czwartek, 7 maja 2020

Hydrozagadka

Epidemia koronawirusa, przymusowe wolne w pracy jak i zalecenia niewychodzenia z domu bez ważnej przyczyny skutkuje tym, że m.in. pochłaniam sporą ilość filmów. W tym i te, które już widziałem po kilka razy, ale są na tyle dobre że warto je obejrzeć jeszcze raz ;-) Jak np. Hydrozagadka, przypomniana właśnie przez TVP Kultura. Film Andrzeja Kondratiuka z 1970 roku. Absurdalny i genialny.

Inni mają swojego Spider-Mana, Batmana czy Supermana, my - mamy Asa, jedynego polskiego superbohatera. Jego alter ego jest Jan Walczak, skromny szeregowy kreślarz, pracujący w jednym z biur projektowych.

Fabuła: Maharadża, władca pustynnego państewka, we współpracy z Doktorem Plamą, planuje ukraść z Polski całą wodę i za pomocą nowoczesnej technologii oraz sił natury - przenieść ją do swojego kraju. Oczywiście ich plany ma pokrzyżować As. Jak przystało na superbohatera - dysponuje on supermocami, ma też swój strój - trykot z literą "A" na piersi. Słabym punktem amerykańskiego Supermana jest kryptonit, słabym punktem naszego polskiego Asa - alkohol.

Absurdalne dialogi, teatralnie przerysowane sceny i groteskowy komizm czynią ten film absolutnie wyjątkowym.

Trochę szkoda, że czarno-biały. Rozumiem, że w niektórych przypadkach ma to swój urok ale szkoda że taki Polski Instytut Sztuki Filmowej wydaje pieniądze na - zdarza się - antypolskie filmy, zamiast spożytkować je np. na pokolorowanie tych, które są tego naprawdę warte. Jak np. "Pan Tadeusz"z 1928 roku...

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza