wtorek, 2 czerwca 2020

Madrai

Przy 124 St Patrick's Street w Cork, nieopodal pomnika Father Matthew, znajduje się kamienne poidło dla psów z napisem "Madrai". Ma już swoje lata i interesującą historię. Wykonał je Seamus Murphy /1907 - 1975/, chyba najbardziej znany irlandzki rzeźbiarz.

Przyznaję: przechodziłem tamtędy tysiące razy i go nie zauważyłem. Dopiero gdy wybrałem się z Agnieszką na kolejny "geocachingowy" spacer po Cork, tym razem śladami dawnych publicznych ujęć wody w tym mieście, niejako przy okazji "odkryłem" ten przedmiot.

 /Powyżej: budynek przy którym znajduje się "Madrai" /

Obecnie budynek jest wystawiony na sprzedaż, wcześniej mieścił się w nim sklep. Ale w latach 40/50-tych ub.w. znajdowała się tutaj restauracja The Milk Bar, później przemianowana na Bridge House, prowadzona przez małżeństwo Christine i Knolly Stokes. To właśnie Christine wpadła na pomysł aby przed wejściem do baru zainstalować poręcz do której klienci mogli przywiązać smycze swoich psów a jednocześnie postawić dla nich /psów, nie - klientów ;-)/ "korytko" z wodą. O wykonanie tego ostatniego mąż Christine poprosił mieszkającego w Cork słynnego rzeźbiarza Seamusa Murphy'ego. Ten nie tylko się zgodził, ale od siebie dodał jeszcze napis "Madrai", co w języku irlandzkim znaczy "Pies".

/Powyżej: "Madrai" /

W styczniu ub. roku lokalny radny zaalarmował prasę, że liczące sobie już ok. 70 lat "Madrai" zostało skradzione. Garda rozpoczęła śledztwo ale szybko okazało się że poidło na prośbę rodziny nieżyjącego już rzeźbiarza zostało zabrane do czyszczenia i konserwacji. Oczywiście szybko wróciło na miejsce.

Seamus Murphy jest autorem wielu znanych dzieł. To on wyrzeźbił m.in. popiersie Konstancji Markiewicz znajdujące się w St Stephen’s Green Park w Dublinie, w Cork mamy np. słynną Onion Seller. My sami na niedzielne Msze Święte często chodzimy do Church of the Annunciation w Cork, kościoła zaprojektowanego przez tego artystę w którym znajdują się również jego prace.

Ale gdy niedługo przed śmiercią zapytano go o jego ulubione dzieło, Seamus Murphy uśmiechnął się i odpowiedział: "Madrai na St. Patrick Street w Cork".

poniedziałek, 1 czerwca 2020

Koronawirus w Cork /28/: wsiadł do autobusu człowiek z maską na głowie...

... nikt go nie poratuje, nikt mu nic nie powie - bo inni też siedzą w maskach ;-) Przynajmniej w moim "firmowym" autobusie którym czasami jeżdżę, gdzie oprócz "social distancing" musimy przed wejściem odkazić ręce oraz całą podróż odbyć w tychże maskach. Oczywiście w zwykłych autobusach miejskich w Cork wymaga się jedynie zachowania odpowiedniego dystansu.

W pracy nadal musimy nosić maski. Jak się w nich pracuje? Oczywiście - źle. Jak już pisałem, zupełnie inaczej to wygląda kiedy wychodzi się na chwilę do sklepu, a zupełnie inaczej kiedy trzeba w niej pracować, czasami dość ciężko, przez 12 godzin.

Dostaliśmy po trzy maski wielorazowego użytku, w zeszłym tygodniu dołożono nam kolejną w której lepiej się oddycha, ale i tak ponad połowa z nas używa własnych jednorazowych, takich jak ta - moja, na dołączonym selfiku. Są lżejsze i łatwiej z nich wystawić nos z czego zdecydowana większość skwapliwie korzysta ;-)

Taka ciekawostka: po dwóch tygodniach używania maski odkryłem, że najbardziej po pracy w niej bolą... uszy. Poważnie. Gumki /nawet te najsłabsze/ podtrzymujące maseczkę robią swoje. Stąd widziałem że niektórzy zaczęli stosować różne patenty, mające na celu utrzymanie maseczki na miejscu ale z pominięciem zaczepiania jej w taki sposób. Dlatego sam zamówiłem taką zapinaną z tyłu głowy. Oczywiście - z Chin, które na wypuszczonym przez siebie koronawirusie zarobiły już całkiem sporo.

Ale mam nadzieję że zanim przyjdzie - przestanie być potrzebna...

środa, 27 maja 2020

Wesele /w reż. W. Kostrzewskiego/

W zeszłym tygodniu TVP Kultura pokazała "Wesele" Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Wawrzyńca Kostrzewskiego. Nagrałem a wczoraj obejrzałem. Rewelacja! Zdecydowanie lepszy od ekranizacji Andrzeja Wajdy z 1972 roku, przynajmniej - jak dla mnie.

Dodam, że na ten spektakl trafiłem przypadkiem, ot przeglądając kanały w tv i sprawdzając co jest warte nagrania i obejrzenia w danym tygodniu. Sam spektakl miał swoją premierę ponad rok temu, 28 stycznia ub.r. ale prawdę pisząc, nie natknąłem się wcześniej na informacje o nowej ekranizacji tego dramatu. Szkoda, tym bardziej że mamy do czynienia z wyjątkowo udanym dziełem.

Aby potwierdzić swoje przekonanie obejrzałem raz jeszcze ekranizację Wajdy a pół wczorajszej nocy poświęciłem na ponowne przeczytanie oryginalnego tekstu "Wesela". Nie ma co ukrywać, przerabiałem to w szkole średniej jako lekturę obowiązkową a z lektur obowiązkowych trudno czerpać przyjemność. Nie dlatego że złe, uchowaj Panie Boże, ale dlatego - że obowiązkowe. Teraz wreszcie nie musiałem - a chciałem. A dzisiaj rano ponownie dokładnie obejrzałem "Wesele" Kostrzewskiego, co zdecydowanie utwierdziło mnie w wyrażonej na wstępie opinii.

/Powyżej: "Wesele" w reżyserii Wawrzyńca Kostrzewskiego/

Od razu zastrzeżenie: ekranizację Wajdy traktuje się jako film a Kostrzewskiego - jako spektakl Teatru Telewizji. To jest tylko kwestia semantyki a nie rzeczywistości, bo między jednym i drugim nie ma żadnej różnicy: i tu i tam zastosowano te same środki, zdecydowanie bardziej filmowe niż teatralne. No, jedyna może różnica jest taka, że Kostrzewski darował sobie huczny przejazd orszaku weselnego z Panem Młodym i Panią Młodą spod Kościoła Mariackiego do Bronowic, który jest u Wajdy a nie ma u Wyspiańskiego.

Nie zawsze co nowe, jest lepsze. Ot np. w styczniu b.r. w Teatrze Telewizji oglądałem "Igraszki z diabłem" w reżyserii Artura Więcka. Dobre, nawet - bardzo dobre, a jednak wersja Tadeusza Lisa z 1980 roku którą oglądałem jako dziecko wydała mi się zdecydowanie lepsza i to przy znacznie skromniejszych środkach jakie wtedy zastosowano. Upewniłem się w tym, oglądając ją ponownie.

Tutaj jest inaczej. "Wesele" Kostrzewskiego jest zdecydowanie wierniejsze Wyspiańskiemu niż "Wesele" Wajdy, a z drugiej strony - mamy wrażenie że akcja toczy się niemal współcześnie a nie 120 lat temu. Nie ukrywam też, że u Wajdy męczył mnie muzyczny kołowrotek gdzie w ciasnych kadrach aktorzy niemal wykrzykiwali swoje kwestie i gdzie brylował Pan Młody, znowu - niezgodnie z tym jak było u Wyspiańskiego. W nowej inscenizacji Kostrzewskiego wreszcie można się skupić na tym, co naprawdę ważne w tym dramacie. Do tego niezła muzyka, tam - gdzie powinna być.

I tam i tu wystąpili świetni aktorzy. Z ciekawostek: w jednym i w drugim "Weselu" zagrał Daniel Olbrychski, u Wajdy w 1972 roku był Panem Młodym, u Kostrzewskiego w 2019 roku - Werynhorą. Ale jest też nowe pokolenie aktorów grających naturalnie, bez teatralnych przerysowań. I są nowi twórcy na nowo odczytujący "Wesele' a jednocześnie dochowujący wierności oryginałowi.

Trzeba obejrzeć. Koniecznie!

niedziela, 24 maja 2020

Doonpeter Holy Well

Nieopodal Glenville w hrabstwie Cork znajduje się cmentarz znany z tego, że chowano tutaj nieochrzczone dzieci. Ich miejsca pochówku są oznaczone zwykłymi kamieniami. Na środku cmentarza jest Doonpeter Holy Well, kolejna "święta studnia" znana jeszcze z przedchrześcijańskich czasów. Miejscowi do dzisiaj uznają, że woda z niej ma szczególne właściwości.

Jak już kilkakrotnie pisałem przy okazji innych irlandzkich "świętych źródeł", z badań przeprowadzonych 60 lat temu wynika, że w Irlandii znajdowało się ponad 3 tysiące przeróżnych "świętych studni" - więcej niż w jakimkolwiek innym kraju na świecie. Do naszych czasów zachowało się ok. 1300 z nich. W irlandzkich mitach źródła były swoistym połączeniem świata materialnego i duchowego. Wiele wczesnych irlandzkich kościołów katolickich zostały zbudowanych w pobliżu pogańskich studni, które były wykorzystywane do chrztu. W bliskiej odległości od cmentarza znajduje się las z przepływającą przez niego rzeką, idealne miejsce do pieszych wędrówek.

Kilka zdjęć z tych miejsc poniżej, więcej znajduje się w galerii na mojej stronie na fb: LINK, z kolei na YT można obejrzeć nasz krótki filmik z tego miejsca: LINK.




sobota, 23 maja 2020

Grill z przyjaciółmi

Piękna pogoda, epidemia koronawirusa oficjalnie powoli przygasa, władza pozwoliła "spotykać się w niewielkich grupach", więc wybraliśmy się do przyjaciół na grilla. Tam spotkaliśmy się m.in. z niewidzianym od kilku miesięcy Rico ;-)

/Powyżej: z Rico/

środa, 20 maja 2020

Nic się nie stało

Dzisiaj w TVP1 pokazano dokument Sylwestra Latkowskiego: "Nic się nie stało", o pedofilii wśród polskich celebrytów bawiących się w sopockim lokalu "Zatoka Sztuki", który był, jak rozumiem, skrzyżowaniem domu kultury z domem publicznym, udającym klub nocny. Albo odwrotnie. 

Bawiła tam cała sopocka "elyta" a i "warszawka" zaglądała regularnie: bywali znani artyści, muzycy, sportowcy jak i osoby znane z tego, że są znane.

Pod przykrywką organizowanych tam mniej lub bardziej kulturalnych wydarzeń, prowadzono regularny nabór mocno nieletnich dziewczynek, które następnie "oferowano" znanym i bogatym pedofilom. Dziewczynki upijano, podawano im narkotyki, gwałcono a do tego jeszcze szantażowano ujawnieniem tragedii która je spotkała. Jedna z nich, 14-letnie dziecko, nie wytrzymała psychicznie i popełniła samobójstwo.

Sam film dość wstrząsający, pokazuje tragedię matki dziewczynki i brak skutecznego działania państwa. O tej sprawie już pisano w prasie, nagłaśniano ją w TVN, a jednak - nic się nie zmieniło, nawet gdy władze Sopotu postanowiły zakończyć działalność tego lokalu. Mało tego: znaleźli się wtedy artyści którzy publicznie stanęli w obronie "Zatoki Sztuki".  Jednak ważniejsza chyba rzecz wydarzyła się po filmie: w trakcie rozmowy na żywo z reżyserem, który publicznie zwrócił się do tych znanych celebrytów, wymieniając ich z nazwiska, z apelem aby złamali zmowę milczenia i opowiedzieli czego byli świadkami.

Jest nadzieja że tym razem ta kolejna już afera pedofilska wśród naszych, pożal się Panie Boże, artystycznych "elyt", nie zostanie zamieciona pod dywan. Sprawa stała się bardzo głośna, zdaje się że jeszcze w trakcie emisji filmu zapadła decyzja po powołaniu specjalnego zespołu prokuratorów do zbadania tej sprawy.

Niemal dokładnie rok temu, 17 maja ub.r. na konwencji PiS w Łodzi, Jarosław Kaczyński zapowiedział: "Prawo i Sprawiedliwość jednoznacznie stwierdza: ani purpura, ani Nobel, ani Oscar, ani światowa czy europejska sława nikogo nie uchroni przed odpowiedzialnością za zbrodnie pedofilii (...) Chcę wyraźnie powiedzieć: PiS jest gotowe poprzeć komisję, która będzie badać sprawę pedofilii, ale nie tylko w Kościele, tylko we wszystkich środowiskach".

No cóż, czas dotrzymać obietnicy...

sobota, 16 maja 2020

C.S. Lewis: Podział ostateczny

Urodzony w Belfaście Clive Staples Lewis znany jest przede wszystkim z cyklu "Opowieści z Narnii". Kilka lat wcześniej, w 1945 roku napisał m.in. powieść "Podział ostateczny" /oryginalny tytuł to: The Great Divorce/. Autor zastanawia się w niej /przyjmując nieco konwencję sf/ nad chrześcijańskimi koncepcjami Nieba i Piekła. 

Narrator ma sen, w którym znalazł się w Szarym Mieście. Jest to Czyściec i Piekło zarazem, w zależności od tego czy chce się tam zostać czy nie. Na przystanku wraz z innymi pasażerami /z których część rezygnuje jeszcze stojąc w kolejce/ wsiada do autobusu, który zabiera go do swoistego przedmieścia Nieba. Aby przejść dalej, pasażerowie potrzebują przewodników, którzy przychodzą po nich i okazują się przemienionymi postaciami zmarłych, których świeżo przybyli znali kiedyś, podczas swojego ziemskiego życia.

Autor stawia tezę, że każdy człowiek może uniknąć wiecznego potępienia ale wielu z nich świadomie odrzuca możliwość zbawienia, nawet mając - dosłownie - wyciągniętą ku pomocy dłoń. W dalszej część opowiadania omówione są możliwe powody takiego irracjonalnego działania.

Książka niewielka objętościowo, podobno niespełna 100 stron /podobno - bo przeczytałem ją w formie ebooka/, z jednej strony czyta się ją lekko z drugiej - trzeba być cały czas skupionym, żeby nie stracić wątku.

piątek, 15 maja 2020

Killavullen

Kolejnym celem naszej ubiegłotygodniowej wycieczki było Killavullen. To niewielka wioska leżąca nieopodal Mallow. Przez miejscowość przepływa River Blackwater, nad którą przerzucono malowniczy most. 

Z Killavullen związanych jest kilkoro znanych Irlandczyków. To tutaj w 1724 roku urodził się Richard Hennessy, irlandzki oficer wojskowy i biznesmen, najbardziej znany z założenia destylarni koniaków Hennessy, która jest dziś marką luksusową i jedną z najbardziej znanych na świecie. W 1718 roku w Ballygriffin House, nieopodal Killavullen, urodziła się Nano Nagle, znana też jako "Pani z latarnią", założycielka zakonu Sióstr Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny, która wsławiła się ogromnym wysiłkiem włożonym w edukację najbiedniejszych mieszkańców Cork. Więcej napisałem o niej TUTAJ. Również w Killavullen część swojej bardzo wczesnej edukacji odebrał Edmund Burke, irlandzki parlamentarzysta i filozof, a prywatnie - kuzyn Nano Nagle.

/Powyżej: most Killavullen Bridge nad rzeką River Blackwater/

/Powyżej: pomnik "Pani z latarnią" w leżącym nieopodal Killavullen Nano Nagle Centre/

czwartek, 14 maja 2020

Bottlehill

W ubiegłą niedzielę wybraliśmy się na wycieczkę na Bottlehill. Jest to wzgórze położone pomiędzy Cork a Mallow. Jego nazwa związana jest z legendą...

Dawno temu w jednej z małych irlandzkich wsi mieszkał wraz z żoną biedny człowiek, który nazywał się Michael Purcell. Pewnego dnia, kiedy nie mieli już zupełnie co jeść, jego żona powiedziała mu aby poszedł na targ w Cork i sprzedał ostatnią krowę. Biedak wyruszył więc w drogę, pędząc przed sobą krowę. Wtedy wydarzyło się coś dziwnego: z rowu wyszedł mały człowiek i zapytał go dokąd i po co idzie? Następnie zapytał, ile chce za krowę? Dziwny mały człowiek wyjął z kieszeni butelkę i dał ją Michaelowi w zamian za krowę. Purcell na początku tylko się zaśmiał, ale mały człowiek namówił go, aby wziął butelkę a dzięki temu już nigdy niczego mu nie zabraknie, o ile będzie w jej posiadaniu. W końcu Purcell zgodził się na zamianę a mały człowiek powiedział mu, co zrobić z butelką.

      /Powyżej: droga na Bottlehill, na której wg legendy Michael Purcell spotkał "małego człowieka"/

Kiedy biedak wrócił do domu, powiedział swojej żonie, aby położyła na stole czystą szmatkę. Następnie postawił butelkę na stole i powiedział: "Butelko, wypełnij swój obowiązek!". Z butelki wyskoczyło dwóch małych mężczyzn, którzy postawili na stole złote i srebrne naczynia wypełnione wszelkiego rodzaju wiktuałami. Purcell i jego żona usiedli i najedli się do syta. Od tej pory butelka była na ich usługi a złote i srebrne naczynia, których przybywało po każdym posiłku, stały się źródłem bogactwa.

Wkrótce wieści o butelce się rozeszły. Któregoś dnia ich sąsiad poprosił o jej wypożyczenie. Purcell dał mu butelkę i powiedział co z nią zrobić. Sąsiad był tak zadowolony z butelki, że ją podstępnie zatrzymał. Purcell wkrótce stał się tak biedny jak poprzednio i ponownie był zmuszony sprzedać swoją ostatnią krowę. Gdy szedł drogą na targ znowu w tym samym miejscu spotkał się z tym samym małym człowiekiem. Ten zapytał go jak to się stało że znowu jest taki biedny i co się stało z butelką? Purcell powiedział mu co zaszło i poprosił go o kolejną butelkę w zamian za krowę. Mały człowiek to zrobił i polecił mu, że gdy dotrze do domu ma użyć tych samych słów, co przedtem.

Kiedy biedak wrócił do domu, postawił butelkę na stole i powiedział: "Butelko, wypełnij swój obowiązek". Z butelki wyszło dwóch małych mężczyzn uzbrojonych w pałki i zaczęli bić Purcella i jego żonę, aż ci głośno błagali o litość. Dopiero wtedy zniknęli w butelce. Kiedy sąsiad Purcella usłyszał że ten ma kolejną butelkę, przyszedł zobaczyć jak ona działa. Purcell położył czystą szmatkę na stole i powiedział: "Butelko, wypełnij swój obowiązek". Dwaj mali ludzie wyszli z butelki i zaczęli bić sąsiada, dopóki nie zwrócił biedakowi pierwszej butelki. Od tego czasu Purcell i jego żona żyli długo i szczęśliwie.

Ot, taka lokalna irlandzka legenda ;-) Filmik z tej naszej wycieczki można zobaczyć na YT: LINK.

środa, 13 maja 2020

Koronawirus w Cork /27/: 3 rocznica ślubu

Dzisiaj obchodzimy 3 rocznicę ślubu.  Jak już pisałem, w pierwszą - byliśmy w Paryżu, w drugą - w Wenecji a w trzecią - chcieliśmy lecieć do... hm, kraju słynącego z walca i sernika. Kilka miesięcy temu kupiliśmy bilety i zarezerwowaliśmy hotel. I wtedy z Chin przyszła zaraza. Dlatego trzecią rocznicę ślubu świętujemy w domu. Też pięknie ;-) Poza tym, co się odwlecze to, wiadomo. Wymieniliśmy się drobnymi upominkami, tradycyjnie dostałem okolicznościową koszulkę ;-)

/Powyżej: nasza rocznicowa kolacja/

 /Powyżej: oglądamy nasz film /

/Powyżej: w mojej okolicznościowej koszulce /

wtorek, 12 maja 2020

Metropolis

W ramach koronawirusowej samoizolacji i odświeżania sobie filmów które już kiedyś widziałem, ostatnio padło również na "Metropolis" Fritza Langa, niemiecki obraz z 1927 roku.

Jak podaje wikipedia, w roku 1995 z okazji stulecia narodzin kina, film znalazł się na watykańskiej liście 45 filmów fabularnych, które propagują szczególne wartości religijne, moralne lub artystyczne a w roku 2001 - został wpisany na listę UNESCO Pamięć Świata.

Choćby z tego względu przez wielu ten film jest uważany za kultowy. Jak dla mnie, z perspektywy czasu, jest to swoisty odpowiednik takiego "Imagine" Johna Lennona. Może chwytać za serce gdy się ma 15 lat ale kiedy się dorośnie to wiadomo, że to kolejna lewacka utopia, chociaż w świetnym artystycznym opakowaniu. Dobra dla tych, którym nieśpieszno do dorosłości, pomimo kolejnego krzyżyka na karku. Naiwność przesłania filmu można usprawiedliwić epoką: dwa najbardziej krwiożercze lewicowe systemy, jak komunizm i nazizm, dopiero wchodziły na dziejową arenę.

Fabuła dosyć zakręcona: świat jest podzielony na bogatych właścicieli środków produkcji i ich rodzin oraz klepiących biedę robotników, żyjących w podziemnym mieście i wyrabiających zawyżone normy. Robotnicy zamiast imion mają numery, w końcu - to niemiecki film. Do tego prorokini Maria głosząca w katakumbach swoje quasi-biblijne przesłania, nieszczęśliwa i tragiczna miłość, szalony konstruktor budujący robota-kobietę, trochę okultyzmu, podburzeni robotnicy niszczący maszyny, itd. Na koniec konkluzja, że "Pośrednikiem pomiędzy Umysłem /właścicielami/ a Rękami /robotnikami/ musi być Serce". To tyle w największym skrócie, swoista próba skrzyżowania Ewangelii z Manifestem Komunistycznym.

Po premierze "Metropolis", materiał znacznie okrojono, od tej pory 1/4 filmu uważano za zaginioną. Dopiero w 2008 roku w Buenos Aires odkryto niemalże kompletny materiał filmowy. Kopia która się zachowała była jednak mocno uszkodzona i zrobiona na 16 mm taśmie. Dzięki odnalezionemu materiałowi można było uzupełnić rekonstruowaną wersję i poprawić kolejność ujęć.

poniedziałek, 11 maja 2020

Koronawirus w Cork /26/: wróciłem do pracy

Jak pisałem pod koniec marca, z powodu epidemii koronawirusa zostaliśmy wysłani z pracy na 1-2 tygodnie pełnopłatnego wolnego. Nieoczekiwanie - zrobiło się z tego półtora miesiąca. Cały kwiecień przesiedziałem więc w domu "ratując w ten sposób świat", jak przekonywało szereg internetowych memów ;-)  Miałem tylko jedno krótkie spotkanie, o którym wspomniałem TUTAJ. Ale w końcu przyszedł pierwszy tydzień maja - i dostałem sms-a, że od poniedziałku wracam do pracy.

Oczywiście z powodu tej epidemii również nasze plany uległy zmianie. Pod koniec marca mieliśmy być w Polsce a właśnie dzisiaj - lecieć do zupełnie innego kraju, żeby świętować naszą 3 rocznicę ślubu. W pierwszą - byliśmy w Paryżu, w drugą - w Wenecji a w trzecią - chcieliśmy lecieć do... A zresztą, nieważne. Może polecimy tam, jak to wszystko już się skończy. Na razie trzecią rocznicę będziemy świętowali w Irlandii. Tutaj też jest pięknie ;-)

Do brzegu: dzień pracy rozpoczęliśmy kolejnym szkoleniem z przypomnieniem już znanych zasad: myj ręce, zachowaj odległość, itp. Z nowości: musimy obowiązkowo nosić maseczki, które zresztą bezpłatnie otrzymaliśmy. No cóż, jak trzeba to trzeba, jednak: inaczej to wygląda kiedy wychodzi się na chwilę do sklepu, a zupełnie inaczej kiedy trzeba w niej pracować, czasami dość ciężko, przez 12 godzin /takie mamy zmiany, oczywiście z przerwami na posiłki/. Stąd też dość szybko zobaczyłem obrazki znane z Polski: nosy wystające znad maseczek a czasami nawet, wśród co odważniejszych, maski spuszczone na brodę, na tzw. św. Mikołaja ;-)

Wracając do domu zauważyłem też że powoli otwierają się lokalne fastfoody, na razie wyłącznie z daniami na wynos. Przed każdym z nich - naprawdę spora kolejka ;-)

niedziela, 10 maja 2020

Koronawirus w Cork /25/: zdjęcia wiernych w "polskim" kościele

Kościoły w Irlandii nadal są zamknięte. Pomimo tego, polscy kapłani w St. Augustine's Church cały czas odprawiają Msze Święte. Msze są transmitowane online, chociaż odprawiane do pustych ławek. Do dzisiaj. Z inicjatywy samych wiernych w ławkach pojawiły się zdjęcia części parafian. W tym i nasze ;-)

/Powyżej: zrzut ze strony fb Duszpasterstwa Polskiego w Cork/

sobota, 9 maja 2020

Koronawirus w Cork /24/: kosmetyki kupuję online

Podobno epidemia koronawirusa i związane z nią zamknięcie większości sklepów ma szansę zmienić handel detaliczny, w szczególności produktów niespożywczych, przenosząc go do internetu. Napiszę tak - takie prognozy już czytałem... 20 lat temu, nic z tego nie wyszło. Ale tym razem - kto wie?

Na własne oczy widziałem jak na początku XXI wieku z hukiem pękła bańka internetowa i rozbudowane serwisy znikały jeden za drugim. W ten właśnie sposób straciłem swój pierwszy adres poczty e-mail. Przed upadkiem dotcom-ów też twierdzono, że tradycyjny handel zniknie w ciągu kilku lat. Nic takiego się nie wydarzyło, od tego czasu powstało tysiące nowych bazarów i centrów handlowych. Rzeczywiście, ludzie coraz częściej kupują online, z tym że jest to raczej nowy rodzaj sprzedaży wysyłkowej, znanej od ponad 100 lat. Kiedyś były papierowe katalogi i kupony drukowane w gazetach, teraz - są sklepy www. Ale technologia idzie naprzód, płatności w necie stają się coraz łatwiejsze i co najważniejsze - bezpieczne, zrobienie zakupów w sklepie znajdującym się za granicą nie stanowi większego problemu a konkurencja wymusza niskie ceny.

Dodatkowo ostatnie przymusowe zamknięcie sklepów zmusiło wielu ludzi, którzy do tej pory specjalnie tego nie robili - do zakupów online. Kto wie, może w tym zasmakują i od tej pory będą woleli zakupy w sieci? Tym bardziej że można w ten sposób kupić wiele rzeczy niedostępnych np. w irlandzkich sklepach, które - w porównaniu z tymi w Polsce - są znacznie gorzej wyposażone. Ot, konia z rzędem temu, kto w kraju słynącym z whisky bez problemu kupi w sklepie porządnego single malta, już oczywiście nawet bez wymogów że z jednej beczki - i, o zgrozo, w mocy beczki. A gdyby jeszcze dodać warunek, że w miarę rozsądnej cenie - to staje się to niewykonalne. Pozostaje internet.

No nic, pożyjemy, zobaczymy. A ja właśnie odebrałem od kuriera paczkę z kosmetykami, którą zamówiłem ponad tydzień temu. Kosmetyki z Indii /chociaż część wyprodukowana w fabryce w Zjednoczonych Emiratach Arabskich/, wysłane z magazynu na Łotwie /paczka miała też przeładunek w Polsce/, jednak najwięcej czasu zajęło jej pokonanie odległości już w Irlandii: z Athlone do Cork. Powód oczywisty, za co zresztą firma kurierska przepraszała: mają teraz ogromne obciążenie. Jak to w każdym kryzysie, jedni tracą, inni zarabiają. Dla prowadzących sprzedaż online i branży kurierskiej - teraz są żniwa. Tym bardziej że jak widać po tej mojej paczce - świat stał się globalną wioską.

/Powyżej: moja zamówiona online paczka z kosmetykami/

czwartek, 7 maja 2020

Hydrozagadka

Epidemia koronawirusa, przymusowe wolne w pracy jak i zalecenia niewychodzenia z domu bez ważnej przyczyny skutkuje tym, że m.in. pochłaniam sporą ilość filmów. W tym i te, które już widziałem po kilka razy, ale są na tyle dobre że warto je obejrzeć jeszcze raz ;-) Jak np. Hydrozagadka, przypomniana właśnie przez TVP Kultura. Film Andrzeja Kondratiuka z 1970 roku. Absurdalny i genialny.

Inni mają swojego Spider-Mana, Batmana czy Supermana, my - mamy Asa, jedynego polskiego superbohatera. Jego alter ego jest Jan Walczak, skromny szeregowy kreślarz, pracujący w jednym z biur projektowych.

Fabuła: Maharadża, władca pustynnego państewka, we współpracy z Doktorem Plamą, planuje ukraść z Polski całą wodę i za pomocą nowoczesnej technologii oraz sił natury - przenieść ją do swojego kraju. Oczywiście ich plany ma pokrzyżować As. Jak przystało na superbohatera - dysponuje on supermocami, ma też swój strój - trykot z literą "A" na piersi. Słabym punktem amerykańskiego Supermana jest kryptonit, słabym punktem naszego polskiego Asa - alkohol.

Absurdalne dialogi, teatralnie przerysowane sceny i groteskowy komizm czynią ten film absolutnie wyjątkowym.

Trochę szkoda, że czarno-biały. Rozumiem, że w niektórych przypadkach ma to swój urok ale szkoda że taki Polski Instytut Sztuki Filmowej wydaje pieniądze na - zdarza się - antypolskie filmy, zamiast spożytkować je np. na pokolorowanie tych, które są tego naprawdę warte. Jak np. "Pan Tadeusz"z 1928 roku...

środa, 6 maja 2020

Tudor Daniel, Pearson James: Tajemnice Korei Północnej

Kolejna książka o KRLD, Koreańskiej Republice Ludowo-Demokratycznej, kraju z jedyną na świecie monarchią komunistyczną. Mnóstwo informacji niedostępnych gdzie indziej, sporo zdjęć z tego do niedawna mało dostępnego kraju.

Jak napisałem, kraj był do niedawna mało dostępny, teraz - odwiedza go ponad 100 tysięcy turystów rocznie. Chętnych jest znacznie więcej ale na razie chyba taką mają maksymalną "przepustowość". Na razie zdecydowaną większość turystów stanowią Chińczycy /których podobno, ze względu na swoje zachowanie, Koreańczycy mają już serdecznie dość/, ale i z Europy Zachodniej przyjeżdża każdego roku 6-7 tysięcy osób.

Niemniej nie należy zapominać że pomimo pewnego "poluzowania" gospodarczego jak i nawet obyczajowego, ciągle panuje tam reżim. Co prawda po klęsce głodu w latach 90-tych ub.w., kiedy to władza nie potrafiła zapewnić przeżycia swoim obywatelom i spowodowała że musieli zacząć liczyć tylko na siebie, rygor znacznie osłabł. Przynajmniej poza stolicą, w której mieszkają wyłącznie ci najbardziej lojalni dynastii Kimów. Niemniej wwiezienie tam tej właśnie książki - jest zakazane. Dlaczego? Może dlatego że m.in. dowiemy się z niej, że 80% południowokoreańskich mężczyzn codziennie pije alkohol a handel metaamfetaminą jest tam praktycznie powszechny. Nie są to informacje którymi monarchia Kimów chciałaby się dzielić ze światem.

Ale w książce znajdziemy również wiele innych ciekawostek, w tym tych dotyczących drugiego obiegu informacji i szeroko pojętej kultury. W kraju internet jest dostępny tylko dla turystów i wąskiej elity, co nie przeszkadza Korei Północnej w produkcji własnych tabletów marki Samijon, które jednak nie mają funkcji wi-fi. Coraz więcej osób posiada też komputery i generalnie tanią elektronikę tego typu, mniej lub bardziej legalnie importowaną z Chin. Na licznych bazarach kwitnie handel pendrivami których pamieć jest po brzegi wypełniona tym czego nie można obejrzeć/przeczytać w Korei Północnej: od amerykańskich seriali po kopiowane w całości strony internetowe, do przeglądania offline.

Z ciekawostek: kiedy jeszcze nielegalne w Korei Północnej treści kopiowano na płyty dvd, służby często potrafiły robić naloty na mieszkańców: najpierw wyłączali prąd w całym bloku /co automatycznie powodowało zablokowanie płyty w odtwarzaczu dvd/ a następnie przeszukiwali mieszkanie po mieszkaniu i za pomocą specjalistycznego sprzętu otwierali kieszenie z płytami i sprawdzali ich zawartość. Oczywiście - chcąc uniknąć poważanych konsekwencji, trzeba było dać łapówkę. Stąd pendrivy cieszą się tak olbrzymią popularnością w KRLD: są małe, można zmieścić na nich gigabajty danych, i co ważne - bez problemu można je wyjąć z komputera/odtwarzacza i ukryć.

Takie i wiele wiele innych informacji o KRLD można znaleźć w tej książce.

poniedziałek, 4 maja 2020

Przedwyborcze refleksje. Gdybym głosował, głosowałbym na...

Zbliżają się wybory prezydenckie w Polsce, więc tak sobie a muzom kilka przemyśleń. Od razu zastrzeżenie: jak wiadomo, punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia, dlatego proszę pamiętać że wszystko o czym piszę - piszę z perspektywy Polaka mieszkającego w Irlandii. Inna jest moja perspektywa, inna może być kogoś kto mieszka w Polsce - to oczywiste.

Jeszcze jedna uwaga na wstępie co do zasady, którą stali Czytelnicy mojego bloga znają a tym którzy zaglądają tutaj sporadycznie przypomnę: "od zawsze" uważam że Polonia mieszkająca praktycznie na stałe za granicą, nie powinna wybierać Polakom w Polsce kto ma nimi rządzić. Polonia ma inne zadania: powinna brać udział w wyborach w swoich krajach i wybierać tam polityków przychylnych Polsce i Polakom, w ten sposób wpływając na sytuację międzynarodową naszej Ojczyzny. Natomiast wybierać kto ma rządzić w Polsce ale samemu być za granicą i nie ponosić konsekwencji swoich wyborów? No jakoś - niezazbytnio. Ale szanuję odmienne opinie. Ba, moja Żona uważa inaczej, ale nie kłócimy się z tego powodu ;-) Oczywiście - biorę udział w wyborach irlandzkich, tych lokalnych i do europarlamentu a od kiedy mam irlandzkie obywatelstwo - również do parlamentu irlandzkiego. Czy jestem więc za odebraniem Polonii prawa głosu w polskich wyborach? Nie, ale zdecydowanie jestem za likwidacją komisji wyborczych za granicą.

Tak swoją drogą, głosowanie za granicą to wyjątek, a nie reguła i zdaje się w zdecydowanej większości państw takiej możliwości nie ma. W tym - w Irlandii, którą bardzo często mieszkające tutaj i gardłujące za prawem do wyborczego głosu lewactwo - daje za przykład innym Rodakom. Również dlatego uważam, że głos powinno się oddawać tylko w kRAJu. Mieszkasz na stałe za granicą ale uważasz że masz prawo głosować, bo masz polskie obywatelstwo? O.k., nie ma problemu, ale przyjedź w tym celu do Polski. Tak byłoby fair i chyba nie jest to jakieś wielkie poświęcenie? Tym bardziej że jak zakładam, taki głosujący chce utrzymywać jakąś więź z kRAJem. A ponadto, tak szczerze, wystarczy przeanalizować jak głosuje Polonia w Irlandii: z reguły inaczej niż Polacy w Polsce. Poza tym: w wyborach bierze udział jakieś 5-10% Polonii. W całej Irlandii głosuje mniej Polaków niż w jednej gminie Pcim. Czy w związku z tym mieszkający w Polsce polscy podatnicy powinni w tym celu pokrywać koszty wynajmu lokali wyborcze i pracy komisji w Irlandii - i w wielu innych krajach na świecie? Wg mnie - lepiej przekazać to na jakieś schronisko, nawet dla zwierząt.

Kilka dni temu Ambasada RP w Dublinie ogłosiła na swojej stronie na fb, że w związku ze zbliżającymi się wyborami na stanowisko Prezydenta RP, Polacy mieszkający w Irlandii mogą rejestrować się online do spisu wyborców. Kiedy przejrzałem komentarze to napiszę szczerze: takie szambo widziałem do tej pory jedynie na facebokowych kodziarskich grupkach typu "jestem gorszego sortu". Czego tam nie było, szkoda pisać. Ale głównie wrzask: PiS im zabiera prawo do głosowania /bo są tylko trzy komisje wyborcze, wszystkie w Dublinie a na tę chwilę obowiązuje w Irlandii zakaz przemieszczania się od domu dalej niż na 5 km/.  Bo, jakżeby inaczej, polski rząd powinien uzgadniać z rządami wszystkich innych państw na świecie w których mieszkają nasi Rodacy - czy mogą przeprowadzać wybory, czy np. z powodu erupcji wulkanu lub plagi jadowitych węży takie wybory odbyć się nie mogą, więc trzeba je przesunąć/odwołać /niepotrzebne skreślić/. Kolejny powód, żeby wreszcie skończyć z tą wyborczą fikcją i zrezygnować z tworzenia komisji wyborczych poza granicami RP.

Teraz do brzegu: na kogo zagłosowałbym /według mojej obecnej wiedzy/ gdybym mieszkał w Polsce? Prawdę pisząc, nie ma takiego kandydata o którym mógłbym napisać że spełnia on w 100% moje oczekiwania. Najbliżej ideowo jest mi Krzysztof Bosak z Ruchu Narodowego /celowo podkreślam Ruch Narodowy - a nie całą Konfederację. Z kolei największym rozczarowaniem jest dla mnie, niestety, Andrzej Duda i Prawo i Sprawiedliwość. O innych kandydatach, z reguły bez politycznego doświadczenia i zaplecza - nawet szkoda pisać. Przypadek Pawła Kukiza, faceta bez politycznego obycia i wsparcia który na końcu swojej politycznej drogi wylądował w PSL-u, partią którą szczerze (?) pogardzał, aż nadto świadczy o tym, że polityka to gra zespołowa.

Niestety, mam wrażenie że spora część moich Rodaków podejmując wyborcze decyzje kieruje się emocjami, a nie zdrowym rozsądkiem. Gdyby prowadzili restaurację, to na szefa kuchni wybrali by osobę z odpowiednim doświadczeniem, co świadczy o tym że w życiu prywatnym i w biznesie ludzie kierują się zdrowym rozsądkiem. Ale gdy chodzi o politykę - to są gotowi postawić na faceta który w polityce nigdy nawet szklanki wody nie zagotował, ale od razu aplikuje na najwyższe stanowisko w państwie.

Dlaczego dotychczasowy Prezydent RP, Andrzej Duda, okazał się dla mnie rozczarowaniem? Nie dlatego że zrobił to co zrobił, ale dlatego - że nie zrobił tego, czego oczekiwałem. Bo zarówno on jak i PiS rozbudzili w milionach Polaków nadzieję na prawdziwą zmianę - i na nadziei się skończyło.  Bo oczekiwałem że agentura, niezależnie od swoich partyjnych barw, czy to SLD, PO czy PSL - będzie oglądać świat w kratkę. Pierwsze dwa lata były nawet dobre, niestety, później nastąpiły niezrozumiałe dla mnie roszady personalne /Szydło i Macierewicz/, pojawili się jacyś dziwni "doradcy" za to zabrakło zdecydowanych działań wobec jawnej agentury.  Ostatni dzwonek był 16 grudnia 2016 roku, kiedy to "opozycja" próbowała zorganizować pamiętny "pucz" w sejmie. Zamiast wtedy zdecydowanie wziąć za pysk całe to towarzystwo, to PiS dał im bodajże po tysiąc zł kary z tłustej poselskiej pensji. No cóż, kruk krukowi oka nie wykole, czy też jak wolą niektórzy: qrwa qrwie łba nie urwie.

Już zupełną wisienką na torcie jest prowadzona na kolanach polityka wobec USA i Izraela. Płaszczenie się przed Trumpem jeszcze można od biedy starać się zrozumieć /co nie znaczy że akceptować/, ale ile razy można tolerować zaczepki nastawionego antypolsko Izraela? Na miły Bóg, państewko leżące gdzieś na kompletnym zadupiu, z populacją równą bodajże Czechom? A - i żeby nie było - nie ma chyba w całym Corku a może i na Zielonej Wyspie większego filosemity ode mnie. Ale trzeba spojrzeć na pewne sprawy chłodno: nie graniczymy z Izraelem i nie mamy z nim wspólnych interesów, tym bardziej więc wszelkie antypolskie hucpy powinny natychmiast spotykać się ze zdecydowaną reakcją, z wydaleniem ambasadora włącznie. A nasz prezydent? No cóż, kolejny który zapala świece chanukowe, że o całej reszcie nie wspomnę.

Ale co tam nawet te pierwsze dwa lata, w trakcie których mogliśmy mieć nadzieję na prawdziwą zmianę: gdybym nie był jak zwykle naiwny to już po kilku miesiącach mógłbym wywnioskować że żadnej większej zmiany nie będzie. Co prawda na początku lewactwo, które urządziło sobie swoiste koczowisko dekadencji zarówno w Ambasadzie RP w Dublinie jak i w niektórych polonijnych organizacjach w Irlandii, utrzymujących się wyłącznie z grantów /czyli tak naprawdę będącymi zbędnymi i niepotrzebnymi/ - po wyborze Andrzeja Dudy na urząd Prezydenta RP a później po zwycięstwie PiS - było autentycznie przerażone. Ze strony PiS poszedł też sygnał że "zmiany w Ambasadzie RP będę szybkie i głębokie". Ale na pogróżkach się skończyło a para poszła w gwizdek. Po kilku miesiącach już widziałem lokalnych lewackich kacyków robiących sobie w Warszawie selfiki z Dudą, a tymże organizacjom zaczęło się powodzić tak dobrze, jak nigdy wcześniej za Platformy Obywatelskiej. Z ambasady też nikt nie wyleciał - a powinien i to z wilczym biletem na pracę w państwowej administracji. Jeszcze się łudziłem że Irlandia to wyjątek od reguły, ale - gdzie tam.

To samo w państwowej telewizji: co prawda najpierw zniknęło to wszechobecne lewactwo, którego obecność spowodowała że od lat nie oglądałem rządowej telewizji, ale - nie na długo. Z niezrozumiałych względów PiS tylnymi drzwiami wpuścił do tv ideowych potomków czerwonej hołoty, która przywieziona na ruskich czołgach zaprowadziło w Polsce zamordyzm, oddalając nas na lata od państw tzw. Zachodu A jednocześnie - kompletnie zablokował dostęp do publicznych mediów autentycznie prawej stronie polskiej polityki.  Mało tego, gdy trzeba było pacyfikować manifestacje narodowców i prowadzić działania dezinformacyjne wobec polskiej prawicy, to socjalistom z Prawa i Sprawiedliwości ręka nie drgnęła. Jednocześnie KODziarstwo jest z niezrozumiałych dla mnie powodów traktowane wyjątkowo ulgowo. Kapitulacja na całej linii.

Doprawdy, nie rozumiem polityki PiS-u. Mieć wszystkie atuty w ręku i asy w rękawie - i tak to koncertowo sp***przyć? No cóż, jest jak jest. Ale skoro jest jak jest, skoro PiS się boi /?/ naprawdę radykalnych zmian, to prezydenta też mieć nie musi. Niech przyjdzie ktoś, kto się nie boi. W końcu, na miły Bóg, nikt nie ma obowiązku być Prezydentem RP, a jeżeli ktoś się boi podejmowania śmiałych chociaż być może niepopularnych na lewicy decyzji - to zawsze może smażyć frytki w McDonald's - to też ciężka i potrzebna praca.

Rozdawnictwo socjalne /te wszelkie +/ czy nawet śmiałe projekty gospodarcze jak budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego czy przekop Mierzei Wiślanej - to nie wszystko. Bo, tak szczerze: co Prawo i Sprawiedliwość ma do zaoferowania takim Polakom jak ja, od 16 lat mieszkających za granicą, którzy podjęliby decyzję o powrocie do Polski? Tak znam hasło że "nie pytaj co Ojczyzna może zrobić dla Ciebie, tylko co Ty możesz zrobić dla niej", ale górnolotnymi frazesami już się wyborów nie wygrywa. Państwo to przymusowa forma organizacji obywateli, więc skoro oddaję część swojej wolności to chcę otrzymać coś w zamian. Przynajmniej - gwarancję świętego spokoju, którego nie miałem gdy prowadziłem w Polsce własną działalność gospodarczą. Tymczasem PiS nie ma dla emigrantów żadnej oferty, za to nadal przy pomocy kroplówki z grantami utrzymuje przy życiu całe to polskojęzyczne lewactwo, które zarówno PiS-em jak i całą Polską szczerze gardzi, co nie szkodzi im brać tłuste dotacje. Kiedy to widzę /a widzę bo jestem na miejscu/, naprawdę trudno mi uwierzyć w zapewnienia o #dobrazmiana.

Pozostaje jeszcze kwestia wyborów korespondencyjnych, o którą ostatnio toczy się batalia. Jestem jak najbardziej - za. Taka forma głosowania pomoże np. starszym lub schorowanym osobom, dla których wyjście do komisji to często niemal wyprawa. Dlaczego im tego znacznie nie ułatwić, a przy okazji - wszystkim innym? I nie, nie kupuję bzdur o "śmiertelnych kopertach", itp.

 Zresztą, taka forma wyborów już była przynajmniej częściowo dostępna w Irlandii i jakoś nikt wtedy o to kopii nie kruszył. Powtórzę: ludzie już tak głosowali, kto nie mógł osobiście oddać głosu w komisji mógł poprosić o przysłanie pocztą pakietu wyborczego i znam osoby które to zrobiły. A teraz - aj waj, znów zabierają nam wolność! Ja bym w ogóle poszedł dalej z awangardą postępu i wprowadził głosowanie internetowe: przecież każdy zarówno w Polsce jak i za granicą /w tym przypadku w konsulacie/ może założyć sobie internetowy profil zaufany, dzięki któremu może załatwić online większość urzędowych spraw. Czyli - narzędzia są. Brak tylko dobrej woli, a przede wszystkim - odwagi. Ale głosowanie korespondencyjne? Co w tym złego?

Na koniec: czy Prezydent RP Andrzej Duda był złym prezydentem? W porównaniu z dotychczasowymi był bardzo dobry /podkreślę: w porównaniu/, ale zrobił nadzieję na znacznie więcej - niż zrobił, a Polska i Polacy zasługują na zdecydowanie #LepsząZmianę. A dlaczego głosowałbym /gdybym głosował/ na Krzysztofa Bosaka? Bo jest merytoryczny i profesjonalny, ma doświadczenie i zaplecze polityczne, jest młody - a więc pełen sił i co najważniejsze jak już stwierdziłem - jest mi ideowo najbliższy. Oczywiście, ręki sobie za niego odciąć nie dam bo już różne polityczne akrobacje widziałem. Niemniej na tę chwilę - szczerze mu kibicuję.

Tak czy owak, prośba do Rodaków w Polsce: wybierzcie mądrze ;-)

piątek, 1 maja 2020

Koronawirus w Cork /23/: "social distancing" w autobusie

Jak już pisałem, w środę byłem na krótkim spotkaniu w pracy. Po raz pierwszy od miesiąca jechałem autobusem - i zastałem w nim taki widok jak na zdjęciu poniżej. Znaczna część siedzeń została oznaczona papierowymi nakładkami z zakazem siadania na nich i z informacją o koronawirusie. Zrobiono to po to, by niejako "wymusić" na pasażerach zajęcie miejsc w pewnej odległości od siebie.

/Powyżej: autobus którym wracałem z pracy/

czwartek, 30 kwietnia 2020

Majowe Święta Narodowe z My Little Craft World

Nakręcony przez nas wczoraj filmik dla dzieci, z moją żoną Agnieszką w roli głównej, który powstał na potrzeby facebookowej strony My Little Craft World, ale i tutaj się nim pochwalę. Na filmiku Agnieszka opowiada m.in. o Konstytucji 3 Maja oraz zachęca dzieci do wykonania prac plastycznych związanych z tym świętem i przesłaniu ich na adres e-mail. Na zwycięzców czekają nagrody ;-)

środa, 29 kwietnia 2020

Koronawirus w Cork /22/: chińskie maseczki na chińskiego wirusa

Pierwszy raz od miesiąca wróciłem do pracy. Na razie - tylko na krótkie spotkanie informacyjne. Przy okazji wydano nam maseczki. Oczywiście chińskie, podobnie jak poprzednio termometry. W sumie prawidłowo, w myśl zasady: "czym się zatrułeś, tym się lecz". Na chińskiego wirusa - tylko chińskie maseczki ;-)

/Powyżej: chińskie maseczki które otrzymaliśmy/

niedziela, 19 kwietnia 2020

Koronawirus w Cork /21/: Agnieszka szyje maseczki

W Polsce wprowadzono obowiązek zakrywania nosa i ust. W Irlandii - jeszcze nie, ale coraz więcej osób nosi maseczki. Maseczki są dostępne w Cork, zarówno w aptekach jak i w niektórych sklepach, ale tylko jednorazowe w cenie 1,5-3 euro za sztukę. Sporo osób zaczęła szyć je samodzielnie, czy to na własne potrzeby czy na sprzedaż. Dzisiaj Agnieszka pierwszy raz uszyła kilka takich maseczek - dla nas ;-)

/Powyżej: nasze wspólne selfie w maseczkach uszytych przez Agnieszkę/

Poniżej -  filmik z tego szycia:

sobota, 18 kwietnia 2020

Anna Fifield: Wielki Następca. Niebiańskie przeznaczenie błyskotliwego towarzysza Kim Dzong Una

Solidna porcja w miarę aktualnej wiedzy /książkę wydano w ubiegłym roku/ na temat  Korei Północnej i niepodzielnie panującego w niej Kim Dzong Una, syna Kim Dzong Ila, wnuka Kim Ir Sena.

Jest to kolejna książka o Koreańskiej Republice Ludowo-Demokratycznej którą przeczytałem. Mam za sobą: "W służbie dyktatora" i "Uchodźcy z Korei Północnej: Relacje świadków", widziałem też trzy filmowe dokumenty: słynną "Defiladę", oraz "Korea Północna: Kraj Pod Czerwoną Gwiazdą" i "Wakacje w Korei Północnej". W moim czytniku już czeka następna książka "Tajemnice Korei Północnej" ale za nim przez nią przebrnę - kilka słów o "Wielkim Następcy."

To zupełnie inny dokument od tych, które do tej poznałem. Autorka nie kryje swojej niechęci do komunistycznego reżimu i całego klanu Kimów który już od 70-ciu lat włada Koreą Północną, tym bardziej można więc uznać że uczciwie opracowała swojego rodzaju biografię zarówno Kim Dzong Una, jak i pokrótce opisała życiorysy innych członków panującej tam rodziny. Szczególnie ważne jest omówienie ostatniej dekady historii KRLD i zmian jakie tam zaszły pod panowaniem Kim Dzong Una.

A zmieniło się sporo. KRLD posiada już bombę wodorową oraz środki jej przenoszenia, co zapewnia jej absolutne bezpieczeństwo. Teraz - kraj zaczyna rozwijać się ekonomicznie i to pomimo ciągle obowiązujących sankcji gospodarczych. Czy jedyny na świecie system komunistycznej monarchii, gdzie w kolejnym pokoleniu władza przechodzi z ojca na syna, ma szanse powodzenia? Nie, wprowadzenie wolnego rynku jest nieuniknione i Kim Dzong Un zdaje sobie z tego sprawę. Tyle - że chce wprowadzać kapitalizm na własnych warunkach, zapewne z gwarancją sukcesji tronu dla kolejnego potomka rodu Kimów...

Naprawdę interesująca, pełna szczegółów lektura.

poniedziałek, 13 kwietnia 2020

Genesis: Raj utracony

W 2017 roku na ekrany kin wszedł film "Genesis: Paradise Lost", dostępny również w wersji 3D. Dopiero teraz udało mi się go obejrzeć, co prawda tylko w zwykłej wersji ale również robi wrażenie.

Film opowiada o pierwszym tygodniu stwarzania świata przez Boga, wg zapisu w biblijnej Księdze Rodzaju. Oprócz świetnych animacji, które muszą robić ogromne wrażenie właśnie wyświetlane w 3D, film jest zapisem szeregu krótkich rozmów z naukowcami - kreacjonistami, którzy wskazują liczne błędy i problemy jakie są bezkrytycznie pomijane w tzw. teorii ewolucji.

Niezły film jeżeli ktoś chce się zapoznać z innym spojrzeniem na zagadnienia powstania świata, oprócz materialistyczno-ateistycznego, które jako jedynie słuszne jest dyskutowane w polskiej nauce i które - wbrew Biblii - zdaje się akceptuje znacząca większość księży.

Więcej o filmie można przeczytać na stronie "Idź pod prąd": LINK.

niedziela, 12 kwietnia 2020

sobota, 11 kwietnia 2020

Wielkanoc 2020 z My Little Craft World

Filmik z moją żoną Agnieszka w roli głównej. Przeznaczony na stronę My Little Craft World, ale i tutaj się nim pochwalę :-)

"Z powodu epidemii koronawirusa zajęcia z My Little Craft World są zawieszone do odwołania. Dlatego tym krótkim filmikiem chcemy nieco przybliżyć dzieciom polskie tradycje wielkanocne oraz złożyć świąteczne życzenia."

piątek, 10 kwietnia 2020

Sławomir Cenckiewicz, Adam Chmielecki: Prezydent Lech Kaczyński 2005-2010

Podobno nie ma przypadków - są znaki, ale rzeczywiście traf chciał że akurat dzisiaj, w 10 -rocznicę Katastrofy Smoleńskiej, skończyłem czytać ponad 500-stronicową II część biografii Lecha Kaczyńskiego, obejmującą okres jego prezydentury. Równocześnie jest to bardzo dobra lekcja najnowszej historii, która działa się na naszych oczach ale której kulisy często możemy poznawać dopiero od niedawna.

Nie było to łatwa lektura, dobry miesiąc mi na niej zszedł, za to cały tom jest naszpikowany mnóstwem informacji.  Często tak zdumiewającymi - przynajmniej dla mnie - jak ta o prawdopodobnej zamianie prostego drewnianego krzyża, przyniesionego przez harcerzy i ustawionego 19 kwietnia 2010 roku przed Pałacem Prezydenckim. Wokół tego krzyża gromadzili się modlący się ludzie, wielokrotnie później atakowani - przy bierności policji - przez zwykłą polskojęzyczną swołocz. Można przypomnieć sobie te chwile m.in. oglądając dokument "Krzyż".

Ten zwykły prosty krzyż przeszkadzał nie tylko gorszemu sortowi, ale również następnemu prezydentowi RP, Bronisławowi Komorowskiemu oraz, co zdumiewające, części hierarchii kościelnej. Jak napisali autorzy: "W połowie września krzyż został zabrany do kaplicy w Pałacu Prezydenckim. (...) 10 listopada 2010 r. krzyż przewieziono z Pałacu do kaplicy loretańskiej w kościele św. Anny. Harcerze zaangażowani w cała sprawę podają w wątpliwość jego autentyczność". I dalej z przypisów dowiadujemy się że: "Oryginalny krzyż miał pęknięcia po kilku złamaniach i był lakierowany. Krzyż umieszczony w kościele św. Anny nie ma pęknięć ani śladów po grawerowanej tabliczce, nie jest też polakierowany (...)". Wychodzi na to, że ta hołota która krzyż zabrała, po prostu go zniszczyła, a gdy ludzie zaczęli się o niego upominać - dali coś na podmianę.

To nic dziwnego w tamtych, pełnych pogardy czasach, gdy będące na usługach Platformy Obywatelskiej praktycznie wszystkie większe media miały swój znamienny udział w powszechnej manipulacji dotyczącej relacjonowania przebiegu prezydentury Lecha Kaczyńskiego, celowym pomijaniu tego co ważne a prześmiewcze eksponowanie rzeczy nieistotnych. Niestety, PiS jakoś nigdy "nie umiał w media" i nie zmieniło się to nawet po wygraniu przez nich wyborów w 2015 roku, ale to już temat na inny post.

Trudna - ale warta przebrnięcia lektura.

wtorek, 7 kwietnia 2020

Czarnobyl

Przez ostatnie 3 wieczory oglądaliśmy "Czarnobyl", 5-odcinkowy, wyprodukowany w ubiegłym roku serial. Chociaż wiemy co się wydarzy, to jednak trzyma w napięciu gdy obserwujemy rozwój wypadków które nieuchronnie doprowadzą do katastrofy elektrowni jądrowej. Dowiemy się co dokładnie do niej doprowadziło, jakie były następstwa, jak przebiegała akcja ratunkowa, zabezpieczenie bloku reaktora jak i skażonego terenu, itp... Sceny niezwykle realistyczne, ba - nawet aktorzy bardzo podobni do swoich pierwowzorów. Świetne kino.

Z ciekawostek: polityczna poprawność dała o sobie znać nawet w tej, skądinąd naprawdę niezłej produkcji. Co prawda wielkiego pola manewru nie było bo akcja toczy się, jak wiadomo, w 1986 roku na Ukraińskiej SRR, ale - nic to. Udało się zastąpić cały zespół naukowców, w zdecydowanej większości mężczyzn -  Ulianą Chomiuk, fikcyjną postacią kobiecą. Ale to jeszcze nic, swoje 3 grosze dał radę wtrącić również Izrael, co świadczy o tym, jak potężne lobby ma w filmowym światku.


Jak wpleść wątek żydowski do historii o katastrofie elektrowni atomowej na sowieckiej Ukrainie w połowie lat 80-tych ub.w.? Dało się i to dwa razy. Pierwszy - to dialog partyjnego kacyka Szczerbiny z naukowcem Legasowem w przerwie rozprawy sądowej, w ostatnim odcinku:
- Wiesz coś o tym mieście?
- O Czarnobylu? Właściwie nie.
- Mieszkali tu głównie Żydzi i Polacy. Żydów zabito w pogromach, Polaków wyrzucił Stalin, a potem przyszli naziści i wymordowali tych, którzy zostali.
I tu nasuwa się pytanie: kto zabił tych Żydów w pogromach? Wychodzi na to, że Polacy. W rzeczywistości w kwietniu 1919 roku, podczas wojny ukraińsko-radzieckiej, chłopskie oddziały atamana Struka wymordowały 150 żydowskich mieszkańców tego miasta. Ale - o Ukraińcach nie ma w tym dialogu ani słowa. Podobnie zresztą jak o Niemcach, są tylko osławieni "naziści", którzy jak wiadomo pojawili się znikąd w 1933 roku i rozpłynęli we mgle w 1945. No, chyba że ma się trochę grosza i jest się z TVN - wtedy jeszcze udaje się ich spotkać w lesie, gdzieś koło Wodzisławia...

Jak wspomniałem, to był pierwszy "wątek żydowski" w tym serialu ale jest i drugi: tuż po rozprawie sądowej w trakcie której Legasow ujawnił że przyczyną katastrofy w Czarnobylu były nie tylko błędy operatorów ale i wadliwa konstrukcja samego reaktora, naukowiec zostaje wyprowadzony do oddzielnego pomieszczenia w którym spotyka się z Czebrikowem, szefem KGB. Ten ostatni, chcąc zemścić się za ujawnienie powyższej informacji, stwierdza:
- W instytucie byliście sekretarzem zakładowej organizacji partyjnej. I nie dopuszczaliście do awansu żydowskich naukowców.
- Tak...
- By przypodobać się kremlowskim urzędnikom!
Ręce opadają. Taki zarzut miałby stawiać szef KGB? Poważnie? Może na tzw. Zachodzie ktoś mało rozgarnięty uwierzy w takie bzdury... Niemniej, jeszcze raz, czapki z głów przed izraelskim lobby, które nawet do takiej historii potrafi wpleść wątek żydowski, z pogromami i dyskryminacją na czele...

No cóż, fikcyjna postać kobieca i z czapy wzięty wątek żydowski nie przesłaniają jednak tego, że serial jest naprawdę dobry. Warto obejrzeć.

niedziela, 5 kwietnia 2020

Karta Absolwenta UMCS

Kilka dni temu dostałem pocztą Kartę Absolwenta UMCS.  Co prawda studia skończyłem tam prawie ćwierć wieku temu, ale, kto wie, może jeszcze na jakieś podyplomowe się zapiszę, chociaż to już pewnie na emeryturze ;-) Karta wydawana /ba - nawet wysyłana do Irlandii/ jest bezpłatnie, wystarczy podać swoje dane oraz numer dyplomu.

Jak napisał na swojej stronie UMCS: "Odebranie dyplomu ukończenia studiów nie musi oznaczać końca przygody z Uniwersytetem Marii Curie-Skłodowskiej! Wiemy, że największą siłą i wizytówką Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie jesteście Wy - Absolwenci. Od 70 lat tworzycie tożsamość Uczelni, wspieracie jej akademicką tradycję i rozwój, mając jednocześnie znaczący wpływ na rozwój Lublina, regionu i całego kraju. Dlatego wzorem najbardziej prestiżowych szkół wyższych na świecie stworzyliśmy Program Absolwent UMCS, mający na celu budowanie i utrzymywanie trwałych relacji Uniwersytetu z Absolwentami. Poprzez Program chcemy zachęcić Was do powrotu do Alma Mater i kontynuowania swojej przygody z UMCS."

/Powyżej: list z UMCS z moją kartą absolwenta /usunąłem z niej numery/

sobota, 4 kwietnia 2020

Rambo V: Ostatnia krew

O powstaniu piątej części przygód Johna Rambo spekulowano zaraz po nakręceniu części czwartej, czyli przez dobrą dekadę. Propozycje scenariuszy zmieniały się jak w kalejdoskopie, lata mijały ale nic z tego wychodziło. W końcu, we wrześniu 2019 roku, Rambo V wszedł na ekrany kin a ja kilka dni temu go obejrzałem, chociaż już na własnej komórce ;-)

Pomimo że główny bohater ma już 70-tkę na karku, ciągle jest pełen werwy, jak nie przymierzając - Franz Maurer z Psów 3 ;-) Tym razem John Rambo w pojedynkę skopie cztery litery meksykańskiej mafii handlującej kobietami, przy czym słowo "skopie" jest w pewnym stopniu zasadne, bo zrobi to we własnoręcznie wykopanych tunelach, znajdujących się niemal w jego przydomowym ogródku.

Dobre kino akcji. Oczywiście do części I czy nawet II to się nie umywa, jest - podobnie jak kolejne części - filmem nakręconym wyłącznie dla miłośników gatunku.

/Powyżej: baner z reklamy filmu/ 

czwartek, 2 kwietnia 2020

Koronawirus w Cork /20/: po zakupy razem, w kolejce osobno

Raz na kilka dni musimy wybrać się do sklepu. Dzisiaj padło na Dunnes Stores w Blackpool Shopping Centre. 

Normalnie można do niego wejść z dwóch stron, teraz - jedno z wejść jest zamknięte a przy drugim ochrona pilnuje żeby w sklepie znajdowała się jednocześnie określona ilość osób, przez co najpierw trzeba stać w kolejce żeby wejść do sklepu. Nie mogliśmy stać razem, musieliśmy zachować 2-metrowy odstęp od siebie.
- Ale jesteśmy małżeństwem - próbowałem negocjować z ochroną
- W porządku, ale proszę zachować odstęp od siebie - odpowiedziała pani z ochrony, zamykając temat.
Tak więc - kolejne pół godziny staliśmy jedno za drugim, w regulaminowym odstępie ;-)

Każdy klient przed wejściem na salę mógł umyć ręce i założyć bezpłatnie oferowane cieniutkie gumowe rękawiczki, ale z tego co zauważyłem - nie wszyscy z tego skorzystali. Zresztą, jedna z tych rękawiczek i tak po chwili mi pękła. A w samym sklepie - to już różnie, ludzie starali się trzymać określony dystans od siebie, ale nie wszyscy. Głównie starsze osoby, zdecydowanie bardziej narażone na zakażenie, wchodziły innym i sobie na plecy. Tak, że tak...

/Powyżej: wraz z Agnieszką stoimy w kolejce do sklepu. Razem, ale osobno ;-)/

wtorek, 31 marca 2020

Koronawirus w Cork /19/: rządowa broszurka informacyjna

Kolejna znaleziona w skrzynce przesyłka związana z tematyką epidemii koronawirusa: tym razem jest to rządowa broszurka informacyjna na temat Covid-19. Na 14-stronach powtórzono to, o czym się mówi od dobrego miesiąca: czym jest koronawirus, jakie są symptomy choroby, kto jest w grupie ryzyka, co zrobić żeby uniknąć zakażenia /myj ręce, zostań w domu/, itp.

/Powyżej: okładka rządowej broszurki z informacją o koronawirusie/

poniedziałek, 30 marca 2020

Koronawirus w Cork /18/: Come Together. Write Now

An Post, irlandzka poczta, prowadzi akcję "Come Together. Write Now". W tym celu do każdego irlandzkiego domu i mieszkania mają trafić dwie kartki pocztowe, które można bezpłatnie wysłać do dowolnej osoby na Zielonej Wyspie. Łącznie, w całej Irlandii, ma być dostarczone 5 milionów takich kartek. Dzisiaj trafiły również do mnie. Świetna kampania, gratulacje dla tutejszej poczty!

Kartki zostały wydrukowane na jednym arkuszu o formacie A4, należy je samodzielnie rozciąć. Duży format sprawił mojemu listonoszowi niestety problem w umieszczeniu w standardowej skrzynce, więc zgiął arkusz przez co powstały nieładne "pęknięcia", co nieco widać na zdjęciu poniżej. Oczywiście nie przeszkadza to w żaden sposób w wysłaniu, ale filateliści dla których taka akcja to nie lada gratka - mogą być niepocieszeni ;-)

Jak napisała na swojej stronie irlandzka poczta /w moim swobodnym tłumaczeniu i streszczeniu/: "Come Together. Write Now" jest to akcja mająca na celu zachęcenie do pozostania w kontakcie i zachowania spokoju, nawet gdy osoby które kochamy są zamknięte w domach. Dystans jest dziwny dla Irlandczyków: jesteśmy przyzwyczajeni do ciepłych uścisków, wspólnego dopingowania obok siebie podczas meczów, nawiązywania rozmów z nieznajomymi w pubach i spotykania się z przyjaciółmi w naszych domach. W tej chwili mamy wrażenie że ta normalność przestała istnieć a zaczęła otaczać nas niepewność. Ale to, co nigdy nie było bardziej pewne, to siła kontaktu. Dlatego wysyłamy pocztówki do każdego domu w Irlandii, aby pomóc Ci w ponownym połączeniu się z rodziną, przyjaciółmi, bliskimi. Słowo pisane jest potężną rzeczą, więc - napisz teraz."

Hasło reklamowe "Come Together. Write Now" jest zdaje się parafrazą refrenu piosenki "Come Together", jednego z przebojów The Beatles, gdzie padały słowa: "Come together. Right now. Over me".

/Powyżej: dwie strony "moich" kartek pocztowych, dostarczonych i opłaconych przez An Post/

niedziela, 29 marca 2020

Koronawirus w Cork /17/: urodziny w czasach zarazy ;-)

Urodziny Agnieszki, słoneczna niedziela, władza zezwoliła na "krótkie spacery na odległość nie większą niż 2 km od domu", więc wybraliśmy się na krótką przechadzkę pod pomnik Theobalda Mathewa przy St Patrick's Street. Jak widać, monument również zaopatrzono w gustowną maseczkę.

Zanim ktoś mi zwróci uwagę: ciągłe siedzenie w domu i brak ruchu powoduje pogorszenie odporności i spadek formy psychicznej, co skraca zdolność do pozostawania w izolacji. Mijanie się z ludźmi nawet w odległości ok. 2 metrów na spacerze nie powoduje zagrożenia w otwartym, przewiewanym terenie. Problemem jest, gdy duża ilość osób przebywa obok siebie, co ostatnio często miało miejsce.

/Powyżej: przed Father Mathew Statue/

sobota, 28 marca 2020

Koronawirus w Cork /16/: maseczki w sklepach, wraca płyn do dezynfekcji

Dzisiaj podjechaliśmy na zakupy do znajdującego się nieopodal nas sklepu sieci SuperValu na Hollyhill w Cork. Znaleźliśmy tam w końcu maseczki, co prawda jednorazowe i kiepskiej jakości ale - zawsze. Do tej pory były dostępne tylko w niektórych aptekach. 

Oczywiście ich cena w stosunku do kosztów wytworzenia jest wzięta z sufitu, ale mam nadzieję ze wkrótce podaż zaspokoi popyt i ceny znacznie spadną. Coraz więcej osób zaczyna w nich w końcu chodzić. Udało nam się też w końcu kupić płyn do dezynfekcji dłoni /co prawda w mikroskopijnych niemal buteleczkach/, który miesiąc temu kompletnie zniknął ze sklepowych półek.

Wczoraj wieczorem premier Irlandii ogłosił swego rodzaju "zamknięcie kraju" do 12 kwietnia. Z powodu epidemii koronawirusa ma być zamknięta jeszcze większa ilość sklepów i firm a mieszkańcy Zielonej Wyspy powinni zostać w domu, poza nielicznymi wyjątkami. Można m.in. wyjść do pracy jeżeli firma nie została zamknięta, kupić jedzenie i lekarstwa oraz udać się na "krótkie ćwiczenia fizyczne i spacery" - pod warunkiem że nie pokona się odległości większej niż 2 km od swojego domu.

/Powyżej: ochronne maseczki w SuperValu w Cork/

piątek, 27 marca 2020

Koronawirus w Cork /15/: trzymamy się na dystans

W sklepach z których zdecydowana większość pomimo epidemii koronawirusa ciągle jeszcze jest otwarta, właściciele - oprócz możliwości odkażenia rąk przez klientów - dbają również o konieczność zachowania odpowiedniego dystansu od siebie przez kupujących, jak również o to, żeby w sklepie znajdowała się nie więcej niż z góry założona ilość osób. Tego ostatniego pilnują z reguły ludzie z ochrony, tego pierwszego - muszą przestrzegać sami klienci, m.in. za pomocą umieszczonych pod nogami znaków.

/Powyżej: kolejka przed Aldi oraz do kasy Euro Giant na Blackpool w Cork/

czwartek, 26 marca 2020

Koronawirus w Cork /14/: wszyscy myją ręce

Jednym z nielicznych środków zapobiegawczych, mogących uchronić nas przed zakażeniem koronawirusem, jest częste mycie rąk. Praktycznie w każdym sklepie przy wejściu wydzielono miejsce w którym klienci mogą /i powinni/ skorzystać z możliwości zdezynfekowania dłoni, a często również i sklepowego wózka lub koszyka.

/Powyżej: wydzielone punkty do mycia rąk w kilku sklepach w Cork/

środa, 25 marca 2020

Koronawirus w Cork /13/: tydzień wolnego, pełnopłatnego

Od dzisiaj do 9 kwietnia* mam wolne w pracy, w dodatku - pełnopłatne :-) Oczywiście -  z powodu epidemii koronawirusa.

Teoretycznie to 2 tygodnie, w praktyce, ze względu na system zmianowy w którym pracuje, tak naprawdę to tylko tydzień. Część osób zakończyła pracę już w zeszłym tygodniu, część w poniedziałek, moja ekipa - jako ostatnia - skończyła wczoraj. Irlandzki rząd wprowadził specjalny zasiłek dla osób które nie mogą pracować z powodu epidemii koronawirusa: jest to 350 euro tygodniowo na okres 6 tygodni, ale, jak wspomniałem, mnie to na razie nie dotyczy. Zobaczymy, jak sytuacja rozwinie się dalej. Niestety, wiele firm których praca nie jest absolutnie niezbędna w tej sytuacji, jest otwarta nadal, jak np. Dell /dawniej: EMC/, w której pracuje moja żona, Agnieszka.

-------------------------------
Dopisek z 29.04.b.r.: na chwilę obecną co tydzień mamy przedłużane nasze "postojowe". Oczywiście - nadal pełnopłatne ;-)

wtorek, 24 marca 2020

Koronawirus w Cork /12/: pomiary temperatury i frytki z okienka

Przed wejściem do pracy wszyscy mamy teraz mierzoną temperaturę za pomocą kamery termowizyjnej. Ot, technika ;-) 

Na firmowej stołówce - tylko jedna osoba może siedzieć przy jednym stoliku, wszyscy usadzeni jak w klasie, w jednym kierunku. Sprawdziłem na komórkowym kompasie, wychodzi - że niemal idealnie na wschód. Kto wie, może w tym szaleństwie jest metoda? W końcu jak to stwierdził Max w Seksmisji: "Kierunek - wschód! Tam musi być jakaś cywilizacja! A skoro o zorganizowanym żywieniu mowa: z tego co zauważyłem część fastfoodów - na czele z McDonald's - jest już zamknięta, inne sprzedają tylko na wynos. Ale, jak powiedział mi kolega, jedna ze znanych i opisanych niedawno na moim blogu restauracja nadal jest otwarta i pełna klientów.

/Powyżej: zamknięty Subway znajdujący się w sklepie nieopodal mojego domu/

Z ciekawostek: również mieszczący się niedaleko ode mnie widoczny na zdjęciu poniżej Murphy's, typowy irlandzki fish and chips z naprawdę świetnymi frytkami serwowanymi w tradycyjny sposób, również wcześniej sprzedawał jedzenie tylko na wynos, tyle - że można było wejść do środka żeby złożyć zamówienie. Teraz - sprzedaje już tylko z naprędce skonstruowanego "okienka": w tym celu wymieniono całe okno i zdjęto kratę, która wcześniej była tam umieszczona na stałe. Oczywiście obowiązkowe tablice z przypomnieniem dla klientów o konieczności zachowania minimum 2 metrów odległości od siebie.

/Powyżej: Murphy's ze sprzedażą z okienka/

niedziela, 22 marca 2020

Mass Rock w Glenville

Na niedzielny spacer, z racji ograniczeń spowodowanych epidemią koronawirusa, wybraliśmy się w kompletnie ustronne ale bardzo interesujące miejsce: 15 km od Cork, nieopodal Glenville, znajduje się jeden z wielu w Irlandii tzw. Mass Rock.

Jest to wspólna nazwa dla skał lub kamieni, znajdujących się w odosobnionych miejscach i używanych przez wiele lat jako ołtarze w odprawianych potajemnie rzymskokatolickich Mszach Świętych. Działo się to w czasach gdy katolicy byli prześladowani przez brytyjskich okupantów i nie mogli swobodnie praktykować swojej wiary. Często w takich miejscach umieszczano pojedyncze kamienie pochodzące ze zburzonych kościołów. Jak głosi tabliczka na Mass Rock przy Glenville, Msze Święte były odprawiane w tym miejscu w latach 1691 - 1829.

Poniżej - kilka zdjęć /więcej można zobaczyć w galerii na mojej stronie na fb: LINK/ oraz filmik:




Poniżej - nasz filmik z tego miejsca:

sobota, 21 marca 2020

Koronawirus w Cork /11/: szlabany z płynem do dezynfekcji, otwarte sklepy i gastronomia

Praca od poniedziałku do środy, 2 dni samoizolacji i nie wychylania nosa z domu, w końcu - trzeba zrobić jakieś zakupy. Najbliżej mam do Blackpool Shopping Centre. Przy wejściach ustawiono "szlabany" z informacją o koronawirusie i płynami do dezynfekcji rąk. Większość sklepów otwarta, w tym cała gastronomia, sporo klientów.

/Powyżej: "szlaban" z dozownikami z płynem dezynfekującym do rąk w Blackpool Shopping Centre/

W jednym ze sklepów kupuję nieco jednorazowych wkładek do butów. W pracy całą 12-godzinną zmianę stoję /oprócz przerw na posiłki, rzecz jasna/, więc takie wkładki naprawdę znacząco wpływają na mój komfort. Kupuję i wynoszę się jak najszybciej. Robię szybko zakupy spożywcze już tylko w polskim sklepie Polonez a omijam te większe, jak Dunnes Stores czy Aldi, wychodząc z założenia /być może błędnego/ że mniejszy a do tego "etniczny" sklep generuje mniejszą ilość klientów a tym samym - zmniejsza szansę zarażenia się. Niemniej, przechodzę zarówno obok Aldika jak i Starbucksa. Przez szybę widzę że i tu i tam pełno klientów. No ale kawę - chyba można wypić w domu?

/Powyżej: otwarty Starbucks na Blackpool w Cork/

Taka ciekawostka: wszędzie podaje się info o konieczności zachowania odpowiedniego dystansu, pytanie - jakiego? W Aldi jest to minimum 2 metry ale już we wspomnianym wyżej Starbucksie - wystarczy tylko metr. Ot, teoria względności w praktyce. Na koniec, dla odnotowania: wszyscy sprzedawcy mają już gumowe rękawiczki, niektórzy przechodnie zaczynają nosić maski.

/Powyżej: info na drzwiach Aldi na Blackpool w Cork/

środa, 18 marca 2020

Koronawirus w Cork /10/: mierzymy temperaturę przed przyjściem do pracy

Jednym z objawów zarażenia koronowirusem jest podwyższona temperatura, dlatego dzisiaj w pracy rozdano nam termometry. Polecono je zabrać do domu i mierzyć sobie temperaturę przed przyjściem do firmy: jeżeli będzie równa lub wyższa niż 37,5°C - mamy nie przychodzić, zgłosić ten fakt do menagera i skontaktować się telefonicznie ze swoim lekarzem. Tak, że tak...

A - termometry oczywiście made in China, jakby się ktoś pytał ;-)

/Powyżej: termometr wraz z pisemnymi zaleceniami, jakie rozdano nam w pracy/

wtorek, 17 marca 2020

Koronawirus w Cork /9/: odwołane parady, spory ruch na mieście

Dzisiaj jest Dzień św. Patryka, największe irlandzkie święto. Z powodu epidemii koronawirusa tym razem ten dzień bardziej przypominał stypę, niż to, czym był do tej pory.

Tego dnia w Irlandii /i nie tylko/ tradycyjnie odbywają się uroczyste parady, później ludzie spotykają się w pubach, gdzie obowiązkowo trzeba wychylić kilka piw lub szklaneczek whiskey. Oczywiście nie zawsze tak było: jeszcze raptem jedną generację temu tego dnia obowiązywał zakaz sprzedaży alkoholu, puby były zamknięte a ludzie spędzali ten dzień na modlitwie w kościele. Niespodziewanie epidemia koronawirusa zakłóciła ten stosunkowo nowy porządek. Puby, tak jak niegdyś, zostały w większości zamknięte, parady - ostatnio już kompletnie nie mające nic wspólnego ze św. Patrykiem - odwołane, ale ludzie chcący udać się do kościoła zastali zamknięte drzwi.

Wybraliśmy się autkiem do centrum Cork, żeby w Dzień św. Patryka przynajmniej przejechać St Patrick's Street, ulicą św. Patryka, którą co roku przechodziła parada. Oczywiście - nie wychylaliśmy nosa zza szyby. Pogoda deszczowa, niemniej - sporo aut, praktycznie korek w jedną stronę, ludzi zdecydowanie mniej niż zwykle, ale - są. Część sklepów, również nie-spożywczych i fastfoodów - otwarta.

/Powyżej: nasz dzisiejszy przejazd przez St Patrick's Street, główną ulicę w Cork/