wtorek, 17 marca 2026

Parada w Dniu św. Patryka w Cork 2026

Dzisiaj obchodzimy Dzień św. Patryka, największe święto w Irlandii. Tak jak w zeszłym roku, zaczęliśmy od Mszy Świętej w Katedrze Najświętszej Maryi Panny i św. Anny. Po Mszy Św., biskup Fintan Gavin pobłogosławił Patryczka i zrobił sobie wspólne zdjęcie, które później trafiło do mediów. W Irlandii jest zwyczaj, że tego dnia święci się koniczynę, za pomocą której św. Patryk objaśniał tajemnicę Trójcy Świętej. Irlandczycy wpinają ją sobie w klapy. Później wzięliśmy udział w uroczystej paradzie, w tym roku ponownie poszliśmy w grupie z Polską Szkołą w Cork. Według szacunków Gardy, w centrum miasta zebrało się aż 60 tysięcy osób, aby zobaczyć rekordową liczbę 3600 uczestników parady.

Ponieważ nasz Patryczek ma też dzisiaj imieniny, więc wybrałem się do sklepu, gdzie z kolei on wybrał dla siebie prezent, a w domu dmuchał świeczkę na "imieninowym" torcie ;-) Niestety, tego dnia Patryczek był wyraźnie "nie w sosie", wieczorem dostał lekkiej gorączki, stąd nie bawił się paradzie tak, jak rok temu. Najważniejsze, że był!

Poniżej - kilka zdjęć z parady, zapraszam do zobaczenia mojego filmiku z tego dnia: LINK.






poniedziałek, 16 marca 2026

Festiwal św. Patryka w Cork: szukamy węży

Tym razem, w ramach Cork St. Patrick's Festival, wybraliśmy do Elizabeth Fort, na poszukiwanie... węży. Dostaliśmy mapkę z zaznaczonymi miejscami, gdzie mają znajdować się te węże, a przy każdym z nich była litera, z których należało ułożyć słowo. Rozwiązaniem zagadki było słowo "nathair", co w języku irlandzkim znaczy właśnie "wąż". Jednocześnie było to nawiązanie do legendy, w której św. Patryk przepędził wszystkie węże z Wyspy. 

Patryczkowi zabawa bardzo się podobała, jak to dokładnie wyglądało można zobaczyć na moim filmiku /od 2:54 minuty/: LINK.

/Powyżej: Patryczek znalazł jednego z węży/

niedziela, 15 marca 2026

Patrick's Hill Ball Run

Dzisiaj w Cork miało miejsce nietypowe wydarzenie: w ramach akcji charytatywnej, mającej wesprzeć ratowników z Cork First Responders, wolontariusze z Cork Lions Club zorganizowali "wyścig" 12 tysięcy kolorowych piłeczek, które wypuszczono w dół ulicy i łapano nieco poniżej. Każda piłka jest indywidualnie numerowana, można było nabyć losy /kupiliśmy 7 ;-)/, pierwszych 6 numerów wygrywa nagrody. Było sporo osób, media i władze miasta.

Poniżej kilka zdjęć, filmik z tego wydarzenia można zobaczyć na moim YT /od 3:43 minuty/: LINK.






sobota, 14 marca 2026

Festiwal św. Patryka w Cork: Playin’ in the Park

Zbliża się Dzień Św. Patryka, największe święto w Irlandii, z tej okazji od 13 do 17 marca trwa Cork St. Patrick's Festival, Festiwal Św. Patryka w Cork, a w jego ramach m.in. Playin’ in the Park, zabawa dla dzieci w odnowionym Bishop Lucey Park. Dzieci mogły wziąć udział w przeróżnych tradycyjnych grach i zabawach.

Wybrałem się tam z Patryczkiem, poniżej jest kilka zdjęć z tego wydarzenia, filmik z tej zabawy jest na moim YT /od 6:30 minuty/: LINK.





piątek, 13 marca 2026

Dzień św. Patryka: między whiskey a ewangelią

Zbliża się największe irlandzkie święto narodowe, czyli Dzień Świętego Patryka. Celebrują je Irlandczycy na całym świecie, a w wielu krajach jest stałym elementem lokalnej kultury – także w Polsce.

Tego dnia odbywają się parady, ludzie ubierają się na zielono, podobno zdarza się też serwowane zielone piwo, chociaż z tym ostatnim nigdy nie spotkałem się w Irlandii. Ze względu na religijny charakter święta, wiele osób uczestniczy we Mszy Świętej, podczas której święci się koniczynkę, która jest nieoficjalnym symbolem Zielonej Wyspy i za pomocą której Święty Patryk objaśniał tajemnice Trójcy Świętej.

Kim był św. Patryk? Wiadomo, że nie był Irlandczykiem, czy też: stał się nim z wyboru tak jak wielu z nas. Św. Patryk nie pochodził z Irlandii, należy jednak do najwybitniejszych jej przedstawicieli; wyspa zawdzięcza mu chrześcijaństwo i nową kulturę. Urodził się około 385 r. w Brytanii, do Irlandii trafił w wieku 16 lat, uprowadzony przez piratów. Uciekł sześć lat później i schronił się w Galii. Mimo że udało mu się zbiec, Zielona Wyspa pozostawiła w jego myślach trwały ślad; wrócił tu w 432 roku. Został biskupem. Chociaż nie był pierwszym misjonarzem chrześcijańskim w Irlandii, to właśnie on zniósł pogańskie rytuały. Nawrócił wodzów i książęta, chrzcząc ich wraz z tysiącami poddanych. Zmarł 17 marca, dlatego ten dzień, jako datę jego "urodzin dla Nieba", uroczyście świętujemy.

Chociaż z tym świętowaniem to różnie bywa. Oprócz uroczystych parad, dla większości jedyną rozrywką w tym dniu będzie picie na umór i wmawianie sobie, że tak się robi ku czci tego świętego. Skąd to się wzięło? Ano z kolejnej legendy o św. Patryku, który podczas swoich podróży miał wejść do karczmy, w której właścicielka nie dolewała pełnej miarki whiskey. Patryk nastraszył ją, że przez to w jej lokalu pojawią się diabły. Przestraszona kobieta od tego czasu zawsze nalewała pełną miarkę, a zwyczaj ten zapoczątkował tradycję obfitego picia whiskey w Dzień św. Patryka, zresztą podobno na jego własne polecenie. Piękna bajka, ale bajka. W tamtych czasach prawdopodobnie jeszcze w ogóle nie znano tego trunku, pierwsze wzmianki o whiskey pochodzą dopiero z VII wieku, a więc dobre 200 lat po śmierci św. Patryka. W dodatku początkowo dość długo, czyli przez kolejnych 200 lat, traktowano ją jako lekarstwo, a nie jako napój dobry dla gawiedzi. Cóż to jednak szkodzi kolejnej legendzie, która wynalezienie tego trunku wprost przypisuje, a jakże, św. Patrykowi.

Gdyby to była prawda, marny to byłby święty, odpowiedzialny za poważny problem alkoholowy wśród wielu kolejnych generacji Irlandczyków. Twardych danych nie mam, ale opierając się na spostrzeżeniach z mojej "obserwacji uczestniczącej" wynika, że co roku jest gorzej. Ilość pijanej hołoty w Dniu św. Patryka bywa tak przygnębiająca, że po paradzie najlepiej od razu opuścić centrum miasta. Nie zawsze jednak tak było. W samej Irlandii przez wiele lat w Dzień św. Patryka obowiązywał zakaz sprzedaży alkoholu. Od 1903 r., gdy święto stało się oficjalnym dniem wolnym, miało ono przede wszystkim charakter religijny. Na mocy przepisów dotyczących świąt religijnych, puby musiały być zamknięte 17 marca. Zakaz ten obowiązywał aż do 1961 r. Dopiero w kolejnych latach zniesiono ograniczenia i święto zaczęło stopniowo nabierać bardziej festiwalowego charakteru, jaki znamy dziś - z paradami i celebracją w pubach.

Same parady, to dopiero lata 30. ub.w., wcześniej organizowali je irlandzcy imigranci w Ameryce. Reasumując: sam św. Patryk był imigrantem w Irlandii, a parady ku jego czci rozpoczęli za granicą irlandzcy emigranci. Irlandczycy w Irlandii początkowo obchodzili to święto zupełnie inaczej. Teraz na Zielonej Wyspie pałeczkę w dużej mierze znowu przejmują imigranci, często stanowiąc lwią część parady. Sama parada to wyjątkowa okazja do swoistego zareklamowania się dla wielu rodzajów klubów i stowarzyszeń, w tym również polonijnych. Warto z tego korzystać, bo w ten sposób nie tylko pokazujemy, że jesteśmy integralną częścią społeczeństwa, ale również że szanujemy zwyczaje i tradycje kraju, w którym mieszkamy. Dodatkowo wspomniany aspekt reklamy również robi swoje, stąd liczna obecność na takich paradach komercyjnych klubów sportowych, tanecznych, szkół itp. O ile w mniejszych miejscowościach Polonia często aktywnie bierze udział w tych paradach, to w Dublinie, pomimo największego skupiska Polonii i działającej tam największej ilości polonijnych organizacji - jest z tym najgorzej.

W Polsce również Dzień św. Patryka jest coraz częściej celebrowany, chociaż w kRAJu jest to zwykły dzień roboczy, o ile nie wypadnie w niedzielę. Ludzie najchętniej spotykają się wtedy w irlandzkich pubach, żeby wychylić szklankę guinnessa. Tak swoją drogą, niesamowite jak Irlandczycy podbili cały świat swoimi pubami, prawda? Z drugiej strony, co do guinnessa, to sami mieszkańcy Zielonej Wyspy twierdzą, że jest to piwo dobre "dla turystów i kobiet". Nikogo broń Panie Boże nie chcę obrazić, a już zwłaszcza wspomnianych turystów i kobiet. Ot powtarzam, co słyszałem.

W Polsce mamy jeszcze jeden zwyczaj związany z Dniem św. Patryka, a mianowicie podświetlanie budynków na zielono, od Pałacu Kultury i Nauki, dawniej im. Józefa Stalina, po remizę w Psiej Wólce, której sołtys leczy w ten sposób jakieś swoje kompleksy. Z drugiej strony szkoda, że Irlandczycy nie rewanżują nam się tym samym. Mamy w tej sprawie kompletny brak symetrii. Wiecie Państwo, ile budynków w Irlandii zostało podświetlonych na biało-czerwono, w 100 rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości? Poza naszą ambasadą, żaden. Tymczasem z tej okazji podświetlono m.in. piramidy egipskie, Krzywą Wieżę w Pizie, najwyższy na świecie wieżowiec Burdż Chalifa w Dubaju, a nawet statuę Chrystusa Zbawiciela w Rio de Janeiro. Można? Można. Ale - do tego potrzeba minimum dobrej woli.

Ten brak symetrii można zaobserwować jeszcze przy innych okazjach: kiedy w Polsce są organizowane jakieś dni kultury irlandzkiej, nasi Rodacy naprawdę chętnie biorą w nich udział. Kiedy w Irlandii organizowaliśmy festiwal kultury polskiej, sytuacja była zgoła odmienna: Irlandczyków było tyle, co kot napłakał, a i to pewnie trafili przez pomyłkę. Na pocieszenie: w zeszłym miesiącu wybrałem się do urzędu miasta w Cork, gdzie diaspora chińska zapraszała wszystkich na świętowanie rozpoczęcia chińskiego nowego roku. Ta sama sytuacja: Irlandczycy ominęli to wydarzenie szerokim łukiem. Podejrzewam, że tak samo jest z organizowaniem kulturalnych wydarzeń przez inne nacje, mieszkające na Wyspie.

No cóż, jak widać, Irlandczycy cenią głównie swoje wydarzenia, jak i stawiają pomniki swoim bohaterom. Taki Paweł Strzelecki, polski podróżnik, geolog, geograf, badacz i odkrywca, który bezinteresownie niósł pomoc Irlandczykom podczas Wielkiego Głodu, przez co ocalił ok. 200 tysięcy ludzkich istnień, doczekał się dopiero 10 lat temu ledwie skromnej tabliczki w centrum Dublina, chociaż w bocznej uliczce, a i to wyłącznie dzięki staraniom Towarzystwa Irlandzko-Polskiego i Fundacji Kultury Irlandzkiej z Poznania. Dla samych Irlandczyków jest to postać praktycznie nieznana.

I wiecie co? Myślę, że to Irlandczycy mają rację i powinniśmy ich w tym naśladować. Stawiać pomniki swoim, a nie obcym, co ostatnio niestety zaczęło być u nas w modzie. Uczyć cały świat historii przez nas pisanej, a nie starać się zrozumieć "inne spojrzenie". Tym niech się zajmują inni i niech ci inni kołaczą do naszych drzwi, może im za to pozwolimy przybić gdzieś niewielką tabliczkę, jeżeli faktycznie zasłużyli się dla Polski i Polaków.

Irlandczycy świętują swoje, my często świętujemy cudze. I może dlatego oni mają globalną markę narodową, a my globalne kompleksy. Jeśli więc czegoś naprawdę warto się od nich nauczyć w Dzień Świętego Patryka, to nie picia whiskey, lecz dumy z własnych bohaterów. Św. Patryk był imigrantem, który stał się symbolem narodu. Irlandczycy potrafili go przyjąć i uczynić swoim. A potem nauczyli się jeszcze jednej rzeczy: stawiać na pierwszym miejscu własną opowieść. I może właśnie w tym tkwi ich siła...

Z okazji Dnia Świętego Patryka życzę Państwu, aby Zielona Wyspa była dla nas miejscem życzliwym, żebyśmy mieli tę zieleń w sercu, a los nalewał zawsze pełną miarkę!

niedziela, 8 marca 2026

Rybki i akwarium

Jak mówi znane powiedzenie: "albo rybki, albo akwarium". My dzisiaj kupiliśmy akwarium - z rybkami ;-) 

Patryczek, jak zresztą każde dziecko, interesuje się zwierzątkami. W Polsce ma króliczka, który pod jego nieobecność spędza czas u Babci, tutaj podjęliśmy decyzję wspólnie z nim, że na razie będą to rybki. Na początek niewielkie akwarium, zobaczymy jak to będzie wyglądało w praktyce. W sklepie zoologicznym niewielkie akwarium kosztuje 40-50 euro. Agnieszka znalazła ogłoszenie, że ktoś w Carrigtwohill sprzedaje takie akwarium za 10 euro. Umówiliśmy się na odbiór, ale pan który sprzedawał powiedział że nie będzie go w domu, niemniej zostawi akwarium pod drzwiami, a pieniądze żeby mu wsunąć przez otwór na listy. Ok, podjechaliśmy po to akwarium, które okazało się... pełne, tj. z wodą i 4 żyjącymi w nim rybkami. Do tego dołożony filtr do wody i zapas pokarmu. Ot, niespodzianka. Dołożyliśmy więc paczkę polskiego Ptasiego Mleczka ;-) Jak wyglądał ten odbiór, można zobaczyć na filmiku /od 2:54 minuty/: LINK.

/Powyżej: akwarium Patryczka/

piątek, 6 marca 2026

Pierwszy podpis Patryczka

Dzisiaj Patryczek po raz pierwszy samodzielnie napisał własne imię. Pierwsze słowa po angielsku, jak "dog" /pies/ czy "cod" /dorsz/, pisał już wcześniej, odrabiając lekcje. Dzisiaj ni z tego ni owego, wziął się za pisanie swojego imienia. Jak to wyglądało, można zobaczyć na filmiku tutaj /od 3:42 minuty/: LINK.

/Powyżej: pierwszy podpis Patryczka/

niedziela, 1 marca 2026

Dzień Otwarty w Old Cork Waterworks

Wybraliśmy się do Old Cork Waterworks, na Dzień Otwarty dla Rodzin, w ramach Tygodnia Inżynierii. Na dzieci czekały stałe wystawy w tych dawnych zakładach wodociągowych, oraz roboty VEX, zabawy konstrukcyjne z LEGO, zestawy snap circuits, itp. Dodatkowo dzieci mogły poznać zwierzęta mieszkające w morzach i oceanach, oraz obejrzeć narzędzia używane w czasach rzymskich. Wszystkie zajęcia były prowadzone przez wolontariuszy z Engineers Ireland.

Poniżej kilka zdjęć, filmik z tego wydarzenia można zobaczyć na moim YT: LINK.





czwartek, 26 lutego 2026

W nich cała nadzieja

Przez pół wieku swojego życia obejrzałem już chyba większość filmów, a jeżeli któregoś nie widziałem, to widziałem podobny. To jak z irlandzkimi zamkami: jak widziało się 10, to wiadomo jaki będzie 11-ty. Tym bardziej więc cenię sobie filmy nietypowe, nieprzeładowane efektami specjalnymi, z minimalną ilością aktorów. Takim jest polski film sf, "W nich cała nadzieja" Piotra Biedronia z 2023 roku. Bardzo kameralne kino, występuje ledwie jedna aktorka z towarzyszącym jej robotem.

Fabuła: świat po apokalipsie, wszystko jest skażone, ludzie generalnie zginęli, przetrwać mogli jedynie ci, którzy schronienie znaleźli w górach, ponad pułapem tegoż skażenia. Jedną z takich ocalonych jest Ewa, być może ostatnia żyjąca osoba, której towarzyszy zdezelowany, ale ciągle sprawny i uzbrojony robot, który pilnuje jej obozu. Dla bezpieczeństwo, żeby przekroczyć granicę obozu, trzeba podać hasło, które jest regularnie co kwartał zmieniane. Któregoś dnia Ewa oddala się od obozu, a kiedy wraca - okazuje się że zapomniała nowego hasła. Ma je zanotowane na lodówce, ale robot nie pozwala jej się zbliżyć do domu, pomimo że ją rozpoznaje, ale rozkaz - to rozkaz, bez hasła nikt nie wejdzie. Ewa próbuje różnych sposobów, również siłowych, ale robot do końca trwa na posterunku i pomimo że prowadzi z nią rozmowy, to bez podania hasła nie pozwala jej wejść. Bez happy endu. Warto obejrzeć!

/Powyżej: W nich cała nadzieja/

niedziela, 15 lutego 2026

piątek, 13 lutego 2026

Walentynkowa kartka od Patryczka

Dzisiaj dostaliśmy kartkę walentynkową od Patryczka ;-) Jak sam nam powiedział, kilka dni temu, byli całą klasą na poczcie i wysyłali kartki do rodziców. Od tamtego dnia codziennie sprawdzał skrzynkę, czy już doszła. Irlandzkiej poczcie lokalna przesyła zajęła bite 3 dni, ale gdzieś wcześniej czytałem, że jest z tym obecnie ogromny problem, bo brakuje listonoszy. Tak czy owak, kartka dotarła :-)

/Powyżej: kartka od Patryczka/

czwartek, 12 lutego 2026

Tłusty Czwartek 2026

Dzisiaj mamy Tłusty Czwartek, traf chciał że Patryczka odwiedził jego kolega, Gabryś, dokładnie tak, jak rok temu. I wtedy i teraz obaj Panowie pod okiem Agnieszki - robili pączki i faworki ;-)

Poniżej: cukiernicy i ich wyroby ;-)



środa, 11 lutego 2026

Irlandzkie masło Ór

Natknąłem się na masło Ór /co po irlandzku znaczy: Złoto/. Tam, gdzie zazwyczaj robię zakupy,  jest szereg innych, ale nie to. Warte uwagi, bo lokalne, wytwarzane w Kanturk, nieopodal Cork. Jak napisali na swojej stronie: "firma została założona w 1928 roku i od pokoleń czuwamy nad produkcją naszego tradycyjnego irlandzkiego masła – wytwarzanego z letniego mleka od certyfikowanych krów karmionych trawą. Całe nasze mleko pochodzi z okolic North Cork Creamery – od rolników i gospodarstw, które znamy od pokoleń."

Jak smak? Ja mam raczej podniebienie z podeszwy, nie wyłapuję większości niuansów smakowych, zazwyczaj smakuje mi wszystko, nie widzę specjalnej różnicy. Niemniej gdybym miał do wyboru np. Kerrygold /znane również w Polsce, chociaż z niemieckimi numerami weterynaryjnymi/ czy Ór, brał to drugie, ze względu na jego lokalność. Co do zasady co lokalne, to lepsze, bo miało krótszą drogę, jak to się mówi: od pola do stołu.

/Powyżej: masło Ór/

wtorek, 10 lutego 2026

Bandyci wychodzą, wspomnienia wracają

 W zeszłym miesiącu polskojęzyczne media obiegła informacja, że po 25 latach odsiadki wyszedł na wolność niejaki Ryszard Bogucki, skazany za zabójstwo bossa gangu pruszkowskiego, Andrzeja Kolikowskiego, bardziej znanego jako "Pershing". Ta, z pozoru mało istotna informacja, zawiera w sobie wspomnienie o całej dekadzie lat 90. ubiegłego wieku. A jaka to była dekada? Jak z piosenki Kazika: "tu złodzieje okradają wszystkich, którzy się ruszają, i nie myślą o policji, bo ci teraz spowiedź mają". Może nie tyle spowiedź, ile związane ręce z jednej strony, a z drugiej korupcję na każdym poziomie, od zwykłego stójkowego po otoczenie ówczesnych prezydentów Rzeczpospolitej. Może już o tym nieco zapomnieniliśmy, ale złodziejstwo było powszechne. Mnie samemu włamano się do mieszkania, na szczeście, gdy nikogo nie było, oraz do kiosku, który m.in. wtedy prowadziłem. Żeby było zabawniej, jednego z tych włamywaczy policja nawet ujęła, ale sąd wypuścił. Okradziono wtedy większość biznesów działających w okolicy. I jeszcze takie kuriozum: mojemu sąsiadowi skradziono auto. Następnego dnia pożyczył samochód od teścia, żeby miał czym dojeżdżać do pracy, i dwa dni później też mu go skradziono. Ot, takie wspominki.

Wyjście na wolność Boguckiego było dość spektakularne. Ten facet wyglądał jak z żurnala wycięty, a nie jak ktoś, kto przesiedział 25 lat, i to bez żadnej przerwy. Elegancka fryzura, fachowo przycięta broda, świetnie skrojone ubranie, w dodatku dobrze odżywiony, w świetnej kondycji fizycznej, wyglądający na 15 lat mniej, niż ma w rzeczywistości. Gość wyglądał, jakby wrócił z wieloletniego egzotycznego urlopu, a nie z więziennej celi. Dziwne się to wszystko wydaje, nawet jeżeli się pamięta, że Bogucki w latach 90. należał do czołówki najbogatszych Polaków. Od razu rodzi się pytanie: czy jego majątek pomógł mu w przejściu przez wieloletnie więzienie i uczynił je całkiem znośnym? Czy odsiadka w jego przypadku mogła być podobna do filmowej odsiadki "Siary" z drugiej części "Kilera", który to w ogromnej celi miał obrotowe łóżko i obiady dostarczane z Sheratona?

Tak naprawdę, to nie wiem, dlaczego on w ogóle siedział, skoro podobno zabił bandytę i to szefa mafii? Za zabicie bandziora powinni mu medal dać, a nie, jak mówią w swoim slangu skazani, "ćwiarę". No ale, jak to we wspomnianym "Kilerze" podczas przesłuchania zwrócił się do tytułowego bohatera komisarz Ryba: "zabijałeś kanalie, fakt. Ale odpowiesz za każdego, jak za niewinnego człowieka". Takie niestety mamy prawo w kRAJu... Gwoli uczciwości należy dodać, że Bogucki nigdy się nie przyznał do zabójstwa "Pershinga" i zapowiada walkę o odszkodowanie za według niego, niesłuszne skazanie.

Od tamtego czasu wiele wody w płynącej przez Dublin rzece Liffey upłynęło. Kiedy wsadzano go do więzienia, nie było jeszcze nawet Szpili w Dublinie, Polska nie była w UE, za to zdążyła się urodzić cała nowa generacja, następne pokolenie, które powoli przejmuje pałeczkę. Bogucki też będzie się musiał nauczyć kilku nowych rzeczy, w tym obsługi smartfona. Swoją drogą, z takiej perspektywy dość nieudolnie wygląda odtworzenie realiów w "Psach 3", kiedy to po odsiedzeniu identycznego wyroku, 70-letni Franz Maurer natychmiast obsługuje taki telefon, który po nocnej libacji alkoholowej "pożyczył" od "Panicza", swojego dawnego donosiciela, i wyszukuje za pomocą tego urządzenia informacji w internecie. No nie, tak to nie działa. Oczywiście, film rządzi się swoimi prawami, stąd w drugiej części "Psów" główny bohater mógł wyjechać do Nowej Zelandii i jeszcze dzwonić stamtąd do kolegi, a w trzeciej obudzić się na więziennej pryczy, zdając sobie sprawę, że to był tylko sen. No ale błagam, trochę szacunku dla widza...

Wracając do Boguckiego i wesołych lat 90.: tak się akurat złożyło, że w tej chwili wychodzi na wolność cała plejada gangusów, wsadzona na przełomie wieków. Jestem pewien, że zrobienie wtedy porządku z bardzo rozbrykaną polską mafią, było jednym z warunków, być może niepisanych, przyjęcia nas do UE. Lata 90. to był niebywały czas: z jednej strony jako-taka wolność gospodarcza, bo urzędy skarbowe nie miały takich środków technicznych, jakie mają teraz, z drugiej - ogromny rozwój przestępczości. Gangsterzy robili, co chcieli, policja była bezradna, a przede wszystkim niedofinansowana, i to tak bardzo, że paliwo do służbowych samochodów często fundowały im samorządy. Być może też ta bezkarność wynikała z tego, że, jak się powoli dowiadujemy, bandyci mieli swego rodzaju parasol ochronny od służb specjalnych, w zamian za współpracę. Jaka to była współpraca? Gangusy, prowadzące różne interesy, od agencji towarzyskich, przez knajpy, kluby nocne i kasyna, zapewne dzieliły się informacjami na temat zaglądających tam prominentnych osób, być może odpalały też jakąś dolę, a w zamian policja niespecjalnie ich ścigała, sądy szybko wypuszczały, a w razie poważnej wtopy, prezydenci Wałęsa czy Kwaśniewski usłużnie podpisywali ułaskawienia. Dość wspomnieć, że jak podaje Wikipedia, ten pierwszy ułaskawił 3454 osoby, a ten drugi 4302. Dla porównania: Kaczyński ułaskawił 201 osób, Komorowski 360, a Duda tylko 143. Jest różnica?

W latach 90. trudno było odróżnić biznesmena od gangstera, a politycy chętnie trzymali się z jednymi i drugimi, nie widząc w tym niczego złego. Zresztą poważny biznes robiło się wtedy na prywatyzowanych zakładach, sprzedawanych przez państwo udziałach, pośrednictwie w handlu gazem itp. Wszystko to oczywiście w kontaktach z politykami i służbami, również innych państw. Siłą rzeczy łapówki też musiały być na porządku dziennym. Zanim weszliśmy do Unii, musieliśmy ukrócić najbardziej widoczną, niemal oficjalną korupcję i wspomniane rozbrykanie polskiej mafii, która poczuła się tak silna, że ofiarą jej zamachu stał się w końcu gen. Marek Papała, były Komendant Główny Policji. Do dzisiaj nie wiadomo kto i dlaczego go zabił, ale wiadomo z kolei, że Papała, jako szef policji, zwalczał mafię pruszkowską, miał wiedzę o powiązaniach świata przestępczego z policją, UOP, polityków z mafią, o nielegalnych operacjach lat 90., itp. Niewykluczone zresztą, że zabiły go służby, a nie mafia, ale w tamtych czasach to w sumie było bez znaczenia, obydwa te twory żyły w symbiozie. Z jawnie działającą mafią, drwiącą sobie z policji, nikt by nas na europejskie salony nie wpuścił, a że rządząca wtedy lewica już dobiła politycznego targu, trzeba było z tym szybko zrobić porządek. I rzeczywiście zrobiono, niemal hurtowo zamykając wtedy wszystkich gangusów i okładając ich najwyższymi możliwymi wyrokami. Oczywiście, ci z kolei na wyścigi wydawali swoich kolegów, licząc na złagodzenie kary, a jednocześnie nie chwalili się za bardzo znajomościami w świecie politycznych elit, bo każdy z nich chciał jednak żyć. Choćby za więziennym murem, ale - żyć.

Na gadanie wzięło ich dopiero teraz, kiedy zaczęli opuszczać więzienia. Część z nich próbuje zostać internetowymi celebrytami, zakładając konta na social mediach i opowiadając mniej lub bardziej wydumane historie. O dziwo, są chętnie oglądani i lajkowani przez młodzież. To jest naprawdę ogromna porażka wychowawcza polskich rodzin i szkół, że takie bandziory, niegdyś łamiące ludziom kości i życiorysy, dzisiaj znajdują grono słuchaczy. Z drugiej strony, lepiej jak tylko opowiadają barwne historyjki, w których jedynie brakuje smoków, niż gdy próbują wrócić do dawnego fachu. Ostatnio była głośna sprawa, gdy nieoficjalnie nazwana przez policję "Grupa Dziadków", składająca się z niedawno wypuszczonych na wolność już ponad 60-letnich gangsterów, wśród których znajdował się jeden z przywódców mafii pruszkowskiej, próbowała wymusić haracz. Kiedyś byli postrachem, teraz to Gang Olsena: policja zawinęła ich kompletnie zaskoczonych i to na gorącym uczynku. Ot, trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść...

Dzisiaj zamiast brutalnych bandziorów wymuszających haracze, okradają nas głównie politycy, urzędnicy i bankierzy, za to w białych rękawiczkach. Słoiki z ogórkami oraz zdezelowane rowery, można już bezpiecznie trzymać w piwnicy. O ile oczywiście postępująca bieda nie sprawi, że i na to pokusi się ten czy inny sąsiad.

niedziela, 8 lutego 2026

Chiński Nowy Rok w Cork

Wybrałem się z Patryczkiem się do Cork City Hall, żeby zobaczyć celebrowane przez tutejszą chińską diasporę - rozpoczęcie nowego roku, wg ich kalendarza. Obejrzeliśmy pokaz sztuk walki oraz występy artystyczne. Filmik z tego można zobaczyć na moim YT /od 2 minuty/: LINK

Subiektywnie oceniam, że trochę chaos, trochę brak organizacji, przynajmniej w porównaniu z Festiwalami Kultury Polskiej, które kiedyś były w tym mieście. Nie było nic dla dzieci, więc Patryczek szybko się znudził i ciągnął do wyjścia. Na widowni - pustka, dopisała jedynie chińska diaspora. Czyli tak jak przy tych naszych festiwalach: Irlandczycy raczej omijają takie wydarzenia, czy to organizowane przez polską czy chińską społeczność. Oczywiście, notable zawsze się chętnie pokażą, żeby zrobić sobie fotkę z organizatorami, i ulotnić się po angielsku, czy w tym przypadku - po irlandzku. Z kolei kiedy w Polsce są organizowane jakieś Dni Kultury Irlandzkiej, Żydowskiej czy jakiejkolwiek innej, to Polacy walą drzwiami i oknami. Warto mieć to na uwadze, że jednak jesteśmy bardziej otwartą na nowe doświadczenia nacją, niż nam się wydaje.

/Powyżej: Chiński Nowy Rok w Cork/

niedziela, 1 lutego 2026

Piccolo Play Village w Ballincollig

Dzisiaj wybraliśmy się do Piccolo Play Village w Ballincollig. Jest to sala zabaw dla dzieci podzielona na tematyczne przestrzenie: Szkoła, Weterynarze, Pizzeria, Budowa, Salon Piękności, Posterunek Policji, Więzienie, Straż Pożarna, Sklep, itd. W Polsce takie sale zabaw są już dość popularne, tutaj - jest to pierwsze takie miejsce w okolicy Cork, działające od 30 grudnia 2023 roku. Obecnie jest czynne od czwartku do niedzieli, wizytę trzeba rezerwować online, czas zabawy: 1,5 godziny. W środku znajduje się punkt z kawą i drobnymi przekąskami.

Poniżej - kilka zdjęć, na YT można zobaczyć mój filmik z tego placu zabaw /od 4:47 minuty/: LINK.








poniedziałek, 26 stycznia 2026

W tym roku po raz pierwszy nie było WOŚP w Cork

Sobie a muzom do odnotowania: wczoraj była niedziela, kolejny finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Byliśmy na Mszy Świętej w Holy Cross, "polskim kościele" w Cork. Kiedy wchodziliśmy, Agnieszka zauważyła, że nie ma przy wejściu wolontariuszy WOŚP, chociaż zawsze kwestowali. Z własnego doświadczenia wiem, że pod kościołem zawsze się zbierało najszybciej i najwięcej. Dzisiaj zrobiłem małe poszukiwania w internecie, i - opierając się na lokalnych stronach na fb /WOŚP Cork, ZHP, Polska Szkoła, MyCork/ - wychodzi na to, że w tym mieście od kilku lat nie ma już sztabu WOŚP. Ostatni raz "pełnoprawna" impreza odbyła się w 2022 roku, później wolontariusze, głównie z ZHP, kwestowali - ale na rzecz sztabów z innych miejscowości. W tym roku, powtarzając za śp. Krzysztofem Kononowiczem: "nie było niczego". Przeglądając komentarze tu i ówdzie wyczytałem, że problemem jest "brak chętnych do organizacji tej imprezy", chociaż z drugiej strony była kontra, że "chętni są, tylko są blokowani". Jak i przez kogo - już się nie dowiedziałem.

niedziela, 18 stycznia 2026

Lodowisko w Cork

Chociaż temperatury w Irlandii nawet w zimie są co do zasady wyraźnie na plus, to jednak mamy w Cork przynajmniej dwa sezonowe lodowiska. Na jedno z nich wybrała się dzisiaj Agnieszka z Patryczkiem. Można wypożyczyć łyżwy bezpieczne dla dzieci, oraz "pingwinki" pomagające utrzymać równowagę, a po zabawie zjeść m.in. gorącego naleśnika z czekoladą ;-)

Poniżej - kilka zdjęć: