środa, 21 lipca 2021

Dunmore Head

Dunmore Head to cypel w najbardziej na zachód wysuniętej części Półwyspu Dingle. Z ciekawostek: m.in. tutaj w 2016 roku kręcono VIII część Gwiezdnych Wojen - "Ostatni Jedi". Niemniej trafiliśmy tutaj szukając założonej znacznie wcześniej geocachingowej skrytki, której z powodu sztormu nie udało nam się podjąć podczas ostatniego naszego pobytu na półwyspie Dingle, w lutym 2019 roku. Co się odwlecze, to nie uciecze, wróciliśmy i odnaleźliśmy skrytkę ;-) Kiedy kręcono sceny do filmu cały ten teren został zamknięty i tym samym skrytka była niedostępna. Po odejściu ekipy filmowej założyciel sprawdził miejsce ukrycia i okazało się że skrytka pozostała nienaruszona. 

Zainteresowanych zapraszam do obejrzenia filmiku na YT z tej naszej wycieczki na półwysep Dingle: LINK.

/Powyżej: Agnieszka wskazuje na umieszczoną przy wejściu informację o kręceniu w tym miejscu "Gwiezdnych Wojen"/

/Powyżej: wchodzimy na szczyt/

/Powyżej: pamiątkowa fotka w miejscu znalezienia skrytki ;-)/

Krzyż na Slea Head

Na Slea Head, cypelku na półwyspie Dingle, znajduje się monument ukazujący scenę Ukrzyżowania. Jest to jednocześnie bardzo popularny tutaj tzw. fotostop, przy którym obowiązkowo zatrzymują się busiki z turystami zwiedzającymi półwysep Dingle.

Zainteresowanych zapraszam do obejrzenia filmiku na YT z tej naszej wycieczki na półwysep Dingle: LINK.

/Powyżej: Krzyż na Slea Head/

Dunquin Pier

Jeden z najbardziej malowniczych widoków w Irlandii to Dunquin Pier. To malownicza, wąska i kręta ścieżka prowadząca do molo. Piękne widoki na Wyspy Blasket, urwiste klify które tworzą linię brzegową i wspaniałe zachody słońca sprawiają że zdjęcia z Dunquin Pier co roku trafiają na irlandzkie kalendarze. Najczęściej widnieją na niej wtedy przepędzane tą dróżką owce. Dunquin Pier znajduje się na trasie Wild Atlantic Way.

Zainteresowanych zapraszam do obejrzenia filmiku na YT z tej naszej wycieczki na półwysep Dingle: LINK.

/Powyżej: Dunquin Pier/

/Powyżej: wraz z Agnieszką na najbardziej malowniczej dróżce w Irlandii ;-)/

wtorek, 20 lipca 2021

Beehive Forts

Tuż przy Old Irish Farmhouse, b&b w którym nocowaliśmy, znajduje się Beehive Forts, czyli słynne irlandzkie kamienne chatki w kształcie ula ale jest tam również przykład dawnego, niewielkiego fortu. Zainteresowanych zapraszam do obejrzenia filmiku na YT z naszej wycieczki na półwysep Dingle, m.in. można zobaczyć na nim wspomniany Beehive Forts: LINK.

/Powyżej: clochán, irlandzki kamienny domek/

poniedziałek, 19 lipca 2021

Old Irish Farmhouse

W tym tygodniu poniedziałek i wtorek obydwoje mamy wolne w pracy, więc wybraliśmy się ponownie na Dingle Penisula. Ten niewielki półwysep na zachodzie Irlandii należy do najbardziej urokliwych zakątków Zielonej Wyspy. Byliśmy tutaj już co najmniej z pięć razy ale i za szóstym ciągle jest sporo do zobaczenia.

Decyzja o 2-dniowym wyjeździe zapadła dość spontanicznie ale udało nam się jeszcze zarezerwować interesujące b&b nad brzegiem oceanu, nieopodal atrakcji które chcieliśmy obejrzeć. Wybór padł na Old Irish Farmhouse, gdzie dostaliśmy pokoik z widokiem na ocean. Ponieważ nieopodal domu znajduje się również farma, dodatkową atrakcją jest możliwość obejrzenia i pogłaskania małych owieczek z czego Agnieszka skwapliwie skorzystała ;-)

Mamy w planie zobaczyć znajdujące się nieopodal Beehive Forts, Dunquin Pier, Krzyż na Slea Head oraz Dunmore Head, gdzie w 2016 roku kręcono VIII część Gwiezdnych Wojen - "Ostatni Jedi". 

Zainteresowanych zapraszam do obejrzenia filmiku na YT z tej naszej wycieczki na półwysep Dingle: LINK.

/Powyżej: Old Irish Farmhouse/

/Powyżej: Agnieszka z owieczkami ;-)/

poniedziałek, 12 lipca 2021

Restauracje i bary w Cork: VeganKO

Kolejny wegetariański fastfood w Cork - VeganKO, który ma dwa lokale w tym mieście: przy Kyle Street i przy Marina Market. W tej ostatniej lokalizacji jeszcze nie byliśmy, w tej pierwszej jedliśmy trzy razy i za każdym smakowało nieźle. Będziemy tam częściej zaglądać ;-)

/Powyżej: VeganKO/

niedziela, 11 lipca 2021

Charlie Hurley Memorial

Niedziela, więc wybraliśmy się na kolejną geocachingową wycieczkę śladami irlandzkiej historii. Tym razem dotarliśmy nieopodal Poulavone, małej wioski w hrabstwie Cork, w pobliżu której znajduje się krzyż upamiętniający miejsce w którym zginął Charlie Hurley, dowódca 3 Brygady Cork wchodzącej w skład Irlandzkiej Armii Republikańskiej podczas irlandzkiej wojny o niepodległość /1919-1921/. 3 Brygada Cork była jedną z najbardziej aktywnych jednostek IRA podczas wojny partyzanckiej przeciwko Brytyjczykom. Sam Hurley był z kolei, jak twierdzili jego koledzy, "niezwykłe sympatycznym człowiekiem". 

/Powyżej: krzyż upamiętniający miejsce śmierci Charliego Hurley'a/

Charlie Hurley urodził się w 1892 roku w Baurleigh, w hrabstwie Cork, niedaleko wioski Kilbrittain w wielodzietnej farmerskiej rodzinie gospodarującej na niewielkim poletku ziemi. Po ukończeniu szkoły podstawowej w wieku 15 lat zdał egzaminy do służby cywilnej. W 1915 roku zaproponowano mu awans i przeniesienie na wyspę Haulbowline Island ale odmówił, twierdząc, że pociągnęło by to za sobą konieczność zaciągnięcia się do Royal Navy, marynarki wojennej Wielkiej Brytanii, aczkolwiek w roli czysto administracyjnej. W 1917 roku podjął pracę w Castletownbere i tam dołączył do Irlandzkich Ochotników. Był także członkiem Sinn Féin, Gaelic Athletic Association i Gaelic League.

W 1918 roku został skazany na 5 lat więzienia za posiadanie broni i planów brytyjskich fortyfikacji wojskowych na wyspie Bere. Zwolniono go w 1919 r., po strajku głodowym. W tym samym roku jego brat Willie, również ochotnik w IRA, zmarł na tyfus. Charlie Hurley najpierw został wicekomendantem Batalionu Bandon IRA, a następnie w sierpniu 1920 roku, po aresztowaniu i uwięzieniu Toma Halesa, został dowódcą 3 Brygady Cork IRA. 

Podczas jednej z akcji partyzanckich Hurley został ciężko ranny. Dochodził do siebie ukryty w domu jednej z prorepublikańskich rodzin. Kiedy zdał sobie sprawę że jest otoczony przez siły brytyjskie, uciekł z niego aby zmniejszyć niebezpieczeństwo dla jego mieszkańców. Był jednak bez szans - został zastrzelony przez ścigających go żołnierzy. 

Brytyjczycy umieścili jego ciało w przytułku w Bandon, ale członkinie Cumann na mBan, kobiecej organizacji paramilitarnej podporządkowanej IRA, potajemnie zabrały jego ciało i po kryjomu zorganizowano mu  pogrzeb w Clogagh.

sobota, 10 lipca 2021

Kawa z przyjaciółmi, zajęte stoliki

Dzisiaj m.in. spotkaliśmy się z naszymi przyjaciółmi - Anią i Jurkiem - na kawie i pączku. Znalezienie wolnego stolika w jakimkolwiek lokalu gastronomicznym w centrum Cork obecnie graniczy z cudem, szczególnie w weekend. Na szczęście - nam się udało ;-) Ciągle obowiązują koronawirusowe ograniczenia, w restauracjach i pubach można zajmować miejsca jedynie w tzw. ogródkach, czyli stolikach wystawionych na zewnątrz. Na YT można zobaczyć krótki filmik z naszego dzisiejszego wyjścia "na miasto": LINK

/Powyżej: na kawie z przyjaciółmi/

czwartek, 8 lipca 2021

Wegańska kaszanka

Black and white pudding to bardzo popularny specjał na Wyspach, odpowiednik naszej swojskiej kaszanki, w wersji z krwią - i bez krwi. Dzisiaj udało mi się kupić ich jarskie odpowiedniki. Są świetne :-)

/Powyżej: white and black pudding w wersji jarskiej/

środa, 7 lipca 2021

Miód z Fota House

Na stołówce firmy w której pracuję pojawił się w sprzedaży taki oto miód, sygnowany jako pochodzący z Fota House

Prawdę pisząc, po 17 latach pobytu tutaj po raz pierwszy kupiłem irlandzki miód. Mój Tata od ponad 30 lat ma własną pasiekę, więc wiadomo - na brak miodu nigdy narzekać nie mogłem. Niemniej kupiłem bardziej z ciekawości, bo raz - że irlandzki, dwa - że z Fota House gdzie kilka razy byłem, trzy - bo w końcu sprzedają go w Apple, jak widać po etykiecie. A jak w smaku? To zwykły wielokwiat, już skrystalizowany czyli co najmniej z poprzedniego roku /co akurat nie przeszkadza, bo miód się praktycznie nie psuje/. W smaku lekko kwaskowaty. Śmiem twierdzić, że ten z pasieki mojego Taty jest, cytując komisarza Rybę z "Kilera": jakieś 46 razy lepszy, no ale - smak jest kwestią indywidualną. Tak, że tak ;-)

/Powyżej: Fota House Honey/

wtorek, 29 czerwca 2021

Imieniny 2021

29 czerwca, jak co roku - imieniny Piotra i Pawła. Przy sobocie, po robocie... A nie, wróć, jest wtorek dopiero, po robocie ale jutro znowu do pracy, więc tak symbolicznie, imieninowo, drink przygotowany i podany przez Żonę: aperol z prosecco, plasterkiem pomarańczy i kostką lodu ;-)

/Powyżej: mój imieninowy drink/

poniedziałek, 28 czerwca 2021

Dziewczyna z "koniem"

Od ponad roku nie napisałem niczego w temacie mojej blogowej serii "Ludzie na ulicy". Nie było o czym, bo z powodu koronawirusa ulice były raczej puste. Teraz władza na chwilę wypuściła ludzi z domów, więc przed kolejnym lockdownem nadrabiam zaległości: wczoraj spacerując po Cork natknęliśmy się m.in. na taką panią - z towarzyszącymi jej dwoma panami przebranymi za... konia ;-) Na moim TikToku można zobaczyć filmik z nimi: LINK.

/Powyżej: pani z "koniem"/

niedziela, 27 czerwca 2021

Szczepienie, obiad, kościół i geocaching

Dzisiejszą niedzielę zaczęliśmy od wizyty w Cork City Hall, gdzie przyjąłem drugą dawkę szczepionki pfizera. O szczepieniu szerzej piszę w innym poście: LINK

Następnie wybraliśmy się na obiad ale zajęło nam trochę czasu znalezienie jakiegoś miejsca gdzie moglibyśmy usiąść - wszystkie ogródki corkowskich restauracji i pubów w centrum miasta są po prostu oblężone. W końcu przycupnęliśmy w Burritos and Blues. Nic specjalnego - ale dobre. Tak swoją drogą odkryliśmy nowy wegański fastfood w Cork czyli VeganKO przy Kyle Street, gdzie kupiliśmy sobie na kolację - kebaby. Były świetne i chyba będę tam często zaglądał. 

Później poszliśmy na Mszę Św. do St. Augustine's Church, gdzie Agnieszka nieoczekiwanie "załapała się" na czytanie ;-) Na koniec jeszcze tylko poszukaliśmy jednej geocachingowej skrytki - i do domu.

Filmik z tej naszej niedzieli można zobaczyć na moim YT: LINK, a poniżej Agnieszka w trakcie liturgii słowa:

/Powyżej: Agnieszka w trakcie czytania podczas Mszy Świętej/

środa, 23 czerwca 2021

Tęczowy sierp i młot

Pod dwóch latach braku większej aktywności lokalnych "komunistów" /przerwa była zapewne spowodowana pandemią koronawirusa/ na North Main Street w Cork wróciło graffiti z sierpem i młotem, tym razem w tęczowych barwach. 

To by się akurat zgadzało, współcześni neomarksiści uznali za proletariat już nie klasę robotniczą /która w gospodarce wolnorynkowej ma się całkiem dobrze/ ale, z niewiadomych powodów, społeczność lgbt+, którą z kolei wcześniej socjaliści /zarówno internacjonalni komuniści jak i naziści/ - ostro prześladowali i zamykali w obozach. No cóż, świat staje na głowie, pojęcia zmieniają swoje znaczenie a dzisiejsze "zachodnie" nowe pokolenie w starciu z nieuniknioną konfrontacją ze Wschodem - jest z góry bez szans.

Filmik pokazujący to graffiti znajduje się na moim TikToku: LINK.

/Powyżej: tęczowy sierp i młot na North Main Street w Cork/

wtorek, 22 czerwca 2021

I have made a place

Od 18.06 do 19.09 b.r. w Crawford Art Gallery w Cork ma miejsce wystawa "I have made a place" na której swoje prace wystawia Laura Fitzgerald. Artystka zajmuje się rysunkiem, malarstwem, wideo i tekstem. Ukończyła National College of Art and Design w Dublinie oraz Royal College of Art w Londynie.

Poniżej - wystawa "I have made a place", krótki filmik można zobaczyć również na moim TikToku.


niedziela, 20 czerwca 2021

Restauracje i bary w Cork: Izz Cafe

Restrykcje koronawirusowe chwilowo poluzowano, restauracje oprócz serwowania tylko na wynos mogą też serwować przy stolikach - ale na zewnątrz lokali. Na mieście z tej okazji dzikie tłumy, ludzie stoją w kolejkach żeby dostać się do stolika. 

No cóż, skoro władza zezwoliła - to i my wybraliśmy się na niedzielny obiad, ale wybraliśmy kafejkę nieco na uboczu, bez kolejek i tłumu współbiesiadników. Wybór padł na Izz Cafe, pakistańską restauracyjkę przy George's Quay. Zamówiliśmy trochę nietypowo, bo najpierw kawę i warbat /ciastko podobne do baklawy/ a później tasters mix, czyli półmisek serwowanych tam specjałów w degustacyjnych ilościach, podawany ze świeżo upieczonym chlebem. 

Wszystko bardzo pyszne, poniżej zdjęcia a krótki filmik można zobaczyć na moim TikToku: LINK.


sobota, 19 czerwca 2021

Duszpasterstwo Polskie w Cork ma własną stronę internetową

Duszpasterstwo Polskie w Cork uruchomiło własną stronę internetową: duszpasterstwopolskiewcork.ie

Wcześniej, tj. od 2007 roku miało własną podstronę na stronie St. Augustine's Church, pisałem o tym tutaj: LINK. Z kolei od 2012 roku istnieje strona Duszpasterstwo Polskiego w Cork na fb: LINK. Założyłem ją razem z ks. Piotrem Galusem i szczęśliwie działa do tej pory, gromadząc spore archiwum zdjęć i filmów dokumentujących historię polskiego kościoła w naszym mieście. 

Na marginesie: pierwsza msza św. języku polskim w Cork została odprawiona 27 marca 2005 roku, o tym z kolei napisałem tutaj: LINK. Można by więc napisać, że po 16 latach Duszpasterstwo Polskie w Cork ma wreszcie swoją własną w pełni niezależną witrynę internetową. Z tymże jak wspomniałem: początkowo zupełnie wystarczała podstrona na witrynie St. Augustine's Church, w którym odbywają się msze w języku polskim a później strona na fb, która nadal pozostaje głównym źródłem komunikacji. 

Jednak niezależna witryna ma tę przewagę, że jest odporna na ewentualne cenzorskie zapędy facebooka i w obecnych czasach posiadanie własnej, niezależnej strony - znowu jest koniecznością.

/Powyżej: aktualny zrzut z witryny/

piątek, 18 czerwca 2021

Brightening Air

W ramach trwającego od 11 do 20 czerwca b.r. Brightening Air, czyli jak to nazwano "ogólnokrajowego sezonu doświadczeń artystycznych" mającego na celu "świętowanie powrotu optymizmu i nadchodzących lepszych dni", od 11 do 20 czerwca b.r. w całej Irlandii miały miejsce różne wydarzenia artystyczne. W Cork była to m.in. trasa spaceru nazwana "Town – A Love Story in Body Parts", podczas której, jak napisali kuratorzy: "uczestnicy za pomocą darmowej technologii smartfonów odkryją historie i piosenki, które kryją się w drzewach i cegłach naszych miejskich przestrzeni". Jednym z "przystanków" tego spaceru był plac przy Red Abbey, gdzie dodatkowo na rosnących tam drzewach zawieszono takie oto serduszka:

/Powyżej: drzewa z serduszkami przy Red Abbey/

wtorek, 15 czerwca 2021

Kiedy opadną maski

Na początek dowcip na czasie: "Syn pyta ojca - Tato, kiedy ta epidemia się skończy? Na co ojciec wyjaśnia chłopcu: Synu, poważni ludzie zainwestowali poważne pieniądze w tę epidemię. Jak zarobią swoje, to się skończy". Oczywiście to tylko żart, bajka taka, ale jak wiadomo w każdej bajce jest ziarnko prawdy. Wszystko wskazuje jednak na to, że "poważni ludzie" uzyskali już spory przyrost kapitału, rządy przetestowały kilka rozwiązań w zarządzaniu dużymi grupami ludności, socjologowie dostali materiał do badań na lata a Hollywood i Bollywood tematy na kolejne superprodukcje, więc można już powoli wracać do przedpandemicznej rzeczywistości.

Ale nie tak od razu. W książce Pawła Kapusty "Pandemia. Raport z frontu" którą właśnie przeczytałem jeden z jego utytułowanych rozmówców tak się wyraził o tym, co czeka nas już po opanowaniu epidemii: "To będzie kolosalna zmiana, większa niż przypuszczamy. Wielu z nas miało na pewno moment refleksji nad tym, jak funkcjonujemy we współczesnym świecie. Gdzie pracujemy. Jakie zajęcia wykonujemy. Władza zamknęła nas w domach, a świat się nie skończył. To bardzo mocny przekaz, bo według mnie pokazuje, że większość z nas wykonuje pracę ogólnie zbędną. I to w kolejnych latach będzie coraz dobitniej widać. Dla wielu ludzi będzie to dotkliwe doświadczenie."

Czyżby w teoretycznie wolnorynkowym ustroju ciągle mamy do czynienia z czysto socjalistycznym "ukrytym bezrobociem"? Prawdopodobnie tak, tyle że osoby wykonujące pracę zbędną i niepotrzebną nie są ulokowane w mniejszych lub większych firmach, ale w rozbudowanej państwowej biurokracji i w szeroko rozumianych organizacjach społecznych, utrzymywanych przez podatników. Obyśmy potrafili wyciągnąć z tego odpowiednie wnioski a te są na przykład takie, że skoro daliśmy radę przetrwać bez nich przez półtora roku to poradzimy sobie i następny rok, dwa a może i dekadę. Komunikat dla nich powinien być wobec tego jasny: nie jesteście potrzebni a wręcz przeciwnie - stanowicie tylko obciążenie, balast którego bez żalu możemy się pozbyć.

Gospodarka powoli rusza, chociaż to bardzo uproszczona ocena rzeczywistości bo akurat przemysł pracował cały czas i to pełną parą. O ile wiem, żadna z większych fabryk nie została zamknięta. Mój kolega w czasie pierwszego lockdownu dostał pracę w irlandzkim oddziale, nazwijmy to, znanej amerykańskiej firmy wytwarzającej napoje gazowane. Jak się okazuje w czasie gdy "wszędzie" zwalniali tam z kolei zwiększono dwukrotnie ilość pracowników zatrudnionych bezpośrednio przy produkcji. Dlaczego? Szefostwo kierując się doniesieniami medialnymi wzięło pod uwagę że spora część załogi może zachorować, więc w celu utrzymania produkcji na tym samym poziomie trzeba podwoić zasoby ludzkie. Wicie, rozumicie: ludzi można nawet w całości wymienić, bo w końcu nikt nie jest niezastąpiony, ale kasa musi się zgadzać. I tak było w zasadzie w każdej większej firmie, od montowni komputerów i serwerów po fabryki wytwarzające sztuczne kwiaty i rury do kanalizacji. Prawdziwy kapitał na żadne lockdowny sobie nie pozwolił, co też daje nieco do myślenia.

Tak naprawdę ucierpiały głównie usługi, przy czym przez usługi rozumiem też branżę hotelarską i gastronomiczną. Obstawiam, że były to decyzje ściśle polityczne z pewną domieszką podatkowej ekonomii: coś trzeba było zamknąć, a że akurat branże usługowe w sporej części operują na pograniczu szarej strefy, więc można przy okazji upiec przynajmniej jedną pieczeń, jeżeli nie da się dwóch. W różnych krajach przyjęto różne rozwiązania, ale przykład Polski jest dość oczywisty: rząd zamykając usługi, ale jednocześnie oferując słynne tarcze dla przedsiębiorców wykazujących spory spadek dochodów, tak naprawdę uderzył w szarą strefę która często przez wiele lat tych dochodów nie wykazywała. 

Głośnym echem odbił się w mediach przypadek jednego z zakładów fryzjerskich w Warszawie: założony jeszcze w latach 30-tych ub.w. przetrwał różne perturbacje aż padł właśnie teraz, w czasie lockdownu. O dziwo większość komentujących na internetowych stronach tym razem jasno stwierdziła: trzeba było płacić podatki i nie zalegać w ZUS-ie. Właśnie ukrywanie przychodów tudzież zaległości w płaceniu państwowych danin zazwyczaj skutkowały odmową przyznania tarczy a w konsekwencji - bankructwem. Moja Żona ma w Krakowie swoją ulubioną fryzjerkę, którą odwiedza przy okazji każdej wizyty w Polsce i ta na przykład była bardzo zadowolona z przyznanej państwowej pomocy, w dodatku w naprawdę sporej wysokości. Dodam: nie jest ona członkiem partii rządzącej i nie posiada też żadnych koneksji tudzież innych znajomości a z jej usług korzystają zwykli mieszkańcy peryferyjnego osiedla. Tyle tylko że ona starając się o bankową pożyczkę na mieszkanie wykazywała absolutnie wszystkie dochody, po to żeby pokazać że ma zdolność kredytową. Tym samym gdy jej dochody, spadły łatwo to mogła udokumentować w przeciwieństwie do tych co to od lat "jadą na stracie". 

Proszę mnie źle nie zrozumieć: zdecydowanie uważam że człowiek sam lepiej wyda swoje pieniądze niż zrobi to za niego rząd ściągając przymusowy haracz w postaci wygórowanych podatków, wskazuję jedynie na na fakt ze pandemia dla wielu państw była też okazją do zrobienia "porządków" na swoim podwórku.

Wracając do otwierającej się gospodarki: czytamy że właściciele hoteli i restauracji mają obecnie olbrzymie problemy z rekrutacją pracowników. Ci którzy dotychczas tam pracowali i przeszli na "covidowe" nie kwapią się do powrotu, przynajmniej do czasu zakończenia wypłacania zasiłków. To nawet nie kwestia rozleniwienia co zwykłego rachunku ekonomicznego. Nowych nie ma skąd brać, bo granice przymknięte a studenci rozjechali się do swoich wiosek. Byłaby na to rada, którą zawarła w swoim haśle reklamowym jedna z firm obuwniczych: cena czyni cuda. Wystarczy za dobrą pracę zaoferować dobrą płacę, no ale to nie w tych branżach. I obojętnie czy mamy na myśli Irlandię, czy Polskę. 

Zanim wyruszymy na zagraniczne wojaże prawdopodobnie będziemy musieli się zaszczepić. Być może nawet rzeczywiście bez paszportu covidowego nie wychylimy nosa poza wyspę? Co prawda różne kraje szukając rozwiązań na wyjście z impasu oferują turystom bezpłatne koronawirusowe testy czy szereg innych ulg i dopłat, ale to raczej doraźne łatanie dziur niż systemowe rozwiązanie. Pożyjemy, zobaczymy.

Jest jeszcze jedna kwestia, może mniej istotna za to zabawna: kiedy już zdejmiemy maseczki część z nas może mieć problemy z poznaniem swoich znajomych lub innych osób z którymi pozostajemy w mniej lub bardziej zawodowych relacjach. Sam tego doświadczyłem: kolega z którym od dwóch miesięcy pracuję niemal ramię w ramię, podczas przerwy na obiad przyjrzał mi się uważnie i zapytał czy my aby właśnie nie pracujemy razem? W pracy obowiązkowo nosimy maseczki naciągnięte niemal po same oczy a stołówka to jedyne miejsce w którym możemy je zdjąć a i to dopiero przy stoliku, nad własnym talerzem. Maska jak widać zmienia człowieka, obojętnie czy ta którą przywdziewamy chcąc ukryć swoje prawdziwe ego czy ta która ma nas chronić przed zarażeniem.

Kiedy już nadejdzie czas na zdjęcie maseczek możemy być zaskoczeni tym, co zastaniemy. Oby to były tylko miłe niespodzianki i oby ten trudny czas który pokonaliśmy wzmocnił nas i pozwolił przewartościować na nowo życiowe priorytety, czego Państwu i sobie życzę.

poniedziałek, 14 czerwca 2021

St. Declan's Well Toor

Kolejny cel naszej wczorajszej niedzielnej wycieczki to St. Declan's Well Toor. Wg legendy, znajdująca się w hr. Waterford studnia św. Declana powstała gdy ten irlandzki święty, żyjący w V wieku, gasił w tym miejscu pragnienie w drodze z Ardmore do Cashel. Współczesny wygląd tego miejsca i cała architektura powstała na przełomie lat 50/60 ub.w. 

Podobnie jak wiele innych irlandzkich studni, tutejsza woda słynie ze swoich leczniczych właściwości. Podobno szczególnie korzystna jest przy chorobach oczu i skóry. Ludzie przyjeżdżają tu z całego Waterford i sąsiednich hrabstw aby się modlić i z niej korzystać. Jak głoszą dawne przekazy, aby uzdrowienie lub modlitwa się powiodły, konieczne jest trzykrotne odwiedzenie studni. 

We wczesnych latach 50-tych ub.w. Josephine Fitzgerald, żona właściciela sklepu rowerowego z Dungarvan, została uleczona wodą z tej studni. W kolejnych latach ta małżeńska para bardzo zaangażowała się w budowę tego miejsca. Od 1951 roku są tutaj corocznie odprawiane Msze Święte.

To miejsce, pomimo że znajduje się na uboczu jest cały czas odwiedzane. Spędziliśmy tutaj niespełna godzinę, w tym czasie przewinęło się co najmniej 10 innych odwiedzających.

Poniżej - kilka zdjęć z tego miejsca, na YT można zobaczyć krótki filmik z tej naszej wycieczki: LINK.





niedziela, 13 czerwca 2021

St. Mochua's Well w Clashmore

Niedziela, więc kolejna geocachinowa wycieczka, tym razem do kolejnych irlandzkich "świętych źródeł". Najpierw trafiliśmy do St. Mochua's Well, źródła św. Mochua znajdującego się nieopodal wioski Clashmore w hr. Waterford. Wg przekazów św. Mochua był żołnierzem który mając 30 lat zrzucił mundur i przywdział habit, oczywiście nieco w przenośni. Żył w ubóstwie, jak głosi legenda posiadał trzy zwierzęta: koguta który budził go na Jutrznię, mysz - która budziła go lekkim podgryzaniem w palec gdy zasypiał przy czytaniu i muchę - która spacerowała wzdłuż wersów które ten święty studiował, a gdy przerwał czytanie zatrzymywała się w miejscu, czekając aż św. Mochua wróci do lektury. Z tym irlandzkim świętym związanych jest wiele innych legend. Jak podaje tabliczka umieszczona nieopodal źródełka, św. Mochua zginął w 631 roku zamordowany przez piratów.

Poniżej - kilka zdjęć z tego miejsca, na YT można zobaczyć krótki filmik z tej naszej wycieczki: LINK.





sobota, 12 czerwca 2021

Selco Begovic: Survival w mieście. Realne sekrety przetrwania

Autor tego poradnika wie o czym pisze: w trakcie wojny domowej w Bośni i Hercegowinie /1992-1995/ przeżył ponad rok w oblężonym mieście.

Jak żyje się w mieście w którym przestały działać służby publiczne, nie ma prądu, bieżącej wody, normalnej dystrybucji żywności i innych towarów? Gdy do tego, jak to bywa w takich sytuacjach, z różnych zakamarków wypełzły bardzo nieciekawe persony łączące się w gangi, dodatkowo terroryzujące i tak znajdujących się już w potrzasku mieszkańców? Jak przeżyć w tak ekstremalnej sytuacji, gdy dawny sympatyczny sąsiad teraz okazuje się zajadłym wrogiem?

Dobrze się czyta, sporo praktycznych porad z których, mam nadzieję, nigdy nie będziemy musieli skorzystać.

czwartek, 10 czerwca 2021

"Bród" na poczcie

Dzisiaj An Post /irlandzka poczta/ wydała trzy znaczki, które, jak napisali na swojej stronie: "upamiętniają irlandzki i globalny wymiar ruchu Pride". Słowo "Bród" widniejące na jednym z nich to irlandzkie tłumaczenie słowa "Pride". 

Znaczki są sprzedawane wyłącznie w zestawach zawierających pięć sztuk, z czego cztery są przeznaczone do wysyłki krajowej a piąty - zagranicznej. Jak napisano również: "za każdy sprzedany pakiet ze znaczkami przekazujemy 2,5% na rzecz BeLonG To i LGBT Ireland" .

/Powyżej: jeden z wydanych znaczków, grafika ze strony An Post/

Nie sposób przeoczyć tej informacji bo jest mocno promowana, m.in. w sponsorowanych wpisach na facebooku. I właśnie na fb pod taką reklamą An Post miała szansę wywiązać się ciekawa dyskusja, gdy jeden z użytkowników zauważył że jest to jakaś forma podatku nałożona na kupujących i przekazywana na ww. organizacje. Spostrzeżenie wydaje się logiczne, w końcu poczta to instytucja państwowa, czasami przy wysyłce określonych dokumentów ma się po prostu obowiązek korzystania z jej usług  i jeżeli przekazuje jakąś część ze swoich przychodów na rzecz prywatnych organizacji to robi to w imieniu państwa. 

Oczywiście do żadnej merytorycznej dyskusji nie doszło, ponieważ natychmiast zlecieli się tęczowi piewcy tolerancji którzy zwyzywali go od homofobów /chociaż od razu zaznaczał że - absolutnie takich uprzedzeń nie ma/, wysyłali na terapię i takie tam, czyli standard. Wszystko w gronie Irlandczyków, żeby nie było, ale schemat jest zawsze ten sam, gdy zamiast logiki wchodzą emocje. Pytasz "tęczowych" skąd czerpią dofinansowania - jesteś homofobem, faszystą i rasistą, pytasz Owsiaka z czego tak naprawdę się utrzymuje - jesteś pisiorem, podpisuj oświadczenie że nie będziesz korzystał ze sprzętu WOŚP a tak w ogóle to **********! Tymczasem gdy w grę wchodzą pieniądze publiczne, przekazywane przez rządowe instytucje prywatnym organizacjom, wszystko powinno być jak najbardziej transparentne.

Tak swoją drogą, temat ciekawy. Bo skoro teraz An Post przekazuje część przychodu za "tęczowe" znaczki organizacjom LGBT, to rozumiem że gdy w grudniu będzie sprzedawała znaczki na Boże Narodzenie z wizerunkiem Świętej Rodziny - to również część przychodu przeznaczy organizacjom chrześcijańskim w Irlandii? No tak, czy nie? Pytanie retoryczne, rzecz jasna. Ale czy w takim razie nie mamy tutaj do czynienia z faworyzowaniem jednych a dyskryminowaniem drugich? Tak to właśnie bywa gdy do dysponowania środkami publicznymi zabierają się instytucje które nie są do tego przeznaczone.

A samych znaczków tym razem nie kupiłem. Nawet nie to, że nie potrzebuję, chociaż zapas "na wszelki wypadek" zawsze mam, tylko po prostu ostatnio irlandzka poczta bardzo mocno opóźnia swoje przesyłki, więc i słać za ich pośrednictwem nie ma sensu. Kartki z życzeniami świątecznymi wysłane z Cork - do Cork, wędrowały ponad 2-tygodnie. Poważnie. W tej sytuacji nie dziwi chyba też fakt, że kartki wysłane "do Polski" są dostarczane po dwóch miesiącach albo i później. Dzieje się tak zapewne wskutek zmożonych zakupów przez internet które w czasach około - lockdownowych stały się jedyną sensowną alternatywą, przez co państwowy doręczyciel, An Post, po prostu się nie wyrabia. Dopóki więc na tym odcinku sytuacja się nie poprawi, znaczki sobie odpuszczam, bo w końcu - ja nie filatelista, znaczki co prawda lubię ale bardziej za ich użytkową funkcję.

Tak, że tak...

środa, 9 czerwca 2021

Koronawirus w Cork /56/: broszurka o szczepieniach

Dzisiaj w mojej pocztowej skrzynce znalazłem kolejną rządową broszurkę, tym razem - o szczepionkach na COVID-19. Czyli w skrócie: czym jest C19, jakie są jego symptomy, jak działają szczepionki na tę chorobę, jak się zarejestrować do szczepienia, jak będzie wyglądała wizyta w punkcie szczepień, itd. 16 stron ale że dwujęzyczna angielsko-irlandzka, to w sumie stron 32. To już trzecia broszurka na temat C19 sygnowana przez HSE /irlandzką służbę zdrowia/ która trafiła do mojej skrzynki: pierwszą z nich o samym covidzie dostałem w marcu ub.r.: LINK a kolejną, o poziomie wprowadzonych ograniczeń, w październiku ub.r.: LINK.

/Powyżej: irlandzka broszurka o szczepieniach rozesłana do mieszkańców/

wtorek, 8 czerwca 2021

Cork Cathedral Lotto - gramy w kościelnym totku

Zaczęliśmy brać udział w Cork Cathedral Lotto, naszej parafialnej loterii która wystartowała w kwietniu b.r.  Ot, przyjemne z pożytecznym ;-)

Dla nas to trochę nietypowa forma pozyskiwania funduszy ale Irlandczycy stosują ją często. Z ciekawostek: lotnisko w Knock powstało dzięki loterii zorganizowanej przez ks. Jamesa Horana, pisałem o tym tutaj: LINK.

Jak napisali organizatorzy naszej parafialnej loterii: "dzięki Lotto możemy nadal utrzymywać i rozwijać nasze parafie i służyć naszej lokalnej społeczności. Ważne jest to nie tylko dla nas, ale także dla przyszłego pokolenia, aby ono również odniosło korzyści z posiadania lokalnej, aktywnej i tętniącej życiem wspólnoty chrześcijańskiej, która będzie go wspierać przez całe życie."

/Powyżej: nasze kupony na najbliższą loterię zakupione tuż po Mszy Świętej w Church of the Annunciation/

poniedziałek, 7 czerwca 2021

Koronawirus w Cork /55/: po polsku w Fitzgerald Park

Podczas wczorajszego Dnia Dziecka z My Little Craft World który zorganizowaliśmy w Fitzgerald Park w Cork, natknąłem się tam na "koronawirusowy" plakat/baner po polsku z informacją o tym, że park jest otwarty ale odwiedzający są nadal proszeni o zachowanie dystansu społecznego. Kolejny dowód na potwierdzenie tezy, że język polski jest nieoficjalnie drugim językiem w Irlandii ;-)

/Powyżej: plakat po polsku w Fitzgerald Park w Cork/

niedziela, 6 czerwca 2021

Dzień Dziecka z My Little Craft World 2021

Z okazji Dnia Dziecka - jako  My Little Craft World zaprosiliśmy wszystkie dzieci do udziału w rodzinnej grze terenowej "Poszukiwacze niebieskich kamieni", którą zorganizowaliśmy w Fitzgerald Park w Cork. 

Dzięki przygotowanym kartach gry z zagadkami oraz mapie prowadzącej przez labirynt parkowych ścieżek, dzieci mogły odgadnąć zaszyfrowane hasło i otrzymać wybrane przez siebie nagrody. Dodatkowo za rysunek wykonany kredą - każdy również otrzymał mały upominek. Udział w zabawie był bezpłatny. 

Filmik z tego wydarzenia można zobaczyć m.in. na moim YT: LINK, a zdjęcia - w galerii My Little Craft World na FB: LINK.

/Powyżej: poszukiwacze niebieskich kamieni ;-)/

środa, 2 czerwca 2021

Catalyst

Pierwsza od lipca ub.r. wizyta w galerii sztuki jako takiej, natomiast w tej konkretnie, czyli St Peter's Cork - ostatni raz byłem w lutym ub.r. 

Niewiele się zmieniło, nadal jest tam wystawa "Cork 1920 – The Burning of a City" która miała trwać do końca 2020 roku, ale koronawirusowe obostrzenia miały również wpływ na kalendarz wystaw. Nie było sensu organizować nowych, skoro nie miał ich kto i jak oglądać. Oczywiście, można się bawić w jakieś internetowe wydarzenia ale wiadomo że nie o to tutaj chodzi.

Oprócz wspomnianej głównej wystawy, na piętrze galerii można zobaczyć coroczną wystawę absolwentów studiów fotograficznych na St. John's College w Cork. Wystawa o tytule "Catalyst", potrwa od 31 maja do 14 czerwca b.r.

/Powyżej - plakat z informacją o "Catalyst"/

wtorek, 1 czerwca 2021

Koronawirus w Cork /54/: zaszczepiłem się

W Irlandii od połowy maja b.r. mogą się rejestrować do szczepienia przeciwko COVID-19 osoby w moim wieku. W związku z tym - 17 maja zarejestrowałem przez stronę internetową, 27 maja otrzymałem smsa z informacją o moim terminie szczepienia - który wyznaczono na 31 maja. Miejsce szczepienia: Cork City Hall, budynek urzędu miasta w Cork. Szczepionka: Pfizer.

Dlaczego postanowiłem się zaszczepić? 

Po pierwsze, pomimo że uważam że chociaż cała ta pandemia jest bardziej rozdmuchana medialnie niż na to zasługuje, to jednak wirus /być może przez niechlujstwo wyniesiony z chińskiego laboratorium/ istnieje, ludzie chorują, niektórzy przechodzą chorobę bardzo ciężko, pewien niewielki odsetek - umiera. Oczywiście - spora część przechodzi go bezobjawowo. Mam już 50-tkę na karku i chociaż uważam że jestem dobrego zdrowia - wolę zminimalizować ryzyko.

Po drugie - i to jest znacznie ważniejsze: nie chcę brać na siebie odpowiedzialności za potencjalne zarażenie kogokolwiek. Do końca życia bym sobie nie wybaczył gdyby ktoś przeze mnie zachorował i - nie daj Panie Boże - zmarł. Oczywiście rozumiem, że sam mogę zachorować i zarazić innych pomimo przyjęcia przeze mnie szczepionki, ale w takim przypadku będę miał świadomość że zrobiłem wszystko co mogłem, aby do tego nie doszło, mając też na uwadze fakt że szczepieni jednak w zdecydowanie mniejszym stopniu przenoszą wirusa.

I w końcu:  nie mam odpowiedniej wiedzy medycznej aby zanegować twierdzenia zdecydowanej większości lekarzy o konieczności szczepień. Rozumiem że szczepionki ciągle są jeszcze w fazie testów i zostały dopuszczone tylko z uwagi na pandemiczną sytuację, ale na tę chwilę wszystko wskazuje na to, że działają prawidłowo. Tak czy owak, zdecydowanie bardziej wolę zaryzykować własnym życiem - niż cudzym. Nawet jeżeli ryzyko jest mniejsze niż szansa wygrania w totka. Ot, i wszystko. 

Niemniej najbardziej do szczepienia "zachęcili" mnie jego przeciwnicy. Kiedy wczytałem się w ich argumenty i zacząłem sprawdzać źródła na których się opierają, to po prostu niemal się załamałem. W dzisiejszym świecie ignorancja - to wybór. Doprawdy jeżeli ktoś, kto nie potrafi sklecić bez rażących błędów ortograficznych prostego zdania bierze się za wykład o zaawansowanych produktach medycznych - to nie jest osobą wiarygodną. Podobnie jak teorie o depopulacji i innych bzdurach. Ludzi naprawdę znacznie prościej i taniej jest wybić wirusem a nie szczepionką na niego, to raz. Dwa - równie dobrze można wysnuć teorię że "władza" będzie raczej chciała wybić tych niepokornych wolnomyślicieli, czyli że - oszczędzi raczej posłusznie zaszczepionych. Trzy: dla mnie jako przeciętnego Kowalskiego nie jest aż tak istotne czy pandemia jest pochodzenia naturalnego czy wywołał ją człowiek i jakie miał cele, tylko to - czy mogę się zarazić i w konsekwencji umrzeć - czy nie? Jak pamiętamy, rok temu niektórzy w ogóle negowali istnienie samego wirusa, bo większość z nas nie tylko nie znała kogoś kto by to przechorował lub wręcz zmarł, ale nawet "nie znała kogoś kto by znał kogoś". Dzisiaj już chyba każdy z nas jeżeli jeszcze sam przez to nie przeszedł to zna kogoś, kto przeszedł to bardzo ciężko. Ja - znam i dla mnie to jest ostateczny argument za tym, żeby najpierw się zaszczepić a później dywagować "who let the dogs out?".

Oczywiście: sam nikogo nie zachęcam /jak i nie zniechęcam/ do szczepienia. Każdy ma swój rozum i sam powinien zadecydować, co robić. Chyba że nagle sytuacja zmieni się diametralnie i wtedy nie będzie czasu na filozoficzne dywagacje.

No dobrze, wracając: zgłosiłem się wczoraj na podaną w smsie godzinę do urzędu miasta, w którym utworzono punkt szczepień. Wszystko przebiegło dość sprawnie, przynajmniej jak na irlandzkie warunki. Najpierw wchodzimy do namiotu gdzie czekamy w dość długiej kolejce do rejestracji. Przy rejestracji zostałem poproszony o okazanie dokumentu ze zdjęciem oraz podanie numeru pps i telefonu. Odbył się też krótki wywiad medyczny. Dostałem dwie spore broszurki na temat C19 i szczepień, Znowu czekam w kolejce, tym razem już do jednego z co najmniej kilkunastu tymczasowo zaaranżowanych pokoików w których szczepią medycy. Ponownie potwierdzam swoją tożsamość i jeszcze raz przechodzę wywiad medyczny, ale bez żadnych badań, tj. testów na covid, mierzenia temperatury czy ciśnienia. Medyk informuje mnie o możliwych skutkach ubocznych. Na koniec ostatnie pytanie o to, w którą rękę chcę otrzymać zastrzyk. Pamiętając o Ap 13,16 - oczywiście wybieram lewą ;-)

Sam zastrzyk to tylko lekkie ukłucie, następnie przetarcie ukłutego miejsca, żadnego plasterka . Następnie dostałem karteczkę potwierdzającą zaszczepienie pierwszą dawkę. Kolejną mam otrzymać za cztery tygodnie, wcześniej ponownie mam dostać smsa z informacją kiedy, gdzie i o której godzinie mam się zgłosić. Zostałem poproszony o przejście do kolejnej sporej sali i odczekanie tam - wraz z innymi świeżo zaszczepionymi - 15 minut, gdyby nagle zrobiło mi się słabo. Nic takiego się nie wydarzyło więc po kwadransie - można wyjść.

Skutki uboczne? Praktycznie żadnych. Kilka godzin po szczepionce lekko bolało mnie ramię które było kłute ale był to lekki ból i odczuwalny jedynie przy niektórych ruchach. Następnego dnia rano nie było już po nim śladu.

/Powyżej: moje potwierdzenia przyjęcia dwóch dawek szczepionki/

4 tygodnie później, 28 czerwca b.r.

We wtorek, 22 czerwca dostałem kolejnego smsa z HSE z datą i godziną na którą powinienem się zgłosić do urzędu miasta w Cork gdzie zorganizowano punkt szczepień. Wyznaczono ją na niedzielę, 27 czerwca. Oczywiście stawiłem się i przyjąłem drugą dawkę szczepionki. Procedura identyczna jak poprzednio, tyle tylko że tym razem zdecydowanie nie wpuszczono mojej Żony, która poprzednio mi towarzyszyła. Tym razem musiała poczekać na mnie przed budynkiem. 

Ważnym jest żeby nie zgubić karteczki którą nam wydano przy pierwszym szczepieniu bo jak na razie jest to jedyny dowód przyjęcia przeze mnie dwóch dawek szczepionki. Oczywiście - moje dane przez podaniem szczepionki sprawdzano trzy razy i odnotowano to w trzech różnych komputerkach, ale umiesz liczyć - licz na siebie. O wydawaniu unijnych certyfikatów potwierdzających zaszczepienie nikt tutaj jeszcze nie mówi. To znaczy mówi się że jest poślizg i nie wiadomo kiedy będą. Tak - że tak. No nic, na ewentualne "przywileje" w postaci braku konieczności robienia odpłatnych testów przy wejściu do samolotu i tak muszę odczekać dwa tygodnie po drugiej dawce.

Podobnie jak poprzednio - nie odnotowałem żadnych skutków ubocznych, nawet ból ramienia był znacznie mniejszy niż poprzednio.

Teraz czekam na certyfikat szczepienia. Wszystkie kraje UE wdrażają go nie później niż 1 lipca, Irlandia dała sobie czas aż do 19 lipca.  

Ta notka będzie jeszcze aktualizowana, jeżeli wystąpią jakieś powikłania itp. oczywiście od razu o tym napiszę. 

poniedziałek, 31 maja 2021

Koronawirus w Cork /53/: punkt szczepień w urzędzie miasta

W urzędzie miasta w Cork utworzono punkt szczepień przeciwko COVID-19. W celu zwiększenia potrzebnej powierzchni, bezpośrednio przy budynku rozstawiono namioty przez które przechodzą wszyscy chętni chętni do zaszczepienia się. Na dzień dzisiejszy w Irlandii szczepi się osoby w wieku 45-69 lat /w Polsce od 10 maja b.r. szczepi się już wszystkich chętnych pełnoletnich/.

/Powyżej: urząd miasta w Cork wraz z dostawionymi do niego namiotami/

piątek, 28 maja 2021

Fejkuniusy groźniejsze niż koronawirusy

Chyba nikt z nas nie ma wątpliwości, że żyjemy w epoce szumu informacyjnego. Monopol tradycyjnych mediów na przekazywanie informacji został wraz z rozwojem internetu już dawno przełamany, ale wcale nie idzie to w parze z większą rzetelnością medialnego przekazu. Media od dawna już nie tyle opisują rzeczywistość ile ją kreują a wraz ze wzrostem ilości źródeł przekazujących nam kolejne doniesienia wykładniczo rośnie również ilość manipulacji, plotek i ordynarnych fake newsów, które żyją własnym życiem w medialnej przestrzeni publicznej. Jak się przed tym chronić?

Cofnijmy się nieco o ponad dekadę, do roku 2010. Tak, chodzi o Katastrofę Smoleńską. Pamiętacie Państwo jak wtedy na potęgę zaczęto wypuszczać kolejne fake newsy które - pomimo że szybko były dementowane - to jednak w niektórych głowach siedzą do tej pory? Że piloci cztery razy podchodzili do lądowania, że rozkaz lądowania wydał pijany generał który wszedł do kokpitu, że w końcu miejsce katastrofy przekopano "na metr w głąb, itp., itd. To tylko te najbardziej znane ale takich historii było tak wiele że wymienienie wszystkich wykraczałoby poza ramy tego felietonu. Jednak nawet te wystarczą żeby każdy przeciętnie inteligentny człowiek wyciągnął z tego odpowiednie wnioski. Jakie? Ano choćby takie, żeby nie wierzyć bezkrytycznie w medialny przekaz to raz, a dwa - że takich bzdur nie mogli wymyślić sami dziennikarze chociaż jak pisał poeta "mnóstwo Kainów jest pośród nas", ale że raczej "inni szatani byli tam czynni".

Tak swoją drogą zdaję sobie oczywiście sprawę, że Katastrofa Smoleńska i to co po niej bezpośrednio nastąpiło głęboko przeorała i podzieliła nasz Naród. W przeciwieństwie do innych speców od wszystkiego ja nadal nie wiem jak do niej doszło ale opierając się wyłącznie na faktach mogę stwierdzić jedno: samolot został wyprodukowany w Rosji, był serwisowany w Rosji, rozbił się w Rosji i śledztwo w tej sprawie powierzono... Rosji. Kogo za winnych uznała Rosja? No oczywiście, że Polaków a kogo innego miałaby uznać? No to skoro to już sobie ustalili to dlaczego pomimo wielokrotnych żądań polskiego rządu nie chcą zwrócić wraku samolotu który od 11 lat niszczeje gdzieś tam w ruskim hangarze? Rosjanie swoim buńczucznym zachowaniem dają prawo do podejrzeń jakoby to oni przyczynili się do tej katastrofy i w dodatku dają do zrozumienia że nic nie można im zrobić. Nie mamy pańskiego płaszcza a samolot chociaż mamy to nie oddamy, ot co. Niewiele możemy z tym zrobić ale skoro Rosjanie toczą jakieś zakulisowe polityczne gierki dając celowo asumpt do takich a nie innych podejrzeń, to sam zagrałbym w tę grę i wprost uznał ich za winnych katastrofy, skoro w tym celu puszczają do nas swoje kacapskie oczko. Chcieli to niech mają, dopuścili się tylu zbrodni że jedna w tą czy w tamtą nie robi już różnicy. Ale i naszych rodzimych Kainów też trzeba rozliczyć, w II Rzeczpospolitej za oddanie śledztwa Rosjanom takiego politycznego decydenta czekałby stryczek, u nas - dostaje się awans.

Wspominam o tym Smoleńsku nie po to by niektórych z Państwa zanudzać ale po to żeby wskazać na wyraźną cezurę po której Polacy zaczęli tracić zaufanie do mediów, na własne oczy widząc do jakich manipulacji się uciekały byleby podtrzymać własną polityczną narrację. Ale oto minęła dekada i mamy kolejny przełomowy moment w naszej historii: pandemia koronawirusa. Ponownie spora część mediów zamiast przekazywać odbiorcom rzetelne wiadomości zajęła się czystą dezinformacją i znowu jak w przypadku Katastrofy Smoleńskiej buduje się nam przed oczami jakieś wyimaginowane obrazy. Oczywiście rozumiem że początkowo sami lekarze więc tym bardziej i dziennikarze nie mieli pełnej wiedzy o tym z czym mamy do czynienia, co nie przeszkodziło jednak w publikacji i powielaniu kolejnych setek bzdur wyssanych z medialnych palców. Wirus miał być tak zjadliwy że można się nim było zarazić siadając w autobusie na miejscu na którym dobę wcześniej siedział jego nosiciel, ba - wirus miał przez wiele godzin utrzymywać się w powietrzu co praktycznie jakąkolwiek walkę z nim czyniło niemal niemożliwą, pokazywano nagrania jak we Włoszech wojskowe ciężarówki nocą dostarczały trumny, itd., itp. Dlaczego ktoś rozpętuje taką histerię? Wbrew pozorom te wszystkie lockdowny, obostrzenia itp. są dla wielu ludzi, firm i całych rządów bardzo intratnym okresem i z całą pewnością wiele by dali żeby ta piękna dla nich chwila trwała znacznie dłużej a najlepiej już wiecznie.

Tak jak w przypadku Smoleńska, gdy nie będąc ekspertem od katastrof lotniczych mogę jedynie wyciągać pewne wnioski na podstawie najbardziej znanych podstawowych faktów, tak i w przypadku koronawirusowej pandemii nie będąc ekspertem w tej wąsko wyspecjalizowanej dziedzinie medycyny mogę jedynie opierać się na założeniach opracowanych już tysiące lat temu przez poprzednie generacje, które uczyły że "ten zrobił, kto miał z tego korzyść" i że "gdy nie wiadomo o co chodzi, na pewno chodzi o pieniądze". I żeby nie było: nie neguję istnienia koronawirusa, wiem że część chorych przechodzi go bardzo ciężko a niewielki odsetek nawet umiera. Niemniej mamy chyba sytuację gdy zastosowane lekarstwo jest groźniejsze od samej choroby, bo środki zastosowane do walki z nim czyli w praktyce kolejne lockdowny i ograniczenie pacjentom dostępu do części usług medycznych, najprawdopodobniej przyniosą groźniejsze skutki niż samo zarażenie wirusem. Maseczki, social distance i pozostały reżim sanitarny powinien wystarczyć, cała reszta to juz jest najprawdopodobniej polityka. Oczywiście może być też tak, że część krajów bezmyślnie kopiuje środki zastosowane u swoich sąsiadów, tak jak w Polsce sołtys Psiej Wólki uznaje za stosowne 17 marca podświetlić remizę na zielono bo tak robią z Pałacem Kultury i Nauki /dawniej im. Józefa Stalina/ w Warszawie kolejni włodarze tego miasta. Skoro tak robią w "stolycy" tudzież w wielu innych miastach na świecie które honorują w ten sposób dzień św. Patryka, to i w Psiej Wólce trzeba. Oczywiście bez cienia refleksji czy Irlandczycy tak samo chętnie sami z siebie rewanżują nam się tym samym 11 listopada i wywieszają biało-czerwone flagi w swoim odpowiedniku takiej wioski. Podpowiem: nie, nie wywieszają, ani w swoich odpowiednikach Psich Wólek, ani nawet w swojej stolicy. Tak, że tak...

No dobrze ale czas dobijać do brzegu i odpowiedzieć na postawione we wstępie pytanie: jak bronić się przed powszechnym zalewem fake newsów? Teoretycznie należałoby samemu sprawdzać wszystkie informacje w kilku źródłach co w praktyce nie ma to większego sensu. Tym co ma większy sens jest ciesząca się od kilku miesięcy coraz większą popularnością koncepcja "diety niskoinformacyjnej". Tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawy ile kompletnie zbędnych wiadomości codziennie do nas dociera. Zbędnych, ponieważ i tak nie mamy żadnego wpływu na prezentowane nam wydarzenia, nie wnoszą one nic nowego za to z całą pewnością absorbują mnóstwo czasu który można wykorzystać znacznie bardziej racjonalnie. Mało tego, pomimo swego ogromu są one jeszcze poddane przez media specjalnej obróbce, żeby wzbudzić nasze zainteresowanie czy przykuć na dłużej uwagę. Dochodzi do tego że z powodu tego ogromu ludzie często czytają już same tytuły, które w dodatku sa redagowane w sposób jak najbardziej klikbajtowy i przez to często wprowadzają w błąd.

Dieta niskoinformacyjna absolutnie nie polega na tym żeby odciąć się od informacji ale na tym, żeby te wszystkie informacje przepuścić przez swojego rodzaju filtr który oddzieli fakty od opinii i usystematyzuje je odsiewając ziarno od plew. W Polsce powstają już wyspecjalizowane serwisy które świadczą takie usługi. Nazw i adresów stron podawał nie będę bo nie o kryptoreklamę tutaj chodzi ale zasada działania jest prosta: zamiast oglądać codzienne wydania dzienników telewizyjnych oraz śledzić informacje na wielu stronach internetowych otrzymujemy co dwa - trzy dni na nasz adres e-mail swego rodzaju newsletter z najważniejszymi wydarzeniami jakie miały miejsce w kraju i na świecie. Maksymalna zwięzłość i tylko fakty, bez zbędnych opinii i komentarzy. Sam z takiej usługi korzystam już prawie od roku i bardzo ją sobie chwalę. Koszt to raptem kilka złotych miesięcznie ale można też wybrać niewiele uboższe wersje bezpłatne.

Zapewne są też inne warianty diety niskoinformacyjnej ale na pewno warto na nią przejść jak najszybciej, dla własnego zdrowia psychicznego i lepszego spożytkowania w końcu ograniczonego czasu, czego sobie i Państwu w tej zafałszowanej miedialnie rzeczywistości życzę.

poniedziałek, 24 maja 2021

Koronawirus w Cork /52/: koniec pomiarów temperatury

Tak dla odnotowania: w pracy od marca zeszłego roku przed wejściem do pracy każdorazowo mierzono nam temperaturę. Dzisiaj zdemontowano stanowisko z kamerą termowizyjną, tym samym jak rozumiem - zaprzestano tych pomiarów. Maseczki obowiązują nadal a wszyscy chętni mogą nawet codziennie wykonywać sobie test na koronawirusa.

czwartek, 13 maja 2021

4 rocznica ślubu

Dzisiaj obchodzimy 4 rocznicę naszego ślubu. Podobnie jak rok temu, niestety - w domu, bo koronowirusowa karuzela kręci się nadal i o poważniejszym wyjeździe można raczej zapomnieć. Oczywiście wszystko się da ale trudno byłoby czerpać przyjemność z podróży gdzie na każdym kroku czekałyby na nas testy i inne kwarantanny. Bez sensu. 

Tak więc znowu w domku ale też fajnie ;-) Obejrzeliśmy "Oświadczyny po irlandzku" i wymieniliśmy się drobnymi upominkami. Tradycyjnie dostałem m.in. okolicznościową koszulkę ;-)

/Powyżej: nasza rocznicowa kolacja/

/Powyżej: oglądamy film/

/Powyżej: w mojej okolicznościowej koszulce /

środa, 5 maja 2021

Mass Rock w Ballyshoneen

Kamień Mszalny w w Ballyshoneen to kolejne ważne dla Irlandczyków miejsce związane z niełatwą historią Zielonej Wyspy. 

Mass Rock, jak już pisałem na blogu przy okazji takich kamieni w Glenville i Kilshinihan to wspólna nazwa dla skał lub kamieni, znajdujących się w wielu odosobnionych miejscach w Irlandii i używanych przez wiele lat jako ołtarze w odprawianych potajemnie rzymskokatolickich Mszach Świętych. Działo się to w czasach gdy katolicy byli prześladowani przez brytyjskich okupantów i nie mogli swobodnie praktykować swojej wiary. Często w takich miejscach umieszczano pojedyncze kamienie pochodzące ze zburzonych kościołów.

Poniżej - Mass Rock w Ballyshoneen, widoczny na zdjęciu ołtarz postawiono w 1969 roku a odnowiono w 2013 roku.


wtorek, 4 maja 2021

St. Olan's Well i Ogham Stone

Nieopodal Aghabulloge, małej wioski w hrabstwie Cork znajduje się St. Olan's Well, źródło św. Olana i Ogham Stone, kamień z inskrypcjamiw piśmie ogham. Filmik z naszej wycieczki do tego miejsca znajduje się na YT: LINK.

Ze St. Olan's Well i wyrastającym w tym miejscu drzewem jest związanych kilka legend. Woda miała być lekarstwem na choroby oczu, pielgrzymi zabierali również ze sobą gałązki drzewa, które wycięte - odrosło na nowo. Wg jednej ze wspomnianych legend zasadził je sam św. Olan, kiedy pilnował krów w pobliżu studni. Odstawił na chwilę przy źródle swój kij służący mu do zaganiania bydła i to właśnie z niego miało wyrosnąć drzewo. Sam św. Olan żył w VI wieku i był nauczycielem św. Findbara, biskupa Cork.

Jak już kilkakrotnie pisałem przy okazji innych irlandzkich "świętych źródeł": z badań przeprowadzonych 60 lat temu wynika, że w Irlandii znajdowało się ponad 3 tysiące przeróżnych "świętych studni" - więcej niż w jakimkolwiek innym kraju na świecie. Do naszych czasów zachowało się ok. 1300 z nich. W irlandzkich mitach źródła były swoistym połączeniem świata materialnego i duchowego. Wiele wczesnych irlandzkich kościołów katolickich zostały zbudowanych w pobliżu pogańskich studni, które były wykorzystywane do chrztu.

Ogham Stone ma prawie 3 metry wysokości. Napis na nim we wspomnianym piśmie ogham rozszyfrowano jako "Nó, syn Deaga" i najprawdopodobniej honoruje wodza plemienia Clana Deaghda, które kiedyś rządziło na tych terenach. Być może przy tym kamieniu znajdowało się miejsce jego pochówku. Sam kamień jednak nie znajduje w swoim pierwotnym miejscu ale w 1851 roku został przeniesiony z pobliskiego miasteczka Mountrivers, gdzie odkryto go w fundamentach starego młyna, który z kolei mógł być zbudowany na miejscu dawnego fortu. Wyryty na nim krzyż jest oczywiście późniejszy.

W latach 70-tych ub.w. postawiono w tym miejscy również figurę NMP i stacje drogi krzyżowej.

/Powyżej: St. Olan's Well i Ogham Stone/

/Powyżej: St. Olan's Well/

/Powyżej: Ogham Stone/