piątek, 16 października 2020

Koronawirus w Cork /42/: broszurka o poziomach ograniczeń

W marcu b.r. do wszystkich mieszkańców Irlandii została rozesłana rządowa broszurka informacyjna na temat Covid-19, pisałem o tym tutaj: LINK. W tym tygodniu dostaliśmy kolejną, nieco skromniejszą, zatytułowaną "National framework for living with COVID-19", w której skupiono się na opisaniu ograniczeń jakie obowiązują w zależności od wprowadzonego na danym terenie poziomu zagrożenia infekcją koronawirusa 

/Powyżej: okładka broszurki i spis ograniczeń podczas zagrożenia koronawirusem/

czwartek, 15 października 2020

Koronawirus w Cork /41/: maseczka z wentylatorkiem 2

O maseczce z elektronicznym wentylatorkiem już pisałem: LINK, ale kupiłem jeszcze jedną, na prezent. Maseczka na prezent? W dzisiejszych czasach dlaczego nie, tym bardziej gdy nieco zaawansowana technologicznie? Ta oprócz świetnie działającego wentylatorka ma jeszcze drugi filterek odprowadzający powietrze. 

Wspominam o tym, bo spotkałem się z opiniami że ludzie noszący maseczki oddychają, cytuję: "własnymi spalinami, trującym dwutlenkiem węgla i są mordowani tak jak Niemcy mordowali ludzi w komorach gazowych". Poważnie. No to tutaj mamy wspomniany wentylatorek który skutecznie tłoczy powietrze pod maseczkę tworząc wymuszony obieg powietrza który odprowadza wydychane powietrze przez kolejny filtr. Jak się w niej oddycha? Świetnie :-)

/Powyżej: kolejna maseczka z wentylatorkiem/

środa, 7 października 2020

Galley Head

We wtorkowe popołudnie wybraliśmy się na Galley Head. Głównie po to żeby zebrać pierwsze pieczątki do naszego Wild Atlantic Way ;-) Galley Head to malowniczy cypel ze znajdującą się na nim latarnią morską, leżący na południowym wybrzeżu Irlandii.

Poniżej - kilka zdjęć, więcej znajduje się w galerii na fb: LINK, z kolei na YT można zobaczyć filmik z naszej wycieczki: LINK.




wtorek, 6 października 2020

IndieCork 2020

Wczoraj wybraliśmy się do kina Gate na pokaz filmów krótkometrażowych artystów z Cork, w ramach IndieCork. Blok 8 filmów, tematyka szeroka, o dziwo w tym roku bez LGBT za to jeden o koronawirusie. Generalnie, moim zdaniem, słabo, przynajmniej w porównaniu z innymi festiwalami filmowymi w Cork, na których byłem do tej pory. Nawet festiwalowy katalog, w porównaniu z poprzednimi edycjami jakiś taki - skromny. Być może to z powodu tych dziwnych czasów w których przyszło nam teraz żyć. Na widowni - 20 osób, z czego chyba wszyscy /oprócz nas/ to sami twórcy tych filmów i towarzyszące im osoby.

/Powyżej: przed rozpoczęciem pokazu/


/Powyżej: czekamy na wejście do sali/

poniedziałek, 5 października 2020

Koronawirus w Cork /40/: ponowny zakaz publicznego odprawiania Mszy Świętych

W Irlandii po pewnym "poluzowaniu" obostrzeń związanych z epidemią koronawirusa, dzisiaj ponownie wprowadzono część restrykcji. Tak jak poprzednio - zaczęto od kościołów, ponownie zakazując odprawiania Mszy Świętych z udziałem wiernych.


/Powyżej: zrzut ze strony fb Duszpasterstwa Polskiego w Cork/

niedziela, 4 października 2020

107 Warsztaty z My Little Craft World: Fryderyk Chopin - życie i twórczość

Po ośmiu miesiącach przerwy spowodowanej restrykcjami związanymi z epidemią koronawirusa, w ramach projektu My Little Craft World wracamy do prowadzenia zajęć w trybie stacjonarnym. Oczywiście - w wymaganym obecnie reżimie sanitarnym. W tym celu wynajęliśmy większą salę, tak żeby zapewnić odpowiedni odstęp od siebie małych artystów oraz utworzyliśmy dwie kilkuosobowe grupy, z uwagi na to że wg obecnych wytycznych liczba uczestników takich zajęć nie może przekraczać sześciu osób.

Podczas warsztatów plastycznych dzieci poznały sylwetkę Fryderyka Chopina, wielkiego polskiego kompozytora oraz jego najważniejsze utwory. Każdy z małych artystów namalował portret naszego wybitnego Rodaka a następnie słuchając jego utworów stworzył własny obraz, tym razem inspirowany jego muzyką. Po zajęciach dzieci odebrały również nagrody za udział w konkursach organizowanych przez nas online w ciągu ostatnich miesięcy.

Poniżej - kilka zdjęć, więcej można zobaczyć w galerii na fb: LINK a filmik z zajęć jest dostępny na YT: LINK.

/Powyżej: przed zajęciami/


/Powyżej: nasza sala przygotowana zgodnie z obecnymi zaleceniami /


/Powyżej: uczestnicy I grupy zajęć/

/Powyżej: uczestnicy II grupy zajęć//

piątek, 2 października 2020

Koronawirus w Cork /39/: maseczka z wyświetlaczem

Po maseczce z wentylatorkiem ;-) czas na kolejną maseczkę z AliExpress, która wczoraj do mnie dotarła. Tym razem - jest to maseczka z wyświetlaczem. Wyświetla różne różne proste animacje, ma dedykowaną aplikację na telefon dzięki której można projektować własne napisy i symbole i przez bluetooth przesyłać je na maseczkowy wyświetlacz.

Poniżej - krótki filmik:

czwartek, 1 października 2020

Koronawirus w Cork /38/: Apple wprowadza cotygodniowe testy na COVID-19

W pracy poinformowano nas że wszyscy chętni mogą zapisać się na cotygodniowe bezpłatne /dla pracowników/ testy na koronawirusa. Apple to chyba pierwsza firma w Irlandii która wprowadza takie testy na ta dużą skalę. 

Technicznie wygląda to w ten sposób, że po rejestracji na stronie www, co tydzień poczta dostarczałaby odpowiedni pakiet w skład którego wchodzą: plastikowy "patyczek" do samodzielnego pobrania wymazu z gardła i z nosa, szczelna fiolka w której po dokonaniu wymazu zamyka się ten patyczek i odpowiednie spersonalizowane naklejki na fiolkę. Następnie taki pakiet przynosi się do firmy i wrzuca do specjalniej skrzynki przy stanowisku ochrony. Testy przeprowadza laboratorium w Londynie. Negatywny wynik co tydzień można potwierdzić na "swojej" applowskiej podstronie, chyba że byłby dodatni - wówczas kontakt będzie telefoniczny wraz z poleceniem co dalej należy zrobić.

Na razie jest to zalecane ale nie jest to obowiązkowe, więc po przemyśleniu - nie przystąpiłem do tego programu.

środa, 23 września 2020

Marcin Winkowski: Gdy Polacy nosili dredy. Kołtun – historia prawdziwa

Jak się okazuje, kołtun był "dolegliwością" bardzo popularną na ziemiach polskich /ale nie tylko, rzecz jasna/, stąd jedna z jego nazw: "plica polonica".  Autor systematycznie prowadzi nas przez wieki zaczynając od stanu higieny w po-średniowiecznej Europie po pseudonaukowe teorie, jednak wyznawane swego czasu przez większość lekarzy, którzy kategorycznie zakazywali ścinania kołtunów I tak, mowa tutaj o lekarzach, absolwentach uniwersytetów a nie o prostych wiejskich znachorach, którzy co najwyżej powtarzali te głupoty za "panami doktorami".

"Plica polonica" była problemem dla mieszkańców Polski a później okupowanych przez zaborców ziem polskich przez prawie 300 lat, od XVI do XIX wieku, jednak główne nasilenie miało miejsce w tych dwóch ostatnich wiekach. Co ciekawe, kołtun nie był spotykany w średniowieczu, gdzie - o czym autor chyba nie wspomina - ogólnie poziom higieny był znacznie wyższy niż w epoce renesansu i oświecenia, kiedy to właśnie objawiły się na głowach mieszkańców tytułowe "polskie dredy". To tyle jeżeli chodzi o tzw. "wieki ciemne", ciągle jeszcze demonizowane przez niektórych niedouczonych wykładowców historii.

W książce znajdziemy wiele przykładów pseudonaukowych teorii wyznawanych przez uznane autorytety medyczne swoich czasów, którzy w kołtunie upatrywali nie pospolity brak higieny - ale zewnętrzną emanację choroby która rozwijała się wewnątrz ciała. Kołtun miał być swoistym ujściem dla produktów ubocznych tej choroby, jego ścięcie spowodowałoby rzekomo "zatrucie" jego właściciela wydzielinami powstałymi przy rozwoju tej choroby i niemal pewną ślepotą. Mniej więcej coś w tym stylu, tyle że w dziesiątkach różnych odmianach. Mało tego, panowie doktorzy zamiast sięgać po nożyce napisali na temat kołtuna dziesiątki rozpraw w których uzasadniali konieczność pozostawienia go na głowie pacjenta. Niewiarygodne...

Z tymi przesądami walczył Kościół ale miał związane ręce, bo szereg wspomnianych autorytetów medycznych niemal do końca XIX wieku trzymało się swoich teorii a pacjent, z reguły ubogi i słabo wykształcony, nawet nie próbował polemizować. Dochodziło nawet do tego, że kołtuny zapuszczano celowo, właśnie w celach rzekomo leczniczych, wierząc że pomoże on "wyciągnąć" chorobę z człowieka. 

Dlaczego na ziemiach polskich aż do XIX wieku trwało to kołtunowe szaleństwo? Powody są dwa: oprócz głupoty części ówczesnych medyków, przyczynił się do tego oczywisty brak higieny. Zaborcy nie mieli ani ochoty ani interesu przejmować się stanem ludności polskiej, ciągle zamieszkującej terytorium swojej Ojczyzny, pomimo że startej z map Europy. 

Ciekawa, choć nietypowa lektura.

niedziela, 20 września 2020

Courtmacsherry

Na niedzielną wycieczkę wybraliśmy się do Courtmacsherry, żeby zobaczyć pomnik upamiętniający Patricka Keohane'a, irlandzkiego członka ekspedycji Terra Nova na Antarktydę /oficjalna nazwa wyprawy: Brytyjska Ekspedycja Antarktyczna 1910/. 

Patrick Keohane urodził się w Courtmacsherry w 1879 roku. Wstąpił do Royal Navy i awansował do stopnia podoficera. W wieku 30 lat został wybrany do dołączenia do wyprawy poprowadzonej przez Roberta Falcona Scotta. Pięciu spośród członków ekspedycji dotarło na biegun 17 stycznia 1912 roku, 33 dni po Amundsenie i jego towarzyszach. Jednak w drodze powrotnej wszyscy członkowie tej grupy zginęli. Keohane był jednym z liderów zespołu ratunkowego, który później znalazł ciała Scotta i niektórych członków zespołu, którzy zamarzli na śmierć w swoim namiocie. Po wyprawie na biegun południowy służył w marynarce wojennej i straży przybrzeżnej a podczas II wojny światowej był instruktorem w Valkyrie - tajnej szkole dla operatorów radarów i telegrafów na Wyspie Man.

Patrick Keohane zmarł w Plymouth w 1950 roku, mając 71 lat. W 2012 roku staraniem mieszkańców w Courtmacsherry stanął pomnik upamiętniający tego niezwykłego Irlandczyka.

Powyżej: pomnik Patricka Keohane'a/

czwartek, 17 września 2020

Bollywood ręcznie malowane

Oryginalny tytuł to - "Original Copy", dokument z 2015 roku opowiadający o ostatniej generacji artystów w Indiach zajmujących się ręcznym malowaniem plakatów filmowych.

Pozornie nieśpiesznie tocząca się akcja jednak z każdą minutą otwiera przed nami niezwykle barwne Indie i sylwetki jej mieszkańców. Z jednej strony jest o to historia o chylącym się ku upadkowi jednemu z kin, które ciągle jeszcze zatrudnia artystów do ręcznego malowania reklamowych banerów, mających zachęcić przechodniów do wstąpienia na seans, z drugiej - na jego przykładzie poznajemy życie wielu mieszkańców tego kraju.

Mumbai i jego współpracownicy tworzą prawdziwe dzieła sztuki, które będą żyły nie dłużej niż kilka dni, tyle - ile będzie wyświetlany dany tytuł. Później zostaną zamalowane a na ich miejsce powstaną nowe. Jednak coraz tańszy druk wielkoformatowych powierzchni czyni ich pracę coraz mniej opłacalną. 

Przy okazji snują opowieści o minionych latach, o dawnych filmowych dziełach i ich bohaterach, aż w końcu ich pozornie błahe rozmowy stają się coraz bardziej filozoficzne, gdzie używając filmowych metafor rozmawiają o Bogu, porównując Go do operatora projektora filmowego, dla którego każdy wyświetlany film to życie pojedynczego człowieka. 

"Twój film dopiero się zaczął", zwrócił się Mumbai do swojego ostatniego, młodego ucznia, mając świadomość że jego własny - powoli dobiega końca...

środa, 16 września 2020

Wild Atlantic Way Passport

Dzisiaj dostaliśmy zamówiony na stronie An Post /irlandzkiej poczty/ Wild Atlantic Way Passport. To 30-stronicowa książeczka, w twardej oprawie, z dołączoną mapką zachodniego wybrzeża Irlandii, po którym prowadzi ta turystyczna trasa. 

Jak napisano na stronie An Post: "Paszport Wild Atlantic Way to wyjątkowy zapis Twojej podróży po najdłuższej na świecie nadmorskiej trasie turystycznej. W drodze wzdłuż 2500-kilometrowego wybrzeża, możesz zebrać 188 unikalnych pieczątek, po jednym dla każdego punktu odkrytego punktu na trasie. Od Cliffs of Moher po Baltimore Beacon, możesz zdobyć pamiątkową pieczątkę, idealną pamiątkę z podróży. Każdy pięknie zaprojektowany paszport ma swój indywidualny numer, dzięki czemu jest unikalny dla Ciebie i Twojej podróży oraz idealny do pokazania znajomym i rodzinie po powrocie do domu." 

Pieczątki można zbierać w lokalnych urzędach pocztowych. Co prawda w większości tych miejsc już byliśmy, ale - jest to okazja żeby odwiedzić je raz jeszcze  ;-)

/Powyżej: Wild Atlantic Way Passport/

poniedziałek, 14 września 2020

Ballynahown Wedge Grave

Kolejny przykład megalitycznego grobowca na który natknęliśmy się podczas jednej z naszych wycieczek. Położony na południu półwyspu Beara, zdaje się na łące jednego z okolicznych farmerów, chociaż nieopodal przechodzi szlak turystyczny. Żeby do niego dotrzeć musieliśmy przejść nie tylko po podmokłym terenie co w dodatku obok pokaźnego stadka... byków, które w dodatku wykazało niejakie zainteresowanie naszą obecnością, dzięki czemu udało nam się naprawdę przyśpieszyć kroku ;-) W drodze powrotnej na szczęście stadko oddaliło się.

/Powyżej: Ballynahown Wedge Grave/

niedziela, 13 września 2020

Koronawirus w Cork /37/: pełne puby, w kościołach nadal restrykcje

Tak dla odnotowania: dzisiaj wieczorem, po Mszy Św. w "polskim kościele", wybraliśmy się na spacer po mieście. Pełne puby i fast foody. Teoretycznie puby mają być otwarte od 21 września, jednak zezwolono już na otwarcie tych, które oprócz alkoholu serwują również posiłki. Jak się okazuje w centrum Cork nagle wszystkie je serwują bo jak wspomniałem - ludzi pełno, również w ogródkach, wszyscy piją, nie zauważyłem żeby ktoś jadł. Tymczasem w kościołach nadal są poważne ograniczenia co do ilości wiernych, wymóg zachowania social distancing, ponadto na mszy trzeba być w maseczce a komunia św. jest udzielana tylko na rękę.

sobota, 12 września 2020

Okulary ajurwedyjskie

 Jeszcze jeden mój niedawny zakup na AliEkspress ;-) to - okulary ajurwedyjskie. Nigdy o nich wcześniej nie słyszałem, więc tym bardziej mnie to zainteresowało. Dostałem je 2 tygodnie temu, przetestowałem i jestem zadowolony.

Za Wikipedią: "Okulary ajurwedyjskie (wieloprzysłonowe) – okulary bezsoczewkowe sporządzone według zasad medycyny staroindyjskiej. W miejsce soczewek umieszczono nieprzezroczyste przysłony z wieloma otworami o niedużej średnicy. Poprawa ostrości widzenia następuje w wyniku zwiększenia głębi ostrości podczas patrzenia przez otwory przysłony."

/Powyżej: moje okulary ajurwedyjskie/

Najpierw zobaczyłem ich reklamę na facebooku. Jakaś firma mocno je reklamowała, za, jak pisali "jedyne 150 zł", czy jakoś tak. Zainteresowało mnie to, poczytałem o nich, ale kwota za kawałek podziurkowanego plastiku wydała mi się lekko przesadzona. Jedno zapytanie - i mam, różne wzory za nie więcej niż 1 euro za sztukę. Można 40 razy taniej? Można.

Zamówiłem kilka wzorów i zapomniałem, po 2 m-cach przyszły. Jak wrażenia? No właśnie, nie wierzyłem że to może zadziałać, ale - działa. Oczywiście zawsze lepiej nosić dopasowane szkła korekcyjne ale jednak ich skuteczność robi wrażenie: rzeczywiście znacznie poprawia się ostrość widzenia. Na początku trudno się do nich przyzwyczaić, ale po kilku dniach już daje się radę.

Po co mi one? Raz, że z ciekawości, chciałem zobaczyć czy to działa /działa!/, dwa- dla mnie jako krótkowidza, używanie okularów przeciwsłonecznych jest raczej niemożliwe /czy też: możliwe, ale utrudnione/ a tutaj mam świetne rozwiązanie.

Tak że - może komuś też się przyda.

czwartek, 10 września 2020

Zieja

Dzisiaj po raz pierwszy od marca b.r. wybraliśmy się do kina. Tym razem - "Zieja",  kolejny polski film wyświetlany w Cork. Opowieść o legendarnym warszawskim kapłanie,  ks. Janie Ziei, kapelanie Szarych Szeregów i współzałożycielu Komitetu Obrony Robotników.


Na marginesie: ostatni raz byliśmy w kinie 8 marca b.r., na "Zenku". Zaraz później zaczęła się koronowirusowa panika. Kina - zamknięto, chociaż długo po kościołach. Wirus, jak już wiadomo, nie okazał się taki groźny jak twierdzili to politycy, media i większość lekarzy, z których część do dzisiaj chowa się przed pacjentami udzielając jedynie "teleporad" ale bez problemów przyjmując ich prywatnie. Pomimo że nie ma jeszcze na niego leków a szczepionki są w fazie testów, życie powoli wraca do normalności. Aczkolwiek na ekranie, przed rozpoczęciem filmu, ciągle wyświetlano standardowe "koronawirusowe" informacje.


Wracając do filmu: akcja toczy się w latach 70-ych ub.w. Przywrócony do służby major SB ma zadanie pozyskać do współpracy jednego z opozycjonistów, sędziwego już księdza Jana Zieja. Przy okazji licznych przesłuchań duchownego poznajemy jego życiową drogę, od wojny z Rosją w 1920 roku, przez II wojnę światową, aż do czasów współczesnych. Świetny, warto zobaczyć. 


Na koniec: oprócz nas na pokazie była jeszcze jedna para. 4 osoby na polskim filmie w Cork, ot co. Wyświetlano go przez tydzień, więc mam nadzieję że oprócz tej naszej czwórki - jeszcze kilkunastu/kilkudziesięciu Rodaków w naszym mieście zobaczyło ten film. Niestety, "Zieja", prawdziwa opowieść o niezłomnym księdzu - opozycjoniście to jednak nie to co "Psy III", bajka o SB-ku "z zasadami", która jednak wypełniła tutaj kinową salę do ostatniego miejsca.

Bo tutaj jest jak jest. Po prostu...

środa, 9 września 2020

Koronawirus w Cork /36/: maseczka z wentylatorkiem 1

Dzisiaj przyszła moja zamówiona 2-mce temu na AliExpress maseczka z wentylatorkiem ;-) Jak wrażenia? Jeżeli musisz mieć zakryty nos - to zdecydowanie lepiej się w niej oddycha, szczególnie po drobnej modyfikacji, tj. usunięciu jednego z filterków, który i tak jest mało potrzebny. Na jednym naładowaniu ma działać od 4-9 godzin, ma 3 prędkości "nawiewu". To jest prosty model, ale widziałem już bardziej zaawansowane

/Powyżej: moja nowa maseczka/

niedziela, 6 września 2020

Koronawirus w Cork /35/: moda na maseczki?

Z powodu koronawirusa - maseczki stają się nieodłącznym elementem codziennego stroju a nawet - mody, o czym świadczą tak udekorowane manekiny w witrynie jednego ze sklepów odzieżowych. W tym sezonie modne będą następujące wzory ;-) :

/Powyżej: "modne" maseczki ;-)/

czwartek, 27 sierpnia 2020

Rosslare Europort

W hrabstwie Wexford znajduje się m.in. Rosslare Europort, nowoczesny port morski. Położony na południowo - wschodnim krańcu Irlandii obsługuje promy pasażerskie i towarowe. To tutaj, 3 czerwca 2004 roku po raz pierwszy postawiłem stopę na irlandzkiej ziemi ;-)

/Powyżej:  Rosslare Europort/

środa, 26 sierpnia 2020

Tacumshane Windmill

W leżącej w hrabstwie Wexford wiosce Tacumshane znajduje się wiatrak, Tacumshane Windmill. Młyn został zbudowany w 1846 roku przez Nicolasa Morana i był używany do 1936 roku. Posiada rzadko spotykaną obrotową kopułę, pokrytą słomą. W 1891 roku wzdłuż południowego wybrzeża Wexford pracowało 13 napędzanych wiatrem młynów, do czasów nam współczesnych pozostał tam tylko ten jeden. W 1952 r. przeprowadzono w nim remont generalny i wiatrak uznano za pomnik narodowy. Jak widać na zdjęciu, mieliśmy to "szczęście" trafić na kolejny generalny remont ;-)

/Powyżej: Tacumshane Windmill/

wtorek, 25 sierpnia 2020

Our Lady's Island

W niewielkiej wiosce Lady's Island w hrabstwie Wexford znajdują się ruiny najstarszego, pochodzącego z VI wieku, sanktuarium maryjnego w Irlandii. Znane jako Our Lady's Island i leżące nad jeziorem Lady's Island Lake jest drugim, po Knock, najpopularniejszym miejscem pielgrzymkowym na Zielonej Wyspie. Samo jezioro jest technicznie rzecz biorąc laguną, przez co jego wody posiadają zmienny stopień zasolenia. Przed sanktuarium znajdują się również ruiny wieży. Wybudowana na grząskim, niestabilnym gruncie, jest obecnie przechylona pod znacznym kątem a Irlandczycy, mistrzowie turystycznego marketingu, reklamują ją jako "bardziej krzywą od Krzywej Wieży w Pizie" ;-)

Poniżej - kilka zdjęć:





poniedziałek, 24 sierpnia 2020

Rathmacknee Castle

Leżący ok. 6,5 km od Wexford Rathmacknee Castle to ruiny typowego średniowiecznego irlandzkiego zamku. Jego właściciele, rodzina Rosseter /znane też są inne pisownie tego nazwiska/ pozostali katolikami po Reformacji ale zadeklarowali wierność brytyjskiej monarchii, dzięki czemu zachowali rodowy zamek i ziemie. Dopiero potomek rodu, pułkownik Thomas Rosseter wziął udział w irlandzkiej wojnie konfederackiej, za co po zwycięstwie wojsk Olivera Cromwellowa cały ród dotknęły represje a zamek i cała posiadłość należąca do Rosseterów zostały skonfiskowane. Zamek pozostawał zamieszkały do lat 60-tych XVIII wieku. Ostatni remont miał miejsce jeszcze w XIX wieku. Nieopodal zamku znajdują zamieszkałe domy, stąd suszące tuż przy jego murach pranie ;-)

Poniżej - Rathmacknee Castle:


niedziela, 23 sierpnia 2020

Wexford

Ubiegły weekend spędziliśmy w Wexford, niewielkim portowym miasteczku leżącym na południowo - wschodnim krańcu Irlandii.  Na YT można zobaczyć filmik z naszej wycieczki: LINK a na FB - galerię zdjęć: LINK.

Założone przez Wikingów około 800 roku naszej ery, przez kolejne 300 lat Wexford było to ich państwem-miastem, praktycznie niepodległym. Dopiero w 1169 roku Dermot MacMurrough, król Leinster zdołał narzucić im swoją zwierzchność.


Po krucjatach do Wexford przybyli templariusze. Do chwili obecnej ich nazwa jest uwieczniona na dziedzińcu starej kaplicy templariuszy na cmentarzu St. John's, przy Upper St. John's Street.

Wexford zapewniło silne poparcie dla konfederackiej Irlandii w latach czterdziestych XVII wieku. W porcie stacjonowała flota konfederackich korsarzy, składająca się z marynarzy z Flandrii i Hiszpanii oraz miejscowych mężczyzn. Ich statki dokonywały nalotów na statki angielskie, przekazując część dochodów rządowi Konfederacji w Kilkenny. W odwecie, podczas Cromwellowskiego podboju Irlandii, w 1649 roku Wexford zostało splądrowane, wielu jego mieszkańców zginęło a znaczna część miasta została spalona.


Ponownie w 1798 roku Wexford stało się centrum buntu przeciwko brytyjskim rządom. Opanowane przez rebeliantów, stało się miejscem masakry prawie 100 lokalnych lojalistów dokonanej przez United Irishmen, którzy zakłuli ich pikami na zbudowanym 3 lata wcześniej pierwszym moście Wexford Bridge /później w tym miejscu budowano jeszcze dwa razy kolejne mosty o tej nazwie/. Po stłumieniu buntu Anglicy w odwecie powiesili na tym moście wielu rebeliantów, następnie ścięli im głowy i tak okaleczone zwłoki wrzucili do rzeki.


W pierwszej połowie XX wieku znaczenie Wexford jako portu znacznie zmalało. Od 1968 roku dalsze pogłębianie kanału od ujścia portu do nabrzeży w celu przyjęcia większych statków stało się nieopłacalne, więc port został zamknięty. Obecnie nabrzeże jest wykorzystywane tylko przez łodzie rybackie i statki rekreacyjne. Wszystkie główne statki żeglugowe korzystają teraz z wybudowanego na początku XX wieku portu w Rosslare, leżącego ok. 20 km od Wexford. Jest to port głębinowy, na który nie mają wpływu pływy i prądy.

Z ciekawostek: w Wexford aż do XIX wieku używano dawnego dialektu języka angielskiego, znanego jako Yola. Według spisu z 2016 r. miasto liczyło 20188 mieszkańców.

niedziela, 16 sierpnia 2020

Wojna światów

W niedzielę, 16 sierpnia b.r. w TVP1 odbyła się uroczysta premiera filmu dokumentalnego Krzysztofa Talczewskiego i Mirosława Borka "Wojna Światów", który powstał w oparciu o zrekonstruowane filmy archiwalne z wojny polsko-sowieckiej a której setną rocznicę właśnie obchodzimy.

82 minutowy dokument to zbiór m.in. stuletnich filmów wyszukanych w archiwach na całym świecie, m.in. z Rosji, Francji, Wielkiej Brytanii, Czech, Węgier i USA. Mało tego, twórcy dotarli również do zarejestrowanych w latach 60-tych ub.w. dźwiękowych zapisów rozmów z uczestnikami tamtych wydarzeń.

Niesamowita jakość techniczna materiałów to efekt wytężonej pracy całego zespołu pracujących nad filmem, dzięki czemu zamiast czarno-białych skaczących niewyraźnych obrazów odtwarzanych w różnym tempie, mamy profesjonalny, kolorowy materiał który robi nie mniejsze wrażenie jak podobnie zrekonstruowane materiały umieszczone w filmach "Niepodległość" czy "Powstanie Warszawskie".

Koniecznie trzeba obejrzeć!

czwartek, 13 sierpnia 2020

Koszulki z Krakowa

Wczoraj Agnieszka wróciła z Polski, dzisiaj przymierzyliśmy "krakowskie" koszulki, które przywiozła. Jej - z trywialnym widoczkiem centrum, za to mój smok - wymiata ;-)

/Powyżej: nasze "krakowskie" koszulki/

poniedziałek, 10 sierpnia 2020

Zapiekanka z analogiem sera

Na kolację postanowiłem przyrządzić sobie świeżo zakupioną w Polonezie zapiekankę. Włączyłem piekarnik i rzuciłem okiem na opakowanie tegoż produktu, szukając informacji jak długo mam ją piec. Co prawda i tak nigdy tych podanych przez producenta czasów nie przestrzegam, ale - jakiś punkt odniesienia warto mieć: co innego gdy przewiduje się minut 30, co innego - gdy tylko 3. Dla zapiekanki było akurat 7. Ale zanim rozerwałem opakowanie zatrzymałem się na chwilę, bo podświadomość zarejestrowała coś nietypowego w składzie. Przyjrzałem się bliżej i znalazłem: był to, uwaga: "analog sera", zajmujący aż 8% składu tej zapiekanki.

Jak rozumiem, słowo "analog" użyto tutaj w rozumieniu "alternatywny produkt", czy wręcz wyrób seropodobny. W skład tegoż analogu weszły, cytując za etykietą: woda, tłuszcz palmowy, tłuszcz palmowy częściowo utwardzony, skrobia, białka mleka, sól, emulgatory (polifosforany, difosforany), aromat (zawiera mleko). Trzeba oddać honor, że dalej w składzie zapiekanki znalazł się i prawdziwy ser, ale już tylko w niemal śladowej ilości. Ot, taka kulinarna ciekawostka. A jak w smaku? Tak sobie, więcej /z tej firmy/ już raczej nie kupię.

/Powyżej: zapiekanka z analogiem sera/

niedziela, 9 sierpnia 2020

Nowy, wspaniały postpandemiczny świat

Pandemia koronawirusa zmieniła świat. Czy tylko na dziejową chwilę trwającą kilka miesięcy czy zmiany będą trwałe? Zobaczymy, w końcu mamy ten przywilej że przyszło nam żyć w ciekawych czasach. Niemniej pewne zmiany wprowadzone na czas epidemii, warto zachować na stałe.

Ot, weźmy pierwszy z brzegu przypominany nam na każdym kroku social distancing, czyli utrzymywanie fizycznego dystansu między ludźmi w celu zapobiegania rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Nie wiem czy dacie Państwo wiarę, ale w początkach epidemii kiedy poszliśmy z żoną na zakupy do pobliskiego Dunnes Stores, ochrona nawet nam kazała zachować 2-metrową odległość od siebie, nie zważając na tłumaczenia że jesteśmy małżeństwem. Porządek - musi być! Sam z natury jestem raczej introwertykiem, źle znoszę naruszanie mojego przestrzeni osobistej przez obce osoby, więc social distancing jest dla mnie czymś naprawdę świetnym. Wreszcie nikt nie trąca mnie wózkiem w podudzie w kolejce do sklepowej kasy i nie kaszle w kark siedząc za mną w autobusie. Naprawdę chciałbym żeby tak zostało.

Idąc dalej: mycie rąk, szczególnie po wizycie w toalecie. Jeżeli myślicie że wszyscy karnie robili to wcześniej to jesteście w mylnym błędzie, jak mawiała pani Zosia z "Czterdziestolatka". Przy czym swoje twierdzenie opieram tylko na tzw. obserwacji uczestniczącej w toaletach męskich, mając nadzieję że pań to nie dotyczy. Ba, trafiały się i takie orły które wręcz ostentacyjnie i z pogardą mijały tych, co to cierpliwie stali w kolejce do umywalki i suszarki. A zaraz później dotykali klamek, witali się z innymi osobami i sięgali po wspólne orzeszki w pubie. Teraz presja społeczna się zwiększyła i gdy w grę oprócz bakterii weszły też wirusy, szczególnie te z koroną, już niejeden taki zagorzały przeciwnik wody i mydła spotkał się ze słuszną reprymendą. Widziałem i słyszałem.

Pozostając w temacie higieny, weźmy takie pakowanie pojedynczych produktów spożywczych w sklepach. Skończyło się macanie czy wręcz podgryzanie bułek przez bezstresowo wychowywane pociechy i odkładanie ich /bułek, nie pociech/ na miejsce przez niewidzące żadnego problemu mamusie. Mniejsze mam też szanse że ktoś mi nakaszle i nakicha na drożdżówkę czy kremówkę. Tak, rozumiem że większa ilość opakowań to nic dobrego ale jeżeli już, to oszczędności szukałbym gdzie indziej. Ot choćby w zakładach mięsnych gdzie masa bezsensownie zużywanego plastiku jest chyba większa od masy ciał przerabianych tam zwierząt. 

Kolejna rzecz to mierzenie temperatury. Sam mam mierzoną codziennie zaraz po wejściu do firmy w której pracuję, gdy przechodzę pod czujnym okiem kamery termowizyjnej. Z tego co wiem, ochrona już kilka osób zawróciła do domu z powodu podwyższonej temperatury, sygnalizującej wyraźnie jakiś stan chorobowy. I bardzo dobrze. Pół biedy kiedy ktoś nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest chory. Niemniej w życiu zawodowym chyba każdy z nas spotkał takich pazernych idiotów, którzy wiedząc że są chorzy cali obsmarkani przychodzili do pracy, bezkarnie zarażając innych. A spróbuj zwrócić takiemu uwagę, szczególnie gdy pracuje na nadgodzinach za podwójną stawkę, to gotów ci śrubokrętem oczy wydłubać. Ile razy przez takie skrajnie egoistyczne persony, widzące tylko koniec swojego zasmarkanego nosa, sam kilka dni później musiałem brać wolne, rezygnując z tygodniówki za to kupując garść paracetamolu, który jak wiadomo jest tutaj lekiem na całe zło. Ale wiadomo - ich ból był lepszy niż mój.

Na koniec najbardziej chyba kontrowersyjna rzecz: maseczki. W błyskawicznie rozwijających się krajach azjatyckich od lat są normą, u nas dla dumnego sarmaty - to kaganiec który władza mu zakłada żeby za jego pomocą wszczepić chipa, czy jakoś tak. Oczywiście znam wszystkie tezy że maseczki powodują grzyba, raka i syfilis. Szkoda tylko że Azjaci o statystycznie ponad przeciętnym ilorazie inteligencji w porównaniu z resztą świata - jeszcze o tym nie wiedzą. Tak, ja wiem że w maseczce jest niewygodnie. Ba, wiem to jak mało kto bo sam przez 12-godzinną zmianę muszę taką nosić i to bez taryfy ulgowej w postaci wystającego nad nią nosa. W dodatku muszę w niej pracować fizycznie, bywa - że dość ciężko. Więc skoro ja, gruby facet koło 50-tki mogę w niej wytrzymać pracując fizycznie przez cały dzień, to i Ty możesz wytrwać te 15 minut w sklepie czy aż całe 3 godziny siedząc wygodnie w samolocie. 

Ale warto na to spojrzeć i z drugiej strony: mam wrażenie że od czasów wprowadzenia maseczek poziom estetyki w miejscach w których trzeba je nosić - wybitnie wzrósł. Sam uważam że gdybym nie był szczęśliwie żonaty, to z moją radiową urodą miałbym większe szanse u płci pięknej będąc w gustownej maseczce niż z moim zwykłym wyrazem twarzy. I golić się można rzadziej bo w końcu pod maseczką aż tak nie widać, przez co skóra odpocznie a włos nabiera miękkości. Same zalety. No dobrze, trochę błaznuję ale jednak fakty są takie, że w maseczce trudniej na kogoś nakasłać, szczególnie przy zachowanym social distancing, co jak dla mnie jest wybitnie na plus. I bez znaczenia czy wierzymy w pandemię koronawirusa czy nie, bo nadal istnieją inne grypopodobne wirusy które każdego roku skutecznie uziemiają w domu tysiące ludzi, oczywiście - oprócz wymienionych wcześniej aspołecznych person, które z gorączką i zasmarkani po pas muszą koniecznie przyjść na nadgodziny. O ile takich typków pracodawca może i powinien odesłać do domu, to już trudno wyprosić ze sklepu wyraźnie zakatarzonego klienta, przy czym katar byłby tutaj najmniejszym problemem. W tym przypadku obowiązkowe maseczki dla klientów pomogą chronić sklepowy /i nie tylko/ personel, który i tak na co dzień wchodzi wystarczającą ilość razy w interakcje z innymi ludźmi.

Na koniec kwestie podróży i wypoczynku. Problemy z przekraczaniem granic i ciągle obowiązkowe tu i ówdzie kwarantanny powodują że wiele osób zamiast zwiedzać obce kraje, zostawia pieniądze w swoim własnym, przy okazji lepiej go poznając. Jak to w połowie XIX wieku pisał Stanisław Jachowicz: "Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie. A boć nie śliczne te wioski liczne? Ten kraj kochany?...." Obojętnie czy mieszkamy w Irlandii czy na Ojczyzny łonie, nadal często właśnie sami nie wiemy, co posiadamy. I tu i tam są setki, jeżeli wręcz nie tysiące miejsc wartych zobaczenia, często życia może na to nie starczyć. To też powinno skłonić do refleksji czy może zamiast nabijać kabzę komuś w mniej lub bardziej egzotycznym państwie, najpierw warto sprawdzić co kraj w którym mieszkamy ma do zaoferowania? A nawet tutaj, zamiast zostawiać sporo gotówki w mniej lub bardziej ekskluzywnym hotelu, który teraz próbuje "na szybko" odrobić straty z powodu lockdownu a którego właściciele z reguły mieszkają w innej części świata, można lepiej dać zarobić kilka euro lokalnemu farmerowi, w zamian za zgodę na rozbicie namiotu na prowadzonym przez niego campingu? Świetna rzecz, szczególnie gdy w dobranym towarzystwie, bliżej natury a i social distancing łatwiej zachować.

Pandemia się skończy a pewne świeżo przyswojone zmiany zachowań być może powinny pozostać. Oczywiście najważniejszym jest nie popadanie w skrajności i we wszystkim trzeba zachować umiar - jak twierdził Hipokrates, ojciec współczesnej medycyny. 

Czego Państwu i sobie życzę.

piątek, 7 sierpnia 2020

Paisley, kieliszek do degustacji whisky

Przywiozłem z Polski zamówiony wcześniej kieliszek do whisky, wykonany z ręcznie formowanego szkła, z pokrywką. Piękna i wyjątkowa rzecz.

Z opisu producenta, Tomasza Milera: "Kieliszek Paisley by Miler Spirits to nasza interpretacja najbardziej klasycznej wersji kieliszka tulipanowego z przewężeniem na górze czarki. Gdybyś miał być właścicielem tylko jednego kieliszka do whisky, to właśnie on. Doskonale amplifikuje aromat wszystkich alkoholi leżakowanych. Czarka jest także wystarczająco mała żeby pozwolić “zbliżyć się” do mniej lotnych starszych whisky, które potrafią zaprezentować degustującym swoją niezwykle urokliwą złożoność. Do każdego kieliszka dołączona jest pokrywka. (...) W procesie ręcznego produkowania, kieliszki tworzone są pojedynczo. Wysoka - ale nie perfekcyjna - precyzja sprawia, że każdy kieliszek jest inny i absolutnie wyjątkowy."

/Powyżej: Paisley i jego opakowanie/

czwartek, 6 sierpnia 2020

Irlandzkie cło za chiński telefon

Trzy miesiące temu kupiłem na, a jakże, AlliExpress, telefon /umidigi f2/. Parametry dobre, opinie nie najgorsze, cena też niezła /182 euro/. Niemal już zapomniałem że go kupiłem gdy listonosz, zamiast telefonu, przyniósł mi pismo z urzędu skarbowego...

Revenue z Athlone, gdzie jak rozumiem mieści się jakaś centralna sortownia przesyłek, grzecznie mnie poinformowało że kupiłem telefon w Singapurze /proszę, nawet nie wiedziałem - że w Singapurze/, a na produkty o wartości powyżej 22 euro zakupione poza Unią Europejską nakładane są opłaty celne. Poproszono o podanie wartości tegoż telefonu - i dowód wpłaty, w przeciwnym razie - telefon ma zostać odesłany. Wysłałem na podany e-mail zrzut ekranu z konta bankowego z widoczną transakcją, zaraz dostałem odpowiedź że powinienem zapłacić 52 euro /vat + ponownie opłata za doręczenie/, co dzisiaj uczyniłem listonoszowi do rąk własnych.

Ot, ciekawostka. Myślałem że takie rzeczy dotyczą tylko importerów którzy ściągają towar spoza UE do dalszej odsprzedaży, a tutaj się okazuje że nawet za jedną sztukę komórki kupionej na własny użytek - też trzeba płacić. No ale: jak trzeba, to trzeba.

/Powyżej: koperta z naliczoną dodatkową opłatą za telefon kupiony poza UE/

środa, 5 sierpnia 2020

Kierunek: Polska. "W Irlandii jesteśmy tymczasowo" - audycja radiowa z moim udziałem

Na stronie Polskiego Radia ukazał się krótki tekst wraz z linkiem do audycji p. Małgorzaty Frydrych "Kierunek: Polska" z moim /nie/skromnym udziałem. 8 minut, trochę o mnie, o Polonii, o projekcie "Poznajemy Polskę" i czasach koronawirusa. Audycję nagraliśmy 16 lipca b.r. Można ją odsłuchać tutaj: LINK.

/Powyżej: zrzut ekranu z zapowiedzią audycji na stronie Polskiego Radia/

wtorek, 4 sierpnia 2020

43 wizyta w Polsce (10): powrót do Cork - i na kwarantannę

Czas wracać, tym bardziej że po powrocie trafię na 2-tygodniową kwarantannę, bo - koronawirus

Irlandia ogłosiła i już nawet zaktualizowała listę krajów z których można przylecieć bez kwarantanny, Polski na niej nie ma, ale nawet gdyby była dla mnie to nie ma większego znaczenia. Polityka firmy w której obecnie pracuję jest jasna: wróciłeś z zagranicy musisz odbyć kwarantannę. Z tą kwarantanną, jak z wieloma rzeczami w Irlandii, sprawa jest, przynajmniej dla mnie, nie do końca jasna: z jednej strony jest teoretycznie obowiązkowa z drugiej - nikt nikogo w domu nie kontroluje, mało tego, dopuszczalne jest np. wyjście do sklepu.

Tak czy owak po wylądowaniu dostajemy do wypełnienia COVID-19 Passenger Locator Form, formularze w których trzeba podać wszystkie swoje dane, telefon, adres, itp. Podobne wypełnialiśmy w samolocie do Polski, wtedy zebrała je załoga, teraz - zbierają celnicy przy odprawie paszportowej. Przez to całe wypełnianie i bardziej skrupulatną kontrolę zrobiła się spora kolejka, przez co odprawa, która zwykle trwa kilka minut, teraz - trwała co najmniej dobre pół godziny.

Jeszcze taksówka - i już jestem w domu, gdzie znowu będę siedział przez 2 tygodnie...

/Powyżej: formularze COVID-19 Passenger Locator Form na lotnisku w Cork/

poniedziałek, 3 sierpnia 2020

43 wizyta w Polsce (9): piwo czasów zarazy

Wolny rynek ma to do siebie że szybko reaguje na wszelkie wydarzenia. Na kwarantannę spowodowaną koronawirusem niewielki Browar Kazimierz odpowiedział swoim piwem nazwanym "Rycerze Kwarantanny". W smaku - tak sobie, ale ja smakoszem piwa nie jestem. Natomiast etykieta robi swoje. Można? Można.

/Powyżej: etykieta jednego z piw Browaru Kazimierz/

niedziela, 2 sierpnia 2020

43 wizyta w Polsce (8): Pizzatopia

Jeden z obiadów zjedliśmy w Pizzatopia przy Szewskiej. Pizzernia inna niż te tradycyjne: pizzę możemy wybrać z proponowanej oferty albo od podstaw skomponować sami, z dowolnych składników, w tym i z warzyw z ziemniakami włącznie. Samo ciasto jest wypiekane w 3 minuty. Warto spróbować własnych kompozycji właśnie z warzywami, takie pizze są sprzedawane na każdym rogu w Rzymie a u nas pizza z brokułami i ziemniakami często jeszcze jest wyjątkiem a nie regułą.

Poniżej - Pizzatopia i nasz obiad:



sobota, 1 sierpnia 2020

43 wizyta w Polsce (7): Rydlówka

Pod koniec maja pisałem o nowej inscenizacji "Wesela" Stanisława Wyspiańskiego, można o tym przeczytać tutaj: LINK. Jak pamiętamy, akcja tego naszego narodowego dramatu toczyła się w Rydlówce, dworku w podkrakowskich Bronowicach. Od 2016 roku jest to oddział Muzeum Historycznego Miasta Krakowa. Wybraliśmy się żeby zobaczyć to miejsce, które trwale zapisało się w naszej literaturze i historii. Kameralny dworek leżący w ustronnym miejscu, pełen pamiątek z epoki.

Poniżej - kilka zdjęć z Rydlówki: