wtorek, 15 listopada 2011

Najpierw słońce, później deszcz...

Powrót ze słonecznej Italii do deszczowej Irlandii.

Tak samo jak przyjazd, tylko odwrotnie: metrem na dworzec Termini, autobusem na lotnisko Ciampino, samolotem do Dublina, samochodem do Cork. Lot Rynairem, pomimo obowiązujących obostrzeń ludzie wnoszą po dwie torby bagażu podręcznego - i nikt im nie robi żadnych uwag.

Kontrola paszportowa to znowu czysta formalność, rzut oka i następny. Piszę o tym celowo, żeby podkreślić że podobnie było przy locie do i z Londynu. Tylko w Polsce za każdym razem funkcjonariusze studiują mój polski paszport z takim zacięciem, jakby spodziewali się znaleźć w nim szczęśliwy i jeszcze nie zrealizowany kupon totka. Tam w Rzymie nikt się nie interesuje paszportem Polaka podróżującego z Włoch do Irlandii, ale w Polsce sprawdzanie w komputerku w bazie przestępców i porównywanie fizjonomii ze zdjęciem - musi być. Nie wiem z czego to wynika, czyżby tak wielu naszych Rodaków żyjących na bakier z prawem dawała nogę z kRAJu?

Dalej trywialnie: większość część drogi tradycyjnie przespałem. A w Cork - pada od tygodnia...

Moje zdjęcia z tego i poprzedniego pobytu we Włoszech można zobaczyć TUTAJ.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza