niedziela, 31 sierpnia 2014

Pchli Targ w Dublinie

Od listopada 2008 roku w każdą ostatnią niedzielę miesiąca ma miejsce Dublin Flea Market - Pchli Targ w Dublinie. 

Wszyscy chętni mogą tam kupić i sprzedać praktycznie wszystko - od starych mebli poprzez muzealny sprzęt elektroniczny po ruskie ordery. Można też skosztować wegetariańskich i wegańskich potraw oraz posłuchać muzyki na żywo. Ok. 60-70 stanowisk, połowa pod dachem druga połowa na otwartym placu. Dublin Flea Market  mieści się przy The Co-op na Newmarket Square.

/Powyżej: Dublin Flea Market - stoiska na placu/

/Powyżej:  wypatrzone na pchlim targu ;-)/

/Powyżej: Dublin Flea Market - stoiska pod dachem/

sobota, 30 sierpnia 2014

Okna Blackpool I

Nie wiem czy to jakaś lokalna tradycja, ale w co drugim-trzecim oknie na Blackpool w Cork widzę mniej lub bardziej misternie ułożoną, hm - dekorację? Tematyka różna, od religii do sportu ;-)

Poniżej kilka zdjęć i to tylko z Madden’s Buildings:








piątek, 29 sierpnia 2014

Wojciech Cejrowski: "Młot na lewicę"

Zbiór felietonów napisanych przez Autora po zamknięciu programu WC Kwadrans. Książka z 1999 roku, ale - niestety - niewiele straciła na aktualności. "Młot na lewicę" to felietony publikowane przez Cejrowskiego w "Gazecie Polskiej", "Tygodniku AWS" i "Ilustrowanym Kurierze Polskim". W książce znajdują się także teksty, których publikacji odmówił ten czy inny tytuł.

Poglądy Cejrowskiego są znane, w książce dobitnie je uzasadnia. Plus niezapomniany polityczny klimat lat 90-tych. Ale - w jednym się pomylił. Napisał mianowicie, optując za nie przystępowaniem Polski do UE: "Albo co wyrówna nam straty jakie ponosimy już w tej chwili zabierając się do likwidacji specjalnych stref ekonomicznych? Te strefy powstawały w regionach niedożywionych gospodarczo. Dzięki nim poznikało bezrobocie tam, gdzie nie było szans na zatrudnienie. Z trudem stworzyliśmy miejsca pracy, które teraz Unia każe nam likwidować. Gdzie to sobie powetujemy? Na zagranicznych rynkach pracy? Robotnik z Lubelszczyzny pojedzie pracować w innym kraju Unii Europejskiej? Mrzonka. Języki obce zna u nas około 1 procenta społeczeństwa i akurat ta grupa ludzi ma pracę. A poza tym w Unii Europejskiej jest już takie bezrobocie, że Polacy mogą nie marzyć o znalezieniu tam pracy."

No cóż, wyszło tak, że SSE działają nadal, ale czy wpływają na minimalizowanie bezrobocia? Nie wiem, ale wiem z kolei że ponad 2 miliony Polaków /i to tylko wg oficjalnych danych/ wyemigrowało za praca do krajów UE. Jednak robotnik z Lubelszczyzny wyjechał do pracy w innym kraju UE i to pomimo braku znajomości języka obcego. Najgorsze jest jednak to, że emigracja z kRAJu wcale nie maleje, wprost przeciwnie - nadciąga jej kolejna fala...

Na "usprawiedliwienie" autora można jednak dodać, że wtedy, 15 lat temu, absolutnie nikt się nie spodziewał tak potężnej fali "wyjechanych" z Polski. Tuż przed naszym wejściem do UE sami Anglicy szacowali że wyjedzie nas co najwyżej kilka-kilkanaście tysięcy...

czwartek, 28 sierpnia 2014

Wojna totalna. Z myszą.

Znacie ten dowcip: do hotelu w Irlandii przyjechało rosyjskie małżeństwo. W hotelu znaleźli mysz. Przerażona kobieta dzwoni na recepcję i duka po angielsku:
- You know "Tom and Jerry"?
- Yes...
- Jerry is here!

Kilka dni temu Jerry pojawił się w naszym mieszkaniu...


Agnieszka już drugi tydzień była w Polsce, ja - czytałem sobie spokojnie książkę, gdy nagle, kątem oka, zarejestrowałem jakiś ruch. Jerry wybiegł spod łóżka, zatrzymał się przy ścianie i spojrzał na mnie ze zdziwieniem w swoim mysich oczach. Ja z takim samym zdziwieniem popatrzyłem na niego. Po kilku sekundach wzajemnego zdziwionego się lustrowania, Jerry wycofał się na z góry upatrzone pozycje.

Nie jestem żądny krwi, ba - od dobrych lat dwunastu jestem wręcz vege bo nie chcę mieć nic wspólnego z rzeźnią, no ale - podejrzewam że Agnieszka nie zgodziłaby się na zamieszkanie "z tym trzecim". Zamknąłem więc dokładnie drzwi i okno - i uzbrojony w kij od miotły przeszukałem cały pokój centymetr po centymetrze. Nic, zero śladów, zero dróg którymi mogłaby uciec.

Zadzwoniłem do kolegi mieszkającego dwa pietra niżej który ma wyjście na taras i niemal zawsze otwarte drzwi - z pytaniem czy nie spotkał się wcześniej z Jerrym lub z jego kumplem Miki? W końcu zimno się robi, myszy ciągną do ludzi. Kolega miast wesprzeć dobra radą poczynił jakieś insynuacje, łącząc dłuższą nieobecność Agnieszki z widywaniem przeze mnie białych myszek. Myszka była szara - się odpowiedziało, ale zacząłem się zastanawiać - może faktycznie jakieś zwidy? Może zdrzemnęło mi się nad książką, co czasem mi się przytrafia, i jakiś mysi sen mnie ogarnął na tyle realny że wziąłem go za rzeczywistość? W końcu skąd by się tu wzięła mysz? Mieszkanie w stosunkowo nowym domu, wysoko, owszem ze strychem ale w domu czysto, regularnie zamiatane, ścierane i zmywane - nawet pomimo nieobecności Agnieszki, a poza tym - żadnych śladów myszy. Co prawda okna niemal zawsze otwarte, zresztą mysz jak chce wejść to zawsze wejdzie, no ale... No nic, sen mara, Bóg wiara - się pomyślało i poszedłem spać.

Następnego dnia rano pokręciłem się po mieszkaniu, wziąłem prysznic, wszedłem do livingroomu no i - ponownie spotkałem się z Jerrym, który leniwie na mój widok wolnym mysim krokiem wcisnął się pomiędzy pralkę i zmywarkę. Ha, czyli jednak. Najgorzej, że za kilka dni wracała Agnieszka. Czasu praktycznie nie było, postanowiłem więc wydać myszy wojnę totalną, z użyciem wszelkiej dostępnej broni.

Należy się z postępem iść - jak to stwierdził Pawlak w "Nie ma mocnych". Najpierw więc zasiadłem do internetu. Poczytałem sporo o tych gryzoniach, a następnie szybko przekonałem się, że Polacy są nie tylko światowymi ekspertami w prawie, medycynie i skokach narciarskich, ale również - w tępieniu myszy. Jeden twierdził, że myszy najlepiej wypłoszyć ultradźwiękami, drugi - że to g...uzik prawda, bo u niego myszy przybyło właśnie tam, gdzie to ustrojstwo do ultradźwięków stało - myszy są ciekawskie - tłumaczył - więc się zbiegły. Trzeci radził trutkę sypać, co z czwarty odradzał bo wtedy myszy wychodzą na środek pokoju i tam oddają ostatnie tchnienie a widok to podobno makabryczny. Piąty tłumaczył że tylko kot daje radę, na co szósty stwierdzał że niekoniecznie a nawet wprost przeciwnie, bo jeszcze myszy do domu naznosi żeby się pochwalić, dlatego znacznie lepszy jest - jeż, a już najlepszy - wąż (wtf?). Siódmy radził rozłożyć lawendę której zapachu podobno myszy nie znoszą, ósmy to negował twierdząc że najlepsza cytryna. Dziewiąty rekomendował pułapki mechaniczne na co z kolei dziesiąty twierdził że to tylko dokarmianie myszy. Ba, a jaka dyskusja na temat najlepszej przynęty do pułapki... Ten mówi że ser, inny - że ser to tylko w bajkach i trzeba chleb kłaść, kolejny że tylko kiełbasę, następny - że orzechy, na koniec pewna pani stwierdziła, że najlepiej się łapią na czekoladę.

/Powyżej: zakupione przeze mnie środki do walki z Jerrym ;-)/

Z uwagi na brak czasu - postanowiłem spróbować wszystkiego jednocześnie. Najpierw postawiłem na technologię kupując w Maplinie stosowne urządzenie emitujące ultradźwięki, które mają przepłoszyć wszelkie gryzonie. Później sięgnąłem też do tradycji nabywając hurtem pułapki, takie w dawnym stylu, jak i w całkiem nowym, w tym takie które kark przetrącały jak i łapały żywcem. O trutce też nie zapomniałem, nabywając jej dwa rodzaje w postaci granulatu jak i zatrutego ziarna. A na końcu - nawet woreczki z lawendą, które o dziwo były na półce z akcesoriami do zwalczania gryzoni, więc - może w tym coś jest. Dołożyłem też kulki z drzewa cedrowego, do wyłożenia w szafach. Koleżanka z kolei obiecała pożyczyć kota, który jednak, niestety, chwilowo "poszedł w Polskę". To jest - w Irlandię ;-)  Czyli, inaczej rzecz ujmując - zaopatrzyłem się w broń psychologiczną /ultradźwięki/, konwencjonalną /pułapki/ i chemiczną /trutka/ - w odwodzie pozostała samobieżna broń biologiczna w postaci kota o wdzięcznym imieniu Tequila.

Obładowany sprzętem wróciłem do domu. Najpierw nastawiłem ustrojstwo z ultradźwiękami, później ponastawiałem pułapki /11 sztuk!/ z przynętą różnoraką, wreszcie - w newralgicznych miejscach zapodałem trutkę, a na sam koniec - rozłożyłem woreczki z lawendą i cedrowe kulki. I czekałem.

I tak czekam od kilku dni. Agnieszka już wróciła, ale po Jerrym ani śladu. Pułapki regularnie sprawdzam, przynętę wymieniam na świeżą - i nic. Trutka też nie ruszona. Czyżbym już na wstępie załatwił ją ultradźwiękami?

Ha - zobaczymy ;-)

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rattoo Round Tower

W Rattoo w hr. Kerry znajduje się pochodząca z przełomu X/XI wieku okrągła wieża. A na niej - podobno najlepiej zachowana Sheela na Gig ;-)

Tysiącletnie kamienne wieże to w Irlandii widok powszedni, ale Sheela na Gig - już niekoniecznie, chociaż ma być ich tutaj ponad setka. Niestety, nie dane mi było jej zobaczyć, bo - pocałowałem klamkę i to bez przenośni. Wieża okazała się być ogrodzona i w remoncie, i to zdaje się w generalnym. No cóż, może wrócę tutaj za jakiś czas. Przynajmniej wieża - będzie jak nowa ;-)

/Powyżej: 1000-letnia wieża w remoncie/

Dopisek z 20 sierpnia 2017 r.:
------------------------------------
Odwiedziłem to miejsce dokładnie 3 lata później. Po jednej stronie wieży /niewidocznej na zdjęciu/ ciągle stoi rusztowanie i nadal nie można zobaczyć najsłynniejszej Sheela na Gig.

/Powyżej: wieża po remoncie/

niedziela, 24 sierpnia 2014

Rzeki dno...

Jak twierdził Heraklit, "nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki, bo już inne napłynęły w nią wody". Inne, lub ich zgoła brak. Ta sama rzeczka płynąca przez Blackpool w Cork, która w marcu ub. roku wylała - KLIK, ostatnio wygląda tak:

/Powyżej: strumyk sączący się przez Blacpool/

sobota, 23 sierpnia 2014

Narodowa nowenna w Knock

Od 14 do 22 sierpnia b.r. w Knock trwała narodowa nowenna. Przypominały o tym nawet billboardy w Cork. Było to największe wydarzenie religijne na wyspie.

135 lat temu, 21 sierpnia 1879 w Knock miało miejsce Objawianie Maryjne. Od tego czasu do Knock przybywa ponad milion pielgrzymów rocznie. Od dziewięciu lat - pielgrzymują tam również Polacy mieszkający w Irlandii.

/Powyżej: jeden billboardów w Cork z info o nowennie/

piątek, 22 sierpnia 2014

Fenit

Fenit to mała miejscowość w hrabstwie Kerry, około 10 km na zachód od Tralee. To nieopodal tego miejsca przyszedł na świat św. Brendan Żeglarz /ur. 484 r., zm. 577r./, jeden z Dwunastu Apostołów Irlandii, który miał dotrzeć do Ameryki na tysiąc lat przed Kolumbem. Dzisiaj m.in. znajduje się tutaj jego pomnik.

Dochodząc do pomnika możemy poznać nie tylko historię św. Brendana, opisaną szczegółowa na tablicach, ale również prehistorię Irlandii w pigułce, oglądając miniatury irlandzkich zabytków sprzed tysięcy lat.

 /Powyżej: przed pomnikiem św. Brendana/

Za wiki: "Według podania, Brendan wraz z grupą nieznanych z imienia mnichów wyruszył w oceaniczną podróż na łodzi o drewnianym szkielecie, pokrytym skórami wołowymi. Wyprawa miała wyruszyć z północno-zachodniej Irlandii w 545 i początkowo osiągnąć Wyspy Owcze, następnie Szetlandy i Islandię. Kolejnym punktem, do którego dotarł Brendan, miała być Grenlandia, skąd po dłuższym błądzeniu na otwartym morzu miał powrócić do Islandii. To nie był jednak koniec wyprawy – z Islandii wyprawa dopłynęła do wyspy Rockall, następnie żeglując na zachód podróżnicy mieli dotrzeć do kontynentu amerykańskiego, być może do Nowej Fundlandii. Po pięciu latach żeglugi wyprawa miała powrócić przez Azory do Irlandii. W 551 miał płynąć ponownie do Ameryki Północnej, osiągając wybrzeża Nowej Fundlandii lub Labradoru".

/Powyżej: pomnik św. Brendana w Fenit/

czwartek, 21 sierpnia 2014

Blennerville Windmill

W Blennerville, małej wiosce leżącej praktycznie na przedmieściach Tralee znajduje się Blennerville Windmill, młyn który licząc sobie 21,3 m wysokości jest podobno największym działającym wiatrakiem w Europie a jednocześnie jedynym komercyjnie eksploatowanym w Irlandii.

Wiatrak zbudowano w 1800 roku. Mielono w nim zboże zarówno dla miejscowej ludności i na eksport do Wielkiej Brytanii, jednak po kilkudziesięciu latach z różnych powodów popadł w ruinę. W 1981 roku kupiła go Rada Miasta w Tralee i po trzech latach Blennerville Windmill został ponownie uruchomiony. Od 1990 roku jest dostępny dla turystów, gdzie na pięciu kondygnacjach można poznać m.in. cały proces mielenia zboża.

Niestety nie dane mi było go zwiedzać, bo w chwili gdy byłem tam z przyjaciółmi trwał właśnie festiwal Rose of Tralee, więc wszyscy byli w Tralee. Może następnym razem ;-)

/Powyżej: Blennerville Windmill/

środa, 20 sierpnia 2014

Wojciech Cejrowski: "Kołtun się jeży"

Książka sprzed prawie dwóch dekad /1996/, ale nie straciła na aktualności. Niestety - można by napisać... Cejrowski mówi, jak jest. O programie WC Kwadrans, który w chwili pisania książki jeszcze istniał, ale również o sobie i o swoich - zdecydowanie niepoprawnych politycznie - poglądach ;-)

Uwielbiam Cejrowskiego ;-) Jego filmy podróżnicze "Boso przez świat", jak i inne autorskie programy które czasem dawkuje tv - są rewelacyjne. Ale Cejrowski zaistniał w telewizji znacznie wcześniej,  był m.in. autorem słynnego programu WC Kwadrans, który nadawano w latach 1994-1996. Program wtedy szokował co niektórych i jego autor ściągnął na siebie nienawiść mainstreamu która trwa do dzisiaj, chociaż dzisiaj - już chyba zdecydowana większość przyznaje mu rację.

Czyta się z przyjemnością, warto.