piątek, 20 listopada 2020

Koronawirus w Cork /47/: lockdown coraz bardziej fikcyjny

Wprowadzony miesiąc temu w Irlandii ponowny lockdown jest tak naprawdę fikcją. W odróżnieniu tego z marca b.r. - niemal wszystkie sklepy /poza nielicznymi wyjątkami/ są otwarte, zdecydowana większość firm pracuje mniej lub bardziej normalnie a ulice są pełne przechodniów. 

Ponieważ teoretycznie można kupić tylko najpotrzebniejsze rzeczy więc część sklepów prowadzących sprzedaż różnego asortymentu półki z tymi "zakazanymi" towarami, czyli nie podlegającymi obecnie sprzedaży, okleiła taśmą, jak na zdjęciach poniżej. I tak: można kupić bieliznę ale nie można kupić ubrania, można kupić artykuły do pielęgnacji dzieci ale nie można kupić zabawek, itd. Dodam, ze nawet w tym panuje pewna dowolność. Generalnie jednak można kupić praktycznie wszystko, co najwyżej sprzedaż lub usługa odbędzie się w drzwiach lokalu /w ten sposób optyk przyjął i wydał Agnieszce okulary z których zgubił się jeden "nosek"/, ewentualnie sklep przyjmie zamówienie przez internet a wyda towar już w lokalu. 

Większość lokali gastronomicznych również funkcjonuje, tyle że serwują dania na wynos. Dochodzi do takich paranoi że można wejść do lokalu, zamówić posiłek, usiąść przy stoliku i poczekać aż zostanie przygotowany - ale następnie trzeba z nim wyjść na zewnątrz.

Poniżej - półki z "zakazanymi" towarami wewnątrz normalnie funkcjonujących sklepów:


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza