poniedziałek, 31 sierpnia 2026

Bułgaria po euro. Słońce zostało, tanio już nie jest

Wakacje za nami, więc najwyższy czas zacząć epatować znajomych na Facebooku swoimi fotkami z mniej lub bardziej egzotycznych czy romantycznych miejsc. My w tym roku wybraliśmy się do Bułgarii, więc nie było egzotycznie ani romantycznie, ale za to taniej i bardziej słonecznie, niż nad polskim Morzem Bałtyckim, czy irlandzkim Morzem Celtyckim.

Taniej, co nie znaczy, że tanio, tym bardziej że w tym roku Bułgaria przyjęła euro, co natychmiast, wbrew zapewnieniom zaklinającym rzeczywistość politykom, spowodowało gwałtowny wzrost cen. Płace oczywiście pozostały na tym samym poziomie, żeby nie było.

Najpierw wylądowaliśmy na 5 dni w Złotych Piaskach, kurorcie znanym od lat 50-tych ub. wieku. Kiedyś odpoczywali tutaj partyjni bonzowie i przodownicy pracy, dzisiaj - czas na nas. I to dosłownie na nas, Polaków, którzy są tam niezwykle popularni i chyba lubiani. Wszędzie napisy po polsku, zdarza się polska muzyka z różnych imprezowni, niemal każdy zna chociaż kilka słów po polsku. Oprócz nas, sporo Ukraińców w wieku poborowym oraz starszych Rosjan, pamiętających jeszcze to miejsce z czasów istnienia Sowieckiego Sojuza.

W kurortach oczywiście trawa odmalowana na zielono, ale wystarczy wychylić nos trochę dalej, żeby zobaczyć że jednak, generalnie, trochę bieda. Kiepski stan ulic i chodników, często niezbyt czysto. Trochę jak Polska z lat 90-tych. Ludzie pozornie gburowaci, ale po kilku słowach, gdy tylko orientują się że rozmawiają z Polakami, stają się bardzo serdeczni. Nie wiem czym sobie zasłużyliśmy na taką sympatię, stwierdzam tylko fakt. Być może, gdy nie wiadomo o co chodzi, jak zwykle chodzi o pieniądze. Zakładam, że mamy gest i zostawiamy tam spore kwoty.

Z tym że te kwoty nie biorą się znikąd. Zarabiamy więcej niż miejscowi, bo jednak, chociaż trudno w to uwierzyć, mieliśmy szczęście mieć nieco lepszych polityków. Dodatkowo masowe wyjazdy za granicę również podreperowały dochody wielu rodzin. Ostatni przykład to również nasz przypadek: wydaliśmy w Bułgarii, chociaż, będąc Polakami, zarobiliśmy w Irlandii.

Sam nad tym nieco ubolewam, wolałbym wydać w Polsce, bo jestem Polakiem, lub w Irlandii, bo ten kraj dał mi możliwość zarobienia na kieliszek chleba, ale, jest jak jest. W wiecznie zachmurzonej Irlandii wyzerowałem u siebie witaminę D, przez co muszę ją suplementować, więc nie jest to miejsce dobre na wakacje z małym dzieckiem, tym bardziej, gdy mieszka się tutaj cały rok. Owszem, zdarzyło się ostatnio kilka anomalii pogodowych z temperaturą 30 st. i bezchmurnym niebem, ale trudno na anomaliach budować wakacyjne plany. Polska to z kolei przepiękny kraj, chociaż z kapryśną pogodą, ale to można jeszcze przeżyć.

Gorzej z przedstawicielami polskiej branży turystycznej, którzy uparli się, że w 2 miesiące wakacji muszą zarobić na pozostałe 10 miesięcy beztroskiego la dolce vita, i w tym celu bezlitośnie łupią swoich rodaków, niczym Janosik kupców weneckich i jaśnie pana hrabiego przy okazji. Wygórowane ceny za niską jakość, to jedno, chore pomysły na dopłatę za sprzątanie i zużycie prądu, to drugie, ale scamy, przy których powszechne serwowanie w smażalniach ryb gatunków tańszych i poślednich, sprzedawanych jako droższe i szlachetne, to tylko wierzchołek góry lodowej, skutecznie zniechęcają do odwiedzin miejscowości typowo turystycznych.

Wcześniej, kiedy zaczęliśmy lepiej zarabiać, coraz więcej Rodaków było stać na wczasy za granicą, a tym samym porównanie ich z tym, co oferują nam w Polsce. Teraz, gdy zaczęliśmy zarabiać nieco gorzej, coraz częściej Rodacy również wybierają wczasy za granicą, bo nie stać ich na to, co oferują nam w Polsce. Za to co roku czytamy pełne obaw komunikaty branży turystycznej, że obłożenie hoteli maleje, że ludzie odwołują rezerwacje, że przestają się stołować w restauracjach. Tymczasem mam wrażenie, że paradoksalnie powstaje hotel za hotelem, a restauracje są jednak pełne. Pewnie trochę sytuację ratują "uchodźcy" ekonomiczni z Ukrainy, te kilka milionów ludzi które się tutaj w krótkim czasie osiedliło, jednak robi różnicę. Nie brakuje ich też w rzeczonej Bułgarii. Całe tabuny młodszych i starszych Ukraińców bawi tutaj na wakacjach.

Po Złotych Piaskach przenieśliśmy się do Albeny. Tutaj to już naprawdę można się poczuć jak w dawnym Sowieckim Sojuzie. Rodaków niewielu, innych nacji z Zachodu - również, za to cały przekrój wczasowiczów z byłych republik radzieckich, znowu z wyraźną nadreprezentacją naszych sąsiadów z Ukrainy. I powiem Wam, że od razu widać różnicę: standard może nieco słabszy, ale wyżywienie o wiele lepsze, łącznie z serwowanym bez ograniczeń świetnym bułgarskim winem.

Niemniej, wracając po urlopie w takiej Bułgarii, człowiek jeszcze bardziej dostrzega, jak rozwinięta jest Polska. Bez porównania lepsze drogi, bardziej dostępna komunikacja międzymiastowa, ba - nawet taksówkę łatwiej zamówić w Polsce. W Bułgarii o boltach i uberach można na razie zapomnieć, są tam niby są jakieś lokalne aplikacje, ale nie zawsze to działa, i sami taryfiarze nam mówili, że najlepiej i najpewniej, to jednak - dzwonić, tak jak to kiedyś i u nas bywało. Swoją drogą uświadomiłem sobie, że nie pamiętam kiedy ostatnio zamawiałem, czy to Polsce czy w Irlandii, taksówkę przez telefon, a nie przez aplikację na telefonie. Z drugiej strony: smak warzyw i owoców jest w takiej Bułgarii bez porównania lepszy, i nie wiem czy to wynika z lepszego nasłonecznienia, czy mniejszej ilości sypanej chemii. Do tego gwarantowane słońce i cena, która jak wiadomo - czyni cuda. Bo co prawda nawet tam tanio już było, ale jednak w kieszeni zostanie znacznie więcej, niż po porównywalnych wakacjach nad polskim lub irlandzkim morzem.

Wróciliśmy z Bułgarii z opalenizną, zapasem witaminy D i jeszcze większym przekonaniem, że Polska przez ostatnie trzydzieści lat wykonała ogromny skok cywilizacyjny. Teraz pozostaje tylko przekonać rodzimą branżę turystyczną, że tydzień urlopu nad kapryśnym Bałtykiem, nie musi kosztować tyle, co dwa tygodnie pod pełnym bałkańskim słońcem nad Morzem Czarnym. Bo jeśli nadal tak będzie, to za rok znowu spotkamy się z naszymi Rodakami gdzieś na plaży, tylko nie tej polskiej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz