piątek, 9 lipca 2010

Witold Bereś, Artur Więcek Baron: "Tischner - życie w opowieściach"

Jest to biografia księdza Józefa Tischnera autorstwa Witolda Beresia i Artura Więcka na podstawie scenariusza filmu o tym samym tytule. Sporo zdjęć i wypowiedzi osób które dobrze znały Tischnera.

O księdzu Tischnerze słyszałem rzecz jasna wielokrotnie, ale nigdy jakoś nie zdawałem sobie sprawy z konfliktu w jaki wszedł z dużą częścią mniej lub bardziej konserwatywnego duchowieństwa.

To, że ksiądz Tischner był w niektórych środowiskach, hm, nazwijmy to - niepopularny, przekonałem się po raz pierwszy podczas kolportażu katalogów z programem wydarzeń na III Festiwal Kultury Polskiej w Cork. Rozdawałem te katalogi zaraz po mszy w języku polskim przed kościołem oo. Augustianów, gdy jeden z tych, który go ode mnie wziął (żeby nie było niejasności: katalogi były bezpłatne) po chwili zwrócił mi go oburzony ze słowami: "jak jest tam Tischner, to ja tego nie chcę!".

Nie rozumiałem o co chodzi. W programie festiwalu była m.in. projekcja filmu o tytule identycznym jak późniejsza książka, czyli "Tischner - życie w opowieściach", ale w czym rzecz? Przecież Tischner to ksiądz katolicki, katalogi rozdawałem po mszy, a więc też katolikom, no to skąd ta niechęć do było nie było - księdza?

Dopiero emisja filmu, a potem lektura książki uświadomiła mi, że był to ksiądz wyjątkowy, który chadzał własnymi ścieżkami, nie zawsze zgodnymi z odgórnymi wytycznymi. Najbardziej znanym jego powiedzeniem - i chyba za to został też najbardziej znienawidzony przez część kleru, było jego słynne stwierdzenie: "Jeszcze nie widziałem nikogo, kto stracił wiarę czytając Marksa, za to widziałem wielu, którzy stracili ją przez kontakt z księżmi".

Tego dla niektórych było (a dla części - jest nadal) za wiele, pomimo że sam Papież Jan Paweł II do końca otaczał go swoją przyjaźnią...

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza