sobota, 25 lutego 2012

Kołysanka

Obejrzałem "Kołysankę" Juliusza Machulskiego. Prawdę pisząc - rozczarowałem się...

Treść filmu: w jednej z wsi na Mazurach rozpoczyna się seria niewyjaśnionych zaginięć ludzi. Niektórzy z nich się odnajdują, ale z luką w pamięci, bo szybko znowu zaginąć. Stoi za tym rodzina Makarewiczów, polskich wampirów, którzy wysysają krew ze swoich ofiar - ale nigdy do końca ;-)

W założeniu - miała to być /chyba/ czarna komedia. Problem w tym, że ani to nie śmieszy, ani nie straszy. Niby wszystko o.k., pomysł na film niezły, reżyser i aktorzy znakomici, wszystko powinno grać - ale nie gra. To jest coś podobnego co "Weekend" Cezarego Pazury: pomysł dobry, każda scena też, ale razem - do niczego. Bądźmy szczerzy: Kołysanka też nie jest Rodziną Adamsów...

Niestety, potwierdza to tezę, że jeżeli chodzi o horror czy pokrewne gatunki, to w naszym kinie nie ma póki co reżyserów którzy dobrze by się w tym czuli. Dokument - tak, komedie - tak, ale wampiry, wilkołaki, itp - to jednak, przynajmniej na razie, nie jest polską domeną.

Oczywiście - to tylko moje zdanie i mylić się mogę...

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza