piątek, 13 marca 2026

Dzień św. Patryka: między whiskey a ewangelią

Zbliża się największe irlandzkie święto narodowe, czyli Dzień Świętego Patryka. Celebrują je Irlandczycy na całym świecie, a w wielu krajach jest stałym elementem lokalnej kultury – także w Polsce.

Tego dnia odbywają się parady, ludzie ubierają się na zielono, podobno zdarza się też serwowane zielone piwo, chociaż z tym ostatnim nigdy nie spotkałem się w Irlandii. Ze względu na religijny charakter święta, wiele osób uczestniczy we Mszy Świętej, podczas której święci się koniczynkę, która jest nieoficjalnym symbolem Zielonej Wyspy i za pomocą której Święty Patryk objaśniał tajemnice Trójcy Świętej.

Kim był św. Patryk? Wiadomo, że nie był Irlandczykiem, czy też: stał się nim z wyboru tak jak wielu z nas. Św. Patryk nie pochodził z Irlandii, należy jednak do najwybitniejszych jej przedstawicieli; wyspa zawdzięcza mu chrześcijaństwo i nową kulturę. Urodził się około 385 r. w Brytanii, do Irlandii trafił w wieku 16 lat, uprowadzony przez piratów. Uciekł sześć lat później i schronił się w Galii. Mimo że udało mu się zbiec, Zielona Wyspa pozostawiła w jego myślach trwały ślad; wrócił tu w 432 roku. Został biskupem. Chociaż nie był pierwszym misjonarzem chrześcijańskim w Irlandii, to właśnie on zniósł pogańskie rytuały. Nawrócił wodzów i książęta, chrzcząc ich wraz z tysiącami poddanych. Zmarł 17 marca, dlatego ten dzień, jako datę jego "urodzin dla Nieba", uroczyście świętujemy.

Chociaż z tym świętowaniem to różnie bywa. Oprócz uroczystych parad, dla większości jedyną rozrywką w tym dniu będzie picie na umór i wmawianie sobie, że tak się robi ku czci tego świętego. Skąd to się wzięło? Ano z kolejnej legendy o św. Patryku, który podczas swoich podróży miał wejść do karczmy, w której właścicielka nie dolewała pełnej miarki whiskey. Patryk nastraszył ją, że przez to w jej lokalu pojawią się diabły. Przestraszona kobieta od tego czasu zawsze nalewała pełną miarkę, a zwyczaj ten zapoczątkował tradycję obfitego picia whiskey w Dzień św. Patryka, zresztą podobno na jego własne polecenie. Piękna bajka, ale bajka. W tamtych czasach prawdopodobnie jeszcze w ogóle nie znano tego trunku, pierwsze wzmianki o whiskey pochodzą dopiero z VII wieku, a więc dobre 200 lat po śmierci św. Patryka. W dodatku początkowo dość długo, czyli przez kolejnych 200 lat, traktowano ją jako lekarstwo, a nie jako napój dobry dla gawiedzi. Cóż to jednak szkodzi kolejnej legendzie, która wynalezienie tego trunku wprost przypisuje, a jakże, św. Patrykowi.

Gdyby to była prawda, marny to byłby święty, odpowiedzialny za poważny problem alkoholowy wśród wielu kolejnych generacji Irlandczyków. Twardych danych nie mam, ale opierając się na spostrzeżeniach z mojej "obserwacji uczestniczącej" wynika, że co roku jest gorzej. Ilość pijanej hołoty w Dniu św. Patryka bywa tak przygnębiająca, że po paradzie najlepiej od razu opuścić centrum miasta. Nie zawsze jednak tak było. W samej Irlandii przez wiele lat w Dzień św. Patryka obowiązywał zakaz sprzedaży alkoholu. Od 1903 r., gdy święto stało się oficjalnym dniem wolnym, miało ono przede wszystkim charakter religijny. Na mocy przepisów dotyczących świąt religijnych, puby musiały być zamknięte 17 marca. Zakaz ten obowiązywał aż do 1961 r. Dopiero w kolejnych latach zniesiono ograniczenia i święto zaczęło stopniowo nabierać bardziej festiwalowego charakteru, jaki znamy dziś - z paradami i celebracją w pubach.

Same parady, to dopiero lata 30. ub.w., wcześniej organizowali je irlandzcy imigranci w Ameryce. Reasumując: sam św. Patryk był imigrantem w Irlandii, a parady ku jego czci rozpoczęli za granicą irlandzcy emigranci. Irlandczycy w Irlandii początkowo obchodzili to święto zupełnie inaczej. Teraz na Zielonej Wyspie pałeczkę w dużej mierze znowu przejmują imigranci, często stanowiąc lwią część parady. Sama parada to wyjątkowa okazja do swoistego zareklamowania się dla wielu rodzajów klubów i stowarzyszeń, w tym również polonijnych. Warto z tego korzystać, bo w ten sposób nie tylko pokazujemy, że jesteśmy integralną częścią społeczeństwa, ale również że szanujemy zwyczaje i tradycje kraju, w którym mieszkamy. Dodatkowo wspomniany aspekt reklamy również robi swoje, stąd liczna obecność na takich paradach komercyjnych klubów sportowych, tanecznych, szkół itp. O ile w mniejszych miejscowościach Polonia często aktywnie bierze udział w tych paradach, to w Dublinie, pomimo największego skupiska Polonii i działającej tam największej ilości polonijnych organizacji - jest z tym najgorzej.

W Polsce również Dzień św. Patryka jest coraz częściej celebrowany, chociaż w kRAJu jest to zwykły dzień roboczy, o ile nie wypadnie w niedzielę. Ludzie najchętniej spotykają się wtedy w irlandzkich pubach, żeby wychylić szklankę guinnessa. Tak swoją drogą, niesamowite jak Irlandczycy podbili cały świat swoimi pubami, prawda? Z drugiej strony, co do guinnessa, to sami mieszkańcy Zielonej Wyspy twierdzą, że jest to piwo dobre "dla turystów i kobiet". Nikogo broń Panie Boże nie chcę obrazić, a już zwłaszcza wspomnianych turystów i kobiet. Ot powtarzam, co słyszałem.

W Polsce mamy jeszcze jeden zwyczaj związany z Dniem św. Patryka, a mianowicie podświetlanie budynków na zielono, od Pałacu Kultury i Nauki, dawniej im. Józefa Stalina, po remizę w Psiej Wólce, której sołtys leczy w ten sposób jakieś swoje kompleksy. Z drugiej strony szkoda, że Irlandczycy nie rewanżują nam się tym samym. Mamy w tej sprawie kompletny brak symetrii. Wiecie Państwo, ile budynków w Irlandii zostało podświetlonych na biało-czerwono, w 100 rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości? Poza naszą ambasadą, żaden. Tymczasem z tej okazji podświetlono m.in. piramidy egipskie, Krzywą Wieżę w Pizie, najwyższy na świecie wieżowiec Burdż Chalifa w Dubaju, a nawet statuę Chrystusa Zbawiciela w Rio de Janeiro. Można? Można. Ale - do tego potrzeba minimum dobrej woli.

Ten brak symetrii można zaobserwować jeszcze przy innych okazjach: kiedy w Polsce są organizowane jakieś dni kultury irlandzkiej, nasi Rodacy naprawdę chętnie biorą w nich udział. Kiedy w Irlandii organizowaliśmy festiwal kultury polskiej, sytuacja była zgoła odmienna: Irlandczyków było tyle, co kot napłakał, a i to pewnie trafili przez pomyłkę. Na pocieszenie: w zeszłym miesiącu wybrałem się do urzędu miasta w Cork, gdzie diaspora chińska zapraszała wszystkich na świętowanie rozpoczęcia chińskiego nowego roku. Ta sama sytuacja: Irlandczycy ominęli to wydarzenie szerokim łukiem. Podejrzewam, że tak samo jest z organizowaniem kulturalnych wydarzeń przez inne nacje, mieszkające na Wyspie.

No cóż, jak widać, Irlandczycy cenią głównie swoje wydarzenia, jak i stawiają pomniki swoim bohaterom. Taki Paweł Strzelecki, polski podróżnik, geolog, geograf, badacz i odkrywca, który bezinteresownie niósł pomoc Irlandczykom podczas Wielkiego Głodu, przez co ocalił ok. 200 tysięcy ludzkich istnień, doczekał się dopiero 10 lat temu ledwie skromnej tabliczki w centrum Dublina, chociaż w bocznej uliczce, a i to wyłącznie dzięki staraniom Towarzystwa Irlandzko-Polskiego i Fundacji Kultury Irlandzkiej z Poznania. Dla samych Irlandczyków jest to postać praktycznie nieznana.

I wiecie co? Myślę, że to Irlandczycy mają rację i powinniśmy ich w tym naśladować. Stawiać pomniki swoim, a nie obcym, co ostatnio niestety zaczęło być u nas w modzie. Uczyć cały świat historii przez nas pisanej, a nie starać się zrozumieć "inne spojrzenie". Tym niech się zajmują inni i niech ci inni kołaczą do naszych drzwi, może im za to pozwolimy przybić gdzieś niewielką tabliczkę, jeżeli faktycznie zasłużyli się dla Polski i Polaków.

Irlandczycy świętują swoje, my często świętujemy cudze. I może dlatego oni mają globalną markę narodową, a my globalne kompleksy. Jeśli więc czegoś naprawdę warto się od nich nauczyć w Dzień Świętego Patryka, to nie picia whiskey, lecz dumy z własnych bohaterów. Św. Patryk był imigrantem, który stał się symbolem narodu. Irlandczycy potrafili go przyjąć i uczynić swoim. A potem nauczyli się jeszcze jednej rzeczy: stawiać na pierwszym miejscu własną opowieść. I może właśnie w tym tkwi ich siła...

Z okazji Dnia Świętego Patryka życzę Państwu, aby Zielona Wyspa była dla nas miejscem życzliwym, żebyśmy mieli tę zieleń w sercu, a los nalewał zawsze pełną miarkę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz