piątek, 2 lutego 2007

Ryś

Juz za tydzien, 9 lutego, na ekrany polskich kin wejdzie "Ryś". Ma to byc dalszy ciag opowiesci o perypetiach Ryszarda Ochódzkiego, prezesa klubu sportowego "Tęcza".

Ale zanim na ekranach kin i domowych tv pojawi sie "Ryś", mozemy juz przeczytac ksiazke pod tym samym tytulem (a na okrase zawierajaca fotki z filmu), bedaca, wg Tyma, przerobionym scenariuszem filmu.

/Na zdjęciu obok demonstruje film "Mis" oraz ksiazke "Ryś", napisana na podstawie scenariusza do kolejnej czesci przygod, znanego wszystkim, prezesa klubu sportowego "Tecza"./

"Rysia" Stanislawa Tyma przeczytalem w 2 godziny. Nie dlatego, ze byla tak interesujaca, ale jedynie dlatego, ze byla cienka. Doslownie. W przenosni zreszta troche tez...

Zazwyczaj jest tak, ze ksiazka jest niemal zawsze bardziej interesujaca od filmu. Mam nadzieje, ze w przypadku "Rysia" - bedzie odwrotnie.

"Miś" ustawil poprzeczke bardzo wysoko, stajac sie kultowym filmem z ktorego cytaty weszly do potocznej polszczyzny. Czy "Rys" /film/ zblizy sie do tak wysrubowanego rekordu? Przekonamy sie juz za tydzien...

W kazdym razie ja, powtarzajac za trenerem Jarzabkiem:
"Łubu dubu, łubu dubu, niech żyje nam prezes naszego klubu. Niech żyje nam!"
- trzymam kciuki :-)

Natomiast ksiazka "Rys" stac sie kultowa raczej szans nie ma... Moze ona pelnic jedynie role "zapychacza czasu", kiedy znajdujemy sie w, dajmy na to, autobusie pks-u jadacego droga na Ostroleke, a i to w przypadku gdy znudzi nam sie standardowa wyliczanka: kon, kura, kaczka... ;-)

Niemniej, dla wielbicieli "Misia" - jest to lektura obowiazkowa ;-)

--------------------------
dopisek z 19.09.2007:
Obejrzałem "Rysia". Osobiście uważam, że twórcy filmu powinni widzom na kolanach przed kinami pieniądze oddawać. Nie za sam film, bo w końcu filmów złych nakręcono w Polsce w ostatnim czasie mnóstwo i nikt z tego powodu szat nie rozdziera, ale - za nawiązanie do kultowego "Misia"...

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza