piątek, 17 października 2014

XXX wizyta w Polsce (13): kanapki we mgle

Powrót do Cork, przez Dublin. Ale najpierw - 5 godzin czekania na lotnisku, bo oczywiście - mgła. Żeby lud się nie burzył, Ryanair rozdał vouchery po dwie dychy do wykorzystania tylko tu i teraz w pobliskim sklepo-barze. Starczyło na kanapkę a nawet coś do popicia ;-)

/Powyżej: voucher od Ryanaira/

Zgodnie z przewidywaniami, lot opóźniony bo już od dwóch tygodni co rano w Krakowie zalega mgła. Oczywiście info o opóźnieniu pojawiło się gdy już byłem na lotnisku. Ba, Ryanair przysłał esesmana do mojej komórki z tą informacją gdy już wszyscy od 3 godzin karnie czekaliśmy na wóz lub przewóz.

W kocu, jak to pisał Stachura:
"Opadły mgły i miasto ze snu się budzi,
Górą czmycha już noc,
Ktoś tam cicho czeka, by ktoś powrócił;
Do gwiazd jest bliżej niż krok!
"

Ba, do gwiazd jest może i bliżej, ale do Irlandii - dalej. Tak czy owak, pasażerów z części porannych lotów zapakowano do autokarów i wywieziono do Przyrzowic. Nam, parafrazując Wieszcza, jechać nie kazano. Za to kazano czekać na samolot z... tychże Pyrzowic. Miałem z sobą ciekawą książkę a później spotkałem koleżankę, więc czas szybko zleciał na czytaniu i gadaniu. W końcu - przyleciał i odleciał. Na szczęście - już z nami.

I tak oto okrągła 30 wizyta w kRAJu dobiegła końca ;-)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza