środa, 11 lipca 2018

Mecz Cork City - Legia

Wczoraj w Cork odbył się mecz Cork City - Legia. Wynik: 0-1. Dzisiaj z okna sklepu w którym pracuję mogłem zobaczyć /a wcześniej - usłyszeć/ kibiców Legii. 

Dwie ciekawostki: pierwsza, to, jak podają media, m.in. sportowefakty.wp.pl: "Do niecodziennej sytuacji doszło po wtorkowym meczu rundy el. Ligi Mistrzów Cork City FC - Legia Warszawa (0:1). Legioniści chcieli wymienić się z rywalami koszulkami, ale Irlandczycy nie mogli oddać swoich strojów ze względów ekonomicznych. O tym niespotykanym w zawodowym futbolu zdarzeniu poinformował na Twitterze irlandzki dziennikarz Andrew Horgan. Po końcowym gwizdku mistrzowie Polski udali się do szatni gospodarzy, by zgodnie ze zwyczajem wymienić się z nimi koszulkami, ale mistrzowie Irlandii nie mogli odwzajemnić gestu legionistów. John Caulfield, menedżer Cork City, przyznał, że jego zawodnicy nie mogli wymienić się z legionistami koszulkami ze względów ekonomicznych.- Ich budżet to sześćdziesiąt milionów, a nasz jest sześćdziesiąt razy mniejszy - stwierdził Irlandczyk."

Druga, to sytuacja opisana na fb przez Polish FANS Cork: "Do niezrozumiałej sytuacji i żenującej doszło w trakcie prezentacji obu zespołów. Korzystając z tego, że wszyscy oklaskiwali wychodzące na murawę stadionu zespoły człowiek udający? ,"fotoreportera," odwiązał i zaniósł na miejsca zajmowane przez zorganizowaną grupę kibiców Legii Warszawa naszą fanę ,"POLISH FANS CORK". (...) Ta fana miała wspierać i pokazać, że jesteśmy również obecni na meczu Legii - my kibice z Cork. Irlandczycy się śmiali i nie potrafili zrozumieć tego incydentu, bo obok wisiały ich banery. Nie potrafili zrozumieć jak Polak Polakowi taki numer wycina. Wstyd i żenada."

Narrację drugiej strony przedstawia portal weszlo.com: "Cóż – dość naiwnie sądziliśmy, że biało-czerwona ekipa z Cork grupa sympatycznych, futbolowych Januszów, którym po prostu pomylił się klimat meczu klubowego z reprezentacyjnym i dostali bolesną nauczkę za naiwność. Że Janusze – może i się zgadza, ale na pewno nie sympatyczni. Zasiąść na trybunach irlandzkiego klubu z  transparentem w narodowych barwach i lżyć klub oraz kibiców z Polski prostacką przyśpiewką? Ża-ło-sne. Łkać później na portalach społecznościowych? Tym bardziej słabe. Skoro tak ochoczo dokazywali i tak łatwo im przychodziło intonowanie wulgarnych piosenek, to trzeba się było wykazać odwagą również w obronie swojego transparentu. Pewnie, że takie okrzyki nie usprawiedliwiają „krojenia” flagi. Ale wychodzi na to, że obie strony tego żenującego konfliktu są siebie warte. Przykre, że gdy dwie grupy rodaków spotykają się gdzieś daleko od kraju, to zamiast się razem bawić na meczu, nie mają sobie nic więcej do zaoferowania niż konflikt, kradzież i bluzgi."

/Powyżej: kibice Legii na Oliver Plunkett Street/

Poniżej - krótki filmik:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz