piątek, 8 marca 2019

Kolacja w Paradiso

Dzień Kobiet, więc oprócz kwiatków i drobnego upominku - zaprosiłem Żonę na kolację ;-) Wybraliśmy się do Paradiso, jednej z najlepszych restauracji w Cork. W dodatku - wegetariańskiej.

Byliśmy tam do tej pory tylko raz, 11 lat temu. Nie żebym miał taką dobrą pamięć, ale to są zalety prowadzenia bloga ;-) Pamiętam, co zresztą w notce sprzed tych 11 lat zaznaczyłem, że było  smacznie, ale, o czym już wtedy nie wspomniałem - raczej pusto w lokalu, dlatego dzisiaj nawet nie pomyślałem o rezerwacji stolika. Teraz, pomimo że byliśmy ledwie pół godziny po otwarciu, większość stolików była już zajęta. Restauracja jest czynna tylko wieczorem przez cztery godziny dziennie i w sumie udało nam się wejść dlatego, że ktoś odwołał rezerwację. Kuchnia jest tam naprawdę świetna i warta swojej ceny.

/Powyżej: z Agnieszką przy daniu głównym ;-)/

Agnieszka na przystawkę zamówiła limonkowy grillowany ser haloumi z soczewicą, puree z bakłażana, z musem z pistacji, ogórka i pomarańczy z pasternakiem i trawą cytrynową. Głównym daniem było pistacjowe ciasto kuskus z fetą, ciecierzycą, jogurtem z kolendrą i konfiturą z daktyli. Na deser: bakława z pistacji, granatem, jogurtem i kardamonem.

Z kolei ja na przystawkę zamówiłem pieczone buraki z mozzarellą i rzeżuchą, piklowanym koprem włoskim, solonymi orzechami włoskimi i pomarańczą. Daniem głównym było smażone tofu z chilli, kapustą pak choi, duszonym korzeniem wężymorda czarnego i grzybkami shimeji podanymi w rosole imbirowym z makaronem noodles. Na deser: posset z sokiem z pomarańczy i ciasteczkiem migdałowym.

Dodatkowo jako uzupełnienie naszych dań głównych zamówiliśmy brukselkę z chilli, pomidorami i imbirem oraz ziemniaczki z sosem truflowym. Do picia: kawa i herbata miętowa. Wcześniej, jako "czekadełko" tym razem dostaliśmy chlebek z oliwkami i orzechami.

Tak jak 11 lat temu - wszystko było pyszne. Musimy się tam zaglądać częściej, niż co dekadę ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz