazów i zakazów. Zobaczymy kto na tym wyjdzie lepiej, chociaż wydaje się że jednak oni. Oczywiście zawsze jest coś za coś: nie mają tak wspaniałego równolegle jednostajnego klimatu jak my i muszą balansować pomiędzy falą upałów a porę deszczową.

Skoro przy krajach azjatyckich jesteśmy, to oprócz wolnego rynku i braku ograniczeń znanych nam z UE, są też minusy: wyraźnie widać tam jak dochodzi do styku polityki i biznesu. Oczywiście że u nas też do tego dochodzi, tyle że jest to skrupulatnie ukrywane a tam nie widzą w tym coś złego. Taka światowa pandemia to dla wielu możliwość zrobienia biznesu życia w czasie gdy gospodarka jest półzamknięta. Z powodu lockdownu w pierwszej kolejności bankrutują właściciele biznesów nastawionych na turystów, którzy to biznesmeni z definicji dysponują lokalami położonymi w atrakcyjnych, przyciągających uwagę miejscach. Nie mając wyboru po wyzbyciu się oszczędności sprzedają te lokalne znacznie poniżej wartości. O dziwo od razu znajdują się kupcy z gotówką, którzy skupują podobno całe atrakcyjnie turystycznie ulice. Czyżby wiedzieli coś więcej? A może to dzięki ich podszeptom władze zamykały /oczywiście, nie za darmo/ ten czy inny rejon miasta, pozostawiając otwartym inne części tej samej metropolii? Myśmy tego nie doświadczyli ale w Azji zamykanie części miast i wydzielanie stref obejmujących kilka ulic było na porządku dziennym. Niemniej skoro tam niemal jawnie dochodzi do takich korupcjogennych sytuacji to na pewno i u nas dochodziło do podobnych, tyle że mniej jawnych.

Przechodząc do wspomnianych na wstępie wniosków: z tej całej koronawirusowej historii jaka nas dotknęła możemy ich wyciągnąć przynajmniej cztery. Po pierwsze: musimy niestety znacznie ograniczyć nasze zaufanie do mediów a informacje przesiewać niezwykle starannie. Po drugie: musimy sobie uświadomić że jedynym rozwiązaniem problemów służby zdrowia jest jej pełna prywatyzacja, przy czym dyskutować można jedynie nad modelami tejże prywatyzacji, najlepiej pasującymi do naszych warunków. Oczywiście wraz z prywatyzacją należy natychmiast znieść daniny państwowe które podatnicy wpłacają na rzecz utrzymania systemu opieki zdrowotnej. Po trzecie: bądźmy zawsze przygotowani na niespodziewane okoliczności, bo tak jak nikt z nas nie spodziewał się światowej zarazy tak też możemy nie spodziewać się innych wydarzeń które zmienią naszą codzienną rzeczywistość. Dlatego warto mieć w domu pewien zapas produktów spożywczych o długim terminie ważności, które będziemy regularnie wymieniać. Warto też mieć zapas środków higieny osobistej że o słynnym papierze toaletowym nie wspomnę, bo przypomnijmy sobie co najpierw znikało ze sklepów. Nie zaszkodzi też mieć w domu pewną ilość gotówki na tzw "czarną godzinę", gdyby się okazało że z niewiadomych powodów padł, choćby na chwilę, sektor bankowy. Pamiętamy przecież jakie były problemy gdy w maju b.r. grupa hakerów zaatakowała system informatyczny irlandzkiej służby zdrowia. I w końcu po czwarte: ostrożnie planujmy swój ewentualny biznes, badając najpierw czy będzie on odporny na takie czy inne nagłe ograniczenia i na nieuczciwe działania bogatszej konkurencji.

Przekonaliśmy się że nic nie jest dane raz na zawsze a sytuacja może się dynamicznie zmienić. Żyjemy po prostu w ciekawych czasach a kto wie, czy nie przyjdzie nam żyć w jeszcze ciekawszych...

sobota, 18 września 2021

Kolorowe zdjęcia czarno-białe

Zainstalowałem sobie na telefonie aplikację za pomocą której można przerobić fotografię czarno-białą w kolorową. Efekty są naprawdę świetne, nakręciłem o tym krótki filmik na moim tiktoku: LINK.

Wcześniej zeskanowałem co najmniej kilkadziesiąt zdjęć m.in. z mojego dzieciństwa. Oczywiście zdjęcia były czarno - białe w dodatku mające już swoje lata, czyli w niektórych przypadkach niemal pół wieku. Skanować musiałem zdjęcia papierowe, same filmy z których były wywołane już dawno gdzieś przepadły. Apka naprawdę zrobiła cuda i chociaż momentami nie mogła się zdecydować czy danemu odcieniowi szarości nadać barwę niebieską czy czerwoną to jednak efekty są świetne. Znalazłem w sieci serwis oferujący wydruk i wysyłkę zdjęć do klienta, przesłałem pliki i właśnie dostałem przesyłkę z pięknymi kolorowymi fotkami. Jak najszybciej wyślę je mojemu Tacie, mam nadzieję że będzie mile zaskoczony ;-)

Oczywiście proszę mieć na uwadze że o aspektach technicznych piszę jako kompletny laik. Niemniej technologię mamy na tę chwilę taką, ze taki laik jak ja, bez super sprzętu i znajomości programów graficznych może - używając wyłącznie telefonu - zdjęcia zeskanować, nadać im kolory, wysłać do druku i zapłacić za tę usługę.

Świat idzie naprzód, podejrzewam że za parę lat każdy z nas będzie mógł kolorować czarno-białe filmy a może, kto wie, od razu konwertować je do 3D?

/Powyżej: wydrukowane zdjęcia, już w wersji kolorowej. Ten maluch to oczywiście ja ;-)/

czwartek, 9 września 2021

Koronawirus w Cork /58/: medyczna segregacja

Jak pisałem wczoraj, przed wejściem do restauracji poproszono na o okazanie paszportu covidowego. Sprawdziłem jak to wygląda w innych restauracjach - i wszędzie wygląda tak samo. Żeby usiąść w środku trzeba okazać kod QR, bez niego można usiąść na zewnątrz lub zamówić danie na wynos.

środa, 8 września 2021

Restauracje i bary w Cork: Roosters Piri Piri

Dzisiaj wybraliśmy się na obiad do Roosters Piri Piri na Blackpool w Cork. Po raz pierwszy spotkałem się z sytuacją że poproszono nas o okazanie "covidowego certyfikatu" z kodem QR, który to kod został zeskanowany przez obsługę za pomocą dedykowanej do tego aplikacji. Czyli - segregacja medyczna faktycznie zaczęła działać. Ci bez kodu mogli zjeść przy stolikach w restauracyjnym ogródku, względnie zamówić danie na wynos. Agnieszka zamówiła kurczaka, ja sałatkę z falafelem, do tego obydwoje wzięliśmy jeszcze po frytkach ze słodkiego ziemniaka.

Tak na marginesie: wprowadzenie segregacji medycznej w restauracjach przy jednoczesnym zniesieniu "social distancing" w sklepach czy miejskiej komunikacji /co właśnie ma miejsce w Irlandii/ jest, moim zdaniem, mało logiczne.

/Powyżej: na obiedzie w Roosters Piri Piri/

niedziela, 29 sierpnia 2021

CityTrees w Cork

10 sierpnia b.r. ustawiono w Cork pierwsze "CityTrees". Docelowo ma być ich 5, wszystkie w centrum miasta.  Ich zadaniem ma być oczyszczanie powietrza.

Są to, jak napisano - "duże struktury pokryte mchem, zaprojektowane do filtrowania powietrza ze szkodliwych zanieczyszczeń. Mech działa jak filtr który "wyłapuje" i "zjada" drobny pył. Maty z mchu mają usuwać z powietrza około 80% takich zanieczyszczeń. CityTrees mają również wbudowane czujniki do pozyskiwania danych o jakości powietrza do analizy oraz 40-calowe ekrany telewizyjne do udostępniania informacji o jakości powietrza w mieście. Posiadają również siedziska które pełnią funkcję małej architektury."

Nie brak jednak odmiennych opinii, wg których "urządzenia są kosztowną i nieefektywną sztuczką i nie będą miały znaczącego wpływu na jakość powietrza w mieście." 

Utrzymanie w pierwszym roku 5-ciu "CityTrees" w Cork ma kosztować ok. 350 tys. euro, w latach kolejnych podobno po "kilka tysięcy euro".

/Powyżej: pierwsze CityTrees przy St Patrick's Street/

sobota, 28 sierpnia 2021

Curved Horizons

Od 28.08 do 2.10 b.r. w St. Peter's Cork ma miejsce wystawa "Curved Horizons", na której swoje dość zróżnicowane tematycznie prace prezentuje ośmioro artystów. Jak to zwykle przy takich wystawach bywa, prace można od razu nabyć.

/Powyżej: Curved Horizons/

piątek, 27 sierpnia 2021

Koronawirus w Cork /57/: po przerwie kolejne zachorowania

Firma w której obecnie pracuję /Apple/ bardzo przejrzyście informuje swoich pracowników o przypadkach zachorowań na covid wśród załogi. Wprowadziła też bezpłatne testy dla wszystkich chętnych, początkowo był to jeden test tygodniowo a teraz można się testować na miejscu nawet codziennie, do czego zresztą zachęcano. W przypadku pozytywnego testu szybko organizowane są krótkie spotkania z informacją o takim przypadku i z reguły wysyłano na kwarantannę osoby mające "bliski kontakt" z zarażonym. Sam na takiej kwarantannie byłem w październiku ub.r.

Taka polityka nie jest niestety regułą wśród firm w Irlandii, zdarzały się przypadki że szefostwo, nie chcąc wysyłać ludzi na kwarantannę, zatajało informacje o pozytywnych testach tej czy innej osoby. Z jednej strony zrozumiałe, bo targety same się nie zrobią i będzie po premii, z drugiej - to jednak była zwykła granda, szczególnie na samym początku epidemii, kiedy nie bardzo było wiadomo z czym mamy do czynienia.

Wracając: informacje o ilości zachorowań są przejrzyste a konieczność ich podawania objęta wręcz wewnętrznym rygorem. Tyle że przez ostatnie co najmniej 3-4 miesiące takich przypadków nie odnotowano a przynajmniej ja sobie ich nie przypominam. Tymczasem w ostatnim tygodniu poinformowano nas już o bodajże kolejnych 3 zachorowaniach w naszym miejscu pracy.

Nie wyciągam z tego na razie żadnych wniosków o "nadchodzącej 4 fali", nie wiem czy te osoby były zaszczepione czy nie, itp. Ot tak, sobie a muzom do odnotowania...

poniedziałek, 16 sierpnia 2021

Podróż do Polski w czasach zarazy

W ciągu ostatniego roku dla wielu z nas najbardziej dotkliwym ograniczeniem któremu musieliśmy się poddać, było utrudnione podróżowanie. W dodatku nie tylko po Irlandii, gdzie przez wiele miesięcy musieliśmy przestrzegać zakazu oddalania się od domów na odległość większą niż 5 kilometrów ale i za granicę, w tym i do Polski, gdzie dla sporej części Rodaków mieszkających w Irlandii jednak tam znajduje się ten prawdziwy dom. W ciągu 17 lat mieszkania na Zielonej Wyspie naszą Ojczyznę odwiedziłem dokładnie...44 razy. Byłoby więcej, gdyby nie te covidowe restrykcje, bo w poprzednich latach lataliśmy tam co kwartał. Przedostatni raz w kRAJu byłem wraz z Żoną w sierpniu ubiegłego roku. Wtedy to koronowirusowa karuzela wyraźnie zwolniła i wydawało się że wkrótce wszystko wróci do normy. Jak już wiemy, nic takiego nie nastąpiło więc w sumie dopiero po kolejnym roku mogłem ponownie trafić na Ojczyzny łono. 

Jak wyglądała nasza podróż do Polski w tych czasach zarazy? Zacznę oczywiście od covidowych certyfikatów. Ja się zaszczepiłem więc dostałem swój koronawirusowy "paszport" i niewiele mnie te ograniczenia dotykały ale moja Żona, sceptycznie nastawiona do tego konkretnego szczepienia, tego nie zrobiła, więc musiała wykonać test. Możliwości były dwie: albo zrobić go w Irlandii, czyli przed wylotem do Polski albo już po przybyciu do kRAJu, licząc się z tym że sanepid nakłada z automatu 2-tygodniową kwarantannę, którą przerywa dopiero zgłoszenie negatywnego wyniku testu. Teoretycznie to drugie rozwiązanie przynajmniej gwarantuje dostanie się do kRAJu, bo w przypadku pozytywnego testu wykonanego przed wylotem oczywistym jest, że przynajmniej w teorii nigdzie nie polecimy. Tyle tylko że ten drugi wybór jest jednocześnie - nie chcąc nazywać tego bardziej dosadnie - skrajnym egoizmem i brakiem odpowiedzialności. W przypadku pozytywnego wyniku testu wykonanego przed wylotem co najwyżej przepadnie nam urlop. Ciężko, ale bywają w końcu większe nieszczęścia. Gdyby się jednak już w Polsce okazało że przywlekliśmy ze sobą wirusa, to oprócz skierowania na kwarantannę /też pytanie gdzie ją wówczas odbyć, jeżeli przylatujemy do rodziny w której są osoby o obniżonej odporności?/ możemy też pokrzyżować plany innym uczestnikom wspólnego lotu, nawet jeżeli nikt ich nie poinformuje o bliskim kontakcie z zarażonym. 

W naszym przypadku wybór był oczywisty i Agnieszka zrobiła test przed wylotem, w jednej z aptek w Cork. Żeby było zabawniej, podzieliła się z farmaceutką swoimi obawami o wynik, na co pani która przeprowadzała ten test od razu ją uspokoiła: proszę się nie martwić, na pewno będzie negatywny. Rzeczywiście, był. Skąd wiedziała? Czyżby działała tutaj reguła że klient nasz Pan? Oby nie, ale faktem jest że na tych testach też jest spora kasa do wyjęcia więc i pokusy mogą być różne. Taki test wykonany przez farmaceutę kosztuje 50 euro, tymczasem jest to ten sam test który możemy sami nabyć i na sobie wykonać za raptem 8 euro. Tyle tylko że w tym pierwszym przypadku dostaniemy jego immienne i z kodem QR potwierdzenia na e-mail. Biznes to biznes i apteki też zaczęły rywalizować między sobą: w niektórych można zrobić dokładnie takie same testy już za 30 euro a niewykluczone że wkrótce będzie jeszcze taniej.

Tak więc obydwoje zaopatrzeni w paszporty zwykłe i covidowe wyruszyliśmy w naszą podróż do kRAJu. Mieszkamy w Cork a pierwszym naszym przystankiem w Polsce jest Kraków, więc tak jak rok temu najpierw pojechaliśmy autobusem do Dublina żeby stamtąd polecieć już bezpośrednio do tegoż dawnego królewskiego miasta, ciągle budzącego niekłamany zachwyt wśród Irlandczyków. Jest ogromna różnica pomiędzy sierpniem 2020 roku a sierpniem roku 2021: w zeszłym roku ze względu na wprowadzone restrykcje autobus zabierał co najwyżej 1/4 zwykłej ilości pasażerów, teraz wszystkie miejsca w nim były zajęte, bez żadnego "social distancing" chociaż maseczki nadal trzeba zakładać. Rok temu lotnisko w Dublinie było praktycznie puste i śmiało można je było wykorzystać do scenerii jakiegoś postapokaliptycznego horroru, teraz pasażerów było tak wielu że można z kolei śmiało kręcić futurystyczny obraz o przeludnieniu Ziemi.

W Dublinie przy odprawie paszportowej nikt nie wymagał od nas żadnych covidowych certyfikatów czy potwierdzeń że wysłaliśmy online formularze lokalizacyjne a jak czytałem na tej czy innej facebookowej grupce, jedni Rodacy przekonywali drugich że bez tego nikt ich nie wpuści do samolotu. Po wylądowaniu w Krakowie najpierw standardowo odczekaliśmy w długiej kolejce, bo jak zwykle na 12 okienek otwartych było tylko 3. Ot, taka paranoja: z jednej strony podobno mamy pandemię a żółte krzykliwe znaki przypominają nam o konieczności zachowania dystansu od siebie a z drugiej, zamiast otworzyć więcej okienek i jak najszybciej kolejkę rozładować żeby ludzie nie tłoczyli się zanadto, to jak zwykle pełny tumiwisizm. Nie ma to jak państwowa posadka, choćby w takich służbach paszportowo - celnych. Odprawa, celnik dość znudzony ogląda nagorliwie podaną mu przeze mnie kartkę papieru będącą moim oficjalnym unijnym coronavirusowym paszportem ale nie skanuje znajdującego się na nim kodu QR. I już, po wszystkim.

Na lotnisku zamawiamy taksówkę, podjeżdża kierowca z Ukrainy. Bardzo sympatyczny, rozmowny, chwali sobie życie i pracę w Polsce. Nie pytany sam opowiada o swoich dochodach, wychodzi na to że miesięcznie spokojnie zarabia tyle, co my tutaj.

Opis samego pobytu w Polsce Państwu oszczędzę, bo każdy wie jak jest: nadrabia się odwiedziny u rodziny i przyjaciół a czasu zawsze jest za mało. Zaznaczę tylko że jest odczuwalnie drożej niż było ale to już sami Państwo na pewno wiecie. Z innych spostrzeżeń: praktycznie nikt tam już nie nosi maseczki. Może jeszcze w galeriach handlowych nieco zwraca się na to uwagę, wtedy większość klientów paraduje w nim ostentacyjnie opuszczając je na brodę. Natomiast w mniejszych sklepach z płazami czy owadami w nazwach, zakładach usługowych a nawet w aptekach, nikt sobie tym głowy nie zwraca, na czele z personelem. Piszę o tym bo co innego widzę w polskiej tv, którą jeszcze czasami podglądam a co innego zobaczyłem w rzeczywistości. Byliśmy również na weselu u dalszej rodziny. Teoretycznie obowiązują limity niezaszczepionych gości /podczas gdy zaszczepionych się do nich nie wlicza/ ale znowu: co innego teoria co innego praktyka, bo w sumie kto i jak miałby to sprawdzać? Tworząc przepisy których się nie da lub nie chce egzekwować, władza sama siebie naraża na śmieszność. Tyle że polityka to nie kabaret i w tej dziedzinie życia społecznego dla decydenta lepiej jest żeby się go bali niż się z niego śmiali.

Bardzo interesujący był sam powrót. Od razu zaznaczę że wracałem sam, niezaszczepiona Żona dołączy do mnie nieco później. Zarówno przy odprawie w Polsce jak i w Irlandii okazywałem tylko paszport i bilet, ponownie nikt nie wymagał okazania potwierdzenia wysłania formularza lokalizacyjnego a nawet, co mnie już mocno zdziwiło, covidowego certyfikatu. Dla pewności zapytałem celnika w Dublinie, okazując stosowny papier, czy nie potrzebuje tego? Stwierdził - że nie. Nie tylko nie skanował kodu QR ale nawet nie spojrzał na wspomniany certyfikat, co przynajmniej zrobił celnik w Polsce. Dziwna sytuacja bo znowu: co innego w mediach co innego w realu. Ale od razu zastrzegam: to co przytrafiło się mi w połowie sierpnia nie musi przydarzyć się Państwu a przepisy zmieniają się tak błyskawicznie że to co obowiązywało przedwczoraj nie musi obowiązywać jutro. 

Tak czy owak żyjemy w ciekawych, chociaż dość absurdalnych czasach. Tym bardziej więc szybkiego powrotu do normalności Państwu i sobie życzę.

niedziela, 15 sierpnia 2021

44 wizyta w Polsce (14): żal odjeżdżać...

"A na koniec, cóż powiedzieć? Żal odjeżdżać!" - powiedział Papież Jan Paweł II na lotnisku w krakowskich Balicach, gdy dobiegła końca Jego ostatnia pielgrzymka do Polski. Z tych samych krakowskich Balic sam odlatuję do Dublina i targają mną takie same uczucia, chociaż wierzę że - na miły Bóg! - nie był to mój ostatni przyjazd do Polski. Wracam sam, Agnieszka dołączy do mnie za kolejne 2 tygodnie. Ona ma więcej urlopu do wykorzystania, ja niestety od poniedziałku muszę wracać do pracy.

Zarówno przy odprawie w Polsce jak i w Irlandii okazywałem tylko paszport i bilet, ponownie nikt nie wymagał okazania potwierdzenia wysłania formularza lokalizacyjnego a nawet, co mnie już mocno zdziwiło, covidowego certyfikatu. Dla pewności zapytałem celnika w Dublinie, okazując stosowny papier, czy nie potrzebuje tego? Stwierdził - że nie. Nie tylko nie skanował kodu QR ale nawet nie spojrzał na wspomniany certyfikat. Dziwna sytuacja, bo znowu co innego w mediach co innego w realu. Ale od razu zastrzegam: to co przytrafiło się mi w połowie sierpnia nie musi przydarzyć się Państwu a przepisy zmieniają się tak często i szybko że to co obowiązywało przedwczoraj nie musi obowiązywać jutro...

Zainteresowanych zapraszam do obejrzenia na YT krótkiego filmiku z naszego pobytu w Polsce: LINK

/Powyżej: z Agnieszką przed lotniskiem w Krakowie-Balicach, za 2 godziny wylatuję/

sobota, 14 sierpnia 2021

44 wizyta w Polsce (13): pasieka mojego Taty

Odwiedziliśmy pasiekę mojego Taty i przygotowaliśmy kilka skrzynek miodu oraz kilkanaście kilogramów wosku do wysłania kurierem do Cork. Mój Tata prowadzi pasiekę od ponad 30 lat a pochodzący z niej miód jest, co tu dużo pisać, najlepszy na świecie. A z wosku, wiadomo, powstaną autentyczne woskowe świeczki. Zainteresowanych zapraszam na stronę na fb Skarby Ula, prowadzoną przez Agnieszkę, bo i miód i domowy wyrób świeczek to zdecydowanie Jej domena ;-)

Poniżej - kilka zdjęć z pasieki:



piątek, 13 sierpnia 2021

44 wizyta w Polsce (12): cebularz

W Krakowie mają obwarzanki a na Lubelszczyźnie - cebularze. Znane od średniowiecza, początkowo wypiekane głównie przez Żydów, którzy przepędzani z wielu europejskich krajów znaleźli bezpieczne schronienie w Polsce. Receptura jest prosta: pszenny placek z cebulą i makiem. Sam zajadałem się nimi we wczesnej młodości, tyle że wtedy wyglądały i smakowały zdecydowanie lepiej. Mam nadzieję że przy kolejnym pobycie tutaj znajdę jeszcze cebularze z prawdziwego zdarzenia. 

/Powyżej: cebularz/

czwartek, 12 sierpnia 2021

44 wizyta w Polsce (11): Zielone Biłgorajskie

Wiele razy czytałem w różnych internetowych mediach że w Irlandii na Dzień św. Patryka serwuje się zielone piwo. Mieszkam tutaj już ponad 17 lat i nigdy się z tym nie spotkałem, a bywało się tego dnia w tym czy innym pubie. Inna rzecz że zawsze to święto spędzałem w Cork, może gdzie indziej - jak choćby w kosmopolitycznym Dublinie - jest inaczej? Jedyne zielone piwo jakie kiedykolwiek piłem to Zielone Biłgorajskie i jest to najlepsze piwo które w swoim - niekrótkim już przecież życiu - wypiłem. Spróbujcie koniecznie, kiedy będziecie w tych stronach ;-)

/Powyżej: moje Zielone Biłgorajskie ;-)/

środa, 11 sierpnia 2021

44 wizyta w Polsce (10): Matka Boża Dająca Rozum

Jeszcze raz przyjechaliśmy do Tomaszowa Lubelskiego. Tam m.in. odwiedziliśmy Cerkiew pw św. Mikołaja Cudotwórcy. 

Byliśmy w tym miejscu rok temu, ten sam ksiądz prawosławny zaprosił nas do środka i pokazał postęp prac przy remoncie świątyni. Swoją drogą, pierwszy raz byłem w tej cerkwi jako dziecko na wycieczce szkolnej, gdzieś w pierwszej połowie lat 80-tych ub.w. Pamiętam to doskonale, bo wrzuciłem do cerkiewnej skarbonki całe moje kieszonkowe ;-)

Tym razem w cerkiewnym sklepiku kupiliśmy dwie miniaturowe reprodukcje ikon: pierwsza to ikona Matki Bożej Szybko Spełniającej Prośby a druga, która stanie się chyba moją ulubioną - to ikona Matki Bożej Dającej Rozum. Na pewno się przyda ;-) Można ją postawić, można powiesić na ścianie. Do tego dokupiliśmy m.in. woreczek z ornamentami, osobiście wyszywanymi przez żonę księdza oraz kilka innych drobiazgów.

/Powyżej: woreczek wyszywany przez żonę księdza oraz świeżo rozpakowana ikona Matka Boża Dająca Rozum/

wtorek, 10 sierpnia 2021

44 wizyta w Polsce (9): MOCAK 8

Obowiązkowa wizyta w krakowskim MOCAK-u. Tradycyjny miszmasz, jak dla mnie interesująca jest może 1/5 wystaw, reszta to zwykłe śmieci ale oczywiście nikt nie musi się ze mną zgadzać. Niemniej dla tej 1/5 - warto tutaj zajrzeć.

/Powyżej: jeden z obrazów Marcina Maciejowskiego/

poniedziałek, 9 sierpnia 2021

44 wizyta w Polsce (8): Wąwóz Świętej Królowej Jadwigi w Sandomierzu

W Sandomierzu byliśmy 9 lat temu /jak ten czas leci.../, więc zamiast wrzucania kolejnych zdjęć z rynku, tym razem Wąwóz Świętej Królowej Jadwigi, którym też przeszliśmy 9 lat temu ale który od 2017 roku decyzją Prezydenta RP Andrzeja Dudy został wpisany /wraz z innymi zabytkami Sandomierza/ na na listę pomników historii, mających duże znaczenie dla dziedzictwa kulturalnego Polski.

/Powyżej: Wąwóz Świętej Królowej Jadwigi/

niedziela, 8 sierpnia 2021

44 wizyta w Polsce (7): Jezioro Tarnobrzeskie

Krótki wypad nad Jezioro Tarnobrzeskie. Ten zbiornik wodny powstał w 2009 roku po zalaniu wodą dawnej kopalni odkrywkowej siarki "Machów". Jezioro ma powierzchnię 455 ha i głębokości do 42 metrów. W 2010 roku usypano przy nim plażę.

/Powyżej: Jezioro Tarnobrzeskie/

sobota, 7 sierpnia 2021

44 wizyta w Polsce (6): ślub Kasi i Konrada

Jednym z głównych celów naszej wizyty w Polsce, oczywiście oprócz odwiedzin u Najbliższych, był wyjazd do Tarnobrzega na ślub i wesele Kasi i Konrada, na które zostaliśmy zaproszeni. Było super, przetańczyliśmy całą noc ;-)

Poniżej - kilka zdjęć: