poniedziałek, 24 listopada 2025

Świat według spisku

Im jestem starszy, tym częściej – choć niechętnie – daję wiarę przeróżnym teoriom spiskowym. Wynika to zapewne z sumy doświadczeń życiowych, jakie zebrałem przez ponad pół wieku mojej wędrówki po tym łez padole. Rzeczy okazują się nie być takimi, jakimi się na pierwszy rzut oka wydają. Spontaniczne oddolne ruchy społeczne są najczęściej precyzyjnie zaplanowane i hojnie sfinansowane. Media – jak kłamały za komuny, tak kłamią nadal, tylko bardziej. Świat nie jest czarno-biały, a to, że ktoś jest bohaterem, nie znaczy wcale, że nie może być zdrajcą. I odwrotnie zresztą też.

Weźmy taki ostatnio odmieniany przez wszystkie przypadki Mercosur. To organizacja gospodarcza, która od lat 90. XX wieku ma na celu ułatwienie handlu i współpracy między państwami Ameryki Południowej. Działa trochę jak mini-Unia Europejska – ma wspólną politykę handlową, niskie cła między członkami i wspólne stanowisko wobec państw trzecich. W jej skład wchodzą m.in. Argentyna, Brazylia, Urugwaj i Paragwaj.

Obecnie wielu politykom spędza sen z powiek planowana umowa o wolnym handlu między Unią Europejską a Mercosurem. Zwiększyłaby wymianę handlową m.in. w branżach samochodowej, spożywczej, farmaceutycznej i przemysłowej. UE mogłaby eksportować więcej samochodów, maszyn i leków, a Mercosur – więcej mięsa, cukru, soi i etanolu. Oczywiście, jak to zwykle bywa, jedni zyskają na tym więcej, inni znacznie mniej, a niektórzy wręcz dołożą do interesu.

W gronie tych, którzy mają stracić, wymienia się m.in. Irlandię i Polskę. Irlandia jest znaczącym eksporterem wołowiny – tańsze mięso z krajów Mercosuru może położyć temu kres. W Polsce uderzy to w rolników, już narażonych na nieuczciwą konkurencję ze strony producentów rolnych z Ukrainy. Zyskać mają przede wszystkim Niemcy, posiadający rozwinięty przemysł motoryzacyjny.

Co mają z tym wspólnego teorie spiskowe? Oto jedna z nich. Ale najpierw cofnijmy się do końca II wojny światowej. Wielu nazistów, widząc swoją porażkę i wiedząc, że mają na sumieniu tysiące bezbronnych ofiar, uciekło z Niemiec. Dokąd? Przeważnie właśnie do państw, które dziś tworzą Mercosur. Czy ci niemieccy mordercy i złodzieje, którzy okradli całą Europę, a Polskę w szczególności, uciekali z pustymi rękami? Oczywiście, że nie. Mieli kieszenie ciężkie od polskiego, zrabowanego złota, kosztowności z ograbionych domów i wszystkiego, co miało łatwo spieniężalną wartość. Co zrobili z tymi pieniędzmi w krajach, do których uciekli? Oczywiście – przeznaczyli je na dokładne zatarcie śladów po sobie, stworzenie nowej tożsamości, a następnie na inwestycje, również w ziemię i produkcję rolną. Mijają dwa pokolenia, majątki są przekazywane kolejnym generacjom, które zaczynają robić obopólnie korzystny biznes z krajem swoich przodków – kosztem tych, których niegdyś zwalczali. Mogło tak być? W jakiejś części zapewne tak.

No dobrze, to tylko spiskowa teoria. Ale ile już było takich, które okazały się prawdą? Projekt Tuskegee, MK-Ultra, program PRISM, operacja Mockingbird, ukrywanie szkodliwości palenia przez koncerny tytoniowe, eksperymenty eugeniczne w USA, wpływ przemysłu zbrojeniowego na politykę – i wiele innych. W Polsce też mieliśmy sporo takich doniesień, które na pierwszy rzut oka wydawały się niedorzeczne, a później okazywały się prawdą – jak choćby tajne więzienia CIA w Starych Kiejkutach. Kiedy Andrzej Lepper z sejmowej mównicy ujawnił prawdę o nich, najpierw powszechnie stukano się w czoło. A później, gdy wszystko wyszło na jaw, Lepper popełnił „samobójstwo”.

No cóż – służby nie lubią, gdy ktoś ma za długi jęzor. To aż nadto jawne ostrzeżenie dla innych gadatliwych, którzy wtedy szybko tracą ochotę do zwierzeń. Podobna śmierć spotkała Emila Czeczko, polskiego dezertera, który na Białorusi opowiadał niestworzone historie o naszych żołnierzach. Również popełnił „samobójstwo”, zresztą w ten sam sposób co śp. Lepper. Pytanie tylko, które służby mu w tym „pomogły”: białoruskie czy nasze? Ja tam obstawiam, że to nasze wysłały w ten sposób jasny sygnał dla innych, potencjalnie chętnych do dezercji i łatwego życia na cudzym wikcie w zamian za kilka wywiadów telewizyjnych. Ale oczywiście – mylić się mogę. To w końcu tylko teoria. Spiskowa, w dodatku.

Jeżeli teoria z Mercosurem ma choć ziarnko prawdy, pozostaje pytanie: czy wchodzenie w taki biznes jest etyczne, jeśli ma się świadomość, w jaki sposób nastąpiła tam akumulacja pierwotna kapitału? Oczywiście – to pytanie czysto retoryczne. Biznes i polityka nie zajmują się etyką.

Gdyby się zajmowały, to taki Wernher von Braun, twórca rakiet V2, nie zostałby przejęty przez Amerykanów w ramach operacji „Paperclip” – tajnego programu, w którym USA sprowadziły ponad 1600 niemieckich naukowców, w tym wielu dawnych członków NSDAP i SS, aby pracowali dla amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego i kosmicznego. Tym samym nie byłby głównym konstruktorem rakiety Saturn V, która wyniosła misję Apollo 11 na Księżyc w 1969 roku. Tak, proszę Państwa – dzięki temu niemieckiemu naziście, mającemu na sumieniu śmierć tysięcy ludzi z obozów koncentracyjnych, Amerykanie wylądowali na Księżycu.

No właśnie – wylądowali? Istnieje przecież i taka teoria spiskowa, że Amerykanie nigdzie nie polecieli, że to wszystko było farsą nagraną w odpowiednio przygotowanym studiu filmowym. No cóż – nie zawsze teorie spiskowe są prawdziwe. Pomijając wszystko inne, pamiętajmy, że wtedy trwał swoisty wyścig w kosmos między ZSRR a USA. Początkowo Rosjanie znacznie wyprzedzali Amerykanów: w 1957 roku wystrzelili Sputnika 1 – pierwszego sztucznego satelitę Ziemi, a w 1961 roku jako pierwszy poleciał w kosmos Jurij Gagarin. Ich hegemonię przełamało dopiero lądowanie Amerykanów na Księżycu w 1969 roku. Jestem przekonany, że gdyby tego lądowania w rzeczywistości nie było, Rosjanie, którzy na pewno bardzo dokładnie śledzili poczynania swoich konkurentów – m.in. za pomocą agentów umieszczonych wśród naukowców – podnieśliby wrzask na cały świat, demaskując „amerykańskie kłamstwa”. Nic takiego się jednak nie stało.

Reasumując: trzeba mieć oczy szeroko otwarte – szczególnie w czasach, gdy pracownicy mediów zblatowali się z politykami tak, jak nigdy wcześniej. Dotyczy to obu stron sporu politycznego, a niezależność dziennikarska to dziś pusty slogan. Stąd potrzeba szczególnej uwagi na treści, jakie nam suflują. Może więc warto nie tyle wierzyć w teorie spiskowe, co po prostu przestać wierzyć w przypadki i nieszczęśliwe wypadki. Bo w polityce i w historii takie rzeczy zdarzają się rzadko – a jeśli już, to tylko wtedy, gdy komuś bardzo na nich zależy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz