Przez pół wieku swojego życia obejrzałem już chyba większość filmów, a jeżeli któregoś nie widziałem, to widziałem podobny. To jak z irlandzkimi zamkami: jak widziało się 10, to wiadomo jaki będzie 11-ty. Tym bardziej więc cenię sobie filmy nietypowe, nieprzeładowane efektami specjalnymi, z minimalną ilością aktorów. Takim jest polski film sf, "W nich cała nadzieja" Piotra Biedronia z 2023 roku. Bardzo kameralne kino, występuje ledwie jedna aktorka z towarzyszącym jej robotem.
Fabuła: świat po apokalipsie, wszystko jest skażone, ludzie generalnie zginęli, przetrwać mogli jedynie ci, którzy schronienie znaleźli w górach, ponad pułapem tegoż skażenia. Jedną z takich ocalonych jest Ewa, być może ostatnia żyjąca osoba, której towarzyszy zdezelowany, ale ciągle sprawny i uzbrojony robot, który pilnuje jej obozu. Dla bezpieczeństwo, żeby przekroczyć granicę obozu, trzeba podać hasło, które jest regularnie co kwartał zmieniane. Któregoś dnia Ewa oddala się od obozu, a kiedy wraca - okazuje się że zapomniała nowego hasła. Ma je zanotowane na lodówce, ale robot nie pozwala jej się zbliżyć do domu, pomimo że ją rozpoznaje, ale rozkaz - to rozkaz, bez hasła nikt nie wejdzie. Ewa próbuje różnych sposobów, również siłowych, ale robot do końca trwa na posterunku i pomimo że prowadzi z nią rozmowy, to bez podania hasła nie pozwala jej wejść. Bez happy endu. Warto obejrzeć!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz