piątek, 26 lutego 2010

XV wizyta w Polsce (4): bo bilet był zgięty...

Odwiedziła mnie Mama :-) Kiedy odprowadziłem ją na dworzec PKP przeżyłem interesującą "przygodę"...

Mama nie mieszka w Krakowie, więc kiedy wracała do domu odprowadziłem ją na dworzec PKP. Główny Dworzec PKP w Krakowie, żeby nie było niejasności ;-) Podkreślenie o tyle istotne, ponieważ tego, co przytrafiło mi się przy kasie, nie wymyśliłby chyba nawet mistrz Bareja...

Otóż kupiłem bilet, zapłaciłem, bilet machinalnie zgiąłem na pół żeby się łatwo zmieścił w kieszeni, torebce, czy portfelu - i oddałem go Mamie. Po chwili Mama zorientowała się że jest pociąg w tym samym kierunku ale o innej, bardziej pasującej jej godzinie, zawróciłem więc do kasy gdzie 3 minuty wcześniej zakupiłem ten bilet, chcąc go wymienić. Sprawa wydawała mi się bardzo prosta: nie chciałem zwrotu pieniędzy, etc, chciałem tylko bilet na inną godzinę ale na tę samą trasę, tyle że obsługiwaną przez innego przewoźnika.

- Dzień dobry raz jeszcze, chciałbym wymienić ten bilet który tutaj przed chwilą kupiłem na taki sam tylko na inną godzinę - wyłuszczyłem mój problem Pani Kasjerce od której chwilę wcześniej kupiłem ów bilet
- Ale po co? - zapytała Pani Kasjerka
- Ponieważ ta inna godzina bardziej mi odpowiada - odparłem
- Ale to musi pan dostać pieczątkę że bilet anulowano i ja potrącę panu 10% wartości biletu - stwierdziła Pani Kasjerka
- Dobrze, a gdzie mógłbym dostaćpieczątkę? - spytałem z uśmiechem czując już komizm sytuacji
- Ale pan ma zgięty bilet - znienacka zawołała Pani Kasjera oskarżycielsko celując palcem w mój bilet który chciałem jej zwrócić
- Proszę? - myślałem że czegoś nie zrozumiałem
- Bilet ma pan zgięty! - niemal wykrzyczała Pani Kasjerka
- No to co? - spytałem czując tym razem już kafkowski klimat
- No to ja nie mogę go przyjąć! - dobitnie stwierdziła Pani Kasjerka

Przyznam, że zaniemówiłem. Z tępego odrętwienia wyratowała mnie dopiero moja Mama, która ciągnąc mnie za łokieć stwierdziła, że nie warto...

Mama, szczęśliwie już bez większych perypetii odjechała, a ja po powrocie do domu zacząłem się zastanawiać, czy aby nie powinien teraz zacząć pieczołowicie prostować polskich banknotów które również, jak zwykle, zginam na pół, bo tak mi wygodniej. Kto wie, może też mi ich nie przyjmą?

Nic śmiesznego i żadna przesada: przed wyjazdem do Irlandii, kiedy jeszcze naiwnie wierzyłem że w Polsce można budować kapitalizm na zdrowych zasadach, byłem jednym z tych którzy postanowili wziąć swoje sprawy w swoje ręce i, a jakże, przez kilka lat prowadziłem niewielką firemkę. Któregoś razu gdy wpłacałem podatek w kasie fiskusa, również spotkałem się z podobną sytuacją: pani kasjerko - urzędniczka zwróciła mi uwagę że banknoty które wpłacam do kasy urzędu skarbowego powinny być "czyściutkie i równo ułożone", za nic mając moje tłumaczenia że płacę tym, co sam dostaję od klientów /a pieniądze były jak pieniądze, nie nowe ale też nie zniszczone/.
- Mi trzeba ładne dawać - stwierdziła pani kasjerko - urzędniczka.
Koniec końców pieniądze przyjęła, ale była wybitnie "obrażona".

Jak widać, tam gdzie państwo ma swoje kasy, "komuna" wciąż ma się dobrze...

6 komentarzy:

  1. ...a zauważył Pan to znamię?...Oni wszyscy mają na lewym (oczywiscie!) policzku...czarny pieprzyk:-)...są wszędzie,trzeba się mieć na baczności:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie zauważyłem ;-) Myślę że różne znamiona i skazy mają oni raczej wewnątrz - niż na zewnątrz... A na baczności faktycznie trzeba się mieć, chwila nieuwagi może sporo kosztować...

    OdpowiedzUsuń
  3. O "barejowych" absurdach udaje mi się przekonać od czasu do czasu i wówczas zastanawiam się, czy to może nie błąd Matrixa.
    Polecam panią z marketu - http://www.blog.rekosz.pl/?p=818

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Piotrze czemu nie zlozyles skargi na dzialenie tej kasjerki? Tylko przez dzialanie mozna cos zmienic, nie dzialanie nic nie zmieni. Twoj przyklad bloga jest super przykladem dzialania, wiec zloz skarge zawiadom kogo trzeba. Pisz pisma niech odpisuja, albo idz do Rzepy czy Wyborczej. Kazdy jest odpowiedzialny za to zeby bylo lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem przekonany, że kasjerka działała zgodnie z jakimiś idiotycznymi przepisami obowiązującymi w PKP. Poza tym trochę trudno mi pisać pisma do Polski z Irlandii, wątpię żeby ktoś zawracał sobie głowę odpisywaniem za granicę jakiemuś "wyjechanemu" ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Piotrze wiecej wiary w ludzi, na pewno taka skarga bylaby rozpatrzona dla Ciebie pozytwnie a kasjerka dostala by reprymende, naprawde swiat jaki jest jest uzelazniony od nas, nie od ducha swietego, kubusia puchatka czy Lecha Kaczynskiego. Od nas od Ciebie, mnie i tej kasjerki. Wiec opisz to i wyslij maila do PKP

    pozdrawia Anonim :)

    nie wiem jak sie zalogowac na ten Twoj log ;)

    OdpowiedzUsuń