poniedziałek, 14 września 2015

XXXIII wizyta w Polsce (6): dzwon w Krakowie

Tuż przed wyjazdem do moich Rodziców, zaliczyliśmy... "dzwon w Krakowie", jak głosiła swego czasu reklama jednego z towarzystw ubezpieczeniowych. Autko Agnieszki, ja - oczywiście jako pasażer ;-) Staliśmy na czerwonym, sznur samochodów przed nami, nagle głośny pisk opon i lekkie uderzenie. Niestety, również w nas.

/Powyżej: autko Agnieszki po "dzwonie"/

Pani za nami próbowała zmienić pas i skręcić w prawo, nie zauważyła pana który właśnie nadjeżdżał, uderzyła w niego, a później w nas. Na szczęście nikomu nic się nie stało, przyjechała policja, wina pani bezsporna, przyjęła mandat, dwa auta na lawetę. My mogliśmy jechać, aczkolwiek policjant stwierdził że dowód rejestracyjny oddaje warunkowo, każdy patrol może nas zatrzymać i zabrać tenże dowód, bo stłuczona lampa i wgnieciony zderzak. A przed nami akurat ponad 300 km drogi.

Co robić? Ryzykować i jechać tym, brać z wypożyczalni czy może przejechać się dla odmiany pekaesem? Chwila szukania w necie i jest inna opcja - bezpłatne nowiutkie auto zastępcze od firmy, która należność za wypożyczenie ściągnie od firmy w której pani miała OC.

Po dwóch godzinach czekania - auto jest pod domem, możemy jechać ;-)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza