Wróciłem do Cork :-)
Z Krakowa do Dublina - Aer Lingus, z Dublina do Cork - Aircoach ;-) W Aer Lingus-ie miejsca numerowane, więc tym razem obyło się bez ciżby. Sporo Irlandek w wieku pobalzakowskim obładowanych polskim alkoholem i papierosami.
W Dublinie na odprawie paszportowej celnik przyjaźnie kiwa mi głową. Za to stojącego za mną Irlandczyka wita: "welcome home". Kiedy polscy wąsaci uzbrojeni celnicy będą nas tak witać w Polsce?
Prawie 5-godzinną jazdę autobusem przespałem, także zanim się obejrzałem - byłem w Cork.
Welcome home?
środa, 13 października 2010
wtorek, 12 października 2010
XIX wizyta w Polsce (7): Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha
Wybrałem się do Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha.
Trafiłem na wystawę "Piękno wykute ze stali. Miecze japońskie z polskich kolekcji prywatnych", na której prezentowano wymienione w nazwie wystawy miecze, oraz obejrzałem wystawę fotograficzną Katarzyny Sagatowskiej "Polskie sumo", na której prezentowano zdjęcia polskich zawodników tej sztuki walki.
Moje zdjęcia z pobytu w Krakowie można zobaczyć tutaj: http://picasaweb.google.com/piotr.slotwinski/Krakow.
Trafiłem na wystawę "Piękno wykute ze stali. Miecze japońskie z polskich kolekcji prywatnych", na której prezentowano wymienione w nazwie wystawy miecze, oraz obejrzałem wystawę fotograficzną Katarzyny Sagatowskiej "Polskie sumo", na której prezentowano zdjęcia polskich zawodników tej sztuki walki.
Moje zdjęcia z pobytu w Krakowie można zobaczyć tutaj: http://picasaweb.google.com/piotr.slotwinski/Krakow.
poniedziałek, 11 października 2010
XIX wizyta w Polsce (6): "Pirania 3D"
Wybrałem się do kina na "Pirania 3D".
Jak już wielokrotnie pisałem, jestem oddanym fanem kina klasy B, a ten film, chociaż w nowoczesnej technologii, wpisuje się w klimat.
Nawiązanie do filmu pod tym samym tytułem (bez "3D", rzecz jasna ;-) z 1978 r. jest bardzo luźne, łączą je w zasadzie tylko tytułowe piranie oraz masakra młodych ludzi na jeziorze.
Fabuła: wskutek wstrząsów tektonicznych pod Jeziorem Victorii otwiera się przejście łączące je z innym, znajdującym się pod nim podziemnym jeziorem, z którego wydostają się piranie uznane za wymarłe miliony lat temu. W tym samym czasie nad "właściwym" jeziorem trwa impreza w której biorą udział setki nastolatków. Sporo nagich biustów ;-) Finał - łatwy do przewidzenia. Z ciekawostek: w filmie gra Christopher Lloyd, pamiętny naukowiec z "Powrotu do przyszłości".
Film wyłącznie dla miłośników kina klasy B - w nowej, trójwymiarowej technologii ;-)
Jak już wielokrotnie pisałem, jestem oddanym fanem kina klasy B, a ten film, chociaż w nowoczesnej technologii, wpisuje się w klimat.

Fabuła: wskutek wstrząsów tektonicznych pod Jeziorem Victorii otwiera się przejście łączące je z innym, znajdującym się pod nim podziemnym jeziorem, z którego wydostają się piranie uznane za wymarłe miliony lat temu. W tym samym czasie nad "właściwym" jeziorem trwa impreza w której biorą udział setki nastolatków. Sporo nagich biustów ;-) Finał - łatwy do przewidzenia. Z ciekawostek: w filmie gra Christopher Lloyd, pamiętny naukowiec z "Powrotu do przyszłości".
Film wyłącznie dla miłośników kina klasy B - w nowej, trójwymiarowej technologii ;-)
niedziela, 10 października 2010
XIX wizyta w Polsce (5): solidarni na gapę
Dzisiaj, jak codziennie zresztą, przemieszczałem się tu i ówdzie tramwajem. Podczas jazdy jedną z linii przekonałem się, że nadal potrafimy być... solidarni ;-)
Otóż w tramwaju była kontrola biletów, po której motorniczy zapomniał włączyć z powrotem kasowniki wskutek czego były one zablokowane, uniemożliwiając tym samym skasowanie biletów. Ludzie informowali się o tym szeptem w pełnej konspiracji. Nikt nie pofatygował się żeby powiedzieć o tym motorniczemu, wskutek czego spora część pasażerów przejechała się za darmo.
No cóż, ja też nie doniosłem, biję się w pierś. Głównie dlatego, że uważam że za jazdę krakowskimi tramwajami tutejsze MPK powinno płacić pasażerom, a nie odwrotnie. Ale to już temat na inną notkę ;-)
Otóż w tramwaju była kontrola biletów, po której motorniczy zapomniał włączyć z powrotem kasowniki wskutek czego były one zablokowane, uniemożliwiając tym samym skasowanie biletów. Ludzie informowali się o tym szeptem w pełnej konspiracji. Nikt nie pofatygował się żeby powiedzieć o tym motorniczemu, wskutek czego spora część pasażerów przejechała się za darmo.
No cóż, ja też nie doniosłem, biję się w pierś. Głównie dlatego, że uważam że za jazdę krakowskimi tramwajami tutejsze MPK powinno płacić pasażerom, a nie odwrotnie. Ale to już temat na inną notkę ;-)
sobota, 9 października 2010
XIX wizyta w Polsce (4): Wieża Ratuszowa w Krakowie
Zwiedziłem Wieżę Ratuszową na krakowskim Rynku Głównym.
Wieża to jedyna pozostałość po znajdującym się niegdyś tutaj miejskim ratuszu. Ratusz wybudowano na przełomie XIII/XIV w., a zburzono w 1820 r. Zwiedzający mogą wejść wąskimi schodami na niemal sam szczyt, mijając "pod drodze" sale z wystawami pokazującymi jak niegdyś wyglądał krakowski Rynek - i sam ratusz.
Wieża to jedyna pozostałość po znajdującym się niegdyś tutaj miejskim ratuszu. Ratusz wybudowano na przełomie XIII/XIV w., a zburzono w 1820 r. Zwiedzający mogą wejść wąskimi schodami na niemal sam szczyt, mijając "pod drodze" sale z wystawami pokazującymi jak niegdyś wyglądał krakowski Rynek - i sam ratusz.
piątek, 8 października 2010
XIX wizyta w Polsce (3): manekiny, czyli naga prawda
Przed dworcem kolejowym w Krakowie od 1 do 6 października b.r. stanęło 200 manekinów. Ale nie była to ilustracja do piosenki TSA "Manekin disco", tylko akcja jednego z towarzystw ubezpieczeniowych pod hasłem" "Naga prawda o ubezpieczeniach".
Manekiny miały pojawić się we wrześniu i w październiku b.r. w sześciu miastach: Warszawie, Wrocławiu, Krakowie, Rzeszowie, Gdańsku i Poznaniu.
Manekiny miały pojawić się we wrześniu i w październiku b.r. w sześciu miastach: Warszawie, Wrocławiu, Krakowie, Rzeszowie, Gdańsku i Poznaniu.
czwartek, 7 października 2010
XIX wizyta w Polsce (2): odwiedziny u Rodziców
Pojechałem w dawne Zamojskie odwiedzić Rodziców.
Jeszcze w Krakowie, gdy przed odjazdem kupowałem w przejściu podziemnym dworca kolejowego gazetę coby poczytać w pociągu, zostałem niemal osaczony przez "mieszkańców" tegoż dworca i zarzucony prośbami o wsparcie. Wystarczy wyjąć monetę żeby zapłacić za gazetę, a ci panowie wyrastają jakby spod ziemi. Cóż było robić, reszta za gazetę zmieniła właściciela, by pewnie za chwilę zostać zamieniona na wino marki "wino".
Wyglądając przez okno pociągu stwierdzam, że Polska B zaczyna się tuż za Rzeszowem. Świadczą o tym m.in. zrujnowane budynki z wybitymi oknami stojące wzdłuż trasy przejazdu pociągu. Tyle zostało z dawnych zakładów pracy. Wysiadam w Jarosławiu, aby przesiąść się na autobus, bowiem ponad rok temu zlikwidowano na Zamojszczyźnie wszystkie połączenia kolejowe - pociągi już tam, i nie tylko tam, nie jeżdżą...
A u Rodziców - zawsze jest super :-)
Jeszcze w Krakowie, gdy przed odjazdem kupowałem w przejściu podziemnym dworca kolejowego gazetę coby poczytać w pociągu, zostałem niemal osaczony przez "mieszkańców" tegoż dworca i zarzucony prośbami o wsparcie. Wystarczy wyjąć monetę żeby zapłacić za gazetę, a ci panowie wyrastają jakby spod ziemi. Cóż było robić, reszta za gazetę zmieniła właściciela, by pewnie za chwilę zostać zamieniona na wino marki "wino".
Wyglądając przez okno pociągu stwierdzam, że Polska B zaczyna się tuż za Rzeszowem. Świadczą o tym m.in. zrujnowane budynki z wybitymi oknami stojące wzdłuż trasy przejazdu pociągu. Tyle zostało z dawnych zakładów pracy. Wysiadam w Jarosławiu, aby przesiąść się na autobus, bowiem ponad rok temu zlikwidowano na Zamojszczyźnie wszystkie połączenia kolejowe - pociągi już tam, i nie tylko tam, nie jeżdżą...
A u Rodziców - zawsze jest super :-)
środa, 6 października 2010
XIX wizyta w Polsce (1): w samolocie z "grzechotnikiem"
Przede mną kolejny tydzień w Polsce.
Podróż jak zwykle, zresztą wybór niewielki: autobus do Dublina, samolot do Krakowa. W autobusie spotkałem kolegę, było o czym pogadać, więc prawie pięć godzin jazdy zleciało w miarę szybko.
W samolocie, traf chciał, usiadła przy mnie pani z dzieckiem, które oprócz furii przy zapinaniu pasów i płaczu przez sporą część lotu, dostało do zabawy coś w rodzaju grzechotki, więc mogłem sobie wybić z głowy to co najczęściej robię podczas lotów - czyli drzemkę.
Z dwojga złego lepsze to, niż jakiś pijany gnojek wykrzykujący że "nienawidzi głupich Iroli", a tak było przedostatnim razem...

W samolocie, traf chciał, usiadła przy mnie pani z dzieckiem, które oprócz furii przy zapinaniu pasów i płaczu przez sporą część lotu, dostało do zabawy coś w rodzaju grzechotki, więc mogłem sobie wybić z głowy to co najczęściej robię podczas lotów - czyli drzemkę.
Z dwojga złego lepsze to, niż jakiś pijany gnojek wykrzykujący że "nienawidzi głupich Iroli", a tak było przedostatnim razem...
sobota, 2 października 2010
Irlandia w Google Street View
Od 30 września b.r. Internauci mogą oglądać Irlandię "z poziomu ulicy" dzięki projektowi Street View firmy Google.
Za Wikipedią: "Google Street View – funkcja Google Maps i Google Earth, która zapewnia 360° panoramiczne widoki z poziomu ulicy i pozwala użytkownikom na wyświetlanie wybranych części miasta. (...) Google Street View wyświetla zdjęcia które wcześniej zostały wykonane z poziomu ulicy przez kamery zamontowane na samochodzie. Do poruszania się używa się klawiszy strzałek na klawiaturze i myszy aby zmienić kierunek i kąt. Wzdłuż ulic wyświetlane są linie pomocnicze wskazujące możliwy kierunek dalszego poruszania."
Zapraszam do wirtualnej wycieczki ulicami Cork. Można to zrobić za pomocą bezpłatnego programu Google Earth: http://earth.google.com/intl/pl/ albo z poziomu przeglądarki: http://mapy.google.pl.
Za Wikipedią: "Google Street View – funkcja Google Maps i Google Earth, która zapewnia 360° panoramiczne widoki z poziomu ulicy i pozwala użytkownikom na wyświetlanie wybranych części miasta. (...) Google Street View wyświetla zdjęcia które wcześniej zostały wykonane z poziomu ulicy przez kamery zamontowane na samochodzie. Do poruszania się używa się klawiszy strzałek na klawiaturze i myszy aby zmienić kierunek i kąt. Wzdłuż ulic wyświetlane są linie pomocnicze wskazujące możliwy kierunek dalszego poruszania."
Zapraszam do wirtualnej wycieczki ulicami Cork. Można to zrobić za pomocą bezpłatnego programu Google Earth: http://earth.google.com/intl/pl/ albo z poziomu przeglądarki: http://mapy.google.pl.
piątek, 1 października 2010
Tysiące św. Mikołajów będzie kwestowało w Cork
Wczoraj na ulicach Cork pojawił się autobus z... Świętymi Mikołajami :-)
Trochę za wcześnie na Mikołaja, ale jest to akcja reklamująca bicie rekordu świata pod względem ilości Mikołajów kwestujących na rzecz lokalnych organizacji charytatywnych. Poprzedni rekord, ustanowiony w 2007 r. w Derry City wynosił 12,965 Mikołajów, organizatorzy planują że 28 listopada b.r. w Cork będzie ich 15 tysięcy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)